Nad krzyżykiem Geralda – Rozdział I

Rozdział I
Origami i gitara elektryczna
Fabian

Już nigdy więcej nikt nie wejdzie do gabinetu Fabiana, aby tylko go zirytować. Nigdy więcej nikt nie zrobi z ważnych dokumentów zwierzątek orgiami. Nigdy więcej nikt nie zagra na gitarze elektrycznej w czasie przyjemnej ciszy, sprzyjającej czytaniu książki. Nikt nigdy więcej nie zrobi czegokolwiek, aby tylko zobaczyć zdenerwowanie młodszego brata.

– Żałuję, że częściej tak nie robiłeś – przyznał cicho blondyn, patrząc na grób starszego tylko o dwa lata brata. Teraz już nigdy go nie ujrzy…

Bardzo żałował, wielu rzeczy. Deklaracje nienawiści padały zbyt często niż powinny, nie powinna paść nigdy ani jedna. Kłócili się stanowczo zbyt poważnie, każdy z nich czuł wtedy żal do tego drugiego, a złe słowa wypływały z ich ust samoistnie. Zbyt głęboko chowali urazę do siebie nawzajem, a każda sytuacja zostawiała coraz boleśniejsze znamię na ich sercach.

Tak nigdy nie powinno być! Nic z tych rzeczy nie powinno się wydarzyć! – Fabian krzyczał na samego siebie w swoim umyśle. Wszystkiego bardzo żałował, a równie liczne wspomnienia z dobrymi momentami z ich życia nie przynosiły ulgi. Wręcz przeciwnie. Sprawiały, że Pabierowski bardziej cierpiał z powodu utraty jedynego brata.

Blondyn po prostu stał samotnie na cmentarzu i wpatrywał się w płytę nagrobną, na której leżały wczorajsze kwiaty oraz kilka zniczy. Na sierpniowym niebie zaczęły się zbierać ciemne chmury, które jedynie bardziej zdołowały mężczyznę. Nie zareagował kiedy pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na jego białą koszulę. Nie zareagował również kiedy te niewinne krople przemieniły się w istną ulewę. Całe jego ubranie się przemoczyło, jednak nie reagował.

– Pszeziebisz sie. – Usłyszał za sobą zmartwiony, kobiecy głos z mocno wyczuwalnym francuskim akcentem. Po chwili dotarł do niego również dźwięk obcasów, który ucichł kiedy kobieta stanęła obok niego z parasolem w ręku. Spojrzał na nią lekko zmrużonymi oczami. – Nie patsz na mnie jakby mówiła kłamstwo.

– Jak się czujesz? – zapytał, zmieniając temat.

– Daje sobie rada. – Przytaknęła niepewnie i spojrzała na czubki swoich obcasów, a później znowu na blondyna. – Byłam u lekasza, z dzieckiem wszytko w posządku. Mam ogranicec stres.

– Może niepotrzebnie organizowałaś razem ze mną pogrzeb? – zmartwił się Fabian. Bał się o Jacqueline oraz jej dziecko. Dziecko jego brata.

– Nie wybaczyłabym sobie, gdybym tego nie zrobiła. Gilbert… on był dla mnie wszytkim, był dla mnie jedna z najwaszniejszych osób w moim życie. Kiedy się dowieciełam, że jestem w ciąszy, a pózniej mi się oświadczy, nie umiełam powstszymać szcescia – mówiła, patrząc szklanymi oczami na zdjęcie, znajdujące się na grobie Gilberta. – A nagle, po dwa tygodnie zdaszył sie ten wypadek, nagle wszytko pekło jak szkla.

– On miał zawsze tyle szczęścia, z najgorszych sytuacji potrafił wyjść bez szwanku. Gdyby ktokolwiek mi powiedział, że zginie potrącony przez samochód, przechodząc na zielonym świetle to bym taką osobę wyśmiał. Jednak teraz, teraz to już sam nie wiem co o tym myśleć – przyznał Pabierowski i objął lekko Francuzkę ramieniem.

– Tesknię za nim – przyznała cicho i złapała gwałtowniej powietrze starając się nie rozpłakać.

– Każdy za nim tęskni, skup się teraz na sobie i dziecku. Jak będzie wam potrzebna jakakolwiek pomoc to wystarczy, że zadzwonisz lub napiszesz – zaoferował bez wahania swoje wsparcie dla rudowłosej.

– Dziekuję ci Fabian, ale spróbuję sobie poredzić. Mam jescze Armela – stwierdziła z lekkim uśmiechem, który nie był do końca szczery.

– A jak twój brat sobie radzi?

– Dobsze, znowu otwoszyl salon. Stwiercił, że praca mu pomaga, rozmawiał ostatnio z rodzina i powieciał im o wszytkim. Rodzice chcieli, żeby wróciła do Francja, ale powiedziełam, że dam radę i musze pomóc Armelowi z organizacja salonu – wyjaśniła. – Poza tym Polska to też w pewny stopniu moja ojcyzna.

– Rozumiem – przyznał blondyn, uciekając znowu wzrokiem z Francuzki na nagrobek.

– Jak będziecie tak stać i dyskutować to nic nie wskóracie, a się rozchorujecie. – Ponownie dotarł do uszu Fabiana kobiecy głos. Razem z Jacqueline spojrzeli za siebie i dostrzegli szatynkę w szarym płaszczu. Mimo szpilek była trochę niższa od Francuzki oraz drobniejsza. Podeszła do dwójki znajomych, trzymając nad sobą ciemny parasol. – Może pojedziemy zaraz do mnie na herbatę, jeśli chcecie porozmawiać?

– Nie masz planów z Roderykiem? – zapytał Fabian, patrząc na narzeczoną jego kuzyna.

– Nie, od pogrzebu Gilberta zrobił się trochę bardziej stonowany, jeszcze chyba nie do końca to do niego dotarło – wyjaśniła, patrząc niepewnie na grób przyjaciela z czasów liceum. Po chwili z torebki wyciągnęła znicz oraz zapalniczkę. Pabierowski szybko wziął od niej parasolkę i przytrzymał, aby spokojnie mogła zapalić świeczkę. Kiedy to zrobiła to wykonała znak krzyża i odmówiła modlitwę za zmarłym, aby ponownie się przeżegnać.

– Roderyk barco pszezył smierc  Gilberta? – zapytała Jacqueline, która słysząc z ust swojego chłopaka o muzyku często słyszała dość sprzeczne historie. Jednak często słyszała, że raczej nie przepadali za sobą, mimo że starszy Pabierowski chciał, aby byli ze sobą blisko.

– Tak, bardzo żałuje, że nie mieli lepszych relacji, ale… mieli bardzo odmienne charaktery i to ich zawsze dzieliło – zauważyła Serafina.

– Odkąd pamiętam byli od siebie bardzo różni – przyznał blondyn z ledwo widocznym uśmiechem. – Roderyk był spokojny i nie lubił tego co Gilbert, tak samo było w drugą stronę. Najlepsze było to, że oboje uwielbiali muzykę. Roderyk uwielbiał klasyczną i fortepian, natomiast Gilbert gitarę elektryczną.

– Nie grał na flet? – zdziwiła się rudowłosa, dla której białowłosy kiedyś zagrał na flecie poprzecznym i opowiadał jej o tym jak lubi dźwięk tego instrumentu.

– Grał w dzieciństwie, rodzice zapisali go do szkoły muzycznej na flet poprzeczny i udało mu się zdać egzaminy wstępne. Jednak później nie słyszałem ani nie widziałem, żeby kiedykolwiek znowu grał – wyjaśnił Fabian.

– Gilbert kilka razy grał dla mnie na flet – zauważyła lekko zaskoczona dziewczyna.

– Bądźmy szczerzy, Gilbert miał zawsze wiele tajemnic – wtrąciła się szatynka. – Większości najpewniej już nigdy nie odkryjemy.

– Tak, to przykra prawda – przytaknął Fabian. Przerwał mu jednak lekki kaszel Jacqueline.

– Pojedźmy do mnie, powinnaś teraz bardzo uważać, żeby się nie rozchorować i dbać o siebie – oznajmiła Serafina, obejmując lekko ramię rudowłosej i kierując się z nią powoli do wyjścia z cmentarza. Za nimi szybko ruszył Fabian, trzymając jedną parasolkę nad nim oraz Jacqueline.

– To zwyky kaszel – zauważyła Francuzka, idąc między Pabierowskim a Zielendą.

– Który szybko może się przerodzić w anginę albo grypę… – zaczęła wyliczać szatynka.

– Nie rozpędzaj się, Serafina – przerwał się spokojnie Fabian, kiedy zbliżali się do jego samochodu.

***

Cała trójka w końcu weszła za drzwi przytulnego domu Serafiny oraz Roderyka. Po zostawieniu parasolek w przedsionku oraz butów przeszli do kuchni. Szatynka szybko przyniosła Fabianowi ręcznik, aby mógł choć trochę się ogrzać, ponieważ jego koszula nadal była przemoczona, tak samo jak garniturowe spodnie.

Wszyscy usiedli przy stoliku, a po krótkiej wymianie zdań Zielenda zaczęła przygotowywać herbatę. Blondyn siedział w całkowitej ciszy i jedynie słuchał jak dwie młode kobiety dyskutują na temat dziecka Jacqueline oraz Gilberta.

– Jest Roderyk? – zapytał w pewnym momencie, zdziwiony panującą w domu ciszą.

– Powinien być w swoim gabinecie – oznajmiła Serafina, stawiając na stole cukierniczkę oraz trzy kubki z ciepłą herbatą.

Jacqueline powoli przysunęła do siebie jeden z kubków i posłodziła napój wolnymi ruchami. Kiedy zaczęła mieszać ciecz ostrożnymi ruchami, aby nie uderzyć o boki kubka, Fabian wziął kolejny kubek i z nim w ręce ruszył ku schodom, prowadzącym na piętro. Przy okazji przeszedł przez salon, w którym nadal stała jedynie sofa i telewizor w pudełku, który cierpliwie czekał na przyjazd i montaż mebli. Po wejściu na piętro podszedł do pierwszych drzwi na lewo i zapukał.

– Nie mam ochoty teraz rozmawiać, Serafina. – Fabian usłyszał zza drzwi melodyjny głos swojego kuzyna.

Blondyn jedynie przewrócił oczami i wszedł do środka, starając się drugą ręką trzymać prosto kubek. Roderyk siedział przy biurku, a przed nim leżały porozrzucane kartki. Patrzył się przez szkła okularów w okno, po którym powoli spływały krople deszczu. Jego brązowe włosy opadły bezwładnie na czoło, nie były jak zawsze ułożone w idealny ład.

– Mylić kuzyna z narzeczoną to naprawdę trzeba być oderwanym od rzeczywistości – skomentował Fabian, przysiadając na stołku, stojącym przy ukochanym instrumencie Roderyka. Starszy Pabierowski odwrócił się do swojego kuzyna i przyjrzał mu się. – Jeszcze nie dokończyliście kilku pomieszczeń, ale fortepian już stoi?

– To pianino – oznajmił szatyn, poprawiając na nosie swoje okulary.

– To i to ma klawisze – stwierdził Fabian.

– Akordeon też ma klawisze.

– Jak się czujesz? – Blondyn sprawnie zmienił temat.

– Lepiej powiedz jak ty się czujesz, przecież to ty poniosłeś największą stratę – zauważył Roderyk.

– Najgorzej i tak mają rodzice oraz Jacqueline – stwierdził Fabian.

– Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie. – Roderyk przestawił krzesło, aby siedzieć bliżej swojego kuzyna.

– Tak samo jak ty na moje. – Szatyn westchnął na upartość swojego młodszego kuzyna.

– Czuję się już o wiele lepiej, po weekendzie wracam na próby orkiestry i myślę dać dyrygentowi nowy utwór – wyjaśnił, patrząc kątem oka na kartki rozwalone na biurku, a po chwili wracając wzrokiem na swojego kuzyna. – A ty jak się czujesz?

– Też nie jest już źle, muszę trochę ogarnąć w domu i nadrobić papiery z pracy, chcę też wrócić do swoich obowiązków – oznajmił, upijając trochę swojej herbaty.

– Wiesz… jakbyś chciał wpaść w niedzielę na obiad to nie dzwoń, tylko przyjeżdżaj – zaproponował Roderyk, a Fabian posłał mu lekki, smutny uśmiech.

– Muszę się przyzwyczaić do jadania samemu i tyle – stwierdził blondyn.

– Albo musisz znaleźć sobie dziewczynę – dodał lekko roześmiany szatyn.

– Gilbert mi kiedyś powiedział. – Fabian nachylił się do kuzyna, odstawiając wcześniej kubek na pokrywę pianina i kładąc dłonie na swoich kolanach. – Albo wyzbędę swojego perfekcyjnego perfekcjonizmu albo nie znajdę godnej rodziny Pabierowskich dziewczyny. Natomiast jeśli bym jakąkolwiek znalazł to byłaby na pewno równie perfekcyjnie perfekcjonistyczna co ja i szybko by się skończyło rozwodem.

– Gilbert często miewał takie głupie złote myśli – przyznał Roderyk.

– To prawda, ale jednak coś w nich takiego jest – stwierdził blondyn, wstając z stołka i biorąc swoją herbatę.

– Co? Znajdujesz potwierdzenie, że nie możesz sobie znaleźć dziewczyny? – zapytał szatyn, wstając również.

– Moje niepowodzenia miłosne to inna sprawa, ale nie możesz zaprzeczyć, że to co mówił Gilbert nie miało żadnego sensu – zauważył blondyn po wyjściu z gabinetu.

– No to prawda, nie mogę zaprzeczyć – przyznał, schodząc z swoim kuzynem do kuchni, gdzie dwie kobiety prowadziły zawziętą dyskusję o materiałach do sukni ślubnych. Po tym jak mężczyźni się do nich dosiedli temat szybko się zmienił na dom narzeczonych, później pracę i inne bardziej bądź mniej istotne sprawy.

Po godzinie Jacqueline nieśmiało stwierdziła, że musi wracać do mieszkania, które dzieliła z bratem. Fabian od razu się zadeklarował, że ją podwiezie. Tak też podziękowali za gościnę, a następnie wsiedli do czarnego samochodu blondyna. Czekała ich dość długa droga, a warunki panujące na drodze nie chciały im tego ułatwić. Deszcz padał z taką siłą i natężeniem, że wycieraczki nie nadążały zgarniać wody na bok. Również zatory na drogach były zbyt gęste jak na takie miasto, a godzina wcale by nie wskazywała na żadne utrudnienia w przejeździe.

W pojeździe głównie panowała cisza, rozmowa między nimi była dość zdawkowa. Nie mieli po prostu o czym rozmawiać. Po trzydziestu długich minutach Pabierowski w końcu zajechał na parking przed kamienicą, w której znajdowało się mieszkanie oraz praca rodzeństwa Fillon. Na parterze dwóch wąskich kamieniczek można było podziwiać przez okna wystawy manekiny w sukniach wieczorowych oraz ślubnych. Najbardziej można się było szczycić faktem, że każda z kreacji wyszła spod igły Armela.

Jacqueline podziękowała Fabianowi za podwózkę, a po wyjściu z pojazdu przebiegła przez chodnik i weszła czym prędzej do środka salonu. Po zamknięciu drzwi blondyn zdołał dostrzec, że rudowłosa weszła za ladę. Tam weszła za drzwi i najpewniej schodami na piętro, gdzie rodzeństwo mieszkało.

***

Fabian siedział wygodnie na sofie z nogami wyciągniętymi na ławę przed nim. Patrzył bez sensu w ekran telewizora, na którym leciał jakiś hollywoodzki film akcji. Nie zwracał nawet uwagi na fabułę, grę aktorską czy cokolwiek.

Myślami był gdzie indziej, początkowo myślał o powrocie do pracy. Znając życie pewnie będzie miał jak zawsze sporo na głowie, uzupełnienia, obliczenia, papiery, maila, transakcje, a jak to bywa pewnie dostanie dodatkowe papiery. No bo nikt inny przecież nie jest tak zorganizowany jak Fabian, a ten jak nikt zna się na sprawach marketingu czy księgowości. Zawsze mógł poprosić o pomoc Felicję, ale ona sama miała masę papierów jako sekretarka.

Rozmyślenia o pracy sprawiły, że Pabierowski myślami odpłynął do reszty swoich obowiązków. Musiał zapłacić rachunki, które ostatnio przyszły, a nie miał głowy do ich załatwienia. Również musiał uregulować sprawę czynszu, który miał być ważny jeszcze przez dwa miesiące i w końcu mężczyzna będzie mógł kupić mieszkanie na własność.

Myśli o wydatkach szybko przekserowały go na kolejny tor myśli. Jego karnet na siłownię już tydzień temu przestał być ważny. Był świadomy, że nie musi tego załatwić jak najszybciej. Jednak blondyn doskonale wiedział, że ruch dobrze mu zrobi, tak więc zadecydował, że w najbliższym czasie pójdzie i wznowi swoje treningi.

Okazało się, że Fabian był tak zamyślony, że nie zauważył kiedy minęła połowa filmu. Dopiero reklamy wybudziły go z rozmyśleń, a to tylko i wyłącznie dlatego, że były o wiele głośniejsze i jaśniejsze niż film.

Blondyn westchnął i powoli przetarł swoje skronie. Uświadomił sobie, że jest zmęczony i najchętniej by się położył spać. Tak też zadecydował i po wyłączeniu telewizora oraz zamknięciu drzwi skierował się do swojego pokoju. Przy okazji minął drzwi, które od dłuższego czasu były cały czas zamknięte. Lekko go to przytoczyło. Wiedział, że prędzej czy później musi tam wejść, aby uporządkować rzeczy swojego brata. Bał się jednak, że nie jest jeszcze na to mentalnie gotowy, dlatego wciąż to odkładał w czasie.

Po swojej wieczornej rutynie usiadł przy biurku i włączył jeszcze swojego laptopa. Szybko zalogował się do swojej poczty służbowej i zaczął przeglądać ile ma nieodebranych wiadomości. Ich ilość wręcz wołała o pomstę do nieba, tak samo jak załączona ilość dokumentów. Blondyn z prędkością światłą wyłączył urządzenie i położył się do łóżka. Po wyłączeniu światła ułożył się wygodniej na materacu i narzucił na siebie byle jak kołdrę. Zamknął oczy i chciał iść spać.

Była to bardzo spokojna pora, głównie z powodu, że było już po ciszy nocnej. Słyszał tylko odgłosu burzy – świst wiatru, uderzenia kropel i różnorodne grzmoty. W tle dało się słyszeć telewizor sąsiada, który musiał oglądać jakiś film akcji, które zazwyczaj leciały o tych godzinach. Czasami dało się słyszeć przejeżdżający samochód. Taka rutyna uspokoiła Fabiana i sprawiła, że powoli się uspokajał, myśli przestały szarżować, a w końcu zasnął spokojnie bez większych trosk.

***

Blondyn jak zawsze wrócił z siłowni, którą odwiedzał co drugi dzień po pracy. Po zdjęciu butów i ułożeniu ich pod ścianą wszedł do salonu, który był połączony z kuchnią i doznał szoku. Na stoliku kawowym walały się kartki, karteczki, długopisy, markery oraz zeszyty z nutami. O regał z książkami stała oparta gitara elektryczna, która znajdowała się w czarnym futerale. Na wyspie kuchennej natomiast stała brudna i lepiąca się od gazowanego napoju szklanka. Obok niej leżał karton z niedojedzoną pizzą oraz opróżniona do połowy butelka Coca-Coli. Na podłodze było wiele okruchów, dywan krzywo leżał…

Wszystko było nie tak.

– Gilbert! – Fabian zawołał swojego brata, ale nie raczył usłyszeć odpowiedzi. Nie zdołał znaleźć białowłosego w mieszkaniu, w żadnym z pomieszczeń, których wcale nie było tak wiele.

Dopiero kiedy podszedł do lodówki zauważył na nią różową karteczkę samoprzylepną w kształcie serca. Było na niej bardzo drobne pismo, więc dopiero po dłuższym skupieniu Fabian zdołał się doczytać.

„Fabian, wyszedłem dzisiaj wcześniej, ponieważ muszę dwóm gościom zanieść papiery, które dla nich tłumaczyłem, a później wpadam do Jacqueline i Armela, no a później idę prosto do pracy. Wrócę jak zawsze późno, nie wkurzaj się na bałagan, zostawiłem ci trochę pizzy. Kiedyś to wysprzątam, ale znając ciebie to nie wytrzymasz i pewnie sam to wszystko ogarniesz, więc ci z góry dziękuję.

PS. Skończyły mi się karteczki samoprzylepne, jakbyś mógł to kup jakieś.”

– Czego ja się spodziewałem – westchnął zmęczony Pabierowski, wyrzucając karteczkę do kosza.

Usiadł wtedy na stołku barowym i zaczął jeść zimną pizzę. Popijał również wodę, którą chętnie pił, aby utrzymać swój organizm w dobrej kondycji. Po posiłku, tak jak przewidział Gilbert, Fabian nie wytrzymał i zaczął sprzątać. Pozbył się kartonu po pizzy, umył naczynia, pochował wszystko na swoje miejsca, poprawił dywan i odkurzył całą podłogę. Wszystkie papiery przejrzał, a po upewnieniu się, że należą one jedynie do starszego chłopaka, zaniósł je do jego pokoju razem z instrumentem. Tam położył wszystko na łóżku białowłosego i wrócił do największego pomieszczenia.

Po wzięciu swojej torby sportowej oraz marynarki, poszedł do swojego pokoju. Tam doznał takiego szoku, że wszystko upuścił na podłogę. Na blacie jego biurka leżało kilka zwierzątek orgiami. Wręcz z prędkością światła usiadł i zaczął rozkładać każde po kolei. Z każdym kolejnym jego twarz robiła się coraz bardziej czerwona, a złość coraz bardziej go ogarniała. Te dokumenty były bardzo ważne, jutro miały trafić na biurko jego szefa, a teraz musi coś wykombinować.

– Przysięgam, że jak dorwę tego bezmózgiego idiotę to zginie w mękach…

Opublikowano
Kategorie Kryminał
Odsłon 687
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!