Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział ósmy

Obudziłam się o szóstej trzydzieści przez dzwoniący budzik. Ten przedmiot pożegna się kiedyś ze swoim żywotem. Dopóki mam rękę w gipsie to mama zajmuje się przygotowaniem śniadania. Wstałam z łóżka i poszłam do garderoby po jakieś ubrania. Wybrałam czarne jeansy, miętową koszulkę i do tego czarna, skórzana kurtka, a na nogi trampki. Ubrałam się i stwierdziłam, że spróbuję ułożyć jakąś fryzurę. Moje brązowe włosy sięgały mi do pasa, więc było trochę ciężko je zapleść, ale się udało. Zrobiłam warkocza na prawe ramię. Mimo, że mam rękę w gipsie nie wyszło tak źle. Byłam gotowa po dwudziestu minutach. Musiałam spakować jeszcze książki do plecaka, których będę potrzebować dziś na lekcjach. Niestety, po mojej wczorajszej nauce, leżały w prawie każdym miejscu mojego pokoju. Po pięciu minutach byłam spakowana. Posmaruję nogę tylko maścią i owinę ją bandażem. Gdy na zegarku w komórce widniała godzina siódma, usłyszałam z dołu głos mamy.

– Śniadanie gotowe! – krzyknęła.

– Idę! – krzyknęłam.

Gdy zeszłam na dół przy stole siedzieli moi bracia i jedli śniadanie, a mama szykowała się do wyjścia.

– Bezpiecznej drogi. – powiedziałam.

– Uważaj na siebie w szkole. Do zobaczenia później. – powiedziała i pocałowała mnie w czoło.

– Do zobaczenia. – powiedziałam i się uśmiechnęłam, a mama wyszła do pracy.

Skierowałam się w stronę jadalni i usiadłam przy stole.

– Smacznego. – powiedziałam i zaczęłam jeść.

Po chwili odezwał się do mnie Mat.

– Zmieniłaś fryzurę? – zapytał. Zazwyczaj robię sobie koka lub zostawiam je rozpuszczone.

– Chciałam coś zmienić w swoim wyglądzie, a po za tym pewnie dziś będzie ciepło, więc będzie mi chłodniej. – powiedziałam.

– Ładnie wyglądasz. – powiedział Mat.

– Wyglądasz dziś na bardziej szczęśliwą niż w ostatnim czasie. Co lub kto jest tego powodem? – powiedział Drew.

– Nic i nikt. Po prostu chciałam dziś ładnie wyglądać.

Zaczęli mi się dziwnie przyglądać.

– Coś nie tak?

– Nie. Wszystko w porządku. Tylko dawno już nie emanowałaś takim szczęściem jak dziś. – powiedział Mat.

– Ja nawet wiem przez kogo jest taka zadowolona. – powiedział Drew i poruszył brwiami.

Chłopaki wymienili się porozumiewawczo spojrzeniami.

– Zapewne to przez Luke’a. – powiedział Mat.

– Nie prawda! – od razu zaprzeczyłam co było moim błędem.

– Prawda, prawda. Za szybko zaprzeczyłaś, więc to prawda.– powiedział Drew.

– Ale zapamiętaj sobie jedno. Jeśli on cię skrzywdzi to pożałuje. 

– Wiesz Mat… To ostrzeżenie powinieneś raczej powiedzieć Luke’owi. 

– Powiem, gdy wszystko będzie pewne. 

– Co będzie pewne?

– Jeśli ty jeszcze nie wiesz, to niedługo się przekonasz, Kat. 

– Moi drodzy jest godzina siódma czterdzieści. Jeśli się nie pospieszymy to się spóźnimy. – powiedział Drew.

– To musimy się pospieszyć. – powiedziałam.

Pod szkołą byliśmy po piętnastu minutach. Do dzwonka zostało nam pięć minut.

– Uff… Na szczęście zdążyliśmy.

– Tak. A teraz pod klasy. – powiedział Mat i zadzwonił dzwonek.

Nie było już nikogo na korytarzach. Drew miał pierwszy w-f, bliźniaki gdzieś na dole ja miałam na górze. Gdy weszliśmy do szkoły, od razu poszliśmy w swoje strony. Nie chciałam się spóźnić, więc zaczęłam biec zapominając, że muszę oszczędzać kostkę. Oczywiście z moim szczęściem biegnąc, uderzyłam się w lewą kostkę o kosz stojący na korytarzu. Od razu pożałowałam, że zaczęłam biec.

– Ał, ał, ał… – powiedziałam i ukucnęłam na korytarzu trzymając się za kostkę – Ja i te moje super szczęście. Czy ja muszę być taką niezdarą? – powiedziałam z sarkazmem.

– W tym akurat muszę się z tobą zgodzić. Masz szczęście. – powiedział jakiś głos za mną.

Natychmiast się odwróciłam.

– Luke! Nie strasz mnie. – powiedziałam – Nie jesteś na lekcji?

– Jak widać nie. Nie spieszyło mi się. – powiedział.

Chciałam wstać, ale przez mocniej bolącą kostkę nie udało mi się, więc wróciłam do poprzedniej pozycji.

– Ał… Super… Bracia mnie zabiją… – powiedziałam sama do siebie.

– Czemu mieliby to zrobić? – zapytał.

– Miałam uważać na kostkę, bo jak nie to znowu będą mnie pilnować na każdym kroku. – powiedziałam wzdychając.

– Jeśli nie chcesz to nie muszą cię nosić. – powiedział z chytrym uśmieszkiem.

– Niby jak to zrobisz mądralo? – zapytałam. Byłam ciekawa jak ma zamiar tego dokonać.

– A tak. – powiedział.

Podszedł do mnie i wziął mnie na ręce w stylu panny młodej.

– Widzisz? – zapytał i udaliśmy się w stronę klasy.

– No widzę. Tylko jak ma to niby mi pomóc? – powiedziałam.

– Tak, że twoi bracia nie będą cię ani nosić, ani pilnować. – powiedział uśmiechając się.

– To nie zmienia prawie niczego, oprócz tego, że to ty mnie teraz niesiesz. – powiedziałam.

– O to mi chodziło. – powiedział.

– Chyba nie zamierzasz wejść ze mną na rękach do klasy? – zapytałam widząc już drzwi do klasy, w której mamy lekcję.

– Taki mam zamiar, a co? – zapytał – Przecież boli cię kostka, a jeśli cię puszczę znowu możesz coś sobie zrobić. – powiedział.

– Nic się nie stanie. Możesz mnie odstawić. – powiedziałam.

– Już raz to słyszałem, a parę sekund po tym prawie znowu upadłaś. – powiedział – Teraz też widziałem twój cały popis od rozstania z braćmi. – dodał.

– Ale mnie złapałeś, więc możesz mnie teraz postawić na ziemię. A teraz byłeś po prostu w nie odpowiednim miejscu, o nie odpowiednim czasie. – powiedziałam.

– Nie ma mowy. Masz szczęście, że akurat w tym miejscu o tym czasie. Dla twojego bezpieczeństwa i swojego spokoju wniosę cię do klasy czy tego chcesz czy nie. – powiedział.

– Ale ty jesteś strasznie uparty… – powiedziałam i westchnęłam.

– A dziękuję. – powiedział z uśmiechem i otworzył drzwi do klasy.

– To nie był komplement. – powiedziałam jeszcze zanim weszliśmy do klasy.

– Dla mnie był. – wyszeptał mi na ucho.

Rose jak tylko nas zobaczyła, szturchnęła Alex i oboje zaczęli się uśmiechać. Boże… Jaki wstyd. Zakryłam twarz dłońmi. Czułam pieczenie na policzkach.

– Awww… – powiedziała Rose z Alexem – Jak słodko! ♥ – krzyknęła.

– Ładna z was para! – krzyknął Alex. Czułam, że rumienię się jeszcze bardziej.

– Nie jesteśmy parą! – powiedziałam od razu. 

Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale przerwała mi Jennifer.

– Oni nie są parą! Luke jest moim chłopakiem! – krzyknęła blondynka.

– Nie jestem twoim chłopakiem i nigdy nie będę! – krzyknął Luke.

– Już skończyliście te wrzaski? – zapytał nauczyciel matematyki Pan Smith – Dlaczego się spóźniliście? I dlaczego trzymasz ją na rękach? – zapytał.

– Koleżanka zraniła się w nogę i nie może na niej stawać, więc jej pomogłem dotrzeć na lekcje. – powiedział Luke.

– Eh… – westchnął – No dobrze. Siadajcie do ławki. – powiedział i zaczął prowadzić lekcję.

Luke udał się ze mną na rękach w stronę wolnej ławki pod oknem na końcu klasy. Posadził mnie na krześle i sam usiadł obok mnie. Gdy wstałam z krzesła, popatrzył na mnie zdziwiony.

– Gdzie się wybierasz? – zapytał Luke.

– Idę usiąść w ławce z Rose. – powiedziałam.

Chciałam już odejść, ale Luke złapał mnie za lewy nadgarstek.

– Czemu? Nie możesz usiąść ze mną?

– Nie mogę, ponieważ muszę z nią porozmawiać.

– Nie możesz tego zrobić na przerwie?

– Nie. Na przerwie nie będę miała okazji tego zrobić.

– Dlaczego?

– Sam się przekonasz po dzwonku. – powiedziałam i uwolniłam rękę.

Skierowałam się w stronę Rose i usiadłam z nią.

– Rosalie. – zaczęłam, ale mi przerwała.

– Mów na mnie Rose. – powiedziała z uśmiechem.

– Rosalie… – zaczęłam ponownie, ale zgromiła mnie wzrokiem – Rose – powiedziałam, a ona się uśmiechnęła – Muszę cię o coś zapytać.

– Więc pytaj. – powiedziała.

– Czy już zadecydowano jaką sztukę wystawicie na pierwszy dzień wiosny?

– Tak. W zeszłym tygodniu zagłosowano na Kopciuszka. Ten dzień będzie również dniem otwartym.

– Rozumiem. A o co chodzi z tym dniem otwartym?

– To będzie dzień, w którym każdy będzie mógł wejść do szkoły. Nasze rodziny jak również inni uczniowie z po za naszej szkoły.

– Nasze rodziny również?

– Tak. Twoi bracia ci nic nie powiedzieli?

– Nie pisnęli nawet słówka na ten temat. A wiedzą, że będę wtedy śpiewać?

– Raczej nie. Ja im nic nie mówiłam, a plan na ten dzień wywieszony będzie dopiero za tydzień.

– Dobrze, więc mam jeszcze dwa tygodnie na przygotowanie. Wiadomo już jaka piosenka będzie na zakończenie?

– Pani Wright – nauczycielka sztuki jest prowadzącą, więc musisz z nią porozmawiać.

– Nie mam innego wyjścia. Mam nadzieję, że nie wymyśli nic więcej po za zaśpiewaniem jednej piosenki.

– Nie będzie tak źle.

– To nie ty będziesz musiała śpiewać.

– Ale muszę zająć się kostiumami dla wszystkich.

– Fakt.

– Zaśpiewasz mi jak będziesz wiedziała już co to za piosenka?

– No nie wiem.

– Proooszę… – powiedziała i patrzyła na mnie.

– Zastanowię się.

– Jej! – krzyknęła, przez co nauczyciel zwrócił na nas uwagę, a cała klasa spojrzała na nas. – Ups… Dziwne, że wcześniej nie zwrócił nam uwagi. 

– Catherine i Rosalie. Do tablicy. Skoro jesteście takie rozmowne, to zapewne wszystko umiecie i możecie rozwiązać po przykładzie. – powiedział Pan Smith, a Luke się cicho zaśmiał. Posłałam mu złowrogie spojrzenie, ale nadal się śmiał.

– Kurczę. Nic nie umiem. – powiedziała Rose.

Wstałyśmy i podeszłyśmy do tablicy. Pan Smith zapisał nam po przykładzie. Pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że Rose nic nie rozumie, bo zapisał jej na tablicy dużo prostszy przykład niż mi. Zapewne chciał coś sprawdzić. Na szczęście mam przerobiony cały materiał z liceum. Od klasy pierwszej do trzeciej. Swój przykład skończyłam rozwiązywać po kilku minutach. Pan Smith podszedł do mnie i zaczął go sprawdzać. Rose popatrzyła na mnie błagalnie, więc pomogłam rozwiązać jej przykład, który dostała dopóki nauczyciel nie patrzył. Pan Smith popatrzył na mnie zdziwiony.

– Jak to możliwe, że rozwiązałaś go w tak krótkim czasie? – zapytał.

– Był całkiem łatwy. – powiedziałam.

– Łatwy? To był przykład z trzeciej liceum. – powiedział.

– Naprawdę? Nie wiedziałam. – udałam zaskoczoną.

– Dobrze. Możecie usiąść. – powiedział, a my udałyśmy się do ławki.

Usiadłyśmy i Rose się odezwała.

– Jak to możliwe, że umiałaś rozwiązać przykład z trzeciej klasy skoro jesteśmy w drugiej? – zapytała zdziwiona.

– Przerobiłam cały materiał z liceum. Od klasy pierwszej do trzeciej. – powiedziałam i zadzwonił dzwonek na przerwę.

Teraz tylko czekać aż do klasy wpadną moi bracia. Niektórzy wyszli z klasy, a część została, ponieważ kolejną lekcję również mamy w tej klasie. Po paru sekundach odezwała się jakaś dziewczyna.

– Wiecie, że do naszej klasy dochodzi nowa uczennica? – powiedziała dziewczyna z dyktafonem w ręku.

– Znowu podsłuchiwałaś w pokoju gospodarzy Sandra? – zapytała ciemnoskóra dziewczyna.

– Kiedy ma ona przyjść? – zapytał jakiś chłopak w spodniach moro.

– Ma dojść do nas dziś. Nie wiem tylko na której lekcji. – powiedziała dziewczyna o imieniu Sandra.

Nie słuchałam dalej ich rozmowy. Zaczęłam myśleć o piosence, którą mam niedługo zaśpiewać przed całą szkołą. Nawet nie zauważyłam kiedy Rose wyszła z klasy. Z moich myśli wybudziły mnie głosy moich braci.

– Kat! – krzyknął Mike.

– Nie musisz tak krzyczeć. Słyszę was. – powiedziałam.

– Czy to prawda, że śpiewasz w przedstawieniu? – zapytał Drew.

– Tak, to prawda. Śpiewam na zakończenie, ale nie będę sama występować. – powiedziałam.

– A z kim? – zapytali jednocześnie.

– Z wami. – powiedziałam.

– Kiedy miałaś nam zamiar powiedzieć? – zapytał Drew.

– Przecież musimy zrobić próby. – powiedział Mat.

– Masz już gotową piosenkę?

– Jeszcze nie. Muszę o niej porozmawiać z nauczycielką odpowiedzialną za przedstawienie.

– Więc… jest możliwość, że już od jutra zaczniemy próby? – zapytał Drew.

– Tak. Możemy też ćwiczyć z innymi piosenkami, ponieważ jak tylko zdejmą mi gips będziemy mieli swój pierwszy występ jako zespół. – powiedziałam.

– Co?! – zapytali jednocześnie.

– Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? – zapytał Mat.

– Miałam wam powiedzieć o wszystkim dziś. A mówiliście rodzicom o dniu otwartym?

– Powiemy im dziś przy kolacji jak tata wróci. – powiedział Mike.

Zadzwonił dzwonek na lekcje.

– Idźcie już na lekcję. Porozmawiamy w domu.

– Okey, więc już idziemy. – powiedział Mat.

~***~

Ta dziewczyna – Sandra – miała rację. Do naszej klasy doszła dziewczyna o imieniu Megan. Powiedziała, aby mówić jej Meg. Całkiem łatwo zdobyła ‘przyjaciół’. Zobaczymy jak długo będą grać przyjaciół. Zmieniając temat. W przerwie obiadowej byłam u Pani Wright i już wiem jaką piosenkę będę śpiewać. Jestem właśnie w drodze do domu. Tak. Wracam sama. Bracia skończyli wcześniej i wrócili do domu. Ja skończyłam później i dopiero wracam. Jakoś udało mi się nie spotkać nikogo znajomego. Bo jak bym spotkała TĄ trójkę, to znaczy Luke’a, Rose lub Alexa to zapewne chcieliby mnie odprowadzić do domu. Po piętnastu minutach byłam już w domu.

– Wróciłam!

– Witaj z powrotem! – krzyknęli.

– Tata już wrócił do domu. – powiedział Mike.

– Naprawdę? – zapytałam i poszłam do salonu przywitać się z tatą.

– Cześć córeczko. – powiedział, podszedł do mnie i przytulił, a ja odwzajemniłam.

– Cześć tato. Tęskniłam. – powiedziałam.

– Ja również. – powiedział – Co ci się stało w rękę? – zapytał.

No tak. Przecież nie mówiliśmy nic tacie.

– Potknęłam się w szkole i spadłam ze schodów. – powiedziałam.

– To prawda? – zapytał patrząc na chłopaków.

– Tak, to prawda. – odpowiedzieli.

W dniu, w którym to się stało uzgodniliśmy, że powiemy rodzicom tylko to, że spadłam ze schodów. Nie powiedzieliśmy im kto mnie z nich zepchnął. Postanowiliśmy zająć się tym sami. Jeśli ona jeszcze mi coś zrobi to wtedy pożałuje. Jakoś ich przekonałam, żeby nic na razie nie robili.

– Działo się coś w domu jak mnie nie było? – zapytał tata.

– Postanowiliśmy założyć zespół. – powiedział Drew.

– Mianowicie kto? – zapytał tata.

– My… – powiedział Mat i pokazał na siebie i Drew – oraz Kat. – dokończył.

– Naprawdę? – zapytał szczęśliwy tata – W końcu może cię usłyszeć ktoś inny. – powiedział.

– Śpiewam z nimi tylko chwilowo. Dopóki nie znajdą kogoś innego na moje miejsce.

– Dobre i to. – powiedział tata.

– Szkoła organizuje dzień otwarty i każdy może przyjść. 

– Kiedy się odbędzie? – zapytała mama.

– Dwudziestego pierwszego marca. 

– Kat będzie wtedy śpiewać przed całą szkołą. 

– My będziemy pilnować żeby wszystko się udało. 

– A więc na pewno przyjdziemy obejrzeć. 

– O której to wszystko się zaczyna? – zapytała mama.

– Rozpoczęcie jest o dziesiątej. 

– Skoro tak to weźmiemy sobie wolne na ten dzień. – powiedział tata.

– Może przyjść cała rodzina, prawda? – zapytała mama.

Tata spojrzał na mnie, a po chwili przysunął się bliżej mnie.

– Coś się stało? Wcale się nie odzywasz. 

Gdy tata to powiedział wszyscy się na mnie spojrzeli.

– Coś cię boli? – zapytała mama.

– Nie. Nic mnie nie boli. – odpowiedziałam.

– Coś wydarzyło się w szkole? – zapytała mama.

– Nie. Po prostu myślę nad piosenką, którą mam zaśpiewać po przedstawieniu. – powiedziałam – Zgłosiła mnie do tego koleżanka z klasy bez mojej wiedzy, gdy nie było mnie w szkole. Dowiedziałam się dopiero wczoraj.

– A jak ma na imię? – zapytała mama.

– Rosalie. – powiedział Mat.

Z rodzicami rozmawialiśmy tak jeszcze przez dwie godziny. Po następnych dwudziestu minutach zdecydowałam, że pójdę do swojego pokoju.

– Pójdę już do pokoju.

– Stało się coś? 

– Nie. Muszę odrobić lekcje, a gdy skończę to popracuję nad piosenką. Może naniosę na nią kilka poprawek. Taka moja wersja piosenki.

– Jak skończysz to powiedz. Musimy zacząć próby. – powiedział Drew.

– Powinnam ją skończyć w ciągu trzech dni.

– Więc w piątek zaczynamy próby. – powiedział Mat.

– Wtedy możemy również zagrać kilka innych piosenek.

– Dobry pomysł. 

– Wy sobie rozmawiajcie, a ja idę do pokoju. – powiedziałam i odeszłam.

Stwierdziłam, że zanim pójdę do pokoju to najpierw wstąpię do kuchni i zrobię sobie kanapki i wleję jakiegoś soku, aby mi się lepiej pracowało. Po piętnastu minutach kanapki były gotowe. Wlałam jeszcze soku pomarańczowego do szklanki i poszłam na górę do swojego pokoju. Skończyłam odrabiać lekcje po dwóch godzinach. Przez ten czas kanapki, które zrobiłam zniknęły. Teraz zabieram się za piosenkę. Może ją trochę zmienię. Szybkie tempo lub wolne i kilka innych rzeczy.

– Od czego by tu zacząć? – powiedziałam sama do siebie.

Spróbuję z pierwszą zwrotką, a jutro dokończę. Najpierw spróbuję szybko, a potem powoli.

W idealnej bajce dla dzieci świat jest dzielny i dobry,
Bohater bierze twoją dłoń, nastanie słodka miłość.
Jednak życie jest inną grą, smutkiem i bólem,
Tylko ty możesz jutro zmienić swój świat,
Niech twój uśmiech rozjaśni niebo,
Utrzymaj swojego ducha wznoszącego się wysoko.

Jednak wolniejsze tempo bardziej pasuje. Spojrzałam na zegarek. Jest dwudziesta druga. Pora iść spać. Poszłam do łazienki wziąć kąpiel. Skończyłam po trzydziestu minutach. Włosy związałam w warkocza i położyłam się na łóżko. Po chwili zasnęłam.

************************************************************************

Piosenka: Sonna Rele – Strong

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 505
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!