Thief || Hobbit

Rozdział 1. – Złodziejka.

  Krasnolud przemykał między uliczkami niewielkiego miasta, położonego niemal na skraju ogromnego, gęstego lasu, który był nie tylko miejscem polowań, ale także domem miejskich legend i baśni. Ciężkie krople deszczu spływały po jego twarzy, a chłodny wiatr przesiąkał do szpiku kości. Parł jednak naprzód, w prawej pięści zaciskając mały zwitek papieru.

  Wiedział, że to, co robił, było głupie i bezmyślne, lecz głos z tyłu głowy nie dawał mu spokoju. Musiał sprawdzić, kim był nadawca krótkiej wiadomości, którą dostał, kiedy jeszcze parę minut temu tkwił w karczmie, czekając na swój posiłek. Był lekko zaniepokojony tym wszystkim, ale nie zamierzał się ukrywać, wolał zaryzykować. Martwił się, że to mogli być podstępni bandyci, mordercy, czy ktoś również zły. Był jednak gotowy do walki, jeśli zaszłaby taka konieczność. Miał jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.

  W końcu doszedł do celu, a przynajmniej tak mu się zdawało. Zatrzymał się w miejscu i spojrzał z konsternacją na trzymaną w dłoniach kartę, a po chwili na pusty zaułek przed sobą. Blask ulicznej lampy padał na jego twarz, kiedy uważnie rozglądał się dookoła. Czuł na sobie czyiś palący, nieprzyjemny wzrok, jakby ktoś chciał wręcz zajrzeć do jego wnętrza. Nie podobało mu się to. Bardzo mu się to nie podobało.

  Po raz kolejny spojrzał na kartkę, wbijając wzrok w jedno ze słów. Książę. Nikt zwyczajny nie mógł wiedzieć, kim jest. Tym bardziej się niepokoił. Każdy, kto wiedział o jego dziedzictwie, mógł mieć wobec niego złe zamiary. Mógł chcieć go zabić, by zakończyć linie rodu Durina. Ludzie byli różni. Przełknął głośno ślinę i spojrzał w ciemność przed sobą.

  Wziął głęboki wdech i z ogromną dozą niepewności, wszedł do zaułku, lewą rękę trzymając na toporze, w gotowości na wszystko. Serce tłukło mu w klatce piersiowej, a na ciele pojawiła się gęsia skórka.

  Stał przez dłuższą chwilę w mroku, starając się w nim coś dojrzeć, lecz czerń była zbyt głęboka, by zobaczyć choćby czubek własnego nosa. Wciąż ktoś go obserwował, czuł jego obecność. Cierpliwie czekał, aż nieznajomy się ujawni.

  — Wiedziałam, że przyjdziesz — usłyszał nagle, tuż obok siebie. Ciepły oddech musnął jego policzek. Mimowolnie zamachnął się w tamtą stronę, lecz trafił w nicość. Rozległ się cichy chichot. — A to było bardzo niekulturalne z twojej strony, po księciu Ereboru spodziewałam się czegoś więcej — tym razem głos rozległ się po drugiej stronie.

  Uderzył ponownie, lecz nikogo nie trafił. Słyszał tylko ciche kroki, zwinne i szybkie. Nieznajomy przemykał obok niego, osaczał, niczym drapieżnik swoją ofiarę. Krasnolud tylko czekał, aż zaatakuje.

  — Kim jesteś? — zapytał Thorin, starając się zachować spokój.

  —  Nie będę odpowiadać na pytania kogoś, kto usiłuje mnie zabić, wiesz? — odezwał się tuż przed nim. Mężczyzna zamarł, czując uderzający w twarz słodki zapach, czegoś, czego nie potrafił rozpoznać. — Schowaj ten pilnik do paznokci, to przejdziemy do kulturalnej rozmowy — zażądał.

  Krasnolud przez dłuższą chwilę wahał się, lecz odłożył broń na swoje miejsce. Wtedy poczuł mocne, lecz również delikatne pchnięcie. Wypadł z zaułku, prosto na uliczkę. W końcu mógł dojrzeć coś więcej niż samą ciemność.

  Zrobił parę kroków w tył, kiedy nieznajomy wyszedł z cienia. Zdezorientowany mężczyzna spojrzał na młodą kobietę. Była to drobnej budowy elfka, o mocnej, ciemniej karnacji i kontrastowych, białych włosach. Wpatrywała się w niego rdzawymi oczami, o lekko przekrwionych białkach. Wydawała się odrobinę zmęczona, lecz mimo to na jej twarzy gościł mały, trochę niepokojący uśmieszek.

  Przechyliła lekko głowę w bok, dokładnie lustrując jego twarz.

  — Rayla jestem — przedstawiła się, prostując głowę. — Najzwinniejsza, najinteligentniejsza, najpiękniejsza i ogólnie najlepsza złodziejka na tym świecie – dodała po chwili, wyciągając do niego dłoń.

  Thorin nie uścisnął jej, tylko zmarszczył gniewnie brwi, dokładnie się kobiecie przyglądając. Z daleka biła od niej pycha i arogancja. Do tego jej uśmiech mu się nie podobał, zbyt cwaniacki i irytujący.

  — Czego ode mnie chcesz? — zapytał po chwili.

  Rayla zagwizdała krótko, po czym cmoknęła, kręcąc głową z dezaprobatą.

  — Książę wali prosto z mostu, co? — prychnęła. — Wiesz, nie musisz być taki nieuprzejmy, to nie pasuje do twojego królewskiego oblicza — stwierdziła, kładąc dłonie na biodrach.

  — Trudno być uprzejmym dla nieznajomej złodziejki, która nie mam pojęcia skąd wie, kim jestem — warknął cicho.

  — Każdego witasz z takim pokładem entuzjazmu? — mruknęła, krzyżując ramiona na piersi. Chwilę później uśmiechnęła się w ten swój arogancki sposób, po czym zaśmiała się pod nosem. — Jeśli ci się nie podobam, to powiedz.

  — Możesz odpowiedzieć mi na proste pytanie? — zmarszczył gniewnie brwi. — Czego na Durina ode mnie chcesz? Zawsze, jak okradasz ludzi, do najpierw denerwujesz ich gadaniem?

  Kobieta złapała cię teatralnie za serce, szeroko otwierając usta. Po chwili wybuchła głośnym śmiechem, lekko kołując krasnoluda.

  — Ja od ciebie niczego nie chce — odparła, gdy już unormowała oddech. — To ty chcesz czegoś ode mnie.

  Thorin prychnął głośno. W jego oczach była wariatką, która zawracała mu tylko głowę i odbierała cenny czas. On pragnął czegoś od NIEJ? Przezabawne.

  — Nie uderzyłaś się przypadkiem w głowę? Niczego nie chciałem i nie chce od ciebie, nawet cię nie znam. Lepiej powiedz mi, czego w końcu ty ode mnie chcesz, a najlepiej, to po prostu odejdź i daj mi święty spokój — warknął, tracąc powoli cierpliwość. Jego dłoń mimowolnie znalazła się na toporze.

  — A właśnie, że mnie znasz. Przed chwilą się poznaliśmy, jakbyś nie dostrzegł — zauważyła. — I chcesz czegoś ode mnie, lecz jeszcze o tym nie wiesz. Powiem ci wszystko, jeśli spokojnie ze mną porozmawiasz, bez chęci zabicia mnie na środku ulicy — wskazała na trzymany topór.

  — Nie rozmawiam z tobie podobnymi — stwierdził, nie spuszczając dłoni z broni.

  Rayla zmarszczyła gniewnie brwi.

  — Bo jestem elfem, tak? — burknęła, naburmuszona. — Nie podoba ci się moja ulubiona forma? Wy krasnoludy w ogóle nie macie gustu, liczą się dla was tylko brody i cycki, nie doceniacie takiego piękne ciała, hańba wam! — wycelowała w niego palec. — Hańba i wstyd, po co ja w ogóle się staram?!

  Wyglądała na oburzoną i wściekłą, lecz krasnolud miał wrażenie, że z trudem panuje nad nie uśmiechaniem się. Usta drgały jej, jakby walczyła z tą pokusą.

 — Możesz przejść do konkretów? — zapytał, krzyżując ramiona na piersi. Powoli tracił resztki cierpliwości.

 — Wiesz co? Tyle napracowałam się nad znalezieniem idealnej elfiej kobiety, w którą mogłabym się wcielić, a ty w tak okrutny sposób burzysz moją pewność siebie! W dodatku staram się być miła, a ty jesteś G B U R E M — wycedziła, unosząc wysoko podbródek. — Od księcia Ereboru wymagałam czegoś więcej — prychnęła.

  — Możesz mi po prostu odpowiedzieć na proste pytanie? — warknął, mrużąc oczy.

  Kobieta spojrzała na niego.

  — Możesz mi po prostu odpowiedzieć na proste pytanie? — powtórzyła, przedrzeźniając go. Nagle, Thorin poczuł, jakby został wryty w ziemię. Nie było już przed nim elfki. Stał przed nim… on sam. — Patrzcie, jestem wielkie księciem, wielkiego królestwa i jestem gburem i prostakiem! — krzyknął drugi Thorin, piskliwym głosem.

  Mężczyzna nie miał bladego pojęcia, co się działo. Wpatrywał się w swojego klona, oniemiały. Wyglądał identycznie, bez najmniejszej różnicy, ta sama twarz, to samo ciało, nawet podobny głos. Jakby wpatrywał się w swoje odbicie.

  Po krótkiej chwili, drugi Thorin zniknął, a zastąpiła go znowu elfka, która obserwowała dumnie jego zszokowany wyraz twarzy, jakby wpatrywała się właśnie w swoje własne arcydzieło.

  — Zrobiłam na tobie wrażenie, czyż nie? — powiedziała, zarzucając włosy na plecy.  —Mówiłam, że jestem wspaniała. Przydam ci się w twojej wyprawie, na którą zamierzasz niebawem wyruszyć — pochyliła się lekko, by zrównać swoją twarz z jego.

  Krasnolud w końcu otrząsnął się z szoku. Odwrócił wzrok, walcząc z własnymi myślami. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, co zdarzyło się te parę sekund wcześniej. To było… niesamowite. Dziwne, ale niesamowite. Nigdy nie widział czegoś podobnego.

  — Kim ty jesteś? — zapytał nagle, patrząc jej w oczy.

  Kobieta wyprostowała się, mając na ustach szeroki uśmiech.

  — Kimś, kto za drobną opłatą, pomoże ci w twojej misji — szepnęła. — Jestem najlepszą złodziejką, a wiem, że takowa ci się przyda. Hobbici może i są zwinni i szybcy, ale brakuje im odwagi, by podjąć się takiego zadania.

  Ponownie do jego nozdrzy dotarł jej słodki zapach. Przypominały mu trochę zapach bzu, ale nie był pewien. Skoncentrował się na jej słowach, głęboko się nad nimi zastanawiając. Wszystkie szare komórki w jego organizmie protestowały, lecz on był niepewny. Z jeden strony ten pomysł był dla niego absurdem, lecz z drugiej wiedział, że miała racje. Nie było pewne, czy zdobędą hobbita do tej wyprawy, a potrzebny był im włamywacz. I to bardzo dobry.

  — Dlaczego mam ci zaufać? — odezwał się w końcu, uważnie przypatrując się jej twarzy. Dostrzegł na niej parę niewielkich, ledwo widocznych blizn — I skąd wiesz o hobbicie?

  — Moją lojalność można kupić, a tak się składa, że w tym twoim zameczku masz sporo ładnych skarbów. Myślę, że jak obiecujesz mi niewielką sumkę i no nie wiem, może pierścionek z bursztynem, taki pod kolor oczu, to wystarczy, żebym ci pomogła — odrzekła, uśmiechając się niewinnie. — I obserwuje cię od jakiegoś czasu.

  Nawet nie kryła się ze swoimi priorytetami. Nie podobało się to krasnoludowi, ale jednocześnie w jakiś sposób doceniał jej szczerość.

 —  To… dużo do przemyślenia — rzekł, dość niepewnie.

 — Przynajmniej się nad tym zastanowisz, a to duży plus — uśmiechnęła się jeszcze szerzej, poprawiając rękawy skórzanej kurtki, którą miała na sobie. — Dam ci trochę czasu. Przybędę na te wasze spotkanie w Shire i tam udzielisz mi odpowiedzi — mrugnęła do niego, po czym obróciła się na pięcie — Widzimy się za miesiąc, skarbie — rzuciła na odchodne i zaczęła kierować się tylko w sobie znanym kierunku.

  Thorin chciał coś jeszcze powiedzieć, lecz nim zdołał sklecić słowa, elfki już nie było. Został na ulicy całkiem sam.

Witam serdecznie w nowym opowiadaniu 😀 Mam nadzieję, że zostaniecie do końca i że będziecie się dobrze bawić.

Życzę miłej niedzieli!

Ps. Imię głównej bohaterki zostało wzięte z serialu “Smoczy Książę”, który bardzo wszystkim polecam 🙂

Opublikowano
Odsłon 1179
4

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!