Sachiko czy Sayuri? – Rozdział 6

          Była późna pora. Większość służących już udała się do domów i tylko nieliczne pozostały na miejscu, by w razie konieczności służyć panience pomocą.

          Kilka miesięcy wcześniej Yuriko wyraziła zgodę, by Sachiko chodziła później spać, ale nie zezwalała na nic innego w tym czasie niż gra na shamisenie. Z tego powodu wieczorami dom nie był pogrążony w ciszy, tylko wypełniony dźwiękami niezbyt udanych występów panienki.

          Sachiko zerknęła na Yuriko, która spoglądała przez okno zamyślona. Jej opiekunka rzadko pozwalała na taki brak dyscypliny, by mogła nie grać, więc wykorzystywała ten krótki moment wytchnienia.

          Nie znosiła tego żałosnego instrumentu. Dźwięki, które z niego wydobywała, zdawały jej się śmieszne, całkiem niepasujące do niej, ale z jakiegoś powodu pan ojciec chciał, żeby uczyła się tej sztuki. Może naprawdę jej nie znosił i chciał upokorzyć?

          — Dlaczego nie grasz, panienko?

          Yuriko w końcu oderwała wzrok od okna i spojrzała na nią. Sachiko ze zdumieniem przyjęła postawę kobiety. Od długiego czasu chodziła zamyślona, nie strofowała jej jak dawniej, pozwalała na więcej i nieustannie szukała okazji, by wymienić pospiesznie kilka zdań z Kirą. Może i Sachiko zyskała dzięki temu więcej swobody, ale nie podobało jej się zachowanie Yuriko.

          — Jesteś zmęczona, panienko? Chcesz się położyć?

          — Nie, nie. Już gramy.

          Westchnęła ciężko i uniosła dłoń z wytworzonym z żółwiej skorupy bachim. Drugą rękę ułożyła w pozycji wyjściowej i rytmicznie szarpała jedwabne struny. Zamknęła oczy i próbowała wczuć się w melodię, którą miała odtworzyć. Ledwo udało jej się zagrać kilka pierwszych taktów, a rozległ się okropny huk.

          Yuriko natychmiast zerwała się z miejsca i podeszła do niej.

          Sachiko patrzyła na nią zdumiona. Yuriko stanęła przed nią i zdawała się zasłaniać ją własnym ciałem. Obie zadrżały, kiedy fusuma otworzyła się gwałtownie.

          — Zabito córkę Lorda kraju Wiatru! — Na progu stanął zadyszany Kira.

          Sachiko ze zdumieniem obserwowała reakcję Yuriko, która opuściła ją i rzuciła się mężczyźnie w ramiona. Domyślała się, że łączyło ich coś więcej niż zwykła przyjaźń, ale żeby tak ją gorszyli? Powinni opuścić jej towarzystwo, kiedy składali tak intymne gesty na swoich ustach. Chciała złajać oboje, ale w końcu dostrzegła coś, co sprawiło, że zadrżała.

          — Kira! Jesteś cały we krwi!

          Yuriko oderwała się od mężczyzny i spojrzała zmartwiona w jej kierunku. Westchnęła ciężko i spojrzała z powrotem na Kirę.

          — Ile mamy czasu?

          — Ledwo przedarłem się przez strażników. Nikt nie dał jeszcze rozkazu, ale to oczywiste, że wszyscy będą chcieli odwetu. Na szczęście Kazekage-sama jest jeszcze w Liściu, a nikt nie odważy się wejść tutaj bez jego rozkazu. Ile było służących?

          — Na wieczór zostało chyba… chyba pięć — odparła roztrzęsionym głosem Yuriko.

          — Dobrze. Żadnej nie ominąłem. Musimy ruszać natychmiast…

          Sachiko patrzyła na nich i nie dowierzała własnym oczom. Oni zignorowali jej słowa? Dlaczego? Niewiele rozumiała z ich rozmowy. Jaki odwet? Jaka córka? Dlaczego mieli iść gdziekolwiek?

          Nagle za plecami Yuriko i Kiry dostrzegła Amane, biegnącą w ich kierunku.

          — Yuriko-dono, to straszne! — wykrzyknęła kobieta. — Ktoś wdarł się do środka i…

          Zamarła w pół kroku, patrząc z przestrachem w oczach na skąpanego we krwi Kirę.

          Cisza trwała zaledwie kilka sekund.

          Choć Sachiko nie rozumiała dlaczego konkretnie, nieoczekiwanie przeszły jej po plecach dreszcze. Cała ta atmosfera…

          — Nie patrz na to, panienko!

          Yuriko zamknęła ją w mocnym uścisku i nie pozwoliła, by cokolwiek dostrzegła. Ale słyszała. Najpierw krzyk Amane, a potem ciszę tak przerażającą, że zaczęła szlochać w ramionach Yuriko.

*** 

          Sachiko szła coraz wolniej. Nie dawała rady dotrzymać tempa, a ten przeklęty tunel zdawał się nie mieć końca.

          Nie wytłumaczyli jej, dlaczego musiała założyć te obrzydliwe spodnie i bluzkę. Ani tego, skąd ten pośpiech. Nagle Yuriko zdarła z niej kimono, wcisnęła w jakieś szmaty, zabrała razem z Kirą kilka worków ukrytych pod podłogą i zabrali ją z domu. Jej domu. Domu, w którym wszędzie widziała ciała.

          Zamknęła oczy i powstrzymała łzy. Co się stało? Dlaczego nie pozwalali jej się odezwać? Sami milczeli i tylko co jakiś czas wymieniali spojrzenia.

          Mocniej chwyciła dłoń Yuriko i zbierała się na odwagę, żeby zabrać głos.

          — Chcemy odpocząć.

          — Nie teraz, panienko — wyszeptała Yuriko i przygryzła zbielałe wargi.

          — Co się stało?! — Wyrwała dłoń z uścisku Yuriko. — Dlaczego musimy uciekać z naszego domu?!

          — Nie tak głośno — warknął Kira i rzucił jej gniewne spojrzenie.

          Sachiko początkowo oniemiała patrzyła na mężczyznę, ale zaraz poczuła, jak zaszumiała jej krew w uszach.

          — Nie pozwolimy sobie na takie traktowanie! Kto ci pozwolił zwracać się do nas w ten sposób?!

          — Yuriko, zrób coś z nią, bo nie ręczę za siebie…

          Kira westchnął głęboko i oparł się plecami o ścianę wąskiego tunelu.

          Przeniosła wzrok z niego na Yuriko, która kucnęła przed nią i próbowała uśmiechnąć się wesoło.

          — Pamiętasz, panienko, jak mówiłaś, że przydałaby się w naszym życiu jakaś odmiana?

          Na dźwięk tego łagodnego, kojącego głosu, Sachiko zapanowała nad złością. Opuściła wzrok. Znowu się nie popisała i dała ponieść emocjom, co nie przystało damie.

          — Pamiętamy… Ale wolałybyśmy zostać w domu — wymamrotała.

          — Wiem. Wierz mi, panienko, ja też. Ale teraz musisz być dzielna i udać się z nami.

          — Ale co się stało?!

          — Źli ludzie zaatakowali dziewczynkę w twoim wieku. Jak ty, była z rodziny Lorda. Teraz Kira dowiedział się, że i ciebie chcą dopaść. W Sunie nie jest już bezpiecznie i musimy stąd uciekać. Do kraju Ognia.

          Serce na moment jej zamarło, a po chwili zaczęło bić jak oszalałe.

          — Do pana ojca i pani matki? — wykrztusiła.

          — Tak. Zawsze chciałaś się z nimi spotkać, prawda panienko?

          — To było nasze marzenie!

          Yuriko parsknęła śmiechem i uścisnęła ją krótko. Sachiko jęknęła cicho i mocniej wtuliła się w te ciepłe ramiona.

          — Wiem, panienko. — Yuriko odsunęła się nieznacznie i zgarnęła kilka kosmyków, które spadły jej na czoło. — Dasz radę iść?

          — Oczywiście!

          Kira prychnął cicho, ale zamilkł, kiedy napotkał spojrzenie Yuriko. Tym razem Sachiko nie zirytowała się jego zachowaniem. W końcu spotka matkę i ojca! Jakie znaczenie miało naganne zachowanie Kiry w obliczu tak ważnego wydarzenia? 

***

          — Dlaczego musimy tu zostać?

          Kirze ledwo udało się przeprowadzić ich przez kilka kilometrów pustyni i nie było innego wyjścia. Musieli zrobić przerwę, bo panienka nie miała już siły podążać dalej.

          Yuriko z ciężkim sercem patrzyła na swoją podopieczną. Była cała przepocona, ledwo stała na nogach, a mimo to nie chciała ich opuszczać.

          — Nie masz siły, panienko, żeby iść dalej. Nie dasz rady, a Kira nie może cię nieść na plecach. Zobacz, ile już dźwiga.

          Sachiko zerknęła na mężczyznę.

          — Będziesz bezpieczna w tej jaskini. Kira obiecał, że zabezpieczy wszystko dookoła barierą. Zostawimy ci flary błyskowe, żebyś nocą miała światło i zobacz, twoje ulubione pierożki!

          Próbowała przekonać panienkę do tego pomysłu, który był tylko zły. Pomysł, żeby ciągnąć ją ze sobą, był niemożliwy do zrealizowania.

          — Ale potem tu wrócicie, tak? — Sachiko patrzyła na nią z rozpaczą w oczach.

          Yuriko też miała problem, by opanować emocje. Nigdy nie rozstawała się z panienką i nie miała pojęcia, co przyniesie przyszłość. Czy Lord pozwoli, by dalej się nią zajmowała? Co będzie z Kirą? Przyjmie go na służbę? Ale to wszystko było bez znaczenia. W pierwszej kolejności musiała zapewnić Sachiko bezpieczeństwo i dopiero później mogła myśleć o innych kwestiach.

          — Oczywiście, panienko. Musimy znaleźć się na terenach kraju Ognia i jak tylko znajdziemy shinobi z Konohy, damy im dyspozycje. Będziesz sama najwyżej dwa dni… To już, panienko! — Chwyciła jej dłoń i wprowadziła do kręgu, który Kira stworzył swoją techniką. — W namiocie masz wszystkie rzeczy. Będziesz dzielna, prawda?

          — Mamy taką nadzieję.

          Yuriko spojrzała na Kirę, który był wyjątkowo spokojny i cichy. Odkąd wyszli z tunelu ani razu nie narzekał na uwagi Sachiko i ani razu nie okazał zniecierpliwienia. Była mu wdzięczna za wsparcie, które jej okazywał i za to, że zgodził się na plan, który mu przedłożyła. A teraz jeszcze uszczupli zasób swojej chakry, żeby zapewnić panience bezpieczeństwo…

          Kira ułożył kilka pieczęci i powstała bariera, która otaczała namiot. Zajarzyła się niebieską poświatą i zniknęła, a na jej miejscu pozostał niewielki, skalny okrąg.

          — Nie przekraczaj linii, Sachiko-sama — powiedział cicho, nie patrząc na panienkę. — Gotowa?

          Yuriko, do której było kierowane to pytanie, skinęła głową. Zawahała się, ale odważyła w końcu powiedzieć słowa: Kocham cię, Sachiko. Chociażby w myślach. Na głos nie mogła o tym wspominać na moment przed ruszeniem do stolicy. To nie przystało, by służba tak spoufalała się z członkami rodziny lordowskiej.

          Nie odwróciła się, żeby spojrzeć na panienkę, bo chyba serce by jej pękło. Nie mogli zabrać jej ze sobą, bo nie zniosłaby trudu podróży. Sachiko już ledwo powłóczyła nogami, a każda sekunda była na wagę złota. Zdecydowanie szybciej byłoby, gdyby sam Kira udał się na granicę, ale nie dałby rady przekonać wrogich shinobi do wykonania tego zadania. Sama nadal miała dokumenty od Lorda, które potwierdzały jej wersje zdarzeń i była w stanie wyegzekwować wszystko dla panienki. 

 *** 

          Po kilku godzinach morderczej podróży w pełnym słońcu, Yuriko poddała się. Opadła na piasek. Nie miała siły ruszyć choćby ręką. Cholera… Nie mogła się załamywać. Nie kiedy była tak blisko celu. Przecież do granicy nie było znowu aż tak daleko.

          — Wstawaj, kochanie…

          Kira kucnął przed nią. Przyglądał jej się uważnie i wyciągnął naczynie pełne wody. Chwyciła bukłak i łapczywie upiła kilka łyków.

          — Nie możemy tu zostać. Nasi mogą pojawić się w każdej chwili.

          — Nasi? — Yuriko prychnęła. — Ci barbarzyńcy napadli na Konohę.

          — Barbarzyńcy z Konohy zabili niewinne dziecko.

          — Kira… nie mam siły się kłócić. — Yuriko położyła głowę na piasku i z ulgą dostrzegła, że słońce powoli chyliło się ku zacho… — Nie! — Zerwała się raptownie. — Idziemy w złym kierunku!

          Z mocno bijącym sercem spojrzała na Kirę, który… O cholera… Nie wyglądał na zdumionego tym faktem. Ani jeden mięsień nie zadrżał na jego twarzy.

          — Nie… Błagam, powiedz mi, że idziemy do kraju Ognia!

          Kira wstał i patrzył w jakiś daleki punkt. Nie odważył się spojrzeć jej w oczy, kiedy przemówił.

          — Sachiko była martwa w chwili, w której umarło dziecko Lorda. Nie udałoby się nam przedrzeć przez jednostki Suny, które wracają z Konohy. A nawet gdyby nam się udało… — Zacisnął dłonie w pięści. — Nie domyślasz się? — W końcu spojrzał na nią. — Z jakiego powodu zawieszono broń lata temu?

          — Nie, nie… — Yuriko chwyciła się za głowę i próbowała stłumić szloch, który powoli w niej wzbierał.

          — Tak, Yuriko — oznajmił przeraźliwie spokojnym tonem. — Lord kraju Wiatru żądałby życia za życie. Jak myślisz? Lord kraju Ognia bardziej przejmuje się dobrym prosperowaniem swoich domen, co jest możliwe tylko podczas pokoju czy córką, dla której musiałby wypowiedzieć wojnę i którą wysłał do wroga?

          — Mogliśmy… mogliśmy zabrać ją…

          — Doskonale wiesz, że Sachiko nie potrafiłaby się dostosować…

          — Ty skończony skurwielu! — Yuriko wstała na równe nogi i próbowała uderzyć go, ale tym razem Kira bez problemu chwycił jej dłoń. Szarpała się bezskutecznie, aż w końcu musiała skapitulować. — Dlaczego mnie od niej zabrałeś?!

          — Kocham cię Yuriko i nie pozwolę, żebyś zginęła za tę małą.

          — To moja decyzja! Moja, słyszysz! — Yuriko próbowała wyrwać się z jego uścisku, żeby wrócić do panienki, ale Kira nie puścił jej. — Jesteś żałosny. Po co zaprzątałeś sobie głowę barierą, tą całą farsą z jedzeniem, flarami? Trzeba było ją zabić! To mniej splamiłoby twój honor!

          — Tyle razy ci mówiłem, że shinobi nie kieruje się honorem. Dla shinobi najważniejsza jest misja i przeżycie.

          Yuriko nie była w stanie zapanować nad własnym ciałem. Bez sił osunęła się na nogach. Jak mogła na to pozwolić? Jak mogła tak zawieść Sachiko?

          Zadrżała, kiedy Kira dotknął jej ramienia.

          — Domyślam się, że musisz mnie nienawidzić w tej chwili — wyszeptał. — Może już do końca życia będziesz czuła do mnie pogardę, ale ostatecznie musisz zrozumieć… musisz zrozumieć, że miałem rację. Sachiko nie dało się uratować, a ty zginęłabyś w porywie idiotycznej brawury. Jej życie nie jest cenniejsze niż twoje, Yuriko. A na pewno nie w moich oczach.

Opublikowano
Odsłon 393
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!