||Wino||

Blond włosy powoli zsuwały się na spokojną, pogrążoną w głębokim śnie twarz. Ich właściwiel nie mając jakichkolwiek zainteresowań, przesypiał dnie, wstając tylko w ostateczności. Wkrótce jego współlokatorzy przyzwyczaili się do tego widoku,  który przez niektórych był nazywany “uroczym” czy “niewinnym”. Po kilku takich tygodniach nawet najbardziej irytujący mieszkaniec, zaprzestał prób obudzenia kapelusznika.

Raczej wszystkim to było na rękę, że niziołek przestał obrzucania wszystkich wokół obelgami. Nikt nie przejmował się, że jego zegar biologiczny móże mu się nieźle zepsuć, lub ucierpieć na tym dość niestabilna psychika. Czasami widywali chłopaka, szwędającego się z sake czy innym alkoholem po korytarzu. Wszystkie rozmowy z nim bardziej przypominały samotny monolog. Blondyn ostatecznie siedział po nocach w barze, często nawet nie czekając na towarzyszy.

Choć oczywiście, nie wszyscy byli obojętni. Zmiana zachowania nie umknęła kociemu szefowi, który próbował w jakiś sposób dotrzeć do Chuuyi. Ten za każdym razem przepraszał, że sprawia jakiekolwiek problemy i w milczeniu opuszczał biuro. Po kilku miesiącach jednak nie dało się nawet spotkać Nakahary. Pomimo, że sen odłożył na bok. Ponownie, dniami zamykał się w swoim lokum, ignorując pukania i ewentualne zmartwione głosy, co zdarzyło się chyba tylko kilka razy. Czasami upijał się do nieprzytomności. Nie miał już wtedy ochoty na sklecanie jakichś rymowanek, jak to zazwyczaj robił.

Pewnej nocy samotność uderzyła go mocniej niż zazwyczaj. Nie pomogły temu nawet dwie butelki wina, więc zrezygnowany, niestabilnym krokiem wyszedł ze swojego legowiska i skierował się do baru. Nie spodziewał się tam kogokolwiek zastać. Przez drzwi słyszał, że dzisiaj też wzywała ich jakaś książka, dlatego spodziewał się iż raczej wszyscy będą zbyt zmęczeni na cokolwiek. Zdziwił się gdy po naciśnięciu klamki, ujrzał czerwonowłosego ze szklanką whisky i pijackim uśmiechem. Czy ten chłopiec kiedykolwiek jest zmęczony? Wyglądał na jeszcze bardziej pobudzonego niż zwykle, co poniekąd było przerażające. Prychnął, zwracając na siebię uwagę towarzysza.

– Oi, Chuuya-kun! Chcesz trochę…? – spytał maniakalny samobójca, rozlewając trochę napoju po ladzie. Poklepał miejsce obok siebie, zapraszając, wciąż stojącego w progu, Nakaharę na kieliszek czy dwa. Nie mając sił na kłótnie czy choćby obrazę w stronę Dazaia, usiadł obok. Czuł jak złote oczy badają każdy skrawek jego ciała. Każdy siniak, blizna, otarcie, zbicie czy wory pod oczami. Wszystko to dokładnie analizowały oczy Osamu. Pewnie normalnie by coś o tym palnął. Tym razem postanowił, że nie będzie się wysilał dla tej gnidy. Zwrócił więc tylko krwiście czerwone tęczówki, by spotkały te dazaiowe. Chciał tym dać znać natrętowi o naruszeniu jego przestrzeni prywatnej.

I wtedy zamarli. Wstrzymali oddechy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nagle Chuuya również zaczał przyglądać się właścicielowi ognisto czerwonych włosów. W oczy rzucił mu się rumieniec spowodowany alkoholem. Oprócz tego miał z lekka wychudzoną twarz, stwierdził Chuuya, choć nie był pewny czy dobrze myśli. Wszak nie widział go dość długo. Zatrzymał się, a właściwie zatrzymali na swoich oczach, wzajemnie je penetrując. Osamu nigdy nie widział tak wyniszczonego spojrzenia, a Chuuya tak tajemniczego. Nie był w stanie odgadnąć co czuje Osamu. Fakt, trsykała z nich w jakiś sposób radość przybita lekką mgiełką pijactwa, ale czuł, że to tylko przykrywka. Speszył się, dobrze wiedząc, że towarzysz czyta z niego jak z otwartej księgi. Zbliżył się nieznacznie, mając nikłą nadzieję, iż może i jemu uda się rozszyfrować co tak naprawdę czuje w tej chwili Dazai. Oczywiście nic tym nie wskórał, jedynie zawstydził się jeszcze bardziej, gdy ich nosy się zetknęły. Odwrócił wzrok, powoli żałując opuszczenia pokoju.

– Więc postanowiłeś się pokazać – zaczął samobójca, czując, że i tak raczej nic z tego nie będzie. Tym bardziej jeśli Chuuya był zawstydzony.

– Mhm – owtorzył butelkę wina i upił duży łyk. Burknął coś niemrawo pod nosem, podpierając brodę jedną ręką, drugą wciąż trzymając alkohol. – Jak się dzisiaj bawiliście?

– Um… nie było źle – mruknął Osamu i chwycił szkalnę z whisky. Dziwił się jakim sposobem mieli tu tylę alkoholu, a tak mało jedzenia. Choć raczej nie o tyle mało, co wybór był okrutnie wąski. Nic dziwnego, że zaprzestał spożywania posiłków. Codziennie tylko ryż i tuńczyk, ewentualnie zupa rybna gdy Aango zajmie się jedzeniem.

– Która to była? – spytał, w głębi duszy pragnąć by czerwonowłosy z braku tematów do rozmów, opuścił bar i zostawił go samego. Skrzywił się, gdy ujrzał podeskcytowane iskierki w oczach Osamu. Najwyraźniej nagle przestało mu przeszkadzać to jak bardzo nie kleiła się ich rozmowa.

– To było zatracenie – odparł lekko zawstydzony, drapiąc się nerwowo po karku. Mimo to nadal był podescytowany, czego sam nie rozumiał. Nie lubił się z Chuuyą jakoś bardzo. Gdy jeszcze ten kurdupel raczył się pojawić zazwyczaj się sprzeczali. Może chodziło właśnie o możliwość rozmowy z Nakaharą.

Kapelusznik kiwnął głową. Poczuł tą tak dobrze mu znaną, nieprzyjemną gulę w gardle. Czytał “Zatracenie”. Właściwie chyba wszyscy autorzy tutaj je czytali. Ba! Trudno było znaleźć nastolatka w Japonii, który go nie czytał. Dazai miał szczęście. Jest znany, jego książki wciąż są czytane. Czuł zazdrość. Może wiersze, które napisał nie były najlepsze, ale były dobre. Czy to nie wystarczało? Może od zawsze był skazany na porażkę? Może od zawsze był niewystarczający? Zanim jeszcze cokolwiek osiągnął, cokolwiek zrobił. Czy dlatego jego rodzina się odwróciła? Bo zanim coś zrobił, już wiedzieli, że to nie wyjdzie. Nie uda mu się.

– Oi Dazai… – zesztywniał. Słowa utknęły mu w gardle, chcąc albo wrócić albo szybko się wydostać. Czerwonowłosy odwrócił się. Głupi uśmieszek zniknął z jego twarzy i spiął się bardziej niż blondyn. Napięty prawie jak nigdy w milczeniu czekał na dalszą część wypowiedzi.- Co o mnie myślisz?

Rubinowe oczy błysnęły niebezpiecznie, powodując dresz na plecach wyższego. Pytanie właściwie było bardziej banalne niż sobie wyobrażał, ale i tak w głowie miał mętlik. Otwierał i zamykał usta, próbując wykrztusić z siebie przynajmniej wyraz, ale zamiast tego Nakahara powrównał go do ryby. Całkowicie zawstydzony sięgnął po szklankę z resztką alkoholu i szybko go wypił. Czuł wzrok Chuuyi na sobie i karcił się, za brak umiejętności odpowiedzenia na tak głupie pytanie.

– Więc? – fuknął niecierpliwie kapelusznik, marszcząc przy tym brew. Osamu serce zabiło szybciej na ten widok, który bez wątpienia był uroczy.

– Co? – spytał Dazai, próbując udawać głupiego, jednak nawet to mu nie wyszło. Ciche prychnięcie wydobyło się z ust blondyna, który następnie wziął łyk wina.

– Nie mam pojęcia dlaczego tu jeszcze siędzę… – burknął cicho – Pytałem co o mnie myślisz, ale jak teraz na ciebie patrzę to chyba nawet nie chcę wiedzieć – dogryzł się kapelusznik, bacznie obserwując biegajacą za ladą mysz. Prawdopodobnie próbowała ona wygryźć kolejną dziurę w drewnianej podłodze, jednak marnie jej to szło. Nagle skupił swoją uwagę na dazaiowym śmiechu. Mimo, że nie był to głośny czy niepohamowany śmiech to w jednej sekundzie Chuuya wsłuchał się całkowicie w ten dźwięk.

– Cóż, niech pomyślę… – Osamu podparł rękami brodę, przez cy wyglądał jak większość mocno zamyślonych postaci na ilustracjach w książeczkach dla dzieci. Jego zdanie na temat blondyna do tej pory było w większości negatywne. – Wymądrzający się, nerwowy alkoholik w kapeluszu – powiedział w końcu i zrobił szybki unik przed nadlatującą pięścią. – Hej! Nawet nie dokończyłem!

– Nie ważne i tak wiedziałem, że coś takiego powiesz. To było takie przewidywalne – czerwonowłosy nie wyczuł w jego głosie choćby nutki złości. Brzmiał bardziej na zwiedzonego i zasmuconego jego wypowiedzą. Dazai nie rozumiał dlaczego? Nie mieli przecież dobrych kontaktów. – Chodziło ci o coś pokroju “samotny pijak bez ambicji” tak? Już gdzieś to słyszałem.

– Hej, ten samotny pijak bez ambicji napisał w swoim krótkim życiu 350 wierszy. Jest też szanowany przez wielu literatów. To chyba wystarczająco dużo, prawda? – blondyn wzruszył ramionami, udając, że go to nie obchodzi. Był jednak zdziwiony nagłą zmianą ze strony właściciela złotych oczu. Jego serce wypełnił mały promyk szczęścia. Wpadł wtedy na pomysł, który początkowo odrzucił, ale przypomniał sobie o ilości alkoholu jaki spożył. Raz kozie śmierć, pomyślał.

– Lubisz tego samotnego pijaka? – zapytał z lekkim przekąsem w głosie. Już wcześniej rumiane policzki Osamu, zaczerwieniły się jeszcze bardziej. Czy chłopak właśnie zaczął z nim flirtować? Czy była to tylko sprawka wina i jego głowa poprostu już nie kontrolowała tego co robi.

– W gruncie rzeczy tak, lubię cię – odparł, próbując zakkryć peleryną palące policzki. Nakahara natomist zadowolony z efektu jaki uzyskał, postanowił posunąć się jeszcze dalej. W tamtej chwili nie wiedział jeszcze, że jego głowa była na wyczerpaniu i w dużej mierze nie będzie kontrolował tego co zrobi za kilka minut.

Zakładając nogę na nogę, nalał wina do kieliszka i powoli wypił, nie spuszczjąc wzroku z Dazaia. Uśmiechnął się lekko, gdy towarzysz przykryty metariałem nie był w stanie tego dostrzec. Nagle koniec, to co wydarzyło się później może i było jednym wielkim błędem, ale jeden z nich nawet tego nie pamięta, a drugi ma ledwie przebłyski.

Blondyn zeskakując z krzesła, przysunął się do pisarza z niewyraźnym wzrokiem. Mało co się nie przewrócił na tych kilku metrach, ale do rzeczy. Osamu zaraz zaczął panikować, bo mimo, że za życia inne kobiety też tak robiły to warto zaznaczyć, że były to kobiety. W dodatku zazwyczaj te, których nigdy więcej miał nie spotkać.

– O-oi, Chuuya-kun nie uważasz, że jest trochę późno nawet jak na picie? Chodźmy już – spróbował wstać, ale wtedy poczuł jak delikatna dłoń niziołka gładzi wolno jego policzek. Robiło mu się niemiłosiernie gorąco, alkohol mieszał mu w głowie, a ciało za nic nie chciało się poruszyć. Zostało mu tylko czekać.

– Też cię lubię Osamu – wypowiadając te słowa, czuł jak gdyby jakaś klątwa oplatała go niewidzialnie. Uczucie to jednak szybko umknęło, a zastąpił je słodki smak ust blondyna, który złożył na nich delikatny i czuły pocałunek. Mało co serce nie eksplodowało mu w piersi, dotknął palcami warg, do końca nie wierząc w to co się stało.

Nie protestował jednak gdy niziołek ściągnął mu pelerynę oraz swój płaszcz. Wręcz przeciwnie, powoli przejmując inicjatywnę, wpił się w jego usta, zatracając się w ich wspólnym grzechu, przepieczętowanym tą słodką klątwą.

Autor Niebieski
Opublikowano
Kategorie Manga & Anime
Odsłon 407
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!