“Wśród słów” one-shoty (różnego rodzaju)

“To my dearest one
(dla mojej najdroższej)

Pewnie zastanawiasz się dlaczego wysłałem ci list skoro mógłbym powiedzieć ci to w prost. Dokładnie dlatego postanowiłem przelać te słowa na papier. Nim przejdę do meritum, chciałbym byś wiedziała iż jesteś bliską mi osobą. To jest powodem ,dla którego nie mówiłem ci całej prawdy na temat mojej osoby jak i historii, które tak bardzo podziwiasz, oraz dzięki którym miałem możliwość poznania kogoś tak wspaniałego i oddanego jak ty. Byłaś osobą, której szukałem przez całe wieki, w trakcie których raniony zostałem tyle razy iż trudno to zliczyć. Dlatego ukrywałem przed tobą całą prawdę, w obawie, że stracę cię na zawsze. Uznałem jednak, że zasługujesz na prawdę nie ważne jak szokująca może być. Wiem jak będziesz na mnie patrzeć gdy przeczytasz dalsze słowa. Wiem też, że prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy się ponownie”

Łzy, jedna za drugą,niczym krople deszczu spadały na pożółkły papier zostawiając mokre plamy oraz rozmazując jej wzrok. Nie wierzyła w to co przeczytała. Przecież znała go, wiedziała czym się zajmuje. Znała go od strony, której nie znał go nikt. Tak przynajmniej myślała. “Wszystko było kłamstwem? ” to pytanie, tak bolesne brzmiało najgłośniej. Miała ochotę krzyczeć, pobiec tam i błagać go by przyznał iż jest to tylko okropny żart, koszmar, z którego za chwilę się wybudzi, a on wejdzie przez te same drewniane drzwi niosąc w ręku kubek z jej ulubioną herbatą i propozycją filmu. Zdawała sobie jednak prawdę, że to są realia. Raniące, łamiące serce na kawałki realia, których nie ominie nie ważne jak bardzo by chciała, jak wiele prób by podjęła, wszystkie zakończyłyby się klęską. Wsłuchiwała się w ciszę panującą w mieszkaniu, w którym jeszcze wczorajszego wieczoru wspólnie oglądali jej ulubiony film, grali w planszówki do późna. Teraz jedynym towarzystwem była samotność i ta cisza, która paradoksalnie raniła uszy bardziej niż hałas, za którym nie przepadała. Odłożyła list drżącą dłonią na pościel. Przyciągnęła kolana do klatki otulając je ramionami by sekundę później schować w nich twarz i…krzyknąć.

Krzyk, potem drugi. Przerwa na szloch,potem kolejny krzyk. To wszystko co słyszał stojąc przy otwartym oknie. Nie odezwał się. Od momentu, w którym tu przyszedł nie poruszył się. Wpatrywał się w milczeniu w to jak cierpi z jego powodu. Nie miał jednak na tyle odwagi by spojrzeć jej teraz prosto w twarz. Nie po tym jak wyznał jej swój największy sekret. Nie mógł. Był tchórzem. Pierwszy raz od długiego czasu czuł się mały. Czuł ciężar na swoich ramionach, a jednocześnie czuł się tak lekko. Jakby niewidzialne skrzydła unosiły go nad ziemią, a jednocześnie tonowe kamienie przybiły jego nogi do kostki brukowej chodnika ciągnąc go w dół. Jedyne co mógł teraz zrobić to odejść. Zniknąć z jej życia, nie zostawiając po sobie nawet najdrobniejszego śladu. Tylko w ten sposób już nikt nie będzie cierpieć z jego powodu. Smutny uśmiech był ostatnią rzeczą, która zdradzała to jak się czuje. Gdy wyjrzała przez okno widziała jak znika we mgle niczym odległe wspomnienie.

Opublikowano
Kategorie One-shot
Odsłon 269
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!