Życie ze smokami

Życie ze smokami 

To moje pierwsze opowiadanie więc proszę o wyrozumiałość. 

Kilka informacji:

– Valki na razie nie ma ale chyba będzie 

– Stoick żyje, ale Czkawka jest wodzem 

– Będą nowi bohaterowie 

– Opowiadanie będzie z różnych perspektyw 

Przepraszam za wszelkie błędy w tekście jeśli ktoś się jakiś doszuka i zapraszam do czytania jeśli ktoś to w ogóle czyta. 

Rozdział 1: Wyspa Berk 

Perspektywa Czkawki 

Wyspa Berk, duża wyspa z malowniczymi widokami i zachodami słońca. My jesteśmy wikingami i teraz mieszkamy z niezwykłymi i przyjacielskimi stworzeniami, czyli smokami.

Ja mam na imię Czkawka i wiem że imię jest śmieszne i dość dużo osób tak uważa, według naszej tradycji nadaje je się najsłabszemu w stadzie a w moim przypadku w plemieniu, mam brązowe włosy i zielone oczy oraz jako broni używam piekielnika czyli płonącego miecza.

Mój ojciec ma na imię Stoick, ma rude włosy i zielone oczy oraz długą brodę.

Jest Pyskacz który jest przyjacielem mojego ojca, pracuje w kuźni oraz nie ma lewej ręki i prawej nogi.

Są też bliźniaki Mieczyk i Szpadka, oboje byli i nadal są trochę denerwujący. Mają blond włosy i niebieskie oczy.

Jest Śledzik który ma bardzo dużą wiedzę na temat smoków i zna sporo książek na pamięć, ma blond włosy i zielone oczy.

Jest Sączysmark który też jest denerwujący, ma ciemno brązowe włosy i niebieskie oczy.

Mówiłem też o smokach więc teraz opowiem o kilku z nich. Ja mam Szczerbatka który jest Nocną furią i jest cały czarny oraz ma zielone oczy, strzela plazmą i jest alfą w stadzie czyli przywódcą smoków, takim wodzem. Astrid ma wichurę która jest Śmiertnikiem zębaczem i jest tak przeważnie niebieska, pluje ogniem który może nawet stopić skałę i strzela kolcami z ogona. Mój ojciec ma smoka o imieniu Czaszkochrup który jest zielono – czerwony. Pyskacz ma smoka który ma na imię Maruda, jest trochę leniwy ale potrafi przegryźć metal który smoki nie mogą przebić strzelając w niego ogniem. Bliźniaki mają Zembiroga zamkogłowego który ma dwie głowy i jest zielony, jedna głowa ma na imię Wym a druga Jot. Wym i Jot nie zieją ogniem ale jeden z nich zieje gazem a druga głowa go podpala. Śledzik ma Grąkla o imieniu Sztukamięs która jest brązowa i je skały oraz pluje lawą. Sączysmark ma Koszmara ponocnika który ma na imię Hakokieł, jest pomarańczowo – czerwony i ma zdolność samozapłonu.

Są też inne osoby na wyspie oraz są smoki, ja mam żonę która ma na imię Astrid która ma niebieskie oczy i blond włosy które zaplata w warkocz oraz nosi spódniczkę no a z broni używa topora. Jest też oczywiście mnóstwo innych mieszkańców tej wyspy tak jak i dużo więcej smoków. No, a ja jestem wodzem tej wyspy i co prawda jest trochę dużo spraw które trzeba rozwiązać ale i tak jest wspaniale bo mieszkamy ze smokami. Kiedyś walczyliśmy z nimi i je zabijaliśmy do czasu kiedy pokazałem wszystkim wikingów kiedy miałem 15 lat że ze smokami nie musimy walczyć no i przy okazji zyskałem szacunek o który się wtedy starałem bo imię „Czkawka” daje się najsłabszemu w stadzie oraz po to by odstraszać gnomy i trolle, byłem trochę wątły i słaby więc pewnie dla tego nie miałem szacunku nawet ze strony ojca. Teraz latamy na smokach o których już wspomniałem a naszą rozrywką jest dyscyplina którą nazwaliśmy „wyścigami smoków” w których też biorę udział. Uczestnicy wyścigu muszą mieć pomalowane twarze i swoje smoki taki wymagany element. W wyścigu chodzi o to że okrążamy wyspę parę razy przy tym łapiąc owce a jedna owca to jeden punk, a kiedy już ma się owce trzeba lecieć z owcą i wrzucić ją do sieci z podobizną swojego smoka. Przy ostatnim okrążeniu jest wystrzeliwana czarna owca która daje dziesięć punktów i wtedy już wiadomo kto wygrał. A i dzisiaj też będą „wyścigi smoków” a w sumie to będą za chwilę.

Czkawka: – Wszystko gotowe?

Pyskacz: – Tak i wszyscy już są więc można zaczynać.

Czkawka: – Więc wyścigi smoków czas zacząć.

Pyskacz: – dobra każdy zna zasady, jedna biała owca to 1 punk a jedna czarna owca to 10 punktów. – Więc gotowi… do startu… start!

I wszyscy pędziliśmy po pierwszą owcę a owcę znalazł Śledzik

Sączysmark: – Oddawaj owcę!

Śledzik: – Nigdy, ona jest moja!

Sączysmark: – Więc sam ją sobie wezmę.

I Sączysmark wyrwał owcę z rąk Śledzika i gnał w stronę swojej sieci kiedy przeszkodziła mu Astrid.

Astrid: – Wybierasz się dokądś?

Sączysmark: – Nawet nie próbuj mi jej zabierać bo i tak ci się to nie uda.

Astrid: – Zobaczymy.

Postanowiłem zabrać owcę Sączysmarkowi

co mi się udało ale on zaczął mnie gonić z resztą ale mnie nie złapali a ja wrzuciłem owcę do swojej sieci.

Czkawka: – Tak, świetnie Szczerbatek.

Astrid: – Ciesz się puki możesz bo ja z Wichurą wbijemy dwie owcę.

Czkawka: – Tak? To zaraz zobaczymy.

No i wyścig trwał dalej. Sączysmark miał jedną owcę. Śledzik miał dwie owcę. Bliźniaki miały trzy owcę. Astrid miała cztery owcę a ja miałem pięć owiec.

Mieczyk i Szpadka : – O, czarna owca!

Astrid: – Dawaj Wichura!

Śledzik: – Pędź Sztukamięs!

Astrid: – wyżej, wyżej!

Czkawka: – Ha, mam ją!

I byłem już o krok od zwycięstwa kiedy przeszkodziły mi bliźniaki.

Bliźniaki: – Oddawaj owcę!

I chciałem przyspieszyć kiedy wpadł na mnie Sączysmark.

Czkawka: – Sączysmark, co ty robisz?!

Sączysmark: – To przez to że Śledzik na mnie wpadł.

Opamiętałem się szybko i przyspieszyłem tak że dogoniłem bliźniaki które miały czarną owcę.

Szpadka: – Ha, nikt już mnie nie pokona!

Mieczyk: – No chyba że ja!

Bliźniaki zaczęły się kłócić a ja w tym czasie zabrałem im owcę i wrzuciłem ją do sieci.

Czkawka: – Tak, świetnie! Znowu wygraliśmy!

No i wyścig się skończył a resztę dnia spędziłem z Astrid.

Rozdział 2: Dobra nowina

Perspektywa Czkawki

Wstałem wcześnie rano a Astrid jeszcze spała ale na szczęście Szczerbatek już nie.

Czkawka: – To co Szczerbatek, pora na śniadanie.

Szczerbatek: – Wraaaaau (tłumaczenie: Jasne że pora. )

Czkawka: – Dzisiaj dla ciebie na śniadanie dorsz i łosoś i oczywiście ani kawałeczka węgorza. To życzę smacznego!

Szczerbatek: – Wraaaauuu (tłumaczenie: Dzięki Czkawka.)

No szczerbatek wcinał ryby więc ja mogłem zrobić śniadanie dla siebie i dla Astrid.

Godzinę później

Perspektywa Astrid

Wstałam i zeszłam na dół a tam Czkawka siedzi przy stole zastawionym jedzeniem więc to na pewno było dla nas śniadanie.

Astrid: – Hej Czkawka, widzę że zrobiłeś śniadanie.

Czkawka: – A no wiesz ty jeszcze spałaś więc zrobiłem bo nie chciałem cię budzić. A tak właściwie to chyba byłaś bardzo zmęczona skoro tak długo spałaś.

Astrid: – Tak, ale to na pewno z przemęczenia więc jutro na pewno wstanę razem z tobą.

Czkawka: – Tak, masz rację pewnie tak jest.

Szczerbatek: – Wwwwwrrrraaaauu (tłumaczenie: To co przelecimy się wreszcie?)

Czkawka: – Dobra Astrid muszę już iść bo Szczerbatek chyba chcę polatać.

Astrid: – Dobrze, to ja tu będę czekać.

Czkawka: – No to do zobaczenia później.

I poleciał a ja zostałam sama, chociaż w sumie nie całkiem sama bo jest ze mną Wichura. A i dzisiaj jest rocznica mojego ślubu z Czkawką, ciekawe czy on o tym pamięta bo ja tak i mam dla niego nowinę która na pewno go bardzo ucieszy.

W tym samym czasie u Czkawki

Perspektywa Czkawki

Dzisiaj jest pierwsza rocznica mojego ślubu z Astrid. Astrid na pewno o tym pamiętała i ciekawe co przygotuję bo ja mam już mały plan.

Czkawka: – dawaj mordko, szybciej.

Szczerbatek: – Wraau (tłumaczenie: Dobra.)

Pędziliśmy tak jeszcze jakieś pół godziny kiedy zauważyłem średnią wyspę na której było bardzo dużo kwiatów i urwisko a obok niego wodospad.

Czkawka: – Dawaj Szczerbatek, lądujemy tam.

Szczerbatek: – Wraaaaauuu wrauuu wraaauuuu (tłumaczenie: Ok, a tak właściwie to piękna ta wyspa.)

Wylądowaliśmy na wyspie która była prze piękna więc postanowiłem na tej wyspie urządzić niespodziankę dla Astrid.

Tym czasem u Astrid

Perspektywa Astrid

Nie wiedziałam wciąż od czego zacząć kiedy będę musiała powiedzieć Czkawce to co chcę mu dzisiaj powiedzieć bo w dniu rocznicy ślubu jest dobry moment żeby powiedzieć takie coś. Jeśli dobrze znam Czkawkę to jeśli pamiętał to na pewno szykuje jakiś romantyczny wieczór przy zachodzie słońca. No ale muszę przestać się już martwić bo on na pewno będzie zadowolony z tej nowiny poza tym dzisiaj będzie idealny moment i nie muszę się martwić.

Astrid: – No Wichurko, to co lecimy na patrol.

Wichura: – Wrrau (tłumaczenie: Jasne.)

I polecieliśmy razem na patrol wyspy który nie zajął nam długo i po godzinie mogliśmy już wspólnie na spokojnie polatać.

Astrid: – Lecimy wyżej, nad chmury.

Wichura: – Wrrauuu wraaau (tłumaczenie: Na pewno będzie tam pięknie.)

Przebiliśmy warstwę chmur i teraz nad nimi lataliśmy i było prze pięknie. Lataliśmy nad lekko różowymi oraz trochę złotymi chmurami i to był na prawdę prze piękny widok. Aż przypomniał mi się mój pierwszy wspólny lot z Czkawką na Szczerbatku bo też wtedy lataliśmy nad różowymi chmurami.

Astrid: – Jest prze pięknie prawda Wichurko?

Wichura: – Wrraauu (tłumaczenie: Prawda.)

Potem wróciliśmy do domu bo jest już trochę późno bo długo latałam na Wichurze a muszę się jeszcze przygotować na dzisiejszy wieczór z Czkawką.

W tym czasie u Czkawki

Perspektywa Czkawki

Jest już trochę późno ale na szczęście wszystko jest już gotowe i mam nadzieję że to spodoba się Astrid.

Czkawka: – No Szczerbatek, musimy wracać bo przecież muszę się jeszcze przygotować na wieczór.

Szczerbatek: – Wraau wrraauu (tłumaczenie: Dobra to wracajmy.)

I wróciliśmy a przygotowanie się zajęło mi tylko pół godziny więc zacząłem szukać Astrid ale nie musiałem bo ona stała zaraz za mną i wyglądała prze pięknie. Miała błękitno – białą sukienkę która sięgała jej do kolan. Miała też rozpuszczone włosy które miała lekko pofalowane. Włosy sięgały jej do łokcia no i miała też naszyjnik który dostała ode mnie jako prezent zaręczynowy.

Czkawka: – Wow, wyglądasz prze pięknie.

Astrid: – Dziękuję. To co, gdzie spędzimy ten wieczór?

Czkawka: – Mam dla ciebie niespodziankę ale będziemy musieli się trochę przelecieć.

Astrid: – Dobrze. Wichura choć, przelecimy się.

Czkawka: – Nie, tym razem lecisz ze mną na Szczerbatku a Wichura może lecieć obok.

Astrid: – Czyli będzie tak jak podczas naszego pierwszego lotu na Szczerbatku kiedy mieliśmy 15 lat? 

Czkawka: – No tak ale teraz cię nie porywam, prawda?

Astrid: – No nie. powiedziała z uśmiechem

Czkawka: – To wsiadaj, tylko ostrożnie.

Astrid: – Dobrze.

Czkawka: – To co, możemy już lecieć?

Astrid: – Tak możemy.

Leciałam teraz z Czkawką na Szczerbatku i było prze pięknie ale przypomniałam sobie że jak dolecimy będę mu musiała coś powiedzieć i przez to się trochę denerwuje ale mam nadzieję że wszystko będzie dobrze.

Perspektywa Czkawki

Już prawie byliśmy na miejscu a ja widziałem już urwisko na którym mieliśmy spędzić wieczór. Astrid go jeszcze chyba nie zauważyła więc to będzie dla niej niespodzianka.

Czkawka: – Astrid już prawie jesteśmy a ja bym chciał żebyś zamknęła oczy dobrze? To ma być niespodzianka.

Astrid: – Dobrze, mogę na chwilę zamknąć.

Wylądowaliśmy już na urwisku co Astrid na pewno poczuła. Mam nadzieję że się jej spodoba.

Astrid: – Mogę już otworzyć oczy?

Czkawka: – Tak już możesz.

Perspektywa Astrid

Otworzyłam oczy i było przepięknie. Byliśmy na urwisku a na nim było pełno kwiatów, był rozłożony koc a wokół niego płatki róż i stało kilka świec i akurat teraz był zachód słońca. Zauważyłam też że Czkawka powiesił rysunki z wspomnieniami naszych najmilszych chwil czyli na przykład pierwszego lotu albo ślubu.

Czkawka: – I jak, podoba ci się?

Astrid: – Czkawka tu jest po prostu pięknie.

Przytuliłam się do niego a on mnie pocałował i było cudownie ale przecież musiałam mu teraz coś powiedzieć.

Astrid: – Czkawka bo ja muszę ci coś powiedzieć. Powiedziałam odrywając się przy tym od niego.

Czkawka: – Co takiego?

Astrid: – Czkawka bo to jest na prawdę bardzo poważna sprawa i nie wiem czy przez to wszytko będzie tak samo między nami, czy coś się nie zmieni.

Czkawka: – Astrid nie musisz się obawiać bo cokolwiek by to nie było ja zawszę będę szczęśliwy razem z tobą, i nic nie sprawi że coś będzie inaczej.

Postałam chwilę wpatrując się w jego zielone oczy, wzięłam głęboki oddech no i zaczęłam mówić.

Astrid: – No bo chodzi o to że ja, ja jestem w ciąży. Czkawka my będziemy mieli dziecko.

Czkawka: – Och Astrid nie wiem czym się martwiłaś, przecież to cudownie.

Astrid: – Naprawdę?

Czkawka: – Tak Astrid, naprawdę.

Przytuliłam go mocno i pocałowałam a on spojrzał się na mnie z szerokim i szczerym uśmiechem i oddał mi pocałunek. Strasznie mi ulżyło kiedy powiedziałam Czkawce że jestem w ciąży i jeszcze bardziej kiedy powiedział że to cudownie. I faktycznie, nie wiem po co się tak martwiłam. Przecież Czkawka nie zostawił by mnie w takiej sytuacji bo on taki nie jest, on wspiera mnie we wszystkim a ja go i dzięki temu jesteśmy szczęśliwi.

Czkawka: – To co, który to już miesiąc ciąży?

Astrid: – Chyba szósty.

Czkawka: – Czyli jeszcze 3 miesiące lub mniej prawda?

Astrid: – Prawda.

Perspektywa Czkawki

Wiadomość Astrid że jest w ciąży trochę mnie zaskoczyła ale poza tym jestem na prawdę bardzo szczęśliwy że będę miał dziecko i to jeszcze z taką dziewczyną ja ona. Bardzo mnie to cieszy i praktycznie trudno mi ukryć śmiech ze szczęścia.

Astrid: – Na prawdę ci dziękuję że zaakceptowałeś to wszystko, zawsze mnie we wszystkim wspierasz i jesteś taki wrażliwy i właśnie za to cię kocham.

Czkawka: – Ja ciebie też koch…

I nie zdążyłem dokończyć bo mnie wtedy pocałowała. Pocałunek trwał z minutę a potem siedzieliśmy jeszcze dalej i rozmawialiśmy i co jakiś czas się całowaliśmy.

Astrid: – Trzeba zacząć myśleć o pokoju dla dziecka prawda?

Czkawka: – Prawda, ale myślę że pokój mmoże być na gurze bo jest tam duży wolny pokój.

Astrid: – Dobrze, pokój może być na gurze.

Czkawka: – Jak myślisz, to będzie chłopiec czy dziewczynka?

Astrid: – Nie wiem, może dziewczynka.

Czkawka: – Jeśli to będzie dziewczynka to na pewno wda się w swoją kochaną mamusię.

Astrid: – Albo w swojego cudownego tatusia.

Zaśmialiśmy się razem i posiedzieliśmy trochę w ciszy wpatrując się w księżyc.

Astrid: – To co czas już chyba wracać prawda?

Czkawka: – Tak musimy już wracać bo jest późno.

Astrid: – Teraz już chyba mogę polecieć na Wichurze prawda?

Czkawka: – No teraz już możesz.

Astrid: – Hej Wichurko, mam nadzieję że nie musiałaś długo czekać.

Wichura: – Wrraauu Wrrau (tłumaczenie: Tak tylko 4 godziny.)

I polecieliśmy z powrotem na Berk a potem ogłosiliśmy jeszcze że będziemy mieli dziecko z czego wszyscy się cieszyli. Potem poszliśmy do domu i położyliśmy się spać.

Rozdział 3: Narodziny

Dwa miesiące później

Perspektywa Astrid

Minęły już dwa miesiące od kiedy Czkawka dowiedział się o dziecku. Teraz jest już wszystko przygotowane dla dziecka więc wyrazie czego jest dobrze bo wszystko jest przygotowane.

Czkawka: – Hej Astrid i jak się czujesz?

Astrid: – Na razie bardzo dobrze a co, martwisz się?

Czkawka: – No wiesz w końcu został już tylko miesiąc.

Astrid: – Racja, a poza tym skoro się martwisz to widać że ci zależy.

Czkawka: – No bardzo mi zależy żeby wszystko było w porządku z tobą i dzieckiem.

Astrid: – Czkawka wiesz że nie musisz się martwić, wszystko będzie dobrze. Zapewniam cię że nic się nie stanie a przy najmniej ja tak myślę.

Czkawka: – Jak ty umiesz sprawić żebym się nie martwił. A i Astrid jeszcze jedno bo dzisiaj ma odwiedzić nas mój ojciec bo wiesz w końcu dawno tu nie był.

Astrid: – To dobrze że twój ojciec nas odwiedzi no i też będziemy mu mogli powiedzieć o dziecku.

Czkawka: – Tak i przy okazji pewnie będzie się o wszystko wypytywał kiedy mu powiemy.

Astrid: – To nic jeśli tak będzie. To co Czkawka idziemy?

Czkawka: – Tak idziemy.

Wyszliśmy z domu żeby się przejść i usłyszeliśmy smoka. To był smok Stoika. Kiedy spojrzałam się na Czkawkę był raczej trochę zaskoczony że przyleciał tak wcześnie. Stoik wylądował i zszedł z Czaszkochrupa i podszedł do nas.

Czkawka: – Cześć tata, nie wiedziałem że będziesz tak wcześnie.

Stoik: – Cześć synek, i witaj Astrid. A co jestem za wcześnie?

Czkawka: – No trochę tak bo jest dopiero ranek.

Stoik: – A to następnym razem przylecę później. A tak właściwie to jak tam u was bo z tego co wiem to 2 miesiące temu mieliście 1 rocznicę ślubu.

Astrid: – No tak, mieliśmy.

Stoik: – Wiem że to wasze życie ale może już czas zacząć poważnie myśleć o przyszłości, o dzieciach na przykład.

Astrid: – O dzieci nie musimy już się martwić.

Stoik: – A to niby czemu?

Czkawka: – Bo Astrid jest w ciąży.

Astrid: – W ósmym miesiącu.

Stoik: – Naprawdę? No to gratulację.

Astrid i Czkawka: – Dziękujemy.

Stoik: – A wiecie już jakie dacie imię dziecku?

Czkawka: – Jeszcze nie.

Stoik: – No cóż macie jeszcze trochę czasu żeby się zastanowić ale pamiętajcie że został tylko miesiąc lub mniej.

Astrid: – Tak, będziemy pamiętać prawda Czkawka?

Czkawka: – Prawda.

Stoik: – No to dobrze. To ja idę przywitać się z innymi więc do zobaczenia później.

Czkawka: – Do zobaczenia.

Perspektywa Czkawki

I poszedł a tak właściwie to mnie zaskoczył tym że tak wcześnie przyleciał, jak by nie mógł trochę później. Dobrze że przynajmniej wie już o dziecku i tak jak podejrzewałem zaczął się wypytywać chociaż na szczęście na razie tylko o imię dla dziecka.

Czkawka: – To co idziemy?

Astrid: – Jasne tylko poczekaj chwilę.

Czkawka: – Wszystko w porządku bo nie wyglądasz naj lepiej?

Astrid: – Tak tylko lekki skurcz.

Czkawka: – No nie wiem może lepiej pójdźmy do Ghoti (Ghoti to nasza lekarka i nie tylko) bo nie wyglądało to na tylko lekki skurcz.

Astrid: – Czkawka przestań przecież wiesz że nic mi nie jest. Powiedziała trochę jęcząc z bólu.

Czkawka: – No nie wiem, wezmę cię na ręce i pójdziemy razem do Ghoti dobrze?

Astrid: – No dobrze, nich ci będzie.

I poszliśmy do Ghoti która wywnioskowała że Astrid będzie już rodzić a ja mam poczekać. Położyłem Astrid na łóżku i odwróciłem się do niej posyłając uśmiech żeby się nie martwiła i wyszedłem.

Godzinę później

Perspektywa Czkawki

Czekałem cierpliwie aż będę mógł wejść. Na razie minęła godzina. Trochę się już zaczynałem martwić ale czekałem i się doczekałem bo po chwili usłyszałem dziecięcy płacz więc postanowiłem wejść. Astrid leżała w łóżku a Ghoti podawała właśnie Astrid zawinięte w kocyk dziecko. Postanowiłem się odezwać.

Czkawka: – I jak tam Astrid, wszystko dobrze?

Astrid: – Tak dobrze. Powiedziała patrząc się cały czas z szerokim uśmiechem na dziecko.

Czkawka: – A tak właściwie to chłopiec czy dziewczynka?

Astrid: – Dziewczynka. Powiedziała z uśmiechem tym razem patrząc na mnie.

Czkawka: – Ojciec na szczęście jeszcze nic nie wie więc mamy chwilę żeby sami nacieszyć się dzieckiem.

Astrid: – Skoro tak to choć.

Podszedłem do niej i usiadłem na łóżku zaraz obok niej. Astrid trzymała teraz dziecko.

Astrid: – I co, z wyglądu podobna do swojego cudownego tatusia prawda?

Czkawka: – Prawda.

Racja była mała i taka słodka. Włosy miała brązowe, takie jak ja miałem kiedy byłem mały i nadal takie mam więc w sumie Astrid ma rację.

Czkawka: – Tak ale może z charakteru będzie podobna do swojej kochanej mamusi.

Astrid: – Albo do swojego cudownego tatusia. Oboje zaśmialiśmy się.

Czkawka: – To co, jak jej damy na imię?

Astrid: – Nie wiem i chyba z tym twój ojciec miał rację że to powinno być już ustalone.

I znowu wychodzi na to że mój ojciec miał choć trochę racji. Dobrze że tego nie słyszał bo by przypominał nam a przede wszystkim mi że on zawsze ma trochę racji.

Czkawka: – Może miał. Pomyślałem chwilę i powiedziałem. – A może nazwijmy ją Mavis, (czytaj: Mejwis) co ty na to?

Astrid: – Moim zdaniem imię jest bardzo ładne więc może być.

Czkawka: – Więc witaj Mavis. Powiedziałem patrząc się na nią z uśmiechem.

Astrid: – Chcesz ją potrzymać?

Czkawka: – Jasne że tak bo w końcu to moja córka prawda?

Astrid: – Więc proszę.

Astrid podała mi Mavis na ręce a ja ją ostrożnie wziąłem i ułożyłem na rękach tak żeby leżała.

Astrid: – Czkawka patrz, otwiera oczy.

Czkawka: – widzę. Odpowiedziałem krótko patrząc się z uśmiechem na Mavis.

Byłem trochę ciekawy jaki ma kolor oczu więc się jej uważnie przyjrzałem.

Czkawka: – Ma zielone oczy. Powiedziałem nie odgrywając wzroku od Mavis.

Astrid: – Kolejna rzecz po swoim cudownym tatusiu.

Czkawka: – Tak, kolejna. Powiedziałem tym razem patrząc się na Astrid.

Mavis jakby patrzała się na mnie a potem chwilę na Astrid. Potem znowu zamknęła oczy i się położyła wtulając się we mnie. Coś mi się zdaje że wiedziała że jesteśmy jej rodzicami bo była bardzo spokojna.

Usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi i to był mój ojciec. Nie wiem jak ale już się dowiedział.

Stoik: – Czkawka, Pyskacz mi powiedział że wam się już dziecko urodziło.

Astrid: – Tak, urodziło.

Stoik: – I co chłopiec czy dziewczynka?

Czkawka: – Dziewczynka. Powiedziałem wciąż trzymając Mavis ale patrzyłem się na swojego ojca.

Stoik: – I jak daliście jej na imię?

Czkawka i Astrid: – Mavis.

Stoik: – Ładne imię. No a mogę ją zobaczyć no bo to w końcu moja wnuczka?

Czkawka i Astrid: – Jasne.

I podszedł do nas i chwilę przyglądał się Mavis. Coś czuję że zaraz zaczną sypać się pytania.

Stoik: – No Czkawka, widzę że włosy ma po tobie. A jaki ma kolor oczu?

Astrid: – Oczy też ma po Czkawce.

Stoik: – Czyli oczy ma zielone.

Spoglądałem na Astrid, ona też chyba myślała o tym co ja więc powiedziałem razem z nią.

Astrid i Czkawka: – A może chciałbyś ją potrzymać?

Stoik: – No tak.

Więc podałem Mavis mojemu ojcowi a on ją jednak ostrożnie wziął i powiedział.

Stoik: – Jest bardzo podobna do ciebie Czkawka wiesz?

Czkawka: – Wiem. Odpowiedziałem.

Astrid: – Jest podobna do Czkawki ale nie wiadomo po kim bardziej będzie miała charakter.

Stoik: – Racja, jeszcze nie wiadomo.

Mavis leżała spokojnie na rękach mojego ojca. Była spokojna może dla tego że my byliśmy zaraz obok. Na pewno teraz rozpoznaje nas po głosie.

Stoik: – To oddaję ją wam a potem jeszcze do was przyjdę.

Czkawka: – Dobrze. Powiedziałem biorąc przy tym z rąk mojego ojca na swoje Mavis. I poszedł a my jeszcze chwilę siedzieliśmy aż powiedziałem.

Czkawka: – My też już chyba pójdziemy do domu co? Bo chyba wszystko w porządku więc nie musisz tu być prawda Ghoti?

Ghoti kiwnęła głową co miało znaczyć że tak.

Astrid: – No to chodźmy.

Czkawka: – Dobrze to ja pomogę Ci wstać.

Pomogłem Astrid trzymając przy tym Mavis na rękach ale oddałem ją Astrid.

Astrid: – No to chodźmy. Tylko szybko zanim ktoś nas zaczepi w sprawie o Mavis.

Czkawka: – Racja.

I poszliśmy ale po drodze spotkał nas Śledzik który od razu do nas podszedł.

Śledzik: – Hej Czkawka, słyszałem że urodziła wam się dziewczynka.

Czkawka: – I dobrze słyszałeś bo urodziła.

Śledzik: – A mogę ją zobaczyć razem ze Szpadką?

Czkawka: – Na razie nie bo musimy ją położyć w domu i wszystkim się zająć ale będziesz mógł później razem ze Szpadką przyjść.

Śledzik: – Dobrze, to pa! Powiedział odchodząc.

Na razie zaczepił nas tylko Śledzik ale zaraz może się zbiec pół wioski kiedy Śledzik i mój ojciec rozpowiedzą to innym.

Czkawka: – Chodźmy Astrid, zanim zbiegnie się tu pół wioski.

Astrid: – Racja, twój ojciec na pewno powiedział już innym więc lepiej chodźmy.

I poszliśmy do domu. Po drodze na szczęście nikogo już nie spotkaliśmy. Doszliśmy do domu.

Astrid: – No Mavis, tu jest twój dom i tu będziesz z nami mieszkać. Powiedziała patrząc się na Mavis.

Czkawka: – Choć, połóżmy ją do kołyski póki jeszcze możemy.

Astrid: – Jasne. Powiedziała idąc na górę.

Poszedłem za Astrid. Astrid położyła Mavis w kołysce. Mavis nie otwierając oczu ułożyła się w kołysce i spokojnie leżała.

Czkawka: – Chodźmy bo chyba jest śpiąca.

Astrid: – Dobrze, zaraz przyjdę.

Ja poszedłem a Astrid siedziała jeszcze trochę u Mavis a potem zeszła na dół i powiedziała.

Astrid: – Zasnęła.

Czkawka: – To dobrze.

Potem na szczęście mieliśmy spokój przez resztę dnia. Trochę siedzieliśmy przy Mavis a trochę rozmawialiśmy ze sobą.

_ _ _ _ _ _ _ 

Dobra na razie tyle potem się zobaczy czy ktoś wogule to zauważył. 

Autor Fury
Opublikowano
Odsłon 719
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!