Ad patres

Zimno. Tak mu zimno. Palce, już prawie nie czuje. Nos ma cały czerwony od mrozu. Grube, futrzane spodnie, buty, płaszcz czapka już mu nie pomagały. Nie zdołał znaleźć schronienia przed północą, kiedy to temperatura spada do nieludzkich stopni. Ostrzegała go matka, ojciec, brat cała rodzina- Nigdy nie bądź na zewnątrz o północy. Sądził, iż takie przestrogi się go nie tyczą, że jest wystarczająco dobrym łowcą, który może przetrwać w skrajnych warunkach, w pogoni za zwierzyną. Mylił się. Mylił się, i to grubo. Teraz jest w lesie, bez żadnego widocznego schronienia w pobliżu, a śnieg i wiatr, który zamienia śnieg w małe ostrza, jest coraz silniejszy. Śnieg robi się coraz głębszy, przez co coraz trudniej jest iść przed siebie. Lampa z kryształem  słonecznym, który mu oświetlał drogę i ocieplał go, dawno wygasł. Nie ma jak rozbić namiotu w takich warunkach. Desperacja by go już dawno pogrążyła, gdyby nie fakt, że trzyma się nadziei, że lada moment znajdzie schronienie. Przynajmniej, tak sobie wmawia. Ze zmęczenia i wyczerpania kleją mu się oczy. Nie. Nie może teraz. Jeśli teraz zaśnie, zaśnie na zawsze. Co robić? Co robić? Zastanawia się chwilę…drżącą ręką wyciąga nóż z pochwy i wbija sobie w rękę – AAAAAAA! Grzebie nożem, powodując sobie niemały ból i po chwili z syknięciem pełnym bólu, wyciąga nóż z ręki. Ból przeogromny. O to mu chodziło. Dzięki temu jest mniej senny i może kontynuować poszukiwania jakieś kryjówki.

Minęło….sam nie wie. Stracił poczucie czasu. Minęły minuty? Minęły godziny? Nie jest pewien. Jest natomiast pewny do jednego…ktoś go obserwuje. Lub coś. Nie może, znaleźć tego czegoś, rozglądając się dokoła. Nic nie widzi poza metrami śniegu i gęsto rozsianymi drzewami. Żadne zwierzę nie wyszłoby w taką pogodę na poszukiwanie jedzenia. Tylko te przystosowane do tych temperatur, by to zrobiły. Z kolei , w tym lesie nie występują takie gatunki. Może to być człowiek, lecz tak samo jak ze zwierzętami-ludzie o zdrowych zmysłach nie zapuszczają się o tej porze w dzicz. Poza mną. Więc co to może być?

Jestem już pewny, że nie tylko jestem obserwowany, ale też śledzony . To coś…jest gdzieś w pobliżu. Niestety nie mogę tego zobaczyć. Za to  słyszę. Słyszę, tylko bezdźwięczne, głuche warczenie. To nie jest warczenie, pełne dzikości i zwierzęcego temperamentu. To jest warczenie….jakby wydawał człowiek bez strun głosowych. Bez żadnej dźwięczności. Warczenie jest coraz głośniejsze za każdym razem gdy przymykam oczy, by uchronić je od zimnego wiatru, lecz gdy otwieram….warczenie oddala się do momentu gdy jest prawie cicho. To coś próbuje go podejść. Czeka, aż nie będzie miał ani sekundy na ewentualną ucieczkę, by zabrać go z tego zimowego piekła, do prawdziwego piekła. Cholera by to! Zaczął biec. Nie wie sam dokąd. Jak najdalej z tego lasu i tego czegoś. Usłyszał za sobą już mu znane warknięcie. To coś zaczęło go gonić. Kolejna dziwna, a być może przerażająca rzecz. Nie słyszy kroków. Nie słyszy niczego poza warczeniem. To nie jest zwykł drapieżnik , który poluje, by zdobyć pożywienie. To coś, co jak go dopadnie, zgotuje mu los gorszy od śmierci.

W końcu upada na ziemię, z braku sił. Tak długo biegł, że nawet pomimo strachu nie jest w stanie biec dalej. Warczenie ucichło. Rozgląda się za siebie, by zobaczyć tylko pustą przestrzeń lasu. Czyżby z powodu zmęczenia miał zwidy i słyszał nieistniejące rzeczy? Gdy ponownie patrzy na wprzód, widzi swojego prześladowcę. Postać w poniszczonej szacie przez , którą widać zamarznięte mięśnie trzymające się kości tylko dzięki zimnu. Za kaptura, widnieje czaszka na, której połowie widać jeszcze ludzką twarz. Puste oczodoły, z których wycieka zamarznięta szkarłatna krew. Z otwartej szczęki zmory, wylatuje niebieski dym, który wchodzi przez jego nos i usta. Czuje jak on zamarza. Jak jego dłonie coraz bardziej cierpną, aż ich nie czuje, jak nogi przymarzają do ziemi, jak powietrze w jego płucach staje się lodowate. Chciałby krzyczeć ale jedyne co wydobywa się z jego ust, to bezdźwięczny jęk. Ostatecznie, może tylko patrzeć. Patrzeć jak  śmierć, zamraża jego ciało, a wraz z ciałem-jego duszę. Ostatnie co słyszy, nim ostatecznie staje się częścią otoczenia, to te głuche warczenie…

Autor Dr Lucid
Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 938
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!