Lodowe Serce rozdział 2

Rozdział 2

Victor

-Yuuuri… Yuri! Wstawaj! – próbowałem obudzić bruneta ze snu. On jedyne uśmiechał się szyderczo. Po chwili przyszedł mi do głowy pewien pomysł.

-Dobra Yuuri, jak nie wstajesz to zjem całą potrawkę wieprzową. – W tym momencie chłopak wybudził się gwałtownie, zrzucając pudla na podłogę. Przetarł swoje ciemnie oczy i ziewnął. Wyglądał słodko.

-Która godzina? – zapytał zaspany.

-Siódma…

-Siódma!? Czyś ty do reszty oszalał? Jest niedziela! – Popatrzyłem na niego niewinnie, przytulając Makkachina. Jego wzrok był morderczy, ale był już przyzwyczajony do takich, a nie innych moich zachcianek. -Idę wziąć prysznic, a ty lepiej żebyś w tym czasie zrobił śniadanie.

-Oczywiście, prosiaczku! – wiedziałem, że go tym zdenerwuje. Wziął z krzesła ręcznik i mamrocząc coś pod moim adresem. Powłóczył się do łazienki. Miałem mu tyle do powiedzenia, a on tak po prostu poszedł sobie pod prysznic. Poczołgałem się do kuchni. Wsypałem pieskowi karmy i wymieniłem wodę. Zajrzałem do lodówki, poszukując czegoś, co w miarę łatwo da się przyrządzić. Nie ukrywając, jestem okropnym kucharzem przez to nieczęsto mam wstęp do kuchni.

-Od czego są płatki? – powiedziałem do siebie, uśmiechając się szeroko. Wyciągnąłem z szafki pudełko musli i wsypałem je do dwóch miseczek. W tym momencie coś za moimi plecami zaczęło złowieszczo bulgotać. Odwróciłem się i zobaczyłem jak mleko wylewa się na wszystkie strony. Zdezorientowany zacząłem przekręcać pokrętła od gazu. W tym momencie Yuri wpadł do kuchni, wyłączając kuchenkę.

-Viktor! Ostatni raz pozwalam ci dotykać tutaj czegokolwiek! – stał przede mną tylko owinięty ręcznikiem w pasie, ociekający wodą i mydlinami. Podszedłem do niego muskając jego usta swoimi. Moje zmysły oszalały.

-Idź się opłukaj, bo zostawiasz śliskie ślady. – szepnąłem zalotnie.

-Pod warunkiem, że nie będziesz już dotykał tego mleka. – pokiwałem energicznie głową, a on tylko odwrócił się z gracją na pięcie. Miałem ochotę pociągnąć za ten krótki ręczniczek, ale ostatnio Yuuri prędko wpadał w rozdrażnienie. Od jakiegoś czasu coś zaprzątało jego głowę i zdecydowanie to nie byłem ja, a przynajmniej tak mi się wydawało. Niestety powoli dopadał nas związkowy kryzys, który musiałem przetrwać, żeby zatrzymać ukochanego przy sobie i dać mu czas na dojście do siebie. Opadłem na krzesło przeczesując swoje włosy ręką. Obróciłem pierścionek na palcu, uśmiechając się do siebie. Wsłuchałem się w odgłos wody szumiącej zza drzwiami łazienki i westchnąłem cicho. Po kilku minutach nastała cisza, a Yuri wyszedł z pomieszczenia. Powoli zbliżył się do mnie i położył swoją dłoń na moim policzku. Przez moje ciało przebiegł dreszcz ekscytacji. Spojrzałem w jego oczy, w których tańczyły wesołe iskierki. Był piękny, po prostu piękny, mój Yuri.

-Viktor, wszystko w porządku? Zbladłeś. – wtuliłem się w jego dłoń i objąłem go w pasie.

-Nic się nie dzieje. Głodny jestem. – Yuuri przewrócił oczami i ucałował mnie w policzek. Delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy.

-To ja skończę śniadanie. – chłopak podszedł do kuchenki i zdjął mleko z płyty. Dosypał do niego kilka przypraw, mieszając kilkakrotnie. W osobnym rondelku rozpuścił czekoladę i odlał do niej szklankę przygotowanego napoju. Obserwowałem jak prażył orzechy i gotował inne rzeczy. Był nie tylko doskonałym łyżwiarzem, ale również świetnym kucharzem. Przyjemny zapach unosił się po całym domu.

-Znalazłeś coś związanego z Mai? – zapytał wychylając się znad talerzy, na których układał słodkie bułeczki. Myślałem, że nigdy nie zapyta.

-Niestety nie. W JSF nie ma żadnej Mai.  – powiedziałem z uśmiechem.

-No nic próbowałeś…

-Nigdzie jej nie znalazłem! Jak to w ogóle możliwe?! Nikt tak dobry, nie został by nie wysłany przez trenera na zawody! – powiedziałem żywo gestykulując.

-Może jest samoukiem…  – Yuuri, usiadł naprzeciwko mnie, kładąc talerze pełne jedzenia na dzielącym nas stoliku.

-Vkusna!! – krzyknąłem i od razu dorwałem bułeczkę, zapychając sobie nią buzie. Chłopak posłał mi masakrujące spojrzenie. – Nikt nie osiągnął by takiego poziomu bez trenera.

-Masz rację. – wziął łyk gorącej czekolady, przymykając powieki. Jego rzęsy łapały wiązki światła, a twarz kąpała się w złocie. Wprawiał moje serce w lot, wtedy nie przypuszczałem, że znajdzie się ktoś, kto będzie mi równie bliski, jak mój Yuuri. Mój cudowny Yuuri…

-Nie ma takiej opcji, żebym sobie odpuścił dowiedzenia się czegoś więcej, Yuuri. – ucałowałem jego dłoń.

Mai

Obudziły mnie ciepłe promienie wschodzącego słońca wpadające poprzez duże okno. Leżałam przez chwilę, wyciągając się jak kot. Usiadłam na łóżku. Dotknęłam stopami zimnej podłogi. Przyjemny dreszcz przebiegł moje ciało. Popatrzyłam na moje kończyny, były całe obtarte i poranione od ciągłych, intensywnych treningów. Delikatnie przejechałam po każdym zadrapaniu. Ciężko uwierzyć, że od zawsze były takie same, w tych samych miejscach. Westchnęłam cicho, ściągając koszulkę. Delikatna, morska bryza wpadająca poprzez otwarte okno, smagała moje ciało. Musnęłam mój nowy nabytek na jednej z łopatek. Był to ogromny, fioletowo-zielony siniec, który dawał się we znaki przy każdym ruchu. Położyłam dłonie na obolałym karku i rozmasowałam go porządnie. Mój wzrok automatycznie zwrócił się w stronę plakatów z Yuurim i Victorem.

-Na żywo wyglądacie o wiele lepiej. – powiedziałam do zadrukowanych kartek papieru, uśmiechając się do samej siebie. Doznałam dziwnego uczucia deja vu. Sięgnęłam do szafki po niebieskofioletowy, miękki dres i naciągnęłam go na ciało. Poprawiłam niedbały kucyk, uśmiechając się sama do siebie. Powoli zaczęło do mnie dochodzić, że spotkałam osoby, z których od zawsze brałam przykład. Byłam szczęśliwa, tak po prostu, nic dodać, nic ująć. Pierwszy raz od bardzo dawna czułam, że żyję. Postanowiłam skorzystać z tak wczesnej pory i pobiegać, przy okazji zanurzyć stopy w chłodnym morzu. Podwinęłam rękawy bluzy. Przyłożyłam ręce do ust, były całkiem zimne. Zastanawiałam się, czy nie wziąć rękawiczek, jednak zrezygnowałam z tej części garderoby. Zarzuciłam na plecy plecaczek z wodą i ręcznikiem. Skierowałam się w stronę wyjścia. Nagle usłyszałam brzdęk rozbijanego szkła, cofnęłam się o krok z niepokojem. Mimowolnie moja ręka powędrowała w stronę jasnej blizny na skroni. Wychyliłam się w łuku prowadzącym do kuchnio-jadalni. Na środku pokoju stała moja mama, która z wściekłością wpatrywała się w rozbitą szklankę. Jej ręka została zaciśnięta w pięść.

-Mai, przestań się gapić i posprzątaj! – powiedziała poprawiając swój platynowy kok. Odłożyłam plecak na podłogę i podeszłam do szafki pod zlewem, wyciągając miotełkę. Wszystkie moje mięśnie drżały pod wpływem brzdęku zamiatanych odłamków. Uporałam się z tym jak najszybciej. Gdy tylko podniosłam się z podłogi, przed moją twarzą pojawił się dobrze znajomy czarny notes. Wzrok kobiety był surowy jak zwykle.

-Rozpisałam ci grafik na ten tydzień. – te słowa znałam tak dobrze, że omal nie stały się sensem mojego istnienia. Wzięłam go bez słowa, starając się, by wszystko to zrobić bez wyrazu zdradzającego moje uczucia względem tego. Nienawidziłam tego wiecznego planowania odkąd pamiętam. Odbierała mi radość i chęci każdego dnia już od bardzo dawna. Włączyłam ekspres do kawy. Wybrałam program z zwykłą czarną kawą.

-Gdzie się wybierasz? – zapytała tak ozięble, że przeszedł mnie dreszcz.

-Pobiegać wzdłuż wybrzeża. – powiedziałam, przyglądając się zapiskom. Zdziwiło mnie, że większą część dnia mam dla siebie. Nawet lekcje miałam odwołane. Jedyne co zostało to po dwie godziny baletu, jedna część indywidualna, a druga z moją nową instruktorką. -Jeżeli, mam dzisiaj tylko balet, mogę wyjść na lodowisko? Obiecałaś, że jak zdam dobrze egzaminy kontrolne, będę mogła chodzić dwa razy w tygodniu. Do tej pory nie spełniłaś obietnicy. – widziałam jak jej twarz robi się cała czerwona.

-Niech ci będzie, ale po balecie! – cała gotowała się ze złości, a ja odczuwałam cichą satysfakcję. Położyłam przed nią filiżankę i skierowałam się ku wyjściu z domu. Słyszałam ciche pomruki niezadowolenia i litanie obraźliwych, wulgarnych słów pod moim adresem. Gdy tylko wyściubiłam nos z domu uderzył mnie podmuch wiatru. Wzięłam głęboki oddech morskiego powietrza i wystartowałam w stronę wybrzeża. Uwielbiałam swoje samotne treningi, na których mogłam wspominać. Wszędzie było pusto, cicho i tak kojąco. Przypominał mi się Petersburg, w którym mieszkałam tak długo. Słona bryza, skrzek mew, szum fal… Może jednak wcale nie o to mi chodziło? Nie o miasto w którym przeżyłam dziewięć lat, a bardzo stare i kojące wspomnienie… Hatsetsu na Kiusiu było naszą wspólną bazą wypadową od zawsze. Tylko ja i on, bawiących się w ogrodzie bambusowym babci. Stare i jasne wspomnienie, o którym nie chciałam zapomnieć. Nadal nie mogłam uwierzyć, że pierwszy raz jestem tu bez niego. Miałam zostać bardzo długo i pierwszy raz nie prowadził mnie za rękę do zamku, nie stawiałam swoich kroków na lodzie pod jego bacznym wzrokiem, ani nie pluskałam się w morskiej wodzie ochlapując go tak, że nie zostawała na nim nawet sucha nitka. Babci też już nie było, odeszła do domu spokojnej starości, pozostawiając jedynie dom, w którym już nie ma ogrodu starych bambusów i wiśni, ani zapachu gotowanego ryżu czy świeżych, słodkich bułeczek. Jednak wspomnienia mnie nie bolały, czułam ulgę, że mogę pamiętać. Zbiegłam ku plaży, poszukując przez chwilę naszego ulubionego miejsca. W końcu trafiłam na tą skałę, gdzie zawsze przysiadaliśmy, by obejrzeć jak słońce zlewa się z horyzontem i wsłuchać się w morskie pieśni. Zawsze tu było cudownie, jednak wtedy towarzyszyła mi raczej melancholia. Zaciągnęłam się morską bryzą. Moje płuca wypełniło świeże morskie powietrze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Przycupnęłam na skale, nie przejmując się jej wilgocią. Odłożyłam plecak za sobą. Podciągnęłam nogi pod kolana, wpatrując się w błękit morza. Niebo malowało się fioletem i jasnym błękitem.

-Tęsknię za tobą, tatusiu. Każdego dnia, wiesz? Chciałabym znowu cię zobaczyć… mokrego od naszych wspólnych zabaw, zajadającego się bułeczkami… Chce zobaczyć jak jeździsz, skaczesz lutza, którego obiecałeś mnie nauczyć. Wygrałam zakład, pamiętasz? – z moich oczu wykradła się mała łezka, potem kolejna i kolejna. -Przepraszam, że znów nie dotrzymuję obietnicy. Miałam już nigdy nie płakać, zawsze uśmiechać się i obdarzać szczęściem innych, ale bez ciebie… Nie potrafię…

 

Yuri

Victor wymknął się zaraz po śniadaniu. Byłem zły, że mnie zostawił. Chciałem pójść z nim na plażę na romantyczny spacer, zwłaszcza że ostatnio wisi nad nami dziwne napięcie, ale nie! On musiał sobie gdzieś iść. Wściekły włożyłem buty do biegania, bluzę i wyszedłem. Biegłem ile sił w nogach, nie zważając na utratę tchu, ból w klatce piersiowej. Coraz mocniej podkręcałem swoje tępo. Szybciej… szybciej… tylko szybciej. Nie pozwalałem sobie na zwolnienie do truchtu ani na moment odpoczynku. Zatopiłem się we wściekłości. Czy to źle, że w końcu chciałem pokazać temu przystojnemu idiocie, że nadal go kocham? Łzy frustracji i bólu leciały ciurkiem, a moje ciało coraz bardziej buntowało się przeciw tej katordze, policzki paliły się żywym ogniem. Wbiegłem na piasek, który chrzęścił głośno pod moimi butami. Nagle jedna noga zaplątała się o drugą. Upadłem, zdzierając sobie dłonie o drobne kamyczki, turlając się po podłożu. Od razu sprawdziłem czy pierścionek siedzi na moim palcu. Odetchnąłem z ulgą czując znajomy dotyk metalu. Wyciągnąłem rękę, spoglądając na obrączkę. Dzień w którym dałem identyczną Victorowi, był najszczęśliwszym w moim życiu, jednak ostatnio czegoś zaczęło brakować pomiędzy nami. Obiecałem sobie, że w ten sam dzień postaram się mu wynagrodzić moje ostatnie humory… Chciałem wstać, ale wyczerpanie mi na to nie pozwalało. Przymknąłem na chwilę oczy, oddychając ciężko. Zmusiłem się do wyciągnięcia wody z plecaka z łyżwami. Pociągnąłem łapczywie łyk z butelki. Po pierwszym nawet nie zorientowałem się, że opróżniłem cały pojemnik. Przeczesałem swoje czyste włosy dłonią, zostawiając w nich drobinki piasku. Podjąłem kolejną próbę podniesienia się na nogi. Udało się, jednak trzęsłem się jak galareta. Postanowiłem odpocząć w bardziej komfortowym miejscu, z tego co pamiętałem byłem blisko jednego z nich. Powłóczyłem się w jego stronę. Nie zajęło mi to dużo czasu. Po pięciu minutach marszu dojrzałem płaski kamień, jednak siedziała tam jakaś osóbka. Przybliżyłem się. Przypomniała mi się podobna sytuacja, ale czegoś brakowało.

-Tęsknię za tobą, tatusiu. Każdego dnia, wiesz? Chciałabym znowu cię zobaczyć… mokrego od naszych wspólnych zabaw, zajadającego się bułeczkami… Chce zobaczyć jak jeździsz, skaczesz lutza, którego obiecałeś mi pokazać. Wygrałam zakład, pamiętasz? Przepraszam, że znów nie dotrzymuję obietnicy. Miałam już nigdy nie płakać, zawsze uśmiechać się i obdarzać szczęściem innych, ale bez ciebie… Nie potrafię… – W tym momencie dostrzegłem, że to była dziewczyna, którą spotkaliśmy wczoraj z Victorem.

-Cześć, Mai! – krzyknąłem. Dziewczyna podskoczyła z strachu, ześlizgując się z wilgotnej skały wprost do mroźnego morza. Ruszyłem, żeby ją złapać. Nie zdążyłem, czarnowłosa wylądowała w chłodnej wodzie. Jej ubrania całkowicie nasiąkły, a ona sama dyszała z szeroko otwartymi oczami. Przez kilka sekund stałem jak wyryty z otwartymi ustami jednak gdy tylko ogarnąłem całą sytuację, chwyciłem ją za ręce i wyciągnąłem z morza, nie zważając na delikatnie przemoczone skarpetki i buty.

-Przepraszam , to moja wina. – powiedziałem, kucając przed nią. Byłem bezradny, nie wiedziałem co zrobić. Nie miałem niczego na przebranie, ani czegoś ciepłego do picia. Czułem się z tym okropnie. Musiałem szybko coś wymyślić, żeby Mai nie dostała hipotermii.

-Nic się nie stało Yuri-san i tak miałam pomoczyć nogi. – cała się trzęsła, pomimo obecnej sytuacji starała się zachować dobry humor. Ściągnąłem moją bluzę i podałem jej. Moje ciało było na tyle pobudzone, że nie odczuwało zimna.

-Masz, przebierz chociaż górę, przynajmniej to będzie suche. – dziewczyna gorączkowo rozglądała się dookoła.

-Mój plecak… w moim plecaku jest ręcznik. – odebrała suchy ubiór, a ja szybko dojrzałem czarny pakunek, był na wyciągnięcie ręki. Podszedłem do niego i wyciągnąłem biały materiał. Czarnowłosa nadal siedziała, kurczowo trzymając okrycie.

-Mai, musisz się przebrać. – zacząłem osuszać jej włosy. Była taka krucha i delikatna. Powoli chwyciła za rąbek bluzy i podciągnęła ją do góry. Pomogłem jej pozbyć się ciężkiego i sztywnego od soli ubioru. To co zobaczyłem, zamurowało mnie. Pod łopatką miała rozległy fioletowy siniec. Zrozumiałem, dlaczego ociągała się z przebraniem.

-Co ci się stało?!

-Uderzyłam się o bandę. Ss… Nie dotykaj! – Jej twarz wykrzywiła się w bólu, a oczy zaszły łzami. Okryłem ją kurtką. Pomimo mojego zmęczenia pomogłem jej wstać.

-Mieszkam niecałe dziesięć minut stąd, więc pozwól, że zabiorę cię do siebie. Przynajmniej się przebierzesz, żebyś nie musiała wracać w takim stanie do domu. – To jedyna rzecz, jaką byłem w stanie wymyślić, pomimo tego dziewczyna pokiwała twierdząco głową i pozwoliła się podeprzeć. Czułem wyrzuty sumienia widząc ją w takim stanie. Co prawda poznaliśmy się dopiero dzisiaj, jednak to co się stało było moją winą i w moim interesie należało pomóc czternastolatce. W tym momencie w mojej kieszeni zabrzęczał telefon, zerknąłem szybko na wyświetlacz. Widząc numer pewnego szaro-włosego delikwenta, odebrałam.

-Yuri! Szykuj się do wyjścia, bo mam…

-Ty draniu, idź natychmiast do domu i przygotuj herbatę! – krzyknąłem w odpowiedzi, nie przerywając mu.

-Ale…

-Victor po prostu to zrób! Jak najszybciej jasne? -nie miałem czasu, żeby tłumaczyć mu całe zajście. W odpowiedzi dostałem tylko kilka niezadowolonych pomruków. Pomimo tego, że niebieskooka była lekka, to ciążyła mi ze względu na mój wcześniejszy sprint. Czułem, że coraz bardziej ciągnie mnie w dół. Miałem nadzieję, że jeszcze całkiem się nie wyziębiła. Nie wiem, ile czasu zajęła mi droga, ale gdy tylko zobaczyłem drzwi naszego domu odczułem ogromną ulgę. Popchnąłem je i od razu skierowałem się z ledwo żywą dziewczynką do naszej sypialni.

-Yuri! Wró…

-Victor, pomóż mi. – nakazałem mu nerwowym tonem. Gdy mężczyzna zauważył kogo trzymam w swoich ramionach, od razu wziął ją na ręce i przeniósł na łóżko. Zaczął pomagać, ściągać buty ledwo przytomnej dziewczynie, która już na wstępie dostała kubek ciepłego napoju.

-Co jej się stało? – zapytał Rosjanin.

-Wpadła rozgrzana do wody i dostała wstrząsu termicznego. Musimy ją jak najszybciej rozgrzać. – powłóczyłem się do składziku po dodatkowe ubranie i koc.

Victor szybko uwinął się przy Mai. Rosjanin owinął ją kołdrą. Czarnowłosa ledwo trzymała kontakt z rzeczywistością, kurczowo ściskając rękę łyżwiarza.

-Powinniśmy wezwać lekarza. – powiedziałem biorąc w dłonie telefon. Srebrno-włosy skutecznie mnie powstrzymał.

-Yuri, połóż w salonie i odpocznij, bo wyglądasz gorzej od niej. – mrukną Victor. Miał rację, moim ciele miałem tysiące drobnych zadrapań, nieobecny wyraz twarzy, lekko czerwony nos i palące rumieńce. Zachwiałem się, a on skarcił mnie wzrokiem. Pod wpływem jego spojrzenia, poszedłem do pokoju obok i ułożyłem się na beżowej rogówce. Przymknąłem oczy. Po kilku minutach poczułem jak ktoś okrywa mnie kocem i kładzie się obok mnie.

~*~

Obaj leżeli na sofie, a Makkachin ułożył się w ich nogach. Ciepłe promienie wiosennego słońca, odbijało się od wszelkich powierzchni tworząc świetlisty obraz. Yuuri był pogrążony w pół śnie, a Victor trzymał go w objęciach, jedną ręką przeglądając zdjęcia. Co jakiś czas uśmiechał się do siebie widząc uwiecznione chwile z zeszłorocznego Grand Prix. Tyle wspaniałych wspomnień w tak krótkim czasie. Yuuri Katsuki pokazał mu jak piękne może być życie w spokoju z dala od blasku jupiterów. Zastanawiał się nad tym co będzie dalej. Może on i Yuri powinni wyjechać na wakacje, albo zacząć trenować tą intrygującą młódkę. Odgarnął jeden z jego niesfornych kosmyków i pogładził dłonią po czarnych włosach chłopaka. Z zamyślenia wyrwało go skrzypienie paneli. Skierował swój wzrok ku Mai, która stała już we własnych ubraniach z resztą rzeczy w dłoniach. Mężczyzna delikatnie odłożył śpiącego i powoli zaczął schodzić z kanapy. Ich identyczne spojrzenia skrzyżowały się w lodowym wyzwaniu. Byli zadziwiająco podobni do siebie, ten sam odcień oczu, podobne rysy, jasna skóra. Wyglądała jak on w młodości, tyle, że tak jakby zamieniła się kolorem włosów z Katsukim. Dziewczyna po chwili uległa i spuściła wzrok.

-Dziękuję za pomoc i przepraszam za kłopot. – powiedziała, kłaniając się zgodnie z japońskim zwyczajem. Odłożyła elegancko poskładane ubrania na jedno z jadalnianych krzeseł. – Pójdę już sobie. – biegiem ruszyła ku wyjściu. Victor ruszył za nią, wybiegł z domu. Jednak dziewczyna miała jedną przewagę – buty. Szaro włosy widział jak znika za zakrętem. Zasyczał z bólu. Zdarte o asfalt stopy piekły niemiłosiernie. Wrócił zamiast tego do jego malutkiej rezydencji. Gdy tylko zamknął drzwi opadł na podłogę i westchnął cicho z rezygnacją. Przeczesał palcami jego jasne, lekko przydługie włosy, pogrążając się w zamyśleniu. W tym samym czasie dziewczynka dobiegła do domu. Drzwi stawiły opór, więc łatwo wywnioskowała, że jej mama musiała opuścić dom pod jakimś pretekstem. Uśmiechnęła się pod nosem. Przynajmniej uniknęła kolejnej awantury. Weszła do przedsionka i ściągnęła nadal lekko wilgotne buty. Odrzuciła głowę do tyłu, przykładając ręce do nosa i wbiła wzrok w sufit. Przez chwilę została w tej pozycji dysząc ciężko ze zmęczenia i szoku. Chwyciła za brzegi bluzy i ściągnęła ją. Spojrzała w swoje odbicie. Wyglądała mizernie, zwłaszcza, że skóra stała się szarawa, a dawno wygojone siniaki z powrotem przybrały kolor fioletu. Dotknęła jednego z nich. Poczuła jedynie lekkie mrowienie, żadnego bólu. Wzięła do ręki jedno z ramiączek plecaka i pociągnęła go po podłodze, kierując się ku własnemu pokojowi. Szła przez jednocześnie znajome i obce korytarze. Wcześniej ciepłe i przytulne, a od niedawna jasne, przytłaczające, obce. Wszystkie dobre chwile zawarte w murach starego domku, zostały stłumione i zatarte. Weszła do siebie. Jej pokój był jedyny w którym wisiały zdjęcia, a nie stały surowe dekoracje. Nie panowała szpitalna biel, lecz ciepłe pastele.  Było to jedyne miejsce w tym domu w którym można było się poczuć bezpiecznym. Mai wrzuciła resztę ubrań do kosza na pranie, wzięła czysty ręcznik i poszła pod prysznic. Gdy tylko jej ciało uderzyły miliony ciepłych kropelek, ona pogrążyła się w wspomnieniu ciepłego uścisku, którego od dawna nie zaznała.

Autor Agape
Opublikowano
Kategorie Manga & Anime
Odsłon 239
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!