Diablo: W poszukiwaniu mądrości. – Rozdział trzeci

Zmęczona zabójczyni od kilku minut układała kamienie runiczne, tworząc z nich dwie ogniste ściany, mogące skutecznie zapobiec ewentualnym atakom. Dodatkowo, zapewniały dostatecznie dużo światła by mogła obejrzeć i opatrzyć nogę Uriela. Ta była w opłakanym stanie. Nagolenniki nie zdołały ochronić nogi przed potężnymi żuwaczkami robaka. Piszczel został praktycznie zmiażdżony około 15cm nad kostką. Mimo to wojownik miał mnóstwo szczęścia, ponieważ duże żyły oraz tętnice nie zostały uszkodzone. 
Eris najlepiej jak potrafiła oczyściła ranę i zabandażowała. Następnie wyciągnęła dwie ukryte w pasie fiolki, jedna wypełniona czarną substancją, druga czerwoną. Pociągnęła łyk z każdej i podała Urielowi. 

– Polecam najpierw czarną, wtedy czerwona wydaje się być całkiem niezła. – oznajmiła z uśmiechem, była ciekawa reakcji jej towarzysza. 

Wojownik niepewnie powąchał ciemny eliksir o konsystencji błota, nic jednak nie poczuł. Ostrożnie wziął łyk i momentalnie tego pożałował, z trudem zmusił się do przełknięcia i szybko popił czerwonym który szybko zabił paskudny posmak. 

– Widać że nie miałeś okazji pić wcześniej antidotum. – zaśmiała się Eris. – Jednak skoro jeden ze skurczybyków bił piorunami to nie możemy być pewni, że reszta nie jest trująca czy pieron wie co jeszcze… 

Uriel skinął głową, dziewczyna miała rację. Pomału zaczynał też odczuwać działanie czerwonej mikstury leczącej. Była słabsza i działała wolniej niż różowa jednak lepsze to niż nic. Miał nadzieje że za kilka godzin kość już będzie cała. Tymczasem spojrzał na łowczynie czyszczącą długie sztylety z oślizgłej zielonej krwi. Od jakiegoś czasu zastanawiał się, jak to się stało że zaczęła walczyć z potworami i nie tylko. Teraz miał okazje się spytać.

– Jak to się stało że zostałaś łowcą?

Eris zamarła słysząc pytanie, przez chwilę siedziała w bezruchu pochłonięta przez wspomnienia. Upiorna pustka w jej oczach nie pozostawiała cienia wątpliwości, jej przeszłość wcale nie była różowa. Dopiero po chwili jakby się otrząsnęła, odłożyła bronie i usiadła wygodniej.

– Skoro wzięło cię na opowieści przy ognisku, to również będziesz mi musiał coś opowiedzieć. – oznajmiła, po czym rozpoczęła. – Nigdy nie byłam dobra w snuciu historii więc mnie nie wybijaj. Zacznijmy od tego że urodziłam się w niewielkiej wiosce oddalonej o kilka dni drogi od klasztoru łotrzyc. Nigdy nie poznałam ojca ponieważ zmarł gdy byłam malutka. Ogólnie urodziłam się w dosyć niebezpiecznych czasach, pomimo faktu że w klasztor był jeszcze bezpieczny. Następnie gdy miałam trzy latka przejęła go Andariel, pani cierpienia. Niecałe pół roku później wielki bohater pokonał demonice i uwolnił nas od jej terroru. Kilka następnych lat upłynęło spokojnie, jednak demony nie spały. Miałam jedenaście lat gdy usłyszeliśmy że na obrzeżach małych wiosek widywano różne potwory. Początkowo nie wierzyliśmy w to. Uspokajaliśmy się że łotrzyce nas ochronią. Tak się jednak nie stało. Nasza wioska została najechana i niemal wszyscy których znałam zostali wymordowani. Matka próbowała mnie bronić, nie miała jednak najmniejszych szans. 

Dziewczyna urwała, potrzebowała chwili by powrócić do obojętnego tonu. Mimo że nie rozwodziła się nad szczegółami Uriel doskonale wiedział jakie piekło musiała przeżyć. Nie jednokrotnie widywał ludzi zmasakrowanych przez demony tak bardzo że ciężko było uwierzyć w fakt że kiedyś to naprawdę była żywa osoba. Tymczasem Eris wzięła oddech i kontynuowała.

– Pomioty piekła mordowały i niszczyły wszystko co stanęło im na drodze. Nie miałam szans uciec, szczególnie że jedna z bestii rozdarła mi nogę od uda aż po łydkę. Przez kilka godzin leżałam w bezruchu między porozdzieranymi trupami udając martwą. Ulicami płynęła krew zarówno ludzi jak i zwierząt. Byłam przekonana że również zginę, jeśli demony mnie nie zauważą to się wykrwawię. Wtedy jednak przybyli łowcy. Było ich czterech. Sami zabili niemal wszystkie bestie, reszta uciekła. Początkowo myśleli że nikt nie przeżył, jednak gdy mnie znaleźli mieli nadzieję że może ocalał ktoś jeszcze. Mylili się…
Później poszło szybko. Zajęli się mną i zaproponowali mi zemstę na pomiotach piekła. Oczywiście zgodziłam się i tak oto siedzę tutaj przed tobą w jaskini pełnej bijących piorunami robali…

Uriel uśmiechnął się pod nosem słysząc końcówkę. Po pierwsze to był martwy żuk i był tylko jeden, inaczej teraz by ze sobą nie rozmawiali. Mimo to jej opowieść dała mu do myślenia. To nie był odosobniony przypadek. Gdzie nie zawędrował słyszał o potwornościach jakich dopuszczały się demony. Nawet te najsłabsze potrafiły terroryzować ludzi którzy nie potrafili się bronić. Zainteresowała go również wzmianka o tajemniczym bohaterze. Słyszał o nim w klasztorze łotrzyc oraz na niektórych szlakach. To był jednak temat na inną okazję, teraz zgodnie z żądaniem musiał opowiedzieć coś zabójczyni.

– Co takiego chciała byś usłyszeć? 

– Czego szukasz w Ukrytym Mieście?

Wojownik zamyślił się, nie mógł od tak zdradzić swojej towarzyszce wszystkiego, jednak czuł że również powinien się odrobinę otworzyć. 

– Jakiś czas temu mój mistrz zaginął.  – zaczął, mając nadzieję że ciemnowłosa nie będzie dopytywała się o szczegóły. – Był chyba najwspanialszą i najmądrzejszą osobą jaką dane mi było poznać. Pewnego dnia po prostu zniknął. Początkowo nie martwiłem się zbytnio bo już mu się to zdarzało. Zaszywał się gdzieś w bibliotece i można go było szukać całymi dniami.  Tym razem jednak było inaczej. Ani ja, ani jego brat ani żaden z jego uczniów nie wiedział co się z nim stało. Postanowiłem ruszyć na poszukiwania, niestety bezowocne. Zaczynałem tracić nadzieję gdy usłyszałem fragmenty historii o mrocznym wędrowcu i niezwykłym bohaterze który ruszył jego tropem. Uznałem że mogło to zainteresować mojego mistrza więc postanowiłem ruszyć dawnymi śladami wędrowca. Moim prawdziwym celem jest pradawny grobowiec Tal Rasha. Jeśli tam nie odnajdę żadnego śladu, będę musiał się poddać. 

Eris patrzyła na złotookiego z podziwem. Nawet przez myśl jej nie przeszło że mógł zmierzać do owianego legendami grobowca. Słyszała że było ich kilka dla zmylenia ewentualnych poszukiwaczy skarbów. Każdy z nich był inaczej oznaczony i w każdym kryły się inne potwory. Pusty był jedynie ten oczyszczony przez bohatera z zakonu Rathmitów. 
Na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Nie zamierzała przegapić okazji zwiedzenia grobu wspaniałego Horadrimskiego maga. 

Autor Onyx
Opublikowano
Kategorie Diablo
Odsłon 370
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!