Przeznaczona Czarnego Pana – Prolog

Opis

Mugole mają tendencję, by wątpić w przeznaczenie. Czarodzieje z kolei, dobrze wiedzą, że nie można go lekceważyć. Jest to bardzo potężna, starodawna magia, która pojawiła się na długo przed narodzinami czterech założycieli sławnego Hogwartu.

Ta tajemnicza moc jest w stanie nieodwracalnie spleść ze sobą losy wszystkich magicznych istot, lecz jej działanie i charakterystyka nie są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

A zatem co się wydarzy, gdy los połączy Lorda Voldemorta z młodszą o 5 dekad Vanessą Travers?

Młoda czarownica ma szansę uratować magiczny świat, ale równie dobrze może stać się przyczyną jego upadku.

Prolog

Nocne niebo rozświetlał księżyc w pełni, a ciszę przerywało wycie wilkołaków, które krążyły po pobliskim lesie zbyt przerażone, by zbliżyć się do mrocznej posesji. Za wysokim ogrodzeniem z żywopłotu znajdowała się duża willa w angielskim stylu, a piękny ogród zawsze przesłaniała mleczna mgła. Trawa miała ciemny kolor, a przy żwirowej ścieżce rosły krzaki z białymi różami, w których gałęziach kryły się świetliki. Miejsce zdobiły także ozdobne klomby z różnymi kwiatami w kolorze bieli, fioletu i czerwieni. Wierzby rosnące przy rozległym jeziorze swoimi liśćmi zasłaniały starą altanę i pochylały się ku gładkiej tafli wody, która niczym lustro odbijała rozgwieżdżone niebo.

Przed wejściem na duży teren, które blokowała srebrna brama, wraz z jasnym błyskiem pojawiła się postać odziana w czarny płaszcz z głębokim kapturem naciągniętym na głowę. Mężczyzna był wysoki i szczupły. Peleryna marszczyła się lekko na szerokich ramionach, a słabe światło księżyca nadawało jego bladej skórze trupiego wyglądu. Czarodziej wymamrotał pod nosem zaklęcie, a brama od razu się uchyliła, wpuszczając go do środka. Lakierowane, drogie buty chrzęściły w kontakcie z drobnymi kamykami, a ciepły płaszcz cicho szeleścił na wietrze. Postać podeszła do dużych, ciemnych drzwi i bez oporu wtargnęła do willi, zrzucając z siebie wierzchnie odzienie, które od razu złapał domowy skrzat. Mężczyzna wstąpił do dużego salonu, a ciepłe światło lamp oślepiło go na chwilę. Czarne włosy z kilkoma siwymi pasmami były elegancko ułożone, a oczy w kolorze gorzkiej czekolady uważnie przyglądały się pomieszczeniu. Ściany miały kolor grafitu, a wszystkie meble były wykonane z hebanu. Kanapy i fotele obite były w zieloną, smoczą skórę, a w masywnym kominku trzeszczał ogień, który obecnie był jedynym źródłem ciepła w całym budynku.

Z równoległego pomieszczenia, jakim była kuchnia, wyszła wysoka kobieta ubrana w czarne dżinsy i białą koszulę w kratę. Jej blond włosy były splątane w niechlujnego koka, a zmęczone, matowe oczy patrzyły na mężczyznę niewyraźnie. Blada, niemal przezroczysta skóra nabrała żółtego odcieniu w świetle lampy z bordowym abażurem, która nijak nie pasowała do wystroju wnętrza.

– Gdzie ona jest? – Głos czarnowłosego był zimny i opanowany, a oczy ze zniecierpliwieniem patrzyły na Śmierciożerczynię, która już od wielu miesięcy irytowała go swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem.

– W swoim pokoju. – Jej cichy, melodyjny głos brzmiał, jakby dobiegał zza grubej ściany, a niebieskie oczy niewzruszone patrzył, jak mężczyzna kieruje się na piętro. Blondynka ponownie weszła do kuchni, w której przesiadywała przez ostatnie kilka tygodni. Kobieta prawie nie spała i rzadko jadła. Jedyne co była w stanie robić to pić wino i użalać się nad swoim żałosnym życiem.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Brązowooki wszedł po schodach, nie robiąc żadnego hałasu i od razu skierował się w głąb mrocznego korytarza. Mijał wiele drzwi, jednak interesowały go tylko jedne — te w kolorze błękitu z namalowanym biało-szarym wampusem. Czarodziej powoli wszedł do pokoju i rozejrzał się z lekkim uśmiechem na wąskich ustach. Ściany były koloru kawy z mlekiem, a wszystkie meble z ozdobnymi żłobieniami były zrobione z ciemnego mahoniu. Na samym środku pomieszczenia stało duże, dziecięce łóżko z białym baldachimem, w którym siedziała mała dziewczynka. Dziecko ubrane było brązowo-złotą sukienkę i wysokie, białe skarpetki z kokardką. Jej krótkie, brązowe włosy były rozczochrane, a na czubku głowy miała złotą kokardkę. Duże oczy w kolorze lodu skupione były na lewitującej przed nią figurce abraksana, przez co nie zauważyła, że nie jest już sama. Czarny Pan podszedł do dziewczynki i od tyłu chwycił ją na ręce. Dwulatka pisnęła zaskoczona, a zaraz potem zaczęła zanosić się śmiechem. Riddle uśmiechnął się pod nosem i przyciągnął małą do swojego torsu.

– Vol! – Zawołała, nie będąc w stanie poprawnie wymówić imienia mężczyzny. Czarnowłosy pogłaskał ją po plecach i usiadł w bujanym fotelu przy oknie. Odbił się nogą od podłogi pokrytej puchatym dywanem i wprawił fotel w ruch, sadzając sobie dziewczynkę na kolanach. Niebieskooka zaśmiała się głośniej i wtuliła twarz w białą koszulę czarodzieja, która roztaczała w pokoju delikatny zapach jaśminu.

– Ja też się za tobą stęskniłem, Vanesso. – Powiedział i pocałował ją w ciepłe czoło.

– Ko… …ę. – ‘Wypowiedź’ dwulatki z pewnością byłaby niezrozumiała dla innych, ale nie dla Toma. Mężczyzna od razu pojął jej sens i po prostu nie mógł się nie uśmiechnąć. Kocham cię. Dwa słowa, które jeszcze dwa lata temu nie miały dla niego znaczenia, teraz chciał słyszeć codziennie już przez wieczność. Pragnął miłości dziecka równie mocno co władzy i potęgi, do której zdobycia dążył przez ostatnie 43 lata.

Jego duże dłonie z niezwykłą delikatnością objęły małe ciałko, które drżało z zimna. Letnia sukienka nie była w stanie ogrzać dziewczynki w ostatni dzień października, który był wyjątkowo mroźny. Nieprzyjemny grymas wykrzywił jego przystojną twarz, gdy pod palcami wyczuł wystające żebra, a małe, lodowate dłonie kontrastowały z rozpalonym czołem. Dopiero wtedy Tom zauważył, jak mizernie wygląda jego ukochana.

– Cholerna Travers! – Syknął niczym rozwścieczony wąż, a po dobrym humorze nie został ani jeden ślad. Brązowooki włożył dziewczynkę do łóżka i pogłaskał ją czule po główce. – Poczekaj na mnie, kochanie. – Van odpowiedziała cichym ‘ta’, co uznał za zgodę i pośpiesznie wyszedł z pokoju. Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi, wyraz jego twarzy zmienił się całkowicie. Wyglądał jak bestia, która może rzucić się na wszystko, co się rusza.

Czarnoksiężnik niemal zbiegł po szerokich schodach i od razu skierował się do kuchni, z której wyczuł zapach herbaty i imbiru, unoszący się w powietrzu. Blondynka siedziała na wysokim krześle barowym i piła ciepły, ziołowy napar z ozdobnej filiżanki. Niegdyś piękne, niebieskie oczy były podkrążone i opuchnięte od nieprzespanych nocy i ciągłego płaczu, a dziecięcą twarz wykrzywiał nieprzyjemny wyraz. Brzuch był wklęsły, a ręce i nogi wyglądały jak kości, na które naciągnięto niemal przezroczystą skórę. Jasne włosy straciły dawny blask i kilka splątanych kosmyków, którym udało uwolnić się z uwięzi gumki, okalało wychudzoną twarz czarownicy. Jeszcze trzy lata temu kobieta była jedną z piękniejszych, jakie Tom Riddle kiedykolwiek widział, a teraz, gdyby nie drogie ubrania, wyglądałaby jak żebraczka. Większości ludzi byłoby jej żal, ale nie Voldemortowi.

– Travers! – Krzyknął donośnie, ale nie na tyle głośno, by usłyszała go dziewczynka czekająca na piętrze. – Ty pieprzona kretynko! – Uderzył ją w policzek z taką siłą, że jej kruche ciało z łoskotem spadło na zimną posadzkę. Filiżanka przechyliła się niebezpiecznie i również upadła, wylewając gorący napój na nogę kobiety. Niebieskooka krzyknęła z bólu, a w jej matowych oczach zebrały się łzy, chwilowo nadając im blasku. Śmierciożeczyni nie wiedziała, co się dzieje, o co chodzi? – Nie obchodzi mnie, że nie radzisz sobie ze swoim życiem, ale nie pozwolę ci na zaniedbywanie Vanessy! Możesz być pewna, że już nigdy jej nie zobaczysz! Co z ciebie za matka?! Przez ciebie Nessa jest nie tylko chora i wyziębiona, ale też wychudzona! Czy ty się nią w ogóle zajmowałaś?! – Jego donośny głos potoczył się echem po dużej kuchni i wpadł do salonu, nieco tracąc na sile. Brązowe tęczówki czarodzieja przybrały barwę wina, a szczupłe palce zacisnęły się na różdżce, która kusiła go do rzucenia na kobietę Cruciatusa. Buzująca w nim energia została uwolniona pod wpływem gniewu i rozbiła wysokie okna, których odłamki raniły blondynkę niczym miliony małych ostrzy.

– Nie! – Zachlipała. – Panie, błagam! Nie odbieraj mi jej! – Z jej jasnych oczu ciekły łzy, które mieszały się z krwią wypływającą z rozciętego policzka i przeciętej wargi. Zmieszane ciecze przybrały kolor soczystych malin i bezgłośnie opadły na zimne kafelki. – Poprawię się! – Zapewniała. – Zrobię wszystko, tylko proszę… proszę, nie odbieraj mi jej! Vanessa to jedyne co mi pozostało! – Prosiła i chwyciła w wychudzone dłonie skrawek rękawa Riddle’a. Czarnoksiężnik wyrwał się z uścisku arystokratki i uderzył ją w drugi policzek, tym razem z satysfakcją odnotował dźwięk łamiącej się kości.

– Podjąłem już decyzję i nie masz nic do gadania, Mirando. – Kobieta jeszcze nigdy nie słyszała, by Czarny Pan używał tak zimnego i mrocznego tonu głosu. Wiedziała, że sprawa jest już przesądzona i nie może nic zrobić. Depresyjne myśli ponownie zalały jej umysł, a Lord uśmiechnął się upiornie, widząc, jak jego podwładna drży ze strachu przed jego gniewem. Policzek zaczął puchnąć, a jasna skóra przybrała purpurową barwę, która za kilka godzin miała zmienić się w zgniły fiolet. Widok niebieskookiej, która całkowicie poddaje się jego woli, mile połechtał jego, i tak już duże, ego. – Straciłaś córkę na własne życzenie. – Zamilkł na chwilę. – Nawet nie myśl o tym, że kiedykolwiek pozwolę ci się z nią spotkać.

Szloch kobiety z każdą chwilą nabierał na sile i coraz bardziej drażnił słuch czarodzieja. Jej lamenty usłyszał nawet mężczyzna, który dopiero przekroczył próg posiadłości — Nicolas Travers. Młody Śmierciożerca chwycił różdżkę i skierował się w stronę źródła dźwięku. Czarnowłosy cicho wszedł do kuchni i zamarł na chwilę, gdy zobaczył wysoką postać w eleganckim garniturze. Mężczyzna natychmiast pokłonił się nisko, gdy w mężczyźnie rozpoznał Czarnego Pana. Dla niebieskookiego nie liczyła się już poparzona siostra z licznymi ranami, a górujący nad nim przywódca. Travers darzył swojego wodza ogromnym szacunkiem i był gotów zrobić wszystko, by zaskarbić sobie jego przychylność. Był zaślepiony żądzą potęgi, zupełnie tak jak inni zwolennicy Voldemorta.

– Nicolasie. – Lord spojrzał na niego przez ramię, a po chwili stanął przed nim, świdrując jego ciało szkarłatnymi od gniewu oczami. – Spakuj rzeczy Nessy i przynieś ją tutaj. Zabierzesz ją do posiadłości Malfoyów. Twoja siostra nie ma prawa zbliżyć się do mojej przeznaczonej. – Rzekł poważnie. – Wyraziłem się jasno?

– Oczywiście. – Czarnowłosy skierował się na górę i ze smutnym uśmiechem spojrzał na śpiącą dziewczynkę, która na szczęście nie słyszała płaczu swojej matki. Niebieskooki był pewien, że nie zobaczy siostrzenicy zbyt szybko. – Będziesz wspaniałą Czarną Panią, Vanesso. Przywrócisz naszej rodzinie szacunek, który straciliśmy przez Mirandę i jej głupotę. – Wyszeptał, patrząc na rumiane policzki i uchylone usta, które lekko drgały z zimna. Szatynka wyglądała bardzo niepozornie i była w stanie oczarować każdego, kto tylko na nią spojrzał.

Travers machnięciem różdżki spakował najważniejsze rzeczy do dużej, szarej torby na ramię i delikatnie owinął niebieskooką grubym, musztardowym kocem z doszytym kapturem, który od razu założył na jej puchatą główkę. Ostrożnie, tak aby jej nie obudzić, wziął ją na ręce, a torbę chwycił w drugą rękę i niezgrabnie zarzucił ją sobie na ramię. Czarnowłosy objął ramionami śpiące dziecko i cicho zszedł na dół. Miranda dalej płakała w kuchni, a Marvolo stał przy dużym oknie w salonie i wpatrywał się w mroczny ogród.

– Już wszystko gotowe, mój panie. – Powiedział pokornie i umieścił dziewczynkę w wyciągniętych rękach Lorda. Mała niemal natychmiast się obudziła i uśmiechnęła się leniwie na widok swojego przeznaczonego.

– …Om? – Mruknęła sennie, a Voldemort skrzywił się, słysząc końcówkę tego pospolitego imienia, które nadała mu matka po mugolskim ojcu. Nienawidził go.

– Kto ją tego nauczył do cholery?! – Warknął, a jego spojrzenie przeszyło Traversa na wskroś.

– …Olery! – Niebieskooka zawołała wesoło i zaklaskała małymi rączkami. Czarny Pan spojrzał na nią z uniesioną brwią i zazgrzytał zębami. Nie sądził, że dwulatka będzie powtarzać po nim słowa, a nawet jeśli, to czemu spośród sześciu wyrazów wybrała akurat ‘cholera’? Przez myśl przeszło mu, że musiała już kiedyś słyszeć to słowo, a to bardzo mu się nie spodobało.

Rubinowe oczy zeskanowały napiętego jak struna Śmierciożercę i od razu wyłapały jego rozbiegany wzrok i kropelki potu spływające po czole. Szorstkie dłonie nerwowo zaciskały się i rozluźniały na przemian. Tom wiedział, że niebieskooki coś ukrywa. Głębokie niczym studnia źrenice zwęziły się jak u węża, a spomiędzy zaciśniętych zębów wydobyło się coś na kształt syczenia, które mała Van nieudolnie starała się powtórzyć. Czarnoksiężnik okrył rozbawioną szatynkę połami swojej peleryny, a torbę pomniejszył i schował do kieszeni.

– Jesteś równie beznadziejny co twoja siostra, Travers. Zabieram Vanessę, nie szukajcie z nią kontaktu, albo was zabiję. – Zagroził.

Brązowooki naciągnął kaptur na głowę i wyszedł na zewnątrz w mrok nocy. Czarny płaszcz powiewał na silnym wietrze, a cichy śmiech dziecka przerywał przytłaczającą ciszę.

– Już zawsze będziesz ze mną, kochanie. – Pocałował ją w czoło i skrzywił się, gdy wyczuł, że jego temperatura podniosła się o kilka stopni.

Musiał oddać dziewczynkę pod opiekę Narcyzy i Lucjusza jak najszybciej, a następnie udać się do Doliny Godryka, gdzie znajdował się chłopiec, który mógł w przyszłości stanowić zagrożenie dla niego i jego przeznaczonej.

– Kiedy tylko zabiję tego bachora, wrócę do ciebie jak najszybciej, a wtedy już nic nas nie rozdzieli. Razem przejmiemy władzę w świecie magii, a mugole i szlamy padną do naszych stóp. – Nessa tylko ziewnęła w odpowiedzi i wtuliła się w tors Voldemorta.

Brązowooki po opuszczeniu terenu willi, aportował się do Malfoy Manor i z głośnym trzaskiem pojawił się w mrocznym salonie, strasząc Narcyzę, która piła przestudzoną, czarną herbatę. Kobieta była bardzo zdziwiona nagłym pojawieniem się Lorda, ale dla własnego dobra, wolała zachować milczenie. Czarnowłosy ostrożnie wręczył kobiecie dziewczynkę, a torbę upuścił na jakiegoś domowego skrzata. Pogładził wierzchem dłoni rumiany policzek dziewczynki i uśmiechnął się czule. Po chwili spoważniał.

– Natychmiast wezwij do niej magomedyka. – Rozkazał i ostatni raz spojrzał na małą Vanessę Travers.

Czarny Pan tak jak stał, tak deportował się z posiadłości. Pani Malfoy spojrzała na małą dziewczynkę i wezwała skrzaty, które miały przygotować pokój dla dwulatki, a najwierniejszy z nich — Zgredek — udał się po lekarza. Po kilku minutach do salonu wszedł Lucjusz, którego zwabił cały ten zamęt. Długie, platynowe włosy były związane czarną, aksamitną wstążką, a zimne, stalowe oczy zabłysły, gdy tylko natrafiły na małą Travers w objęciach jego żony.

– Czy to…? – Nawet nie dokończył zdania i podszedł do małej szatynki. Od razu rozpoznał tę twarzyczkę i łagodny uśmiech na ustach. – Spotkał nas wielki zaszczyt, Narcyzo. Nie zawiedźmy naszego Pana. – Powiedział, wypinając pierś niczym dumny paw i z uśmiechem zabrał dziecko z rąk małżonki.

– Oczywiście. – Blondynka skinęła głową i szybko ruszyła do sypialni Dracona, gdy tylko usłyszała jego płacz. Cyzia bała się, że teraz Lucjusz zacznie bardziej przejmować się Nessą niż własnym synem, któremu już teraz poświęcał dość mało uwagi.

Niebieskooki został sam z szatynką i przysiągł sobie, że zrobi wszystko, aby Lord był zadowolony. Jeśli zajdzie taka potrzeba, był gotów zaopiekować się nią jak własną córką lub nawet lepiej. Miał zamiar zrobić wszystko, by jego przywódca patrzył na niego przychylnym okiem i bardziej go docenił. To była jego misja, którą miał zamiar wypełnić.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Czarny Pan pojawił się na obrzeżach Doliny Godryka i z cynicznym uśmiechem błąkającym się na bladych ustach, skierował się w stronę domu zamieszkanego przez Potterów. Mimo że miał do wypełnienia naprawdę ważną ‘misję’, nie potrafił się skupić. W jego głowie cały czas krążyły myśli związane z jego przeznaczoną — Vanessą. Mężczyzna oczami wyobraźni, a miał ją naprawdę bujną, widział, jak razem rządzą światem czarodziejów, a mugole i wszystkie inne istoty płaszczą się przed nimi, by zachować życie. Czarnoksiężnik nawet nie pomyślał dwa razy, a już James leżał na podłodze bez życia, które odebrał mu szmaragdowy promień. Ciemne oczy pusto wpatrywały się w biały sufit, a ciało ułożyło się w nienaturalnej pozie. Czarnowłosy ruszył na piętro, gdzie słyszał nerwowe kroki Lili i trzaskanie drzwiami. Pogrążony w swych myślach, nie usłyszał, jak rudowłosa nakłada na swojego syna zaklęcie ochronne. Brązowooki bez chwili wahania uniósł różdżkę i wystrzelił zielone zaklęcie prosto w jej serce. Z szerokim, przerażającym uśmiechem patrzył, jak jej sztywne ciało upada na kolorowy dywan. Zaraz potem swoją uwagę skierował na dziecko siedzące w łóżeczku. Czarne włosy były roztrzepane na wszystkie strony, a oczy w kolorze trawy szkliły się od łez.

– Jesteś odrażający. – Powiedział i skierował na chłopca swoją różdżkę. Spojrzał w zapłakane oczy dziecka i nie poczuł zupełnie nic. Jego serce nie skurczyło się z powodu skruchy, a sumienie nie przerwało swojego milczenia, które trwało od zawsze. Mały Harry nie wzbudzał w Marvolo żadnych emocji poza obrzydzeniem lub irytacją. Voldemort uśmiechnął się pod nosem i wypowiedział dwa słowa, które odebrały życie nie temu, komu powinny.

┈ ┈ ⋞ 〈 ⏣ 〉 ⋟ ┈ ┈

Miranda cała zapłakana leżała na podłodze. Zimno wnikało jej do kości, a czarne myśli wirowały w głowie. W sercu czuła ucisk, a w żołądku nieprzyjemne ssanie. Blondynka doskonale wiedziała, że jej ukochany — James — już prawdopodobnie nie żyje, a córki już nigdy nie zobaczy. Travers straciła wszystko, co miała i nie potrafiła sobie z tym poradzić. Została sama w wielkiej willi, nie było z nią nikogo. Niebieskooka spojrzała na flakon, który trzymała w lewej dłoni i odkręciła granatową buteleczkę. Wypiła eliksir szybko, żeby nie dopadły jej wątpliwości, a umarła jeszcze szybciej.

Po tygodniu jej zwłoki znalazła Jocelyn Sparks — serdeczna przyjaciółka Mirandy. Rudowłosa od razu zawiadomiła aurorów i magomedyków, którzy w jej obecności uznali śmierć Travers za nieszczęśliwy wypadek. Przełożony Sparks w akcie zgonu wpisał ‘nieumyślne przedawkowanie wywaru żywej śmierci’. Jocelyn nigdy do końca nie otrząsnęła się po stracie przyjaciółki. Szarooka zorganizowała pogrzeb i zajęła się wszystkim, podczas gdy Nicolas został zamknięty w Azkabanie za wymordowanie rodziny McKinnon.

Tego wieczoru wszystko się zmieniło.

Opublikowano
Kategorie Harry Potter
Odsłon 1076
6

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!