Diablo: W poszukiwaniu mądrości. – Rozdział drugi

Pustynia Aranoch w pobliżu miasta wydawała się być spokojna, jednak im bardziej się oddalało tym częściej miało się wrażenie bycia obserwowanym. Wzgórza wysuszone gorącym wiatrem stanowiły niezbyt przyjazne miejsce. Pomimo to dwójka wędrowców niestrudzenie podążała niemal niewidocznym szlakiem. Cisza przerywana jedynie zawodzeniem wiatru wydawała się męczyć wysuniętą nieco do przodu dziewczynę. Ciemnowłosa, otulona szalem by nie wdychać pyłu unoszącego się nad ziemią przystanęła by przyjrzeć się czemuś w oddali. Wojownik widząc jej zainteresowanie również spojrzał w tym samym kierunku. Ciemna plama wyraźnie kontrastowała z kremowo-szarym piaskiem. Łowczyni zsunęła na wszelki wypadek łuk z ramienia i nie czekając na towarzysza ruszyła w upatrzonym kierunku. Nie pokonała jeszcze połowy drogi gdy jej plecami rozległ się charakterystyczny, metaliczny zgrzyt gdy Uriel dobył miecza. 

– Jesteśmy obserwowani… – Oznajmił cicho. 

– Co ty nie powiesz? – Eris prychnęła rozbawiona. – W końcu idziemy prosto w pułapkę…

Łowczyni odskoczyła w ostatniej chwili, w miejscu w którym wcześniej stała nastąpił wybuch. Fragmenty cienkiego szkła rozprysły się na około. Płomienie podsycone dziwną mazią jeszcze chwile tańczyły na powierzchni piasku. Kolejne flakoniki leciały w ich stronę. Ukryte w piasku pustynne wojowniczki podniosły się nie zaprzestając ostrzału.

– Kurwy! Myślałam że wybuchające mikstury wyszły z mody sześć lat temu! – mówiąc to Eris wypuściła strzałę w kierunku najbliższej wojowniczki. Chybiła dosłownie o milimetry. – Wynośmy się stąd!

Łowczyni pociągnęła wojownika w stronę oddalonych nieco skał. Dotarcie do nich dało by im możliwość osłonięcia się przed buteleczkami pełnymi dosyć niestabilnej cieczy, mocno reagującej przy bardzo silnym potrząśnięciu. Pomimo pościgu udało im się dotrzeć do upatrzonego schronienia. 
Nie były to jednak tylko skały… Była to duża dziura w ziemi, schodząca pod kątem wgłąb odmętów pustyni. Nie wyglądało na to, by ktokolwiek odwiedzał to miejsce. Eris nie wiele myśląc ruszyła w stronę wejścia, jednak Uriel ją powstrzymał. Nie miał dobrych przeczuć, co więcej wojowniczki nie odważyły się do nich teraz zbliżyć pomimo znacznej przewagi liczebnej. Coś ewidentnie było na rzeczy.

– Tam może być niebezpiecznie… – nie zdołał dokończyć bo dziewczyna od razu mu przerwała.

– O to chodzi! Poza tym pomyśl jakie skarby mogą tam się kryć!  Albo jakie potwory…

Wojownik westchnął cicho, po czym ruszył za podekscytowaną zabójczynią. Zupełnie nie mugł zrozumieć jej motywacji. Nie chodziło raczej o pieniądze, dowodem był fakt, że naprawdę zabici przez nią bandyci zostali pochowani. Żądza przygód też wydawała mu się mało przekonująca.  Podczas gdy się nad tym zastanawiał schodzili coraz głębiej a mrok gęstniał coraz bardziej. Odruchowo chciał zapalić pochodnie jednak Eris natychmiast go powstrzymała. Uriel spojrzał na nią w poszukiwaniu odpowiedzi ta jednak gestem uciszyła go i na coś wskazała. Było to gniazdo, nie takie zwykłe, ptasie tylko uwite z pajęczyny i posklejane zielono-żółtą substancją. Wewnątrz było mnóstwo jaj oraz kilka larw przypominających białe gąsienice. Każda z nich była długości jego przedramienia. Przez myśl przemknęło mu jak wielkie muszą być dorosłe osobniki skoro te są tak młode że jeszcze nie opuściły gniazda. Mając nadzieje, że odpowiedź nie przyjdzie zbyt szybko ruszył śladami łowczyni, skradającej się w stronę jaj. Nagle rozległ się cichy plask i gniewny syk dziewczyny, która stała teraz po kolana ubrudzona śmierdzącym glutem i resztkami błony. Wniosek był prosty – wdepnęła w jedno z niewyklutych, gnijących jaj i teraz starała się zdusić przekleństwa. 
Coś poruszyło się w ciemności. Nim Uriel zdołał ostrzec towarzyszkę, potężne szczęki zacisnęły się na jego nodze i powaliły go. Zamachnął się mieczem który cały czas trzymał w dłoni. Ostrze zabłysło zimnym światłem i rozcięło głowę ogromnego robala na pół. Eris podbiegła by pomóc mu się podnieść jednak gdy zobaczyła jego nogę w bladym świetle ostrza zawahała się.

– Trzeba to opatrzyć. – oznajmiła, jednak Uriel pokręcił głową.

– Nie mamy na to czasu! 

Krzywiąc się lekko wskazał boczny korytarz który wcześniej przeoczyli. Miało się wrażenie że cały się porusza. Robaki wielkości od dużego psa aż po sporego kuca poruszały się nerwowo zaskoczone pojawieniem się źródła światła. Łowczyni widząc to momentalnie narzuciła swój płaszcz na miecz by ukryć jego ostre białe światło. Uriel z jej pomocą podniósł się, jednak gdy tylko obciążył ranną nogę ponownie upadł. Nie był w stanie iść. Narastające uczucie niepokoju mieszało się z frustracją. Mimowolnie spojrzał na swoją towarzyszkę, jej bursztynowe oczy zdawały się świecić w ciemności.

– Wybacz… – szepnęła Eris. – Ja cię w to wplątałam i ja cię z tego wyciągnę.

Nim Uriel zdążył zareagować w jakikolwiek sposób, dziewczyna zsunęła łuk z ramienia i odrzuciła go. Następnie wyciągła zza pasa kamień nieco mniejszy od jej pięści i cisnęła nim w stronę korytarza. W chwili gdy dotknął ziemi buchnął czerwono-pomarańczowy ogień rozświetlając korytarz i dezorientując robale. Tym czasem Eris dobyła dwóch sztyletów i rzuciła się do ataku. Pierwsze ciosy z łatwością posyłały odrażające istoty w zaświaty, jednak nie minęła chwila gdy szok wywołany pojawieniem się ognia zniknął. Bestie wydając z siebie wściekły ochrypły syk ruszyły na łowczynie. Pomimo przewagi liczebnej wroga, dziewczyna pewnie wymierzała kolejne ciosy. Wpajana jej przez lata szkolenia dyscyplina nie pozwalała jej się oddać ślepej furii, co w połączeniu z niezwykłą zręcznością dawało jej sporą szansę na zwycięstwo. 
 Trochę zajęło nim ostatni robak padł martwy na ziemie. Zmordowana zabójczyni odwróciła się w stronę Uriela. Nie mogła dostrzec jak odnóża zabitego przed chwilą żuka zaciskają się w pośmiertnym spazmie. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie przeskakujące między nimi błyskawice. Uriel zdążył zareagować w ostatniej chwili. Starając się ignorować ból jaki przeszył jego nogę, w ułamku sekundy znalazł się przy Eris zasłaniając ich mieczem. W tej samej chwili z odnóży trupa wystrzeliła wiązka błyskawic. Biały błysk oślepił ich na chwilę, jednak ostrze wojownika pochłonęło pocisk który nie wyrządził im krzywdy. 

– Dzięki. – szepnęła wykończona łowczyni, zanim wraz z nim osunęła się na ziemie.

Autor Onyx
Opublikowano
Kategorie Diablo
Odsłon 282
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!