I. Obserwatorzy -Tajemnica Fioletowego Dębu

– Tak… tak… tak… wiem… – Rozmawiała przez telefon, a z jej ust wydobywały się ciągle te same wyrazy.

Siedziała tyłem do obecnie jedynego źródła światła w jej gabinecie, były to trzy średniej wielkości okna do których zostały wstawione fioletowe zasłony, rośliny, oraz różne popierdółki.

– Tak… jasne…

Kobieta oparła łokieć o biurko, a na dłoni wspierała głowę. Po prawej stronie kobiety na biurku w piętrowym segregatorze znajdowały się ważne dla niej papiery. A po lewej znajdował się szklany kubeczek w którym znajdowały się długopisy. Obok, bliżej kobiety znajdowało się niewielkie lustro pokazujące co znajduje się za nią, oraz ramka ze zdjęciem.

W pewnym momencie usta blondynki wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu. Niegłośno prychnęła śmiechem.

– Mamo… wiem jak odkurzać, włączyć zmywarkę, wyczyścić łazienkę, oraz co i jak dzisiaj ugotować na obiad – Powiedziała 25 letnia kobieta z delikatnym rozbawieniem. Z drugiej strony usłyszała westchnienie, które poprzedziło cichy śmiech.

– Dobrze. Wybacz kochanie, czasami zapominam, że nie jesteś już małą dziewczynką. Masz już dwadzieścia lat… – Usłyszała głos bliskiej jej osoby delikatnie zmodyfikowany przez telefon.

– Dwadzieścia pięć, mamo – Przypomniała z rozbawieniem blondynka.

– Wiem przecież… – Mruknęła jej rodzicielka, a kobieta była pewna, że w tym momencie wywróciła oczami jak małe dziecko. Gdy tylko zobaczyła to oczami wyobraźni cicho się zaśmiała. – A tak w ogóle, jak się czujesz?

– Dobrze, a co u Pimpka? Dawno go nie widziałam. – Zapytała o psa, który już dwa lata przebywał w jej rodzinie w jej rodzinnym domu.

– Dobrze. Będziesz go miała na wyłączność przez następne dwa tygodnie, więc będziesz miała go dosyć.

– Wątpię, czy po tych dwóch tygodniach wam go oddam. Jest jeszcze jakaś sprawa do załatwienia?

– W sumie to chyba nie. Chociaż … – Wtedy w słuchawce blondynka zaczęła słyszeć ciche mruczenie, które mogłaby się założyć było wyliczaniem. Czarnooczka spojrzała w biały sufit, a następnie w zegar. Za dwie godziny kończy pracę i jedzie z walizkami do domu rodzinnego wtedy już jej rodzice powinni być od pół godziny w drodze.

Chociaż i tak blondynka była pewna, że spotka się z rodzicami jeszcze zanim ci wyjadą.

– A może wrócisz do pakowania i jakby Ci się przypomniało to byś mi dała znać? – Zapytała mając nadzieję, że zgodzi się na to i będzie mogła wrócić do swoich spraw, aby nie musieć brać nadgodzin, albo brać pracy do domu czego swoją drogą bardzo nie lubiła.

– Wiesz co… chyba właśnie tak zrobię – Powiedziała, a blondynka w duchu się ucieszyła z decyzji matki.

Nie to, że nie lubiła z nią rozmawiać, albo że ją irytowała, lecz po prostu naprawdę nienawidziła robić coś dłużej niż naprawdę musiała.

– Do zobaczenia.

– Do zo… – Nie było jej dane dokończyć, bo nagle w tle usłyszała bardzo głośny trzask, a potem huk. Od razu jej przyszło na myśl, że ktoś wyważył drzwi, a te upadły na ziemię. – Co się dzieję? – Zapytała, a odpowiedź otrzymała dopiero po krótkiej chwili ciszy.

– Nie mam pojęcia – Mruknęła osoba po drugiej stronie. – Oddzwonię.

– Nie, Mamo nie… – Z głośnika telefonu wydobył się dźwięk oznajmiający, że rozmówca po drugiej stronie się rozłączył -… rozłączaj się…

Ok. Mogłam się tego spodziewać pomyślała dziewczyna i spróbowała dodzwonić do mamy.

Za pierwszym razem odrzuciła połączenie. Jednak za drugim niemal od razu przekierowało ją na pocztę głosową. Ok. Czas zacząć się niepokoić.

Usłyszała dzwoneczek, który miała nad drzwiami. Podniosła głowę i zobaczyła mężczyznę w średnim wieku z łysiną i szerokimi ramionami. Ubrany w czarny elegancki garnitur mężczyzna przypominał jej kingpina z komiksów o Spider-Manie.

Ok pomyślała Jeżeli facet jest taki jak w komiksie to nie będzie to przyjemna sprawa. Są dwie opcję, albo coś z Spider-manem, albo coś z świata kryminalnego.

Szczerzę to pierwsze z chęcią bym przyjęła.

Kobieta wstała i podeszła do mężczyzny i wyciągnęła do niego dłoń, którą ten po chwili przyjął

– Dzień dobry, Amanda Smith – Przedstawiła się.

– Jake Turner – Powiedział mrukliwym głosem. Kobieta posłała mu uśmiech i wróciła za biurko. Niby mogła wcześniej podać mu rękę przez biurko, ale od dziecka była uczona, że tak nie wypada.

– To co pana do mnie sprowadza? – Zapytała, gdy już zasiadła na swoim fotelu, a dłonią wskazała na fotele naprzeciwko niej.

– A więc dwa dni temu między 20.00, a 6.00 następnego dnia miałem w swoim muzeum włamanie. Zniknęła tylko jedna rzecz, ale najbardziej wartościowa dla muzeum, to był główny punkt programu w muzeum.

– A co to było? – Zapytała blondynka i wyciągnęła niewielki notatnik z biurka, a z szklanego kubka wyciągnęła długopis. Zaczęła notować to co już się dowiedziała.

– Waza z wioski w czterech kamiennych ścianach.

– Dzwonił pan na policję?

– Oczywiście, że tak. Ma mnie pani za głupka? Tyle że oni nic nie robią – Warknął. Od razu zdała sobie sprawę z tego, że jest to typ, który nie ma przyjemnego zdania o policji.

– Na pewno coś robią – Mruknęła kobieta, a mężczyzna jedynie przewrócił oczami.

– Tia… jednak zanim rozwiążą tę sprawę będę miał spore straty pieniężne.

– Aż tak ważne jest ta waza? – Zapytała w szoku.

– Nie widziała najwyraźniej pani tej wazy. Wszyscy, nawet ja uchylają się ku opinii, że jest w niej coś magicznego. Praktycznie turyści jeżdżą tylko do tej wazy, a cała reszta ekwipunku mojego muzeum to tylko dodatki.

– Poproszę o adres muzeum oraz pana numer telefonu ewentualnie inny kontakt do pana.

Po załatwieniu wszystkich formalności, zadaniu wszystkich wyuczonych pytań właściciel muzeum opuścił gabinet kobiety, a ta na szybko przejrzała swoje bazgroły. Pomyślała, że będzie musiała to przepisać.

Spojrzała na zegar, pół godziny do końca pracy. Spojrzała na telefon w nadziei, że jej mama do niej zadzwoniła.

Oczywiście nic.

Odłożyła telefon i zabrała zeszyt A3 z którego wyrwała podwójną kartkę i zaczęła przepisywać swoje bazgroły, a zanim się zorientowała jej telefon za alarmował, że właśnie koniec pracy. Wyłączyła alarm i dokończyła przepisywanie.

Wrzuciła papiery do torby i ponownie zadzwoniła do rodzicielki.

– Dzień dobry tu poczta głosowa, nagraj wiadomość – Usłyszała przez telefon i się rozłączyła.

Zabrała bagaż, który przez ten czas trzymała w rogu biura i pobiegła na autobus. Zdążyła dosłownie w ostatnim momencie.

Torbę zarzuciła na plecy i westchnęła.

Jutro z rana będę musiała jakoś dostać się na drugi koniec miasta… pewnie mama nie pogniewa się, gdy wezmę jej samochód.

Ale co się tam stało? Dlaczego nie mogę się do niej dodzwonić.

Najprawdopodobniej ktoś wtargnął do domu, ale kto i po co? Rodzice nie mają ani nic wartościowego, ani z tego co wiem raczej nie mają żadnych wrogów, ani kłopotów.

Ok. Amanda Spokojnie. Masz piętnaście minut jazdy samochodem, potem dwa kilometry pieszo. Dasz radę to sobie logicznie wytłumaczyć, nakręcasz się jak zawsze. Pewnie są już w drodze, a mamie rozładował się telefon.

Wtedy ją olśniło.

Zabrała telefon i zadzwoniła do ojca. Jednak po kilku sygnałach u niego także odezwała się poczta głosowa.

Albo im obu rozładował się telefon, albo stało się coś poważnego. W takich momentach aż żałuję, że byłam gollumem, który dwadzieścia cztery godziny na dobę spędzał w pokoju i nawet nie ma numerów do swoich sąsiadów.

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 380
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!