Idealizm dla biednych || alternatywne zakończenie

Juliusz najchętniej odwołałby spotkanie.

Nigdy nie lubił zapraszać znajomych do siebie. Czuł się wtedy głupio, jakby musiał być dwiema osobami naraz. Jedną, biorącą udział w towarzyskich rozmowach oraz tą, która była gospodarzem i musiała mieć się na baczności, by gościom niczego nie zabrakło. Po co w ogóle się na to zgodziłem, karcił się w myślach, jeszcze raz sprawdzając, czy w salonie, gdzie się znajdował, panuje względny porządek.

Nie musiał obawiać się o matkę i ojczyma, a raczej ich obecność, ponieważ oboje wybrali się na tygodniowe wakacje. To było jedyne pocieszenie w owej sytuacji. Słowacki perswadował sobie w duchu, że poświęci kilka godzin komfortu duchowego, by resztę dni spędzić w istnym raju. Musiał wprawdzie przyznać, że mimo tego, iż pogodził się z ojczymem, ba – nawet zaczął go nieco lubić, nigdy nie będzie załamany koniecznością zostania samemu w domu. W końcu, kto by się tym nie cieszył? Były wakacje – mógł wstawać w południe, poczytać przy kawie, a przez resztę dnia oddawać się pisaniu. Pisało się mu bowiem doskonale – jeszcze nigdy nie był pod wpływem tak ogromnego natchnienia, co, rzecz jasna, musiał udowadniać Mickiewiczowi.

Pogodzili się kilka miesięcy temu. Adam z niewiadomych przyczyn nie przychodził do szkoły przez kilka dni. Wreszcie, gdy się zjawił, poprosił Juliusza o chwilę rozmowy po lekcjach. Poszli do kawiarni, którą odwiedzili jakiś czas wcześniej (a dokładniej kiedy Mickiewicz niepokoił się o nieobecność swojej dziewczyny). Rozmówca Słowackiego wydawał się podenerwowany: ręce mu drżały, a każde wypowiadane słowo przesiąknięte było jakimś dziwnym rozdrażnieniem. Dopiero późnej Juliusz pojął, że było to wszystko skutkiem bezsenności.

Wtedy też dowiedział się o całej sytuacji.

Celina leżała w śpiączce, a Adam nie potrafił w żaden sposób sobie z tym poradzić. Bał się, że wszystko skończy się tragedią. Dotknęło to Juliusza – dawno nie widział takiego przejęcia w zachowaniu byłego przyjaciela. Nie wiedział jednak, jak dobrać słowa, by go pocieszyć. Wtedy Mickiewicz poprosił go o przebaczenie. Nie używał wzniosłych słów ani tonu, który szczególnie dał do zrozumienia Słowackiemu, że Adamowi bardzo zależy na zgodzie. Jego głos bowiem był niemal pozbawiony jakichkolwiek emocji. Ta obojętność nie poruszyła Juliusza, ale czuł, że potrzebuje tego człowieka w swoim życiu. Wybaczył niemal natychmiast.

Kilka dni później Celina wybudziła się, a po jakimś czasie opuściła szpital. Wróciła do szkoły dopiero pod koniec roku. Fryderyk i Zygmunt zadbali o to, by urządzić jej godne powitanie. Myśląc o tym wszystkim, Juliusz poczuł, że robi mu się cieplej na sercu. Nie potrafił sobie wyobrazić, co by było, gdyby ta historia skończyła się źle.

Dzwonek do drzwi zmusił go do powstania z kanapy. Jeszcze raz rozejrzał się po salonie, a następnie ruszył do drzwi. Nie potrafił ukryć uśmiechu w chwili, gdy zobaczył przed sobą Zygmunta, Elizę, Adama, Celinę, Fryderyka ze swoim chłopakiem oraz Cypriana. Nie spodziewał się Ferenca, choć największym zaskoczeniem był dla niego Norwid. Juliusz był niemal pewien, że Cyprian odrzuci jego zaproszenie.

Juliusz zaprosił ich do środka i poprosił, by zajęli miejsce w salonie. Większość jego obaw zniknęła w chwili ujrzenia przyjaciół.

– Więc wybraliście już film? – zapytał, kładąc na ladzie, znajdującej się tuż przed kanapą, popcorn, napój oraz szklanki.

Norwid kiwnął głową.

– Mam nadzieję – rzekł – że lubicie dramaty.

– Nakręciłeś swoją biografię? – parsknęła Eliza.

Cyprian w odpowiedzi posłał jej mordercze spojrzenie. Podpiął odpowiedni kabel do telewizora, następnie zaczął szperać w laptopie Juliusza, by znaleźć odpowiedni film. Chwilę mu to zajęło – w pewnym momencie Adam zapytał, czy nie powinien poszukać czegoś innego, ale Norwid, bardzo zadowolony z siebie odparł, że nie ma takiej potrzeby.

Większość towarzystwa zajęła miejsca; Celina oparła głowę na barku Adama, tuż obok nich siedział Ferenc, tuląc do siebie Fryderyka, następnie Eliza, wzięta pod ramię przez Zygmunta. Juliusz i Cyprian spojrzeli po sobie z niepokojem.

– Jesteś pewien, że nie byłoby lepiej, gdybyśmy włączyli im komedię romantyczną? – zapytał Słowacki.

– Wolałbym przez godzinę oglądać penetracje zwłok niż zmuszać się do zobaczenia chociaż minuty takiego filmu.

Juliusz bynajmniej w to nie wątpił. Dosunął do kanapy fotel Augusta, bo choć teoretycznie zmieściliby się wszyscy, w praktyce pary zajmowały bardzo dużo miejsca, a Słowacki nie zamierzał naruszać ich cudownej sfery. Miał już zaproponować Cyprianowi, by zajął miejsce w fotelu, a następnie rozpocząć poszukiwania siedzenia dla siebie, jednak Norwid, nic sobie nie robiąc z romantycznych konwenansów, usiadł między Ferencem a Fryderykiem.

– Zwariowałeś? – syknął Chopin.

– Nie, choć przez was do tego zmierzam – odparł beznamiętnie.

– Bardzo cię ładnie proszę, idź sobie.

– Bardzo cię ładnie proszę, zapomnij.

Juliusz uśmiechnął się lekko wiedząc, że to wszystko może się skończyć jedynie katastrofą. Podszedł do laptopa, włączył odtwarzacz i zajął miejsce.

Pierwszą rzeczą, która zwróciła uwagę Słowackiego, były ładne krajobrazy. Uwielbiał ten aspekt w filmach i jeśli już koniecznie miał się wybierać do kina na gatunki, których nie lubił, robił to tylko i wyłącznie dla ujęć z przyrodą w roli głównej.

– O czym właściwie jest ten film? – zapytał Zygmunt.

– Boże, jak ja nie cierpię oglądać w towarzystwie – mruknął Adam. – Zawsze znajdzie się jakiś idiota, który będzie zadawał głupie pytania.

Zygmunt patrzył na Adama w sposób tak łagodny, że aż nienawistny. A przynajmniej tak się Juliuszowi wydawało.

– Oho, zaczyna się – skwitowała cicho Celina.

Ferenc mruknął po angielsku, żeby byli cicho. Zyskał tym aprobatę reszty towarzystwa, Fryderyk zaś spojrzał na niego z dumą.

Główny bohater filmu właśnie złapał gumę podczas jazdy przez opustoszałą drogę. Wyszedł z samochodu, a ponieważ padało, jak najszybciej podbiegł do koła, by upewnić się, że ma rację. Zaklął siarczyście i wrócił do pojazdu w celu zadzwonienia po pomoc.

– To na pewno nie jest horror? – zapytała Eliza Cypriana. – Wygląda na typową fabułę horroru.

– W sumie, nie sprawdzałem gatunku. Po opisie wyglądał na dramat.

– Cyprian!

– O co ci chodzi? Nawet jeśli to horror, nikt przecież nie jest na tyle głupi, by bać się…

W tym momencie samochód kierowcy uniósł się i został rzucony na ogromne drzewo. Jedna z gałęzi przeszła przez brzuch bohatera. Ruchy kamery dokładnie śledziły jego agonię.

– Chyba mi niedobrze – stwierdziła Celina.

Adam zasłonił jej oczy.

– Mnie chyba też – rzekł Fryderyk, a ponieważ nie mógł dosięgnąć ręki Ferenca, zasłonił sobie widok dłonią Norwida.

Juliusz nie był pewien, czy dalsze oglądanie będzie miało jakiekolwiek pozytywne skutki. Zasugerował towarzystwu, czy nie lepiej będzie, jeśli zmienią repertuar.

– Bardzo dobry pomysł – powiedziała Eliza, patrząc na ofiary filmowej makabry.

Wstała i sama zaczęła szukać odpowiedniej produkcji. Jednak gdy jej propozycja wyświetliła się na ekranie, większość zebranych zaczęła protestować.

– Nie będę oglądał mizdrzących się nastolatek – mruknął Fryderyk.

– Też sobie to powtarzałem, a potem przyszło mi cię poznać – odparował Zygmunt. – Odpalaj, cokolwiek to jest.

– Jawna niesprawiedliwość! – zirytował się Chopin. – Może obejrzymy coś, co spodoba się wszystkim?

Juliusz pokręcił głową i oznajmił, że niemożliwym jest, by znaleźć film, który trafi w gusta całego towarzystwa.

– Konsensus, proszę państwa, tylko konsensus nas ratuje – powiedział Adam wstając.

Jak zwykle, pomyślał Słowacki, musi robić za tego najważniejszego. Choć niezwykle mu to przeszkadzało, czuł się dobrze wiedząc, że mimo wszystko jest po jego stronie. Nie wytrzymałby dłużej, będąc w sporze z Mickiewiczem.

– Kto jest za tym, by oglądać komedię?

Podniosły się cztery ręce.

– Horror, który miał być dramatem? – kontynuował Adam.

Tylko Cyprian uniósł dłoń. Nie rozglądał się wokół, najwyraźniej wiedząc, że nikt go nie poprze.

– Romans?

Pięć rąk (plus jedna, należąca do Ferenca, aczkolwiek zmotywowana przez Fryderyka) poszło w górę. Cyprian mruknął coś przepełnionego dezaprobatą, ale nikt już go nie słuchał. Adam szybko znalazł film o dobrych opiniach i wkrótce wszyscy czekali już na rozwój akcji.

– Powiedz chociaż słowo przeciw miłości – ostrzegł Norwida Fryderyk – a wylecisz stąd, i to z hukiem.

Cyprian wyglądał, jakby właśnie rzucono mu wyzwanie, wcale nietrudne do spełnienia.

Mimo to połowa seansu upłynęła we względnej ciszy. Norwid postanowił ustąpić miejsca zakochanym, bo ci odruchowo chcieli się chwytać za ręce, co było młodemu pocie wbrew pozorom bardzo w niesmak. Usiadł na ziemi, opierając się o fotel. Później bohaterowie pocałowali się po raz pierwszy. Przez kanapę przeszła fala westchnięć przepełnionych zachwytem.

Cyprian spojrzał na Juliusza, jakby prosząc go niewymownie o to, by mógł zwieńczyć tę sytuację jakąś soczystą uwagą. Słowacki jednak pokręcił głową z dezaprobatą. Nie chciał psuć zakochanym tej chwili.

Jakże im teraz zazdrościł! Sam marzył, by oglądając taki film, mógł złapać kogoś za dłoń, przybliżyć się i powtórzyć scenę z ekranu. Samotność mu ciążyła, jednak wiedział, że zaloty wobec osoby, która zawładnęła jego sercem, były niemożliwe. Zmuszony był więc ze spokojem patrzeć, jak bohaterowie filmu osiągają szczęście i robić sobie nadzieje, że sam kiedyś to szczęście osiągnie. Miłość to niezwykłe uczucie, pomyślał.

– Mam wrażenie, że zaraz zobaczy go z tą brunetką – powiedziała Celina, analizując dokładnie fabułę. – Zastanie ich całujących się w windzie, na pewno.

Juliuszowi nie umknął gest Adama. Ten bowiem mocniej objął swoją dziewczynę, jakby w jednej chwili przypomniały się mu wydarzenia z ostatnich miesięcy. Poczuł się dziwnie z tą wiedzą. Był świadom, że tylko on ją posiada – cała reszta wciąż nie zdawała sobie sprawy z tego, co było powodem kłótni między nim a Adamem.

Celina miała rację – bohaterka jednak nie zastała swojego partnera, całującego się w windzie, a w gabinecie. Jakby doskonale utożsamiając się z filmową postacią, w tej samej chwili co ona, zaczęła płakać. Adam sprawiał wrażenie osoby, która nie wie, co teraz robić.

Juliusz oglądał dwa przedziwne romanse naraz, choć nie miał ochoty na żaden z nich.

– I to ma się niby tak skończyć? Została zdradzona i już? – warknął Fryderyk. – Halo, gdzie jest happy end?!

Happy end nie nadszedł; kilka następnych scen prezentowało dalsze życie bohaterki, która wyglądała, jakby nie potrafiła o wszystkim zapomnieć.

Słowacki stwierdził, że film z tego powodu pozostawiał pewien niedosyt. Wiele wątków nie zostało rozwiązanych. Gdy tylko pojawiły się napisy, rozpoczęła się bardzo poważna dyskusja na ten jakże niepoważny temat.

– Co z tym ziomkiem z kafejki? Czemu on do niej wtedy nie zadzwonił?

– A ta laska? Co z tą laską? Skąd on ją znał?

– Jak dobrze, że to gówno się już skończyło.

– Zamknij się, Cyprian!

Celina przeprosiła wszystkich i poszła wytrzeć łzy. Adam udał się za nią, a Juliusz postanowił, że wskaże im drogę do toalety, gdyż nie miał pojęcia, gdzie jego matka trzymała chusteczki. Wskazał odpowiednie drzwi i ruszył z powrotem do salonu, choć słyszał krótką wymianę zdań między parą.

– Nie musisz mi towarzyszyć na każdym kroku.

– Chcę mieć po prostu pewność…

– Mówiłam ci nieraz, że bardzo tego żałuję i nigdy czegoś takiego już nie zrobię.

Słowacki przeszedł do salonu czując na sobie ciężar rozmowy Adama i Celiny, jednak nie mógł dać po sobie tego poznać. A przynajmniej tak mu się wydawało, ponieważ obawiał się, że ktoś wychwyci jego nagłą zmianę humoru. Tymczasem polemika trwała nada.

– Czy wy nie rozumiecie – warknął wreszcie Zygmunt – że życie to nie jest pieprzony film i naprawdę, nikogo nie obchodzą wasze doświadczenia życiowe?

– Ale – wtrąciła Eliza, na co Krasiński niemal natychmiast stracił rezon – wizje scenarzysty nie biorą się znikąd. Przecież są podparte jakimiś doświadczeniami.

– Albo i nie – dodał Fryderyk. – Mógł to zmyślić, a jako osoba niekompetentna w relacjach międzyludzkich…

– Ratuj mnie. Zaraz się zastrzelę. – Cyprian spojrzał na Juliusza z załamaniem. – Jak można się rozwodzić nad tak słabym filmem?

Słowacki wzruszył ramionami, jednak w głębi serca nie podzielał zdania Norwida. Film, jak każdy twór ludzki, musi zawierać w sobie ludzką cząstkę. Czasem ciężko jest pojąć sytuację, nie znalazłszy się w niej wcześniej. Jednak teraz, widząc łzy Celiny i strach Adama, Juliusz był pewien, że z pozoru naiwna i głupia uczuciowość może być po prostu zbyt wniosła dla prostoty zwykłych emocji.

Kiedy całe towarzystwo było w komplecie i, co więcej, zakończyło postfilmowe dyskusje, Juliusz zaproponował zaciętą serię pojedynków w grze na konsolę. Stwierdził, że będzie to najlepszy sposób na wymazanie swym znajomym z pamięci seansu. Poza tym zastanawiał się, czy Adam zabłyśnie swoim perfekcjonizmem także w prostej gierce.

Los chciał, że po krótkim losowaniu musiał stawić czoła właśnie Mickiewiczowi. Ten uśmiechnął się złośliwie, jakby już zupełnie zapomniał o sytuacji z Celiną. Najwyraźniej chwytał się każdej odskoczni.

– No, Juliuszu – rzekł zaczepnie. – Niech wygra najlepszy. Ostrzegam tylko, że nie zamierzam ci dawać forów.

– Vice versa, Adamie – odparł Słowacki, mrużąc lekko czy. – Niech wygra najlepszy.

Opublikowano
Kategorie Dramat
Odsłon 268
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!