Jak to być ranionym skarbie?

PROLOG

   Gdy cię zobaczyłem w swoich szeregach. Dosyć marnych. Dosyć strasznych. Wyróżniałeś się. Śmiech. Zielone oczy. Sylwetka. Bycie upartym bachorem. Bycie… sobą. Kim ty jesteś. Czy kogoś zgrywasz? Wątpię abym dostał odpowiedź, ale… widzę cię za szybą, jak siedzisz na dachu wieży i patrzysz na niebo. Delikatne iskry w tych zielonych głębiach. W zielonym stawie. Wiem, chujowe porównanie, ale… 

Dlaczego tu jesteś, co chcesz uzyskać…

   Widzę cię z oddali, kładę dłoń na czystej szybie mojej komnaty. Czemu jest tak zimno. Czemu nie mogę usłyszeć twoich myśli. Poezją bym tego nie nazwał. Raczej lekką intryga próbowania co czuje. Też to czujesz? Też to widzisz? Tę piękne oczy, te piękne niebo, tą piękną lekko opaloną twarz? Więc… Odpowiedz mi. Czemu nie chcesz, zostać? Czemu chcesz odejść gdy osiągniesz swój cel. Czym jest twój cel. Wiem tak mało. Wiem tak niewiele… A ja wciąż chce być bliżej mimo że jestem szkłem. 

Rozdział I

Perspektywa Levi’ a

   Jak to się stało, że twoje oczy zsunęły się na moją twarz, raczej by rzec kobaltowe oczy. Zobaczyłeś mnie mimo ciemności, dalekiego dystansu, pomimo że byłeś sam i wszystko co interesujące, pośród nieba zostawiłeś dla ujrzenia takiego prostaka jak ja. Czemu, zostawiasz co zawsze piękne, idealne, rozbujane na wietrze niczym delikatny pyłek który barwi twój widok, na cudowne kolory na coś, całkowicie szarego, brzydkiego, pozbawionego koloru, braku życia ? Na coś zwane Ja? 

   Jedyne co widzę to twoje oczy wpatrzone w moje, włosy muskane przez delikatny zimny powiew wiatru, który stawał się coraz bardziej oziębły ale w momencie gdy wiatr szybował to nasze spojrzenie przecinało zimny powiew. Zostawiając delikatnie ciepłe smugi, niewidoczne dla ciebie. Dla mnie tak. Wiesz jak to jest być żmudnym, cichym, zakutym w czterech ścianach poetą, który nigdy nie chce wyjść na światło dzienne? Nie? Cóż za szkoda. 

Bycie samemu jest lepsze ale… Jeśli ty sam siebie zranisz, przestajesz istnieć w środku. Wiesz jak to jest być pustką? Trzymać pustkę w jakimś ciele. Pustkę, której nie da się napełnić niczym ? Nawet jakby sobą? To jest tak jakbyś przyjął do siebie inną duszę, która cię niszczy. Samodestrukcyjna dusza, która jest moja. Ja jestem tą duszą. To ja sam siebie niszczę. Niszczę wszystko. Dlatego cię unikam dzieciaku. Wiesz jak to jest psuć wszystko, jednocześnie czuć się winny za wszystko co w przeszłości miało miejsce? Możesz mi wmówić że to co było kiedyś jest historią której się nie da zniszczyć. 

A co jeśli powiem ci że jesteś w błędzie. W tak błędzie, w jakim kol wiek nie byłeś?

   Jeżeli byś teraz zszedł z tego dachu, użył sprzętu do trójwymiarowego wymiaru, szybkim pędem ruszył w moją stronę. Rozbił tą barierę między nami. I z bliska spojrzał na moją twarz… Moje serce jest twoje. Jeżeli coś innego zrobisz, też ci oddam. Jeżeli nie spojrzysz na niebo, pokryte miłościami natury, świecące małe lampki na niebie, a spojrzysz na mnie…Proszę odwróć się ode mnie, zniszcz mnie jak nikt kiedykolwiek. Dotknij mego zimnego policzka, niech się rozkruszy w twych dłoniach. Niech wszystko co moje rozleci się na popiół, który możesz zachować, wyrzucić, rozrzucić po ziemi. Zjeść, dodać do dania, położyć na ziemi, pochować do grobu, spalić. 

 Jedyne co zrobiłeś, to spojrzałeś na swoje dłonie, zacisnąłeś ręce na swojej piersi, i jednocześnie szybko zmieniając położenie swoich rąk, z klatki piersiowej na sprzęt do trójwymiarowego manewru. Słyszałem i widziałem. Rozkruszone szkło które opada na ziemię jak i twój wzrok.

Rozdział II

Perspektywa Levi’a

Moje szeregi, moje życia, moje decyzje. To ja tu dowodzę. Jednak, gdybym spojrzał znów wstecz jak zawsze w nocy, patrząc zza okna na ciebie bym zauważył że potrafię znowu zabić. Znowu zostawić. Jestem mordercą. Osobą której nie powinno się ufać. Jednak zostałeś, patrząc w szeregu na mnie, na moje chłodne spojrzenie. Zabijam cię Eren. Zabijam szybciej niż myślisz. Kiedyś zobaczysz, że znikniesz w mych ramionach a jedyne czego nie zdołasz ujrzeć to mego smutku. Mych lanych łez, mego krzyku tłumionego od dawien dawna. Mojej nienawiści do siebie, tego jak zdołam się zabić, ale jedyne co będzie mnie tutaj to twoje marzenie. Twoje marzenia są moimi marzeniami. Do nich dołożę swoje aby, było raźniej. Ramię w ramię walcząc z gnidami, które oddalają nas. Ludzie którzy nas dzielą. Będę w stanie ich zabić. Te obślizgłe potwory też zdołam zabić. Będę w stanie zabić każdego. Nawet ciebie. 

Tak cię kocham że do dzisiaj chce cię zabić. 

Ale wiem że jesteśmy za słabi. Z czasem będę w stanie cię zabić w tych brudnych szeregach. Powinieneś spoczywać na łące, pełnej kwiatu, owocu, rozkoszy. Pośród dzikiej zwierzyny. Pełnego przesycenia dobrocią, a zginiesz marnej, zapuszkowanej gnijącej powierzchni, z dala od marzeń, błogiego snu, błogiego dotyku którego cię obdarzę. Teraz patrzę znów na niebo, mówi mój dowódca. Co mam zrobić by cię nie zabić, jak mam się starać by tego dokonać, czego mam unikać. Dlaczego wszystko jest takie ciężkie. Ciężko gojące się rany, ciężkie miłości, ciężkie straty kochanych bliskich, ciężki tuż to życie nieprawdaż Eren? Twój przyjaciel, siostra, oddział umrą. Wszyscy umrzemy.

Jeżeli ja umrę a ty przeżyjesz. Przewyższyłeś swego dowódcę. Byłbyś silniejszy. Nawet teraz jesteś silny stojąc i patrząc na mnie gdy aktualnie cię spływam. Ale nawet jeśli teraz jesteś, kiedyś cię zabiję by być silniejszym. Niestety cię kocham. Waham się między własnymi pragnieniami, a własnym nieszczęście. Wiesz jak to jest być zagubionym poetą, tłamszącym w sobie donośny krzyk, kiedyś uleci? Uleci wraz z twoim życiem?

Perspektywa Erena

Jeżeli mógłbym rzec tylko jedno. Jeżeli coś istnieje adekwatnie pięknego to co to jest. W braku możliwości nasze martwe od początku dziecko? Krzycz dla mnie jak bardzo mną gardzisz, jak bardzo mnie nienawidzisz, jak bardzo chcesz mej śmierci. Wiem że mnie nie akceptujesz. Jestem odmieńcem. Nikim w porównaniu do ciebie. Ale…Ja cię kocham.

Kocham ponad wszystko. Oddanie siebie to jedyna rzecz którą mogę ci zaoferować. Mimo że mnie nienawidzisz, spróbuj mnie pokochać. Spróbuj. Nie musisz na siłę szukać ideału, nie musisz dopatrywać się bóstw. Spróbuj chociaż mnie zauważyć pośród tego tłumu w tym szarym, żmudnym oddziale. Dostrzegnij mnie. Pozwól się dotknąć. Pozwól mi ciebie rozkochać w sobie. W tym beztroskim bachorze, który nie myśli co będzie jutro. Co myśli pochopnie. Co trwa chwilą, co stara się zmieniać wszystko na siłę. Tylko mi pozwól się do siebie zbliżyć. 

-Jedziemy na północ. Podobno są tam tajne informacje, które mogą się nam przydać. Podobno znajdziemy tam wiele rzeczy, które nas wesprą i pozwolą nam zwiedzić więcej świata, niż dotychczas. Spotykamy się i pakujemy jutro wieczorem. Z samego świtu pędzimy na pełnej do przodu by ziścić w końcu temu kres!

-Hai!

Jednak ja zostałem w milczeniu, spoglądając na ciebie, gdy zlewasz mnie wzrokiem. Ale po chwili patrzysz na niego. Dowódcę. Erwina. A potem na swoją kochaną… 

Autor No Name
Opublikowano
Kategorie 18+ Attack on Titan
Odsłon 412
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!