Mała pomoc – PrusPol

Licia uważa, że zwariowałem. Myślał nawet nad wstawieniem mnie do psychiatry, na szczęście jakoś udało mi się wymknąć. Ale nic złego nie robię! Nadal mam ten przerażający obraz przed oczami, jak weszłem do swojego biura a tam walały się stosy papierów do podpisania, oraz przeanalizowania. Ich było zdecydowanie za dużo! Nie dam rady zrobić tego w dwa marne dni! Nawet jeśli siedziałbym nad nimi od rana do nocy! A to, że stoję przed ich drzwiami nie jest oznaką zwariowania, prawda? W końcu nie robię tego z własnej woli, tu jest jedyna osoba która może mi pomóc, wszyscy inni są zajęci nawet Felinciano. Podniosłem ręke i zapukałem do drzwi oczekując otwarcia ich. W końcu moim oczom ukazał się blondyn, który był widocznie zdziwiony moim przybyciem.

– Polen? Co ty tu robisz?

-Przyszedłem do twojego irytującego brata, jest w domu?

Spytałem i wszedłem do jego domu nie czekając na specjalne zaproszenie. Co będę stał przed domem jak idiota? Tam jest zimno.

– Zapewne jeszcze śpi, nie mówił mi nic o spotkaniu z tobą.

– Bo nie wie o nim.

Teraz jego twarz stała się bardziej zdziwiona niż wcześniej.

– Może herbaty? Albo kawy?

– Nic z tych rzeczy, śpieszy mi się.

Odparłem i ruszyłem w górę schodami. Tylko gdzie on miał pokój? Zacząłem się rozglądać uważnie obserwując drzwi, aż wszedłem do tych ostatnich po prawej stronie i bingo. Leżał na łóżku dalej sobie smacznie śpiąc, a zaraz obok niego spał ten ptak. Bez większych oporów podszedłem do niego i zepchnąłem go z łóżka

– Was ist?!

Podniósł się do siadu i spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek. Powoli stanął na nogach, ocierając dalej zaspane oczy.

– Polen? Was mascht du hier?

– Musisz coś zrobić. Coś bardzo, bardzo ważnego, dlatego idziesz ze mną.

Odparłem z uśmiechem i zilustrowałem go od góry do dołu z zażenowaniem stwierdzając, że ma na sobie niewiele. Mówiąc niewiele mam na myśli, tylko bokserki.

– I ubrałbyś coś na siebie. 

Albinos przewrócił oczami i nic sobie ze mnie nie robiąc, podszedł do szafy, by po chwili wylądować w łazience. Ja w tym czasie zszedłem na dół i wszedłem do kuchni, gdzie Niemiec siedział przy kuchence robiąc obiad. 

– Mogę wiedzieć w jakiej sprawie przyszedłeś?

– Papierkowej. Bo Licia nie chce mi pomóc, a sam niczego nie napiszę! W dodatku nawet Felinciano ma zadania, a o Lovino wolę nie pytać. Elizabet jest zajęta sprawami gospodarczymi, oraz Rodrichiem, który z kolei wymyślił sobie, że zacznie pisać kolejne nowsze utwory, sprawiając wrażenie jakby chciał zostać drugim Chopinem, ale to przecież niemożliwe!To tak jakby nagle Ivan oświadczył, że rezygnuje w wódki, a każdy wie, że tak nigdy się nie stanie! No i przez Licię jestem tutaj, za co powinien mi oddać swoje pieniądze, które zmarnowałem na bilet do Berlina. Z tego co wiem Gilbert ma własny samochód, więc z jazdą powrotną nie będzie problemu, chyba, że ten nagle postanowi popełnić pojazdowe samobójstwo w tym skażując na śmierć mnie, co jest totalnie niemożliwe!

Przerwałem swój monolog, od momentu w którym do kuchni wszedł Gilbert. Ludwig wydawał się być szczęśliwy jego widokiem, bo gdy tylko go zobaczył wyparował z kuchni zapewne idąc do swojego pokoju bądź biura, uprzednio mówiąc, że śniadanie ma w salonie. Albinos wzruszył ramionami i już po chwili zajadał się kanapkami w wspomnianym pomieszczeniu, a ja usiadłem obok wpatrując się w niego z niecierpliwością.

– Jak chciałeś trochę, to mogłeś poprosić mojego brata, by ci zrobił.

Odparł rozbawiony czerwonooki, a ja niezbyt zrozumiałem.

– Co?

– Wpatrujesz się w moje jedzenie, jakbyś przez  tydzień nie jadł.

– Nie w jedzenie, tylko ciebie!

Chłopak zakrztusił się kanapką, a ja dopiero po chwili zrozumiałem jak to brzmiało. Niestety w tym czasie, on zdążył zacząć się śmiać. Zrobiłem się cały czerwony, sam już nie wiedząc czy ze zdenerwowania, czy zawstydzenia.

– Nie w tym sensie! 

– Tak, tak wmawiaj sobie Polaczku. Na zaglibistego mnie trudno jest nie patrzeć.

Burknąłem coś pod nosem, a gdy ten w końcu raczył zjeść, pociągnąłem go do wyjścia.

– Mogę chociaż wiedzieć gdzie i po co idę?

Spytał ubierając buty, oraz kurtkę a ja z litości podałem mu kluczyki do samochodu, które leżały na szafce, a on jak idota szukał ich w kurtce.

– Do mnie. A po co, dowiesz się w swoim czasie.

Wypchałem go za drzwi i po chwili mogłem z zadowoleniem stwierdzić, że byliśmy w drodze do mnie. Więcej się nie odezwał, co bardzo mnie cieszyło. Obserwowałem widoki za oknem. Powoli wyjeżdzaliśmy z miasta, a w oczy rzuciło mi się coraz to więcej drzew, których po godzinie zaczęło ubywać i zaczęły się kolejne miasta i wioski. Gdy byliśmy w Poznaniu, zatrzymaliśmy się na chwilę, by zjeść coś w barze.

– Jakaś dziewczyna się na ciebie gapi.

– Mówiłem, że na zaglibistego mnie trudno nie patrzeć.

Odparł rozbawiony, a ta dziewczyna już nawet nie kryła się z tym tylko patrzyła na nas, bez krępaci. Po chwili zaczęła do nas pochodzić i przysiadła się, podając ręke Gilbertowi.

– Jestem Marianne.

– Gilbert.

Uśmiechnął się do niej, również podając jej dłoń, co widocznie bardzo jej się spodobało.

– Słyszałam od Francisa, że jestem bardziej energiczny.

Powiedziała zainteresowana, a ja o mało nie zakrztusiłem się czekoladą, którą piłem.

– Francis? Znasz go?

– Nie rozpoznajesz mnie? Przecież jestem żeńską częścią Francji!

Oboje zaczęli totalnie nudną rozmowę, a ja kończyłem dopijać czekoladę. Następnie obserwowałem widoki za oknem, aż w końcu dziewczyna sobie poszła. Za to ja zbladłem widząc godzinę na zegarku.

– Co jest Polen? Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył.

– Gorzej.

Powiedziałem wstając i ciągnąc go do wyjścia. Po kilku minutach mogliśmy z powrotem jechać do Warszawy, a na dworze zaczęło powoli się ściemniać. Gdy dojechaliśmy był już wczesny wieczór. Nie zwlekając dłużej, pociagnąłem go do biura i zamknąłem za nami drzwi.

– Widzisz te papiery? Bądź dobrym Prusakiem i pomóż mi z nimi.

Odparłem uśmiechając się niewinnie, a on spojrzał na mnie, jakbym z księżyca się urwał.

– Jeszcze może kawki do tego? Nie będę twoją prywatną sekretarką Polen.

– Ale mi wcale nie chodzi o to! Muszą być podpisane i sprawdzone do piątku, a sam nie dam rady się nimi zająć!

– Dlaczego więc postanowiłeś poprosić mnie o pomoc, a nie kogoś innego?

– Licia, Felinciano i Elizabet nie mieli czasu, reszty dobrze nie znam, a ty zawsze radziłeś sobie z takimi rzeczami.

– Właśnie Polen. Radziłem sobie, czas przeszły. Z resztą nie chcę mieszać się w twoje sprawy państwowe.

– Przecież nic się nie stanie. A ty będziesz mógł się poczuć jakbyś znowu miał ziemię, których nie musisz dzielić z Ludwigiem.

– Dalej twierdzę, że to zły pomysł.

Usiadł przy biurku, a ja obok niego.

– Zobaczysz, że damy radę!

Odparłem pewnie i wziąłem się za pierwszą kartkę. Po chwili on zrobił to samo.

~.~

Gdy po kilku godzinach skończyłem, zadowolony ze swojej pracy, spojrzałem na chłopaka obok, który w połowie zasnął. 

– Pchło wstawaj.

Potrząsnąłem nim lekko chcąc go obudzić, ale on jedynie mruknął coś cicho i ponownie zapadł w sen. Spojrzałem z powrtoem na papiery, które schowałem do teczki, a jego wziąłem na ręce i zaniosłem do pokoju. Gdy ten już leżał w łóżku, ja wyszedłem i skierowałem się do kuchni nalewając do szklanki wodę. Byłem zmęczony po wielogodzinnej pracy, ale nie było tak źle. W pewnym momencie, faktycznie przypomniały mi się tamte czasy, gdzie miałem swój kraj.Własny kraj, którego nie musiałem z nikim dzielić. Chodziłem na bitwy, pomagałem, pracowałem, byłem kimś, byłem silny. A teraz jak tylko zacząłem dzielić z bratem jego kraj, ten nie pozwala mi nawet zerkać na papiery, twierdząc, że sam da radę, a ja niepotrzebnie coś zepsuje. To tak jakby zapomniał, że to ja go wychowałem na silne państwo. Mimo tego narzeka, że nic nie robię, ale nie mam wyboru, bo co mam robić?

Odłożyłem pustą szklankę do zlewy i wyszedłem na korytarz, ubierając buty i kurtkę, ale przerwałem szłysząc jakiś dźwięk za sobą.

– Co ty robisz?

Spytał zaspany blondyn, patrząc na mnie zdziwiony.

– Wracam. Wszystko masz już skończone, więc nie musisz się więcej o to martwić.

– Jest noc, nie będziesz jechał zmęczony po nocy.

I nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, ten pociągnął mnie do pokoju gościnnego. Jednak zamiast mnie puścić, ten uparczywie trzymał mnie, patrząc się w podłogę.

– Polen?

– Dziękuje.

Odparł ledwo słyszalnym głosem, jednak doskonale go usłyszałem, co nie pozbawiło mnie lekko wrednego i rozbawionego uśmiechu.

– Możesz powtórzyć? Nie dosłyszałem.

Chłopak spojrzał na mnie lekko zły.

– Dziękuje, że pomogłeś mi z papierami.

Z uśmiechem porozczochrałem go po włosach.

– Gdybym tylko wiedział, że będziesz się tak obijał, nigdy bym się nie zgodził.

– Wcale się nie obijałem! Tylko przysnęło mi się gdzieś w środku.

– A obudzić cię, było trudniejsze niż myślałem. A pro po tego, dlaczego wstałeś?

– Po prostu poczułem pod sobą łóżko, to wszystko.

– Powinienem zadzownić do Ludwiga, pewnie się martwi.

Odparłem wyciągając komórkę, ale ku mojemu niezadowoleniu, była rozładowana.

– Masz.

Usłyszałem obok i blondyn podał mi swoją. Uśmiechnąłem się lekko i oboje usiedliśmy na łóżku. Ja w tym czasie odnalazłem numer brata w jego kontaktach, a po kilku sygnałach usłyszałem zaspany głos brata.

– Polen? Po co dzwonisz do mnie o czwartej nad ranem?

– Tu Gilbert. Chciałem cię uprzedzić, że jutro wrócę dość późno.

Chwilę jeszcze się pytał, czemu nie wracam i czemu nie dzownię ze swojego telefonu, aż po kilku minutach się rozłączyłem. To ja znikam na tyle godzin, a on zamiast się martwić, tak po prostu poszedł sobie spać. To szczyt bezczelności jest! A jakby ktoś mnie porwał? Albo zdażył mi się wypadek? Lub co gorsza, mógłbym zniknąć? Wtedy też by się nie martwił? 

Odwróciłem się do Polski, z zamiarem oddania mu telefonu, ale ze zdziwieniem odkryłem, że ten ponownie spał. Co z nim nie tak?! Odłożyłem telefon na szafkę i zmęczony położyłem się obok. To już nie mój problem, mógł nie zasypiać, a mi nie chce się ponownie go taszczyć do pokoju. 

Zamknąłem oczy w celu zaśnięcia, gdy poczułem jak ktoś nagle się we mnie wtula. 

“Tak jak mówiłem, to nie będzie moja wina” – pomyślałem, sam go przytulając i zasypiając.

Autor HitaKun
Opublikowano
Kategorie Hetalia
Odsłon 314
2

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!