Chory z Miłości 7

Cz. 7

– Konie? 

Jonny uśmiechnął się figlarnie podnosząc wzrok znad jej rękodzieła. Dziewczyna siedziała na przeciw niego z nieco zadziorną miną, w każdej chwili gotowa także do tego, aby się zerwać i rzucić do ucieczki. 

Jego myśli krążyły oczywiście wokół czegoś zbereźnego, ale starał się podejść do tematu umiejętnie, mając na uwadze okoliczności w tym obecność starego Mike.

– Mechaniczne. – Z niecierpliwym westchnieniem zignorowała ten uśmieszek, wchodząc w rolę konsultanta. – Pod maską tego potwora mieści się około 580 koni mechanicznych. Nie wliczając elektryki. – Alvins skupiając się na tym co dla niej istotne, zmarszczyła odrobinę czoło i pochyliła się odruchowo w jego stronę. – To ponad piętnaście tysięcy obrotów na minutę, dwa i pół litra silnik oraz dziewięć cylindrów w układzie widlastym! – Zastygła na twarzy, zauważając w jego oczach podejrzany błysk. Po czym, odchrząknęła znacząco unosząc brew. – Chcę to wykorzystać na swój sposób.

– No dobrze, ale konie? 

Powtórzył, zwilżając wargę szybkim nie kontrolowanym ruchem języka. 

– Wiem że pomysł wydaje się ekstrawagancki, ale proszę spojrzeć… – tu sięgnęła po jedną z teczek i zaczęła w niej szperać. – naszkicowałam kilka scen. To oczywiście nic spójnego, jednak jeśli zdecyduje się Pan to klepnąć. Od razu biorę się za szlif. 

Alvins kładzie na biurko i podsuwa Swindonowi swój szkicownik. 

Lecz gdy spostrzega iż Jonny nie zamierza oderwać od niej wzroku, ściąga gniewnie brwi. 

– Myślę, że wystarczy jeden koń. 

– Słucham?! 

– Jeden zwycięski koń. 

Krew zaczyna w niej buzować, a na policzka wpełzają rumieńce gdy tylko pojmuje o czym mówi. 

– Dość! – Z oburzeniem uderzyła dłonią o blat. – Proszę się skupić i nie myśleć o bzdetach! Dochodzi godzina dwudziesta druga panie Swindon, w domu też mam obowiązki!

– Co też chodzi pani po głowie? 

Wzmianka o roli małżonki i matki zarazem zadziałała na Jonnya niczym kubeł zimnej wody. Mężczyzna od razu przeniósł wzrok na jej pracę, próbując skupić się na tym co ma przed sobą.

– Do rzeczy! 

Poirytowana jego zachowaniem, spojrzała przez ramię na śpiącego w kącie Mike.

 – Nie omówiliśmy jeszcze kwestii związanej z ekipą. Rozumiem, że grafika trzeba zastąpić, pytanie co z resztą?

Swindon przerzucał kartki bez większego zaangażowania w jej szkicowniku, nijak nie mogąc pojąć tych bohomazów. Livia szkicowała w chaotyczny sposób, na białym tle ciągnęły się więc tam i ówdzie przecinające się linie i krótkie kreski. Jonny rozpoznał na jednej kartce kowboja zaś na drugiej rysunek spluwy i łuskę… Ale mimo to niczego z tego nie mógł wywnioskować czy też wyobrazić sobie na tej podstawie swojej reklamy. 

– Skontaktuję się z nimi osobiście. 

Oświadczyła opierając plecy o fotel. Miejsce w którym teraz siedzieli było o wiele wygodniejsze od jej biurka przy gabinecie Saymona. 

Do dyspozycji mieli teraz duży szeroki blat i wygodne fotele, było więc gdzie się rozłożyć. Starczyło bowiem nawet miejsca dla Mikego bod szeregiem regałów oraz szafek, które stały pod ścianą prostopadle do nich. 

Mężczyzna ów choć niezadowolony z tego iż musiał im towarzyszyć. Szybko znalazł sobie tam lokalizację, rozsiadł się i przyciął komara.

Jednakże Livi czy też Swindonowi nie przeszkadzało iż ten śpi. Zgodnie więc postanowili iż dadzą mu pospać. 

– Zakładając, że twój telefon nic nie da… – Tym razem spojrzał na nią w przeszywający sposób. –  masz jakiś inny plan?

Alvins zassała dolną wargę całkowicie do środka. Po czym cmoknęła głośno widząc reakcję Jona. Mężczyzna na chwilę znieruchomiał, uważnie przyglądając się temu co robi. 

– Szczerze mówiąc jeszcze nie. 

– W takim razie mam pewną koncepcję. – Jednym ruchem ręki zamkną szkicownik i z charakterystycznym klapnięciem, odłożył go na blat. Następnie oparł o niego łokcie splatają palce przed sobą. – Mogę zająć się organizacją do zdjęć osobiście, a w wolnej chwili poszukać fotografa. 

Oznajmił, rejestrując jej reakcję.

– Chcesz się angażować? 

Obie brwi Livi uniosły się tak wysoko, iż prawie zahaczyły o sufit w pomieszczeniu. 

– Tak. 

– Nie tak się umawialiśmy. –  Od razu kategorycznie odmówiła. – Będzie nam Pan tylko zawadzał. 

– Czyżby? – Mimowolnie grymas wykrzywił mu usta. – Czy przypadkiem nie jest tak, że tylko tobie przeszkadzam? 

– Przepraszam najmocniej, ale akurat tym powinni zająć się profesjonaliści. 

– Ci profesjonaliści zajmowali się moją sprawą od przeszło trzech miesięcy i rezultat tego taki, że dalej jestem w czarnej dupie! 

Widząc iż rozdrażniła mężczyznę, postanowiła trochę stonować. 

– Rozumiem twoje obawy, jednak naprawdę odradzam. 

– Dlaczego? Obiecałem przecież pomóc. 

– Pomoże Pan wydając opinię na temat tego co ma Pan przed nosem. Bowiem gdy już ruszymy do przodu nie będzie czasu na zmiany. – Alvins odchrząknęła, mając nadzieję iż brzmiała dosadnie i uzmysłowiła mu jak ważne jest tu jego zdanie. – Zatem?

Jonny zmrużył tylko powieki, po czym skinął lekko głową godząc się na coś we własnych myślach. 

– Opowiedz więcej o tym pomyśle. 

Mężczyzna oparł się o oparcie zwijając ręce na piersi, aby ze spokojem wysłuchać dziewczyny 

Livia zaczęła więc objaśniać co mniej więcej chodzi jej po głowie, uprzedzając iż pewne detale mogą w trakcie ulec zmianie. Gdyż zawsze zostawia miejsce na świeży pomysł, trzymając się oczywiście głównego tematu. 

Czas przestał dla nich istnieć zaś rozmowa stała się wygodniejsza, pozbawiona natarczywych i bezwstydnych zaczepek Swindona. Nie spostrzegając nawet kiedy, zdołała się rozluźnić i omal nie przeszła z nim na ty, w chwili roztargnienia. 

Swindon zadawał dobre pytania, odmówili wszak niemal wszystko a nawet więcej, gdyż udało jej się uśmiechnąć w wyniku małego żartu z jego strony. 

Jonny był niezwykle charyzmatyczny. 

Owszem bywał też uparty i bezwzględny, czasem także kapryśny. Lecz umiał prowadzić spotkania, negocjacje i robić interesy. 

Rozmowa z nim nie miała końca kiedy tego chciał, łapał się tematów wygodnych dla swojego rozmówcy. Wszak w ten właśnie sposób umiał zdobyć przychylność oraz zaufanie potencjalnego rozmówcy. 

W przypadku Alvins właśnie tego mu brakowało i postanowił nad tym popracować. Nie trzeba było jednak wieczności aby choć trochę ją do siebie przekonać.

Kiedy więc dostrzegł iż jej zachowanie uległo zmianie, postanowił zaryzykować. 

– Chcesz go zobaczyć? – Zapytał, rejestrując radykalną zmianę na jej ładnej twarzy. – Zdecydowanie powinienem Ci go pokazać. 

– Słucham? – Dziewczyna próbowała się uśmiechnąć, lecz oba kąciki ust, od razu opadły w dół. – Nie bardzo rozumiem? 

Zamrugała szybko, starając się jakoś wytrzymać. Jej myśli pobiegły w nieprzyzwoitym kierunku, i nie mogła ich już zatrzymać. 

– Chcę Ci go pokazać. – Powtórzył z lekkim uśmieszkiem. – Myślę, że wiele się zmieni gdy sama zobaczysz z czym masz do czynienia… 

– Chyba coś ci się popierdoliło! – Przerwała mu ostro, czując uścisk w dole brzucha. Jonny zaś przechylił tylko lekko głowę i uśmiechnął się szerzej. – Wypraszam sobie nie będę dłużej tego tolerować, proszę iść pokazać go komuś innemu! – Livia zerwała się na nogi, kompletnie wytrącona z równowagi jego propozycją. – A nawet lepiej, założyć mu portal randkowy z dopiskiem “niedojebany.” Z pewnością coś Pan tam wyhaczy. 

Burknęła przenosząc oczy z wyrzutem na siedzącego w kącie Mikea. 

Jej wrzaski zdołały go obudzić, ale facet ni w ząb nie rozumiał co się dzieje. 

– O co chodzi? – Zapytał, po czym szeroko ziewnął. –  Co to za wrzaski?

– Sam nie bardzo rozumiem. – Jonny spojrzał na ochroniarza z miną niewiniątka. – Wpadłem na pomysł żeby pokazać Livi moją wyścigówkę, a ona twierdzi, że mój pojazd jest “niedojebany” i radzi założyć portal randkowy. 

Na koniec rozłożył ręce w bezradny geście i ponownie na nią spojrzał z uśmieszkiem. 

Dziewczyna zaś unosi w zaskoczeniu brwi, po czym mocno je marszczy zgrzytając przy tym zębami. 

Wszystko zabrzmiało tak, jakby to Livia miała hopla na punkcie jego podrywu. Albo co gorsza, wszędzie ten podryw u niego widziała! 

Tylko tego jej brakowało… 

Westchnęła po chwili głośno masując sobie lekko skroń. Była zbyt zmęczona na spokojną analizę sytuacji. Jedno zaś było tylko jasne i o tym doskonale wiedziała. 

A wiedziała już, że przed Swindonem musi mieć się zawsze na baczności. 

***

– To jakiś żart? – Alwins łapie się pod boki łypiąc na mężczyznę ostrzegawczo. –  Ja tu próbuję z Panem pracować! 

– Więc jak w końcu będzie, pojedziesz go zobaczyć czy nie? 

Z jakiegoś powodu słowa w ustach Jonnya brzmiały w jej uszach bardzo dwuznacznie. Livia nie wiedziała zatem już o czym mówi Swindon. 

Kompletnie postradała zmysły, przez co wychodziła też na kompletną idiotkę.

– Jeśli chodzi panu o wyścigówkę, pojadę. Jednakże niczego więcej nie zamierzam oglądać! 

– Co masz dokładnie na myśli? – Jonny ciągle się uśmiechał, bawiąc się tą sytuacją. – Wszystko z tobą okej?  

Oszołomiona tym co sobą zaprezentował, Alwins pokręciła lekko głową. 

– W takim razie pójdę już. Przyda mi się odpocząć.

Sięgnęła po torebkę i nie czekając na jego odpowiedź, niemal wybiegła z pomieszczenia kierując się szybko w stronę windy. 

– Chwila, zaczekaj! – Swindon ruszył od razu jej śladem. – To wszystko przez to, że jesteś taka… Taka… 

– No dawaj! Jaka? 

Odwróciła się w jego stronę, mając ochotę mu przywalić. 

– Nieosiągalna.

Skończył, czym trochę ją zaskoczył. 

– A ty jesteś trudny i kurewsko wkurzający z tymi swoimi uśmieszkami na twarzy. Nie życzę sobie tego, co jasno podkreśliłam panie Swindon! Czego do cholerny Pan nie zrozumiał? 

Patrzyli sobie w oczy przez dłużą chwilę, nim Jonny się odezwał. 

– Siebie. To siebie nie rozumiem Livio. – Przysunął się w chwili gdy winda dojechała na drugie piętro, zaś drzwi rozsunęły się wpuszczając Livię oraz Swindona do środka.  – Jestem tobą kompletnie otumaniony. Nie sypiam, nie jem, a nawet nie myślę rozsądnie odkąd tylko na ciebie wpadłem. 

Z mocno bijącym sercem Alvins układa dłoń na jego torsie w celu zapewnienia sobie niezbędnej przestrzeni. 

– To tylko mrożonki, z czasem wszystko Panu przejdzie. 

Próbowała być delikatna, a zarazem stanowcza. Jednakże Jonny tylko się roześmiał. 

– Nie rozumiesz… – Mężczyzna spojrzał na nią łapczywie, a następnie szybkim ruchem wcisnął z boku przycisk stop i zatrzymał windę. – Ja całkowicie zwariowałem.

Jonny okazuje się dużo silniejszy, zabiera jej dłoń po czym zamyka ją w żelaznym uścisku. 

– Mam męża, syna… 

– Wiem, ale wciąż nie rozumiem dlaczego za niego wyszłaś? 

Tym razem miała wrażenie, że za chwilę upadnie. Swindon był naprawdę blisko zaś skierowane do niej pytanie, tym razem nią wstrząsnęło. Brzmiało bowiem tak jakby miał pretensję, że nie zaczekała na niego…

Zawieszona pomiędzy tym co się dzieje, a tym jak to najlepiej rozwiązać. Zgubiła oddech gdy się przysunął chcąc ją pocałować. 

W ostatniej chwili zareagowała w najgorszy możliwy sposób, wymierzając mu silny policzek. 

Livia nie trzaskała mężczyzn po twarzy codziennie, zresztą nie potrafiła podnieść ręki na nikogo. 

W tym jednak momencie broniła nie tylko swojego honoru, ale także rodziny którą stworzyła i w którą wierzyła całym sercem.  

– Powiedziałam! 

Z początku zaskoczony mężczyzna, odsunął się, po czym spojrzał na nią wściekłe. 

– Nie mów, że tego nie czujesz! – Warknął przywierając do dziewczyny tak gwałtownie, że omal nie krzyknęła. Lewą dłoń oparł po jej prawej stronie, na wysokości głowy. Prawą zaś zgiął w łokciu na ściance, przysuwając do niej twarz tak blisko, jak się tylko da. – Dobrze wiem, że tak! 

Alvins stroszy wrogo brwi, starając się go odepchnąć. 

– Odbiło ci? Myślisz, że jak masz forsę to wszystko jest twoje? – Gniew Livi narastał stopniowo, chcąc wydostać się na powierzchnię. – Rozumiem, byłeś rozpieszczany przez rodziców, ale dorośnij wreszcie! Życie to nie baśń, czasem trzeba obejść się ze smakiem! 

Nastała cisza przerywania tylko ich przyspieszonymi oddechami. Chwilę tylko na siebie patrzyli, aż wreszcie Jon odpuścił, cofnął się i uruchomił ponownie windę… 

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie 18+ Romans
Odsłon 352
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!