Mroczne sekrety

Rozdział 1

W pochmurny dzień pewna tajemnicza osoba jechała na karym koniu, która była uzbrojona jakby zapowiadało się na wojnę. W tych czasach nie było śmiałka, by wyjechał samotnie w zagęszczony las pełen tajemnic, a nawet niebezpieczeństw. Jednak owa osoba, która siedziała na swoim koniu zwanym Wichrem nie bała się tam zapuszczać, co było dziwne bo to była kobieta. Jej wzrok ciągle lustrował te miejsce, jakby zaraz ktoś miał wyskoczyć na nią uzbrojony. Byli tylko on i ona, razem pokonywali różne przeszkody jakby znali te miejsca na pamięć, które zwiedzili bez żadnego lęku, czy nawet strachu. Zawsze tworzyli wspólną więź, która ich łączyła. Kochała go, i za żadne skarby nie chciała stracić swojego przyjaciela. 

Wiatr bawił się jej czarnymi, falowanymi włosami, które powiewały w każdą możliwą stronę.
Jadąc na Wichrze dziewczyna o imieniu Charlotte przeglądała zdobytą mapę od pewnego złodzieja. Jej ubrania były dosyć poniszczone, lecz w ogóle nie przejmowała się tym ponieważ miała w brązowej i skórzanej torbie dodatkowe, którą przyczepiła do czarnego siodła. Była szczupłą kobietą, a jej jasna cera świetnie pasowała do jej szmaragdowych oczów. Natomiast usta miała w jasno-czerwonym kolorze. Można było zobaczyć rany na jej ciele. Ta kobieta widocznie prowadziła jakieś walki lub wojny, ale prezentowała się dobrze.

Charlotte zatrzymała się przy jednym drzewie porośniętym różnymi krzakami, które wiły się aż na samą górę. Nie dziwiło ją to ponieważ już dość widziała takich podobnych. Zsiadła z siodła, po czym przywiązała konia do kory drzewa. Sama zaś usiadła na nie wielkim wystającym korzeniu, który prawdopodobnie nie dostawał świeżej wody od paru set lat. Mapę wciąż trzymała w ręce, więc jakimś cudem potrafiła nie rozedrzeć jej. Aż kamień zszedł jej z serca.
Miała pojechać do Rosseles, gdzie mieszkał tyran który krzywdził innych ludzi a także zabijał.
Obecnie jednak znajdowała się w głąb puszczy zwanej kiedyś nawiedzonym lasem. Nie przejmowała się tymi bzdurami. Wolała sama sprawdzić czy to co mówili okazywało się prawdą.
Kochała przygody, i nikt nie potrafił ją zatrzymać, nawet jak chciała jechać właśnie tą drogą.

Co my tu mamy ? – rzekła do siebie kobieta przeglądając mapę, którą dostała od pewnego złodzieja. Szukała jakieś ciekawe miejsce, gdzie mogła dotrzeć bezpiecznie do Rousseles, bez żadnych nie porozumień. Zastanawiała się nad tym jaką ścieżkę wybrać , czy tą gdzie prowadziła wzdłuż zaczarowanej rzeki zwanej onyks, albo jednak przez dolinę, która nazywała się zapomniana. Te pytanie ciągle miała w głowie, i zastanawiała się nad tymi dwoma propozycjami, ciągle nie wiedziała jak wybrać. Westchnąwszy zerknęła na swojego rumaka, który najwidoczniej przejmował się tym, że dziewczyna nie wiedziała, co wybrać z tej mapy.

Postanowiła jednak wybrać tą pierwszą trasę, czyli ta która prowadziła wzdłuż rzeki zwanej onyks, właściwie sama zadawała sobie pytanie w myślach dlaczego wolała jednak tą, a nie inną.
Schowawszy mapę to torby, oparła się o korę drzewa, która wydawała się być lekko poniszczona. Całe te otoczenie było nie przyjemne, a panująca tutejsza natura wydawała się być ponurą. Bardziej interesowały ją drzewa, które jeszcze nie zdążyły zgnić od tego strasznego miejsca. Poczuła lekki chłodny wietrzyk na swojej skórze, postanowiła że siądzie na swojego wierzchowca, i ruszy w dalszą podróż ponieważ nie chciała zajechać tam późnym wieczorem…

Wsiadając na swojego konia postanowiła, że będzie teraz ostrożnie obserwować te otoczenie, dlatego iż nie podobało się jej to miejsce, które teraz widziała. Te drzewa, rośliny? Czy naprawdę nikogo nie ma by ożywił te miejsce? Nie dziwiła się dlaczego ludzie aż tak bardzo bali zapuszczać się głębiej do tego lasu. No chyba że rycerze byli na tyle odważni by wejść do tego lasu. Ona jednak postanowiła, że pojedzie trasą prowadząca do wzdłuż rzeki zwanej onyksem. Chciała dotrzeć tam niezauważalnie, i żeby jej nie podejrzewali o nic. Miała szatański plan, który prawdopodobnie się uda. Jednak miała wątpliwości do tego, czy w ogóle się jej uda to zrobić..

Mijało popołudnie, a kobieta w końcu dotarła na miejsce. Znajdowali się obok dużej rzeki zwanej onyks. Prawdopodobnie była zadbana, niż tamten opuszczony las. Starała się jednak omijać miejsce, gdzie nienawidziła tam zaglądać. Jadąc z oddali spostrzegła miasteczko, które widocznie było dobrze rozwijane. Postanowiła tam zamieszkać, i odpocząć od tej podróży.
Nie spodziewała się jednego, iż te miasteczko należało do króla Rouselles, który nazywał się Archer Willson. Dziwne miał nazwisko, ale pasowało do niego jak ulał. Ruszyła więc w tę stronę.

Dotarłszy na miejsce postanowiła, że znajdzie jakieś miejsce na nocleg, i przebierze się w innym barze, gdzie ma możliwość znalezienia jakiegoś wolnego pokoiku, no i oczywiście wolną stajnie..
Znalazłszy się w odpowiednim miejscu, odprowadziła swojego wierzchowca do wolnego boksu, sama zaś pozwoliła stajennemu, by ten ściągnął mu siodło, i ogłowie oraz czaprak. Szybko poszła do baru, który miał nazwę: Spokojne Ranczo. Była bardzo zmęczona, oraz głodna po tej podróży. Gdy zjadła to co miała, pobiegła do swojego pokoju przebrać się i pójść spać, by odpocząć na dalszą podróż. Swoje włosy lekko rozczesała małym grzebieniem, który znalazła w szafie. Była zadowolona z tego miejsca, postanowiła że jutro rozpocznie zwiedzanie tego miejsca. Na razie potrzebowała trochę snu, by odpocząć od tej podróży. Miała nadzieję, że będzie wszystko dobrze, i nic nie zakłóci jej spokojnego snu. Zmęczona zasnęła na czystym łożu.

Autor Juliseq
Opublikowano
Kategorie Przygodowe Romans
Odsłon 882
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!