Pozory Mylą – Rozdział 3. Gość

Nastał kolejny, jakże nudny dzień. Pogoda zapowiadała się wyśmienicie. Jasne lampy świeciły od szóstej rano, a gasły o dziesiątej wieczorem. Sufit był bezchmurny, bez wiatru na skórze. Temperatura pokojowa. Idealny dzień do spędzenia w celi.
Agent Barton nie wrócił i się na to specjalnie nie zanosiło. Musiał mnie chyba pilnować przez określony czas, lecz ciężko mi było to potwierdzić. Równie dobrze, mogły go znudzić rozmowy ze mną. Jeżeli znów będzie mnie pilnował jak poprzedniego dnia, oznaczać to będzie, że mam rację. Ciekawe jak to ustalali, bo mężczyzna nie wydawał się zainteresowanym moim towarzystwem.
Muszę ułożyć odpowiedni plan. Nie lubi, jak mu ktoś gada nad uchem przy wykonywaniu zadania. Jest dosyć podejrzliwy. Lubi piłkę nożną. Trenuje na siłowni albo swoje umiejętności strzelnicze.
Tylko co z tego, do cholery, ma mi pomóc w ucieczce? Wybiję szybę piłką, a potem przejdę się na siłownię? Naprawdę?
Westchnęłam głęboko, kładąc się na ziemi.
Nie miała najmniejszych szans, aby stąd zwiać. Trzeba postawić na inny plan, czyli…
O zgrozo… Zaprzyjaźnić się z agentem Bartonem. Lepiej byłoby z tego zrezygnować, jednak od tego zależała moja przyszłość.
Minuty upływały niezwykle powoli, dlatego postanowiłam zająć sobie czas na tyle ile mogłam w tych niesprzyjających okolicznościach. Zaczęłam próbować robić gwiazdę, a jak mi nie wychodziło, a dokładniej dostawałam cykora na myśl upadku na głowę, przerzuciłam się na przewroty w przód i w tył. Powinnam iść na atletykę albo gimnastykę. Walić to, że tylko przewroty umiałam. Może tylko je, ale jak perfekcyjnie! Na pewno dostałabym w tym złoty medal.
Po pewnym czasie, nawet moje wybitne zdolności mnie znudziły, dlatego usiadłam na tyłu. Niestety, ale lepiej w niewielkim stopniu ukazywać swoje wybitne zdolności. Inaczej urośnie mi ego, jak u Tony’ego Starka. Tylko co miałabym tu jeszcze robić? Żadnego telewizora czy książki… Już zwykłe więzienie miało więcej wygód niż ta cela!
Westchnęłam, głośno jęcząc na znak protestu.
Może Barton zrezygnował z funkcji pilnowania więźnia? Tylko co wtedy? Pojawi się kolejny Avenger, a może przestaną tu przychodzić?
Na te myśli szybko potrząsnęłam głową, starając uspokoić szybko kołatające serce.
Nie, to wszystko nie tak! On nie może nie przyjść! Co wtedy się ze mną stanie?!
— Po jaką cholerę mnie tu uwięziliście? Jestem cywilem! — mruknęłam z pretensją, nie mając siły podnosić głosu. Krzyki i tak by nic tu nie dały.
Może to moja wina, że tu siedzę? Zrobiłam coś nie tak i teraz to się na mnie zemściło. Zostałam sama i nikt mi już nie pomoże…
Jakby na zawołanie, drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia zawitała znajoma twarz.
Agent Barton…
Usiadł tak jak poprzednio, opierając się o ścianę. Przyglądał mi się, tak jak wcześniej, lecz jednak inaczej. W jego oczach nie dostrzegłam nienawiści, jaką żywił wobec złoczyńców. Dziwne i podejrzane…
— Witaj, agencie Bartonie — przywitałam się grzecznie. Czułam się jak potulny psiak. Trzeba być dobrym zwierzakiem, aby pan pogłaskał i dał jeść.
Zacisnęłam zęby, ale starałam się utrzymać delikatny uśmiech skierowany w jego stronę. Nie zasługiwał na niego, jeszcze czego. Jednak było to konieczne, jeśli miałam go zgrabnie wykorzystać. Jeszcze raz spróbuje mnie źle traktować, a pożałuje.
— Czołem — przywitał się, ledwo tłumiąc ziewnięcie.
Nie powiedział tego oschle i z wyrzutem tak jak poprzednio.
— Co dzisiaj robiłeś, agencie? — zapytałam ciekawa. — Znów ratowanie świata?
Wzruszył ramionami, jakby od niechcenia.
— Jeżeli wykłócanie się ze sprzedawcą hamburgerów, o sos do mięsa nazywasz ratowaniem świata… To tak. Byłem dzisiaj niezwykle zajęty.
Mimo wszystko parsknęłam śmiechem na te słowa, nie mogąc się powstrzymać.
— To ważne, aby każdy hamburger miał odpowiedni smak. Uchroniłeś żołądki wielu ludzi.
Uśmiechnął się lekko.
— Być może…
Zamilkłam, spuszczając wzrok.
O dziwo, zachowywał się teraz lepiej niż poprzednio. Był milszy. Tylko dlaczego? Nagle miałby mi uwierzyć?
Spojrzałam ponownie na agenta. Z zaskoczeniem ujrzałam, że śpi. Miał odchyloną głowę do tyłu, a powieki przymknięte. Mogłam nawet usłyszeć jak cicho pochrapuje.
Czy on mógł spać na służbie? W końcu przecież mnie pilnował. W innym przypadku wykorzystałabym ten czas na ucieczkę, ale nie miałam takiej możliwości. Niech to szlag!
Siedziałam cicho, przyglądając się mu. Wyglądał na spokojnego, a także miłego. Gdy jednak patrzyłam na jego mięśnie…
Chrząknęłam cicho, szybko odwracając wzrok.
Od razu było widać, że nie jest zwykłą osobą. Nie wiedzieć czemu, lekko onieśmielał mnie jego wygląd. Pewnie dlatego że był bohaterem. Tacy muszą roztaczać wokół siebie… bohaterską aurę?
Słysząc kroki na korytarzu, szybko spojrzałam w stronę drzwi.
— Hawkeye! — zawołał ktoś.
Tony Srark! Przyszedł tutaj? Po jakie licho mam dzisiaj oglądać jego gębę? Moment, co jeżeli, zobaczy śpiącego agenta Bartona i wywali go z posterunku? Potem będę musiała znosić tego miliardera, a może przestaną w ogóle mnie pilnować? Wtedy moja szansa zniknie niczym zeszłoroczny śnieg!
Wstałam i zaczęłam walić w szybę na tyle głośno, aby się obudził, ale nie zareagował. Jak można tak twardy zasnąć i to w takiej chwili?!
— Obudź się! — krzyknęłam, uderzając w szybę najmocniej jak mogłam. Ta cela tłumiła mój głos czy co?! — Bez ciebie, ja…!
Wtem mężczyzna otworzył gwałtownie oczy, spoglądając na mnie z zaskoczeniem. Wskazałam  natychmiast na drzwi, z ulgą padając na plecy. Oddychałam ciężko, nie mogąc uspokoić kołatającego serca. Udało się. Jeszcze chwila i mogło być po mnie.
Nie minęła chwila, a do pomieszczenia wszedł znany wszystkim playboy.
— Zapomniałem, że masz wartę — przyznał przepraszającym tonem, zerkając na agenta Bartona.
— Sam mi przydzieliłeś to zadanie — odparł Avenger, patrząc znudzony na Starka. Nie wyglądał an zaskoczonego jak kilka sekund temu. Zaskakujące, że tak szybko potrafił przywdziać pokerową twarz.
— A myślisz, że wszystko mam pamiętać?
— W końcu jesteś geniuszem — mruknął pod nosem agent, przewracając oczami.
— Bo jestem, ale wszystko musi być na mojej głowie? Chodzi o tego robota, co dzisiaj zaatakował miasto.
— Co z nim?
— Chciałem, abyś przejrzał jego budowę, bo nie brałeś udziału w powstrzymaniu tej maszyny, a może nam się przydać znajomość jego konstrukcji.
— Potem się tym zajmę. Teraz nie mam ochoty.
— Serio? — spytał Stark, wyglądając na zaskoczonego postawą swojego kolegi. — Ciągłe pilnowanie więźnia jest nudne.
— Tak, ale… — spojrzał mi zamyślony w oczy — ten jest na swój sposób wyjątkowy.
— Uważaj, bo jeszcze ci uwierzę. Chociaż rzeczywiście jest sprytnym przeciwnikiem. Pamiętasz, jak długo go szukałem? Wciąż nie mogę uwierzyć, że rozwiązanie miałem tuż pod nosem!
—  Nie to miałem na myśli, Stark…
— A ja tak. Pamiętasz o imprezie z okazji złapania Kameleona?
Przytaknął, nie wyglądając na specjalnie zainteresowanego w przeciwieństwie do mnie. Nastawiłam uszu, starając się jednocześnie wyglądać na znudzoną, choć uśmiech sam cisnął mi się na usta.
— Przesunęliśmy ją na dzisiejszy wieczór. Nie zapomnij.
— Czemu miałaby mnie ona obchodzić? Nie wystarczy, że pilnuję tego tu? — Wskazał na mnie.
Geniusz przesunął wzrok w moją stronę, marszcząc brwi, a po chwili, wyszedł.
— Będziecie świętować? — zapytałam, upewniając się, że filantrop nie wróci.
Mężczyzna spojrzał na mnie i kiwnął głową. Widać było jednak jak ma dłoni, że ma mi coś jeszcze do powiedzenia.
— Dlaczego mnie obudziłaś?
Nie potrafił tego zrozumieć, czego domyśliłam się przez zmarszczone brwi.
— A miałam tego nie robić? — odparłam, głowiąc się czy swoim strachem uczyniłam coś nie tak. Żałowałam w tym momencie, że nie umiem czytać w myślach. Nic nie dało się wyczytać z jego twarzy.
— Nie o to chodzi. — Pokręcił głową. — Nie rozumiem, czemu mi pomogłaś. Gdybyś mnie nie obudziła, miałbym u Tony’ego problemy. Fury także miałby w tym temacie coś do powiedzenia, a jego referaty na temat mojego zachowania mogą trwać i kilka godzin.
Nie wiedziałam, o kim mówi. Fury? Może to jego szef albo ktoś wysoko postawiony. Jak się stąd wydostanę, muszę się wszystkiego dowiedzieć. Tak na wszelki wypadek.
— Dlaczego byłeś zmęczony? — zapytałam szybko, chcąc zmienić temat. Nie chciałam odpowiadać na ostatnie pytanie. Jeszcze bym coś palnęła.
— W nocy zaatakowano miasto. Tylko ja mogłem z nimi walczyć — wyjaśnił cicho, uważnie mi się przyglądając. — Czasem walka ze złem jest niezwykle samotna.
Pokiwałam lekko głową, lecz nie odzywając się ani słowem. Dlaczego go nie wspierano? Pozostali nie powinni go wspierać, tym bardziej, że jest jedynie człowiekiem? Zwykli ludzie potrzebują pomocy bardziej niż kiedykolwiek, więc dlaczego…
Spuściłam jedynie wzrok, wciąż milcząc.
Może to nie było nic dziwnego w ich drużynie?
— Nadal nie odpowiedziałaś mi na ostatnie pytanie — zauważył agent Barton, nie spuszczając ze mnie wzroku. Miałam wrażenie, że przewierci mi dziurę w głowie. Miałam ochotę jedynie skulić się i zniknąć. Czemu tak się uczepił tego tematu? To było aż tak niezwykłe? Nie mogłam ryzykować, że mi go odbiorą! Inaczej utknę w tej celi na zawsze…
— Nie muszę ci odpowiadać na każde pytanie — zauważyłam cicho, mając nadzieję, że go tym nie urażę. Tym bardziej, że miałam rację. W końcu nie musiałam wykonywać jego prośby. Tym bardziej, że nie była mi na rękę. Gdybym wyjawiła mu prawdę, zapewne nie chciałby mnie więcej widzieć. W końcu wykorzystałam jego nieuwagę na swoją korzyść.
— Twoja sprawa — odparł tylko, lecz w jego oczach widoczne było zainteresowanie. Po chwili wstał, opuszczając pomieszczenie. Dlaczego tak nagle wyszedł? Uraziłam go swoim brakiem odpowiedzi?
Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, nie mogąc uwierzyć jak głupia byłam. Co jest ze mną nie tak? Czy naprawdę muszę wszystko schrzanić?
Westchnęłam z rozdrażnieniem, kładąc się na ziemi.
Skończona kretynka! Pewnie go uraziłam albo coś innego. W innym przypadku nie wyszedłby tak szybko. Cholera!
Klęłam na siebie pod nosem, mając cichą nadzieję, że agent wróci, lecz na darmo. Jedyne co słyszałam to głośną muzykę dobiegającą z korytarza. Czy właśnie urządzali imprezę z okazji złapania mnie? Jeszcze lepiej…
Utknę tu na zawsze.
Wtedy zamigotało światło. Zmarszczyłam brwi, podnosząc się do pozycji siedzącej.
— Halo? — zawołałam niepewnie.
Co się dzieje? Muzyka grała dalej, więc tylko u mnie coś się działo z prądem. Może moja cela miała osobne zasilanie?
Powoli zaczynało się ściemniać, na co zmarszczyłam brwi. Uniosłam wzrok, dostrzegając pełzające po szybie zielone pnącza. Zaczęły oplatać celę z każdej strony, aż pogrążyłam się w całkowitych ciemnościach.
Rozległ się trzask, a po chwili kolejny. Co się stało? Czy to możliwe, że…?
Nim się obejrzałam, szklane drzwi rozsypały się w drobny mak, a pnącza opadły, dając mi drogę.
Byłam… wolna?
Niepewnie opuściłam celę, słysząc trzaski szkła pod stopami.
— Ty… nie jesteś Kameleonem — usłyszałam całkiem obcy głos, na który gwałtownie znieruchomiałam.

Autor NekoEchoo
Opublikowano
Kategorie Marvel
Odsłon 812
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!