Na krańcu świata/KamiSero/BnHA

Kaminari, przyszły poszukiwacz przygód, w jednej z książek znalazł informację o zaginionym mieście. Mieście Yuuei.
Podobno było to miejsce pełne szczęścia. Każdy mógł znaleźć tam to, czego potrzebował.

Denki nie wiedział, czego brakuje jemu, ale chciał się dowiedzieć. Może skończy się to tak, jakby był jakimś wielkim bohaterem… Fanki by go ścigały na każdym kroku…

To w głowie czteroletniego chłopca brzmiało świetnie. Teraz tylko musiał znaleźć zaginione Yuuei.

W książce, którą czytał, pisało tylko coś o górach. Oraz o rzekach Prawdy, Poświęcenia i Śmiechu. Wszystkie wpływały do rzeki Życia, która to swoje ujście miała na skraju kontynentu, do Morza Sprawiedliwości.
Na morzu znajdowała się górzysta wyspa, a na najwyższym wzniesieniu leżało miasto.

Wszystko brzmiało bardzo pięknie, ale… Gdzie to znaleźć?
Tak blondyn głowił się przez następne 10 lat.

W końcu musiał opuścić swoje obecne miejsce zamieszkania, gdyż nie miał jak opłacić czynszu. Tak oto wyruszył w drogę, mając tylko plecak, trochę oszczędności, uśmiech i nadzieję.

Myślał, że kierując się w stronę bramy miasta, znajdzie jakąś wskazówkę. Jednak, przechodząc przez główny plac, dostrzegł brodatego mężczyznę.

Co mógł pomyśleć taki młodzieniec? Toż to oczywiście mędrzec.

– Przepraszam pana! – podbiegł i zawołał go Kaminari. – Wie pan może, gdzie mogę znaleźć informacje na temat Yuuei?

Starzec zamrugał, jakby miał do czynienia z idiotą. Fakt faktem, nie wiedział, o czym dokładnie żółtooki mówił, ale…
– Może sprawdzisz bibliotekę? – odpowiedział brodaty, mając nadzieję, że obcy chłopak odejdzie.

Denki uderzył się ręką w czoło. Jak mógł o tym zapomnieć?! Ruszył w kierunku przeciwnym do poprzednio obranego.

Szedł, aż jego oczom ukazał się potężny gmach. Bogato zdobione drzwi przygniatały swoim majestatem biednego młodzieńca.

Po kilku głębszych wdechach odważył się je otworzyć. Na wejściu przywitał go chłopak w okularach. A to oznacza jedno… bogaty szlachcic. Gdyby ktoś pokroju Denkiego miał wadę wzroku, musiałby żyć ze swoją ślepotą. Brak wystarczającej ilości “bogactw” mógł zaboleć.

– Potrzebujesz czegoś, że tu wchodzisz? – zapytał wprost okularnik.

– Wiesz może, gdzie znajdę wzmianki o Yuuei? – odpowiedział pytaniem Kaminari.

Granatowowłosy chwilkę się zastanowił. Później wskazał przybyszowi, by podążał za nim. A trzeba przyznać, szlachcic szedł naprawdę szybko.

– Teoretycznie za tym portalem. Ale potrzeba kogoś z darem energii… – oczy Kaminariego zabłysły.

Przyłożył rękę do odstającej gałki i użył swojej indywidualności. Coś się poruszyło, coś zabrzęczało…
Po chwili oczom nastolatków ukazała się kolejna strefa biblioteki. Tylko, że…

– Jak to tylko trzy książki? – zdziwił się blondyn. – Spodziewałem się czegoś… WIĘKSZEGO.

W końcu jednak wszedł do środka. Jedna z ksiąg dotyczyła starożytnych map, druga była o dawnych ludach. Z kolei trzecia…

– Mam taką samą w plecaku… Pożyczam te dwie – Kaminari ożywił się.
– Jestem z rodu Iida i nigdy nie słyszałem o Yuuei. Opowiedz mi – zażądał okularnik. Tak oto Denki opowiedział to, o czym marzył od dzieciństwa.

Odszedł z nowym nabytkiem. Podejrzane według niego było, gdyby przechodził przez bramę czytając. Albo tak by się zaczytał, że wpadł by w jakieś kłopoty z miejscowymi osiłkami.

Zaraz po przekroczeniu murów rodzinnej miejscowości udał się do lasu, aby na pewno nikt mu nie przeszkadzał.

I zgłębiał wiedzę, aż brak światła mu na to nie pozwolił. Żółtooki rozpalił ognisko i położył się spać.

Rano obudził się z ogromnym byłem pleców. Gdy tylko wstał, rozległo się strzykanie kości. Mimo tego, na twarzy Denkiego dalej tkwił szeroki uśmiech.

Z książki wyczytał, że musi się udać do karczmy “Na krańcu świata”. Na mapie była nawet oznaczona. Według książki z dzieciństwa, mógł tam dostać pomoc.

Jednak na co mu się to zda? Nie udało mu się rozpoznać kierunków geograficznych, przez co się zgubił. Tak oto Kaminari zdecydował się iść przed siebie przez cały czas. Przecież las nie musi się gdzieś skończyć. 

Niestety po dwóch dniach blondyn stwierdził, że kończy mu się jedzenie. Po tygodniu nawet nie miał jak łapać zające. Nie mając sił, postanowił się przespać. Miał nadzieję, że chociaż wtedy zapomni o głodzie i pragnieniu.

Mniej więcej w tym czasie w okolicy czarnowłosy nastolatek szukał składników do nowego pomarańczowego dania w swoim miejscu pracy. Potrzebował jednego konkretnego zioła, rosnącego na gałęziach drzew. 

Sero poruszał się po lesie używając taśmy z łokci. Nie wyobrażał sobie, by chodzić normalnie i wspinać się na co wyższe drzewa, by sprawdzić, czy przypadkiem poszukiwana roślina tam nie rośnie.

W końcu udało mu się wypatrzyć charakterystyczne kwiaty. Przeniósł się tam jak najszybciej. Zerwał ręką zioło i trafił na ziemię. Przez utratę równowagi, Hanta spodziewał się twardego lądowania.

Ku jego zdziwieniu usłyszał krzyk i poczuł pod sobą ciało.
– Stary, przepraszam! – czarnowłos wstałjak najszybciej i podał rękę swojej “ofierze”.
Kaminari, wciąż lekko zdziwiony zaistniałą sytuacją, przyjął pomoc i wstał.

– Jestem Kaminari Denki! – przedstawił się, próbując zamaskować swoje osłabienie.
– Hanta Sero – odpowiedział drugi nastolatek.

W tym momencie z brzucha Kaminariego wydobył się głośny dźwięk. Chłopak uśmiechnął się lekko zakłopotany.
– Za tą akcję zjesz w mojej knajpie. Na mój koszt! – oświadczył Sero, i złapał mdlejącego ze szczęścia blondyna. 

Denkiego ocucił zapach czegoś smacznego. Po chwili usłyszał dźwięk stukania talerza o stół. Potem doszły czyjeś głosy. Typowa karczma…
Nastolatek złapał w rękę drewnianą łyżkę i zaczął jeść zupę. Znaczy początkowo. Później ją po prostu wchłonął. 

Do jego uszu doszedł czyjś śmiech. Spojrzał w górę. To czarnowłosy wybawca śmiał się z jego apetytu. 
– Sero… Gdzie my jesteśmy? – zapytał w końcu Kaminari, zaciekawiony brakiem bójek i ogółem przyjemną atmosferą jak na miejsce, gdzie można dobrze zjeść i dobrze wypić.

– Witaj w moim miejscu pracy! “Na krańcu świata” – Oczy blondyna zaświeciły się. Szukał tego miejsca.

– Czyli tutaj znajdę kogoś, kto mi pomoże trafić do Yuuei? – zapytał pełny nadziei.
Odpowiedział mu głośny, lekko szyderczy śmiech.

– Kaminari… Nawet cię polubiłem. Przykro mi, że muszę niszczyć twoje marzenie, ale… Yuuei nie istnieje – powiedział w końcu czarnowłosy.

Jednak Denki dalej się cieszył, jakby te słowa wcale do niego nie doszły. Skoro to miejsce istnieje, to poszukiwane miasto tym bardziej musi.

– Więc chodź ze mną. Udowodnię ci to. Tylko najpierw muszę znaleźć którąś z tych rzek… – tu pokazał fragment ukochanej książki.

***

Okładka nie należy do mnie (ściągnięta z google). Opowiadanie skopiowałam z mojej książki z wattpada na próbę (pierwszy raz tu coś publikuję).
Mam nadzieję, że się podobało. Pozdrawiam z podłogi – dywan.

Autor Dywan432
Opublikowano
Odsłon 427
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!