Kroniki Iball. Tom I: Niosąca Światło | 1.3

Uwaga! 

Rozdział zawiera brutalne sceny!

Na zewnątrz już zapadł zmierzch, gdy Meghara otworzyła oczy. Promienie słoneczne przebijały się do jej pokoju, przez zasłonę stworzoną z korony drzewa za oknem. Dwa niebieskie ptaki nieznanego jej gatunku świergoliły radośnie kryjąc się w jego liściach. Dziewczyna leżała od dłuższej chwili na miękkiej pościeli zaspana. Sama się dziwiła, że udało jej się zasnąć. Jej myśli krążyły wokół omdlenia, którego ofiarą stała się dzisiejszego popołudnia.

Gdy jej umysł w pełni oprzytomniał, Meghara chwyciła srebrny dzwoneczek i potrząsła nim trzy razy. Narzędzie pozostawiło ślad na blacie szafeczki, choć służba skrzętnie zamalowywała delikatne wyżłobienie, drewno i tak po jakimś czasie znowu pokazywało słoje, gdy kolejne płaty farby się wykruszały pod wpływem odkładania przedmiotu w to samo miejsce. Meghara przejechała po nim opuszkami palców, starając się zapamiętać każdą wypukłość, by potem móc ją dokładnie odtworzyć na obrazach, które malowała wieczorami, gdy naszła ją na to ochota.

Panienko? Z zamyślenia wyrwał ją głos pokojowej. Meghara spojrzała na nią, lustrując jej sylwetkę z góry na dół. Włosy w kolorze słomy upięła w ciasnego koka, a nad czołem zawiązała jasną chustkę, dbając, aby do jej oczu nie dostały się żadne niesforne pasma włosów. Szmaragdową sukienkę, miała gładką, a przez wąską talię przewiązała biały fartuszek wykończony na krawędziach drobną koronką.

Szmaragd był kolorem rodowym występującym w herbach rodzin przynależących do rodu Argent, z którego pochodziła matka dziewczyny, będąca pierworodną córką Christiana Argenta, dziadka Meghary i poprzedniego władcy. Zawinięte białe mankiety koszuli zostały spięte spinkami w kształcie margaretek, kwiatów widniejących w rodzinnym herbie. Materiał ciemnych rajstop opinał szczupłe łydki Fenycii, na których ciasno zawiązane były trzewiki z ciemnobrązowej skóry. Panienko? ponowiła pytanie. Widząc, jak Meghara przygląda jej się bez odpowiedzi zamglonymi oczyma.

Co… — zaczęła Meghara.

Wzywała panienka przerwała spokojnie dziewczyna. Jej piwne oczy skrzyły delikatnie w ginącym świetle słonecznym, wpadającym przez zasłonięte białymi, muślinowymi firanami okna.

Ach tak. — W brzuchu Meghary zaburczało głośno. Dziewczyna poczuła w żołądku znajomy ucisk powodowany głodem. Mogłabyś pomóc mi przygotować się do wieczerzy? To pierwszy posiłek od blisko dwóch tygodni, przy którym będzie cała rodzina. Nie chcę go przegapić Meghara uśmiechnęła się.
Niestety panienko, ale twoimi strojami ma prawo zajmować się jedynie pani Igris i pani Anna. Jeśli tego pragniesz, mogę jej poszukać. Jej wzrok nagle przygasł, jakby wspomnienie o przełożonej napawało dziewczynę nagłym zakłopotaniem. Meghara zignorowała to wrażenie, przygryzając dolną wargę, skinęła na służącą, dając jej znak aprobaty.

Fenycia wybiegła z komnat księżnej, niczym szalejące tornado i zniknęła za dwuskrzydłowymi, białymi drzwiami, które zamknęły się za nią z łoskotem. Kryształowy stojak na biżuterię zadzwonił delikatnie, gdy w wyniku silnego wstrząsu, jego kryształki otarły się o siebie.

Meghara czekała cierpliwie na pojawianie się którejś z zaufanych służących, jednak czas mijał, a żadna z nich się nie zjawiała. Po dziesięciu minutach oczekiwania sama podeszła do garderoby, usiłując dobrać coś, w czym będzie jej wygodnie, ale będzie także wyglądało na tyle elegancko, by można było założyć to na wieczerzę powitalną. Nie mogła się zdecydować na nic konkretnego, więc zrezygnowana poświęciła się lekturze ukochanego tomiku legend autorstwa Abrahama Sarraleneta.

Książka, choć bardzo zniszczona napawała dziewczynę sentymentem. Była pierwszym prezentem podarowanym jej przez rodziców, gdy nauczyła się odczytywać pierwsze wyrazy. Od Lazara otrzymała zdobiony złotem kałamarz, który służył mu przez lata jako pierwszy pojemnik na atrament. Meghara powinna przekazać go dalej, Elli i Tiarze, jednak obawiała się, że taki prezent może wywołać jedynie zbyteczne kłótnie wśród sióstr. Lazar był zresztą podobnego zdania.

Meghara przejechała palcami po chropowatej skórze, która w rzeczywistości stała się znacznie twardsza i bardziej podatna na łamanie, niż wtedy gdy dziewczyna otrzymała książkę. Jej rogi, choć wzmocnione metalem, zaśniedziały, a brzegi wystrzępiły się przez częste korzystanie z przedmiotu, same złocenia, którymi wytłoczono majestatyczne wzory były gdzieniegdzie poprzecierane. Książka musiała kosztować niemałą fortunę, jednak teraz jej wartość znacznie zmalała, gdyż coraz częściej widywało się książki drukowane, które były kolejną nowością sprowadzaną do kraju przez Nanhuńskich kupców, a które coraz bardziej upowszechniały dostęp do słowa i wiedzy, ale także nowej formy rozrywki wśród mieszczaństwa.

Książki pisane ręcznie, przynajmniej według Meghary, miały znacznie większą wartość, gdyż autor poświęcał siebie, by zapisać określony tekst. Jego czas i życie stawało się wtedy cenniejsze od złota, które warte był sam przedmiot, a zapisane na kartach papieru miały swoją niepowtarzalną jaźń i duszę zdolną poruszać serca ludzi po tysiąckroć bardziej, niż książka drukowana. W efekcie łzy cisnęły jej się do oczu na myśl o tym, że zubożałe rody arystokratyczne niejednokrotnie wykorzystywały książki, jako rozpałkę pod drewnem. Nie chciała, aby w jej kraju dochodziło do takich sytuacji, ale nic nie mogła też na to poradzić.

Drzwi otworzyły się, nim księżna zdążyła wygodnie rozsiąść się w skromnym saloniku, którego przestrzeń zajmowały przede wszystkim stary zegar, dwie kanapy i bielony stół o finezyjnych nogach i drobnych, misternych zdobieniach. W wejściu pojawiła się Igris, z chowającą się za nią Fenycią. Korzystając z okazji, przez otwarte drzwi do pokoju wbiegł puszysty, czarny kot należący do Tiffany, który nie znosił towarzystwa swojej właścicielki. Zwierzak wskoczył na kanapę obok Meghary, przeciągnął się, wysuwając pazury i ziewnął głośno, po czym zwinął się w kłębek i zasnął mrucząc cicho.

Musi cię naprawdę lubić, skoro kładzie się koło ciebie tak bezceremonialnie stwierdziła Igris głosem pełnym pretensji do zwierzaka. Meghara podrapała futrzaka między uszami i wstała, otrzepując się z sierści, której przybyło wraz z wejściem Tirery.

To tylko kot — stwierdziła — te zwierzaki zawsze chodzą swoimi ścieżkami. Przez jej twarz przemknął cień uśmiechu, gdy popatrzyła na kulkę futra zwiniętą na jej kanapie.

Skoro tak uważasz. Skrzywiła się. Rozumiem, że czujesz się już lepiej, skoro chcesz zmienić suknię na kolację? Czy to ojciec jest powodem nagłej chęci zadbania o wygląd? Zapytała, przechodząc wraz z księżną do części sypialnianej komnat. Fenycia nieśmiało podążała za nimi, starając się nie wchodzić w drogę Igris.

Dokładnie. Chcę pokazać ojcu, że szkoda byłoby mnie wydawać, za starego Ottona! Wykrzyczała z dezaprobatą.

Zdecydowanie wracasz do pełni sił. Jesteś zbyt impulsywna, moje dziecko stwierdziła obojętnie Igris. Kobieta doskonale znała energiczne usposobienie swojej podopiecznej. Nie jeden raz, zwykle spokojna dziewczyna stawała się nagle niezwykle impulsywna, sprawiając, że w jednej chwili wszędzie było jej pełno. Piastunka miała wrażenie, że to przez czas z nią spędzony, Meghara nabrała takich zwyczajów. Do tej pory pamiętała ich pierwsze spotkanie, kiedy arystokratka chowała się za spódnicami swojej matki, a jej policzki nabierały żywych rumieńców, gdy tylko się na nią spojrzało.

Początki pracy Igris w domu Avbergów należały, ogólnie rzecz biorąc do ciekawych. Wolała nawet nie liczyć, ile razy zgubiła się, idąc korytarzami pałacu położonego na zboczu góry. Tamten budynek był nawet cztery, albo pięć razy większy od tego w stolicy, a jego stajnie i pastwiska zajmowały znaczną część terenów przynależących do niego. Do tego trzeba było doliczyć jeszcze park, który połączony był z pałacem podziemnymi korytarzami, a na którego licznych schodkach można było z łatwością skręcić kostkę. Czego Igris udało się kilkukrotnie uniknąć tylko i wyłącznie dzięki lasce, na której musiała się podpierać przy dłuższych wędrówkach.

Wcale nie jestem impulsywna, tylko cieszę się, że będę mogła porozmawiać z ojcem. Sama wiesz że ostatnimi czasy, lepiej się dogaduje z nim, niż z matką odparła naburmuszona Meghara, nadymając policzki powietrzem zatrzymanym w ustach. Dama przyglądała się Igris, która weszła do garderoby i przerzucała kolejne suknie powieszone na wieszakach, co utrudniały jej kufry w których schowano znaczną część akcesoriów dziewczyny na czas podróży, a których wciąż nie zdołano rozpakować.

Wiem, wiem w końcu nie jeden raz uskarżałaś się na swoją matkę, zamiast uczyć się historii. Igris wyjęła z szafy ciemną suknię i przyglądała jej się przez dłuższą chwilę, szukając uszkodzeń na materiale. Co powiesz na tę? Meghara przyjrzała się sukience, nie przypominając sobie, żeby widziała ją, gdy przeszukiwała szafę chwilę wcześniej. Granatowa sukienka przepasana była białą tasiemką, a jej dekolt i rękawy obszyto delikatną koronką, nadającą jej dziewczęcej delikatności.

Nie. Jest zbyt mdła. Poza tym nie idę na pogrzeb tylko na kolacje. — Pokręciła przecząco głową. – Potrzebuje czegoś odważniejszego, w czym ojciec dostrzeże, że nie jestem już jego małą, słodką dziewczynką, Igris, a pełnowartościową kobietą, która zasługuje na lepszy mariaż dodała, skubiąc rąbek falbanki, przy sukni którą miała na sobie.

Może suknia, którą panienka miała na sobie w zeszłoroczne święta? zaproponowała pewna siebie Fenycia. Meghara powinna się spodziewać, że Igris każe jej się nauczyć historii każdego elementu odzieży znajdującego się w jej szafie, ale nie myślała, że dziewczyna wyrazi przy niej swoje zdanie tak szybko. Fenycia wyglądała na całkowicie pewną siebie, podczas gdy Meghara zastanawiała się, czy nie będzie jej trudno podczas pierwszych dni na nowym stanowisku. Wydaje mi się, że to może być odpowiedni strój, na tak ważną, rodzinną okazję. Suknia odsłania dekolt, a jej kolor, kontrastuje z panienki oczyma dodała dumnie wypinając pierś.
Meghara przypomniała sobie zeszłoroczny świąteczny bankiet, na który matka pozwoliła jej się pojawić, traktując go, jako sprawdzian przed oficjalną prezentacją na dworze. Od Igris i Anny słyszała potem plotki, jakoby kilka wymagających pań domu, stawiało ją za przykład swoim dorastającym córkom, którym udzielały po balu reprymendy odnośnie zachowania.

Na przyjęciu nie było nikogo, kto dorównywałby im tytułem szlacheckim, ale bankiet był organizowany co roku, jako wydarzenie charytatywne, na rzecz biedniejszych dzielnic w miastach księstwa i samego margrabstwa Ogat Avberg. Stad nie nadano mu charakteru oficjalnego, nad którym pieczę sprawowałaby korona, a szlachcianki, które miały mieć swój debiut dopiero pół roku później, były na niego licznie zapraszane. Przyjęcie było też idealną okazją, aby przypatrzeć się potencjalnym kandydatom na męża lub żonę, zanim oficjalne poszukiwania w ogóle mogły się rozpocząć. Naturalnie niektóre bogate rodziny zaślubiały swoich potomków, zanim ci zaczęli w ogóle mówić. Na szczęście ten zwyczaj używany był za staroświecki i stosowano go jedynie w przypadku pierworodnych.

Jakby się nad tym zastanowić, twoja propozycja jest całkiem sensowna Fenycio pochwaliła ją Igris. Meghara spojrzała zaskoczona na swoją opiekunkę. Wiedziała, że suknia jest piękna, ale nie spodziewała się pochwały dla pokojowej. Jeszcze będzie z ciebie porządna służąca, a teraz chodź tu. Musisz mi pomóc. Młodsza kobieta podeszła szybko i razem z piastunką wyjęły suknię z trenem, który trzymała blondynka, aby nie ubrudził się od wleczenia po dywanie. szafirowy materiał spływał delikatnie ku dołowi, odbijając resztkę promieni słonecznych. Dzięki wierzchniej warstwie, wykonanej z cienkiego brokatu, sprawiał wrażenie, jakby utkany był z nocnego nieboskłonu.

Meghara uśmiechnęła się szeroko, a w jej oczach zatańczył błysk aprobaty. Igris i Fenycia odłożyły suknię, i pomogły uporać się Megharze z odzieniem, w którym spędziła cały dzień. Zmiana ubrania trwała dość długo ze względu na wiązanie tasiemek, których ilość przytłaczała obie służące. Na szczęście wierzchnia suknia składała się jedynie z prostego, sztywnego gorsetu oraz luźnej spódnicy, która rozszerzała się delikatnie przy ziemi. Rękawy sięgały do połowy przedramienia, a wykończono je wyszywanym wzorem srebrnych margaretek. Podobny hast znajdował się także przy dekolcie sukni. Z racji braku stelaża pod materiałem spódnicy, opływała ona delikatnie warstwy halek i ciągnęła się za Megharą, gdy ta schodziła na dół po schodach.

Włosy upięła wysoko, wsuwając w nie szpile z drobnymi, błyszczącymi perełkami umieszczonymi w złotych oprawach. Tasiemki świadczące o statusie zostały zawiązane na jej długiej szyi i zawiązane w drobną kokardkę, którą dla pewności spięto małą, perłową broszką.

Meghara wkroczyła do jadalni z dumnie uniesioną głową. Przy stole nie zastała jedynie swojej matki. Po prawej stronie siedziały grzebiące w posiłkach Ella i Tiara, a naprzeciwko nich, jak zawsze odcięty od rzeczywistości Lazar. Miejsce między starszym bratem, a Vicarem pozostawało puste, czekając na jej osobę. Dziewczyna podeszła do niego, a lokaj odsunął jej krzesło. Dopiero teraz zauważyła, że nikt ze zgromadzonych nie spożywał posiłku, mimo że ten czekał na ich talerzach, aby zapełnić brzuchy.

— Coś się stało? — zapytała Lazara, ale odpowiedziała jej jedynie przytłaczająca cisza.

Mimo głośnego burczenia wydobywającego się z brzuchów zebranych, nikt nie ruszył nawet sztućców leżących koło talerzy na szmaragdowych serwetach. Meghara spojrzała na swoje rodzeństwo, nie wiedząc, co się działo. Zwykle byli uśmiechnięci, a porcje szybko znikały z ich talerzy. Teraz było zgoła na odwrót, jakby ktoś ich wszystkich zamienił w kamień. W końcu jej wzrok skupił się na ojcu, który rozsiadł się wygodnie w krześle o wysokim oparciu i przyglądał się każdemu z osobna.

Na kogoś czekamy? zapytała Meghara głośniej, kierując słowa w stronę ojca.

Zamknij się odburknął przez zaciśniętą szczękę Lazar, by następnie spuścić wzrok i wgapiać się w kant stołu ignorując wszystkich wokół niego, jak miał to w zwyczaju.

Nie będziesz mi mówił co mam robić. Zbulwersowała się dziewczyna, słysząc rozkaz starszego brata, z którym w zwyczaju miała drzeć koty.

Uciszcie się oboje rozkazał Vicar, nie spuszczając z oczu wejścia do jadalni. Jego głos był twardy i wydawał się być pozbawiony wszelkich emocji, mimo że przytłumiały go splecione tuż przed ustami dłonie.

Po ciele Meghary przeszedł dreszcz, gdy usłyszała ton swojego ojca. Dawno nie widziała, aby mężczyzna był aż tak wściekły, mimo że zanany był ze swojej porywczości.

Na korytarzu rozległ się dźwięk uderzającego o siebie metalu oraz głuchych kroków, które zyskały na sile z każdą sekundą. Po chwili echo stało się wyjątkowo silne, a niosące się dźwięki jeszcze bardziej wyraźne.

Metal ciągnął swój smętny śpiew, uderzając o marmurową posadzkę bocznych schodów, które kończyły się tuż przed wejściem do jadalni. Meghara miała wrażenie, że sekundy zmieniają się w całe minuty, spowalniając swój bieg po dziesięciokroć, kiedy na schodach zaczęła wyłaniać się sylwetka mężczyzny w wysokich jeździeckich butach i ciemnym niczym smoła płaszczu. Już po kilku krokach, Meghara mogła zobaczyć trupio bladą twarz nieznanego jej człowieka. Mężczyzna wydawał się nierealny, niczym potwór z najgorszych koszmarów. Długa blizna przecinała jego twarz na pół, oddzielając zdrową część tkanek, od stopionych przez kwas.

Nieznajomy miał w sobie coś, co przerażało młodą szlachciankę. W prawej dłoni trzymał stukający o posadzkę łańcuch, który owinął sobie kilkukrotnie wokół dłoni, lecz ten, mimo to wlekł się metr za nim. Luźna, jasna koszula była przybrudzona tu i ówdzie, jakby jeszcze chwilę temu pracował w stajni. Jego zapach, który dotarł do Meghary już po kilku sekundach, nasuwał zresztą podobne wnioski.

Gdy mężczyzna przekroczył wejście do jadalni, za nim wyłoniła się dolna część damskiej spódnicy jej matki, którą miała na sobie jeszcze podczas śniadania. Suknia była mocno wygnieciona, co nie było zjawiskiem typowym dla pani domu, która przeważnie prezentowała się nienagannie. Gdy Tiffany podeszła bliżej, Meghara, Lazar, bliźniaczki i ojciec, mogli w końcu zobaczyć kobietę, która wcale nie przypominała matki i żony, jaką przez lata znali.

Jej włosy były potargane, ledwo spięte u nasady karku. Wokół twarzy spływały luźne pasma loków. Mimo swojego stanu miała wysoko uniesioną głowę, a jej sylwetka poruszała się z wrodzoną dumą i wdziękiem. Dolna warga była delikatnie spuchnięta i sina, jakby przed chwilą ktoś ją uderzył. Tylko usta i zaczerwienione od łez oczy zdradzały, co wydarzyło się w sypialni pani domu, gdy komnaty opuściła Igris, pozostawiając ją wraz z mężem. Meghara przyglądająca się swojej rodzicielce, z zaskoczeniem odkryła zaschniętą krew w kącikach przy nosie, oraz na szyi i dekolcie, której najwidoczniej służące lub sama diuczessa nie zdołały domyć.
Przerażający Megharę mężczyzna podszedł do wolnego krzesła, obok Tiry i Elli, po czym odsunął je z łoskotem od stołu. Usadził na nim siłą kobietę, którą prowadził na łańcuchu. Dopiero teraz Meghara zauważyła skrępowane grubym sznurem dłonie matki. Zdezorientowana zerkała co chwilę na ojca, potem na matkę i na przygnębione rodzeństwo. Mężczyzna przysunął do stołu krzesło, na którym siedziała Tiffany, jednak żaden z lokajów i służących nie pofatygował się, aby nałożyć na talerz kobiety, choć odrobinę jedzenia lub nalać jej wina do kielicha.

Jedzcie rozkazał swoim dzieciom Vicar. Sam chwycił za sztućce, aby wbić je w krwiście wypieczony stek z antrykotu, spoczywający na jego talerzu. Tiffany zaburczało głośno w brzuchu, gdy Vicar włożył pierwszy kęs do ust.

Głodne bliźniaczki posłusznie zaczęły pochłaniać swoje porcje, a na ich pyzate twarzyczki zaraz wpłynął błogi uśmiech. Lazar, także zajął się daniem, choć jego porcja znikała nieco wolniej niż ta podana bliźniaczkom, którym tego wieczora dopisywał apetyt. Meghara wahała się przez dłuższą chwilę, przyglądając się z zakłopotaniem matce. Dłonie dziewczyny drżały, gdy wzięła do rąk nóż i widelec. Mięso rozpływało się w jej ustach już przy pierwszym kęsie, równoważąc się ze smakiem duszonych warzyw, a uścisk, który czuła odkąd się obudziła, nieco zelżał.

Na talerzach zalegającymi przed Tiffany wciąż królowała pustka, a jej brzuch co rusz warczał zgryźliwie, domagając się ciepłego posiłku. Nikt na to jednak nie reagował, bojąc się wściekłości pana domu, jaka na nich spadnie, gdy tylko sprzeciwią się jego rozkazom. Tiffany mogła zgrywać wielką panią, ale ta sytuacja pokazywała, kto tak naprawdę posiadał prawdziwą siłę w rodzinie Avbergów.

Gdy skończyli jeść, Vicar skinieniem głowy przywołał do siebie mężczyznę, który przez cały posiłek stał za krzesłem Tiffany niczym cień, nie spuszczając z niej wzroku. Mężczyzna przywiązał żonę Vicara mocno do krzesła i posłusznie podszedł do mężczyzny, pochylając się, tak aby ten mógł wyszeptać mu kilka słów do ucha. Następnie zniknął za bocznymi drzwiami, którymi zwykle wnoszono potrawy przygotowane w kuchni mieszczącej się w podziemiach domostwa.

Vicar skinął na służkę stojącą w kącie, która była gotowa usłużyć swoim chlebodawcom w każdej chwili. Starsza kobieta podeszła do stołu i z wdziękiem dygnęła przed ojcem Meghary.

Zaprowadź bliźniaczki do ich pokoju i zadbaj, aby jak najszybciej zasnęły. — Rozkazał pustym głosem, podpierając się na dłoni opartej o podłokietnik krzesła i patrząc nieprzerwanie na Tiffany, która spuściła wzrok i skubała skórki na kciuku prawej dłoni.

Służąca z radością wypełniła rozkaz swojego chlebodawcy, wyczuwając w jego głosie dławioną furię, targającą nim tego wieczoru. Niemal w chwili, w której dziewczynki przekroczyły próg komnaty, powietrze wydało się jeszcze bardziej zgęstnieć.

Ojcze, co się dzieje? Lazar nie wytrzymał i odezwał się pierwszy, surowy wzrok Vicara spoczął na chłopaku. Czemu nie dałeś matce zjeść posiłku? Czemu jesteś tak wściekły? Czy nie ty nas uczysz, że musimy kontrolować swoje emocje?

Vicar zignorował pytania chłopaka, który był nie tyle wzburzony, ile zdezorientowany. Starszy mężczyzna prychnął jedynie zirytowany, gdyż jego żona nie raczyła odezwać się nawet słowem. Zamiast niej powtórnie zrobił to jej syn, na którego Vicarowi coraz trudniej było patrzeć. Lazar tak bardzo przypominał z wyglądu siedzącą obok matkę, którą przez lata książę miłował.

Nie zwracaj się do mnie w ten sposób, chłopcze. — Nim brat Meghary zdążył się po raz kolejny odezwać, ich ojciec uciszył go ruchem dłoni.
Mężczyzna wpatrywał się intensywnie w lico swojej małżonki, które zaraz spowiła intensywna czerwień, świadcząca o wadze jej przewin. Jej butny wzrok zdradzał prawdę o uczuciach, które w tej chwili siały spustoszenie w umysłach jej oraz męża.

Do komnaty wrócił przerażający Megharę mężczyzna, który niósł w prawej dłoni pochodnię umieszczoną w osmolonym stojaku, a w lewej trzymał rozgrzany do czerwoności pogrzebacz, którego trzon błyszczał złowrogo, odbijając blask dawany przez palące się w lichtarzach świece.

Ojcze? Tym razem to z gardła Meghary wydobył się zachrypnięty głos. Dziewczyna miała wątpliwości, czy Vicar w ogóle ją słyszał.
Czarnowłosy mężczyzna postawił osmolony stojak z pochodnią na śnieżnobiałym obrusie, pozostawiając czarne ślady jego nóg na wykrochmalonej, białej niczym śnieg, tkaninie. Obok oparł pogrzebacz i wyszedł z jadalni znikając w ciemności panującej na schodach prowadzących do kuchni. W komnacie oprócz Meghary pozostał Lazar, który patrzył naprzemiennie to na ojca, to na matkę, ignorując obecność młodszej siostry.

Pan domu podszedł do drzwi jadalni, zatrzasnął je i przekręcił klucz w zamku, chowając go do kieszeni kamizelki, w którą był ubrany. Następnie zbliżył się do barku, który wbudowany był w zabytkową szafę z twardego dębowego drewna, wyjął dwa kieliszki i napełnił je mocną nalewką z owoców eyurda1, którą produkowano w sąsiednim księstwie, a która była jednym z rarytasów w stolicy. Odwrócił się do Meghary i podał jej wypełniony płynem kielich. Dziewczyna niechętnie przyjęła ten dar, licząc, że alkohol ukoi nieco jej zdenerwowanie. Skrzywiła się wierutnie, gdy upiła cierpkiego płynu.

Książę wychylił nalewkę jednym haustem, opróżniając tym samym kieliszek do cna i przez chwilę się mu przyglądał, skupiając na nim całą swoją uwagę. Po dłuższej chwili spojrzał na trzy osoby siedzące, niemal sztywno, na krzesłach. Zamachnął się, a kieliszek z ciężkiego kryształu pomknął w stronę ściany koło drzwi. Komnatę wypełnił dźwięk pękającego tworzywa, a zaraz potem dało się słyszeć ciche łkanie Tiffany, która usiłowała zasłonić usta rąbkiem sukni.

Czego ryczysz, głupia! Ryknął nagle rozsierdzony Vicar. Sama tego chciałaś! Meghara nie wytrzymała i z głośnym skrzypieniem odsunęła krzesło od stołu, wstała, po czym szybko podeszła do ojca.

— Papo! — Zwróciła na siebie jego uwagę. — Możesz nam w końcu wyjaśnić, co tu się dzieje? – Twarz Vicara na moment wydawała się złagodnieć, jednak zaraz powróciła na nią dzika furia, nad którą starał się panować podczas wieczerzy. Czemu tak traktujesz matkę? Co takiego uczyniła, że jesteś tak wściekły? dopytywała.

Jeszcze się pytasz? Igris niczego Ci nie powiedziała? Ojciec wpatrywał się w nią przez chwilę zdezorientowany. Vicar wskazał na swoją żonę, kulącą się i łkającą na szerokim krześle. Meghara była niemal pewna, że żadna osoba z zewnątrz nie poznałaby w niej teraz wytwornej damy, za jaką starała się uchodzić w towarzystwie. Ta — przerwał — kobieta diuk splunął na podłogę zdradziła nie tylko mnie, ale ciebie, Ellę, Tiarę, czy choćby cały nasz ród, ale też całe nasze królestwo! Vicar drżał, wykrzykując kolejne słowa do swojej córki. Na jego skroni pojawiła się szybko pulsująca żyła. — Sypiała z naszymi wrogami, o czym dowiedziałem się niedawno, a na domiar złego, ma nieślubnego syna — przerwał ponownie, by wziąć głęboki oddech — z własnym bratem — dokończył.

Twarz mężczyzny przybierała ferie barw od jasnoróżowej czerwieni wstydu, po ciemny burgund złości, a oczy biegały rozszalałe, usiłując skupić uwagę na czymś innym niż córka, żona lub co gorsza – syn.

Matko, to prawda? Głos Meghary załamał się. — Mamy brata? — Nagle cały strach z niej wyparował, a na jego miejsce wstąpiło niedowierzanie i rozpacz. Dziewczyna wiedziała, że od pewnego czasu jej matka była inna, jakby obca. Kiedyś nie podniosłaby na nią ręki, ale dzisiejszego dnia całe wyobrażenie jej matki wydawało się kruszyć kawałek po kawałku.

— I siostrę — wymruczał Tiffany — ale to już dzieło waszego ojca i pokojowej.

Kłamiesz! Wyrwał się z niemego letargu Lazar. Z chrobotem wstał z krzesła, na którym do tej pory siedział. Matka nigdy nie zrobiła by czegoś tak okropnego! Pamiętasz tamten wieczór? Pamiętasz, jak nakryłem cię i tę młodą służącą, ojcze? Kolejną twoją kochankę? W siostrę uwierzę, ale w kazirodczego brata? Nigdy. To jakiś nonsens! — Głos Lazara był pełen bólu i nienawiści skierowanej do ojca.

Chłopak nienawidził ojca, zawsze popierał ukochaną matkę we wszystkich działaniach, jakie te przedsięwzięła. Lazar zaciskał szczękę, tak mocno, że jego zęby aż trzeszczały, dłonie natomiast powziął w ciasne pięści, które gotowe były atakować z godnym podziwu zapałem. Jego kłykcie całkowicie straciły kolor, a oczy zacisnęły się w ciasne szparki, ciskając gromy w stronę Vicara.

Matka nigdy nie zniżyłaby się do twojego poziomu. Potworze! Wykrzykiwał wciąż Lazar.

Diuk stał niewzruszony, zupełnie nie przejmując się chłopakiem, który gotów był go zabić, za to, jak znieważył jego matkę. Nim Meghara się obejrzała, jej ojciec został powalony na ziemię przygnieciony ciężarem ciała Lazara, który zaczął go okładać pięściami z dziką furią. Meghara stała zszokowana, nie wiedząc co ze sobą zrobić i przyglądała się bójce, która miała miejsce na podłodze. Zasłaniający dłońmi twarz Vicar, pochwycił syna za nadgarstki, czym zatrzymał cios chłopaka. Lazar nie miał szans ze wciąż świetnie walczącym i silniejszym od niego ojcem. Starcie przerwał mężczyzna o stopionej twarzy, który wyłonił się z zacienionego portalu i pochwycił chłopaka pod ramionami ściągając go z pana domu. Mimo silnego chwytu, Lazar szarpał się, usiłując uwolnić choć jedną rękę.

Zostaw mojego syna! Krzyknęła Tiffany, która korzystając z zamieszania, wyswobodziła się z łańcuchów, którymi była przywiązana. Diuczessa rzuciła się na swojego męża, który w normalnych okolicznościach górował nad nią dwukrotnie, porywając ze sobą świecznik, którym wymierzyła w czaszkę mężczyzny.
Meghara wiedziała, że mało kto ma szansę z jej zaprawionym w bojach ojcem, nie spodziewała się, jednak że matka, bądź też Lazar będą tak głupi, aby atakować rosłego mężczyznę, który mimo upływu lat dalej pozostawał w dobrej formie. Vicar zatrzymał cios wymierzony przez małżonkę i wytracił z jej rąk lichtarz, który padł na posadzkę u stóp ich córki.

Szarpiący się Lazar zwrócił ponownie ich uwagę na siebie, gdy ugryzł mężczyznę w dłoń którą trzymał chłopaka. Sługus ojca puścił chłopaka odruchowo, ale równie szybko wymierzył cios nogą, prosto w jego kręgosłup, który zachrzęścił złowieszczo. Lazar padł na ziemię i mimo chęci, nie mógł się podnieść do pionu.

Wtedy, z tego samego wejścia, w którym wcześniej zniknął sługus wyłonił się, niczym zjawa kolejny mężczyzna. Meghara, która spojrzała w tamtym kierunku, miała wrażenie, że widzi najprawdziwszego demona. Pod ostro zwieńczonym łukiem drzwiowym, stała doskonała kopia jej starszego brata. Vicar, którego twarz i koszulę zdobiła świeża krew, spojrzał na wejście i uśmiechnął się szyderczo. Jego oczy zmieniły nagle wyraz, gdy pojawił się w nich błysk satysfakcji. Krew z twarzy Tiffany i Meghary odpłynęła, sprawiając, że skóra kobiet stała się wręcz dramatycznie blada, co podkreślały ich ciemne włosy.

No i proszę, zjawiła się gwiazda wieczoru! Wykrzyknął rozradowany diuk, wstając z podłogi. Podszedł do chłopaka, wymijając stół, po czym objął go prawą ręką i przycisnął do siebie nieco zbyt mocno. Aaronie, poznaj swojego brata bliźniaka Lazara i młodszą siostrę Megharę! Lazarze, Megharo, poznajcie proszę Aarona, waszego brata, który jest jednym z licznych owoców romansów waszej puszczalskiej matki! — oznajmił.

Szok wymalowany na twarzy zebranych jedynie się pogłębił. Lazar, wciąż leżąc na ziemi wykonał znak ochrony, a Meghara stała zdumiona wpatrując się w młodzieńca, Vicara oraz tajemniczego mężczyznę, który ował nad Lazarem.

Co? Nie cieszycie się? Uśmiech, który pojawił się na twarzy szlachcica, był przepełniony jadem. Dziewczyna nigdy nie widziała swojego ojca w takim stanie. Wolała nawet nie wiedzieć, co musiał czuć w chwili, gdy dowiedział się o zdradach żony i kolejnym bliźniaku. Sam rozumiem zaskoczenie Meghary i Lazara, ale twoje droga Tiffany? Nie sądzisz, że powinnaś pamiętać dzieci, które powiłaś? W dodatku z płomiennego romansu z twoim bratem. — Vicar podszedł do stołu, na którym leżał pogrzebacz i poprawił narzędzie, które się obsunęło, aby jego górna cześć znajdowała się w środku płomienia. — No dalej — zwrócił się do chłopaka — przywitaj się z rodzeństwem — rozkazał.

Chłopak pokłonił się i rzekł głębokim, spokojnym głosem:

— Miło mi was poznać. Bracie. Siostro.

Diuk ponownie okrążył stół, tym razem nieśpiesznie. Przyglądając się najważniejszej części rodziny. Swojemu synowi, który leżał na podłodze, swojej żonie, która na zmianę ciskała gromy spojrzeniem i przygryzała wargę, namyślając się co powinna zrobić oraz swojej córce, która jako jedyna w jego mniemaniu miała prawo do wyrażania swojej opinii.

Może jakieś drobne przeprosiny droga żonko? Myślę, że w pełni mi się należą, po tym, jak przyprawiałaś mi rogi z połową naszego skromnego dworu? Hm?

Nie wspomnę już nawet o biednym Aaronie, który ze szczegółami opowiedział mi, jak wygląda życie w biednej wiosce rybackiej, do której go wysłałaś. Vicar obnażył mocno zaciśnięte zęby, gdy zbliżał się do pani domu. Skinął głową, dając znać mężczyźnie odzianemu w czerń, by ten pochwycił ponownie Lazara. Nie było to trudne, gdyż chłopak wciąż znajdował się na chłodniej posadzce. Jednym ruchem obrócił brata Meghary niczym szmacianą lalkę i przygważdżając go do ziemi kolanem, chwycił go za włosy, odciągnął jego głowę w górę i przycisnął mały nóż myśliwski do jego tętnicy. Z ust chłopaka wydobył się głośny jęk, który odbił się echem od ścian komnaty.

Ojcze… Megharę dopiero teraz zaczął opuszczać szok paraliżujący jej ciało. Głos, który wydobył się z jej krtani, brzmiał jak ledwo słyszalny pisk. Vicar nie przejmował się nią w tej chwili, skupiając swój pragnący zemsty umysł na swojej małżonce.

— Jak myślisz Aaronie — ojciec przerwał córce — co powinienem zrobić z żoną, która się zhańbiła i urodziła bratu dzieci? — zapytał pochylając się nad żoną i dysząc jej prosto w twarz. Stojący pod ścianą chłopak przyjrzał się arystokratą obojętnie.

— Powinieneś ją napiętnować, panie — przerwał — tak, aby nikt jej już więcej nie zechciał w swym łożu — dodał po chwili namysłu.

— Muszę przyznać, że sam o tym pomyślałem. A ty, droga córko? Co powinienem zrobić? — zwrócił się do dziewczyny, która stała zapłakana, dygocząc na całym ciele z bijącym głośno sercem.

— Ojcze, czy nie… — nie dokończyła, gdy przerwał jej Vicar.

— Nie! — krzyknął. — Mów co byś zrobiła!

— Może… Wysłałabym ją do klasztoru — powiedziała, szukając jak najlżejszej kary dla matki.

To jak, Tiffany? Vicar jednej sekundzie znalazł się za kobietą. Małżonek, trzymając diuczessę za włosy, popchnął ją na stół pełen zastawy, która pod jej ciężarem popękała, przebijając ubranie i wbijając się w jej ciało. Przygwoździł ją do mebla z całej siły, sprawiając, że ten niebezpiecznie zatrzeszczał pod ich ciężarem. Jednym ruchem ręki diuk zerwał z niej część sukni, ukazując nagą skórę brzucha kobiety, po czym pochwycił rozgrzany do czerwoności pogrzebacz, który podał mu mężczyzna ze stopioną twarzą i przycisnął końcówkę do skóry Tiffany, której dziki wrzask wypełnił komnatę mieszając się z szaleńczym rechotem Vicara. Księżna miotała się na wszystkie strony, starając się zrzucić z siebie męża i oderwać rozgrzany do czerwoności metal.

Do akompaniamentu wrzasków dołączył głośny syk topiącej się skóry, a jadalnię wypełniła wdzierająca się do nozdrzy woń spalenizny. Megharze zebrało się na wymioty, gdy tylko poczuła obrzydliwy zapach. Vicar oderwał pogrzebacz, zrywając znacznych rozmiarów płat stopionej tkanki od mięśni kobiety, a na jego twarzy zatańczył szeroki uśmiech pełen przerażającej satysfakcji. Zbliżył twarz do prawego ucha kobiety.

Chętnie wypaliłbym znacznie większą powierzchnię twojego ciała, ale nie chcemy chyba zniszczyć przyjęcia naszej córeczce, przez twoją nieobecność, prawda najdroższa? – Wyszeptał do ucha zapłakanej Tiffany, którą sparaliżowało przerażenie i ból. Z jej gardła co rusz wydobywał się jęk, który starał się stłumić, zaciskając usta.

W tym samy momencie mężczyzna w czerni wbił mocniej nóż w szyję Lazara, z której popłynęła stróżka, gorącej, ciemnej krwi. Nie wyciągając noża, przeciągnął nim wzdłuż gardła młodzieńca, sprawiając, że na posadzkę trysnęła fala gorącej krwi, która rozlała się, dosięgając rąbka spódnicy jego siostry.

Z ust Meghary wyrwał się ryk, którego nie była w stanie powstrzymać, a po jej policzkach potoczyły się ogromne, słone łzy. Nogi zaczęły jej drżeć, by już po kilku sekundach załamać się pod ciężarem jej ciała i targających nią w tej chwili emocji. Zawirowania w jej głowie powróciły ze zdwojoną siłą, zaś zawartość żołądka znalazła się na podłodze. Wzrok dziewczyny automatycznie skierował się na Lazara, w którego oczach gasło wątłe światełko nadziei. Dama poczuła jak w górę jej gardła, wędruje druga fala wymiotów, która wkrótce także znalazła się na podłodze.

Vicar puścił swoją żonę, która mimo cierpienia wymalowanego na twarzy i ustami zastygniętymi w niemym krzyku, ześlizgnęła się ostrożnie na podłogę. Książę spojrzał na Aarona i przyjrzał mu się uważnie. Obcy dla Meghary młodzieniec, opierał się o framugę, uśmiechając się przy tym szyderczo, jakby scena przed nim była czymś zupełnie normalnym. Widok okrucieństwa, jakiego zaznała Tiffany i odrętwienie brata bliźniaka, wydawała się mu najmilszym w życiu obrazkiem.

Uwaga Vicara wróciła po chwili do jego żony, która zaciskając zęby i powieki, starała się doczołgać do syna. Mężczyzna, widząc zakrwawione plecy małżonki, przycisnął ją butem do podłogi, aby nie mogła mu uciec. Szkła w wyniku nacisku wbiły się głębiej w ciało arystokratki, a z jej ust wydobył się ogłuszający wręcz wrzask. Vicar pochylił się nad kobietą i chwycił ją za włosy, odciągając jej głowę do tyłu, by patrzyła wprost na jego wykrzywioną uśmiechem twarz.

Pamiętaj, że to dopiero początek twoich męk. Po czym złożył na jej ustach długi pocałunek, zakończony głośnym splunięciem żony wprost na jego twarz.

Diuk wyprostował się i otarł ślinę, spływającą po jego twarzy rękawem zakrwawionej koszuli. Zdjął nogę z pleców żony i robiąc mocny zamach, uderzył z całej siły w bok kobiety, wyrywając tym z jej płuc resztkę powietrza. Przed oczami Tiffany zatańczyły mroczki, doprowadzając do utraty przytomności, leżąc na podłodze, z twarzą i włosami ubrudzonymi własną krwią.

Vicar rzucił ostentacyjne spojrzenie na scenę, jaka miała miejsce w jadalni, by bez słowa odblokować drzwi i opuścić pomieszczenie. Zaraz za nim wyszedł Aaron, rzucając ostatencyjne spojrzenie Megharze.

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 367
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!