“𝓨𝓮𝓪𝓱, 𝔂𝓸𝓾𝓻 𝓶𝓸𝓽𝓱𝓮𝓻’𝓼 𝓮𝔂𝓮𝓼”

Note: Uwaga! Wszystkie postacie, większość zdarzeń i świat przedstawiony należą do J.K.Rowling! Nie posiadam ich, ani nie czerpię żadnych korzyści materialnych z ich udostępniania!


 

Lily Evans od urodzenia była wyjątkową dziewczynką.

   Mając zaledwie rok, umiała sprawić, by przyleciał do niej ulubiony pluszowy miś z drugiej strony pokoiku. Albo w wieku siedmiu lat, kiedy pomagała nakrywać do stołu matce, spadła ze stołka, a talerze, które powinny zlecieć jej na głowę, zaczęły lewitować w powietrzu.

   Tak, zdecydowanie była niesamowitym dzieckiem. Życzliwym, pomocnym, widzącym we wszystkich dobro, z tą swoją burzą marchewkowo-rudych włosów, zadartym noskiem i oczami w kształcie dużych migdałów, błyszczących niczym dwa szmaragdy.

   Wszystko zaczęło się wyjaśniać, gdy miała osiem lat, a na plac zabaw, na którym przebywała ze swoją siostrą Petunią, przyszedł czarnowłosy chłopiec, z tej samej barwy oczami i dziwnie za dużymi, trochę po miętolonymi ubraniami. Bardzo tajemniczy, zagadkowy i interesujący chłopiec.

   Jak się później okazało, ów chłopiec, Severus Snape, tak samo wyjątkowy pod względem mocy, jak Ona, był czarodziejem. A Ona czarownicą. Najpierw obronnie pojawiła się uraza. Później niedowierzanie, stopniowe zrozumienie, ciekawość.

   W końcu spotkali się po raz pierwszy. Pod wierzbą niedaleko ich domów w małym miasteczku, Cokeworth. Nie minęło dużo czasu, aż oboje się zaprzyjaźnili. Severus opowiadał Lily o Świecie Magii, a Ona zadawała coraz więcej pytań kłębiących się w jej głowie.

   Wreszcie nastąpił wyczekiwany 1 września 1971 roku. Pełni radości przybyli na Peron 9 3/4, gotowi wyruszyć w magiczną podróż. Kolejna w ostatnim czasie kłótnia z siostrą, wychodzące z ust Petunii “dziwoląg” godzące jedenastolatkę w serce niczym sztylet i wyruszenie pociągu.

   To niezwykłe, jak jedna osoba może sprawić, że nasz humor ulega drastycznej, negatywnej zmianie, prawda?

   Po dojeździe na miejsce i przepłynięciu łódkami przez jezioro czekała ich Ceremonia Przydziału. Po pieśni Tiary, Profesor McGonnagall wyczytała uczniów z listy, a ci siadali na stołku z magicznym kapeluszem na głowie, który po chwili wykrzykiwał nazwę jednego z czterech domów: Slytherinu, Ravenclawu, Hufflepuffu i Gryffindoru. “Black, Syriusz” już dostał się do Gryffindoru.

– Evans, Lily! – wyczytała w końcu Profesorka.

Na chwiejnych nogach Evansówna podeszła do stołka i na nim usiadła. Tiara ledwo dotknęła jej rudych włosów, aż wykrzyknęła “GRYFFINDOR!”. Dziewczynka uśmiechnęła się delikatnie, kierując się do stołu nowego domu. Po chwili “Lupin, Remus”, “McKinnon, Marlena”, “Meadowes, Dorcas”, “Petegrew, Peter” i “Potter, James” zostali również nowymi Gryfonami – od owych chłopców, w szczególności Pottera i Blacka, trzymała się z dala, kojarząc ich z pociągu, a z dwoma dziewczynami powoli nawiązywała wspólny język. Czekała teraz tylko na jedną osobę. W końcu, będąc blisko końca Ceremonii, usłyszała.

– Snape, Severus! – jednak nim czapka dotknęła dobrze jego włosów, wrzasnęła “SLYTHERIN!”. Przyjaciele wysłali sobie nieco smutne spojrzenia, po czym, gdy jedzenie pojawiło się na stołach, zaczęli jeść.

***

Lily Evans była również niezwykłą czarownicą.

   Od pierwszego dnia w nowej szkole zdobywała świetne, często najlepsze, oceny z wielu przedmiotów, w szczególności Eliksirów, a dzięki niej Gryfoni dostali wiele punktów. Ktokolwiek potrzebował naukowej pomocy, mógł ją od niej otrzymać. Mimo różnych Domów nie przerwała przyjaźni z Ślizgonem. We dwoje byli w czołówce na zajęciach Eliksirów, zostali zaproszeni na spotkania Klubu Ślimaka organizowane przez Profesora Slughorna. Na piątym roku mogła się też pochwalić tytułem Prefekta, a na siódmym – Prefekta Naczelnego. Talent magiczny pomógł jej i wielu innym osobom w wielu sytuacjach.

***

W Lily Evans zakochał się Huncwot, James Potter.

   Chłopak irytował ją od momentu, gdy spotkali się w pociągu, gdzie razem z Syriuszem Blackiem zaczęli wyśmiewać się z jej najlepszego przyjaciela, Severusa Snape’a, nazywając go “Wycierusem” lub “Smarkerusem”. Dla niej obaj psotnicy – chociaż z podkreśleniem Pottera – byli aroganckimi, zadufanymi w sobie, egoistycznymi kretynami, znęcającymi się nad innymi i nie miała pojęcia, co widzą w nich inne dziewczyny, które należały do “fanklubów” dwóch Gryfonów.

   Gdzieś na początku czwartego roku zaczął za nią biegać z tym swoim strasznie wkurzającym “Evans, umówisz się ze mną?”, za które miała ochotę mu przetrzepać ten napuszony łeb. Myślał, że skoro był znakomitym graczem w Quidditcha; miał dużo pieniędzy; czochrał sobie włosy, by wyglądał, jakby dopiero zszedł z miotły i robił wszystkim żarty (przede wszystkim Severusowi i jej), to ona poleci na taki tekst?

“Nie, nigdy się z nim nie umówię. Może sobie z Blackiem zakłady nawet robić, ale się nie zgodzę” postanowiła.

***

Lily Evans straciła przyjaciela.

   To był najgorszy dzień w jej dotychczasowym życiu. Na końcu piątego roku po napisaniu SUMÓW z Obrony Przed Czarną Magią, tak jak inni piątoroczni wyszła na Błonia. To, co tam ujrzała przy drzewie Huncwotów, sprawiło, że aż krew w niej zawrzała. Severus wisiał głową w dół, a wokół niego stali wyżej wymienieni psotnicy, śmiejąc się, jakby to było zabawne.

– ZOSTAWCIE GO! – wrzasnęła wściekle. – ZOSTAWCIE GO W KOŃCU W SPOKOJU! CO ON WAM ZROBIŁ?!

– Wiesz, Evans – powiedział James z głupim uśmieszkiem na twarzy. – To raczej kwestia tego, że istnieje, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi.

   Nadszedł moment, gdy miała ochotę pięścią zetrzeć mu ten durnowaty uśmiech z twarzy, jednak ostatnimi siły powstrzymała się. Wciąż broniła Ślizgona, chcąc, by się od niego odczepili, ale jedyne, z czym się spotkała, to ignorancja.

– Myślisz, że jesteś zabawny – powiedziała zimno. – Ale jesteś tylko aroganckim, znęcającym się nad innymi szmaciarzem, Potter. Zostaw go w spokoju.

– Zostawię, jeśli umówisz się ze mną, Evans – odparł szybko James. – No dalej, umów się ze mną i nigdy więcej nie położę różdżki na starym Severku.

   Za jego plecami Zaklęcie Unieruchamiające przestawało działać. Snape cal po calu ruszył, czołgając się w kierunku swojej różdżki, wypluwając kłęby mydlanej piany.

– Nie umówiłabym się z tobą nawet wtedy, gdybym musiała wybierać między tobą a wielkim pająkiem – oświadczyła.

– No to pech – powiedział rześko Syriusz i odwrócił się z powrotem do Snape’a – OJ!

   Dalej wszystko potoczyło się szybko. Severus rzucił zaklęcie na Jamesa, chociaż niedługo potem znowu wisiał w powietrzu. Wielu widzów zaczęło klaskać. Syriusz, James i Glizdogon ryknęli śmiechem. Kilka razy jeszcze męczyli Ślizgona różnymi zaklęciami, aż wreszcie przestali.

– Masz szczęście, że była tu Evans, Smarkerusie…

– Nie potrzebuję pomocy tej małej, brudnej szlamy! – krzyknął Ślizgon.

   Świat jakby się zatrzymał. Ukłucie zdrady, bólu, rozdzierało jej serce, jakby ktoś wbił w nie nóż i go przekręcił. Warknęła jeszcze do Snape’a – tak, Snape’a, nie Seva – i Pottera parę słów, po czym odeszła w kierunku zamku.

   Chłopak przepraszał ją jeszcze wiele razy, ale za żadnym z nich nie potrafiła mu przebaczyć. Stali po przeciwnej stronie barykady. A zdrada i utrata przyjaciela bolały zbyt mocno…

Mówił, że jej status krwi nie ma znaczenia. Obiecał jej to lata temu i co roku powtarzał. Kłamał…

***

Lily Evans zakochała się w Jamesie Potterze.

   Zaczęło się na początku siódmego roku, kiedy oboje zostali Prefektami Naczelnymi. Już pierwszego dnia szkoły mogła zauważyć, że nieco wydoroślał. Jasne, dalej robił kawały, ale nie tak często oraz nie takie głupie lub nieodpowiedzialne, co wcześniej.

   Sama nie wiedziała, jak dokładnie do tego doszło. Dziewczyny polubiły Huncwotów i zaczęły często przebywać w ich towarzystwie, a co za tym idzie, ona także. Coraz częściej śmiała się z żartów opowiadanych przez Syriusza. Potter nawet zaproponował jej przyjaźń. Oczywiście, nie była pewna co do niej, ale w końcu ją przyjęła, stawiając jeden warunek.

– Już nigdy nie będziesz się za mną uganiał z tym swoim “Evans, umówisz się ze mną?” – powiedziała mu wtedy, na co on się zgodził.

   Po latach nie żałowała owej zgody. Czarnowłosy był zabawny, przystojny – nigdy nie sądziła, że to przyzna – potrafił poprawić jej humor. Dziewczyny – to znaczy, Alice, Marlene, Mary i Dorcas – mimo jej sprzeciwu, shipowały ją z nim, gdy przebywały w zaciszu swojego dormitorium (dopiero później dowiedziała się, że Huncwoci robili to samo w wypadku Jamesa). Ona na to zawsze patrzyła na nie spod byka, rumieniąc się niesamowicie, co tylko podsycało ekscytację współlokatorek.

   Jednak w Mikołajki już zdecydowanie przesadziły. Powiedziały jej, że James czekał na nią w pustej sali od transmutacji, by porozmawiać – Potterowi Huncwoci powiedzieli to samo, tyle że o niej. Gdy oboje do niej weszli, przyjaciele zabrali im różdżki prostym Accio i zatrzasnęli drzwi. Siedzieli tak w tamtej sali przez… Dwie godziny? Coś koło tego. Po wyjściu ochrzaniła sprawców, jednak James wciąż uśmiechał się, zadowolony.

***

Lily Evans zmieniła się w Lily Potter.

   Parą zostali w okolicach Świąt. Ich związek rozwijał się świetnie. Po ukończeniu szkoły, w trakcie wakacji, Potter oświadczył się jej. Tak, zrobił to. Odpoczywali na pełnej kwiatów łące w miasteczku niedaleko mugolskiego Londynu. Pamiętała, jak w pewnym momencie Huncwot uklęknął przed nią na jedno kolano i wyznawszy jej miłość, zapytał, czy za niego wyjdzie.

   W dłoniach trzymał malutkie pudełeczko ze srebrnym pierścionkiem z małym szmaragdem. Rzuciła mu się wtedy na szyję, z płaczem krzycząc “Tak!”. W listopadzie się pobrali. Z powodu wojny wesele było kameralne. Nie mogli wyprawić hucznego, bo byli znanymi członkami Zakonu Feniksa i Voldemort mógłby zaatakować w każdej chwili. Zaprosili Huncwotów, Marlene, Alice, Państwo Evans, Państwo Potter, Profesor McGonnagall i Dumbledore’a, który odprawiał ceremonię.

***

Lily Potter została matką.

   W październiku 1979 zaszła w ciążę z synkiem, Harrym. Jako ojca chrzestnego chłopca Potterowie mianowali Łapę. Bardzo entuzjastycznie przyjęli tę wiadomość. Radość opadła nieco, gdy Dumbledore poinformował ich o wygłoszonej przepowiedni mówiącej o “chłopcu narodzonym pod koniec lipca” – a termin narodzin małego Pottera przypadał akurat na końcówkę lipca 1980 roku. Ukryli się więc pod Zaklęciem Fideliusa w swoim domu w Dolinie Godryka. Początkowo Strażnikiem miał zostać Syriusz, lecz na jego prośbę zmienili go na Petera. 

Nie wiedzieli wtedy, że skazują się na zagładę…

   Harry przyszedł na świat 31 lipca 1980 roku. Miał na głowie kępkę kruczoczarnych włosków po ojcu i szmaragdowozielone oczy po matce. Rodzice pokochali go od razu, jak go tylko zobaczyli, pragnąc być przy nim w najważniejszych momentach jego życia.

***

Lily Potter poświęciła się dla swojego syna.

   Przeżywali zwykły, jesienny wieczór, drugą Noc Duchów ich syna. Wciąż pewni, że są bezpieczni. Nagle drzwi wejściowe się otworzyły, a w nich stanął ON. Przerażona, wzięła syna na ręce.

– Lily, zabierz Harry’ego i uciekaj! To on! Uciekaj! Biegnij! Ja go zatrzymam… – krzyknął James.

   W jednej chwili patrzyła ze smutkiem na męża, oboje równocześnie wyszeptali “Kocham cię. Żegnaj”, a w następnej biegła już po schodach ze zdezorientowanych Harrym na rękach. Wbiegła szybko do sypialni najmłodszego z nich, zatrzaskując drzwi i rozpaczliwie barykadując je pudłami. Potem popatrzyła w zielone oczy jedynego dziecka.

– Harry, mamusia cię kocha. Tatuś cię kocha. Harry, bądź silny. Bądź dzielny – z dołu usłyszała inkantację Zaklęcia Uśmiercającego, a cały dom wypełniło zielone światło. Kobieta wrzasnęła rozpaczliwie, kiedy o podłogę w salonie uderzyło jakieś ciało.

“On umarł.. James nie żyje…” dudniło w jej umyśle.

   Kroki się zbliżały, a jej serce zaczęło walić coraz szybciej. Mocniej przytuliła piętnastomiesięcznego chłopca, czekając na mordercę jej męża. Rozległ się huk, drzwi wyleciały z zawiasów, a meble rozleciały się po całym pokoiku. Na jego widok położyła dziecko do łóżeczka i rozłożyła ramiona szeroko, pragnąc, tylko by zabił ją, zamiast jej jedynej pociechy, zamiast jej Harry’ego…

– Nie, nie Harry, tylko nie Harry!

– Odsuń się głupia dziewczyno… Odsuń się, już…

– Nie Harry, proszę nie, zabij mnie zamiast niego…

– To moje ostatnie ostrzeżenie…

– Nie Harry! Proszę… Miej litość… Miej litość… Tylko nie Harry! Proszę, zrobię wszystko! – ciągle błagała, choć szanse miała marne.

– Odsuń się, odsuń się, dziewczyno… – po tych słowach Voldemort stracił cierpliwość. Zielone światło oświetliło pokój i upadła bez życia na podłogę, jak jej mąż.

   Nagle przestała czuć, widzieć, słyszeć. Wszystko zniknęło jak – tym razem niestety dosłownie – za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Widziała tylko ciemność, do czasu, gdy obraz rozświetlił się, a ona wskoczyła z płaczem w ramiona męża.

   Nie widzieli więc już, jak na ziemi Voldemort celuje różdżką w ich jedyne dziecko. Jak chłopiec – pozbywając się mylnego przeczucia, że człowiek w pelerynie to ojciec, który zacznie wyczarowywać kolorowe światełka, a matka wstanie z podłogi i będzie się śmiać – zaczyna płakać głośno, wyciągając małe rączki w kierunku zmarłej tragicznie matki.

Jak Avada Kedavra odbija się od jego czółka, dzięki matczynej miłości zostawiając na nim bliznę w kształcie błyskawicy, bliznę na całe życie. Jak ich syn, ich jedyny, malutki synek zyskuje życie, które wcale nie powinno wyglądać tak, jak będzie wyglądać. Jak często będzie się mu mówiło “wykapany ojciec, ale oczy masz… Tak, oczy twojej matki“.

***

Lily Potter stała się Bohaterką.

Od tamtego dnia, od tragicznej śmierci Potterów mija już 39 lat. Mimo początkowych trudności Lily i James zeszli się, chociaż ich charaktery były tak odmienne, jak ogień i woda. Ukazując prawdziwą, gryfońską odwagę, poświęcili się, mimo zaledwie dwudziestu jeden lat oddali życie za swoje jedyne dziecko. Ich czyn pokazuje nam, jak wiele rodzic jest w stanie zrobić dla dobra ukochanego dziecka. W podzięce im, że ochronili naszego – już byłoby 40-letniego – Harry’ego Pottera, wznieśmy różdżki. Wznieśmy różdżki za wspaniałe dzieci, wspaniałych przyjaciół, rodziców, jakimi byli. Wznieśmy różdżki za tych, którzy przyczynili się do klęski Voldemorta i którzy żyją z nami w sercach.

ZA POTTERÓW!

/*

 


Mój pierwszy w życiu One Shot. Co o nim sądzicie? Mam ogromną nadzieję, że się Wam spodobał. Starałam się streścić w nim historię Lily Evans-Potter z mojej perspektywy, jak wyglądała według mnie. Niektóre fragmenty zostały skopiowane – całościowo lub fragmentami – z książki “Harry Potter i Insygnia Śmierci”, część pisałam samodzielnie, ale występowały w serii, a jeszcze inne stworzyłam w stu procentach sama.

Pamiętajcie, to tylko moja wersja zdarzeń. JK.Rowling nie przedstawiła nam historii Lily jakoś wybitnie mocno ani początków jej związku z Jamesem, więc osobiście postanowiłam dodać mój punkt widzenia.

Note: One Shota i resztę mojej twórczości możecie znaleźć na stronie www.wattpad.com. Większość prac zostało udostępnionych tam, chociaż będę starała się część z nich przenieść również tutaj.

Opublikowano
Odsłon 708
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!