Pogłaskałem psa po głowie //gerita

Gdy Go poznałem nie wydawał się godny uwagi. Słaby, tchórzliwy, przygłupi. A jednak; teraz wiem, jak bardzo się myliłem. Poznając Go dzień po dniu coraz lepiej zdawałem sobie sprawę, ile to spotkanie mi dało. Nigdy nie miałem przyjaciół, byłem przyzwyczajony do nienawiści. A On dał mi TO poczuć. Poczuć, jak to jest być lubianym, chociaż trochę. Dał mi szczęście, tylko z Nim jestem w stanie szczerze się uśmiechnąć.

Cieszy mnie jego śmiech. Teraz też, gdy razem spoglądamy na mokrą od deszczu szybę. Śmieje się, bo krople zdobiące okno ułożyły się w kształt pasty. Ja też się śmieję.

Spojrzałem Mu w oczy. W brzuchu poczułem przysłowiowe motyle, policzki mnie zaswędziały. Czekał, aż coś powiem. Szlag by to… Chciałem Mu TO powiedzieć, ale miałem nadzieję, że nie będę miał okazji. Nie chcę niszczyć naszej relacji.

Jestem w kropce. Nie mam pewności, co do mnie czuje, ale nie mam już siły tego w sobie trzymać.

Złapałem Go lekko za rękę, na co On zareagował rumieńcem i spojrzeniem mi w oczy. Myślałem, że serce wyskoczy mi z piersi.

Teraz albo nigdy.

– Włochy… jest coś, co chciałbym Ci powiedzieć… – czułem, że płonę. – Ale jeśli… nie czujesz tego samego, zrozumiem.

Przerwałem, by mógł odpowiedzieć.

– Nie krępuj się! – posłał mi szeroki uśmiech, który tak uwielbiam.

Przełknąłem slinę.

– Włochy… – na chwilę zabrakło mi języka, spuściłem wzrok na podłogę – Włochy… Kocham cię.

Czułem się niezręcznie, szczególnie, gdy On nic nie mówił. Wiedziałem, że na mnie patrzy, postanowiłem więc zaryzykować. Spojrzałem na Niego. I co zastałem? Usta wygięte w dziwny sposób, jakby się czegoś przestraszył, drgające ręce i wykrzywiony loczek.

Już znałem jego odpowiedź.

– C-co? – rzekł łamiącym się głosem.

– To, co słyszałeś. Kocham cię.

Włoch zakrył twarz dłońmi. Po chwili jednak znów na mnie spojrzał.

– Ty tak serio? – zaśmiał się nerwowo – Jeśli miał to był żart, to wybacz… Nie spodziewałem się, bo nie jesteś typem żartownisia…

– Tak, serio… – szepnąłem.

Włoch spiął się. Przypatrywałem Mu się uważnie i ścisnąłem Jego dłoń, by zapewnić Go, że jestem śmiertelnie szczery.

– J-ja przepraszam… ale… jesteś dla mnie tylko przyjacielem…

Poczułem łzy pod powiekami. Wyglupiłem się. Przecież dobrze wiedziałem, że tak będzie. Jakim trzeba być idiotą, aby wyznać miłość drugiemu mężczyźnie, który wciąż ugania się za “uroczymi panienkami”?

– Nie… to ja przepraszam. Proszę, zapomnij o tym.

Wstałem z krzesła i udałem się do mojego pokoju na piętrze zostawiając Włochy samego. Gdy doszedłem, gdzie miałem dojść, zamknąłem drzwi i usiadłem na łóżku popierając łokcie na kolanach. Chwilę później moje policzki były już całe mokre, a ja starałem się powstrzymać jakikolwiek jęk. Bolało mnie to okropnie. Nie, żebym spodziewał się pozytywnej odpowiedzi, ale i tak. Teraz to już doszczętnie zepsułem sobie życie. Nie dość, ze jedyna osoba, która mnie lubiła będzie się czuć niezręcznie w moim towarzystwie, to teraz wiem, że moja pierwsza prawdziwa od setek lat miłość mnie odrzuciła.

Bo, chcąc nie chcąc, pierwszy raz zawsze jest najtrudniejszy.

***

Zawsze, gdy Go widzę na nowo zdaję sobie sprawę z mojego szczęścia.

Do tej pory nie wiedziałem, co znaczy, że ktoś jest dla mnie wyjątkowy. Teraz już wiem. ON jest wyjątkowy.

Jego śmiech wywołuje u mnie radość. Może ja nie potrafię cieszyć się z pasty, w której kształt ułożyły się krople deszczu na szybie. Mimo to, przepełnia mnie przyjemne uczucie. Z samego bycia obok Niego. Dziwi mnie, że tylko tyle wystarczy mi do szczęścia.

Zadrżałem, gdy spojrzał na mnie, oczekując jakichś słów. Może to odpowiednia chwila, by powiedzieć Mu, co czuję?

Nie. Poczekam jeszcze chwilę.

Udałem się do kuchni, by zrobić coś do picia. Nawet nie zauważyłem Włocha, który pognał na mną.

– Ve, Niemcy… mogę taką kawę, jaką ty sobie robisz?

– Nie będzie Ci smakować. Jest gorzka.

– To najwyżej wypijesz po mnie! – zaśmiał się.

Picie po Nim przypominało mi trochę pośredni pocałunek, więc się zgodziłem. Kilka chwil później znów siedzieliśmy w salonie z ów napojem.

– I jak? – zapytałem, gdy wziął pierwszy łyk.

– Ve… – skrzywił się – Taka nie za bardzo…

– A nie mówiłem? – uniosłem z rozbawieniem brew.

– Ve… To wypijesz? – podsunął kubek pod mój. Przytaknąłem.

Brunet wstał, zapewne po to, by nalać sobie soku lub wody. Gdy przechodził obok nie wytrzymałem i złapałem Jego dłoń. Spojrzał na mnie zdziwiony. Moje serce z nerwów zaczęło bić tak mocno, że z łatwością przybiłoby gwóźdź do ściany.

– Czy… – zacząłem niepewnie – … jest ktoś, kogo lubisz bardziej od innych?

Zaśmiał się.

– Tak. A ty masz kogoś takiego?

Podniosłem się z siadu nie puszczając Jego ręki. Zapatrzyłem się w Jego oczy, które wyjątkowo postanowił otworzyć. Widziałem wiele ładnych rzeczy, ale te brązowe tęczówki zawsze robiły na mnie największe wrażenie.

Położyłem dłoń na Jego policzku i pogładziłem kciukiem Jego usta. Od razu spalił buraka, lecz ani drgnął. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, co właśnie zrobiłem i gwałtownie się cofnąłem, wpadając na krzesło.

– Przepraszam! – wyjąkałem patrząc w podłogę. Myślałem, że właśnie popełniłem swój życiowy błąd, gdy Włochy podskoczył do mnie, położył ręce na moich barkach i zmniejszył odległość naszych twarzy do minimum.

– Ve~ – “powiedział”, choć za cholerę nie wiedziałem co to znaczy.

Dobra, skoro On robi takie coś, to ja też powinienem zadziałać. Złapałem Jego policzki i pocałowałem Go. Tak po prostu, tylko złączyłem nasze usta, bez żadnych języczków, ani nic.

To wszystko było dla mnie dziwne i… stało się bardzo szybko. Nigdy bym nie przewidział, że będę w takiej sytuacji. Ale nie mam powodu do narzekań. Moje skryte marzenie się spełniło, powinienem się cieszyć, prawda?

Niestety, los nie chciał, by moja radość trwała długo. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy kilka mrugnięć przeniosło mnie do mojego pokoju. Leżałem na niepościelonym łóżku obok Berlitza, zegarek wskazywał północ. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, co się stało.

Czyli to musiał być sen.

Zebrało mi się na płacz. Jedyna sytuacja, która by mnie ucieszyła okazała się zwykłą marą. A był on tak świadomy, że naprawdę wierzyłem, że mi z nim wyjdzie.

Usiadłem i pogłaskałem psa po głowie, pozwalając łzom na ponowne spłynięcie po mojej twarzy. Czy ja naprawdę nie zasługuję na szczęście?

Autor Nina-san
Opublikowano
Kategorie Hetalia
Odsłon 352
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!