Przeznaczenie – Historia Nieznajomego

Dwie osoby znajdowały się w marmurowej sali. Po jednej stronie potężny mężczyzna, ubrany w ciężką zbroję i skóry. Na szerokich ramionach trzymał olbrzymi, dwuręczny topór. W porównaniu do niego, stojący po przeciwnej stronie sali, młodzieniec wyglądał, co najmniej śmiesznie. Niższy o dwie głowy, drobniejszej budowy, bez zbroi i z jednoręcznym mieczem przy boku. Chłopak nie wygląda, jakby miał mieć jakiekolwiek szanse. 
– W końcu cię znalazłem, podstępny szczurze- rozbrzmiał potężny głos wojownika – Dostatecznie długo plugawiłeś świętą ziemię.
Chłopak milczał.
Oto stoi przed nim Łowca, którego jedynym zadaniem jest wybicie cały jego gatunek. Przez takich jak on, w tak krótkim czasie zginęli wszyscy jego pobratymcy. Wielu z nich oddało życie, aby on mógł przetrwać. Każda rozsądna osoba, uciekłaby daleko stąd, ale on nie jest zwykłą osobą. Jako potomek królewskiego rodu, nie cofnie się przed walką. Pomści swoją rodzinę, choćby miał przypłacić to życiem. Ród Pendaemonium, się nie poddaje.
Właśnie z tą myślą „Ród Pendregonium, się nie poddaje”, wyciągnął miecz.
– Jesteś mniej rozmowny niż inni, ale i tak nie uchroni cię to przed moim ostrzem.
Chłopak milczał. Nie miał zamiaru tak łatwo dać się wciągnąć w te podrzędne gierki. Godziny studiowania taktyk wojennych nauczyły go, że pod wpływem emocji zostało popełnione wiele błędów, na które on nie mógł sobie teraz pozwolić.
Wojownik chwycił mocno topór w obie ręce.
– A więc walczmy! – krzyknął, ruszając w jego stronę.

***

– Synu, bądź dobrym bratem i opowiedz swojej siostrze bajkę na dobranoc.
– Dobrze Ojcze – powiedział chłopiec, wstając sprzed kominka.
Spojrzał na swoich rodziców. Mama wyszywała gobelin rodowy, który miał już niedługo zawinąć w sali tronowej. 
Chyba największym paradoksem jego rodu, było to, że na herbie znajdował się znienawidzony, przez całą jego rasę smok. Szkarłatny smok, na czarnym jak noc tle. Kwestią sporną było to, czy miał być to znak sympatii do smoków, czy akt drwiny, że jedna z najpotężniejszych rodzin demonów, posiada go, jako swój symbol.
Chłopiec kiedyś zapytał o to taty. Odpowiedz, jaką otrzymał, była dla chłopca dość zaskakująca: „Widzisz synu. Smoki budzą strach, my też budzimy strach. Więc dlaczego by nie spotęgować tego strachu?”. 
Ojciec chłopca miał rację. Strach, jaki wzbudzała chorągwią szkarłatnego smoka, nie miał sobie równych. Całe wojska uginały się pod zastępami ich czarnych rycerzy. Chłopiec nie jeden raz widział, jak na dwór przybywa kilku ich przedstawicieli, ubranych w czarne jak noc zbroje, odbijające przerażone twarze wrogów. Ich czarne, jak smoła skrzydła tylko potęgowały napięcie. Wyprostowanym na koniach gwardzistom, zawsze towarzyszył zastęp Black Dogów. Cieniste bestie idealnie pasowały do swoich demonicznych panów.
Chłopiec przeniósł wzrok, na pochylonego nad dokumentami Ojca, który co chwile mruczał coś pod nosem, pocierał swoje lśniące rogi.
Chłopiec bardzo zazdrościł Tacie błyszczących rogów. Niestety nigdy nie doczeka się swoich. To był chyba dla niego największy ból, w byciu pół demonem. Za to po Ojcu odziedziczył czarne jak smoła włosy, wyraziste kości policzkowe, no i oczywiście demoniczny temperament. Od Matki natomiast otrzymał jasną, gładką skórę, oraz intensywnie zielone oczy. Do tej pory nikt nie wie, jakim cudem drogi księżniczki leśnych wróżek i demonicznego Lord zostały przecięte. Jedyną pamiątką z tego wydarzenia, został biały kwiat, schowana pod koszem, pośrodku zamkowych ogrodów.
Chłopiec podszedł do drzwi.
– I pamiętaj Słoneczko – odezwała się kobieta, podnosząc wzrok znad robótki- Żadnych przepowiedni, ani legend.
– Dobrze Matko – odpowiedział chłopiec, opuszczając pokój.

Dopiero gdy kroki syna ucichły, mężczyzna odezwał się mocnym, choć łagodnym głosem.
– Kochanie – zaczął, odrywając wzrok od dokumentów – Nie powinnaś zniechęcać syna, do przekazywania siostrze naszego dziedzictwa.
Kobieta przeniosła wzrok na kominek. Ogień trzaskał przyjaźnie, oświetlając pogrążoną w ciemności komnatę.
– Martwi mnie jego zainteresowanie legendami – powiedziała cicho- Nic dobrego z tego nie wyniknie.
Mężczyzna spojrzał z uśmiechem na kobietę.
– Moja Droga, gdzie się podział twój optymizm? Jeszcze zobaczysz, wyrosną nam wspaniałe dzieci.
Kobieta zacisnęła ręce na tkaninie. Tak bardzo ciążyły jej te słowa, że z trudem potrafiła je wypowiedzieć.
– A jeżeli, będziesz musiał… – mówiła, a do oczu zaczęły napływać jej łzy – Co się stanie z tobą? Co się stanie z dziećmi?
Demon wyprostował się. Dobrze wiedział, o czym mówiła. Nigdy nie poruszali tego tematu przy dzieciach. Bali się, że źle to zniosą. Przyszłość była brutalna, ale i nieunikniona. Przeznaczenia nie da się oszukać. Jeżeli coś ma odejść, odejdzie w ten, czy inny sposób. Demony miały odejść i żadna armia świata, tego nie zmieni.
– Nie pozwolę, żeby tobie, albo dzieciom stało się cos złego.
– Ale, tak sobie myślę, że jeżeli…
– Wszystko będzie dobrze Kwiatuszku. Ashkore, obiecał, że nic złego wam się nie stanie.

Chłopiec przemierzał korytarze zamku z grubą książką w rękach. W ciemnych korytarzach światło dawały tylko niebieskie pochodnie, umieszczone na kamiennych ścianach. Niebieska łuna nadawała korytarzom przerażający wygląd. Rzeźby gargulców martwo wpatrywały się w przechodniów. Podobno czasami można było usłyszeć ich szepty. Według legendy, którą chłopiec znalazł w księgach, miały obudzić się w razie potrzeby i rozszarpać na strzępy, każdego, kto tylko odważy się tknąć właścicieli zamku. Nieważne jak bardzo chłopcu podobała się ta wizja, wiedział, że to tylko legenda, napisana przez jakiegoś przestraszonego gościa. Pomimo wszystko, dawało mu to poczucie bezpieczeństwa, przemierzając zamkowe korytarze.
W końcu dotarł do pokoju siostry. Otworzył powoli drzwi i wszedł do środka.
– Witaj bracie – powiedziała dziewczynka, skacząca wraz z misiem po dużym łóżku z baldachimem.
Siostra bardziej przypominała demona. Miała śliczne, malutkie różki, czarne oczy po ojcu, twarda czerwoną skórę, a na plecach parę malutkich skrzydełek. Jej delikatną twarz otulały lekko kręcone, jasne włosy po mamie.
– Przyszedłeś mi opowiedzieć bajkę? – zapytała, przestając skakać.
Chłopiec usiadł na skraju łózka. Byli tak różni, a jednak płynęła w nich ta sama krew.
– Tak, ale nie zacznę, dopóki ty i “Pan Chaosu”, nie będziecie pod kołderką.
Dziewczyna bez zbędnych namysłów wskoczyła pod kołdrę. Misia natomiast położyła koło siebie, tak, że wystawała mu tylko głowa.
– Gotowe – powiedziała z uśmiechem – Możesz zaczynać.
Chłopak otworzył książkę z bajkami. Mógłby wyrecytować większość z tych bajek na pamięć. Nosił ją ze sobą tylko dlatego, że lubił jej skórzaną okładkę, ozdobioną malunkiem złotego kwiatu, wysadzany kolorowymi kamyczkami, ozdobne litery, malowane obrazki i pożółkłe kartki. Był to też jedyny prezent, jaki otrzymał od swojej babcod strony matki. Chłopak, nigdy nie widział jej na oczy. Podobno zjawiła się w dniu jego narodzin, właśnie z tą księgą, jako prezent dla niego. Bardzo liczył na to, że zobaczy ją w dniu narodzin siostry, ale nigdy nie przybyła. Kobieta dowiedziała się, że dziewczynka przypomina demona. O ile wnuka wyglądającego w miarę jak matka mogła jeszcze znieść, to już dziewczynki, wyglądającej, tak jak jej zięć nigdy nie przebolała. Nie było, co ukrywać. Nigdy nie lubiła męża swojej córki. Jej nienawiść, była duża do tego stopnia, że nawet nie pojawiła się na ich ślubie. Biedaczka, nigdy nie zdzierżyła, że jej ukochana córeczka pokochała demona.

– No to, dzisiaj może… – zaczął, chwytając okładkę książki.
– Nieee! – przerwała mu okrzykiem niezadowolenia – Chcę jakąś starą, bardzo, bardzo starą opowieść.
Chłopiec spojrzał na siostrę. Dziewczynka przybrała anielski wyraz twarzy. Coś musiało być w uroku tej dziewczynki, skoro nawet potężny Lord z rodu Pendregonium, łamał się pod nim.
Chłopak westchnął. Wiedział, że jest już na przegranej pozycji.
– Dobrze.
– Kocham cię bracie – powiedziała, rzucając mu się na szyję.
– Ale tulko jedną i idziesz grzecznie spać.
– Oczywiście – powiedziała, puszczając chłopca.
– I ani słowa rodzicom.
– Obiecuje – powiedziała, znowu chowając się pod kołdrę.
– Opowiem ci “Legendę o Przeznaczeniu”. Jest to opowieść o dwóch feary’ach. Różnych jak niebo i ziemia jak ogień i woda jak światło i cień. Innych pod każdym aspektem, a jednak tak do siebie podobny. Złączeni nićmi losu długo przed swoim narodzeniem. Gwiazdy nakreśliły im wyraźną drogę pełną: bólu, strat, i ciężkich chwil. Życie jednak jest sprawiedliwe i zawsze, gdy coś zabiera, daje coś w zamian. Odbierając im rodzinę, radość i szczęście, ofiarowało im niezwykły dar. Dar, dzięki któremu byli w stanie zmienić świat. Razem potrafiliby połączyć lub rozdzielić dwa światy. Mówiono, że pisany im tron połączonych królestw.
– I co było dalej? – zapytała zniecierpliwiona dziewczynka.
Kochała opowieści starszego brata. Zawsze fascynowało ją, ile wiedział o świecie i ile znał świetnych opowieści. Jeden z gości powiedział kiedyś do taty, żeby zapisał tron córce, ponieważ syna długo w zamku nie utrzyma. Była to prawda. Chłopca wszędzie nosiło i zawsze był pierwszy na wszelkie wyjazdy, nawet jeśli była to nudna delegacja. Wszędzie szukał okazji na poznanie czegoś nowego. Dziewczynce natomiast bardzo podobało się dworskie życie, ale jej marzeniem, byłoby wyruszyć gdzieś z bratem na jakąś fascynującą przygodę. Często, więc zastanawiała się, czy władczyni wypadałoby wyruszyć w nieznane. Zapytała nawet o to guwernantki, ale ona tylko się zaśmiała i poklepała ją po główce. Natomiast mama powiedziała w sekrecie, że władczyni tez ma prawo czasem się zabawić. Tak, więc z tą myślą przeżywała każdą opowieść brata.
– Nic – powiedziała bez emocji – Gwiazda pierwszego feara zgasła jeszcze przed ich spotkaniem.
Dziewczynka spojrzała na brata wielkimi oczkami.
– Czyli umarł?
– Tak…
 – Ale co to za “Legenda o przeznaczeniu” – zaprotestowała oburzona dziewczynka – skoro nie spełnia się w niej przeznaczenie?
– Czasami tak już bywa.
– Ale, to było przeznaczenie, a Tata mówi, że przed przeznaczeniem nie ma ucieczki.
– Widzisz, czasami samo przeznaczenie nie wystarczy. Czasem potrzeba czegoś więcej.
Dziewczynka mocno przytuliła misia.
– Szkoda. Razem mogliby stworzyć wspaniały świat. Jak myślisz, zaprzyjaźniliby się? – zapytała, patrząc na brata.
Chłopak położył rękę na policzku siostry.
– Na pewno – powiedział, składając pocałunek na jej czole.
Otulił ją kołderką i ruszył w stronę drzwi.
– Dobranoc braciszku
– Dobranoc siostrzyczko

***

“Dobranoc siostrzyczko” – teraz, przygwożdżony przez ogromne łapska, do kamiennej kolumny jeszcze raz wypowiedział te słowa.
– “Dobranoc braciszku”- zabrzmiało w jego głowie, kiedy zimny metal przeszył jego ciało.
Spojrzał spokojnie na swojego oprawcę, oczami pustymi, pozbawionymi jakichkolwiek emocji. Wojownik nie mógł, znieś jego spojrzenia. Najczęściej w takich chwilach mógł dostrzec bezsilność, gniew, lub ból. Wszystkie te emocje wzbudzały u niego wielka satysfakcje. Młodzieńca oczy były puste. Dziedzic stracił wszystko w momencie, kiedy siostra odeszła, w jego ramionach. Stracił duszę. Na ziemi pozostało tylko ciało, dusza zaś błądzi gdzieś po bezkresnych pustkowiach. Odeszła razem z duszą siostry i nigdy już nie powróci do swojego ciała.
Wojownik nie mógł dłużej wytrzymać jego spojrzenia. Szarpnięciem, wyciągnął broń i puścił chłopaka. Jego ciało osunęło się bezwładnie wzdłuż kolumny.
Wojownik spojrzał ostatni raz na chłopaka, po czym zwycięskim krokiem opuścił pomieszczenie. Dokonał tego, zabił ostatnie dziecię demona. Zemsta została dopełniona. Lud Eldary może żyć spokojnie, w końcu właśnie pomszczono nieurodzajną glebę krainy i wyrównano szale cierpienia i strat po obu stronach. Nie rozumiał jednak, że wraz z chłopcem odchodzi jedyna szansa, na uleczenie, tego rannego świata.
Pół demon wpatrywał się w głąb sali. Nagle zdało mu się, że widzi swoją siostrę, ubraną, w szkarłatną sukienkę, w której widział ja po raz ostatni. Podeszła do niego i nachylając się nad nim, pogładziła go po policzku.
– Wstawaj braciszku – usłyszał jej głos.
Obraz siostry rozmył się, a na jej miejscu pojawiła się kobieta o błękitnej skórze i różowych oczach. Emanowała od niej aura spokoju i ciepła. Coś sprawiało, że w jej obecności chłopak czuł się bezpiecznie. Spojrzała na niego i cicho wyszeptała.
– Ashkore…
Spod jej dłoni wydobyło się jasne światło. Wynikło ono w skórę dziedzica. Rana zaczęła szybko znikać, zostawiając po sobie tylko dość sporą bliznę. Chłopak poczuł jak jakaś magiczna energia, wstępuje w jego ciało.
Od razu zrozumiał, co się stało. Stała przed nim Wyrocznia, ludzkie uosobienie kryształu, który skupia energię całej magicznej krainy, utrzymując go w harmonii. Smoki oddając, swoje życie, przelały w ten kryształ całą swoją magiczną duszę. Pomiędzy tym wszystkim znajdowała się także cząstka smoka Ashkore, którą własnie oddała mu kobieta. 
Napełniła jego puste ciało, magiczną duszą legendarnego smoka. Kobieta spojrzała na niego swoim łagodnym wzrokiem po raz ostatni, po czym rozpłynęła się w powietrzu.
Chłopak chwycił leżący nieopodal miecz i wspierając się na nim, podniósł się z ziemi. Dalej nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą miało miejsce. Wiedział, że powinien być martwy, ale z jakiegoś powodu Wyrocznia postanowiła go oszczędzić. W tamtej chwili myślał, że jego przeznaczeniem było zginąć, ale teraz, uśmiechnął się tylko złowieszczo i trzymając się za bok, już wszystko rozumiał. Smocza dusza wypełniała jego ciało i wiedział, że nie zmarnuje takiej szansy.
– Szykuj się “Przeznaczenie”. Idę po ciebie.

Autor Niesławna
Opublikowano
Kategorie Eldarya Fantasy Gry
Odsłon 427
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!