Take Your Smile! – Opowiadanie BL

Człowiek z pewnością chciałby znać przyszłość, chociaż w prawdzie gdyby tylko zobaczył w niej coś niepokojącego poruszył by gwiazdy byle tylko się nie spełniła. Jaka w takim razie to byłaby przyszłość jeśli dałoby się jej uniknąć?

Tego dnia Salem niezbyt przemyślał swoje działanie. Ta myśl była w sumie bardziej niczym iskierka która równie nagle jak się pojawiła zdążyła zniknąć, nie zabierając jednak ze sobą konsekwencji. „Co ja sobie myślę?” – zapytał sam siebie gdy przed jego twarzą widniało okno aplikacji do randkowania. „Czy naprawdę jestem aż tak zdesperowanym przegrywem, że muszę szukać sobie kogoś przez kiepskiej jakości stronę do poznawania zboczeńców?” Pomimo swoich myśli, niezbyt dopuszczał do siebie realne ryzyko jakie mogła nieść dziwna strona. No może z wyjątkiem kilku wirusów, które prawdopodobnie zezwolił pobrać w momencie gdy zamykał stertę reklam. O ile nawet w sieci było multum zboczeńców, to jak głównie szło się domyślić byli to mężczyźni powyżej pięćdziesiątki których jedynym celem było podszywanie się pod młodego przystojnego Alejandro, w celu spełnienia swoich potrzeb seksualnych. Przez chwilę do głowy Salema przyszła myśl jakoby sam po części był taką osobą. Ciarki przechodząc po plecach pozostawiły niesmak i odrazę, której z jakiegoś powodu ciężko było mu się pozbyć. Jednak skoro zdecydował się pobrać „Connected” to czemu miałby nie spróbować? Nie miał w końcu nic do stracenia!
Gdy jednak wpisał swoje imię, poczuł się z lekka niezręcznie. „Co jeśli jednak ktoś mnie rozpozna?” Myśl tak przelotna a zarazem tak prawdopodobna. Nie mógł się zdecydować. Ukryć się pod zwodniczym nickiem podobnym do „Alejandro99” czy może jednak odpuścić i narazić się na niebezpieczeństwo. Po raz pierwszy zaczął szczerze nienawidzić swojego nietypowego imienia. Dlaczego rodzice nie mogli zwyczajnie nazwać go Brajanem, czy innym Kamilem zamiast nadać mu nazwę miasta czarownic?!
— Sao! — Przez krzyk siostry, telefon wypadł z dłoni Salema.
— Błagam cię, nie zakradaj się tak! Na zawał zejdę! Rozumiesz? Twój kochany braciszek umrze przez ciebie!
— Wołałam cię wcześniej, ale nie słyszałeś pajacu — mruknęła — Chodź zrób kolację bo jestem głodna.
— Nie miałaś być czasem teraz wraz z tymi swoimi przyjaciółkami na mieście? — Powiedział odwracając się  —   Poza tym, nie jestem twoim służącym nadszedł czas abyś nauczyła się w końcu zrobić samodzielnie kanapki!
— Zamknij się gburze bez ambicji. I chodź.
— Zaraz wiedźmo, idź nastawić chociaż wodę na herbatę, oczywiście jeśli umiesz — Rzucił, z lekko sarkastycznym uśmiechem.
Beth niezadowolona z uwagi odpuściła i wyszła. Prawie przy tym zatrzaskując drzwiami swój długi kruczoczarny warkocz. Salem na samą myśl prychnął śmiechem podnosząc na szczęście działający jeszcze telefon. Nim jednak zdążył go odłożyć na biurko, przez chwilę jego smutnawo-znudzona twarz rozjaśniła się cwanym uśmiechem po wpisaniu w nazwie użytkownika „Sao”.
— Idziesz śledziu?!
— Tak, tak, idę —  Powiedział bardziej do siebie odkładając logującą się aplikację,

Przez następną godzinę nie miał dostępu do telefonu za sprawą wiecznie nienasyconego apetytu swojej siostry. Jakim cudem ta młoda kobieta była w stanie tyle jeść a nawet nie przybierała na wadze?! To było z pewnością jedną z największych niesprawiedliwości świata. Zwłaszcza gdy korzystając z tego jak najbardziej uwielbiała tym sposobem męczyć Salema dziwnymi, trudnymi czy zwyczajnie pracochłonnymi przepisami. Salem mimo że bardzo tego nie lubił, nie potrafił jej jednak odmówić, mimo wszystko jak bardzo wredna i kapryśna to nadal była jego młodsza siostra z którą ostatnio rzadko miał okazję się widywać, no a przynajmniej do czasu gdy rodzice nie chcąc zostawić swojego niesamodzielnego dziecka oddali mu ją jak kota do opieki, podczas gdy sami zdecydowali się wyjechać na spóźnione wakacje. Hiszpania, brzmiała całkiem dobrze w jego mniemaniu, jednak niestety zarówno siostra jak i uczelnia niezbyt pozwalały mu na opuszczenie domu na dłużej niż sześć godzin.
Gdy jednak w końcu podniósł telefon jego uwagę przykuł komunikat od „Connected” wyświetlający się nawet wyżej niż dymki messengera.
 „Witaj w Connected! Mamy nadzieję że znajdziesz tutaj swoją bratnia duszę!”
Salem prychnął pod nosem włączając aplikację. Jak można było się tego spodziewać natychmiastowo został zbombardowany jasnym napisem.

”Czy chcesz pominąć samouczek?”
tak                                                  nie

Bez większego zastanowienia zarówno wzrok jak i palec powędrował w stronę „Tak”. Czego już po chwili zaczął bardzo żałować. „Jak tu wyszukuje się ludzi?” Salem zaczął przeglądać poszczególne kategorie z dużym zapałem, jednak z marnym skutkiem. „Głupie zepsute cholerstwo” — Rzucił pod nosem, klikając różne ikonki w opcjach, kiedy jego telefon lekko zawibrował. Jak na złość Teo musiał dzwonić.
— Siema, wybacz stary, ale masz może-
— Nie masz.
— Hej, ale nie zapytałem jeszcze czego — Mruknął zły.
— Teo, wiesz może która jest godzina? Stary ja na rano wstaje na zajęcia.
— Właśnie o nie mi chodzi! Jutro mam z tą pojebaną Wiśniewską. Na pewno masz jakieś notatki z zeszłego roku.
— Wybacz Teo, nie tym razem, jeszcze miesiąc temu wyrzuciłem stare zeszyty — Skłamał. Jego zeszyty nadal leżały w jednej z szuflad.
— Niemożliwe?! Kurwa! — Rozległo się lekkie chrupnięcie w słuchawce, po czym Teo warknął sypiąc najróżniejszymi i nie koniecznie stosownymi epitetami obok telefonu.
— Co się dzieje?
— uderzyłem nogą o kurewską szafkę!
Nie mogąc powstrzymać śmiechu, Salem wybuchnął.
— Więc to dlatego coś tak chrupnęło.
— Nie śmiej się do cholery, wiesz jak to kurwa boli!? Chyba sobie palec złamałem! KURWA MAĆ!
Mimo tego co powiedział, Salem dalej się śmiał.
— Idź do lekarza, może ci wypisze jakiś świstek to nie spotkasz się z Wiśniewską — Rzucił przeglądając dalej ustawienia „Connected”
— Bardzo śmieszne, ha ha, no ubaw że hej.
— Zawsze do usług.
— Pierdol sie — Mówiąc to rozłączył się.
Salem nie przejął się tym zbytnio, to było normalne że zawsze kończyli rozmowy w bardzo podobny sposób. Teo się wściekał, Salem go wyśmiewał a na następny dzień dalej rozmawiali ze sobą jak gdyby nigdy nic, zdecydowanie można było nazwać to bliską przyjaźnią. Albo dziwacznym układem w którym to salem czerpał realną przyjemność z niezdarności i porywczości kolegi. Obydwie opcje były jego zdaniem całkiem zabawnym sposobem na opisanie tej relacji.
Im dłużej jednak jego wzrok utkwiony był w jasny interface aplikacji, tym bardziej czuł się znużony aż w końcu odłożył telefon aby móc na spokojnie zasnąć.
Z samego rana obudził go niemożliwie głośny jazgot. Jak się okazało jego źródłem okazał się być kot, który bezczelnie zaczął zawodzić nad uchem chłopaka, wprawiając go jednocześnie w złość jak i bezsilność.
— Czemu nie pójdziesz do swojej pani? Kocie błagam — jak przystało na kota, wredne zwierze nawet nie myślało aby przestać utrudniać mu życie o tej- Właśnie, która była godzina?
Chłopak szybkim ruchem złapał telefon i sprawdził godzinę. Była siódma, jednak poza godziną coś jeszcze przykuło jego uwagę. Był to komunikat na tym samym jasnym tle co wczoraj. „Masz nową wiadomość!”. Zajęło mu chwilę zanim zrozumiał z jakiej aplikacji było to powiadomienie. Gdy już miał kliknąć aby ją otworzyć kot niespodziewanie wbił swoje zęby w płatek jego ucha, chcąc tym samym dać mu jasno do zrozumienia kto był w tej sytuacji ważniejszy. Pomimo bólu Salemowi udało się stłumić chęć oddania kotu, zamiast tego powoli wstając i udając się do kuchni, aby nakarmić te rządne krwi zwierze.
— Elizabeth powinna była cię nazwać „Bestia” zamiast „kot” idealnie by to ostrzegało każdego przed twoim niebezpiecznym charakterem — Mruknął, po czym ziewając wsypał kotu karmę do miski.
Kot jakby rozumiejąc co powiedział, za miałczał długim nieco skrzypliwym tonem, po czym zaczął jeść ze swojej miski jak gdyby nigdy nic. Zaraz po tym do kuchni przyszło kolejne głodne stworzenie.
— Co dziś na śniadanie Sao? — Zapytała, sprawdzając coś w telefonie. Stanowczo widać było że nie spała już dłuższy czas. Zdążyła nawet zrobić makijaż.
— Kanapki i czemu nie nakarmiłaś Kota? Nie słyszałaś jak wył?
— Nie miałam jak
— Miałaś czas się pomalować, a nie miałaś czasu nakarmić swojego kota?
— Mama to zawsze robiła gdy szła do pracy — Rzuciła wyciągając z lodówki resztkę mleka którą wypiła na trzy łyki.
— Następnym razem ty karmisz te bestię, wystarczy że dziś mnie ugryzł — Mówiąc to zabrał się za zrobienie kanapek. Jako że nie było to zbyt wymagające zajęcie, wystarczyło piętnaście minut i spełnił swój obowiązek opieki nad siostrą, dodatkowo robiąc jej jeszcze kanapkę do szkoły. Kto to widział aby starszy brat robił swojej osiemnastoletniej siostrze kanapki. Z taką myślą, sam zaczął zbierać się na wykład. Tego dnia miał wyjątkowo dużo szczęścia, bo pierwszy raz od tygodnia autobus nie przyjechał z kilkuminutowym spóźnieniem, przez co zdążył nawet kupić kawę. Ku jego zdziwieniu, na korytarzu  nie było nawet śladu Teodora. „Czy to naprawdę było coś na tyle poważnego aby Teo opuścił wykłady?” — zapytał sam siebie w myślach. Jak bardzo jego przyjaciel by nienawidził profesor Wiśniewskiej, nigdy bez powodu nie opuszczał jej wykładów. Chociaż nie wiadomo czy było to spowodowane głębokim strachem przed niezaliczeniem przedmiotu, czy zwyczajnie naprawdę tak mało rozumiał z jej wykładów, że jednorazowa nieobecność tak bardzo by go pogrążyła.
Nie mając co robić Salem spojrzał ponownie w wyświetlacz telefonu, dopiero teraz przypominając sobie o wiadomości z rana. Na szczęście znalezienie wiadomości nie było trudne, gdy nad niewielką ikonką wyświetlał się czerwony wykrzyknik.

Eryk: „Hej, masz problem z ustawieniami jak widzę”

To zdecydowanie było dziwne. Skąd mógł o tym wiedzieć jakiś obcy facet? To było ewidentnie podejrzane. Salem jednak postanowił odpisać.

Sao: „ta, dziwny ten interface” 

Nim nie minęła minuta telefon znowu zawibrował.

Eryk: „Jak chcesz mogę ci pomóc, zazwyczaj wiele dziewczyn ma z tym problem”

Czy właśnie został porównany do dziewczyny? Biorąc łyk kawy chwilę myślał, jednak bardziej był zainteresowany pomocą niż kłótnią z nieznajomym.

Sao: „Pomożesz mi w takim razie?”

Tym razem musiał upłynąć trochę dłuższy czas nim uzyskał odpowiedź.

Eryk: „W prawym górnym rogu masz trzy ikonki, jak się pewnie domyślasz koło zębate to opcje, ta mała dziwna ikonka obok to preferencję a ostatnia to wyszukiwarka, ale musisz znać dokładny nick danej osoby aby ją wyszukać. W preferencjach masz kilka kategorii, między innymi czego szukasz, na co należy zwrócić uwagę przy proponowanych znajomościach, oraz czego absolutnie nie wyświetlać. Jak się wszystko dobrze ustawi powinno działać to gładko :)”

Salem wedle instrukcji zaczął przeglądać ikonkę preferencji, rzeczywiście z każdej ze stron widniały trzy symbole dla trzech kategorii. Jednak nie znając ich znaczenia w życiu nie domyśliłby się które może edytować. Wedle jego domysłów kolejno udało mu się sklasyfikować poszczególne z nich.

Sao: „Sporo wiesz, długo jesteś na tej stronie?”

Eryk: „haha, trochę się już tego uzbiera! Ale nie narzekam, wprawdzie naprawdę miło się tu siedzi i poznaje nowych ludzi, nie tylko potencjalnych partnerów, w sumie to taki trochę lepszy facebook, bo nie ma spamu treściami których zwyczajnie się nie chce widzieć”

Sao: „Czyli to nie jest głównie aplikacja randkowa?”

Eryk: „Miała być, ale społeczność zrobiła swoje, wiesz jak to jest, łatwo to może wymknąć się z pod kontroli”
Do wiadomości został przesłany gif z kotem

Sao: „Błagam tylko nie koty…”

Eryk: „Nie lubisz ich?”

Sao: „Rano jeden natarczywy mnie ugryzł… Bo był głodny, prawdę mówiąc zastanawiam się czy nie próbował mnie w ten sposób zabić i zjeść”
Salem znalazł opcję do gifów i sam wysłał jednego.

Eryk: „Hahah, to musiała być ciężka walka. W takim razie…”
Eryk znowu wysłał gifa tym razem był to jakiś kot przebrany w strój Godzill’i.

Sao: „w sumie jak rano jojczał mi nad uchem wydawał dźwięki podobne do takiego stwora”

Eryk: „Hmm, możliwe że twój kot tak naprawdę jest jednym w tych dziwnych istot które próbują zawładnąć ludzkością?”

Sao: „To nie jest wcale takie nieprawdopodobne, wręcz przeciwnie, założę się że jeśli umrę w przeciągu najbliższych dni to będzie sprawka tego sierściucha!”

Eryk: „Spokojnie, obok mojego domu jest sklep myśliwski, jak chcesz mogę ci podesłać broń do walki XD z takim wrogiem nie ma co się ograniczać i przebierać w środkach”

Sao: „Wreszcie mnie ktoś rozumie! I tak poproszę! I to najlepiej dużo”

Eryk: „W takim razie na jaki adres wysłać? Oraz czy wolisz broń białą czy palną?”

Sao: „Piekło, ulica kręgu piekielnego mieszkanie 82 a co do broni najlepszy będzie spryskiwacz z wodą”

Eryk: „A już myślałem że karabin”

Sao: „Jeszcze spudłuje i ten kot ucieknie, kto wie co powie pobratymcom i czy nie wrócą aby rzeczywiście mnie zabić”

Eryk: „Jeśli tak się stanie to cię obronie”

Od takiej głupiej rozmowy się zaczęło, prawdę mówiąc to właśnie takiej luźnej wymiany zdań brakowało mu od tych kilku męczących tygodni, co niestety trudno było ukryć skoro siedział na wykładzie. Końcem końców wpadł na jeszcze lepszy pomysł, pobierając aplikację na swojego laptopa i udając, że właśnie sporządzą dokładne notatki. Na jego szczęście ten plan zadziałał.
Podczas tej trwającej dwie godziny rozmowy, praktycznie nic nie dowiedział się o nieznajomym z internetu, zamiast tego wiedząc że najwyraźniej mają ten sam nieco czarny i sarkastyczny humor. Jednak cały czas jedna rzecz nie dawała mu spokoju. Dlaczego on zwracał się do niego w rodzaju żeńskim?

Koniec Prologu
____

Dajmy szansę tej stronie
FrozenRoseBerry

 

Opublikowano
Kategorie Dramat Romans
Odsłon 386
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!