Chory z Miłości cz. 13

13

Alvins siedziała na podłodze z kolanami pod brodą, częściowo wspierając plecy o brzeg łóżka.

W zasadzie nie czuła już tyłka, jednakże w żaden sposób nie była w stanie powiedzieć jak długo tkwi w tej pozycji. Brak chociażby okna w pokoju uniemożliwiało jej obserwacje wschodu i zachodu słońca. A skutkiem tego był właśnie brak orientacji w czasie.

W pomieszczeniu paliły się ciągle kinkiety, od czasu do czasu rozbłysnęły ledy przy suficie, ale zazwyczaj ciemność rozpraszało tylko mdłe światło do którego zresztą już przywykła.

Nie czuła się najlepiej ponieważ od dłuższego czasu nie miała niczego w ustach, a w dodatku zamęczała się wkoło analizą swoich słów i czynów. Nic dziwnego zatem iż widziała kolorowe gwiazdki przed oczyma.

Jednakże, nie zamierzała się poddać.

Nie ważne więc czym kierował się Swindon porywając się na taki krok, Alvins ma już swoje życie do którego pragnęła za wszelką cenę jak najszybciej wrócić.

Przebrana w jedną ze sukienek wygrzebanych z szafy, wypchanej w same seksownie łaszki, przymknęła powieki w reakcji na ostre jasne światło które niespodziewanie rozbłysło przy suficie.

Nim jednak zdążyła cokolwiek jeszcze zrobić, ktoś szybko do niej podszedł, szarpnął za ramiona i postawił ją na nogi.

Pod wpływem tych gwałtownych ruchów, siłą rzeczy zachwiała się więc lekko. Mimowolnie czepiając ramienia, jak sądziła po bicepsach, mężczyzny.

Coś w międzyczasie przesunęło się na kółkach po podłodze, zaś ją zmuszono do tego aby usiadła na łóżku.

Alvins zamrugała gwałtownie, póki co poddając się wszystkim tym zabiegom.

– Pij!

Nakazał głos od którego włosy stawały dęba na jej karku. Jednakże tym razem, działał na nią z podwójną siłą, gdyż Jony zdawał się być niespokojny.

Wcisnął jej w dłoń niewielką butelkę, nerwowo spoglądając w stronę drzwi.

– Co się dzieje?

Zaalarmowana jego dziwnym zachowaniem, zgodnie z poleceniem odkręciła nakrętkę, lecz nie tknęła jeszcze zawartości wlepiając oczy w Jonnya.

– Pij! – Powtórzył z naciskiem, aż zadrżały mu nozdrza z nerwów. – Nie mamy czasu, szybko!

Marszcząc nieco brwi, Livia zerknęła podejrzliwie na wypełnione do połowy plastikowe naczynie, po czym przeniosła wzrok na niewielką walizkę którą ze sobą przyniósł, i stanowczym ruchem zabezpieczyła płyn z powrotem.

– Nie! – Warknęła, odrzucając wodę na bok, w pościel. – Nie wiem co tam dodałeś, ale nic z tego!

– Nie czas na to! Ten psychol nas dopadnie!

– Psychol?

– Ten któremu zleciłem twoje porwanie!

Na chwilę zapadła cisza, w czasie której Alvins starała się pojąć sens jego słów.

– Mówisz mi, że…

– Tak! Mówię ci, że zadarłem z nie odpowiednim człowiekiem, musimy cię lepiej ukryć!

Znów chwila ciszy, niezbędnej dla przetrawienia informacji.

– To dlatego chcesz mnie otruć?!

– A będziesz współpracować?

Odpowiedział pytaniem, czego osobiście nienawidziła, gdyż rozmowa w takim wypadku nigdy nie przynosi żadnych pożytecznych informacji.

– Dlaczego miałby ci grozić?

Alvins podnosi się z miejsca i odchyla niebezpiecznie ku tyłowi, gdy twarz Swindona zawisa nad jej własną w niewielkiej odległości.

Możliwe, że wcześniej tego nie dostrzegła, ale Jonny był sporo wyższy od niej. Zaś jego szerokie barki przysłaniały jej widok na resztę i tak ograniczonego już świata.

– Cóż. Wygląda na to, że od samego początku jesteśmy obserwowani. – Swindon nerwowo zwilżył usta językiem, i głośno przełknął ślinę. – Wdarł się nie proszony do mojego samochodu!

– Nadal nie widzę powodu!

– Osobiście odwiedził mnie detektyw! Szukają cię, zaś on najwyraźniej mi nie wierzy!

Tym razem to Alvins przełknęła głośno ślinę, czują jak serce omal nie rozbija się o jej żebra. Ów porywacz faktycznie mógł się czuć zagrożony, bo gdyby Alvins zdołano odnaleźć, a ta powiedziałaby prawdę o porwaniu. Policja z pewnością wydusiłaby z Swindona informacje o tym, kim był porywacz.

– Przywiozłeś go tutaj?

Jonny z przeciągłym sykiem przejechał palcami po włosach, ciągnąc lekko za końce, i odsunął się nieco od dziewczyny.

– Co miałem zrobić, uparł się, musiałem go tu zabrać! Muszę cię gdzieś ukryć!

– Niech wejdzie!

– Oszalałaś?!

Wytrzeszczył na nią oczy, zdumiony tym pomysłem.

– Powiem mu tylko, że nie ma się czym martwić.

– Świetnie, czemu sam na to nie wpadłem!?

Zadrwił, znów zmniejszając odległość między nimi.

– Jon! Dalsze ukrywanie się niczego nie zmieni!

Warknęła, odsuwając go na odległość swoich ramion. W wyniku zaś jej słów, Swindon aż poszarzał na twarzy.

– Dziewczyna ma rację. – Ku zaskoczeniu obojga, Bigam pojawił się nagle w drzwiach i wszedł do pomieszczenia jak do siebie. Livia szybko zeskanowała go wzrokiem, czując, że w wyniku ostatnich dni uginają się pod nią kolana. – Zrobimy więc tak jak mówię, albo… Nie wróżę wam przyszłości…

***

Od tej rozmowy minął zaledwie dzień, ale nie mogli zwlekać dłużej i czekać aż detektyw wszystko odkryje. Zadzwoniła dzwonkiem w drzwi własnego mieszkania, zbyt oszołomiona aby otworzyć je kluczem który miała przy sobie.

Stojąc wciąż na chwiejnych nogach z zaciskającym się ze strachu gardłem. Modliła się by nie upaść.

Jonny siedział w samochodzie z Bigamem na tylnym siedzeniu, ale to świadomość tego iż jest na podsłuchu, denerwowała ją najbardziej.

Nie uwierzyłaby w zdradę Davida, nawet jeśli przedstawiono by jej jasne dowody. Zbyt dobrze znała męża, wiedziała jaki z niego odludek. Sama myśl o tym to czysty absurd, lecz od tego zależało ich wspólne życie, więc…

Musiała zagrać rolę zdradzonej, zranionej kobiety, która potrzebowała zaszyć się gdzieś na jakiś czas. Wszystko przemyśleć i wrócić po dziecko.

Co zresztą właśnie uczyniła, będąc pierwszy raz od jakiegoś czasu na zewnątrz.

Lecz kiedy drzwi odskoczyły, zrozumiała, że nie jest na to w żaden sposób gotowa.

– Dobry boże, kochanie!

David od razu zamyka ją w ramionach i mocno przytula. Znajomy zaś zapach mężczyzny, ciepło i dotyk. Sprawiało, iż Livia pragnęła opleść się wokół niego niczym wąż.

Musiała jednak postąpić wbrew sobie i zdobyć się na to, by go odepchnąć.

– Nie zbliżaj się do mnie!

Krzyknęła, odpychając go ile sił. Zszokowany tym David, wypuścił ją z ramion, wytrzeszczając na nią oczy.

Alvins postanowiła na niego nie patrzeć, mając nadzieję iż łatwiej będzie jej grać a sam David niczego się nie domyśli.

Weszła do domu zataczając się z lekka, kierując swe kroki od razu do pokoju syna.

– Gdzie Denis?

Zapytała, orientując się, że dziecka w domu nie ma.

Mąż kobiety, będąc oszołomiony zachowaniem własnej żony, tym razem ostrożnie do niej podszedł. Nigdy przedtem bowiem nie obawiał się iż może dostać id niej w zęby.

– Jest na spacerze z nianią. Kotku co się stało? Możesz wyjaśnić gdzie byłaś? Masz pojęcie, że szuka cię policja?

Nie chcący spojrzała mu w oczy, czując jak pod powiekami gromadzą jej się łzy. Nie chciała wymyślać ani ranić męża, lecz nie dano im żadnego wyboru.

– Przestań skomleć, to twoja wina!

Warknęła chybkim głosem, podchodząc do szafy z ubraniami Denisa.

– Moja wina? – David jakby przygasł, zawahał się, ale w końcu zrobił krok w jej stronę. – Co takiego niby zrobiłem?

– Nie wiesz? – Natarła na niego, starając się go powstrzymać. Gdyby ponownie wziął ją w ramiona, cały ten plan ległby w gruzach, a na to nie mogła przecież pozwolić! – Może mam jej zapytać?

Spojrzała mu w twarz, badając jego reakcje. Lecz jakby zastygł, zaś ona stała się przezroczysta. David patrzył w bok, perfidnie unikając z nią kontaktu wzrokowego.

– Jak się tego dowiedziałaś?

Zapytał niemrawo zaś Livia otworzyła szerzej oczy gdyż w jednej chwili, nastąpił koniec świata w jej głowie. Zaś całe jej serce, rozpadło się w drzazgi.

Kiedy Bigam przedstawił im swój plan, nie przypuszczała iż naprawdę się powiedzie, zaś jej mąż, naprawdę mógłby ją zdradzać.

Do tej chwili sądziła, że wrobią go, jak z resztą sam Bigam zapewniał.

Wszystko zaś tylko po to, aby pozbyć się skierowanych na siebie związanych z jej porwaniem podejrzeń. W zamian za co po wszystkim, ona będzie mogła wrócić do swojego domu…

Nie spodziewała się więc takiego obrotu sprawy, sądziła iż wszystkiemu zaprzeczy, że nie będzie wiedział o co chodzi…

Wybuchnie śmiechem i popuka się w czoło, kiedy ona będzie usilnie mu wmawiać iż ten ma kochankę!

Tymczasem, to się działo na prawdę…

– Chyba żartujesz! – wydarła się czując nieprawdopodobny gniew, który później z pewnością będzie miał inne następstwa. – Myślisz, że znam cię od wczoraj!? – Pomimo nagiej prawdy, Livi trudno jest uwierzyć, że David mógł tak postąpić. Czepiając się resztek mizernej nadziei, patrzyła mu prosto w oczy, dygocąc na całym ciele. – Jak długo to trwa?!

Zapytała, ale on spuścił tylko nos na kwintę i milczał.

Czując nagłą ochotę opuszczenia domu w trybie natychmiastowym, nie walczyła z nią nawet przez chwilę.

Lecz nie zdołała jednak opuścić pokoju, gdy usłyszała przystając automatycznie na progu.

– Od ponad roku…

***

– Pani Alvins, wróciła pani?

W mieszkaniu pojawia się Swindon, wbijając znaczący wzrok w obiekt swoich westchnień.

– Skąd ty…

David nie ukrywa zaskoczenia, jednakże cały monolog przerwało nagłe osunięcie się na podłogę Livii.

– Livio!

W ostatnim momencie Jonn uchronił dziewczynę przed bolesnym upadkiem, amortyzując go swoim ramieniem, starając się osłonić jej głowę.

Mimo wszystko, Livia i tak zdołała walnąć czołem o krawędź futryny w której stała.

– Dzwoń na pogotowie!

Rozkazał mając na uwadze to w jakim była stanie przed przyjściem tutaj. Alvins wciąż toczyła z nim wojnę, nie zjadła zatem od tygodnia pożądanego posiłku, można by rzec iż żyła wyłącznie na wodzie i powietrzu.

Dawno więc chciał już oddać ją pod opiekę medyczną, pragnąc uspokoić własne sumienie.

A także upewnić się, że nic jej nie jest…

***

Kiedy się ocknęła, wciąż była we własnym domu, zaś salon wypełniała masa ludzi w uniformach i pomarańczowych wdziankach z czerwonym krzyżem po lewej stronie.

Nad nią pochylała się młoda kobieta zajęta pomiarem temperatury oraz ciśnienia.

Gdy jednak zauważyła iż uchyliła powieki, natychmiast kogoś o tym powiadomiła.

Nie minęła minuta, gdy w zasięgu jej wzroku pojawił się detektyw Starlet w towarzystwie dwóch policjantów, co z automatu przyspieszyło bicie jej serca.

Livia próbowała podnieść się do siadu, lecz policjant który stał najbliżej, powstrzymał ją kładąc jej rękę na ramieniu.

– Spokojnie, chcielibyśmy zadać tylko kilka pytań.

– Oczywiście.

Westchnęła, ponownie opierając głowę na poduszce. W chwili gdy Starlet odchrząknął.

– W takim razie, czy pamięta pani co dokładnie wydarzyło się czternastego października, około godziny szóstej trzydzieści?

Alvins zmarszczyła nieco brwi, przymykając na chwilę jedno oko.

– Momencik, a co dziś mamy?

– Dziś jest piątek, dwudziestego drugiego.

Z uprzejmością odpowiedział policjant, ten który stał najbliżej.

– A Pan jest?

– Jestem posterunkowy, Charles Mallory.

Przedstawił się, lekko uśmiechając.

– Świetnie, to może wreszcie wrócimy do tematu?

Burknął detektyw, obserwować dotąd rozwój wydarzeń.

– Nie mam nic przeciwko temu. – Przystanął na to Charles. – Zatem, co wydarzyło się czternastego października około szóstej trzydzieści pani Alvins?

– Ja, ja… – Jąkała się, nie będąc do końca wiedząc co powiedzieć. – Wyszłam jak zawsze do pracy.

Dziewczyna odwraca wzrok, w poszukiwaniu podpowiedzi, przypominając sobie nagle z czym się mierzy.

Nie mogła wyznać prawdy, mimo, iż chętnie oddałaby Swindona w ręce policji. I tego całego Bigama. Lecz nie mogła czuć się jeszcze bezpiecznie, wiedziała już, że nie może nikomu ufać. A w dodatku nie mogła polegać także na Davidzie.

Jej życie w tak krótkim czasie zmieniło się nie do poznania, Alvins musiała zadbać teraz o bezpieczeństwo swoje i syna…

A to nie mogło być łatwe.

– Mój Boże, gdzie jest Denis?!

Czepiając się pewnej myśli usiadła gwałtownie, wystraszona, iż Bigam może trzymać w ten sposób rękę na pulsie.

– Z tego co wiemy, jest bezpieczny.

Odpowiedział czujny detektyw, uważnie badając jej reakcje.

– Kto się nim teraz zajmuje?

Zapytała czując w kościach, że Denis jest pod kontrolą Bigama.

– Pani Alvins, coś panią niepokoi? Ktoś może zagrażać pani synowi?

Starlet zamienił się teraz miejscem z policjantem Charlesem i spojrzał jej uważnie w oczy.

– Nie! – zaprzeczyła od razu – Po prostu dawno go nie widziałam i chciałabym go zobaczyć.

– W takim razie, gdzie pani była? Dlaczego opuściła pani dom bez słowa?

Detektyw wyraźnie przejął inicjatywę, a jego hardy głos wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie toleruje on najmniejszych kłamstw.

Dziewczyna z trudem przełknęła więc tylko ślinę, mając ochotę się rozpłakać.

– Tylko nie przesadzać! – Między nią, a spółką badawczo śledczą, wparował medyk. Srogo mierząc wzrokiem szczególnie detektywa. – Pacjentka wygląda na wyczerpaną! Proszę obchodzić się ze świadkiem delikatniej!

Fuknął pochylając się nad nią, i przystępując do czynności które poprzedzają pobranie krwi.

Starszy mężczyzna uporczywie przez ten czas mimo wszystko patrzył jej w oczy, a korzystając z okazji, ponieważ widząc jego poczynania detektyw wraz z policjantami wycofał się nieco, dając mu pole do popisu.

Medyk, podsunął jej przykryte gazą, trzy fotografie. Po czym mrugnął cicho.

– Oczywiście, że anonimowo.

Puścił jej oczko i zabrał się za robotę osłaniając ją przed czujnymi oczami zgromadzonych tu ludzi.

Nie zastanawiając się więc sięgnęła po zdjęcia, udając, że poprawia pozycję. Ukradkiem wsunęła je do kieszeni, nawet na nie zerkając w ich kierunku.

Kiedy krew została już pobrana, a medyk sobie poszedł, Starlet ponownie przystąpił do ataku.

– Jeśli nie zacznie pani współpracować, będziemy musieli wymyślić inny sposób aby panią przekonać.

– Dobrze, dobrze… Ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na pierwsze pytanie.

– Dlaczego nie jest pani w stanie?

Brwi Starleta podskoczyły lekko, kiedy o to zapytał.

– Ponieważ pamiętam wszystko jak przez mgłę. Odeszłam bez słowa, po obejrzeniu tych zdjęć, ale nie pamiętam wiele…

Livia unosi się lekko, po czym podaje mu wcześniej przemycone fotografie.

– Kto je pani dał?

Detektyw widząc teraz dowody swojej własnej pracy, jeszcze gdy pracował dla Jonnya. W myślach skupił się właśnie na Swindonie.

– Nie wiem.

– Nie wie pani?

Powtarza policjant Charles.

– Wychodząc przejrzałam pocztę, ale wzięłam ze sobą tylko jedną kopertę.

Detektyw Dick mimowolnie wymienił spojrzenie z Charlesem, a następnie spojrzał jeszcze raz w jej kierunku.

– Nie ma pani nic przeciwko, iż pozwolę sobie zatrzymać fotografie jako dowód w sprawie?

– Nie, w porządku.

– W takim razie, póki co dziękuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

– Dziękuję detektywie. Również życzę Panu miłego dnia.

Pożegnała się, chcąc za wszelką cenę zachować spokój.

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie 18+ Romans
Odsłon 868
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!