Trust an EVIL, she’s like DEVIL – Rozdział 1

|—› Rozdział I ‹—|

Ilia kochała to uczucie. Te skurcze żołądka gdy w stroju Water Queen pędziła ulicami razem z resztą Avengers. Doskonale pamiętała jak jeszcze pół roku temu potrafiła podczas takiego biegu się potknąć i wpaść na kilka innych osób zarówno za sobą jak i przed sobą. No, dalej potrafiła, ale nie oszukujmy się – teraz było to mniej prawdopodobne! Uwielbiała tą adrenalinę, gdy biegnąc po ulicy używała wody, aby przemieścić się nad rozpędzonym samochodem. Spiderman huśtał się po budynkach z dzikimi okrzykami, Iron Man załamał się w locie i kazał mu się uciszyć, Steve, Bucky, Natasha i Hulk biegli obok niej. No, może Hulk był sporo przed nimi i jak zawsze ryczał “NISZCZYĆ!”, ale do tego już przywykła. Falcon i War Machine lecieli zaraz za Iron Manem, oni jedyni wyglądali na spokojnych, ale nie przesadnie zdeterminowanych jak Kapitan. Nawet mentor Ilii, sam Thor syn Odyna się pojawił i leciał za swoim rozkręconym młotem. Wanda z Visionem lecieli obok siebie, nieznacznie zarumienieni (a szczególnie było to widać na Scarlet Witch). Czarnowłosa podobnie jak reszta drużyny już od dawna wiedziała, że coś jest między tą dwójką, ale nie była specjalistką od spraw sercowych. To wolała pozostawić Hawkeye’owi i Czarnej Wdowie. A właśnie, Clint’a z nimi nie było bo Nathan miał urodziny i zarówno syn jak i Laura prawdopodobnie ukatrupiliby go, gdyby się na nich nie pojawił.

– Już niedaleko! – zakomunikował Tony wykręcając beczkę by nie wpaść na gołębia. Faktycznie, gdy Ilia podniosła wodę, by przejść nad samochodem dostrzegła majaczący w oddali Empire State Building. Z tej odległości jednak nie potrafiła dojrzeć sylwetki sprawczyni zamieszania, ale mogła się domyślić, że dalej tam siedzi i pije ten swój sok. Właśnie, czy to w ogóle był sok? Jakiś ciemny i chyba miał bąbelki, ale na coca-colę też dziewczynie nie wyglądał.

– Ilia! – krzyknął Peter zgarniając ją spod rozpędzonego samochodu. Cholera, znowu się rozkojarzyła i to takim bezwartościowym elementem. Zaklęła w duchu swoją nieuwagę.

– Dzięki, Pe… Spidermanie. – minął miesiąc odkąd została Avengersem, a dalej nie mogła się przyzwyczaić do mówienia do nich na ulicy po pseudonimach. Puścił jej oczko – a raczej soczewkę – i odstawił ją na ziemię, samemu dalej się huśtając. Po kilku minutach byli już pod Empire State Building.

– Avengers już są, uratują nas!

– No dalej, zróbcie coś!

– Wreszcie nadszedł ratunek! – do czarnowłosej docierały pojedyncze krzyki zaaferowanych cywili. Uśmiechnęła się na myśl, że będzie mogła ich wszystkich uratować. Podniosła wzrok na dach budynku w nadziei, że zobaczy kryminalistkę. Przeczucie jej nie zmyliło i mogła dostrzec, jak postać wstaje, klaszcze w dłonie, a następnie skacze z budynku. Czemu przed walką ktoś zawsze musi skakać z budynku? Dziewczyna wylądowała miękko w stylu Spidermana, a Ilia mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem widząc jak Peter przekręcił głowę na bok, w wyrazie konsternacji. Ostatnio chwalił jej się, że jego bezgłośne lądowanie jest niepodrabialne, a tu proszę, pierwsza lepsza przestępczyni opanowała je do perfekcji. 

– Chyba chciałaś nas widzieć. – odezwał się Kapitan Ameryka, opuszczając swoją tarczę.

– Nie chciałam, kazano mi. – odpowiedziała oschle dziewczyna podnosząc się.

– Dla kogo pracujesz? – spytał Barton.

– Nie wasz interes. A propos interesów, poddajcie się i miejmy to już za sobą. – westchnęła głośno.

– Chyba śnisz! – odezwał się bohaterskim tonem Spiderman. Reszta drużyny przybiła sobie mentalnego facepalm’a. Sprawczyni zamieszania roześmiała się gromko.

– Zarzucano mi wiele rzeczy, ale nie sen na jawie. – stwierdziła jadowitym tonem. – Miejmy to już za sobą.

– Jestem za. – zaaprobowała pomysł Ilia i wytworzyła w ręku lodowy miecz. Reszta drużyny ochoczo przystała na tę propozycję i rzuciła się w wir walki. Ich przeciwniczka natomiast rozciągnęła szyję na lewo i prawo tak, że dało się słyszeć trzask, a następnie wcisnęła dwa guzki na jej nadgarstkach. Uśmiechnęła się tryumfalnie zaciskając ręce na srebrnych, idealnie wypolerowanych błyszczących katanach, które zmaterializowały się w jej dłoniach.

– Czas do roboty. – mruknęła do siebie dziewczyna i ruszyła z miejsca.

{}{}{}{}

Kiedy sparowała swoje ostrza z mieczem Ilii poczuła, jakby znowu była w Obozie Herosów. Tylko Ilia wtedy nie odrzucała jej za to, kim była. I nie chodziło tu o samo bycie córką Hadesa, co i tak było już wystarczająco odrzucające. Była wybrykiem natury, odrzutkiem, złamaną regułą. Jako córka Hadesa i Lokiego nie miała nigdy łatwego życia. Od początku w obozie było jej po prostu źle. Ale wtedy, po kilku tygodniach bycia wyśmiewaną, wytykaną palcami i unikaną, do obozu przybyła Ilia, córka Posejdona. Oczywiście od razu zdobyła nowych przyjaciół. Pewnego dnia gdy szatynka siedziała na barierce swojego domku, właśnie Ilia do niej podeszła. I tak zaczęła się ich relacja. Jednak po wojnach między bogami, gdy Hades opowiedział się po stronie tytanów… szarooka musiała opuścić obóz. Nie chodziło o wygnanie, tylko o jej dumę i uczucia. Stała się obiektem największych drwin na obozowym forum. Odeszła bez słowa prosząc Chejrona, by ogłosił iż poniosła śmierć w starciu z jakimś potworem pokroju empuzy albo mantikory. A teraz ponownie mierzyła się z Ilią White, nawet, jeśli nie była to czysta przyjacielska bitwa. Ironia, bo szatynka panicznie bała się wody, a zaprzyjaźniła się z córką Posejdona. Jednak mimo upływu trzech lat nie zapomniała jak łatwo jest rozproszyć czarnowłosą. Zrobiła salto do tyłu wystrzeliwując w powietrze wiązkę błękitnego światła, magii, którą przypadkowym trafem posiadła. Długa historia i nie na ten rozdział. Jak przewidziała, dziewczyna od razu spojrzała w górę, a wtedy ona najzwyczajniej w świecie ją podcięła. Córka Posejdona upadła jak długa z głuchym łoskotem. Jednak szatynce nie było dane długo cieszyć się tryumfem, gdy od tyłu chciał ją zaatakować Iron Man swoim promieniem. Przeniosła się cieniem za jego plecy, a następnie najzwyczajniej w świecie skręciła mu kark. Haha, tylko żartuję, Riddingham chciał ich żywych. No więc wcisnęła przycisk na lewej bransoletce, a wiązka elektryczności dopełzła po jej nadgarstku do katany z Indigonium. Też długa historia, skąd ma ten metal.

– Lasso. – szepnęła, a jej broń zmieniła się w błyszczącą, metalową linę. Szybko oplotła nią nogi posiadacza zbroi, a a następnie uchyliła przed ciosem tarczy Kapitana. Po co ma się męczyć wymachując mieczem, skoro może się z nim pobić na pięści? Schowała więc broń z powrotem do bransoletki i po prostu mu przywaliła. Napotkała jednak tarczę z Vibranium co nie za bardzo przypadło do gustu jej knykciom. Syknęła cicho i odsunęła się nieznacznie, aby wykiwać mężczyznę udając zamiar uderzenia go z lewej reki, a następnie kopnęła go w kostkę na co zgiął się w pół. Zanim zdążył zareagować, jego ręce zostały związane metalową linką, ale już nie zrobioną z broni dziewczyny. Shadow wiedziała, że czeka ją potem zrastanie się kilkunastu kości, które złamała sobie przez swoją bezmyślność. Ledwo uchyliła się przed ciosem ze strony Czarnej Wdowy, który jednak jakimś cudem nie trafił jej w skroń powalając na ziemię. Potem była już przygotowana i po prostu za pomocą błękitnej magii uniosła kobietę, a następnie spuściła na Hulka. Natasha została jednak przechwycona przez Scarlet Witch, która bezpiecznie odstawiła ją na ziemię. Shadow zaklęła w duchu i wyjęła kolejną linę z ciężarkami na końcach, a następnie podleciała do góry i rzuciła nią w Falcona. Jego skrzydła od razu przestały trzepotać, a on sam był bliski spotkania się z ziemią. Jednak Riddingham przecież chciał ich żywych, więc dziewczyna złapała go za pomocą błękitnej magii i bezpiecznie opuściła na ziemię, krępując mu uprzednio również dłonie. Poczuła przeszywający ból w barku przypominając sobie, że ma jeszcze połowę przeciwników. Wielkie stalowe ramię zacisnęło się na jej barku miażdżąc kości. Szatynka wykorzystała to, że jest tyłem do oprawcy i posłała Zimowemu Żołnierzowi cios w klejnoty, co było wbrew jej kodeksowi rycerskiemu. Zmieniła drugą katanę w lasso i związała nim Bucky’ego. Już miała iść w stronę Natashy, gdy niejaki Spiderman strzelił w jej stopę pajęczyną, przez co poleciała jak długa na asfalt.

– Cholera… – szepnęła do siebie zastanawiając się jak pozbyć się lepkiej mazi z nogi. Nie było to tak trudne, jak myślała na początku, na szczęście miała jeszcze srebrny sztylet za pasem, który świetnie poradził sobie z pajęczyną.

– Poddaj się! – usłyszała głos Visiona. – Dalej jest nas zbyt dużo, żebyś mogła wygrać tę bitwę.

– Jeszcze zobaczymy. – zaśmiała się i doskoczyła do Ilii unikając pocisku lecącego Rhodes’a, a następnie sparowała swój sztylet z lodowym mieczem dziewczyny.

– Tym razem ci się nie dam rozproszyć! – zarzekła się Ilia.

– Doprawdy, Water Queen? – spytała z kpiną przestępczyni. Ominęła czarnowłosą i za pomocą błękitnej magii odczepiła ogromny kawał budynku, zawieszając go nad gromadą ludzi. – Jeden wasz zły ruch i oni wszyscy zginą. – zastrzegła szarooki. – Zwiążcie się tym. – rzuciła im kilka linek.

– W życiu. – odparł Spiderman bohaterskim tonem. Dziewczyna w duchu przewróciła oczami.

– Ups. – powiedziała i puściła odłam budynku. Rozległ się krzyk przerażonych ludzi, a następnie szatynka złapała gruz tuż nad ich głowami. Kilka osób zemdlało z przypływu adrenaliny.

– DOBRA! – ryknął wściekle Peter i posłusznie związał się. Reszta również to uczyniła, nawet Rhodes bo bezgłośnej wymianie zdań ze związanym Iron Manem zdecydował się poddać.  Świetnie. – klasnęła w dłonie dziewczyna odkładając kawał domu na ulicę. Kazała swoim zakładnikom złapać się za ręce, a następnie przeteleportowała się ze skrępowaną całą drużyną Avengersów. 

Opublikowano
Kategorie Marvel
Odsłon 865
3

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!