Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział szósty

Obudziłam się o szóstej przez dzwoniący budzik. Wstałam i podeszłam do okna, aby zobaczyć jaka jest pogoda. Śnieg się rozpuścił i świeci słońce. Oby ta pogoda utrzymała się do końca dnia. Teraz będzie już tylko coraz cieplej. Skierowałam się do garderoby po ubrania. Wybrałam jeansy i szarą bluzkę na długi rękaw. Gdy wyszłam z garderoby założyłam wybrany strój i spakowałam książki potrzebne na dziś. Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam, że lampka od powiadomień się świeci. Odblokowałam telefon i zobaczyłam nieodczytaną wiadomość. Dostałam ją o północy, a o tej godzinie spałam, więc to dlatego nie słyszałam telefonu. Była od nieznanego numeru, więc wahałam się czy ją odczytać.

– Dobra… odczytam ją. – powiedziałam do siebie i wyświetliłam wiadomość.

„Tęsknię za tobą Kitty. Najbardziej za twoim ciałem. Gdy byliśmy razem było nam tak dobrze. Chętnie powtórzyłbym to co wydarzyło się podczas naszego ostatniego spotkania. Przy naszym następnym spotkaniu nie będę już taki miły. Nie po tym co zrobili mi twoi bracia. Niedługo się spotkamy kotku. 

Do zobaczenia. 

V.C.”

Po przeczytaniu wiadomości przeraziłam się. Z przerażenia upuściłam telefon na podłogę. Podpisał się V.C., czyli Victor Clark. Tak się nazywa mój były chłopak. To na pewno jest on. Jestem tego pewna. Tylko on mówił do mnie Kitty. Mówił tak do mnie gdy byliśmy parą. Dzień naszego zerwania był naszym ostatnim spotkaniem. Moi bracia, gdy dowiedzieli się, że mnie zdradził poszli z nim ‘porozmawiać’. Domyślam się, że ich ‘rozmowa’ nie wyglądała miło, ponieważ gdy wrócili to mieli trochę krwi na koszulkach. Gdy poradziłam sobie z przeszłością ona znowu do mnie wraca. Chcę zapomnieć o tym co się wtedy wydarzyło. Muszę się uspokoić. Moi bracia nie mogą dowiedzieć się o tej wiadomości. Jeśli znowu do mnie napisze, wtedy zmienię numer.

Dokończyłam przygotowania do szkoły i zeszłam na dół do kuchni, aby zrobić śniadanie. Po dwudziestu minutach było gotowe. Na śniadanie zrobiłam naleśniki. Na górze było słychać jakieś hałasy, więc zapewne już wstali.

– Śniadanie gotowe! – krzyknęłam.

– Idziemy!

Po chwili siedzieli już przy stole.

– Proszę. – powiedziałam i postawiłam talerz z naleśnikami na stole – Nakładajcie sobie.

– Smacznego. – powiedzieliśmy i zaczęliśmy jeść.

Po piętnastu minutach talerze były puste. Drew posprzątał ze stołu, a ja zaczęłam przygotowywać drugie śniadanie do szkoły. Gdy Drew skończył poszedł na górę przygotować się do szkoły. Po trzydziestu minutach drugie śniadanie było gotowe. W momencie, gdy miałam iść na górę moje rodzeństwo schodziło po schodach.

– Wszyscy gotowi? – spytałam.

– Tak. – odpowiedział Drew.

– Dobrze, więc macie tutaj swoje śniadania. – powiedziałam i rozdałam im pudełka ze śniadaniem.

– Wiecie, że jest już siódma czterdzieści? – zapytał Mat.

– Już? – spytałam.

– Więc musimy się pospieszyć. – powiedział Drew.

– Najwyżej spóźnimy się kilka minut. To jeszcze nie tak źle.

– Ale lepiej już chodźmy. Może się nie spóźnimy. – powiedziałam.

– Więc się ubierajmy. – powiedział Drew.

Po chwili byliśmy gotowi.

– Skoro wszyscy są ubrani to możemy iść już do szkoły. – powiedział Mat i wyszliśmy z domu.

– Kat. Wzięłaś referat na historię?

– O nie! Zapomniałam. Czemu nie wspomniałeś o tym wcześniej? – zapytałam – Wrócę do domu, a wy możecie iść już do szkoły.

Wróciłam do domu. Zabrałam referat, który leżał na blacie w kuchni i schowałam go do plecaka.

– To wszystko przez tą wiadomość. – mruknęłam pod nosem.

– Jaką wiadomość? – Zapytał głos za mną, a ja zaskoczona podskoczyłam.

– Mat! Nie strasz mnie. – Powiedziałam gdy się odwróciłam. – Dlaczego tu jesteś?

– Chciałem z tobą porozmawiać w cztery oczy. – powiedział Mat.

– O czym?

– Chciałem wiedzieć czy coś się stało.

– Skąd ten pomysł?

Nie mogę mu powiedzieć o tej wiadomości. Muszę coś wymyślić.

– Chodzisz dziś jakaś smutna. Martwię się.

– Jeszcze nic się nie stało, ale pewnie niedługo się stanie.

– Co masz na myśli?

– Wczoraj w szkole wpadłam na dziewczynę o blond włosach z toną makijażu na twarzy.

– Zrobiła ci coś?

– Ostrzegła mnie.

– Ostrzegła? Przed czym? – zapytał.

– Powiedziała mi abym nie zbliżała się do pewnego chłopaka, bo inaczej pożałuje. Chociaż to on zbliża się do mnie, a nie ja do niego.

– Bo coś ci zrobi?

– Tak to zrozumiałam.

– Mamy coś z tym zrobić?

– Po prostu nie będę się do nich zbliżać, a jeśli coś mi zrobi to wam powiem. Dobrze?

– Niech będzie, ale mówiłaś, że to on się do ciebie zbliża, a nie ty do niego.

– Powinnam dać sobie z tym radę, a jeśli będę miała jakieś problemy wiem do kogo się zgłosić. Okey?

– No okey… ale Drew i tak o tym powiem.

– No dobrze, a teraz chodźmy, bo nie tylko się spóźnimy, ale także nie zdążymy na pierwszą lekcję. – powiedziałam i wyszliśmy z domu.

Przed domem czekał na nas Drew.

– Nie poszedłeś do szkoły? – zapytałam.

– Czekałem na was. Jak się spóźnimy to razem.

– No dobrze, a więc chodźmy. – powiedziałam.

– Drew. – Powiedział Mat, a on na niego spojrzał. – Musimy później porozmawiać.

– Stało się coś? – zapytał Drew.

– To dotyczy Kat.

– Co masz na myśli?

– Porozmawiacie o tym później, a teraz do szkoły, bo już jesteśmy spóźnieni. – powiedziałam.

Mat po drodze powiedział Drew to, o czym mówiłam mu w domu. Zareagował tak samo jak Mat. Po drodze weszliśmy jeszcze po kawę dla chłopaków i herbatę dla mnie. Gdy byliśmy już parę kroków od bramy szkoły, odezwał się Mat

– Kat. Jesteś tego absolutnie pewna?

– Tak. Jestem pewna. Jeśli ona lub ktokolwiek coś mi zrobi, od razu wam o tym powiem. Nie martwcie się tak tym.

Powiedziałam to w momencie, gdy weszliśmy na szkolny dziedziniec. Dziś jest ładna pogoda, więc większość uczniów siedzi na ławkach lub przy fontannie na dziedzińcu. Skoro uczniowie są na dziedzińcu, to znaczy, że jest przerwa, więc spóźniliśmy się na pierwszą lekcję.

– Ale się martwimy i będziemy martwić. – powiedział Drew.

– Drew ma rację. Jesteś naszą młodszą siostrą i nie ważne co się stanie zawsze będziemy się o ciebie martwić. – powiedział Mat.

– Zawsze o tym pamiętaj Kat.

– Będę, – powiedziałam i się uśmiechnęłam – ale ty – pokazałam na Matta – jesteś starszy ode mnie tylko o kilka minut.

– Co nie zmienia faktu, że jestem od ciebie starszy i nadal się o ciebie martwię. – Powiedział Mat i wypiął mi język.

– I nawet jeśli bylibyśmy młodsi nadal byśmy się o ciebie martwili. 

Zadzwonił dzwonek na lekcję.

– To ja już pójdę na lekcje. – powiedział Mat.

Pocałował mnie w policzek na pożegnanie.

– Ja też już pójdę. Nie chcę się bardziej spóźnić. – powiedział Drew.

Podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.

Co im się dziś stało? Zebrało ich na całowanie przez tą wiosnę? – pomyślałam.

Rozejrzałam się po dziedzińcu i zobaczyłam siedzących przy fontannie Alexa, Thomasa, Rose, Sama, ciemnoskórą dziewczynę, brązowowłosą dziewczynę oraz dziewczynę o rudych włosach i Luke’a. Zauważyłam, że każdy mi się przyglądał z ciekawością wypisaną na twarzy. Luke również mi się przyglądał, jednakże nie z ciekawością. Widziałam na jego twarzy… Złość? Irytację? Nie, to niemożliwe. Niby dlaczego miałby być zły. Przestałam się im przyglądać i skierowałam się w stronę klasy. Mam teraz historię z Panem Wardem.

Lucas

Siedziałem przy fontannie razem z Alexem, Tomem, Samem, Rose, Sal, Alice i Lisą. Alex z dziewczynami rozmawiał o tym co szkoła może zorganizować z okazji pierwszego dnia wiosny. Tom jak zawsze grał na konsoli, a ja i Sam rozmawialiśmy o naszej następnej piosence. Rozmawiałem z nim dopóki na dziedzińcu nie pojawiła się ta dziewczyna. Tylko, że nie przyszła sama, a z dwoma chłopakami. Chyba długo się jej przypatrywałem, bo Sam zapytał:

– Słuchasz mnie w ogóle?

– Hę? Co mówiłeś? – zapytałem.

– Zapytałem czy słuchałeś co do ciebie mówiłem. – powtórzył.

– Wybacz. Możesz powtórzyć o czym mówiłeś? – Zapytałem, a Sam spojrzał w stronę, w którą ja przed chwilą patrzyłem.

– Zainteresowała cię? – spytał i niestety Rose oraz Alex też to słyszeli.

– O kim rozmawiacie? – zapytał Alex.

– Czyżby Di wpadła ci w oko? – zapytała Roza.

– Ta dziewczyna ma na imię Di? – spytałem.

– Ja i Rose ją tak nazywamy. – powiedział Alex.

– A tak przecież nie było cię tego dnia kiedy się przedstawiała na forum klasy. – powiedział Sam.

– Nazywa się Catherine Diana Wilson i przeprowadziła się tu z Portland. – powiedziała Roza.

– Nic więcej nam nie powiedziała, ale… – powiedział Alexy.

– Ale? – zapytałem.

– Przeprowadziliśmy z Alexem małe śledztwo i wiemy, że pisze piosenki, śpiewa i gra na keyboardzie. – powiedziała Roza.

– Niestety Di nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć. – powiedział Alex.

– Di? Czemu tak ją nazywasz? Myślałem, że ma na imię Catherine. – powiedziałem, a Sam przysłuchiwał się wszystkiemu. Z natury jest cichy i nie odzywa się wiele.

– Ma na drugie imię Diana, a to jest taki skrót i nam się podoba, więc tak na nią mówimy. – powiedziała Rose i kiwnęła głową w stronę Alexa.

– A wiecie kim są dla niej ci faceci? – zapytałem.

– Czemu cię ona tak interesuje? – zapytał Alex.

– Czyżbyś się zakochał? –zapytała Roza.

– Co?! Nie zakochałem się w niej! – krzyknąłem.

– Oo! Patrzcie teraz. – powiedział Alex.

Spojrzałem w tamtą stronę. I co zobaczyłem? Jak jeden z chłopaków, który z nią rozmawiał całuje ją w policzek i odchodzi, a po chwili ten drugi pocałował ją w czoło i też odszedł. Poczułem chęć przywalenia każdemu z nich. Byłem wściekły. Co się ze mną dzieje? Spojrzała w naszą stronę, ale po chwili się odwróciła i skierowała w stronę wejścia do szkoły. Wstałem z ławki, podszedłem do drzewa i uderzyłem w nie pięścią. Podszedł do mnie Sam i położył swoją rękę na moim ramieniu w geście uspokojenia. Rose i Alex również do mnie podeszli i Rose również położyła swoją rękę na moim ramieniu.

– Stało się coś? – zapytał Sam.

– Nic się nie stało! Jest po prostu świetnie! – krzyczałem zły.

– Jesteś zazdrosny! – powiedzieli razem Rose i Alex.

– Zazdrosny? Nie jestem zazdrosny! – powiedziałem.

– Ach tak? W takim razie dlaczego jesteś zły? – spytał Alex.

– …. – milczałem. Nie wiedziałem co mam na to odpowiedzieć. Chyba naprawdę jestem zazdrosny.

– No właśnie. Jesteś zazdrosny. Nie wypieraj się tego. – powiedziała Rose.

– No i co z tego, że jestem zazdrosny? To niczego nie zmienia. – powiedziałem.

– To znaczy… – zaczął Alex, ale Rose mu przerwała.

– Że powoli zakochujesz się w Di! – powiedziała zadowolona.

– A co jeśli jeden z tych dwóch facetów jest jej chłopakiem? Co wtedy? – zapytałem. Sam siebie dobijam.

– A co jeśli nie? – zapytał Alex.

– Właśnie. Nie wiesz na pewno czy ma chłopaka. – powiedziała Roza.

– Dlaczego tak się mną przejmujecie? – zapytałem, a oni spojrzeli na siebie nawzajem.

– Ponieważ jesteśmy przyjaciółmi. – powiedzieli w tym samym czasie Rose i Alex.

– W takim razie przyjmuję waszą pomoc. Co zamierzacie zrobić? – zapytałem.

– Mamy zamiar się z nią zaprzyjaźnić, a w międzyczasie dowiemy się czy jest wolna i wszystkiego innego o niej. – powiedziała Rose.

– Tylko jest drobny problem. – powiedział Alex.

– Jaki? – spytałem.

– Musimy najpierw jakoś do niej dotrzeć. – powiedziała Roza.

– To prawda. Wszystkich od siebie odpycha i nie pozwala się do siebie zbliżyć. – powiedział Alex.

– Macie jakiś plan? – zapytałem.

– Będziemy po prostu robić wszystko, aby nam zaufała. Prawda Alex? – powiedziała Rose i się uśmiechnęła.

– Prawda. – odpowiedział.

– Dobrze. Skoro wszystko jest wyjaśnione to chodźmy na lekcje. Dzwonek był kilkanaście minut temu i reszta już poszła. – powiedział Sam.

– No to chodźmy. – powiedziałem zadowolony, a oni spojrzeli na mnie dziwnie – No co?

– Kim jesteś i co zrobiłeś z Lukiem? – zapytała Roza.

– O co ci chodzi? – spytałem.

– Luke nigdy nie chodzi na lekcje zadowolony. Odkąd go znam. – powiedział Alex.

– Chyba wiem dlaczego jest taki zadowolony i czemu chce iść tak ochoczo na lekcję. – powiedziała Rose.

– Dlaczego? – zapytał Alex.

– Ponieważ ONA tam będzie. – powiedziała i wyszczerzyła zęby.

– Aaa.. – powiedział Alex – i nie będzie z nią tych chłopaków. – dodał i również się uśmiechnął.

– I pomyśleć, że przed chwilą był wściekły i aż kipiał z zazdrości. – powiedziała Rose i zaczęła się śmiać z Alexem.

– Ha Ha Ha… bardzo śmieszne. – powiedziałem.

– Dla nas bardzo. – powiedział Alex.

– Dobrze. Koniec. Idziemy na lekcję. – powiedział Sam.

Skierowaliśmy się w stronę klasy. Mamy teraz historię z Wardem. Weszliśmy do środka. Rozejrzałem się po klasie i zobaczyłem, że Kat siedzi sama w ostatniej ławce i pisze coś na kartce. Powiedziałem Samowi na ucho, że idę do niej, a Rose i Alex poszli za mną.

– Hej. Można się dosiąść? – zapytałem, a ona oderwała wzrok od kartki i spojrzała na mnie.

Nim zdążyła odpowiedzieć usiadłem obok niej w ławce. Rose i Alex usiedli w ławce przed nami. Skąd mogli przysłuchiwać się naszej rozmowie.

– Nie powiedziałam, że możesz tu usiąść. – powiedziała.

– Nie musiałaś. Wiedziałem, że się zgodzisz. – powiedziałem i się uśmiechnąłem.

Catherine

– Nie musiałaś. Wiedziałem, że się zgodzisz. – powiedział i się uśmiechnął.

Poczułam na sobie czyjś wzrok, więc rozejrzałam się po klasie. Zobaczyłam, że ta blondynka, która wczoraj mnie ‘ostrzegła’ patrzy na mnie złowrogo. Spojrzałam na Kapturka i tylko westchnęłam. Chociaż to on się do mnie dosiadł, to ja zapewne oberwę za to po lekcji.

– Czemu spojrzałaś na mnie i westchnęłaś? – zapytał.

– Ehh… – westchnęłam ponownie – Ponieważ twoja dziewczyna się na mnie patrzy jakby chciała mnie zabić.

Spojrzał w stronę blondynki, a potem znowu odwrócił się w moją stronę i patrzył mi w oczy.

– Już ci mówiłem, że ona nie jest moją dziewczyną. Ubzdurała coś sobie i się za mną ugania. – powiedział.

– Czyżby? Jak dla mnie to wygląda trochę inaczej. Blondyna nawet się pofatygowała i ‘ostrzegła’ mnie, abym się do ciebie nie zbliżała. – powiedziałam, a on spojrzał na mnie zdziwiony.

– Groziła ci? – zapytał.

– Według niej to było ostrzeżenie, więc pozwól, że teraz ja ostrzegę ciebie. Możesz powtórzyć te słowa swojej dziewczynie. – powiedziałam, a Alex i Rose odwrócili się do nas – Jeśli chcesz być w jednym kawałku lepiej się do mnie nie zbliżaj. Tym ostrzeżeniem ratuję cię, więc znaj mą dobroć.

On przybliżył swoją twarz do mojej.

– Będę robić co mi się podoba. Nie boję się ciebie. Będziesz jeszcze moja. – powiedział gdy nasze czoła stykały się ze sobą.

Całej tej scenie przypatrywali się Alex i Rose z coraz większym uśmiechem oraz blondynka z coraz większą złością wypisaną na twarzy. Zobaczymy jak teraz Kapturek zareaguje na moją ‘zaczepkę’.

– Jeszcze zobaczymy. – Wyszeptałam mu na ucho tak, aby tylko nasza czwórka to słyszała i przygryzłam delikatnie płatek jego ucha.

Po jego ciele przeszedł dreszcz. Rose się zaśmiała, a Alex patrzył na mnie z podziwem. Spojrzałam na nich, puściłam im oczko i się uśmiechnęłam. Luke patrzył na mnie zdumiony. Czyżby nie spodziewał się takiego ruchu po mnie? Nie jestem cnotką, więc także nie będę się tak zachowywać. Spojrzałam w stronę blondyny. Była wściekła. Wstała z krzesła i wyszła z klasy. Nauczyciel kazał jej wrócić, ale go nie słuchała. Po chwili zadzwonił dzwonek. Wyszłam z klasy i skierowałam się w stronę schodów, ponieważ następną lekcję mamy w klasie na piętrze. Gdy weszłam na górę po schodach poczułam jak czyjaś ręka spycha mnie ze schodów. Próbowałam się czegoś złapać, ale nie dałam rady.

– Ostrzegałam cię, ale nie posłuchałaś. – powiedziała blondynka i odeszła.

Chciałam się podeprzeć rękami, aby wstać, ale prawa strasznie zaczęła mnie boleć.

– Ał… A więc mam do pogadania z pewną osobą. – Powiedziałam, podniosłam się z ziemi i poszłam na poszukiwania Kapturka.

Był na dziedzińcu przy fontannie. Rozmawiał z Alexem, Rose i Samem. Podeszłam do nich i od razu naskoczyłam na Kastiela.

– Powtórzyłeś jej moje słowa? – zapytałam, ale nie dałam mu okazji, aby odpowiedział – Raczej nie, więc słuchaj. Macie się więcej do mnie nie zbliżać. Ty i ona. Jeśli znowu coś mi zrobi to pożałuje. Chociaż nie gwarantuje, że i teraz nie będzie żałować. – powiedziałam, a oni patrzyli a mnie zdziwieni.

Odwróciłam się, aby udać się do moich braci, ale zatrzymała mnie czyjaś ręka na moim nadgarstku. Tym zranionym nadgarstku. Syknęłam z bólu.

– Poczekaj. Coś się stało? – zapytał Luke nadal trzymając mnie za rękę.

– Nic. Puść mnie. – powiedziałam i próbowałam wyszarpać rękę z jego uścisku, co było błędem – Ał, ał, ał… – przez to ręka boli mnie jeszcze bardziej.

Luke patrzył na mnie zdziwiony, a potem spojrzał na moją rękę, która zdążyła już spuchnąć i przybrać fioletową barwę.

– Co ci się stało w rękę? – Zapytał zmartwiony i zaczął oglądać mój nadgarstek, a Rozalia i Alexy podbiegli do mnie ze zmartwieniem wypisanym na twarzy.

– Mógłbyś już puścić moją rękę? – zapytałam.

– Dopóki nie powiesz mi co się stało nie puszczę. – powiedział poważnym głosem i spojrzał mi w oczy.

W jego spojrzeniu widziałam… zmartwienie? Niemożliwe. Luke się o mnie martwi?

– Ehh… – westchnęłam – Jesteś zupełnie jak oni. – powiedziałam, a oni na mnie spojrzeli, bo nie wiedzieli o kogo chodzi. – Spadłam ze schodów.

– Spadłaś ze schodów?! – krzyknęli Rose i Alex.

– Sama? Coś mi się nie chce wierzyć. – powiedział poważnie Luke.

– … – milczałam, a oni patrzyli na mnie wyczekująco – Dobra… Blondyna mnie zepchnęła ze schodów.

– Jennifer to zrobiła? – zapytał biało włosy chłopak.

– Mogłem się domyślić, że to ona. – powiedział wściekły Luke.

– Luke uspokój się. – powiedziała Rose.

– Właśnie. Wściekłością nic nie wskórasz. Musisz się uspokoić. – powiedział Alex.

– Jak mam się niby uspokoić?! – zapytał nadal wściekły Luke.

– Dasz radę, a teraz mnie puść. Chcę już sobie iść. – powiedziałam.

– Gdzie się wybierasz? – zapytał Rudy.

– Jak najdalej od ciebie. – powiedziałam i jakoś uwolniłam rękę.

Gdy spojrzałam w jego oczy zobaczyłam ból. Zraniłam go tą odpowiedzią? Dlaczego? – pomyślałam.

Zadzwoniłam do Drew.

Ja: Gdzie jesteś?

Drew: Pod salą numer sześć. Na dole.

Ja: Zaraz tam będę. Czekaj na mnie.

Drew: Stało się coś?

Ja: Wszystko ci wyjaśnię jak się spotkamy.

Drew: Okey. Czekam.

Po tym się rozłączyłam.

Luke chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.

– To cześć. – powiedziałam i odeszłam.

Rosalie

Luke posmutniał, usiadł na ławce i schował twarz w dłonie.

– Co jest? – zapytał Alex.

– Martwię się. – powiedział Luke.

– Wow. Przez tą dziewczynę zaczynasz się zmieniać. Oczywiście na lepsze. – powiedziałam.

– Więc czym się martwisz? – zapytał Sam.

– Martwię się o nią, tym, że mnie odrzuca i tym z kim rozmawiała. 

– Nie tylko ciebie odrzuca, więc tym nie musisz się martwić. – powiedziałam.

– Niedługo się do nas przekona i wtedy zajmiesz się czymś innym niż zamartwianiem. – powiedział Alex i uśmiechnął się do niego.

– Na przykład czym? – zapytał Luke.

– Na przykład pomyśl o tym jak ją w sobie rozkochać. – powiedziałam i się uśmiechnęłam.

– Mają rację Luke. Już niedługo będziesz planował wasze randki. – powiedział Sam.

– A co z tymi chłopakami? – zapytał Luke.

– Tym się nie przejmuj. Razem z Rose wybadamy sprawę. – powiedział Alex.

– Możesz na nas liczyć. – powiedziałam, a on się uśmiechnął – Wiesz Luke…

– Co? – zapytał.

Usiadłam obok niego na ławce i położyłam rękę na jego ramieniu.

– Trzymaj się tej dziewczyny. Widać, że jesteście do siebie pasujecie. Dzięki niej zmieniasz się na lepsze. – powiedziałam.

– Rose ma rację Luke. I my na pewno ci w tym pomożemy. Masz w nas wsparcie. – powiedział Alex i się uśmiechnął.

– Ja też pomogę. – powiedział Sam.

– Dziękuję wam. – powiedział.

– Dobrze. Koniec tych czułości. Chodźmy na następną lekcję. – powiedziałam.

– No to idziemy. – powiedział Luke i udaliśmy się pod następną salę.

Catherine

– To cześć. – powiedziałam i odeszłam.

Udałam się pod klasę, w której ma teraz lekcje Drew. Gdy tylko go zobaczyłam przytuliłam się do niego. Na początku był zaskoczony, ale po chwili odwzajemnił uścisk.

– Mów co się stało. – powiedział, gdy się od siebie oderwaliśmy.

– Spadłam ze schodów. – powiedziałam.

– Sama czy ktoś ci pomógł? – zapytał.

– Ta blondynka co mi wczoraj groziła. Dowiedziałam się, że ma na imię Jennifer. Gdy weszłam na piętro, zepchnęła mnie ze schodów. – powiedziałam.

– Nic ci się nie stało? – zapytał spanikowany.

Od razu zaczął mnie oglądać czy jestem gdzieś ranna. Gdy dotknął przez przypadek mojej prawej ręki, syknęłam z bólu.

– Ał… To nic takiego. Boli mnie tylko ręka. – powiedziałam.

– Pokaż ją. – powiedział i podwinął mi rękaw – Nic takiego mówisz? To niby dlaczego jest taka spuchnięta i ma prawie czarny kolor? – zapytał.

– Nic mi nie jest. Za kilka dni nie będzie śladu. – powiedziałam.

– Nic już nie mów. Dzwonię do Matta i jedziemy do szpitala. A co z nogami? – powiedział.

– Wszytko w porządku. – powiedziałam.

– Jakoś ci nie wierze. Pokaż. – powiedział i podwinął mi nogawki spodni – Skoro jest wszystko w porządku to dlaczego lewa kostka jest spuchnięta? – zapytał.

– Co? Ale mnie nie boli. Nic nie czułam. – powiedziałam zaskoczona tym, że mam spuchniętą kostkę.

– Czyżby? – zapytał i dotknął rannej kostki. Syknęłam z bólu. – Nadal mówisz, że cię nie boli?

– Dobrze. Przyznaję ci rację. Dzwoń do Matta i jedźmy już do tego szpitala. – powiedziałam.

– Już dzwonię. – powiedział i wybrał numer zapewne do Matta.

Drew: Mat słuchaj jest problem. Spotkajmy się przy wejściu do szkoły.

Mat: Dobrze. Zaraz tam będę.

– My też już chodźmy. – powiedział i wziął mnie na ręce w stylu panny młodej.

– Postaw mnie na ziemię. Mogę sama chodzić. – powiedziałam.

– Nie będziesz chodzić sama, gdy masz ranną nogę. – powiedział.

Gdy czekaliśmy przy wejściu na chłopaków, do szkoły wszedł Luke i pozostała trójka. Cała czwórka przyglądała się nam. Zastanawiam się czemu. No tak. Przecież Drew nadal mnie trzyma.

– Drew możesz mnie puścić. – powiedziałam.

– Nie ma mowy. – powiedział.

– Ehh… – westchnęłam – Z tobą nigdy nie wygram.

A oni nadal stali z boku i patrzyli.

Rosalie

Po naszej rozmowie skierowaliśmy się w stronę wejścia do szkoły. Zobaczyłam w oknie Di oraz tego chłopaka z rana i, że trzyma ją na rękach w stylu panny młodej. Cholercia… Luke nie może tego zobaczyć, bo znowu będzie smutny, a dopiero co go wyciągnęliśmy z dołka.

– Luke wiesz co? Może wejdziemy do szkoły innym wejściem? – zapytałam.

– Po co? Przecież możemy wejść od przodu. – powiedział.

Podszedł do mnie Alex i wyszeptał mi do ucha.

– Stało się coś? – spytał szeptem Alex.

– Spójrz na wejście do szkoły. Kogo tam widzisz? – powiedziałam.

– O kurczę. Co teraz? – spytał.

– Musimy go odcią-… – nie dokończyłam, ponieważ Luke ich zauważył. Zobaczyłam ból w jego oczach. Jemu naprawdę na niej zależy. – …gnąć. Ehh… – westchnęłam – Już za późno. Zobaczył ich.

– Luke… – zaczęłam, ale mi przerwał.

– Nadal myślicie, że nie ma chłopaka? – zapytał smutny.

– A może to nie jest tym na co wygląda? – zapytał Sam.

– A niby co? – spytał.

– Chodźcie. Zaraz możemy się przekonać.

Lucas

Gdy weszliśmy do szkoły nie odrywałem od nich wzroku. Kat spojrzała na nas pytająco. Po chwili chyba domyśliła się dlaczego na nią patrzymy, bo się odezwała.

– Drew możesz mnie puścić. – powiedziała.

– Nie ma mowy. – powiedział.

– Ehh… – westchnęła – Z tobą nigdy nie wygram.

– Czemu on ją tak trzyma? – spytałem szeptem tak, aby tylko pozostała trójka mnie słyszała. – Nadal uważacie, że nie ma chłopaka?

Ścisnąłem ręce w pięści, aby tylko się na niego nie rzucić.

– Spokojnie. Spróbuj się na niego nie rzucić. – powiedziała szeptem Rose i ścisnęła moją rękę.

– Próbuję. – powiedziałem – Jak mam być spokojny, gdy widzę coś takiego? – zapytałem szeptem.

– Dasz radę. Skoro tu stoją muszą na coś lub kogoś czekać. – powiedział szepcząc Alex.

– A czy on musi ją tak trzymać? – zapytałem.

– Widzę, że gdy będziecie parą to Di będzie miała z tobą małe problemy. – powiedziała Rose chichocząc.

– Jakie i czemu się śmiejesz? – zapytałem.

– Będziesz o wszystkich zazdrosny. Nie pozwolisz się nikomu do niej zbliżyć? Jeśli nie będąc jeszcze z nią jesteś taki zazdrosny, to co będzie gdy będziecie razem. Zazdrośnik. – powiedziała nadal chichocząc.

– Jeśli będzie taka potrzeba to wszędzie będę za nią chodzić. – powiedziałem szczerząc się.

– Ehh… – westchnęła – Nie będzie miała z tobą łatwo… – powiedziała.

Po chwili przyszedł drugi chłopak z rana.

– Drew! Co się stało? 

– Musimy zawieźć Kat do szpitala. – powiedział chłopak, który trzyma ją na rękach.

– Ale co się stało i dlaczego trzymasz ją na rękach? 

– Ponieważ jest ranna w nogę. Prawdopodobnie ma skręconą lewą kostkę. – powiedział ‘Drew’.

– Widzisz? Bez powodu nie trzymał jej na rękach. – powiedział szeptem Alex.

– Ale czemu poszła z tym do niego? – zapytałem.

– Widocznie nam jeszcze nie ufa. Nie zna nas długo. – powiedział Sam.

– Luke. Nie martw się. Będzie dobrze. – powiedziała Rose.

– Mam nadzieję. – odpowiedziałem.

– Jedźmy już do tego szpitala. Chcę mieć to już za sobą. – powiedziała Kat.

– Dobrze. – powiedział ‘Drew’ i wyszli ze szkoły.

– Chodźmy już na lekcję. – powiedział Alex.

– Nie chcę tam iść. – jęknąłem.

– Hahaha… – Rose i Alex zaczęli się śmiać.

– Z czego się śmiejecie? – zapytałem.

– Z ciebie. – powiedział Alex.

– Powiedziałem coś śmiesznego? – spytałem.

– Śmiejemy się z twojego zachowania. – powiedziała Rose.

– Ale dlaczego? – zapytałem.

– Ponieważ jak ona jest na lekcji to ty idziesz na lekcję cały w skowronkach. – powiedziała i znowu wybuchła śmiechem.

– A gdy jej nie ma na lekcji to jęczysz, że nie chcesz tam iść. – powiedział Alex i także wybuchł śmiechem, po czym Sam również zaczął się śmiać.

– Przestańcie się ze mnie śmiać. – powiedziałem.

– Luke… Powiedziałam to raz, ale powiem znowu. Taki jesteś najlepszy. Nie zmieniaj tego. – powiedziała Rose, gdy opanowała już napad śmiechu.

– Dobrze… chodźmy już na tą lekcję. – powiedział Sam i udaliśmy się pod klasę.

Catherine

Jesteśmy w szpitalu już od trzydziestu minut. Siedzimy przed gabinetem lekarza i czekamy aż przyniosą moje prześwietlenie ręki oraz nogi. Z gabinetu wyszła pielęgniarka.

– Catherine Wilson. – powiedziała.

– Już idę! – powiedziałam.

– Kat. Pomóc ci dojść do krzesła w gabinecie? – zapytał zmartwiony Mike.

– Nie trzeba. Dam radę. – powiedziałam.

– No dobrze. – powiedział, a ja weszłam powoli do gabinetu.

– Dzień dobry. – przywitałam się z lekarzem.

– Dzień dobry. – odpowiedział.

– I jak? – zapytałam.

– No cóż… Masz skręconą kostkę. Smaruj ją sobie maścią od opuchlizny i bandażuj ją. Będzie lepiej jeśli nie będziesz chodziła na niej przez jakieś trzy, cztery dni. Ale nawet po tych czterech dniach bądź ostrożna. – powiedział lekarz.

– Dobrze, a co z ręką? – zapytałam.

– Z ręką jest trochę gorzej. Ręka jest mocno stłuczona. Będziemy musieli założyć ci gips. Będziesz nosiła go przez dwa tygodnie. A po tym czasie przyjdziesz na kontrolę. Zdejmiemy ci go i zobaczymy w jakim stanie będzie ręka. Jeśli będzie dobrze nie będzie potrzeby ponownego zakładania gipsu. Jeśli będzie inaczej to będziemy musieli go ponownie założyć. – powiedział lekarz.

– Nie ma innego wyjścia, prawda? – zapytałam.

– Niestety, a teraz zapraszam do pokoju obok na założenie gipsu. – powiedział lekarz i pomógł mi dotrzeć do fotela w pokoju obok.

Skończyli zakładać gips na moją rękę po dwudziestu minutach. Wyszłam z gabinetu i od razu bracia do mnie podeszli.

– I jak? – zapytała cała trójka.

– Mam skręconą kostkę i mocno stłuczoną rękę. Mam nie chodzić na tej nodze przynajmniej cztery dni. Po tych czterech dniach muszę jeszcze na nią uważać. Smarować codziennie maścią, która zmniejszy opuchliznę i bandażować. Rękę będę miała przynajmniej dwa tygodnie w gipsie. Po dwóch tygodniach mam przyjechać na wizytę kontrolną i zdjęcie gipsu. Jeśli będzie poprawa nie założą mi go ponownie. Jeśli nie będzie to założą mi znowu gips. To wszystko. – powiedziałam.

– A więc zostajesz w domu do końca tego tygodnia i nigdzie nie wychodzisz. – powiedział Drew.

– Ale… – chciałam coś powiedzieć, ale Mat mi przerwał.

– Nie ma żadnego ale. Nie będziesz chodzić z taką nogą. Koniec kropka. Decyzja zapadła. 

– Chłopaki mają rację Kat. Jeśli się nie posłuchasz nie wyleczysz kostki.

– No dobra. Niech wam będzie. 

– Skoro już po wszystkim to wracajmy do domu. – powiedział Drew.

– Jestem za. – odpowiedzieliśmy.

Drew podszedł do mnie i znowu wziął mnie na ręce.

– Czemu musisz mnie nosić? – zapytałam i wyszliśmy ze szpitala.

– Ponieważ nie możesz chodzić na tej nodze. 

– Właśnie. 

– Może kupimy ci kule? Gdy miną cztery dni będziesz mogła zacząć już na nią stawać, więc przydadzą ci się. – powiedział Kei.

– Możecie je kupić. – powiedziałam.

Po trzydziestu minutach byliśmy w domu.

– Zrobię obiad, a wy poczekajcie. – powiedziałam.

– Chwileczkę. Chcesz zrobić obiad w takim stanie? – zapytał Drew.

– Nie możesz. 

– Ale wy nie możecie tego zrobić, bo spalicie kuchnię. – powiedziałam.

– Ma rację. – powiedział Mat – W takim razie my ci pomożemy.

– No dobrze. – powiedziałam i zaczęliśmy robić obiad.

Było ciężko przyrządzić dzisiejszy obiad, ale w końcu się to udało. Gdy kończyliśmy robić obiad chłopcy wyszli kupić dla mnie kule. W sumie przyrządzenie obiadu zajęło dwie godziny, ale ważne, że kuchnia jest w jednym kawałku i dom nadal stoi.

– Wróciliśmy! – krzyknęli.

– I mamy dla ciebie kule.

– W samą porę. Akurat skończyłam robić obiad. Siadajcie do stołu. – powiedziałam.

– Smacznego. – powiedzieli.

Po dwudziestu minutach wszyscy skończyli jeść obiad. Drew sprzątnął po obiedzie. Gdy powiedziałam im, że idę na górę Drew kazał Mattowi zanieść mnie do mojego pokoju. Postanowiłam, że skoro nie mam co robić to się trochę pouczę. Gdy skończyłam się uczyć, było już całkiem późno. Stwierdziłam, że pójdę się wykąpać i położę się spać. Po pół godzinnej kąpieli położyłam się na łóżko i zasnęłam.

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 258
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!