Zakochana w mroku Gotham – part 2

Mój spokój ducha nie trwał długo, a dokładnie niecały miesiąc. Minęło 20 – kilka dni, po których Joker ponownie uciekł z Arkham. Po co go tam w ogóle zamykać skoro zaraz jest na wolności ponownie? Który to już raz? Setny? Musiałam się wyluzować. Jakimś cudem udało mi się przespać tę noc, rano ogarnęłam się, ubrałam na luzie, zeszłam na śniadanie. O dziwo tata i Robin siedzieli przy stole, a Albert przynosił smakołyki. Dołączyłam się.

– Cześć tato, cześć Robin.

– Dzień dobry kochanie. Jak się czujesz?

– Znakomicie. Co się dzieje?

– Nic takiego, dlaczego pytasz?

– Bo jest sobota rano i wszyscy razem siedzimy przy śniadaniu, jak normalna rodzina.

Spojrzałam z wyrazem szoku na twarzy moich towarzyszy. A oni nie wiedzieli o co mi chodzi.

– Raz na jakiś czas przyda nam się miła odmiana – dodał Robin.

– Mirage, słyszałaś, że Joker ponownie uciekł z Arkham.

– Tak, ale nie martwię się. Nie byłam nigdy jego celem.

– Mam taką nadzieję, ale niepokoję się o twoje bezpieczeństwo. Nie chcę cię zamykać w domu, ani nadzorować non stop. Będziemy z Robinem szukać tego klauna wraz z policją, ale do ponownego namierzenia go wolałbym, abyś się nie wychylała.

No tak, musiał odnieść się do moich wybryków. Rzuciłam mu wymowne spojrzenie

– Postaram się.

Tata i Robin zaczęli poszukiwania zaraz po posiłku. Nie chciałam siedzieć w domu. Musiałam gdzieś wyjść. Dom spokojnej starości nie był dobrym miejscem w tej chwili. Musiałam się wyżyć. Albo zrelaksować. Albo jedno i drugie. Chyba miałam plan. Chwyciłam telefon i wybrałam numer.

– Mira?

W słuchawce odezwał się damski głos Kat. Mojej przyjaciółki z liceum.

– Siemasz kocie.

– W końcu się odezwałaś. Co słychać?

– Mam pewien plan na dzisiaj, a ty jesteś jego częścią. Zaciekawiona?

– Kawiarnia Gotham Coffee.

– Będę za 15 minut.

Cała Kat. Uśmiechnęłam się po rozłączeniu. Wiedziała czego mi trzeba. O umówionym czasie byłam na miejscu. Kat zajęła nasz ulubiony stolik i zaprosiła dodatkowo Tess, ostatnią część naszego Tria. Wszystkie znałyśmy się ze szkoły. Matka Kat była najbardziej cenionym adwokatem w Gotham, natomiast rodzice Tess władali na giełdzie. Ale statusy naszych podopiecznych nas nie obchodziły. Liczył się luz życia i ciągle doładowywana karta kredytowa. Dawniej co tydzień szalałyśmy na zakupach, teraz miałyśmy dla siebie mniej czasu. Byłam radosna móc je widzieć po długiej przerwie. Zamówiłyśmy desery i się zaczęło.

– Rozwiej nasze wątpliwości i powiedz – zaczęła Tess – naprawdę doszło do porwania? Myślałam, że takie sensacje ma się z głowy w wieku 20 lat.

– Ja też, ale tak. I nie była to najlepsza przygoda życia.

– Nie chrzań. Mów, jak to jest, oko w oko z tym psycholem?

Zmrużyłam oczy. Wcale nie chciałam wspominać Jokera. Ale opowiedziałam wszystko po kolei, ze szczegółami. Natychmiast jednak zmieniłam temat. Skończyło się na babskich sprawach. Tess opowiadała o swoim chłopaku i ich wyjeździe do Californi na wakacje, a Kat o stażu w kancelarii matki. Ja nie miałam o czym gadać. Przez połowie wakacji zrobiłam totalne zero. Kat która siedziała naprzeciwko okna, nagle zacisnęła usta i zmrużyła oczy.

– Co się stało? – Spytałam.

– Chyba, ktoś na ciebie czeka.

Wysunęła teatralnie brodę, obróciłam się i zobaczyłam, ze po drugiej stronie ulicy czeka Drake. Czarnowłosy chłopak w kapturze uniósł dłoń w geście przywitania się. Wiedziałam, że będzie tam stał, aż do niego nie przyjdę. Lekko się uśmiechał. Kat za nim nie przepadała, a Tess cały czas mi mówiła, abym na niego uważała. Ale znałam go lepiej i dłużej od dziewczyn.

– Chyba na dzisiaj muszę już spadać. Zadzwonię do Was.

Pożegnałam się i ruszyłam do przyjaciela. Ale czy mogłam go tak nazwać? Kiedy się zbliżyłam on ruszył chodnikiem, nawet się nie zatrzymywałam i zrównałam z nim krok.

– Co cię przywiało? Już cię wypuścili? – Był zamknięty na 24.

– Podobno cię porwano.

– Yap.

– Ty to masz życie. Mam nadzieję, ze dobrze się bawiłaś.

– Powiedział, ten który zaliczał nie jeden odlot na haju.

– Ucieszyłem się jak usłyszałem, ze żyjesz. Martwiłem się.

– Zależy ci na mnie?

– Jesteś jak młodsza siostra, pewnie, ze tak.

Tak, to był mój Drake. Skoczyłam przed niego i zagrodziłam drogę. Wpadł prosto w moje ramiona. Przytuliłam go i pocałowałam. Nie protestował.

– Nie jestem pewien, czy tak zachowuje się rodzeństwo.

– Zakochani też nie.

Nie byliśmy parą, ani kochankami. Nie chodziliśmy za rękę, ani nie obściskiwaliśmy się na ulicy. Nigdy nie uprawialiśmy seksu. Tylko pocałunek, raz na jakiś czas, z jakiegoś radosnego powodu. Byliśmy przyjaciółmi. Najlepszymi od zawsze. Uśmiechnęliśmy się do siebie i ruszyliśmy pod nasze stare liceum. W przeciwieństwie do Tess i Kat, z Drak’iem znaliśmy się znacznie dłużej. Jego rodzice byli dobrymi przyjaciółmi taty i mamy, kiedy jeszcze żyła. Po jej śmierci ograniczyli kontakty, a Drake przestał być regularnym gościem w moim domu, a ja w jego. Nasze drogi nieco się rozeszły jakiś czas temu. To on wciągnął mnie w ten gangsterski style. Spodobało mi się. Każda akcja była wspólna. Na komisariacie zawsze lądowaliśmy razem. I właśnie dlatego ojciec za nim nie przepadał. Bywał u mnie w tajemnicy gdy ojca nie było, a poza tym to nikt nie wiedział o naszych spotkaniach.

Kiedy dotarliśmy do celu, przeskoczyliśmy przez bramę i usiedliśmy na schodach ogólniaka. Były dwa główne wejścia. Jedno od otwartej ulicy, drugie od strony parku, czyli niewidzialne dla innych. Były tam ściany pełne graffiti oraz wydrapanych imion lub inicjałów. Nasze też tam były. Znalazłam je i przejechałam dłonią. Drake usiadł na schodach.

– Jaki on jest?

– Dlaczego wszyscy o to pytają? – Odpowiedziałam beznamiętnie patrząc na ścianę.

– Bo to ciekawe. Poza tym im więcej wiesz o swoim wrogu, tym mniej niebezpieczny się staje.

– To nie jest mój wróg. Tylko mojego ojca – tak, Drake wiedział kim naprawdę jest Batman – nie byłam częścią planu.

– Co to za melina, do której cię zabrali?

– Stary zakład chemiczny, ten zamknięty na przedmieściach.

– Masz ochotę na wycieczkę? Już dawno nie opowiadaliśmy sobie strasznych historii w jakimś nawiedzonym miejscu.

– Nie ma mowy. Wcale nie chcę tam wracać.

– Myślę inaczej i myślę, że miałabyś ochotę nawet jeszcze raz go zobaczyć.

– Jesteś prawie tak samo walnięty jak on. Albo zazdrosny.

Ale cholera on miał rację. Im więcej o nim myślałam, im więcej razy kazano mi go wspominać, tym bardziej chciałam sobie lepiej przypomnieć to nasze spotkanie. Trzepnęłam go w łeb. Posiedzieliśmy, powspominaliśmy i się rozeszliśmy. Wróciłam do domu. Było jeszcze wcześnie. Nikogo oczywiście nie było. Najwidoczniej tata i Robin dalej szukali klauna. Przy stole spotkałam Alfreda który jadł kolację. Postanowiłam się dzisiaj sama obsłużyć i dosiadłam się.

– Dobry wieczór panienko.

– Mira. Proszę. Znasz mnie od urodzenia. Mów mi po imieniu Alfredzie. – Uśmiechnął się.

Zjedliśmy na spokojnie kolację, trochę rozmawialiśmy. Potem udałam się do swojego pokoju i od razu położyłam do łóżka. Zasnęłam po kilku minutach. Jednak mój sen nie trwał długo. Kiedy w mojej głowie zabrzmiał szaleńczy śmiech, a tło zabarwiło kolorami obudziłam się gwałtownie łapiąc powietrze i podnosząc się na łóżku. Usłyszałam huk za oknem. Panowała burza. Niby nic niezwykłego w tym mieście, ale nie dla mnie. Kochałam burzę. Dla mnie zawsze była wyjątkowa. Od kiedy pamiętam. Wyszłam na balkon i pozwoliłam, aby zimny deszcz mógł pokryć mnie całą. Był orzeźwiający. Przyjemny. Odetchnęłam z ulgą.

Lecz nagle, odniosłam wrażenie, ze coś jest nie tak. Miałam zamknięte oczy, ale miałam też wspaniały słuch i węch. Wyczułam czyjąś obecność. Obcą. Gwałtownie odwróciłam się w stronę drugiego końca sporego tarasu. Na balustradzie siedział Joker. Wystraszona zrobiłam gwałtowny skok ku drzwiom, niczym kot, które były zamknięte, a ja walnęłam w twarde szkło i upadłam jak długa na ziemię. O boże, idiotko! Już byłabyś martwa, gdyby… no właśnie. Dlaczego nie jesteś martwa? Spojrzałam na balustradę. Klaun dalej na niej siedział i patrzył na mnie. Kiedy wciąż się mu wpatrywałam, podparł brodę na dłoni i uśmiechnął się tak jak tylko on potrafił.

– A jednak się boisz. Dlaczego akurat teraz?

Podniosłam się o otarłam obolały policzek. Był to ten sam, na którym wcześniej zadano mi cios nożem.

– Może dlatego, ze wkradłeś się do mojego domu. Radzę ci się wynosić. Mój krzyk wystarczy aby pojawił się ochroniarz.

– W przeciwieństwie do ciebie, ja się nie boję.

– Ja również.

– Czyżby?

Zeskoczył z balustrady i wręcz wybiegł w moją stronę, radosnym, skocznym krokiem. Odciął mi drogę do wejścia na balkon. Zapędził w kozi róg, po czym oparłam się o balustradę rękoma od tyłu. Wręcz przycisnął się do mnie, zachował dystans może pół metra. Cały czas się uśmiechał pod nosem i trzymał nóż, ten sam, którym mnie zranił. Wychyliłam się do tyłu.

– Nie mnie musisz się obawiać. Przyszedłem tylko po to, aby jeszcze raz ujrzeć twarz osoby, która wpakowała mnie do Arkham. Bywałem tam wiele razy. Ale po raz pierwszy nic tak naprawdę nie zrobiłem. Chociaż…

Wysunął dłoń, w której trzymał nóż. Odsunął mi z twarzy mokre włosy i spojrzał na bliznę.

– Dla jasności – oblizał usta – to nie moja wina.

– Nie mam żalu.

Odsunął się i spojrzał na mnie zaskoczony. Chyba po raz pierwszy nikt go za nic nie obwiniał. Schował nóż, ku mojej uciesze. Zrobił dwa kroki w tył, dając mi odetchnąć. Znów jakby przestałam się bać. Czy to nie dziwne? Kiedy już go spotykam, nie mam strachu, a kiedy o nim myślę, jestem przerażona.

– Powiedz, ale szczerze. Boisz się?

– Nie.

– Dlaczego?

– Nie wiem.

– A chcesz się dowiedzieć?

Spojrzałam na niego nie rozumiejąc pytania. Chyba tak, ale nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Nagle do moich uszu dotarł głos nadjeżdżającego samochodu taty. Zwróciłam się w stronę podjazdu. Klaun szybko pojął o co chodzi. Znów się zbliżył, ale jeszcze bliżej, tak aby w razie czego nie było go widać. Szepnął mi na ucho.

– Jeśli tak, to nie zawahaj się wpaść do miejsca gdzie się poznaliśmy. I dobrze by było, gdybyś nikomu nie wspomniała o naszym spotkaniu.

Poczułam jak się oddala i gdy znów się odwróciłam już go nie było. Cholera! Chciałam wiedzieć!

Opublikowano
Kategorie DC
Odsłon 387
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!