Przeszłość i prawda o Norwegii – część II

Norwegia – Lukas Bondevik
Islandia – Emil Steilsson
Dania – Matthias Køhler 
Finlandia – Tino Väinämöinen 
Szwecja – Berwald Oxenstierna

SKRYWANE UCZUCIA

perspektywa Norwegii

Po wyrzuceniu Emila z swojego pokoju wręcz zatrzasnąłem drzwi i niemal od razu przekręciłem klucz. Oparłem się ciężko o drewnianą powierzchnię i próbowałem oddychać głęboko, aby się uspokoić. Niestety emocje wzięły nade mną górę, a do oczu napłynęły mi łzy. Niekontrolowanie przygryzłem dolną wargę, sprawiając, że poczułem metaliczny posmak.

Nie wiedziałem co myśleć… wspomnienia wróciły i dowiedział się o tym mój brat. Emil miał nigdy się o tym nie dowiedzieć, przynajmniej dopóki ja nie będę gotowy, żeby o tym rozmawiać. Przynajmniej nie wygadał mu tego ten głupi Duńczyk, który był do tego zdolny.

Załzawionymi oczami spojrzałem na odkrytą misę i złote nitki się w niej unoszące. Woda była spokojna, nic nie mogło świadczyć o tym, że coś jest nie tak. Jedynie mój stan był inny niż powinien.

– Weź się w garść… – mruknąłem sam do siebie drżącym głosem, wycierając oczy krańcem koszulki.

Na drżących z emocji nogach podszedłem do stolika i usiadłem ciężko na krześle. Patrzyłem nadal na misę, nie wiedziałem co dokładnie Islandia w niej zobaczył. Mógł zobaczyć tyle moich wspomnień. Na pewno wiedział o Hilde oraz Bjørnie . Jednak co dokładnie o nich wiedział…?

Nagle poczułem coś mokrego na mojej dłoni, spojrzałem na nią dostrzegając mokry ślad, po którym spłynęła kropla. Ostrożnie ją unioslem i dotknąłem swojego policzka, który okazał się być wilgotny.

– Miałeś się nie mazać… – zbeształem samego siebie, wyciarajac ponownie policzki oraz oczy.

Nie miało nigdy do tego dojść…

perspektywa Islandii
kilka dni później

W ciszy siedziałem przy stole razem z Danią, Finlandią oraz Szwecją. Od kilku dni nie widziałem się z Norwegią, unikał mnie. Nie wiem dlaczego. Pozostali zauważyli nasze dziwne zachowanie, jednak nie pytali o co chodzi.

Może to i lepiej…

W mojej głowie był mętlik, nie wiedziałem co dokładnie powinienem myśleć o tym co zobaczyłem. Tak bardzo nie chciałem wierzyć w magię i te wszystkie fantastyczne stworzenia. Jednak ignorowanie ich nie było takie proste.

– Co się stało między tobą a Lukasem? – zapytała jedna z wielu tycich wróżek, które kręciły się po naszym domu. Przysiadła obok mojej szklanki z sokiem i patrzyła na mnie wyczekująco. Ja starałem się ją za wszelką cenę ignorować, nie zamierzałem być brany za dziwoląga jak mój brat. – Nie ignoruj mnie, wiem, że mnie widzisz Emil!

Wróżka cały czas coś mówiła, latała dookoła mnie, okazjonalnie pociągnęła mnie za włosy czy dźgnęła dłonią w policzek. Te wróżki naprawdę potrafiły być mega irytujące.

– Emil. – Nagle z rozmyśleń wybudził mnie głos Finlandii.

– Em? Co? – zapytałem, widząc, że cała trójka patrzy na mnie wyczekująco.

– O co chodzi tobie i Lukasowi? – zapytał Tino.

– Yhm… ciężko to wyjaśnić – oznajmiłem zdawkowo, patrząc na swój talerz znowu.

– Przynajmniej spróbuj – zachęcił go Finlandczyk.

– Uhm… wiedzieliście może, że Lukas miał żonę i syna, Bjørna? – zapytałem cicho i niepewnie.

– Co?! – Tino wyglądał na mocno zaskoczonego, nie wiedział chyba nawet o co dokładnie chodzi.

Z twarzy Szwecji nie mogłem wywnioskować zbyt wiele, jego mimika nie uległa zmianie prawie wcale. Natomiast Dania szybko sięgnął po swoje piwo i zaczął zachłannie pić. Najwyraźniej nie chciał się odzywać na ten temat. Matthias musiał coś o tym wiedzieć. Patrzyłem więc wyczekująco na Duńczyka. Ten po dłuższej chwili zauważył, że nie ma szans.

– Lukas zabronił o tym mówić – wymamrotał Kohler.

– Wiedziałeś? – zdziwiłem się trochę, że Matthias znał lepiej mojego brata niż którykolwiek inny nordyk, niż ja sam.

– Ale o co dokładnie chodzi?! – dopytał Finlandia.

– Skoro Emil już wie to raczej mogę wam wszystkim powiedzieć… – westchnął blondyn i odchrząknął. Dania szybko spojrzał po nas wszystkich i dopiero zabrał głos. – To było ogólnie bardzo dawno temu. Dopiero Lukas zdecydował się rozpocząć podróże na zachód, aby się dowiedzieć czy coś tam jest. Wtedy też dopłynął na Wyspy Brytyjskie, a wśród jego załogi była Hilde. Świetnie się dogadywali, oboje dobrze walczyli i nie byli jak wszyscy inni naokoło. Jakoś tak się do siebie zbliżyli, a podczas jednej z kolejnych wypraw do Anglii obiecał jej, że jak wrócą to pojmie ją za żonę. Byłem wtedy razem z nimi i byłem nawet gościem na ich weselu… – W tym momencie Matthias dopił do dna swoje piwo, a po odłożeniu butelki kontynuował. – Rok później Norwegia płynął z swoimi ludźmi do Francji, chcieli zdobyć Paryż i im się to udało, a po kilku latach ponownie chcieli zdobyć Paryż. Tym razem miałem z nimi płynąć. Gościłem wtedy u nich. Mieli syna Bjørna. Genialny chłopak, niby miał pięć lat, a był bardzo sprytny i inteligentny. Potrafił z łuku upolować królika bez większego problemu. Później ruszyliśmy do Paryża, nie udało nam się zdobyć miasta, wróciliśmy praktycznie bez niczego. Jedynie kilka przybrzeżnych miast i wiosek złupiliśmy. Kiedy wróciliśmy okazało się, że w wiosce Lukasa zmarła spora grupa osób na chorobę. Jednak to był dopiero początek. Zaczęła ona panować wszędzie. Jak po roku przypłynąłem ponownie, aby ruszyć razem z Lukasem na Anglię… Hilde oraz Bjørn już nie żyli, byli ciężko chorzy, a Lukas zmienił się nie do poznania… Oddał się całkowicie podróżom i odkrywaniu nowych lądów. Wrócił dopiero po roku, razem z tobą… – W tym momencie Duńczyk spojrzał wprost na mnie, a później spuścił wzrok na blat stołu. – Na początku myślałem, że Bjørn jednak żyje, byłeś tak łudząco do niego podobny…

– Byłem podobny do Bjørna…? – powtórzył z niedowierzaniem Emil.

– Niemal identyczny… – Przytaknąć Matthias.

– I dlatego Lukas mnie wziął?! – spytałem oburzony i zdębiały.

– Co?! Nie! Źle to rozumiesz! – Dania próbował mnie uspokoić, ale ja stwierdziłem, że nie chce tego słuchać. Wstałem od stołu i poszedłem do przedpokoju. Szybko założyłem buty, kurtkę oraz resztę zimowego odzienia. Matthias cały czas próbował mnie zatrzymać, ale ja bez słowa wyszedłem na zewnątrz i ruszyłem przed siebie.

Słyszałem tylko chrząszczący śnieg pod stopami oraz odgłosy nocy. Gdzieś zahuczała sowa czy zawył wilk. Wiedziałem, że to dźwięki oddali. Bez zastanowienia ruszyłem wzdłuż drogi, w kierunku miasta. Musiałem ochłonąć po tym co usłyszałem.

Mój brat zajął się mną, bo przypominałem jego nieżyjącego syna…?

perspektywa Norwegii

Siedziałem spokojnie w swojej pracowni, ponownie zatracony w myślach. Od kilku dni nie myślałem prawie o niczym innym jak o mojej ukochanej, naszych synach i moim bracie… O czterech najważniejszych dla mnie osobach…

Trójkę z nich już straciłem… na zawsze… bolało do tej pory, jednak nauczyłem się z tym żyć. Ukrywałem to głęboko w sobie, nie pozwalałem nikomu poznać prawdy… Na nic zdały się moje starania wobec Emila…

– Lukas!!! – Nagle irytujący Duńczyk zaczął się dobijać do drzwi mojej pracowni. Milczałem. – Lukas! Czemu nie mówiłeś, że Emil wszystko wie o Hilde i…?!

Wystarczyło, że usłyszałem imię mojej żony, a natychmiast otworzyłem drzwi i zmierzyłem Matthiasa na wskroś chłodnym spojrzeniem.

– Mieliśmy chyba umowę… – syknąłem chłodno.

– Ale Emil sam się nas zapytał czy o tym wiedzieliśmy! No to powiedziałem, że tak i…

Moja brew niebezpiecznie zadrżała. Poczułem złość, a nawet wściekłość. Złapałem Matthiasa za kołnierz koszuli.

– Co żeś zrobił?!

– Po prostu powiedziałem Emilowi prawdę, a ten musiał najwyraźniej źle mnie zrozumieć i wyszedł bez słowa z domu, nie wziął żadnych kluczy, dokumentów czy telefonu… – tłumaczył się pewnie Dania.

Jedynie odepchnąłem go od siebie i poszedłem do przedpokoju. Przez parter odprowadził mnie zdziwiony wzrok Finlandii. Nawet na niego nie spojrzałem. Wystarczyło to, że czułem jego oczy skierowane na siebie. Szybko założyłem buty oraz całe zimowe ubranie. Wyszedłem i od razu odnalazłem ślady podeszwy butów Emila w śniegu. Wręcz pobiegłem po tych śladach.

Koniec ukrywania… Emil musi poznać całą prawdę…

Po pewnym czasie zwolniłem zmęczony bieganiną. Islandia naprawdę przeszedł kawał drogi spokojnym tempem. Aż zdziwiłem się, że szedł tak spokojnie i równomiernie. Jednak w końcu dostrzegłem zarys sylwetki przed sobą. Znowu ruszyłem biegiem i złapałem Emila za ramiona. Islandczyk najwyraźniej się przestraszył, bo odwrócił się z strachem w oczach. Jednak kiedy dostrzegł, że to ja to jego twarz ponownie przybrała obojętny wyraz. Ściągnął moje dłonie ze swoich ramion.

– O co chodzi? – zapytał chłodno.

Aż się zdziwiłem. Zawsze był obojętny, ale nigdy chłodny względem mnie.

– Matthias ci wszystko powiedział? – zapytałem.

– A czy to ważne? – mruknął, patrząc w ciemny las.

– Ważne – przytaknąłem, patrząc wciąż na brata. – Musisz wiedzieć, że…

– Że zaopiekowałeś się mną tylko dlatego, że przypominałem ci Bjørna? – dokończył za mnie z jeszcze większym chłodem, a nawet nienawiścią w głosie.

– Co?! Nie! – zaprzeczyłem pośpiesznie. – Przypominałeś mi go z wyglądu, ale z charakteru byliście dwoma różnymi osobami… Posłuchaj… – Położyłem dłonie na ramionach Islandii, a on na mnie spojrzał. – Próbowałem się od tego odciąć. Nauczyłem się, że uczucia są kruche, każdy może nagle zniknąć… Nie tylko zwykli ludzie, nawet personifikacje z dnia na dzień mogą zniknąć. Ja po prostu… – westchnąłem ciężko i spojrzałem na śnieg pod naszymi butami. – Kochałem Hilde, była dla mnie bardzo ważna, do tej pory jest dla mnie żoną i nie wyobrażam sobie mojego życia z kimkolwiek innym. A Bjørn… on po prostu był niewinny i nigdy nie powinien był umrzeć z powodu tej głupiej choroby… – zacząłem płakać, ale nawet nie próbowałem przestać. Nie mogłem dłużej tego wszystkiego w sobie trzymać. – Po ich odejściu po prostu… po prostu chciałem się nauczyć jak nie cierpieć przez innych… dlatego stałem się chłodny, obojętny i stonowany… Jak odnalazłem ciebie to widziałem w tobie Bjørna… ale tylko na początku… później widziałem w tobie mojego brata… Jestem dla was wszystkich chłodny, bo boję się, że znikniecie wcześniej ode mnie… a ja znowu będę cierpiał…

Po tych słowach już tylko płakałem, zamknąłem oczy i tylko czułem jak po policzkach płynął mi łzy. Tak dawno ich nie czułem, że słony zapach drażnił moje nozdrza.

Po chwili poczułem jak ktoś mnie obejmuje. Z zaskoczeniem otworzyłem oczy i zdałem sobie sprawę, że to Emil mnie przytula.

– Nie znikniemy… – oznajmił cicho, a po chwili dodał bardzo cicho i niepewnie. – Stóri bróðir…

TŁUMACZENIE:
(Isl.) Stóri bróðir – starszy bracie (big bro itp.)

Opublikowano
Kategorie Hetalia
Odsłon 220
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!