Zaplątani przez los – Księga 1 Rozdział 1

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział 1 – Ta jedna noc

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Corona, wielkie królestwo z zamkiem wzniesionym na wyspie. Ludzie w miasteczku radują się i najwyraźniej coś świętują. Dzieci biegają z fioletowymi chorągiewkami ze złotym słońcem wyhaftowanym na jego środku, a dorośli radośnie zachęcają do kupna wszelakich rzeczy. Młoda dziewczyna o kasztanowo czerwonych włosach spiętych w długi warkocz przechadzała się pośród tego zjawiska, rozglądając z zafascynowaniem.

– Co tu się dzieje? Jakaś pielgrzymka ma być czy jak? – spytała towarzyszącą jej kobietę o blond włosach, która była jej ciotką.

– Świętujemy urodziny zaginionej księżniczki – odparł za nią gruby mężczyzna w fartuchu, niosący tacę pełną słodyczy. Dziewczyna szybko podwędziła jedno ciasteczko. – Turystki jak rozumiem? Już śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż 18 lat temu mała księżniczka się narodziła i tak szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła. W nadziei, że dziewczynka się odnajdzie i wróci do domu co roku król i królowa puszczają w niebo lampiony. W pewnym sensie stało się to swego rodzaju świętem. Może wy też puścicie lampion? Znam pewien bazar gdzie kupicie je po taniości.

– Pomyślimy nad tym – wtrąciła ciotka. – Na razie chciałybyśmy znaleźć jakieś miejsce, w którym mogłybyśmy się zatrzymać.

– Znam jedno dobre miejsce. Stara gospoda na końcu tej alejki. – Wskazał na budynek ściśnięty w zaułku. – Mają tam wolny pokój z łazienką. Jestem pewien, że za drobną pomoc przy barze was przyjmą. W razie potrzeby powołajcie się na mnie, wujaszka Montiego, a na pewno was przyjmą. Coś słodkiego na drogę? – wyciągnął w ich stronę tacę ze słodyczami.

Dziewczyna poczęstowała się tym razem piernikiem i obie pomachały miłemu panu na odchodne, ruszając wolnym krokiem do gospody.

– Widziałam to Mirando – rzuciła ciotka kiedy wystarczająco oddaliły się od mężczyzny.

– Ale, że co? – Spytała głupio, zapychając buzię piernikiem.

– Mnie nie nabierzesz. Zanim nas poczęstował ukradłaś jedno ciastko. Chyba jasno się wyraziłam, że od teraz kończy się twoje złodziejskie życie.

– Tak, tak. Wiem. – Pokiwała głową na odczepnego, przez co oberwała w nią lekko od ciotki.

Weszły do środka gospody. Oczy wszystkich mężczyzn skierowały się na blondynkę i Miranda nawet nie dziwiła się temu. W końcu jej ciotka jest przepiękną kobietą. Podczas gdy blondynka rozmawiała z właścicielem lokalu, była złodziejka rozejrzała się od niechcenia po knajpie. Na jednej ze ścian dojrzała list gończy z napisem “poszukiwany Flynn Rider, żywy lub martwy”.

– Gość to ma przechlapane, jego gęba wisi dosłownie wszędzie. Ciekawe dlaczego zawsze pokazują go z innym nosem? – zastanowiła się w myślach, porównując ze swoim listem, który nosiła w torbie.

Niestety kobiecie nie udało się porozmawiać z właścicielem na spokojnie, dlatego też postanowiły tu wrócić wieczorem, gdy będzie mniejszy ruch. Miały dla siebie cały dzień, ponieważ lampiony zostaną puszczone dopiero po zachodzie słońca. Miranda zaproponowała aby trochę pozwiedzały. W końcu wypadałoby poznać miasto, w którym będą od teraz mieszkać. Przynajmniej dopóki młodą dziewczynę znów nie poniesie gdzieś w podróż. Dziwnie było dla niej chodzić obok strażników bez żadnych obaw, że mogą ją w każdej chwili zgarnąć do więzienia lub powiesić. Nie wspominając już o kupowaniu czegokolwiek za pieniądze. Zapłaciły za dwa lampiony i wędrowały powoli przebijając się przez tłum ludzi. Po chwili Miranda dojrzała pewną blondynkę, która malowała po placu z innymi dziećmi. Miała wielki talent. Ciocia dziewczyny zachęcała ją, żeby do nich dołączyła ale ta odmówiła. Malowanie nie było dla niej. Zdecydowanie wolała muzykę i taniec. W pewnym momencie kobieta zatrzymała się i zagapiła na kogoś, kto stał do nich tyłem. Brunetka miała wrażenie, że ciotka go zna, bo zaczęła do niego podchodzić, a właściwie to zakradać się. W końcu gwałtownie położyła mu ręce na ramionach i najniższym możliwym głosem powiedziała.

– Idziesz z nami, ręce do góry.

Wystraszony brunet prawie podskoczył w miejscu i posłusznie podniósł ręce, na co ciotka wybuchła śmiechem. Miranda i mężczyzna popatrzyli na nią z wymowną miną. Jednak jego wyraz twarzy szybko się zmienił i po chwili oboje uściskali się jak starzy znajomi. Dziewczyna prawie oniemiała, gdy zobaczyła kim jest ten mężczyzna.

– O w mordę końską to Flynn Rider. – Usłyszała za sobą oburzone prychnięcie konia. Odwróciła się.

– Sorki. – Wyciągnęła w jego stronę owoc ze swojej torby. – Jabłuszko na przeprosiny?

Biały rumak, który jak zauważyła zwał się Maximus uniósł jedną brew, a ona wyszczerzyła ząbki przepraszająco. Na szczęście koń nie obraził się i przyjął jej prezent przeprosinowy. Zastanawiała się dlaczego ciocia nic jej nie wspomniała, że zna Rider’a? Przecież to był jej idol! Najlepszy ze złodziei! I wygląda dużo lepiej niż na listach gończych.

– Myślałam, że cię przyskrzynili. Co robisz w środku miasta pełnego straży? – zapytała ciotka czochrając jego idealną fryzurę.

– Ta, ciebie też miło widzieć Minervo. A wracając, przyszedłem z pewną mega zakręconą dziewczyną pokazać jej lampiony. Wiesz jak jest, nie mogłem jej odmówić.

Uśmiechnął się zalotnie i przejechał ręką po włosach, poprawiając je. Obie kobiety przewróciły oczami, a brunetka podeszła do nich, wyciągając ze swojej torby list gończy i pióro. Nie mogła pozwolić, żeby taka okazja przeszła jej koło nosa.

– Panie Rider, mógłby Pan dać mi swój autograf?

Podsunęła mu pod nos list, który chętnie podpisał pomimo zrzędzenia o źle narysowanym nochalu.

– Oczywiście! Jeden podpisik dla młodej damy, już się robi! – Zerknął jednak niepewnie na ciotkę. – Ona jest z tobą, co nie?

Pokiwała głową, a brunet od razu obdarzył dziewczynę uprzejmym uśmiechem i oddał jej podpisany list gończy.

– No to gdzie ta dziewczyna, z którą przyszedłeś?

Flynn nachylił się do jej poziomu i wskazał na uroczą blondynkę, którą widziała już wcześniej, malującą z dziećmi.

– Widzisz tę blondi co hasa sobie beztrosko? – Dziewczyna pokiwała głową na tak. – To z nią przyszedłem. Ma na imię Roszpunka i nie uwierzycie mi ale jej włosy świecą!

Spojrzały na niego jak na wariata, następnie po sobie z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.

– Świecą? Nie uderzyłeś się czasem w głowę?

– No prawdę wam mówię! Dobra, przyznaje, że dostałem kilka razy z patelni ale jestem trzeźwy umysłowo.

Uniosły brwi i popatrzyły po sobie ponownie. Minerva zakręciła palcem koło głowy, pokazując, że najprawdopodobniej postradał zmysły. Podczas gdy ona i Flynn kłócili się ze sobą czy to prawda, czy nie, Miranda patrzyła jak blondynka w warkoczu zaczyna tańczyć i podskakiwać w rytm muzyki granej przez skrzypków, flecistów i gitarzystów. Wokół niej zebrał się mały tłum, z którego Roszpunka przyłączała do zabawy dzieci i dorosłych, kobiety i mężczyzn. Pomachała w stronę brunetki, a konkretnie do Flynna ale on tylko odmachnął jej, że nie zamierza dołączyć. Dziewczyna z ciotką rzuciły sobie porozumiewawcze spojrzenia i popchnęły przystojnego bruneta w stronę tańczącego tłumu. Zaśmiały się, widząc jego mordercze spojrzenie, którym je obrzucił i same dołączyły do zabawy. Wszyscy wokół zaczęli klaskać w rytm melodii i tańczyć po całym placu, zmieniając co chwilę swoich partnerów do tańca. Uśmiech nie schodził z twarzy młodej złodziejki dopóki nie natrafiła na chłopca o kruczoczarnych włosach, na których nosił gogle. Jedno spojrzenie wywołało u niej falę wspomnień, przez co zgubiła krok w tańcu i chłopak musiał ją złapać. Umiejętnie przywrócił brunetkę do rytmu i zakręcił wokół własnej osi na co ta wyrwała się z zamyśleń i podziękowała mu uśmiechem.

– Wybacz, to mój pierwszy taniec od bardzo dawna.

– Nie przejmuj się, idzie ci bardzo dobrze – zapewnił ją.

Przyjrzała mu się uważniej. Oprócz dużych błękitnych jak niebo oczu dojrzała piegi na rumianych polikach. Zaś oczyma wyobraźni widziała znajomą twarzyczkę małego chłopczyka, z którym kiedyś tańczyła jako malutka dziewczynka. Ostatnia sekwencja kroków zakończyła wspólny taniec. Dygając niczym księżniczka, posłała chłopcu szczery uśmiech. On również go odwzajemnił, kłaniając się jej i pokazując swoje dwa wystające ząbki. Oboje pobiegli do swoich opiekunów. Miranda ruszyła na most skąd najlepiej będzie widać, jak to nazwała “noc lampionów”. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a jego ostatnie promienie lekko odbijały się od tafli wody, nadając pięknego klimatu. Wszyscy cierpliwie czekali, aż się ściemni, by para królewska jako pierwsza mogła wypuścić swoje lampiony. Brunetka nuciła pod nosem melodię z tańca, wpatrując się w niebo i szukając pierwszych gwiazd. Po chwili zobaczyła jak z balkonu zamku lecą wolno dwa lampiony, a tuż za nimi całe tysiące, a może i miliony. One również puściły swoje, patrząc jak wzbijają się w już lekko rozgwiażdżone, ciemne niebo. Obserwowały jak lecą ku górze, rozjaśniając nieboskłon swym ciepłym światłem. Jeden z lampionów powoli opadał na taflę wody tuż obok mostu. Bez namysłu Miranda podbiegła tak blisko niego jak się tylko dało i wychyliła dość niebezpiecznie, żeby go dotknąć i posłać jeszcze raz w górę. Stała tak z kilka minut dopóki lampiony nie zniknęły jej z oczu, po czym wróciła razem z ciotką do miasta, aby się ponownie zakwaterować w gospodzie. Po drodze znowu nuciła wesoło melodyjkę, co chwilę podskakując do rytmu. 

Kobieta uśmiechnęła się złośliwie w jej stronę – Ktoś tu ma dobry humor, jak widzę. A tak marudziłaś, że będziesz się nudzić.

– Nie prawda – zaprzeczyła szybko. – Po prostu nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek poczuję się jak w domu.

Skrzyżowała ręce pod biustem, kiwając głową. – W końcu znalazłaś swoje miejsce co? Może od razu założysz tu rodzinę? Widziałam te maślane oczka do tamtego chłopaka – podroczyła się z nią, by trochę ją rozerwać.

Miranda odwróciła głowę ze zmarszczonymi brwiami. – Po prostu kogoś mi przypominał… swoim uśmiechem. – Chwyciła się za głowę, na chwilę wspominając jeszcze raz tamtą wizję, po czym szybko zmieniła temat. – Może lepiej się przyznasz co cię łączy z największym złodziejem tego świata, co?

– W sumie… – zaczęła, podsycając ciekawość dziewczyny. – Oprócz tego, że pomogłam mu uciec sprzed ołtarza to nic.

– Czekaj, co? – ocknęła się ze zdziwienia. – Jak to uciec sprzed ołtarza? To tak można?

– Najwyraźniej. Nie zdziwiłabym się gdyby z Roszpunką było podobnie. Flynn to pies na baby.

Brunetka poczłapała do kałuży i wskoczyła w nią dla zabawy, brudząc sobie przy tym buty i kawałek spódniczki.

– A wydawał się taki w porządku.

– Bo jest. Zresztą i tak im się nie układało. To nie była dziewczyna dla niego.

Ciotka westchnęła ciężko, widząc brudną kieckę u podopiecznej. Pociągnęła ją za rękę, przy okazji lekko uderzając w głowę za “zachowanie, które nie przystoi damie”. Miranda chwyciła się za obolałe miejsce i pomruczała coś pod nosem. Na jej szczęście tego cioteczka już nie usłyszała. Po krótkim i przyjemnym spacerze dotarły do gospody i dogadały się z właścicielem o pokój. Za tę noc zapłaciły złotem ale od jutra Minerva będzie musiała pracować w godzinach wieczorowych przy barze. Weszły po starych ale wciąż solidnych, drewnianych schodach na coś w stylu otwartego piętra z wewnętrzną balustradą po prawej stronie. Dziewczyna wychyliła się lekko i stwierdziła, że pomimo gigantycznego żyrandola na środku sufitu ma się dobry widok na parter gospody. Od właściciela dowiedziały się, że pod pokojami znajduje się jedna kuchnia przeznaczona dla pracowników, a druga dla zakwaterowanych gości. Łazienki za to były tuż obok pokojów sypialnianych, by dostarczyć więcej prywatności użytkującym. Weszły do drugiego pokoju od końca otwartego korytarza. Pokój nie był jakiś szczególny. Trochę zakurzony i w pajęczynach, ale da się ogarnąć porządnym sprzątaniem. Jasne, limonkowe ściany idealnie się zgrywały z ciemnymi, dębowymi meblami i brzozową podłogą. Tylko ten czerwony, okrągły dywan na środku nie pasował ale to zawsze można gdzieś opchnąć na targu jak to stwierdziła Miranda. Okna wychodziły na południowy zachód, dzięki czemu mogła obserwować słońce wieczorną porą. Wszystkie pokoje gościnne odgrywają rolę całego mieszkania, w które wchodzą takie pokoje jak sypialnia, kuchnia i salon oraz łazienka. Do kuchni prowadzą strome, kręte schody usadowione w jednym z kątów każdego pokoju. Brunetka rzuciła się na jakże wygodne i miękkie łóżko w kącie pod oknem.

– Jakie to miekiusie~ – wymamrotała niewyraźnie przez twarz wciśniętą w puchatą poduszkę.

Podczas, gdy Minerva poszła skorzystać z gorącej kąpieli, Miranda postanowiła się urządzić w nowym domu. Wyjęła podpisany list gończy Flynna i powiesiła go na ścianie koło swojego łóżka. Znalazła też jakąś świeczkę zapachową, którą nie wiadomo kiedy i skąd buchnęła gdzieś po drodze do Corony. Ustawiła ją na stoliku nocnym obok łóżka, a do szuflady schowała książkę z baśniami i starymi legendami. Odsunęła się kilka kroków i uważnie przyjrzała swojej części pokoju, pozując rękami jakby próbowała uchwycić obraz do zdjęcia.

– Kilka chabaziów do wazonu i kryształków do ozdoby i będzie chata jak ta lala – powiedziała do siebie zadowolona.

– To ma być dom nie graciarnia młoda. Nie pomieścisz tu wszystkiego.

Nawet nie zauważyła kiedy blondynka weszła z powrotem do pokoju. W ostatniej chwili złapała rzucony jej przez ciotkę ręcznik ale potknęła się o coś i upadła na tyłek, przy okazji uderzając się boleśnie w stopę.

– Kto to tu postawił!?!? – wykrzyknęła, chwytając się za obolałe miejsce.

– Ciamajda.

Gdy tylko się odwróciła dziewczyna wystawiła w stronę ciotki język. Zabrała ręcznik do łazienki i również uraczyła się gorącą kąpielą. Wyszykowała się do spania i szybko zasnęła w swoim mięciusim łóżeczku opatulona kołdrą z każdej strony. Wyglądała niczym najsłodsza na świecie larwa zawinięta w puchaty kokon.

***

Od przyjazdu do Corony minęło kilka dni. Dziewczyna szybko polubiła królestwo i zaczęła poznawać jego tajemnice oraz legendy. Również dowiedziała się, że zaginioną księżniczką była Roszpunka, którą poznała dzięki Flynnowi. Znaczy się teraz to Julkowi Szczerbcowi. Nadal mieszkała w gospodzie i nie wyobrażała sobie mieszkać gdzieś indziej. Może i wyglądało to bardziej jak przebywanie w hotelu ale dziewczyna nie zamieniłaby tego na żaden inny dom. Jej ciotka pracowała wieczorowo, a czasem też nocnie przy barze, zaś Miranda pomagała czasami na zmywaku. Oczywiście nie za darmo. Kiedy miała dużo wolnego czasu dla siebie, co zdarzało się często, spacerowała po mieście i poznawała nowych ludzi. Najczęściej odwiedzała wujaszka Montiego ze względu na jego słodycze lub robiła psikusy strażnikom Corony, którzy nie oszukujmy się, nie są jacyś wybitni. Oczywiście nie zawsze udawało jej się uciec, ponieważ Julek potrafił ją dorwać i oddać w ręce strażników, co potem kończyło się pracą społeczną w postaci pomagania mieszkańcom. Każdy dzień przynosił jej radość i beztroską zabawę jednak szybko zorientowała się, że czuje się tu samotna. Owszem, rozmawiała z mieszkańcami, a nawet samą księżniczką, gdy Julek przemycał ją na zamek. Wszyscy tutaj byli przyjaźnie nastawieni jakby mieszkała tu od zawsze lecz wciąż brakowało jej kogoś bliskiego. Brunetka przewróciła się po raz kolejny na drugi bok, licząc, że może w końcu zaśnie ale nic z tego. Bezskutecznie nuciła sobie starą kołysankę, wpatrując się w sufit z rękoma splecionymi na brzuchu. Po kilku próbach w końcu zrezygnowała, wzdychając ciężko na bezsenność. Wygramoliła się z łóżka i cicho na paluszkach, aby nie obudzić ciotki podeszła do okna, które ostrożnie otworzyła, żeby broń boże nie skrzypnęły. Wzięła głęboki wdech, rozkoszując się nocnym powietrzem. Czuła zapach miejskiego życia. Dymy z kominków, resztki zostawione na ulicach oraz wiatr, który niedługo sprowadzi odświeżający deszcz i zmyje brudy miasta, pozostawiając przyjemne orzeźwienie. Usiadła na parapecie z jedną nogą zwisającą poza budynkiem, opierając się plecami o ścianę. Spojrzała w niebo. Tym razem na ciemnym granatowym firmamencie nie było widać żadnych gwiazd oprócz jednej ledwie widocznej jakby błyszczała z ogromnej dali. Miranda uśmiechnęła się z politowaniem do siebie na myśl, która jej przyszła do głowy, wpatrując w małą gwiazdkę na niebie.

– To co? Spełnisz moje życzenie? – zwróciła się do gwiazdy szeptem. – Uśpisz mnie jakimś magicznym cudem?

Mówiła dalej, jakby nabijając się z tego, że gwiazdy potrafią spełniać życzenia. Chociaż w tej chwili byłaby bardzo zadowolona, gdyby jej prośba została spełniona. Oczywiście nie spodziewała się jakichś cudów, więc wyjęła z szuflady swoją książkę z baśniami, którą uzupełniała, wędrując od królestwa do królestwa, od miasta do miasta, zbierając najróżniejsze i najwymyślniejsze opowieści oraz legendy świata. Otworzyła na jednej z pierwszych stron, gdzie pełnym zawijasów dziecięcym pismem spisała opowieść pokręconej staruszki z jej miasteczka i zaczęła ją czytać, licząc, że to ją zmoży. Wtem na niebie pojawiła się spadająca gwiazda. Miranda szybko odłożyła książkę i spojrzała w kierunku, w którym poleciała. Ciemny las za mostem prowadzącym do miasta Corony. Wpatrując się w tamto miejsce dojrzała delikatny jasny blask pomiędzy drzewami. Zaciekawiona tym zjawiskiem, niewiele myśląc ubrała się. Związała włosy w niechlujny warkocz i wyskoczyła oknem. Biegła ciemnymi uliczkami oświetlanymi jedynie przez małe zewnętrzne lampki domów. Minęła wielką bramę wejściową i ruszyła dalej poprzez most główną ścieżką, która prowadziła ją do lasu. Zboczyła z niej, kierując się brzegiem kontynentu i szukając tej dziwnej łuny. Po kilku minutach błąkania się po omacku między drzewami, obijania o krzewy i potykania o niewielkie kamienie usłyszała huk wraz z czyimś piskliwym wrzaskiem. Wszystkie ptaki jak i inne zwierzęta w okolicy spłoszyły się. Jeszcze bardziej zaintrygowana poszła w stronę, z której dobiegł hałas, a po kilku krokach ujrzała to światełko na skraju lasu, które widziała z okna domu. Co jakiś czas migało ono jakby ktoś przy nim chodził. Dziewczyna cicho zakradła się najbliżej jak to możliwe i przylgnęła do drzewa, wyglądając zza niego. To światło, które widziała było dziwnie jasnym blaskiem lamp. Tuż przed jej oczami ukazał się chłopiec mniej więcej w wieku brunetki. Na oko 13, może 14 lat. Był odwrócony tyłem do lasu. Majstrował coś przy dziwnej maszynie, przy okazji zapisując coś w swoich notatkach. Miranda miała nieodparte wrażenie, że gdzieś już go widziała. Zrobiła krok do przodu, by przyjrzeć mu się z bliska ale przypadkiem nadepnęła na gałąź, która trzasnęła dość głośno, zwracając tym uwagę chłopaka, który o mało co nie potknął się o własną maszynę ze strachu.

– Wybacz, nie chciałam cię wystraszyć.

Nie mogła powstrzymać się przed śmiechem na jego zdziwioną minę. Podeszła pewnym krokiem do maszyny, by się jej przyjrzeć.

– Co to za maszyna? Sam ją zbudowałeś? – pytała z iskierkami zafascynowania w oczach.

Brunet wciąż lekko wystraszony i zakłopotany wstał, szybko otrzepując się z kurzu.

– Tak, to prototyp pompy wodnej. Chcę dać ludziom bieżącą, ciepłą wodę. Wciąż jeszcze nie jest gotowa.

– Wow – zachwyciła się, stukając w mały licznik, którego wskazówka przesunęła się z żółtego na zielone pole. – Ej, a jak to działa?

Widząc zafascynowanie dziewczyny jego wynalazkiem, chłopiec nabrał pewności siebie i zaczął jej opowiadać, chwaląc się maszyną.

– No więc z małą pomocą fantastycznej alchemii udało mi się wytworzyć substancję, która w kontakcie z wodą wytwarza ogromne pokłady ciepła, podgrzewając ją. Później dzięki rurom, które ułoże w podziemnych tunelach tuż pod wioską woda zostanie doprowadzona do WSZYSTKICH mieszkańców. Gorąca kąpiel na zawołanie.

Zrobił posuwisty ruch wyprostowaną dłonią, nie ukrywając dumy z projektu pompy. Miranda była pod wielkim wrażeniem geniuszu chłopca. Pokiwała głową z uznaniem.

– A tak przy okazji, czy ja cię gdzieś już nie spotkałem? – spytał, chwytając się za brodę w zamyśleniu. – Wydajesz się być znajoma.

– Na pewno się już spotkaliśmy. Jestem tego pewna. Problem tylko w tym, że nie pamiętam gdzie.

Odgarnęła dość charakterystyczne dla jej osoby czerwone pasemko z czoła, przez co chłopiec od razu ją rozpoznał.

– Już wiem skąd cię kojarzę! – Pstryknął zadowolony palcami. – Jesteś tą dziewczyną z placu! Tańczyliśmy razem, pamiętasz?

Dziewczyna myślała chwilę nad jego słowami. Spojrzała na ucieszoną mordkę chłopca, przez którą zamyśliła się wtedy w tańcu i od razu go rozpoznała, samej się uśmiechając.

– Pamiętam cię. Jestem Miranda, dla przyjaciół Mirka.

– Varian. – Uścisnęli sobie dłonie. – Co robisz sama w lesie o tej porze?

– Nie uwierzysz ale wybrałam się na nocny spacer, bo jakaś spadająca gwiazda, wskazała mi łunę twoich lamp. A chciałam tylko poczytać sobie i w końcu zasnąć.

Zaśmiał się razem z brunetką. – Znam dobry sposób na bezsenność. Mnóstwo pracy do późna i kubków ciepłego kakaa.

– Jakbym jeszcze miała nad czym pracować. Kiedy podróżowałam nie miałam tego problemu, a teraz coraz ciężej mi zmrużyć oczy.

– W takim razie może skusisz się na małą pomoc dla pewnego alchemika? Z pewnością przydałaby mu się asystentka i parę opowieści o twoich podróżach.

Varian zrobił do Mirandy słodkie oczka, które błyszczały niczym gwiazdy na niebie w świetle lamp, czekając na jej odpowiedź.

– Czemu nie? – stwierdziła po chwili namysłu. – Jeszcze nigdy nie poznałam alchemika.

– Naprawdę? Haha! Tak! Varian i Miranda będą eksperymentować! – radował się śpiewająco, tańcząc zwycięsko.

Brunetka zaśmiała się uroczo na jego zachowanie i entuzjazm. Musiała przyznać, że i jej udzielał się taki humor. Varian był na tyle miły i uprzejmy, że odprowadził nowo poznaną dziewczynę pod samo okno hotelo-domu, opowiadając po drodze o różnych wynalazkach i pomysłach, które ma w głowie. Szybko złapali wspólny język pomimo licznych różnic między nimi. Gdy w końcu dotarli do celu Miranda zwinnie wspięła się na wysoki budynek aż do swojego pokoju. Pomachała mu z okna, żegnając go, po czym szybko przebrała się z powrotem w piżamę i położyła do łóżka, aby ciotka nie zauważyła jej dość długiej nieobecności.

Autor Sora Akari
Opublikowano
Odsłon 767
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!