Kapłanka Pięciu Żywiołów – Rozdział 7

Nałogi zawsze były świństwem, którego Uchiha Akio chciał się pozbyć. Ale nie mógł się powstrzymać, gdy ta menda, którego pseudonim brzmiał Zbawca, przyniósł mu kolejny worek ziół, od których Akio był uzależniony. Oczywiście zażył tego gówna, znowu łamiąc postanowienie poprawy, po którym miał wrócić do ukochanej.

Ale czy miało to jakieś znaczenie? Nie byli już razem odkąd Madara zginął, on był wierny jego wizji, ona ani trochę. Mało tego! Zdzira odważyła się od niego odejść i zabrała ze sobą ich dzieci, bliźniaki, synka i córeczkę. Akio z każdą zażytą działką coraz bardziej nienawidził tej kobiety, dzieci także. Ta nienawiść była tak silna, że wrzucił wszystkie kobiety i dzieci do jednego wora. Najchętniej wytępiłby ich wszystkich z tego świata. Nie wierzył w pokój, do którego doprowadził Hashirama Senju. Uważał, że rozpadnie się on szybko i znów nastąpi niekończąca się wojna. Może i tym razem klany będą walczyć razem przeciw innym wioskom, ale ten świat znów będzie zepsuty.

Był? Nadal jest i będzie. Sojusze wiosek nie wymażą z kart historii tego, co już było. Nic tego nie zmieni. Można udawać przyjaźń i współpracę, ale ciążąca nad nimi przeszłość będzie dawać o sobie znać. Uchiha i Senju pomimo pokoju miewają problemy w porozumieniu się w życiu codziennym. A dlaczego? Bo byli wrogami. Zabijali się nawzajem i wysyłali swoje dzieci na pewną śmierć. To cud, że Hashirama, Tobirama, Madara i Izuna dożyli pełnoletności na polu bitwy.

Akio pamiętał jak cała czwórka przewodziła swoim klanom, rosnącą siłę klanu Senju za sprawą Hashiramy – urodzonego przywódcy, dobrego dyplomaty –  i doskonałe bitwy, dzięki geniuszu strategicznego Tobiramy oraz załamanie Madary przez śmierć Izuny. Akio był wtedy młody, zaledwie skończył dziesięć wiosen, gdy doszło do tego pierwszego kroku ku nowej przyszłości.

Parę lat później, po rozkwitnięciu Konohagakure, ożenił się z kobietą z tak ostrym językiem jak katana. Dopełniał się z nią pod tym względem, czasami byli dla siebie nieznośni, ale nie mogli zaprzeczyć, że łączyła ich pasja i pożądanie. Poza tym Akio wierzył, że z ich genów wyrosną silni shinobi.

Więc cios, jaki mu zadała, zabierając mu dzieci, był ciężką raną, palącą i niechcącą się zabliźnić w żaden sposób. Tęsknił za nią, za dziećmi.

Jednak zażywane zioło miało w sobie coś takiego, że widział ją jako najgorszą kanalię, pod wpływem tego świństwa pluł na nią i przeklinał, a gdy tylko faza się kończyła, rzygał i jeździł po sobie najgorszymi wyzwiskami. Każda działka tak działała i po zażywaniu oraz odczuciu tych skutków znów brnął w to samo. I nim się zorientował, był już uzależniony.

Drzwi do jego kwatery otworzyły się i do środka weszła zakapturzona postać. Akio nigdy nie widział jego twarzy, na początku też mu nie ufał, ale wizja zniszczenia tego paskudnego świata była kusząca.

– Jak się sprawy mają? – zapytał Zbawca, wchodząc do środka.

– Na wyspę dotarła drużyna z Konohy – odpowiedział, wypluwając ostatnie słowa – na czele z Tobiramą Senju.

Zbawca zaśmiał się krótko. Mimo to Akio kontynuował:

– Udało nam się zdobyć zwoje, które chciałeś, a drugi gang ułatwił nam ucieczkę, porywając kilka dodatkowych osób i – Akio uśmiechnął się kpiąco – dwie kunoichi z Wioski Liścia.

Zbawca podrapał się po twarzy, ale kaptur miał tak nisko, że Uchiha widział jedynie ciemność i nienaturalny uśmiech. Czasem był przerażony tym, kogo mógłby zastać pod płaszczem.

A skoro już o płaszczu mowa…

Mężczyzna sięgnął do kieszeni i wyciągnął kolejną porcję ziół. Akio mruknął coś niezrozumiałego, oczy mu się zaświeciły z rządzy i zabrał podarek – o ile można to tak nazwać.

– Hmm, to dobrze wróży. 

Akio podniósł brwi do góry.

– Dzięki temu, że te gangi tak się uprzykrzają klanowi Uzumaki, myślą, że działamy we trójkę… Lepiej, żeby tak zostało.

– Zastanawia mnie jedno. My chcemy zniszczyć świat, bo jest zły i lepiej, żeby w ogóle nie istniał, ale co tamte dwie grupy chcą zyskać?

Zbawca tylko machnął ręką.

– Jedni to handlarze niewolników – zachichotał – Szczerze to im współczuję tych kunoichi. Z tego co słyszałem, to ten cały Senju Tobirama to niezły zabijaka Uchihów…

Nagle kunai znalazł się przy jego gardle. Drwiący śmiech opuścił jego usta.

– Po co te nerwy? W Uzushiogakure jest całkiem znany, a poza tym Hokage nie dałby mu jakiejś tam drużyny do tego, co ma niedługo nadejść.

– Co masz na myśli? – zapytał zaskoczony Akio, opuszczając dłoń, podniósł się i oddalił trzy kroki od swojego – niestety – przełożonego.

– Nic, co powinno ci zaprzątać myśli. Skup się na zadaniu…

Kroki skierował w stronę drzwi. Akio podniósł brwi w zdziwieniu.

– Ej! Jeszcze nie skończyliśmy! Wracaj tu! – Zbawca tylko pomachał ręką na pożegnanie i zamknął za sobą drzwi. – Sukinkot!

~*~

Podziemia były cuchnące, mokre, ale też na tyle bezpieczne, że nie czuł zagrożenia. Nikt nie wpadnie na pomysł, by sprawdzić świątynnych piwnic Wioski Ukrytego Wiru. Kiedyś były tu biblioteki, po objęciu stanowiska przywódcy przez Uzumaki Ashinę, została tu opuszczona, idealna kryjówka. Z której Zbawca postanowił dobrze skorzystać.

Daleko nie poszedł, korytarze były dość krótkie, a ściany na tyle grube, że można było tu krzyczeć, nikt z organizacji nie usłyszy ani słowa. Jakiś czas temu kazał zrobić pancerne drzwi, aby utrudnić to zadanie.

Doskonale wiedział, że wszyscy, poza dwoma ludźmi, mu nie ufają. Nie dziwił się, skoro nie znają jego twarzy.

W następnym pomieszczeniu siedział jego osobisty pomagier, ale też zaufany członek, torturował właśnie kobietę w średnim wieku. Kruczoczarną piękność o nienaturalnie błyszczących oczach. Podniosła głowę na dźwięk zamykanych drzwi. Była wyczerpana, miała jedno oko podbite, z trudem je otwierała, ale i tak było widać gniew w tych błękitnych tęczówkach.

Zbawca miał dziś wyjątkowo dobry humor, nie ukrywał rozbawienia w głosie, gdy ją pytał.

– Zastanowiłaś się nad moją propozycją?

– Nawet nie mam takiego zamiaru. I odpowiedź też brzmi: nie – wycedziła.

Podczas tortur nie raz przygryzała sobie wargę, aby nie wydać krzyku. Zdarzało się, że wgryzła się tak mocno, że leciała jej krew. Postrzępione kimono odkrywało trochę jej ciała i blizny po różnych batach i ostrych narzędziach, które cięły jej delikatną skórę.

Nie była to wojowniczka, ale porwanie jej było nie lada wyczynem. Jej fūinjutsu oraz suiton było na bardzo wysokim poziomie. Gdy Akio zdawał mu raport, pluł na nią, a nawet przyznał – ale zajęło mu to dużo czasu i było to ciężkie do przyznania – że jej umiejętności manipulowania wodą są na prawie takim samym poziomie, jak Tobiramy. Zbawca, gdy słuchał jego piętnastominutowej gadaniny, stwierdził później: Uchiha płakał, jak obrywał.

– Rozumiem, zechciej, mój drogi przyjacielu, bardziej ją zachęcić do współpracy.

– Oczywiście, mistrzu.

Skierował swoje kroki do wyjścia, ale w ostatniej chwili się wycofał.

– A! I możesz dodawać więcej specyfików do ziół. Twój brat mówił, że Uchiha już się gubi w swoich myślach i wspomnieniach.

– Co chcesz osiągnąć, trując Uchihę? – wymsknęło się kobiecie.

– To nie powinno cię obchodzić!

Usłyszała od swojego oprawcy i oberwała biczem. Na skutek chwilowej straty czujności, ten cios wywołał u niej krzyk.

– Zostawiam was, bawcie się dobrze.

Autor Aven
Opublikowano
Kategorie Naruto
Odsłon 224
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!