I always protect you – UsUk

– Hej Anglio!
Na szybko wrzuciłem papiery do teczki i pobiegłem za Anglią, który słysząc mnie zatrzymał się zaraz przy wyjściu. Na początku był zdziwiony, ale jego wyraz twarzy szybko stał się spokojny jak zwykle. Automatycznie na mojej twarzy pojawił się uśmiech, na który nie miałem nawet wpływu.
– Co powiesz na to, byśmy zjedli dziś razem obiad?
Spytałem, gdy byłem już przy nim.
– Mam dziś ważne spotkanie z szefową, nie mogę zostać.
Jego głos niemal ociekał od perfekcjonalizmu. Nieco naburmuszony, skrzyżowałem ręce. Mógłby chociaż raz wyluzować!
– Dawno nie spędzaliśmy czasu razem!
– Ty też czasami powinieneś lepiej zająć się obowiązkami.
Spojrzał na mnie prawie z góry, ale chwilę później mogłem zobaczyć na jego twarzy mały uśmiech. Widząc to, poczułem minimalny przypływ nadzieji. Czyli miał jakiś pomysł.
– Ale jeśli ci zależy, to w czwartek mam czas wolny, tylko…
– Dzięki dude!
Nie mogłem się powstrzymać i z wielkim entuzjazmem, mocno go przytuliłem.
– Hej, ale daj mi dokończyć!
Z dalej dużym uśmiechem pozwoliłem mu się nieco odsunąć i dać swobodny dostęp do mowy. Jego twarz była delikatnie zaczerwieniona.
– Tylko sam będziesz musiał przyjechać.
– Nie ma problemu!
– Postaraj się jednak przyjść z większym ładem. Nie możesz chodzić tak w moim domu.
Ze zdziwieniem spojrzałem na dół na siebie.
– Co ze mną jest nie tak?
Ponownie spojrzałem na Anglię, którego wzrok był pełen politowania. Chwilę później przypomniałem sobie, że to przecież Anglia. On zawsze znajdzie coś co jest nie tak. Szczególnie, że widocznie zaczął przygotowywać się do jakiejś długiej mowy.
– Masz okropnie rozczepane włosy, jakby przez miesiąc szczotki nie widziały. Twoje ubrania są pogniecione, a krawat źle zapięty. Twoje okulary są przekrzywione, a w kąciki ust masz pobrudzone jedzeniem.
Skrzyżował ręce, a ja nie mogłem się nie zaśmiać. Ułożyłem okulary, włosy starałem się zaczesać dłonią, a usta oblizałem.
– Ubrania wcale nie są takie złe, a krawat jest zepsuty.
Z małą irytacją musiałem nagle co jakić czas poprawiać włosy, które po przeczesaniu ciągle mi opadały na oczy. Widocznie rośmieszyło to Anglię, ale chyba sam nie wiedział czy faktycznie się śmiać czy być załamanym.
– Po prostu ty nie umiesz wiązać idioto.
– Tak? Prawie pół godziny starałem się go poprawnie zawiązać i nic to nie dawało!
Przewrócił oczami i podszedł bliżej rozwiązując mi krawat i zawiązując z powrotem. Już po kilku kolejnych sekundach, jakimś cudem był poprawnie zawiązany.
– To niesprawiedliwe! Czemu tak szybko ci to poszło?
Spojrzałem mu prosto w oczy, które wyrażały… W sumie nie wiem co wyrażały, ale na pewno miały ładny odcień zieleni.
– Wystarczy użyć czasem mózgu, zamiast hamburgera.
Delikatnie się uśmiechnąłem i wskazałem dłonią na włosy, które ponownie opadły mi na włosy.
– Z tym też coś zrobisz?
– Mogę zawiązać krawat, ale nie jestem cudotwórcą.
Zmarszczył brwi, patrząc na moje włosy, które w tym momencie były jeszcze bardziej rozczepane niż wcześniej.
– Ponoć umiesz myśleć, więc powinieneś coś wymyślić, prawda?
Zaśmiałem się widząc chwilowe zdenerwowanie u niego. Warknął coś cicho pod nosem, ale już po chwili mogłem poczuć jego ręce na włosach. Przez ten cały czas czułem w środku dziwne, ale przyjemne uczucie. Ciepło, które biło od niego było niestety w tych czasach rzadkością. Zacisnąłem mocno usta, zastanawiając się nad tym mocniej. Chciałbym z nim spędzić chociaż jeden normalny dzień. Jako ludzie, bez żadnych zmartwień, obowiązków, czy presji. Gdzie bylibyśmy tylko my.
– Coś nie tak?
Nagły głos Anglii wyrwał mnie z rozmyśleń.
– Nie i… Naprawiłeś?
Spytałem już z nieco większął energią. Chciałem dotknąć włosów, ale ten złapał mnie za ręke nim mogłem coś zrobić.
– Nie ruszaj, bo zepsujesz.
– Ajaj kapitanie.
Zasalutowałem ze śmiechem, a on przewrócił oczami, puszczając mnie. Wtedy ktoś wszedł do pokoju.
– Ameryko czy…
Ku mojemu zdziwieniu był to mój szef. Spojrzał na początku zdziwiony na nas, ale jego twarz szybko powróciła do normalności.
– Nie spodziewałem się tu ciebie Wielka Brytanio.
Anglia odchrząknął, odsuwając się nieco ode mnie.
– Anglio jeśli można. Nie reprezentuje całej Wielkiej Brytanii. Z resztą i tak będę już szedł, nie chcę spóźnić się na samolot.
– Zaiste… W takim razie do zobaczenia i proszę pozdrów ode mnie królową.
– Oczywiście. Do widzenia.
Skłonił się mojemu szefowi i rzucając mi ostatnie spojrzenie, wyszedł z sali. Niezręczność była doskonale namacalna w powietrzu. Zacisnąłem mocniej dłonie, a moja twarz stała się poważna. Szef nie lubi, gdy jestem zbyt energiczny i radosny. Nie lubi też, jak zbyt często spotykam się z Anglią.
– Chodźmy Ameryko, mamy zbyt wiele spraw do załatwienia. I zrób coś z tą fryzurą, wyglądasz jak pajac.
Z tymi słowami, wyszedł z sali, a ja zaraz za nim. W międzyczasie rzuciłem szybko okiem na fryzurę, gdy natknęliśmy się na lustro w korytarzu. Większość kosmyków włosów była ułożona na boku i na pewno nie wyglądało to źle. Gdyby tak było, Anglia na pewno śmiałby się z tego. Nie chcę też tego psuć. Czy nie mogę mieć chociaż raz szczęścia do jakiegoś dobrego prezydenta? Westchnąłem cicho, ale zgodnie z jego słowami, ponownie rozczepałem swoją fryzurę, tym samym niszcząc pracę Anglii. Chwilę jeszcze tak szliśmy, dopóki nie dotarliśmy do jego gabinetu.
– Słyszałem, że idziecie w czwartek na obiad.
Odparł, gdy usiedliśmy na krzesłach, a odzielało nas tylko jego biurko. Nieco się spiąłem, słysząc to co powiedział. A mogłem się domyślić, że będzie podsłuchiwał. Pewnie te zdziwienie Anglią, ponownie było grą.
– Yes sir.
– I, że to ty jedziesz do niego?
– Yes sir.
– Dobrze się składa!
Uśmiechnął się, a ja na ten widok nie mogłem powstrzymać zdziwienia.
– Naprawdę? Myślałem, że nie przepada pan za Anglią.
– To się już zmieniło. Przecież ci ufa, prawda?
Anglia mi ufa? Na pewno w większym stopniu, niż chociażby Francji. Ale wydaje mi się, że Anglia najbardziej ufa sobie. Zdaje się, że boi się zaufać innym i jest często zamknięty w sobie. Od momentu z moją niepodległością, staram się to zmienić. Chciałbym, by mógł poczuć, że nie jest sam i ma przy kimś wsparcie. Powoli zaczyna mi się to udawać, ale mozolnie, co wcale mnie nie zniechęca, wręcz przeciwnie. Coraz bardziej chcę, by tak się stało. I tak też się dzieje. Zaczął mi ufać i nie chciałbym tego ponownie zniszczyć. Świadomość, że szef, który z nieznanego mi powodu go nie lubił, zaczyna go akceptować, daje mi cień szansy, że będzie lepiej.
– Tak mi się wydaje.
– Często rozmawiacie ze sobą? Może na konferencjach coś omawiacie między sobą?
– Czasami, ale on częściej kłóci się z Francją. Później wszystkich uspokaja Niemcy, a Rosja wszystkich straszy. Chyba, że wcześniej sam Niemcy pokłóci się znowu z Włochami Południowymi, wtedy całe zamieszanie…
– Przystopuj, chodzi mi tylko o Anglię. Jego gospodarka z każdą chwilą staje się coraz lepsza.
– To dobrze! Przynajmniej nie musi mieć takich problemów co Rosja, czy Ukraina.
Zaśmiałem się, chociaż z drugiej strony współczułem Anglii. Mimo wszystko w przeciwieństwie do mnie, ma on o wiele więcej rzeczy do wypełniania. W moim przypadku, wszyscy wolą coś robić za mnie. Z jednej strony to ulga, z drugiej czuję się niedoceniany, w końcu mógłbym to robić. Ale z tego wychodzi kolejny plus. W razie czego mógłbym w czymś pomóc innym.
– To właśnie źle! Bardzo źle!
Uderzył w biurko, wstając zdenerwowany z krzesła. Na ten widok uśmiech zszedł mi z twarzy, a sama moja postura skuliła się.
– To my mamy być potęgą! Musimy trzymać innych w garści, by na świecie zapanował porządek! Wielka Brytania już za długo się wychyla. Najpierw wychodzi z Unii, a teraz jeszcze bardziej rośnie w siłę! Trzeba to przerwać!
Moje oczy rozszerzyły się ze strachu. Bynajmniej nie o mnie, a o samego Anglię.
– N-nie rozumiem…
– Jak zwykle.
Usiadł z powrotem na krześle, patrząc na mnie zimno.
– Pójdziesz na ten obiad i musisz dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co dzieje się w jego parlamencie. Masz wydrzeć wszystkie tajne informacje, a będzie to proste, ponieważ ci ufa. Rozumiesz?
Nie mogąc wydusić słowa, po prostu kiwnąłem twierdząco głową.
– Możesz wyjść.
Sztywno, oraz dalej w szoku wstałem i cicho się żegnając wyszedłem z gabinetu. Gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi, mój oddech stał się bardziej ciężki, a w oczach pojawiły się łzy. Nie mogłem tego zrobić. Na pewno nie Anglii. Ponowny widok jego upadającej postawy, ten ciężki ból, który będzie miał w sercu… Zacisnąłem dłoń na ustach, by nie wydać żadnego dźwięku, a z oczu wypłynęły mi łzy. Nie mogę. Na drżących nogach, pokierowałem się prosto do łazienki. Na szczęście nie spotkałem nikogo w międzyczasie, a gdy dotarłem do celu, pierwsze co zrobiłem to przemyłem twarz zimną wodą. Muszę się uspokoić. Wziąłem głęboki oddech i wymusiłem na siebie uśmiech, patrząc w swoje odbicie. Wszystko będzie dobrze. Musi być.
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do Anglii. Po kilku sekundach odebrał.
– Hello?
– Hej dude! Okazuje się, że szef kazał mi w czwartek zostać, bo ktoś tam z jego rodziny ma przyjechać. Nie możemy się spotkać.
Teatralnie jęknąłem, utrzymując wybrany przeze mnie głos tonu.
– Ale może uda się w inny dzień! Nie martw się, twój bohater nigdy cię nie opuści! Na razie muszę kończyć, ale do zobaczenia potem!
Zaśmiałem się i nim mógł odpowiedzieć – rozłączyłem. Wtedy uśmiech powoli spłynął mi z twarzy. Nie chcę ryzykować. Będę go chronić, nawet za własną cenę.

Autor HitaKun
Opublikowano
Kategorie Hetalia
Odsłon 853
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!