I still have hope ~Rozdział 1~

Rozdział 1

3 lata później

Brązowowłosa kobieta ułożyła do łóżeczka dziecko, które niedawno kołysała na rękach do snu. Uśmiechnęła się widząc jak ta drobna istotka śpi spokojnie nieświadoma tego jak bardzo świat jest niebezpieczny.

-Słodkich snów Judith.- nakryła jeszcze dziecko kocykiem po czym ruszyła spokojnym krokiem do drzwi. Jeszcze obejrzała się przez ramię aby upewnić się czy dziecko śpi po czym wyszła na korytarz kierując się w stronę schodów. Gdy schodziła na dół zatrzymała się przed wejściem do salonu słysząc rozmowę dwojga ludzi. Rick rozmawiał z Michonne, wciąż o tym samym, o wydarzeniach sprzed czterech dni. Kiedy Negan dorwał ich i zabił Abrahama oraz Glenna, a Daryl’a zabrał ze sobą jako niewolnika. Nie było jej tam gdy jej bliscy i przyjaciele przeżywali ten koszmar. Wiedziała ile cierpienia ich to kosztowało, szczególnie Maggie która straciła męża będąc w ciąży.

-Nie kryj się tak.- usłyszała głos swojego brata.

Właśnie została nakryta na podsłuchiwaniu.

– Nie chciałam wam przeszkadzać. Judith już zasnęła.- weszła niepewnie do salonu.

-Dziękuję że ją uspałaś. Sam bym to zrobił, ale…

-Wiem.- przerwała mu wiedząc co ma na myśli. Po spotkaniu z Negan’em był inny. Jeszcze go takiego nie widziała. Takiego załamanego, przygaszonego, w jego oczach nie bił już ten sam blask co wcześniej, stracił chęć do walki. Był jej starszym bratem. Był dla niej bohaterem. Podziwiała go i zawsze chciała być taka jak on. Ale teraz gdy widziała go w takim stanie sama czuła się okropnie. Zbawcy odebrali im wolność i bezpieczeństwo, które w tym świecie i tak było trudne do osiągnięcia. Wtargnęli do ich domu i zabrali co tylko chcieli. Szydzili z nich. Wzięli całą ich broń oraz połowę zapasów. Nie patyczkowali się z nimi, zabrali im nawet część materacy.

-Pójdę już do siebie. Dobranoc.

Wróciła na górę i poszła do swojego pokoju.

○●○●○

Hannah przewróciła się na plecy. Przez jakąś godzinę gramoliła się w łóżku nie mogąc w spokoju zmrużyć oka. W końcu się poddała. Wstała z łóżka i narzuciła na siebie byle jakie ubranie po czym jak najciszej wyszła z pokoju i zeszła na dół. Założyła kurtkę i buty po czym wyszła z domu. Ustała sobie na werandzie opierając się przedramionami o balustradę. Wyciągnęła z kieszeni kurtki zapalniczkę i prawię pustą paczkę papierosów, która była trochę pognieciona. Wzięła do ust papierosa i podpaliła go. Schowała zapaliczkę i zaciągnęła się fajkiem. Wypuściła z ust biały dym, który uniósł się przed nią. Gdy ponownie zaciągnęła się zauważyła wśród trawy pod werandą kilka niedopałków po papierosach. Uśmiechnęła się smutno przypominając sobie z kim często tu o podobnej porze jak ta paliła.

Wspomnienie

Brązowowłosa wypuściła dym z ust relaksując się gdy stała sobie późnym wieczorem na werandzie. Myślami błądziła gdzieś daleko przez co nie usłyszała że ktoś wyszedł z domu.

-Nie wiedziałem że palisz.

-Rany, wystraszyłeś mnie.- obejrzała się w bok gdzie zobaczyła Daryl’a.- Już myślałam że to Rick.

-Nie wie że palisz?

-Nie wiem, ale wolałabym by mnie nie przyłapał. Zaczął by gadać jak bardzo palenie jest niezdrowe i takie tam. Czasami chyba zapomina że już nie jestem jego malutką siostrzyczką. Mam już trzydzieści lat, a on wciąż traktuje mnie jak dziecko.- zaśmiała się krótko. Nie raz wkurzało ją to jak brat ją traktuje, ale wiedziała że po prostu jest troskliwy, choć czasami przesadza.

-Troszczy się o ciebie.

-Wiem. Chcesz?- wyciągnęła z kieszeni paczkę fajek. Mężczyzna skinął głową więc podała mu papierosa. Gdy wziął do ust fajka podpaliła mu go zapalniczką. Oboje zaciągnęli się. Brunetka wróciła do przyglądania się okolicy. Stali w ciszy, która wcale im nie przeszkadzała, cieszyli się swoim towarzystwem i relaksowali chwilą spokoju.

Hannah zerknęła ukradkiem na kusznika przyglądając mu się.

-Podoba ci się Alexandria?- zapytała próbując nawiązać z nim chociaż krótką rozmowę.

-Może być.

-To teraz nasz nowy dom.

-Nie przyzwyczajaj się. Coś w końcu pójdzie nie tak. Jak zawsze.

-Myślę że tym razem będzie inaczej. Wierzę w to. Tu będzie nam dobrze. Alexandria jest inna niż poprzednie miejsca. Jest naszą przyszłością, moglibyśmy tu się zestarzeć.

-Serio w to wierzysz?

-Oczywiście. Kiedyś musi być w końcu lepiej. Wciąż mam nadzieje. Bez niej jaki sens ma życie?

Hannah rzuciła niedopałek na trawnik. Odkąd tu przybyli i Daryl przyłapał ją tu na paleniu, ta werandka stała się ich takim wspólnym miejscem. Czasami rozmawiali, choć głównie palili i stali w ciszy doceniając obecność drugiej osoby. Ale jego już nie było. Negan go zabrał i jest możliwość że więcej go nie zobaczy. A to sprawia że jej gniew na człowieka, który był odpowiedzialny za jego porwanie i zabicie jej przyjaciół rósł jeszcze bardziej.

-Widzę że nie tylko ja nie mogę spać.- usłyszała za sobą głos brata, a chwilę później ustał obok niej. Lekko spanikowana machnęła ręką aby odgonić wciąć unoszący się dym po fajku.- Nie musisz się z tym kryć. Wiem że palisz.

-Od kiedy? Nigdy nie widziałeś jak palę.

-Od momentu gdy podnosiłem raz twoją kurtę aby ją zawiesić, paczka papierosów wypadła z kieszeni.

-Kiedy to było?

-Gdy miałaś siedemnaście lat.

-Co? Cały ten czas wiedziałeś i milczałeś. Nie powiedziałeś nawet ojcu?

-Nie. To był twój wybór. Nie chciałem być kapusiem i przysporzyć ci kłopotów u ojca.

-Ciężko mi w to uwierzyć, ale dzięki.- uśmiechnęła się wdzięcznie, Rick odwzajemnił gest.

-Zawszę będę krył ci plecy. Jesteś moją małą siostrzyczką. Ale nie pal w domu.

-Wiadomo. Będę truła tylko siebie. Chcesz jednego?

-Nie kuś. Wolę mieć zdrowe płuca.

Oboje zaśmiali się.

○●○●○●○

Hannah siedziała na krzesełku na platformie strażniczej pełniąc swoją wartę, która za niedługo się skończy. Obserwowała okolicę, ale jak na razie był spokój, pałętało się między budynkami tylko pojedyncze umarlaki. Rick razem z Aronem wyruszyli parę godzin temu na wypad po zapasy, które niestety będą musieli oddać Zbawcom. Michonne wyszła gdzieś twierdząc, że idzie tylko na krótki czas, ale jakoś długo jej się schodzi. Do tego brązowowłosa nie mogła nigdzie znaleźć Carl’a. Wczoraj wspominał coś że będzie chciał odwiedzić Enid, która była na Wzgórzu. Więc pomyślała że tam poszedł, choć nie podobało jej się że o niczym jej nie poinformował.

Bawiła się swoim naszyjnikiem, który miał zawieszkę w kształcie róży gdy spokój nagle został przerwany przez nadjeżdżające ciężarówki, które zatrzymały się tuż pod bramą Alexandrii. Poczuła nieprzyjemne ciarki gdy zdała sobie sprawę że to Zbawcy. Szybko zeszła z platformy po czym otworzyła bramę. Na teren Alexandrii jako pierwszy wszedł nie kto inny jak Negan, a za nim kilku jego ludzi. Czarnowłosy przeszedł obok niej, ale zatrzymał się nagle i cofnął.

-Witaj skarbie. Chyba się jeszcze nie poznaliśmy. Z pewnością zapamiętałbym tak uroczą twarz.- uśmiechnął się zawadiacko i zeskanował ją wzrokiem nie kryjąc się przy tym.

Hannah zmieszała się nie wiedząc co odpowiedzieć mu. Sam fakt że stała twarzą w twarz z mordercą Glenn’a i Abrahama był dla niej frustrujący, a to w jaki sposób na nią patrzył i się zachowywał tylko pogarszało jej samopoczucie.

-Nie bądź nieśmiała. Jestem Negan, ale to pewnie już wiesz. A ty?

-Hannah.

-A jednak umiesz mówić!- wykrzyknął przez co wzdrygnęła się.- Możesz mi powiedzieć kochanie gdzie jest Rick. Nie widzę by biegł tu jak grzeczny piesek przybiega do nogi swojego pana.

-Jest na wyprawie po zapasy dla ciebie.- skrzwiła się na jego wypowiedziane słowa. Nie spodobało jej się jak określił jej brata.- Nie wiem dokładnie kiedy wróci.

-Jak cholernie miło z jego strony. Choć niestety koliduje to z sprawą, którą przyjechałem tu rozwiązać. Młody choć tu!

Jednej z ciężarówek wysiadł Carl. Hannah spojrzała na niego zaskoczona. Nie miała pojęcia w jaki sposób znalazł się wśród Zbawców. Czyżby był tak lekkomyślny i postanowił zrobić coś głupiego?

-Carl był niegrzeczny. Wkradł się do mojego domu i załatwił paru moich ludzi. To kurewsko nie ładnie z jego strony, prawda?- czarnowłosy objął ją wokół ramion przyciągając bliżej siebie i przybliżył twarz do jej ucha przez co czuła jego ciepły oddech na skórze.

-Zostaw ją.- powiedział zdenerwowany Carl wpatrując się z gniewem w Negana.

-Spokojnie, przecież nic jej nie robię. Po co te nerwy.- mężczyzna zabrał rękę pozwalając brązowowłosej odsunąć się co oczywiście zrobiła od razu i podeszła do Carl’a.

-Coś ty sobie myślał.- przytuliła go czule. Była zawiedziona jego zachowaniem, to co zrobił było głupie i lekkomyślne, ale cieszyła się że Negan przywiózł go całego.

-Jesteście rodziną czy coś?- zapytał przywódca Zbawców.- Poczekaj, nie odpowiadaj, sam zgadnę… – przyjrzał się jej, głęboko zastanawiając się co ich łączy.- Te same błękitne oczy, ten sam kolor włosów i ta postawa jakbyś była też kiedyś gliniarzem… jesteś siostrzyczką Rick’a! A niech mnie, jaka niespodzianka. Wyglądasz jak jego damska wersja, może trochę młodsza i z pewnością bardziej pociągająca.- czarnowłosy przywołał jednego z swoich sługusów i podał mu kij po czym podszedł do Carl’a i Hannah. Stanął między nimi i objął ich swoimi ramionami.- Pokażcie mi gdzie mieszkacie. Chętnie zwidzę dom Grimes’ów.

○●○●○●○

Negan czuł się w ich domu tak jakby należał do niego. Panoszył się po wnętrzu zaglądając do każdego pokoju, a nawet kąta.

-Macie tu wiele udogodnień.- stwierdził wychodząc z pokoju na korytarz aby przejść do następnego, który należał do Hannah. Rozglądał się po wnętrzu. Na półce leżało kilka książek i płyt z muzyką. Na komodzie stał odtwarzacz muzyki i wazon z trochę przyschniętymi błękitnymi kwiatami, to były chabry. Za każdym razem gdy Daryl wychodził na zewnątrz przynosił je jej. Kiedyś zapytała dlaczego to robi, odpowiedział tylko że przypominają kolor jej oczu, coś jej mówiło że za tymi gestami kryje się coś więcej, ale nie próbowała wyciągnąć tego z niego.

Czarnowłosy podszedł do półki zauważając na niej album z zdjęciami. Hannah po chwili pojawiła się obok niego chcąc zabrać mu album, ale mężczyzna był szybszy. Uniósł rzecz wysoko do góry, była za niska aby dosięgnąć to.

-Oddaj to.

-Najpierw chcę zobaczyć jak uroczym dzieckiem byłaś.- otworzył album i zaczął przeglądać zdjęcia. Brązowowłosa wciąż próbowała mu go zabrać, ale nie wychodziło jej to.- Jako dziecko każdy wygląda tak niewinnie, nawet Rick.- zaśmiał się kontynuując przeglądanie fotografii. W końcu przerwał gdy Hannah nadal natarczywie próbowała zabrać mu album i postanowił jej go oddać, a ona szybko zabrała go po czym schowała do szuflady.- Z słodkiego szkraba wyrosłaś na piękną kobietę.- powiedział to gdy wkładała album do szuflady przez co stała do niego tyłem. Podszedł do niej kładąc dłonie na jej biodrach.- Może sprawdzimy we dwoje miękkość twojego łóżka?- zaproponował, a jedna z jego dłoni zjechała wzdłuż jej ciała zatrzymując się na udzie, które zaczął delikatnie masować.

Poczuła jak czerwień zalewa jej policzki przez tą jego bezwstydną propozycję. Nagle wściekła się i odwracając się gwałtownie uderzyła go w twarz. Zaskoczony cofnął się dotykając policzka, na którym pojawił się lekko czerwony ślad po uderzeniu.

-Cholera, teraz jeszcze bardziej mnie podnieciłaś.

-Jesteś napalonym dupkiem.- fuknęła z złością.

-To nie moja wina, że jesteś atrakcyjna.- zaśmiał się uśmiechając się lubieżnie. Brązowowłosa zawstydzona jego natarczywym spojrzeniem odwróciła wzrok. Jak on tak może się zachowywać?, pomyślała z goryczą. Może i był przystojnym mężczyzną, ale był złym człowiekiem, mordercą, potworem. Gdyby mogła uciekła by jak najdalej od niego. Czuła się dziwnie skrępowana w jego obecności, cały czas przyglądał się jej i nie krył się z tym. Był od niej wyższy prawie o głowę co nie było na plus pod względem tego, że łatwo mógłby ją złapać i nie dała by rady mu uciec.

Negan postanowił kontynuować oglądanie domu przez co trafił do sypialni Judith. Na widok dziewczynki, która siedziała sobie w łóżeczku uśmiechnął się.

-Co za mała ślicznotka.- powiedział z zachwytem podchodząc do łóżeczka. Ostrożnie wyciągnął Judith biorąc ją na ręce.- Płeć damska w tej rodzinie jest cholernie piękna.

Brązowowłosa chciała zabrać od niego swoją bratanicę, ale Negan zauważając co chce zrobić gestem głowy zakazał jej. Judith wyjątkowo dobrze czuła się w jego rękach.

Wyszli na werandę gdzie Negan usiadł sobie na fotelu trzymając Judith na kolanach. Bawił się z nią, a ona chichotała zadowolona.

-Alexandria to świetne miejsce, znacznie przyjemniejsze niż Sanktuarium. Może zabiję Rick’a i Carl’a, osiedle się w ich domu, podporządkuję sobie to miejsce, zaopiekuję się Judith, a ciebie bym… – spojrzał na Hannah sugestywnie poruszając brwiami, nie musiał nawet kończyć bo wiedziała co ma na myśli. Przełknęła z trudem ślinę zdając sobie sprawę, że on rzeczywiście mógłby być do tego zdolny. Uśmiechnął się, a jego uwaga wróciła do Judith, którą kołysał na kolanach.

Hannah spojrzała w kierunku bramy błagając w myślach aby jej brat wrócił jak najszybciej. Chciała aby Negan w końcu stąd odjechał i zostawił ich w spokoju. Ten człowiek ją przerażał, a szczególnie to do czego był zdolny.

○●○●○●○

Negan postanowił że przyrządzi dla nich posiłek. Chodził po kuchni przyrządzając jakąś potrawę, Carl siedział z Judith przy stole, a Hannah poszła po proszkowaną lemoniadę ponieważ Negan sobie tego zażyczył. Gdy wróciła Judith bawiła się zabawkami na kocyku w salonie, a Carl rozkładał talerze na stole.

-Wróciłaś w samą porę, spaghetti jest gotowe.- z kuchni wyszedł Negan z garnkiem, który postawił na środku stołu. Brązowowłosa ustała jak kołek trzymając dzbanek z przygotowaną lemoniadą. Czarnowłosy zauważył jej bierne zachowanie. Podszedł do niej z uśmiechem, który często pojawiał się na jego ogolonej teraz twarzy. Wcześniej postanowił że zgoli swój zarost w ich łazience, korzystając z ich rzeczy, a raczej konkretnie z pianki do golenia Rick’a oraz jego maszynki.- Dziękuje za lemoniadę skarbie. Siadaj.- zabrał od niej dzbanek i postawił go na stole, przy którym usiadł. Po chwili Hannah również dosiadła się do stołu.

Jedli w ciszy, która najwyraźniej nie podobała się Negan’owi bo przerwał ją.

-Byłaś gliniarzem jak Rick, tak?- zapytał zwracając się do brązowowłosej.

-Tak, ale zajmowałam się bardziej biurowymi sprawami.

-Więc nie brałaś udziału w strzelaninach czy jakiś rozróbach?

-Przeważnie nie, ale parę razy zdarzyło się że musiałam.

-Ciekawe czy gdyby trupy nie przejęły świata, to Carl poszedł by w śladu swojego ojca i cioci. Zostałbyś gliniarzem młody?

-Nigdy się nie zastanawiałem nad tym.

-Nie pasowało by to do ciebie. Jesteś urodzonym małym seryjnym mordercą.- zaśmiał się po czym wziął dzbanek i dolał sobie do szklanki lemoniady. Był jedyną osobą w pomieszczeniu, która choć trochę była zadowolona że tu jest. Carl i Hannah siedzieli cicho i tylko odzywali się gdy o coś ich pytał. Oboje byli sfrustrowani, choć u Carl’a bardziej górował gniew, a u Hannah obawa. Nie byli pewni co Negan może zrobić.

Z jakiegoś powodu po skończeniu posiłku przyszedł Spencer z butelką alkoholu proponując Negan’owi rozmowę i grę w bilard. Dlatego we dwóch grali sobie na ulicy w bilard i rozmawiając popijali alkohol. Hannah razem z Carl’em i Olivią stali na werandzie i przyglądali się mężczyznom tak jak kilku innych mieszkańców Alexandrii, którzy zainteresowani wyszli z domów. Ale to co stało się później wstrząsnęło nimi. Negan rozciął nożem brzuch Spencera przez co jego wnętrzności wydostały się na zewnątrz. Upadł na ziemie wykrwawiając się. Po napiętej chwili kiedy trawili to co się wydarzyło Rosita wyszła spomiędzy mieszkańców trzymając w dłoni pistolet i wycelowała w Negana. Ale nabój trafił w kij, którym osłonił się przywódca Zbawców. Negan był wściekły. Jedna z jego ludzi Arat powaliła Rosite na ziemie przykładając jej ostrze do gardła. Czarnowłosy zauważył, że nabój którym chciała go zabić był wykonany ręcznie. Chciał wiedzieć kto to zrobił, ale Rosita twierdziła że to ona, nie uwierzył jej. Ponownie zapytał kto to zrobił, Rosita dalej upierała się że to ona co poskutkowało tym, że Negan kazał Arat kogoś zastrzelić. Niestety padło na Olivie, która skończyła z kulką w głowie. Hannah wzdrygnęła się gdy padł strzał, a ciało kobiety, która stała tuż obok niej upadła na ziemie. Gdy nabój ją trafił trochę krwi bryznęło na twarz brązowowłosej. Spojrzała z szokiem na martwą Olivie. Równie dobrze mogło paść na nią i to ona teraz byłaby martwa.

-Cholera. Było blisko, co nie Hannah?!- wykrzyknął w jej kierunku czarnowłosy. Skrzywiła się gdy ich spojrzenia skrzyżowały się, a on posłał je ten swój uśmieszek. Jak mogły bawić go takie rzeczy? Czy w ogóle choć odrobinę dotknęło go to że właśnie ktoś umarł? Po jego zachowaniu i czynach odpowiedź była oczywista. Miał to gdzieś, zbyt dobrze się przy tym bawił.

W końcu Rick razem z Aronem wrócili do Alexandrii. Grimes zaskoczony sytuacją, którą zastał podszedł do Negana mówiąc mu, że pod bramą czekają na niego zapasy i poprosił aby odjechał już z nimi. Ale przywódca Zbawców oświadczy, że zrobi to gdy dowie się kto zrobił nabój. Zagroził że kolejna osoba zginie. Wtedy Tara odezwała się przyznając się że to ona wykonała nabój. Ale to nie było prawdą. Eugene ostatecznie przyznał się do tego godząc się z możliwością że Negan zaraz może go zabić. Ale to się nie stało. Postanowił że zabierze go ze sobą.

-Pojedzie ze mną. A te zapasy nie wystarczą. Po tym co odjebali twoi ludzie będziesz musiał załatwić mi więcej.- oświadczył Negan. Już chciał razem z swoimi ludźmi odejść, ale zatrzymał się jakby sobie o czymś przypomniał.- I jeszcze jedno. Zabieram twoją siostrzyczkę ze sobą.

-Co? Nie, nie możesz.- powiedział z paniką Rick.

-Oczywiście że mogę. Nie odstawiaj mi tu kolejnego cyrku albo zginie kolejna osoba.- ostrzegł złowrogim tonem. Rick chciał coś jeszcze powiedzieć, ale wyprzedziła go Hannah, która zeszła z werandy.

-Pojadę.- odezwała się brązowowłosa podchodząc do swojego brata. Negan uśmiechnął się zadowolony. Nie mogła pozwolić aby kolejna osoba umarła i to z jej powodu. Mimo że czuła duże obawy i tak bardzo wolałaby zostać w Alexandrii z bliskimi, to wiedziała że odejście z Zbawcami jest jedynym dobrym rozwiązaniem przy którym nikt nie ucierpi, oprócz jej.- Nic mi nie będzie, poradzę sobie.- powiedziała do Rick’a, który przytulił ją mocno. Tak bardzo nie chciał aby ją zabrali, ale nie mógł nic zrobić. Nie chciał jej stracić.

Hannah uśmiechnęła się pocieszająco próbując tym gestem choć trochę dodać bratu otuchy. Odsunęła się od niego i spojrzała na Negana, który szczerzył się pokazując szereg białych zębów. Z jakiegoś powodu przypominał jej wilka, który właśnie dopadł swoją zdobycz. Gdy odchodziła z Zbawcami obejrzała się za ramię. Widziała jak Carl patrzy na nią z determinacją jakby w ten sposób chciał jej obiecać, że znajdą sposób aby ją odzyskać. Ale czy to było możliwe?

○●○●○●○

Jazda do Sanktuarium była wyjątkowo niezręczna i niezbyt przyjemna. Hannah spędziła całą drogę tylko z Negan’em, który prowadził ciężarówkę. Na początku cały czas coś mówił próbując nawiązać z nią jakąś rozmowę. Ale gdy odpowiadała mu tylko pojedynczymi słowami albo po prostu milczała jego entuzjazm zaczął maleć, aż w końcu przestał się odzywać. Cieszyła się z tego powodu, ale wciąż męczyła się tą jazdą. Mimo że nic nie mówił to czuła jego palące spojrzenie, które było uciążliwe. Starała się nie patrzeć w jego stronę. Ale gdy przypadkiem zerknęła na niego albo chciała sprawdzić czy nadal się patrzy, cały czas napotykała jego wzrok. Raz przypadkowo zjechał za bardzo z drogi co mogło się skończyć wypadkiem gdy zapatrzył się na nią, ale szybko skręcił wracając na drogę. Zaskoczona krzyknęła wtedy i nazwała go idiotą. Dość długo śmiał się z jej reakcji, co zaczęło ją irytować. Ten człowiek grał jej na nerwach.

-Witaj w Sanktuarium.- powiedział czarnowłosy gdy wjechali na teren ogromnej fabryki. Z wrażenia lekko rozchyliła wargi przez co mężczyzna zachichotał.- Robi wrażenie, co nie?

Oboje wysiedli z pojazdu, a wtedy parę osób podeszło do Negana. Widać było po nich, że mają mu coś do przekazania co może mu się nie spodobać.

-Szefie mamy problem.- odezwał się jeden z mężczyzn.- Uciekł.

-Jak to uciekł?- zapytał jakby chciał się upewnić, że dobrze usłyszał to co tamten powiedział.- Chcesz mi kurwa powiedzieć, że nie dopilnowaliście jednego człowieka?! Co za banda nieudaczników.- westchnął ciężko.- Chuj tam. Mam nową osobę. Twój kumpel Daryl miał farta.- spojrzał na brązowowłosą po czym zwrócił się do swoich ludzi.- Zabierzcie ją do trójki, tylko delikatnie.

Dwóch mężczyzn poprowadziło Hannah do wnętrza budynku, w którym było mnóstwo krętych korytarzy. Zaprowadzili ją do małego pomieszczenia i zamknęli tam. Było tu prawie całkowicie ciemno gdyby nie światło przebijające się przez szparę miedzy drzwiami, a podłogą. Przyjrzała się drzwiom próbując je otworzyć, ale zamknęli je. Zamek był na klucz więc może uda jej się jakoś go otworzyć i spróbuje uciec. Skoro Daryl’owi się udało, to może jej również.

Usiadła pod ścianą wpatrując się w drzwi. Cieszyła się że udało mu się uciec, przynajmniej to było dobrą nowiną. Zaczęła bawić się naszyjnikiem, zwykle robiła to gdy się nudziła albo denerwowała. W tej sytuacji robiła to z tego drugiego powodu.

○●○●○●○●○

Drzwi otworzyły się wpuszczając do środka światło przez co zasłoniła ręką oczy aby jej wzrok przyzwyczaił się do jasności. Negan stał nad nią, nie miał już na sobie skórzanej kurtki ani swojego kija. Mężczyzna klęknął przed nią.

-Mam dla ciebie propozycję. Eugene też dostał, nie taką samą ale z niej skorzystał więc mam nadzieje że ty również.

-Jaką propozycję?

-Zostań moją żoną, a będziesz miała wszystko co zechcesz.- uśmiechnął się. Zmarszczyła brwi zastanawiając się czy on mówi na poważnie czy to może jakiś głupi żart.

-Słucham? Nie, nie ma mowy.- zaprzeczyła stanowczo przez co jego uśmiech zniknął.

-Lepszej opcji nie masz. Będziesz tu miała jak w raju jeśli się zgodzisz.

-Nie, wolę już tu gnić.

-Skoro tak twierdzisz.- podniósł się na równe nogi.- Posiedzisz tu trochę, to zmienisz zdanie.- puścił jej oczko po czym wyszedł zamykając za sobą drzwi.

Jak na początku wydawało jej się że siedzenie tu nie będzie aż takie złe, to zmieniła zdanie już po kilku godzinach. Do jedzenia dostawała tylko czerstwy kawałek chleba i pół butelki wody. Najgorsze jednak było gdy nie mogła zmrużyć oka albo po prostu spokojnie odpocząć przez puszczaną w kółko tą samą piosenkę. Zaczynała się zastanawiać czy Daryl’a traktowali podobnie, a może nawet gorzej i jak on to znosił. Następnego dnia Negan przyszedł proponując jej to samo, ale nie zgodziła się. Nie miała zamiaru zostać jak on to określił kolejną jego żoną. To było chore. Miał wiele kobiet z którymi uprawiał gdy tylko chciał seks. Obrzydzało ją to. Nie chciała przystać na jego propozycję, ale siedzenie w tym miejscu było coraz gorsze. Dlatego postanowiła, że ucieknie, a przynajmniej spróbuje.

Wyjęła z swojego biustonosza fiszbiny i tymi drutami zaczęła majstrować w zamku. Jako policjantka poznała kilka przydatnych trików, głównie od swoich starszych kolegów z zawodu. Więc teraz była im za to bardzo wdzięczna. Po paru minutach zamek ustąpił, a ona mogła wyjść. Ostrożnie wyszła na korytarz rozglądając się i nasłuchując czy ktoś idzie. Ale nikogo nie było. Zamknęła ponownie drzwi aby wyglądało na to że nadal jest w środku po czym ruszyła w stronę, którą prowadzili ją tamci mężczyźni. Ciężko jej było być pewną czy dobrze idzie bo korytarze były identyczne. Gdy szła usłyszała jak ktoś nadchodzi. Szybko otworzyła najbliższe drzwi i schowała się do środka. Pomieszczenie okazało się być czymś podobnym do małego składzika. Zauważyła na półce leżący młotek więc postanowiła że go weźmie. Zabrali jej broń gdy zamknęli ją w tamtej celi więc z pewnością ten młotek może jej się przydać. Gdy upewniła się że tamci ludzie poszli dalej wyszła z ukrycia. Czuła jak serce jej łomocze gdy przemierzała kolejne korytarze. I poczuła jakby jej nagle stanęło gdy natknęła się na jakiegoś mężczyznę. Miał połowę twarzy w bliznach. A gdy ją zobaczył stanął jak kołek. Nie była pewna co zrobić. Czy uciekać albo spróbować go zaatakować? To drugie odpadało bo miał przy sobie pistolet więc postrzeliłby ją gdyby spróbowała zaatakować. Zrobiło jej się sucho w ustach gdy czekała na jego ruch. Ale jakie jej było zdziwienie gdy ten blondyn usunął się w bok pokazując w ten sposób że ją puszcza dalej.

-Skręć w prawo, późnej idź prosto do rozwidlenia i skręć w lewo. Dalej zobaczysz duże drzwi, tam jest wyjście. Ale pośpiesz się.- powiedział blondyn. Przez chwilę nie ruszyła się, wydawało jej się to zbyt niemożliwe że jeden z Zbawców pozwala jej uciec.- Idź już.

-Dlaczego mnie puszczasz?

-Mam dług u Daryl’a. Lepiej się pośpiesz.

-Dziękuje.- posłała mu lekki uśmiech po czym szybkim krokiem prawie że biegnąc ruszyła w kierunku, który jej pokazał.

Tamten blondyn mówił prawdę bo parę chwil później wydostała się na zewnątrz. Ukryła się za skrzyniami gdy zauważyła jakiegoś mężczyznę pilnującego to miejsce. Mogłaby go zaskoczyć i powalić młotkiem, ale uderzenie tym narzędziem mogłoby go zabić. A nie chciała mieć czyjejś krwi na rękach. Prawdą było że nigdy jeszcze nikogo nie zabiła. Nie musiała tego robić. Zawsze ktoś ją wyręczał. Dlatego nie chciała tego zmienić. Rozejrzała się i wtedy zauważyła leżącą niedaleko rurę. Uderzenie tym mogłoby go tylko ogłuszyć. Wzięła metalowy przedmiot do ręki po czym jak najciszej zakradła się od tyłu. Mężczyzna odwrócił się gdy usłyszał za sobą jakiś szmer, ale nie zdążył zareagować bo oberwał mocno w głowę rurą. Upadł na ziemie, a na jego czole pojawiła się rana. Nie ruszał się. Miała cichą nadzieje że to go nie zabiło. Przeszła obok, a następnie wydostała się z terenu tej przeklętej fabryki.

Ani chwili nie odpoczywała, musiała oddalić się jak najdalej się dało. Nie była pewna gdzie powinna się kierować. Do Alexandrii czy na Wzgórze? Zbawcy z pewnością będą chcieli sprawdzić Alexandie by upewnić się czy tam się schowała więc postanowiła że uda się na Wzgórze.

W końcu przystanęła i oparła się o drzewo siadając na ziemi. Czuła się okropnie zmęczona i nogi zaczęły ją boleć, a jeszcze nie była nawet w połowie drogi na Wzgórze. Ciężko łapała oddech, a krople potu spływały jej po czole. Trzymała się blisko drogi, ale kryła się między drzewami na wszelki wypadek gdyby Zbawcy jechali drogą. Nie chciała aby ją zauważyli. Ale gdy siedziała pod drzewem i odpoczywała usłyszała jak coś jedzie i zatrzymuje się niedaleko na drodze. Wyjrzała zza drzewa i wtedy nagle zrobiło jej się słabo. Kilku Zbawców wysiadło z ciężarówki i zaczęli rozglądać się po okolicy. Bicie jej serca przyspieszyło gdy trzech mężczyzn zaczęło zbliżać się w jej kierunku. Musiała uciekać. Nie miała szans na starcie z nimi. Biegiem ruszyła w przeciwną stronę. Nie zwracała uwagi na ból w nogach albo jak gałązki zahaczały o jej ubrania czy skórę. Musiała uciec, tylko to było w tej chwili najważniejsze. Ale pech chciał że potknęła się o odstający korzeń. Boleśnie upadła na ziemie. Jęknęła z bólu, Na pewno zostaną siniaki, pomyślała. Powoli zaczęła się podnosić, a wtedy usłyszała gwizdanie. Byli blisko i do tego słyszała te gwizdanie z rożnych stron. Ale gdy się rozglądała nie widziała nikogo. Ponownie zaczęła biec, ale było jej ciężko po tym upadku. Ledwo trzymała się na nogach ze zmęczenia, ale nie poddawała się. Gwizdanie wydawało się że w którymś momencie ucichło, nie zauważyła kiedy, ale zrobiło się podejrzanie cicho. Oparła się o drzewo i rozejrzała łapiąc oddech. Zdała sobie sprawę że prawdopodobnie pomyliła kierunek i zamiast być bliżej Wzgórze oddaliła się od niego. Zadrżała przeklinając się w myślach. Nie uda jej się tam dotrzeć, ale może spróbować się ukryć. Odwróciła się chcąc wznowić ucieczkę, ale wtedy natknęła się na mężczyznę, tego samego co znokautowała gdy uciekała z Sanktuarium. Boleśnie uderzył ją w twarz aż upadła na ziemie. Poczuła metaliczny posmak w ustach, a jej dolna warga zaczęła krwawić.

– To taki rewanż suko.

Chciała podnieść się, ale on znowu ją uderzył aż zakręciło jej się w głowie. Później kopnął ją parę razy w brzuch. Splunęła krwią kuląc się na ziemi. Słyszała jak ktoś przyszedł i zaczął mówić do tego mężczyzny że Negan chce ją żywą. Ale świat zaczął jej się zamazywać. Ktoś klęknął obok niej, ale nie była wstanie rozpoznać tej osoby bo po chwili straciła przytomność.

Opublikowano
Odsłon 334
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!