Następcy. Inne historie – Rozdział 3

Rozdział 3

Litzy
Auradon

Brunetka siedziała spokojnie na ławce obok akademika i czekała na swoich przyjaciół, którzy na dobrą sprawę już się spóźniali. Obok niej siedziała niezastąpiona blondynka, która szukała w swojej niedużej torebce błyszczyka do ust.

— Nie mogę go znaleźć, pójdę do pokoju po niego — stwierdziła w końcu Nelly, ale przyjaciółka szybko ją złapała za ramię i przytrzymała na ławce.

— Nigdzie nie idziesz, niepotrzebny ci — oznajmiła pewnie ciemnooka. Kiedy zauważyła, że córka Arielki otwiera usta szybko dodała: — Żadnych „ale”, jeszcze ty mi zaginiesz po drodze i już na pewno nie zdążymy!

— Gdzie ci się niby tak śpieszy? — zapytał rozbawiony chłopak z francuskim akcentem, wpychając się między przyjaciółki.

— Gdzie byłeś tyle czasu?! — Córka Pocahontas była zirytowana jego lekkim podejściem do życia. Rozumiała to, bo sama takie miała, ale czasami sytuacja wymagała odepchnięcia tego na bok.

— Długa historia… — oznajmił, poprawiając czarną bluzę i patrząc w niebo, po którym płynęły białe chmurki. W tym czasie Litzy próbowała go nie uderzyć, a blondynka tylko błagała w duchu, żeby nie doszło do bójki.

— Jesteśmy już wszyscy! — Usłyszeli krzyk od strony akademika, skąd szedł wysoki chłopak i sporo niższa od niego dziewczyna.

— To super, chodźmy… — westchnęła Nelly, poprawiając torebkę na ramieniu i idąc w kierunku wyjścia z terenu szkoły oraz terenów do niej należących.

Grupą wyszli przez bramę główną i spacerkiem ruszyli przez park do miasta. Kiedy w końcu szli przez brukowane chodniczki skierowali się do ceglanego budynku. Kupili bilety, zmienili obuwie i z swoimi rzeczami zeszli do piwnicy. Była dość ciemna, ale kolorowe światła dodawały uroku. Razem poszli do jednego kortu , zajmując stolik obok niego. Heron szybko wpisał imiona wszystkich osób i sam rozpoczął rozgrywkę w kręgle.

***

Francuz szedł razem z córką Pocahontas w kierunku akademika. Za nimi szła Nelly, klikając coś zawzięcie w telefonie. Na samym końcu grupki szedł syn Herkulesa, zabawiając swoją gadaniną córkę Piotrusia Pana, która z kolei czuła się dość onieśmielona Heronem.

— Hej! Ktoś wrócił do szkoły! — zauważył w pewnym momencie Francuz, widząc czarny samochód, który najpewniej przywiózł z lotniska kolejnych uczniów, wracających po dwutygodniowej przerwie wiosennej.

— To pewnie Kabira, Jordan i Aziz — stwierdziła Pearl, podchodząc z blondynem do reszty. — Kabira pisała, że powinni być dzisiaj albo jutro rano.

— Nie zająłem łóżka! — stwierdził nagle Francuz z przerażeniem. Złapał Herona za ramię i razem z przyjacielem pobiegli do akademika, nie chcąc, aby książę Agrabahu zajął łóżka na przeciwko telewizora, który mieli we wspólnym pokoju.

Trójka dziewczyn tylko głośno westchnęła na zachowanie chłopaków, czasami ich nie rozumiały. Następnie razem poszły do części dziewczęcej, gdzie na korytarzu spotkały księżniczkę Agrabahu oraz córkę Dżina, które próbowały odczepić coś od jednej z walizek.

— Eee… co wy tak właściwie robicie? — zapytała zdziwiona córka Arielki, a dwie Arabki spojrzały szybko w jej stronę.

— Jordan spakowała się w pośpiechu — oznajmiła księżniczka Agrabahu. — I przycięła zamkiem jeden z materiałów.

— A nie możesz zrobić te swoje czary mary? — zapytała zdziwiona Litzy.

— Mogłabym… — stwierdziła w pewnym momencie Jordan i pstryknęła palcami. Dookoła walizki pojawił się niebieski dym, który po chwili zniknął i wszystko było w jak najlepszym porządku.

— I po co się tyle z tym męczyłyście? — zapytała zdziwiona brunetka.

— Bo to była próba poradzenia sobie chodź raz bez magii — wyjaśniła Kabira, witając się z córką Piotrusia Pana przytulaniem się. — Idziemy do siebie! — oznajmiła księżniczka, odchodząc z rudowłosą do ich wspólnego pokoju.

— A ja dalej dręczę Loonie? — zapytała Jordan, podnosząc swoją torbę i walizkę z podłogi.

— Z tego co wiemy to tak — oznajmiła Nelly miło.

— Loonie!!! — krzyknęła Jordan, idąc w kierunku pokoju, który dzieliła z córką Mulan.

— Mam przeczucie, że ten rok będzie niezapomniany! — oznajmiła zadowolona córka Pocahontas.

— Na pewno… — mruknęła Nelly, której humor zmienił się jak przy pstryknięciu palcami.

— Co jest? — Litzy lekko szturchnęła ją w ramię.

— Melody… — oznajmiła cicho jej przyjaciółka, wspominając o swojej starszej siostrze. — Miałam już jej dość w ciągu tej przerwy wiosennej.

Prawda była taka, że Nelly nie miała zbyt dobrych relacji ze swoją siostrą. Melody lubiła się szczycić tym, że sama miała własną znaną historię, osiągnęła coś wielkiego i się czuła o wiele ważniejsza niż młodsza córka Arielki i Eryka.

— Co tym razem zrobiła? — zapytała zmartwiona Litzy, obejmując przyjaciółkę ramieniem.

— Nie chcę o tym mówić — wyjaśniła Nelly, wzdychając.

— No dobrze…

***

Litzy szła spokojnym tempem w kierunku klubu jeździeckiego, który znajdował się niedaleko kompleksu szkolnego. Przywitała się z właścicielem, który właśnie rozmawiał z grupą nowych uczniów, a później weszła do stajni. Przechodziła między boksami, podziwiając pyszczki koni, które się machały w jej stronę. W końcu podeszła do jednego z boksów, widząc księżniczkę Agrabahu, która czesała grzywę swojego konia arabskiego.

— Cześć — przywitała się Litzy, opierając się o ściankę boksu. Kabira przerwała czynność i odwróciła się do dziewczyny z lekkim uśmiechem.

— Hejka, co słychać? — Odłożyła szczotkę, a później wzięła się za czyszczenie kopyt swojego konia.

— No dobrze. Dopiero co wróciłaś i już jesteś tutaj? — zapytała rozbawiona.

— Oczywiście! Nie wiedziałam się z Szarifem dwa tygodnia, a niedługo się zaczyna sezon — oznajmiła ucieszona księżniczka.

— Czyli rodzice pozwolili ci startować w zawodach? — zapytała Litzy z szerokim uśmiechem, ale gdy zauważyła grymas na twarzy przyjaciółki to jej też mina zrzedła. — Dalej ci nie pozwalają?

— Ogólnie to… ja na prawdę mam dużą swobodę, w porównaniu do tego jakie dzieciństwo miała moja mama. Jednak co z tego jak nadal wiele rzeczy jest na liście rzeczy zakazanych…? — Księżniczka zaczęła się rozkręcać w narzekaniu, jednocześnie nadal pielęgnując kopyta białego rumaka. — Nie możesz sama wychodzić z pałacu, ma być z tobą przynajmniej brat. Nie możesz brać udziału w konkursach jazdy konno, to niebezpieczne. Nie możesz brać udziału w zajęciach szermierki, to nie dla ciebie. Nie możesz wyjechać poza Agrabah sama. Przecież był problem z samym moim uczęszczaniem do szkoły w Auradonie! Dopiero Jordan i Aziz jak zaczęli męczyć moich rodziców to wtedy powiedzieli, że może mnie puszczą.

Na samym końcu wypowiedzi czarnowłosa westchnęła ciężko i odłożyła narzędzia, którymi czyściła kopyta, na bok. Córka Pocahontas przytuliła lekko przyjaciółkę, co ta odwzajemniła.

— Przykro mi, ale przynajmniej nie zabraniają ci całkowicie jeździć — zauważyła Litzy, próbując znaleźć jakiś pozytywny aspekt.

— No tak, dlatego będę cię męczyć co jakiś czas! — Księżniczka Agrabahu się zaśmiała.

— Nie zamierzam narzekać! — Tym razem obie się zaśmiały, aby za chwilę zabrać się za posprzątanie boksów swoich podopiecznych.

***

Córka Pocahontas szła wolnym krokiem przez miasto. Miała za cel kupienie nowych sztybletów na kolejny sezon jeździecki. Jednak aby to osiągnąć musiała znaleźć dobrze zaopatrzony sklep sportowy albo, najlepiej, sklep z zaopatrzeniem jeździeckim.

Ostatni niestety został zamknięty do odwołania z powodu remontu budynku. Całe zaopatrzenie zostało przeniesione do innego sklepu, ale pozostawało nadal pytanie: jakiego?

Nagle czarnowłosa poczuła jak na jej ramionach zaciskają się czyjeś dłonie. Szybko się odwróciła i bez chwili zastanowienia zacisnęła rękę w pięść, aby uderzyć napastnika. Dopiero gdy usłyszeli długi jęk i spojrzała na troszeczkę wyższego chłopaka zdała sobie sprawę z tego co zrobiła.

— Zephyr! Przepraszam! — Litzy szybko i delikatnie złapała twarz chłopaka, i spojrzała na szkodę jaką mu zrobiła. Cały lewy polik chłopaka był czerwony, czego nie było tak bardzo widać na lekko opalonej skórze. Jednakże ślad szybko zaczął przybierać coraz ciemniejszą barwę. — Nie chciałam nic ci zrobić!

— Nic się nie stało, to ja cię zaskoczyłem… — stwierdził, nadal mając grymas bólu na twarzy.

— Trzeba ci do tego lód przyłożyć — stwierdziła, patrząc dookoła za najbliższą restauracją albo kawiarnią.

— Nie trzeba lodu, potrzebuje czegoś innego — stwierdził spokojnie, patrząc na dziewczynę.

— Co takiego…? — zapytała delikatnie, patrząc na niego.

— Buzi… — zaczął, ale widząc zła minę dziewczyny natychmiast zamilkł.

— Spieprzaj się utopić, Zephyr! — krzyknęła na niego zła i szybko odeszła.

Czarnowłosa nienawidziła zdradzieckiej duszy Francuza. Podrywał wszystkie piękne dziewczyny, wykorzystywał i rzucał. Przysłowiowo skakał z kwiatka na kwiatek.

Może to i było dość stereotypowe myślenie. Francuz, romanse i niewierność. Jednak córka Pocahontas po prostu doskonale znała Zephyra. Nie dość, że miał upodobania jak stereotypowy Francuz to jeszcze miał charakter po swojej matce, Esmeraldzie.

— Niech cię szlag trafi, Zephyr… — mruknęła pod nosem, idąc w kierunku szkoły. Kompletnie zapominając o sztybletach…

Opublikowano
Kategorie Disney/Pixar
Odsłon 767
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!