I still have hope ~Rozdział 3~

Rozdział 3

Hannah leniwie otworzyła oczy powoli podnosząc się z kanapy. Ziewnęła przecierając oczy dłońmi. Zauważyła że łóżko jest puste, a wtedy poczuła zapach smażonego jedzenia. Obróciła się i zobaczyła Negana, który krzątał się po kuchni cicho podgwizdując pod nosem. Wstała i zbliżyła się trochę w jego stronę.

-Śniadanie zaraz będzie gotowe idź się trochę ogarnij.- na moment odwrócił się w jej stronę i dłonią wskazał drzwi od łazienki. O dziwo posłusznie poszła do pomieszczenia gdzie na szybko uprzątnęła się w miarę możliwości, z których mogła skorzystać w jego łazience.

Wychodząc z łazienki związała włosy w kucyk. Negan ułożył na wysepce kuchennej dwa talerze i przełożył na nie z patelni smażone jajka i bekon, a następnie nalał do szklanek lemoniadę, a dzbanek postawił obok.

-Pachnie pysznie.- brązowowłosa usiadła na krzesełku na przeciwko mężczyzny.

-I też pysznie smakuje.- uśmiechnął się. Hannah zaśmiała się krótko, a na jej twarzy zagościł szczery uśmiech. Z pewnością była zaskoczona tym gestem.-Podoba mi się ten uśmiech.- oznajmił przez co spojrzała na niego.- Jest taki szczery.

-Dzięki.- mruknęła czując zawstydzenie. Po chwili oboje zaczęli jeść śniadanie.

-Dobrze ci się spało?

-Nie było źle. Spałam już w gorszych miejscach.

-Następnym razem będziesz mogła wybrać łóżko.

-Następnym razem?

-Tak. Miło mi się z tobą rozmawiało, a dzień miałem beznadziejny. Poprawiłaś mi humor.

-To dlatego jesteś teraz w tak dobrym nastroju?

-Wystarczyło spojrzeć jak spokojnie spałaś. Niczym aniołek, który nie jest świadomy zła wokół. Urocze.

-A ty za to chrapałeś.

-Co? To nie prawda.- zaprzeczył szybko oburzając się trochę jej słowami. Hannah zaśmiała się z jego reakcji, która według niej była zabawna. Zrobił minę jakby ktoś posądził go o coś zawstydzającego.

-Ale zrobiłeś minę.- powiedziała wciąż się śmiejąc. Czarnowłosy uśmiechnął się kręcąc głową. Oczywiście że nie chrapał, ale postanowiła z niego zażartować co było udane ponieważ i on zaśmiał się. Po paru chwilach oboje ochłonęli. Patrzyli sobie w oczy z uśmiechami na twarzy. Nagle zapomnieli o jedzeniu i o tym co ich dzieli. To było przyjemne. Ale Hannah w końcu otrząsnęła się przypominając sobie z jakim człowiekiem ma do czynienia. Jej uśmiech zmalał gdy odwróciła wzrok i wróciła do kończenia śniadania. Przygnębienie dało o sobie znać gdy pomyślała jak ta sytuacja była dziwnie wyjątkowa, tak jakby nie byli wrogami, a on nigdy jej nie zabrał od rodziny.

Skończyli jeść już w ciszy po czym Hannah zabrała swoje rzeczy i po prostu wyszła. Wyszła z budynku i ruszyła w kierunku miejsca z środkami czystości aby odnieść rzeczy. Nie zauważyła że pewna osoba ją obserwowała.

○●○●○●○●

Hannah prawie skończyła swoją zmianę. Jej uwagę przyciągnął podniesiony głos Sibyl pochodzący z drugiego pomieszczenia.

-Nie opieprzaj się! Pierdolić się możesz z nim po pracy!

Brązowowłosa kątem oka zauważyła jak z tego drugiego pomieszczenia wychodzi John. Mężczyzna posłał w jej stronę dziwny uśmieszek po czym wyszedł z budynku. Sibyl wyszła z tego samego pomieszczenia mamrocząc coś pod nosem, była bardzo zdenerwowana.

Grimes włożyła kilka rzeczy do pudła, które musiała przenieść do pokoju z którego tamta dwójka niedawno wyszła. Wchodząc do pomieszczenia zauważyła tamtą wytatuowaną brunetkę, która opierała się o jedną z półek. Przeszła dalej próbując nie zwracać na nią uwagi, ale na króciutką chwilę zerknęła na nią przez co jej spojrzenie zetknęło się z spojrzeniem brunetki. Szybko odwróciła wzrok odkładając pudło na jedną z półek.

-Pracuję tu dłużej, a nigdy nie miałam tak dobrze jak ty.- odezwała się brunetka jednak Grimes nie miała zamiaru wchodzić z nią w żadne dyskusje.- Głucha jesteś czy co. Widziałam wypis punktów. Dostałaś sporo dodatkowych.- stanęła jej na drodze gdy brązowowłosa chciała opuścić pomieszczenie.

-Bo brałam więcej godzin.- minęła ją chcąc jak najszybciej stąd wyjść.

-Albo dałaś komuś dupy.- powiedziała za nią. To było oczywiste, że ją prowokuje. I z pewnością gdyby Hannah zdecydowała się na kontynuowanie tej rozmowy nic dobrego z tego by nie wynikło. Dlatego milcząc opuściła pokój. I tak właśnie jej zmiana dobiegła końca więc z ulgą mogła po prostu wyjść stąd.

Idąc rozglądała się po ludziach, którzy chodzili albo byli zajęci swoimi obowiązkami. Zastanawiała się jak duża część z nich jest podoba do tamtej brunetki czy Johna. Były tu też rodziny nawet z dziećmi. Nie wszyscy wyglądali na zbytnio zadbanych. Powodem było to że żeby coś zdobyć trzeba zapracować i zdobyć punkty, a dzieci czy starsze lub schorowane osoby nie były wstanie pracować co skutkowało się gorszą jakością życia. Choć mimo że wyglądali skromnie to nie zauważyła aby ktoś tu głodował. Może i Negan miał srogie zasady, ale widać było że mimo wszystko dbał jakoś o swoich ludzi.

○●○●○●○●

Siedziała sobie na murku na zewnątrz i jadła kanapkę. Dzisiaj było ciepło więc postanowiła nacieszyć się słońcem i zjeść na świeżym powietrzu. Godzinę temu była w miejscu, które było czymś podobnym do straganów. Tam można było dzięki punktom zakupić wszystko co się chciało. Nie chciała za bardzo szaleć więc kupiła najpotrzebniejsze rzeczy, głównie jedzenie, ale postanowiła że dla urozmaicenia weźmie trochę szynki oraz szampon. Te dwie rzeczy nie były aż tak potrzebne bo nie były podstawą, bez nich dałaby sobie radę, ale chciała sobie trochę umilić dzień. Gdy wróciła do mieszkanka wzięła prysznic ciesząc się że może porządnie się umyć, a później zrobiła kanapki z szynką. To było dobre zakończenie dnia.

Jacyś mężczyźni kilkakrotnie przeklinali ewidentnie coś przeganiając. Brązowowłosa podniosła głowę zauważając jak kot ucieka przed dwoma mężczyznami. Zwierze schowało się za beczkami niedaleko niej, a tamci odpuścili i wrócili do budynku skąd przepędzili kota. Hannah chwilę wpatrywała się w miejsce gdzie schowało się zwierze. Westchnęła wstając i podeszła tam. Zobaczyła jak kot wciskał się w kąt ciężko oddychając. Był przerażony. Serce jej się ścisnęło. Kot był cały czarny i miał grube futro, ale widać było że był dość szczupły, prawdopodobnie jakiś czas głodował. Nie mogła jakoś odejść z obojętnością i zostawić tą niewinną niczemu istotę. Miała miękkie serce, nie potrafiła nie pomóc gdy widziała jak ktoś potrzebuje pomocy. Dlatego klęknęła niedaleko beczki ale nadal nie za blisko by kot się nie wystraszył i wyciągnęła z kanapki szynkę. Wystawiła rękę trzymając mięso i zawołała zwierze. Kot patrzył na nią, ale się nie zbliżył więc odłożyła szynkę na ziemię i zabrała rękę. Zwierze patrzyło jeszcze parę chwil na nią po czym wyczuwając zapach mięsa powoli nadal niepewne zbliżyło się do jedzenia. Zaczął jeść szynkę w dość szybkim tempie. Uśmiechnęła się. Postanowiła że z drugiej kanapki, którą miała przy sobie również wyjmie szynkę. Może i to było marnotrawstwo, ale widok jak to zwierze jadło było tego warte, a przynajmniej dla niej. Wystawiła rękę z mięsem. Kot gdy skończył pozostał w miejscu przyglądając się jej po czym powoli się zbliżył do jej dłoni. Wgryzł się w jedzenie więc puściła mięso aby mógł w spokoju zjeść. Postanowiła że spróbuje go pogłaskać. Za pierwszym razem jak go dotknęła spiął się gotowy do ucieczki, ale gdy zauważył że ona nic złego mu nie robi uspokoił się i pozwolił się pogłaskać. Gdy zjadł dał się nawet wziąść na ręce. Kobieta przytuliła go wracając na swoje wcześniejsze miejsce. Usiadła na murku i usadowiła go na kolanach. To było przykre że zawsze ci niewinni cierpieli najbardziej. Nie rozumiała dlaczego świat był tak niesprawiedliwy i zawsze tak było. Jeśli jesteś słaby to giniesz.

-Hannah.

Kobieta podniosła głowę i zobaczyła stojącego przed sobą mężczyznę. To był blondyn z blizną na twarzy, który pozwolił jej uciec z Sanktuarium.

-Skąd znasz moje imię?- zapytała będąc pewna że nigdy przedtem nie przedstawiała mu się.

– To bez znaczenia. Chcesz pogadać z bratem?

-Co?- zapytała patrząc na niego zaskoczona. Przez chwilę pomyślała czy to może podpucha i w ten sposób chce wciągnąć ją w jakieś kłopoty. Ale przecież już raz jej pomógł i mówił że jest coś winny Daryl’owi. Więc może i tym razem również jego zamiary są dobre.

-Bądź o północy przy ogrodzeniu gdzie stoją przyczepy.

Zanim zdążyła coś powiedzieć po prostu sobie poszedł. Chwilę siedziała skołowana zastanawiając się co tu się stało.

-Dziwne rzeczy się tu dzieją. Nie ogarniam tego.- mruknęła sama do siebie głaszcząc kota, który zawinął się w kulkę i mruczał na jej kolanach.- Wygląda na to że się zaprzyjaźnimy. Przynajmniej tobie mogę tu w pełni zaufać.

○●○●○●○●

Zabrała kota do siebie. Ale jej spokój nie potrwał zbyt długo. Ledwo co zdążyła trochę poleżeć na łóżku, a ktoś zapukał w jej drzwi. Niechętnie zwlokła się z łóżka i ruszyła w kierunku drzwi. Zerknęła na kota, który w ogóle nie zainteresował się tym że ktoś zapukał i wciąż leżał na poduszce ewidentnie zadowolony z swojego nowego domu.

-Może wymienię cię na psa, ten przynajmniej mógłby mnie obronić.- mruknęła, ale zwierze było zajęte samym sobą. Podeszła do drzwi gdy nieproszony gość ponownie zapukał tyle, że głośniej niż wcześniej. Otworzyła w końcu drzwi. Negan stał oparty ramieniem o framugę z swoim charakterystycznym uśmieszkiem na twarzy.

-Hej. Już myślałem że księżniczka zasnęła.

-Właśnie miałam zamiar, ale mi przerwałeś.- wywróciła oczami na to jak ją nazwał.- Co tu robisz?

-Wpadłem zobaczyć co tam u ciebie.

-Przecież widzieliśmy się dziś rano.

-Ale już się stęskniłem.- wyszczerzył się pokazując rząd śnieżnobiałych zębów.

-Chyba nie mówisz poważnie.- skrzyżowała ramiona na piersi. Raczej wątpiła że szczerze się stęsknił, prędzej czegoś chciał albo nie miał nic ciekawszego do roboty więc postanowił że będzie ją nachodzić.

-Jestem poważny. Mogę?

-I tak nie mam wyboru.- mruknęła wpuszczając go do środka. Gdy wszedł zamknęła za nim drzwi. Czarnowłosy rozejrzał się po wnętrzu. Zauważył chabry kwitnące w doniczce oraz kota, który spał sobie na łóżku. Później spojrzał na nią, a uśmiech wciąż nie schodził mu z twarzy. Szczerzył się nie wiadomo z czego.

-Widzę że się urządziłaś. Skąd ty wytrzasnęłaś kota?

-Pałętał się więc go przygarnęłam.

-Jakaś ty uczynna. Kobieta o czystym sercu, która ratuje bezbronne istotki. Mnie też uratujesz?

-Nie potrzebujesz tego i nie jesteś bezbronny.

-Racja, to przede mną trzeba się chronić.

Czarnowłosy zachichotał odkładając Lucille na komodę, na której stały kwiaty. Przypomniał sobie że takie same widział w jej pokoju w Alexandrii. Najwyraźniej je lubiła albo coś dla niej znaczyły.

-Twoje ulubione?- zapytał zwracając uwagę na roślinę. Brązowowłosa nerwowo dotknęła naszyjnika milcząc krótki moment.

-Przypominają mi o kimś.- powiedziała gdy przypatrywał jej się czekając aż się odezwie.

-O kimś ważnym?- przytaknęła w odpowiedzi głową.- Ukochany?

-Nie, nie… o przyjacielu.- dodała pośpiesznie. Nie wiedziała czemu jakoś zestresowała się gdy zapytał o te kwiaty.

Mężczyzna rozsiadł się nonszalancko na krześle przy okrągłym stoliku. Brązowowłosa poruszyła się w miejscu nerwowo nie rozumiejąc po co tu w ogóle przyszedł. A przecież dziś w nocy ma porozmawiać z bratem, cokolwiek to znaczyło bo tamten blondyn nic jej nie wyjaśnił. Nie będzie mogła pójść jeśli Negan będzie tu ciągle siedział. Będzie musiała go jakoś zbyć, ale w taki sposób aby się niczego nie domyślił. A to może nie być łatwe.

-Więc… chcesz coś do picia? Czy coś?- zapytała przerywając ciszę, która był dla niej niezbyt komfortowa.

-Nie trzeba.

Skinęła głową po czym postanowiła że sobie usiądzie, a nie będzie stała jak kołek. Szczególnie że jego wzrok ani na chwilę nie opuścił jej osoby. Usiadła na brzegu łóżka, a wtedy kot podniósł głowę po czym wstał i wepchnął się na jej kolana.

-Nazywa się jakoś?

-Jeszcze nie, mam go dopiero parę godzin. A masz jakiś pomysł?

-Pozwalasz bym nazwał twojego kota?

-To tylko imię, a mi nic ciekawego nie przychodzi do głowy.

-Może… Lucky. No wiesz, szczęściarz z niego że cię spotkał.

-Całkiem dobrze brzmi. Co o tym myślisz Lucky?- brązowowłosa spojrzała na kota, który tylko zamruczał gdy pogłaskała go po główce.- Chyba mu się podoba.

Hannah nie spodziewała się że z Negan’em można tak miło porozmawiać, nie na żaden konkretny temat, tylko zwykła pogawędka jak z dobrym znajomym. O dziwo obyło się bez sugestywnych komentarzy czy dwuznacznego zachowania z jego strony. I to było przyjemne spędzenie wieczoru. Coraz bardziej zaczynała zauważać w nim to że również miał pozytywne cechy. Nie patrzyła już na niego jak na potwora, za którego go uważała zanim miała okazję bliżej go poznać. Potrafił być w miarę uprzejmy. Nawet śmiała się z jego niektórych żartów, które nie były wredne czy z podtekstem. Więc te parę godzin szybko zleciało jej w jego towarzystwie. Nie musiała nawet go upominać, że jest późna pora i czas aby sobie poszedł. Sam w którymś momencie zadeklarował, że nie chce jej już przeszkadzać i postanowił że już czas na niego.

-Było miło, prawda?- czarnowłosy oparł się o framugę drzwi gdy już miał zamiar wyjść. Hannah stanęła przed nim trzymając drzwi aby móc je zamknąć gdy pójdzie przez co stała blisko niego twarzą w twarz.

-Owszem. Mam nadzieje że to nie jest jakaś twoja chora gra.

-Nie mam złych zamiarów. A to była tylko zwykła rozmowa. Chyba już się nie zakochałaś?- zalotny uśmieszek pojawił się na jego twarzy gdy jego piwne oczy wpatrywały się w jej błękitne tęczówki.

-Nie.- mruknęła odwracając wzrok gdy jego spojrzenie zrobiło się zbyt natarczywe. Czarnowłosy zachichotał krótko.

-Udanej nocy skarbie.

-Wzajemnie.

Negan odsunął się i ruszył wzdłuż korytarza. Zaczął podgwizdywać pod nosem idąc nonszalanckim krokiem przed siebie.

Brązowowłosa westchnęła zamykając drzwi. Zerknęła na zegarek na nadgarstku. Została niecała godzina do północy więc ma jeszcze czas.

○●○●○●○●

Hannah zjawiła się w miejscu, o którym powiedział jej tamten blondyn z blizną. Wszędzie było cicho i ciemno przez co pomyślała, że może to jednak jest jakiś podstęp. Ale po paru chwilach dalszego czekania ktoś zjawił się przy ogrodzeniu. To był ten mężczyzna dlatego podeszła bliżej niego.

-Nikt cię nie śledził?- zapytał półszeptem rozglądając się uważnie.

-Nie.- oczywiście że upewniła się aby nikt nie zauważył, że tu przyszła. Nie była aż tak lekkomyślna.

-Masz kilka minut.- mężczyzna wyjął spod kurtki krótkofalówkę i podał ją jej.- Nadaj sygnał, a ja będę stał na straży i pilnował.- powiedział i już chciał odejść, ale brązowowłosa go zatrzymała.

-Poczekaj. Nie wiem w ogóle jak się nazywasz.

-Dwight.

-Dziękuje za to co robisz.- uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. Dwight tylko skinął głową po czym oddalił się aby pilnować aby nikt ich nie przyłapał.

Brązowowłosa włączyła urządzenie, które zaszumiało. Przybliżyła je do ust naciskając boczny przycisk.

-Tu Hannah, odbiór?- na początku usłyszała tylko szum, ale gdy chciała odezwać się ponownie znajomy głos ją wyprzedził.

Tu Rick, jak dobrze cię usłyszeć.

-Ciebie też. Jesteś gdzieś blisko?

Wysoki szary budynek na przeciw ciebie, drugie piętro.- spojrzała w miejsce o którym powiedział jej brat, a wtedy zobaczyła w oknie czyjąś sylwetkę. Było ciemno więc nie widziała go dokładnie. Zamachał do niej na co ona mu odmachała.

-Widzę cię.

Nie jestem tu sam, Carl i Daryl też są.

Nic ci nie zrobił?- po drugiej stronie usłyszała zmartwiony głos Carl’a. Uśmiechnęła się pod nosem.

-Nic mi nie jest. Mam nadzieje że nie rozrabiasz gdy mnie nie ma.- powiedziała żartobliwie, po drugiej stronie usłyszała śmiech nastolatka.

Najlepsze akcje są tylko z tobą.

-Wiadomo.- tak bardzo cieszyła się że mogła ich chociaż usłyszeć. Tak bardzo chciała by z nimi być, tęskniła.- A nasz kochany kusznik się odezwie?- zapytała. Przez chwilę słyszała szum, a później usłyszała ten lekko zachrypnięty głos Dixon’a.

Jestem tu.

-Hej Daryl. Zamachasz do mnie bym cię zobaczyła?- wpatrywała się w okno gdzie po chwili zobaczyła drugą sylwetką, która zamachała do niej ręką, oczywiście odwzajemniła gest.

Jak cię tam traktują? Obiecuję że ten drań za wszystko zapłaci.– powiedział poważnym tonem Rick.

-Nie jest aż tak źle. Spodziewałam się wielu gorszych rzeczy. Nic złego mi nie zrobił. A jak u was? Dajecie radę?

Planujemy jak pokonać Zbawców. Dwight nam w tym pomaga. Dlatego właśnie dzięki niemu możemy porozmawiać. Wolałbym aby cię stamtąd zabrał, ale to byłoby zbyt ryzykowne. Dowiedzieliby się że ci pomógł, a wtedy stracimy naszą przewagę. Źle mi z tym że nie mogę cię zabrać i musisz tam być.

-W porządku, rozumiem. Daję sobie radę. Nie musisz się martwić. Przygotowujcie się do walki. Na pewno wam się uda i niedługo się zobaczymy.

-Kończ już.- Dwight podszedł do niej.

-Muszę kończyć. Kocham was.

My ciebie też.- usłyszała na raz głos Rick’a i Carl’a. Uśmiechnęła się smutno gdy musiała oddać urządzenie blondynowi.

-Idź pierwsza. Nikt nie może cię zauważyć.

-Jasne.- skinęła głową po czym ruszyła w drogę powrotną.

Jakoś udało jej się dotrzeć do swojego pokoju będąc niezauważoną przez nikogo, a przynajmniej miała nadzieję że nikt jej nie widział. Doceniła ten gest że mogła porozmawiać z bliskimi, zobaczyć chociaż ich z oddali. Nie wiedziała dokładnie dlaczego Dwight im pomaga, ale była mu wdzięczna. Możliwe że niedługo wróci do domu, do rodziny i przyjaciół. I właśnie z tymi pozytywnymi myślami położyła się do łóżka gdzie Lucky wskoczył na pościel i ułożył się obok niej. Uśmiechnęła się głaszcząc kota. Zamknęła oczy i pozwoliła aby błogi sen nadszedł.

○●○●○●○●

Grimes podniosła pudło z przyczepy jeepa. Gdy to robiła jej wzrok padł na parę, która obściskiwała się obok budynku przy którym stał samochód. Odwróciła wzrok zniesmaczona tym widokiem. Dobierali się do siebie jakby nie zwracali uwagi, że ktoś może ich w każdej chwili zobaczyć. Nie lubiła Debry, tej wytatuowanej brunetki, a niestety musiała z nią pracować. I też nie raz czepiała się jej nie wiadomo z jakiego powodu, jakby samym swoim istnieniem sprawiała jej udrękę i musiała się na niej wyżywać jak coś jej nie pasowało. Szczególnie nie lubiła gdy John przychodził do niej do pracy. Zawsze we dwoje znikali gdzieś i dosłownie nie można było ich od siebie oderwać. Przez to że Debra nie wykonywała swoich obowiązków miała kłopoty u Sibyl, ale to jej jakoś specjalnie nie obchodziło i wciąż robiła co chciała. Według Hannah idealnym określeniem jej było “wredna dziwka”. Nie tylko miała okropny charakter, to była jeszcze zepsuta od środka. Dlatego to było dziwne że John z nią był, choć to raczej wyglądało jakby był z nią tylko dla seksu bo nie obchodziło go co z nią się dzieje dopóki nie zachciało mu się igraszek. A miała okazję kilka razy porozmawiać z John’em i w sumie wcale taki zły nie był. Trochę opryskliwy i bywał wredny, ale nie tak zepsuty jak Debra, przy której on był aniołkiem.

Brązowowłosa obróciła się z pudłem w rękach aby oddalić się jak najdalej. Szła przez dzieciniec po którym chodzili ludzie. Było już po południu co oznaczało, że niedługo skończy pracę i będzie mogła odpocząć, choć nie robiła nic dziś nadzwyczaj trudnego, ale była wykończona psychicznie. I to z powodu Negana, a raczej tego co zrobił i musiała na to patrzeć. Dziś było zebranie ponieważ ktoś złamał zasady czarnowłosego. Odbyła się publiczna egzekucja. Negan przypalił temu nieszczęsnemu mężczyźnie twarz rozgrzanym w piecu żelazkiem. Do teraz pamięta zapach przypalonej skóry, który powodował u niej mdłości. Ale starała się być tym niewzruszona. Tutaj takie rzeczy były normalnością. Nikt nie sprzeciwił się gdy wyrok był wykonywany. Wszyscy byli potulni i w ciszy oglądali całe widowisko. I to znowu pokazało jej jakim okrutnym człowiekiem był Negan. Wcześniej zaczynała widzieć go w pozytywnym świetle, ale zrozumiała że to było tylko złudzenie bo był dla niej miły, a to mogło być tylko przykrywką do jego prawdziwych zamiarów. A skoro był wstanie z szyderczym uśmiechem rozwalić komuś głowę czy przypalić twarz, to było możliwe że ją również mógłby skrzywdzić. Choć cichy głosik w jej głowie szeptał jej, że nigdy nie zraniłby jej. Ale rozsądek twierdził inaczej. Musi trzymać się od niego z dala.

Z zamyślenia wyrwało ją trącenie ramienia przez mężczyznę, który przechodził obok niej. Upuściła karton na ziemie. 

-Mógłbyś uważać jak chodzisz.- powiedziała zirytowanym głosem. Dobrze że w tym kartonie nie było nic wartościowego co mogłoby się zniszczyć przy upadku, pomyślała.

Nieznajomy zatrzymał się słysząc jej komentarz i parsknął.

-To przez przypadek panno sierżant Grimes.

Na te znajomo brzmiące słowa odwróciła się w jego stronę zapominając o leżącym pudle. Mężczyzna w jej wieku o blond włosach i piwnych oczach stał nonszalancko trzymając dłonie w kieszeniach czarnych spodni i patrzył na nią z drapieżnym błyskiem w oku. Hannah lekko rozchyliła wargi stojąc jak słup soli gdy rozpoznała tego mężczyznę. Nagle zrobiło jej się dziwnie gorąco, a nieprzyjemny dreszcz przebiegł po plecach.

-Długo się nie widzieliśmy. Tęskniłaś? Bo ja myślałem o tobie w kółko.- szeroki uśmiech z nutą szaleństwa pojawił się na jego twarzy.

Wspomnienie

Hannah przeglądała papiery, które po chwili położyła na stole przed nią. Młoda kobieta spojrzała na siedzącego na przeciw niej mężczyznę w jej wieku, który był skuty w kajdanki. Była w trakcie przeprowadzania przesłuchania. Billy Hargrove, był pierwszą poważną sprawą, którą dostała świeżo po ukończeniu akademii i zostaniem policjantką. I ku zaskoczeniu jej starszych kolegów i koleżanek po fachu udało jej się dość szybko rozwiązać sprawę. 

-Dlaczego to zrobiłeś?

-To przez przypadek panno sierżant Grimes.- lekki szyderczy uśmieszek błądził na jego twarzy od chwili gdy weszła do pokoju przesłuchań. Obserwował ją i analizował każdą część jej ciała przez co czuła się okropnie niekomfortowo, ale nie mogła dać mu tego po sobie poznać. Więc grała poważną i chłodną przybierając typowo fachowy wyraz twarzy bez krzty emocji.

-Przez przypadek zgwałciłeś i zabiłeś dziewczynę?- zapytała choć wiedziała że on tylko się z nią droczy. Upatrzył sobie młodą niewinną dziewczynę, która późnym wieczorem wracała do domu. Zaciągnął ją do zaułka między budynkami gdzie ją zgwałcił i zadźgał nożem. Pozostawił ją tam aby się wykrwawiła na śmierć. 

-Była ładna.- mruknął wpatrując się w jej oczy. Jego wzrok był diabelski i ciężki do wytrzymania dlatego spuściła wzrok zaglądając do papierów przed nią. Tylko udawała że coś w nich czyta, po prostu nie wytrzymała jego spojrzenia. Oczywiście że chciał ją zastraszyć. W jakimś stopniu mu się to udawało, ale nie okazywała tego. Nie mogła pokazać mu swoich słabości.

– I to było powodem ze to zrobiłeś?- przekrzywił lekko głowę w bok, a jego spojrzenie zsunęło się na jej usta, później szyję i dekolt. Spojrzał jeszcze niżej, ale widok zasłaniał mu stół więc wrócił do patrzenia w jej błękitne oczy. Wzruszył ramionami w odpowiedzi.- W papierach masz zapisane, że masz problemy psychiczne, w tym skłonności sadystyczne. A do tego twoje konto nie jest czyste. Popełniłeś kilka przestępstw, pobicie, zastraszanie, włamanie… Masz nawet wyrok w zawieszeniu. Sąd już nie będzie dla ciebie pobłażliwy. 

-Dostanę przypinkę chory psychicznie, nie pójdę do więzienia. 

-Ważne aby zamknęli cię na bardzo długie lata. Tak czy siak, nie wywiniesz się z tego.

-Masz ładne błękitne oczy, ona miała podobne. Urocza, wyglądała na wrażliwą i dobrą osobę, tak jak ty. Ale ty jesteś ładniejsza. Sprawiasz że moje spodnie są nieznośnie ciasne w kroczu. Wiesz co?- przysunął się do przodu pochylając się nad stołem.- Mam nadzieje że nadejdzie dzień w którym spotkamy się ponownie.

-A ty jak zawsze taka gadatliwa.- zaśmiał się krótko obserwując ją uważnie. Oblizał dolną wargę gdy zlustrował ją wzrokiem.

Hannah z trudem przełknęła ślinę. Nigdy nie zapomniała swojej pierwszej sprawy, a szczególnie tego jak Billy obiecywał że kiedyś się spotkają. Minęło kilka lat i nastąpiła apokalipsa więc była przekonana że ten dzień nigdy nie nadejdzie, ale tak bardzo się myliła. Właściwie gdy padł wyrok że Billy trafił do szpitala psychiatrycznego wiedziała tylko tyle, że znajduje się on w innym stanie, nie interesowała się dokładnie w jakim, myślała tylko nad tym że jest daleko od niej. A jednak stoi tu na przeciw niego i nie ma zielonego pojęcia co powinna zrobić. Uciec? Krzyczeć? Czy po prostu wrócić do obowiązków?

-Co… Jakim cudem… ty?- ciężko jej było się wysłowić utrzymując głos w normie. Z tych emocji z trudem przychodziło jej nawet oddychanie, a nie mówiąc tu aby się w ogóle odezwać.

-Gdy zaczęła się epidemia i umarli zaczęli pożerać żywych udało mi się uciec z szpitala. I jakoś tak wyszło że trafiłem tu. Nawet nie masz pojęcia jak poczułem się gdy cię tu zobaczyłem. Przyjechałem dopiero wczoraj z zwiadowczej bazy i dopiero niedawno dowiedziałem się że tu jesteś. Wielkie dzięki Negan’owi że cię tu ściągnął.- zrobił krok w jej kierunku przez co cofnęła się od razu aby zachować jak największy dystans między nimi. Billy zaśmiał się pod nosem rozbawiony tym że przypominała mu wystraszoną sarenkę zagonioną w pułapkę. Oblizał dolną wargę wyobrażając sobie jakby ona smakowała.- Zgaduje że nie cieszysz się moim widokiem, szkoda. Do zobaczenia.- puścił jej oczko po czym odwrócił się i zaczął oddalać.

Hannah przez parę kolejnych chwil wciąż stała jak sparaliżowana. Prędzej spodziewała się że sztywni przestaną wracać do życia niż spotka go ponownie. Wcześniej nie czuła się w tym miejscu zbyt bezpiecznie, ale teraz ciężko jej będzie zamknąć powieki aby zasnąć. Ciągle będzie oglądać się za siebie bojąc się że znienacka ją zaatakuje. Może i nawet wpadnie w paranoje i zacznie bać się własnego cienia. Z pewnością te maleńkie poczucie bezpieczeństwa zniknęło całkowicie. Negan potrafił ją przerazić, ale Billy był znacznie gorszy, on nie krył się że jest wstanie zrobić jej okropne rzeczy, a później w brutalny sposób zabić patrząc jak ucieka z jej życie i śmiałby się z tego. To on był prawdziwym potworem, diabłem w ludzkiej skórze przed którym trzeba się chronić.

Opublikowano
Odsłon 436
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!