American Assassin – Następne pokolenie część 4

Dwa dni później z rana Amelia siedziała z mamą w kuchni i popijała kawę. Pani Lincoln definitywnie bardziej się stresowała niż córka.

– Nadal nie rozumiem dlaczego nie pozwolą ci do mnie zadzwonić chociaż raz. Nawet nie wiemy ile to szkolenie potrwa. – kobieta pokręciła głową.

– Już ci to tłumaczyłam, to bardzo złożone szkolenie. Nie przygotowują mnie tylko do pracy biurowej. Potrwa tyle ile trzeba. Nie martw się, dam sobie radę. – Amelia uśmiechnęła się łagodnie.

– Ależ ja wiem, że dasz sobie radę… ale jestem twoją matką i zawsze będę się martwić. No i przede wszystkim będę tęsknić. – brązowe oczy matki spojrzały na nią łagodnie.

– Wiem mamuś, ja też będę tęsknić. – dziewczyna uśmiechnęła się do niej delikatnie.

Wiedziała, że mama będzie się o nią martwić, nie przewidywała w ogóle innej opcji. Ale nie mogła sobie pozwolić, by właśnie przez to zrezygnować. Na pewno tego nie zrobi, a jej mama będzie musiała to wytrzymać.

Patrzyła na matkę przez dłuższą chwilę, aż nagle z zamyślenia wyrwał ją odgłos samochodu podjeżdżającego pod dom.

– To po mnie. – odparła, po czym podniosła się z miejsca.

Dopiła na szybko kawę, którą była już na wpół zimna i wyszła na korytarz.

– Nie daj im się tam. Pamiętaj, że jesteś silną i bardzo wartościową osobą. – pani Lincoln przytuliła ją mocno kiedy już stały przed drzwiami.

– Wiem mamo. Dziękuję i do zobaczenia za jakiś czas. – Amelia uśmiechnęła się delikatnie i ucałowała ją w policzek.

Moment później chwyciła, wcześniej przygotowaną, torbę i wyszła z domu. Na małym podjeździe stał czarny SUV. Podeszła do auta i otworzyła drzwi od strony pasażera. Starała się ukryć swoje zaskoczenie, kiedy za kierownicą zobaczyła Mitch’a Rapp’a. Nie powiedziała jednak nic, tylko wsiadła do samochodu, rzucając torbę na tylne siedzenie.

Dopiero kiedy ruszyli w końcu się odezwała.

– Nie spodziewałam się, że pan będzie mnie odwoził.

– Pomyślałem, że to dobry pomysł. Wiem, że z reguły jesteś nieufna w stosunku do obcych, dlatego stwierdziłem, że osobiście cię odwiozę. – odparł spokojnie Rapp.

Dziewczyna skinęła głową nic już nie mówiąc. Z jednej strony była mu wdzięczna, że to on ją odwozi, jakby nie patrzeć był dla niej kimś na wzór idola, ale z drugiej strony nie potrzebowała niańki. Przecież nie będzie jej prowadził za rączkę przez całe szkolenie. Potrafiła sobie sama radzić, przecież gdyby tak nie było, to raczej by się do niej nie zgłosili.

– Będzie tam też kilka innych osób. – odezwał się Rapp kiedy po kilku godzinach jazdy zatrzymali się kilkanaście kilometrów za Waszyngtonem, aby coś zjeść. – Również przyjadą dzisiaj, nikt się nie zna. Wszelkie zasady zostaną wam wyjaśnione na miejscu.

Amelia uniosła na niego wzrok znad kubka kawy.

– Tych innych też pan wybrał? – spytała unosząc brew ku górze.

– Nie, nie tylko ja należę do rekrutujących. Jednak nie ukrywam, że najprawdopodobniej będzie jedyną kobietą. – odparł lekko kiwając głową.

– To akurat nie problem. Potrafię sobie radzić z facetami. – dziewczyna wzruszyła lekko ramionam – Ale jednak ciekawi mnie dlaczego do takiej roboty zatrudniają tylko mężczyzn?

– To nie tak, że zatrudniają tylko mężczyzn. Jest z pewnością wiele kobiet, które się tym zajmują, osobiście znam jedną. Jednak istnieje przekonanie, że kobiety w pewnym momencie tracą zdolność wykonywania rozkazów, a dokładniej mówiąc pociągnięcia za spust. I nie ukrywam, na Wschodzie trudniej jest się kobietą wpasować w otoczenie… – powiedział sięgając po frytkę.

– Bzdura, moim zdaniem kobiety są o wiele bardziej odporne na stres. Zwłaszcza w sytuacjach kiedy trzeba kogoś zabić. – Lincoln pokręciła głową – Nie jestem feministką, żeby nie było, ale uważam, że w niektórych sprawach kobiety są lepsze od mężczyzn. – dodała.

– Amen. Zgadzam się z tobą. Dlatego też wybrałem ciebie. Potrzeba nowego, kobiecego spojrzenia na tą sprawę. Z resztą, moim zdaniem kobieta może być o wiele lepszym zabójcą niż mężczyzna. – powiedziała Rapp pozwalając sobie na lekki uśmiech.

Amelia również delikatnie się uśmiechnęła, po czym wróciła do swojego posiłku. Kiedy zjedli, ruszyli w dalszą podróż. Zostało im tylko kilka godzin jazdy, więc już się nigdzie nie zatrzymywali.

Autor Hankowa
Opublikowano
Kategorie Akcja
Odsłon 335
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!