Strych – Polska i czytelniczka

(t/i) – twoje imię

Polska – Feliks Łukasiewicz 
Rosja – Ivan Braginsky
Litwa – Tolys Laurentais 
Węgry – Elizabeta Héderváry 
Czechy – Radmila Horáková
Słowacja – Jakub Murgaš

STRYCH

Dzisiaj był ten dzień! Ten dzień kiedy w końcu zakończyłaś kolejny rok studiów na kierunku historycznym. Obroniłaś pracę licencjacką i z wielkim uśmiechem na ustach przemierzałaś ulice Warszawy kiedy dotarłaś do dobrze znanej ci kamienicy. Szybko zapukałaś i czekałaś na otworzenie drzwi. Kiedy te się trochę uchyliły od razu rzuciłaś się na szyję blondyna, który nie zdążył zbyt wiele zrobić. Wylądował na podłodze, a ty na nim.

– Udało się! Obroniłam licencjat! – oznajmiłaś jakbyś była najszczęśliwszą osobą we wszechświecie.

– Naprawdę?! To totalnie super! – Feliks cieszył się twoim szczęściem i przytulił cię mocno. Nie przeszkadzało żadnemu z was, że leżycie na podłodze.

– A ja tak się bałam, że nie obronię licencjata! – Śmiałaś się, tuląc się do niego.

– Mówiłem, że odwaliłaś kawał dobrej roboty. Twoja praca licencjacka o Piłsudskim była totalnie odjechana! – Feliks pocałował cię w nosek i przytulił cię bardziej do siebie, a ty z chichotem bardziej się w niego wtuliłaś. – Co robisz w przyszłym tygodniu?

– Mam wolne od jutra – oznajmiłaś, wplatając dłonie w jego gęste włosy.

– To się spakuj na tydzień – kazał ci.

– Huh? – Popatrzyłaś jedynie na niego zdziwiona.

następnego dnia

Siedziałaś na miejscu pasażera, patrząc przez okno na liczne pola. Jedne były już żółte od rzepaku, a na innym powoli zboże zmieniało barwy z intensywnej zieleni na przygaszone złoto. Feliks zadecydował, że chce ci coś pokazać, zwłaszcza, że oboje macie trochę wolnego. Już jakiś czas temu wyjechaliście z Warszawy, jakiś czas jechaliście autostradą, a później Feliks zjechał z niej i korzystał z pobocznych dróg.

W radiu co pół godziny leciały wiadomości, których Feliks słuchał z niezwykłym zaangażowaniem. Wtedy patrzyłaś wprost na niego, śmieszyły cię niektóre jego reakcje. Narzekał bądź pochwalał komentarze polityczne, do każdej powiedzianej rzeczy mógł coś dodać od siebie. Było to dla ciebie niesamowite jak jeden człowiek może się znać na tyłu rzeczach i tyloma rzeczami się interesować.

W końcu wjechaliście w nieduże miasteczko, dookoła którego były pola i lasy. Wyglądało na niezwykle spokojne, a w porównaniu z Warszawą była to oaza spokoju.

Feliks jednak przejechał na jego drugi koniec i zaparkował przed drewnianym, białym dworkiem. Wyglądał wręcz na zabytek, ale był w naprawdę dobrym stanie.

– Jesteśmy na miejscu – oznajmił, dopinając pas i wysiadając z pojazdu.

Ty lekko zaskoczona wysiadłaś, zakładając torebkę na ramię i ruszając z chłopakiem na niedużą werandę przed wejściem. Blondyn zaczął szukać po kieszeniach klucza do budynku, a ty dostrzegłaś uroczą czarną kuleczkę, a za nią rudą i później białą, a na końcu przytuptała piękna kotka z trzy kolorowym futrem.

– Ale urocze! – oznajmiłaś, kucając niedaleko kotki i wyciągając do niej dłoń.

Ta dała ci się bez wahania pogłaskać, patrząc uważnie zielonymi oczami na małe kociaki.

– Rusałka! To twoje kociaki?! – Feliks kucnął obok ciebie i wziął na ręce jednego z małych kotków. Zaczął go głaskać i tulić do siebie z lekkim uśmiechem. – Ale słodkie!

– Rusałka? – zdziwiłaś się.

– Tak ją nazwałem – oznajmił, odkładając kota i wstając z równe nogi. Później pomógł również tobie wstać.

Weszłaś razem z nim do środka i musiałaś przyznać, że leżało trochę kurzu. Jednakże nie było tu tragedii. Na ścianach wisiały obrazy, które normalnie powinny mieć swoje miejsce w muzeum, tak samo ozdobna broń na kominkiem w jadalni.

– Wow…

– To jest mój dom na czas wakacji! – oznajmił Feliks, wchodząc za tobą i wpuszczając koty do środka.

– Co? Dom wakacyjny?! Przecież to jest wręcz rezydencja i to jest dworek szlachecki! – oznajmiłaś, patrząc z niedowierzaniem na meble wykonane z ciemnego drewna.

– Yhm, no tak, tak, dostałem w spadku – oznajmił szybko.

– To wręcz nie zasługuje na miano domu letniskowego. Dlaczego tu nie mieszkasz na stałe? – Odwróciłaś się do niego, biorąc przy okazji jednego kotka na ręce i głaszcząc go po mięciutkim futerku.

– Bo… jakby to wyjaśnić… – Feliks wyglądał jakby starał się znaleźć sensowne wytłumaczenie tej sytuacji. Był trochę nerwowy, byłaś zdziwiona. – Po prostu jak się dowiedziałem, że dostałem to w spadku… To było mi ciężko tutaj wrócić i dopiero zajechałem tutaj jakiś czas temu i stwierdziłem, że najpierw trzeba wykonać gruntowny remont kilku pomieszczeń. No i ostatnie prace tu były w zimie – wyjaśnił w końcu.

– Przykro mi, Feliś – przyznałaś, całując blondyna w policzek. Wiedziałaś jak ciężko może być komuś powracać do bolesnej przeszłości.

– Nie przejmuj się, ale co ty na to, żebyśmy razem tu zamieszkali – zaproponował nagle.

– Tutaj? Tak daleko od Warszawy? A twoja praca? – zapytałaś zdziwiona.

– Nah, mogę ją wykonywać zdalnie, tylko czasami będę musiał jechać do Warszawy czy na inne spotkania – wyjaśnił, kładąc dłonie na twoich ramionach. – A jak chcesz to skończysz magistra w Warszawie, załatwimy akademik lub…

– Pójdę na zaoczne – zaproponowałaś. – Już mogę uczyć w podstawówkach, więc może w okolicznych szkołach potrzebują nauczycielki, na tygodniu mogę pracować i spędzać czas z tobą. Weekendy będę po prostu spędzała w Warszawie.

– Kocham cię! – stwierdził, całując cię w usta.

– A ja ciebie! – przyznałaś po skończonym pocałunku. – Ale tak przed ślubem? Taki z ciebie zagorzały chrześcijanin?

– Nie zaczynaj – zaśmiał się lekko blondyn, całując twoje czoło.

– Fortepian?! – zachwyciłaś się, widząc w sąsiedni pokoju instrument. Pociągnęłaś tam Feliksa i usiadłaś z nim przy instrumencie, przejechałaś delikatnie palcami po klawiszach.

– Zagrać ci? – zapytał Polak.

– Potrafisz grać? – Nigdy nie widziałaś ani nie słyszałaś o muzycznych zdolnościach blondyna.

Chłopak jednak ci przytaknął i usadowił się wygodniej przy instrumencie. Przygotował się i zaczął grać jedną z klasycznych melodii.

Po kilku minutach melodia ucichła.

– Chopin? – zapytałaś, przytulając się do boku blondyna, a ten przytaknął.

miesiąc później

W końcu oficjalnie przeprowadziłaś się z Feliksem do dworku. Dostałaś pracę w szkole jako nauczycielka historii. Oraz co najważniejsze skończyliście sprzątać wszystkie pokoje na błysk. Właśnie kończyłaś sądzić bratki do doniczek na werandzie kiedy przyszedł do ciebie Łukasiewicz, całując twój policzek.

– Jeździłaś kiedyś konno? – zapytał, siadając obok ciebie.

– Nie, nigdy – oznajmiłaś, sądząc kolejne kwiaty.

– Bo wiesz… Nie mówiłem ci wcześniej, ale jeżdżę konno i mam dwa konie – zaczął niepewnie, a ty spojrzałaś wprost na niego.

– Gdzie ty je niby trzymasz i nie mówiłeś mi wcześniej? – zapytałaś zdziwiona i lekko zła, że nie mówi ci o dość ważnych sprawach od razu.

– Aktualnie są w pobliskiej stadninie, ale chciałbym je mieć bliżej… – Chłopak przytulił cię do siebie i ułożył głowę na twoim ramieniu.

– Więc chciałbyś je trzymać u siebie na podwórku – dokończyłaś za chłopaka, otrzepując dłonie z ziemi.

– U nas – poprawił cię, cmokając twój policzek. Uśmiechnęłaś się lekko. – No i bym im zbudował jakąś stajnię i w ogóle zająłbym się tym.

– Zabronić ci nie mogę – oznajmiłaś w końcu, a chłopak z uśmiechem zaczął cię całować w usta.

– Jesteś taka kochana! – oznajmił między pocałunkami.

– Lizus – skomentowałaś między pocałunkami, wtedy też Feliks przestał cię całować.

– Co? – zapytał zdziwiony.

– Co? – zapytałaś z niewinnym uśmiechem.

– Jestem lizusem? – zdziwił się.

– A coś ty myślał innego? – zaśmiałaś się i poszłaś umyć ręce z ziemi.

Kiedy się ogarnęłaś po sadzeniu kwiatków ruszyłaś razem z Feliksem do stadniny. Trzymaliście się za ręce i szliście poboczem drogi. Co jakiś czas zrywaliście polne kwiaty, które rosły w pobliżu. Kiedy trzymałaś już spory bukiecik blondyn wziął go od ciebie i zaczął zrobić z niego wianek, który ci ułożył na włosach.

W końcu weszliście na teren stadniny i przywitaliście się z właścicielem. Po rozmowie weszliście do ogromnego budynku i podeszliście do jednego z boksów. Był w nim gniady koń, który od razu dał się pogłaskać blondynowi.

– To jest Jaskier – oznajmił, kładąc delikatnie twoją dłoń na pyszczku stworzenia.

– Nie za dużo Wiedźmina? – zapytałaś, głaszcząc trochę niepewnie konia. Jednak Feliks postanowił najwyraźniej nie odpowiadać na to pytanie.

– A to jest Yennefer – podszedł do karej klaczy, która była w boksie obok.

Stanowczo za dużo Wiedźmina… – stwierdziłaś w myślach, a przez głowę przeszła ci myśl, żeby na jakiś czas skonfiskować blondynowi książki.

miesiąc poźniej

Był normalny dzień, przynajmniej do czasu aż dostałaś telefon. Dzwonili twoi rodzice z prośbą, abyś przyjechała na dwa dni zająć się prababcią, która niestety była schorowana i ktoś musiał być przy niej. Niestety oni musieli załatwić jakieś pilne sprawy. Nie dopytywałaś się, bo od razu się zgodziłaś.

Po rozłączeniu się poszłaś do gabinetu Feliksa, który właśnie wypełniał jakieś papiery i przeglądał inne dokumenty na komputerze. Podeszłaś do niego i przytuliłaś go lekko od tyłu, kładąc podbródek na jego głowie.

– Co jest? – zapytał, pisząc coś na komputerze.

– Muszę pojechać w przyszłym tygodniu na trzy dni do domu rodziców – oznajmiłaś. – Muszą coś załatwić i poprosili, abym się zajęła prababcią…

Blondyn przestał pisać i odwrócił się do ciebie na krześle obrotowym, obejmując cię w pasie.

– Jechać w tobą? – zapytał, gładząc lekko twoje plecy.

– Jeśli to nie będzie dla ciebie żaden problem.

– Oczywiście, że nie! – Pocałował cię lekko w policzek.

– To pójdę może na razie ogarnąć ten strych… – zaczęłaś odsuwając się od chłopaka.

– Nie! – zaprzeczył szybko, a ty spojrzałaś na niego zdziwiona. – To znaczy… Hehehe… Chciałem powiedzieć, żebyś się nie przemęczała, musisz trochę odpocząć, wysprzatamy kiedy indziej. To tylko strych, nie śpieszy nam się.

– No dobra, to zrobię obiad – oznajmiłaś nadal lekko zdziwiona i poszłaś do kuchni.

tydzień później

Weszłaś jako pierwsza do rodzinnego domu, a za tobą Feliks. Twoi rodzice wyjechali godzinę temu z domu, ponieważ musieli być na czas, aby coś załatwić. Pokazałaś blondynowi gdzie może zostawić wasze rzeczy i poszłaś do pokoju prababci.

– Dzień dobry, babciu – oznajmiłaś, siadając obok kobiety i całując ją w policzek.

– Kogo to moje oczy widzą? – zaśmiała się i przytuliła cię do siebie. – Jak w wielkim świecie?

– Właściwie to już nie mieszkam w Warszawie, przeprowadziłam się z chłopakiem i mieszkamy trochę za miastem – wyjaśniłaś.

– A co to za młodzieniec? Zdążę go poznać? – pytała kobieta zaciekawiona.

– Mówiłam ci o nim kilkanaście razy i przyjechał ze mną, poszedł tylko wziąć nasze rzeczy z samochodu. Pójdę po niego. – Po tym poszłaś do pokoju, w którym miałaś spać z Feliksem i pociągnęłaś go do pokoju swojej prababci. – Babciu, to Feliks Łukasiewicz.

– Dzień dobry – przywitał się dość nieśmiało blondyn z rumieńcami na twarzy.

– A ja znałam Feliksa Łukasiewicza – oznajmiła nagle kobieta jakby bardziej entuzjastycznie, a jednocześnie z smutnymi oczami na wspomnienie. – W 1944 roku kiedy trwało powstanie w Warszawie. Nawet tak samo wyglądasz…

– Pewnie bardzo udana zbieżność nazwisk – stwierdziłaś, uśmiechając się lekko i wstając z łóżka. – Pójdę wstawić obiad.

Po tych słowach wyszłaś z pokoju babci i skierowałaś się do kuchni. Po wyjściu (t/i) zakłopotany blondyn spojrzał na kobietę, która zmroziła go wzrokiem.

– Polsko, nie możesz nikogo okłamywać w sprawach tego kim jesteś. Przecież za czasów mojej młodości każdy wiedział, że jesteś personifikacją – stwierdziła kobieta.

– To trochę inna sytuacja, nie ma już wojny i nie jestem poszukiwany za bycie personifikacją Polski. Teraz niezbyt wiele osób wie o tym kim jesteś, kilka grup harcerskich, trochę wojskowych i politycy. Osoby, które mogą o mnie jeszcze pamiętać z czasów wojny czy PRL albo niektórzy celebryci – wyjaśnił, siadając na krześle, które było w pokoju.

– Ale nie powinieneś okłamywać (t/i) – oświadczyła. – Powiedz jej jak najprędzej o tym kim jesteś.

– Nie chcę, żeby mnie zostawiła, za bardzo ją kocham – przyznał z rumiencami, patrząc na swoje dłonie.

– Im szybciej jej o tym powiesz tym lepiej dla ciebie. Ona bardzo cię kocha i nie zostawi cię z tak błahego powodu. – Starsza kobieta próbowała uparcie przekonać Feliksa do swojej racji. – Gorzej jeśli sama się o tym dowie, wtedy będzie na ciebie wściekła.

– Powiem jej w swoim czasie – obiecał zrezygnowany blondyn.

listopad

Minęło kilka miesięcy odkąd zamieszkałaś razem z Feliksem i właśnie jechałaś na jakiś czas do Warszawy z powodu twoich studiów i szkoleń, które miałaś zalecone z powodu swojej pracy nauczyciela. Pod koniec twojego pobytu w Warszawie zadzwonił do ciebie Łukasiewicz. Mówił, że ma pilny wyjazd w sprawie służbowej i żebyś nie wracała do domu do jego powrotu. Nie wyjaśnił dlaczego, a było to dla ciebie bardzo podejrzane. Oczywiście postanowiłaś go nie posłuchać i wrócić od razu do waszego miejsca zamieszkania.

Kiedy byłaś już na miejscu zaparkowałaś samochód i przywitałaś się z Rusałką oraz rudym kociakiem, który całe dnie spędzał u was na kanapie. Zabrałaś swoją torbę z bagażnika i po wejściu na werandę otworzyłaś drzwi. Jednak nie przeszłaś przez próg, stanęłaś jak zamurowana widząc wielki bajzel. Wszędzie walały się jakieś pudła, skrzynie czy szkatułki, a gdzieniegdzie mogłaś dostrzec rzeczy, które do tej pory podziwiałaś jedynie w muzeach. Wszystko było zakurzone, a do klapy w suficie podstawiona drabina. Wygląda na to, że Feliks postanowił posprzątać na strychu.

– Przecież bym mu pomogła – westchnęłaś i z torbą przedostałaś się do sypialni i tam ją odłożyłaś. Przebrałaś się w dresy i w koszulkę Feliksa. Związałaś byle jak włosy i po zjedzeniu czegoś na szybko weszłaś na strych. Tam doznałaś szoku. Na stojaku w kącie stała zakurzona zbroja husarska. Skrzydła do zbroi, kopia oraz inne elementy leżały obok na podłodze. – Osz ty…

Nie kryłaś nawet zdziwienia, nie miałaś pojęcia, że rodzina Feliksa mogła zbierać i przechowywać takie rzeczy. Dodatkowo byłaś zdziwiona, że dworek nie został złupiony z takich fantów podczas jakiejś wojny.

Postanowiłaś nie ruszać nic na strychu i zeszłaś do salonu, patrząc na wszystkie pudła po kolei. Nie wiedziałaś nawet za co się zabrać skoro były to prywatne pamiątki rodzinne Feliksa.

– Przynajmniej poznam jego rodzinę – stwierdziłaś cicho i usiadłaś na sofie, biorąc najbliżej leżące pudło. Było na wierzchu podpisane markerem ‘1939-45’. – Czyli już to segregowałeś…

Po tym uchyliłaś wieczko i zaczęłaś przeglądać zawartość. Opaska z czasów powstania Warszawskiego, mocno wyblakła. Notatniki, listy, pistolet i zdjęcia. Kiedy przeglądałaś plik zdjęć zauważyłaś coś niewiarygodnego. Na zdjęciu był chłopak niemal identyczny do Feliksa. Był ubrany w wojskowy mundur, był bardziej zmarnowany z twarzy, a włosy związane w kucyka. Szybko odwróciłaś zdjęcie na drugą stronę, aby sprawdzić czy jest podpisane. W rogu był napis ‘Feliks Łukasiewicz, 1939’.

– Mocne podobieństwo, może dlatego ma takie samo imię… – mamrotałaś pod nosem. Jednak nadal byłaś w lekkim szoku, że ktoś może być do kogoś aż tak podobny.

Wzięłaś się dalej za przeglądanie. Wszystko w tym pudle należało do Feliksa Łukasiewicza i wszystkie listy były do niego adresowane. Później wszystko spakowałaś od nowa i sięgnęłaś po kolejne pudło z brzegu. ‘1700-1750’ i ten napis sprawił, że twoje oczy były większe niemal od pięciozłotówek. Jednak szybko otworzyłaś pudełko i zaczęłaś przeglądać wszystkie listy. Wszystkie ponownie były adresowane do Feliksa Łukasiewicza, nazywanego tutaj również Polską. Były to korespondencję między władcami, a Feliksem.

Musiałaś przyznać, że cała sprawa wyglądała dla ciebie co najmniej dziwnie. Zdecydowałaś, że musisz to wyjaśnić. Z tego też powodu zaczęłaś przeglądać wszystkie pudełka po kolei, od najnowszych, czyli od 1989 do praktycznie 1600, w każdym pudełku były jakieś listy i wszystkie były adresowane do Feliksa Łukasiewicza, czasami nazywanego przez niektórych Polską. Jednak również nadawcy listów potrafili się powtarzać. Ivan Braginsky jako Rosja czy ZSRR, Tolys Laurentais jako Litwa czy nijaka Elizabeta podpisana jako Węgry.

Kiedy odłożyłaś ostatni list był już późny wieczór, a ty w szoku patrzyłaś na kilka listów na stole. Wszędzie, w każdej epoce mogłaś znaleźć nazwisko Feliks Łukasiewicz i wszystkie zdjęcia jakie udało ci się znaleźć przedstawiały tego samego chłopaka, dobrze znanego ci blondyna, twojego chłopaka.

Wtedy też usłyszałaś otwieranie drzwi frontowych, więc oparłaś się wygodnie o oparcie sofy i założyłaś ręce na klatkę piersiową, czekając na blondyna. Kiedy chłopak wszedł do pomieszczenia, stanął w szoku i nie wiedział co zrobić. Spojrzał niepewnie na kartki przed tobą i na twoją minę.

– Wytłumacz mi to – poprosiłaś.

– A-ale co…? – zapytał niepewnie, jąkając się lekko.

– Nie udawaj idioty! Jak to możliwe, że twoje imię i nazwisko przeplata się we wszystkich listach od 1600 roku do 1989?! W dodatku zwracają się ‘Polsko’ czy inne osoby same siebie nazywają oficjalnymi nazwami krai z danych czasów! I jesteś na zdjęciach od 1918 roku! Wytłumacz mi to wszystko! – kazałaś mu, wstając z sofy.

– To nie jest takie proste… Nie umiem tego wyjaśnić jednym zdaniem – mamrotał niepewnie chłopak.

– To wytłumacz używając więcej zdań! – nakazałaś mu, buzowało w tobie tyle sprzecznych emocji i tak bardzo nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć… Wszystko zaczęło się przeradzać w złość.

– Ja… Wcale nie urodziłem się jedenastego listopada 1994 roku… I tak naprawdę nie nazywam się Feliks Łukasiewicz. Znaczy nazywam się tak, ale to nie do końca moje pierwsze imię… – tłumaczył się nerwowo. – Nie wiem kiedy dokładnie się urodziłem, pamiętam czasy dopiero od 966 roku, od czasów chrztu Polski, a jedenasty listopada przyjąłem po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku…

– Gadasz bzdury! – przerwałaś mu.

– Poczekaj, (t/i), proszę, uspokój się i mnie wysłuchaj do końca. Obiecuję, że ci wszystko wyjaśnię i powiem ci całą prawdę, odpowiem na wszystkie twoje pytania, ale najpierw mnie wysłuchaj – błagał cię blondyn, odkładając marynarkę na bok i podchodząc do ciebie.

– To mi to wyjaśnij – kazałaś, siadając na sofie.

Feliks westchnął niepewnie i usiadł obok ciebie.

– Od czego mam zacząć? – zapytał cicho.

– Najlepiej od początku – mruknęłaś.

– W dzisiejszych czasach wiele osób o tym nie wie, ale są takie osoby jak personifikacje państw. Jest jedna osoba od początku istnienia danego kraju i żyje dopóki nie zniknie z map oraz ludzie nie stracą swojej tożsamości. Ta osoba reprezentuje kraj na różnych spotkaniach, konferencjach, współpracuje z aktualną władzą i jest odpowiedzialna za naród – tłumaczył ci spokojnie.

– To brzmi absurdalnie! – rzechnęłaś.

– Nie przerywaj… – poprosił i kontynuował. – Ta osoba więc może żyć od kilku lat do nawet kilku tysięcy. Ja właśnie jestem jedną z personifikacji, jestem personifikacją Polski. Oficjalnie nazywam się Trzecia Rzeczpospolita Polska albo tylko Rzeczpospolita Polska, jak wolisz. Swego czasu jednak nazywałem się też Księstwo Warszawskie, Polska Rzeczpospolita Ludowa czy Rzeczpospolita Obojga Narodów. Żyję odkąd pamiętam, a pierwsze co pamiętam to na dwa lata przed moim chrztem, do którego w sumie mnie zmuszono… – Ostatnią część zdania Feliks wręcz wydukał pod nosem.

– Dlatego mam ponad tysiąc lat, po moim trzecim rozbiorze w 1795 byłem bliski śmierci, mogłem w każdej chwili umrzeć. Na szczęście jednak mam najlepszych patriotów na świecie. – Blondyn uśmiechnął się pod nosem lekko. – Brałem udział w wielu bitwach, pewnie widziałaś już na strychu moją zbroję spod Wiednia.

– Chcesz powiedzieć, że… jesteś nieśmiertelny i moja prababcia słusznie cię pamięta z czasów powstania…? – zapytałaś skołowana.

– Prawie nieśmiertelny i tak, rozmawialiśmy nawet o tym, mówiła, że powinienem ci jak najszybciej o tym powiedzieć, że jestem Polską – przytaknął lekko, spuszczając wzrok na swoje dłonie. – Po prostu bałem się ci to powiedzieć… personifikacje rzadko kiedy mają szanse poznać co to miłość, a między nimi jest to niemożliwe ze względów politycznych, gospodarczych i społecznych. W ogóle jakiekolwiek przywiązania do ludzi przez personifikacje są ciężkie…

Feliks spuścił głowę, ale dostrzegłaś, że miał łzy w oczach. Jego blond włosy zasłoniły jednak twarz, pewnie nie chciał ci pokazać swojej słabości.

– Bałem się, że jak ci powiem o tym wszystkim to po prostu mnie zostawisz, a ja chciałem móc spędzić z tobą jak najwięcej czasu, bo… – Szybko przysunęłaś się do Feliks i chwyciłaś go za policzki, aby lekko unieść jego twarz. Wtedy też go pocałowałaś w usta, aby przestał się tłumaczyć. On oczywiście oddał pocałunek, ale na jego policzkach nadal były łzy.

– Po prostu więcej nie wymyślaj bajek z przepisanym spadkiem ani nic innego – poprosiłaś, przytulając się do Łukasiewicza.

– Ale moją rodzinę będziesz chciała poznać? – zapytał po chwili ciszy.

– To personifikacje mają rodziny? – zapytałaś lekko zdziwiona.

– Moja starsza siostra to Czechy, Radmila, a mój młodszy brat to Słowacja, Jakub. Mam kilkoro kuzynów, Ukrainę, Białoruś, Rosję, Bośnię i Harcegowinę, Słowenię, Chorwację, a Bułgaria jest tak trochę adoptowany – wyjaśnił wyliczając.

– Kraje słowiańskie – podsumowałaś cicho.

– Tak, z rodzeństwem cię na pewno zapoznam, z kuzynostwem z południa może kiedyś. Z Ukrainą też cię zapoznam, ale Ruska i Białorusi nie poznasz nigdy – oznajmił.

– Dlaczego?

– Rosja jest psychiczny, a Białoruś jeszcze bardziej. Jaka dziewczyna chce poślubić rodzonego brata, który jest psychopatą?! – zapytał retorycznie.

– Ciekawą masz rodzinkę – przyznałaś.

– Kocham cię… – westchnął, przytulając cię bardziej do siebie.

– Ja ciebie też, ale nigdy więcej mnie nie okłamuj – poprosiłaś.

– Dobrze. – Przytaknął, a po dłuższej chwili ciszy dodał. – Za tydzień lecimy do Waszyngtonu…

– Że przepraszam co?! – Oderwałaś się od niego zdziwiona i lekko zła, a Feliks szybko zaczął ci tłumaczyć sytuację.

Możesz być tylko pewna, że to będzie ciekawe życie…

Opublikowano
Kategorie Hetalia One-shot
Odsłon 301
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!