Wszystko czego potrzebuję to ty – Rozdział dwunasty

Obudziłam się o godzinie ósmej trzydzieści, ponieważ w szkole mamy być na dziesiątą. Jest środa, dzień występu. Byłam wczoraj u lekarza i postanowił, że zdejmie mi już gips z ręki, ale wciąż mam na nią uważać. Jak ja się cieszę, że w końcu zdjęli mi ten gips. Po siniakach na twarzy też już nie ma śladu. Jednak codzienne smarowanie twarzy maścią pomogło. Lekki makijaż na pewno nie zaszkodzi. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy, aby wybrać jakieś ubrania na dziś. Dziś jest występ, więc wybrałam fioletową sukienkę i czarne baleriny.

Nałożyłam na twarz puder, pomalowałam powieki wybranymi cieniami i rzęsy maskarą. Spakowałam do torebki: komórkę, chusteczki, trochę pieniędzy i bezbarwną pomadkę. Gdy skończyłam się przygotowywać zaczęło burczeć mi w brzuchu, więc zeszłam na dół do kuchni, aby przygotować śniadanie dla siebie i reszty rodziny. Postanowiłam, że zrobię naleśniki i gofry. Bita śmietana jest w lodówce. Owoce i tabliczka czekolady również. Przygotowałam wszystkie składniki do ciasta na naleśniki i gofry oraz wyjęłam wszystkie dodatki z lodówki. Gdy ciasto było gotowe, wlałam trochę na patelnię oraz do gofrownicy. Kiedy naleśniki i gofry były gotowe, pokroiłam owoce oraz starłam na tarce tabliczkę czekolady, aby łatwiej było posypać nią bitą śmietanę. Zostało mi tylko powiadomić resztę o śniadaniu, które na nich czekało. Podeszłam do schodów i krzyknęłam:

– Śniadanie gotowe! Chodźcie jeść, bo wystygnie.

– Idziemy!

– Zaraz zejdziemy! – krzyknęła mama, a ja poszłam do jadalni.

Słyszałam już tylko tupot stóp, osób zbiegających po schodach. Zapewne zaraz w progu drzwi jadalnio – kuchni pojawią się Drew i Mat. Już po kilku sekundach wbiegli do jadalni z uśmiechami na twarzy.

– A wy co tacy uśmiechnięci? Co jest powodem tak dobrego humoru? – zapytałam.

– Po pierwsze: przygotowałaś nam śniadanie i te smakowite zapachy było czuć nawet w naszych pokojach, więc jesteśmy teraz bardzo głodni. – powiedział Mat.

– Po drugie: dziś jest dwudziesty pierwszy marca, a więc dzień twojego występu. I jak tu nie mieć dobrego humoru i nie chodzić z uśmiechem na ustach.

– Ale te uśmiechy pewnie zejdą z naszych twarzy gdy tylko przekroczymy bramę szkoły.

– Dlaczego? Co masz na myśli?

– Przez ciebie. – powiedział Drew.

– Przeze mnie? Co ja zrobiłam? – byłam zdezorientowana.

– Drew ma rację. – powiedział Mat i zaczęli mi się przyglądać.

– Powiecie mi w końcu o co wam chodzi? – zapytałam lekko podenerwowana.

– No cóż… Chodzi o twój wygląd… – zaczął tłumaczyć Mat.

– Coś z nim nie tak? Źle wyglądam?

– Nie, wręcz przeciwnie. – szybko zaprzeczył Drew.

– Wyglądasz naprawdę pięknie.

– Oczywiście zawsze wyglądasz ładnie, ale dziś… po prostu… WOW.

– Naprawdę? – zapytałam, a oni potwierdzili kiwnięciem głowy – Uff… Ulżyło mi. Dziś jest występ i chciałam dobrze wyglądać. – powiedziałam – Siadajcie do stołu i jedzcie.

Usiedliśmy do stołu, a po chwili przysiedli się rodzice.

– O której zaczyna się wasz występ? – zapytała mama.

– W programie jest napisane, że o jedenastej trzydzieści, ale nie wiemy ile trwa przedstawienie. – powiedział Mat.

– Przed naszym występem jest przedstawienie wystawiane przez moją klasę.

– Jak patrzyłem wczoraj na dzisiejszy program to o dziesiątej trzydzieści ma być część oficjalna. – powiedział Drew.

– Czemu o dziesiątej trzydzieści? Przecież wszystko rozpoczyna się o dziesiątej.

– Nauczyciele mają zamiar poczekać te trzydzieści minut na gości, aby wszyscy zebrali się na hali sportowej. – powiedział Mat.

– A co jest po części oficjalnej? – zapytał tata.

– Przedstawienie, później nasz występ, a potem jakieś występy kabaretów, pokazy mody, mecze. – powiedział Drew.

– A będzie jakieś jedzenie?

– Czy ty myślisz tylko o jedzeniu?

– A co w tym złego? Martwię się o to czy będzie jedzenie, bo nie wiem czy mam ze sobą coś brać i ile. – powiedział Mat.

– Jesteś niemożliwy.

– Przecież martwię się również o was. A jak nie będzie jedzenia? Nie będziecie mieli co jeść i możecie umrzeć z głodu. I co wtedy? – powiedział z przejęciem.

– …. – Drew i rodzice nie wiedzieli co mogą na to odpowiedzieć.

– Ja się martwię o wasze życia. Przecież to już podlega pod bohaterstwo. – powiedział Mat.

– Muszę cię zmartwić Mat. – zaczął Drew – Żyjesz w błędzie.

– Jak to?

– Bohaterstwem nazywamy uratowanie życia, a nie zamartwianie się o nie. – powiedział Drew.

– Dobra, mniejsza z tym. Więc co z jedzeniem? – zapytał Mat.

– Będzie bufet, więc nie masz się o co martwić. – powiedział Drew.

Ta rozmowa trwała jeszcze kilka minut, a potem wszyscy poszliśmy do łazienki umyć zęby po śniadaniu.

~***~

O równej dziesiątej przekroczyliśmy bramę szkoły. Skierowaliśmy się od razu na halę sportową. Było tam już kilka osób. Osoby siedzące na trybunach to w większości rodzice uczniów. Zapewne uczniowie dopinają wszystko na ostatni guzik. Z każda minutą gości przybywało. Gdy zegar pokazywał godzinę dziesiątą trzydzieści, na halę weszła dyrektorka wraz z innymi nauczycielami. Dyrektorka podeszła do mównicy znajdującej się na środku hali i zaczęła mówić dosłownie o wszystkim. Dziękowała wszystkim obecnym za przybycie. Opowiadała o dzisiejszym programie dnia.

– Dobrze żeby już nie przedłużać części oficjalnej zapraszam państwa na część artystyczną przygotowaną przez naszych uczniów. Proszę państwa o kilka minut cierpliwości ponieważ uczniowie muszą się przygotować. Dziękuję za uwagę. – dyrektorka zakończyła swoją przemowę tymi słowami.

Przygotowania trwały piętnaście minut. Gdy wszystkie dekoracje znajdowały się na swoim miejscu, przedstawienie się zaczęło. Nie będę go opisywać, ponieważ każdy chyba oglądał Kopciuszka. Przedstawienie trwało godzinę. Uczniowie, którzy brali w nim udział zostali nagrodzeni brawami. Gdy się skończyło, sprzątnęli wszystkie dekoracje, a ja i moi bracia rozstawiliśmy moje rzeczy. W tym czasie dyrektorka zaprosiła zebranych do wysłuchania piosenki. Po chwili zaczęłam śpiewać: Strong – Sonna Rele.

1. W idealnej bajce dla dzieci świat jest dzielny i dobry,

Bohater bierze twoją dłoń, nastanie słodka miłość.
Jednak życie jest inną grą, smutkiem i bólem,
Tylko ty możesz jutro zmienić swój świat,
Niech twój uśmiech rozjaśni niebo,
Utrzymaj swojego ducha wznoszącego się wysoko.

Ref.: Ufaj swojemu sercu i swojemu świecącemu zawsze słońcu.
Trzymaj się mocno dobroci, twoje słońce zawsze świeci,
Wierzę w ciebie i mnie,
Jesteśmy silni.

2. Kiedy “pewnego razu”, w opowiadaniu i wierszu,
Moment, kiedy możesz świecić i założyć swoją własną koronę.
Bądź jedynym, który Cię uratuje.
Przez chmury zobaczysz niebo.

Ref.: Ufaj swojemu sercu i swojemu świecącemu zawsze słońcu.
Trzymaj się mocno dobroci, twoje słońce zawsze świeci,
Wierzę w ciebie i mnie,
Jesteśmy silni.

3. Wszystkie samotne na wietrze ptaki
ciągle mogą być silne i śpiewać.
śpiewać:

Ref.: Ufaj swojemu sercu i swojemu świecącemu zawsze słońcu.
Trzymaj się mocno dobroci, twoje słońce zawsze świeci,
Wierzę w ciebie i mnie,
Jesteśmy silni.

Gdy skończyłam śpiewać, wszyscy bili mi brawo. Ustałam na środku i się ukłoniłam, a potem zebraliśmy wszystkie swoje rzeczy i zeszliśmy ze ‘sceny’. Wyszliśmy na korytarz, a dyrektorka zaczęła ponownie dziękować, a potem zapraszała do kawiarenki, którą zrobili uczniowie w jednej z klas. Stoimy na korytarzu od kilku minut i zastanawiamy się czy iść do kawiarenki czy może zostać i obejrzeć konkurs na najlepszy kabaret.

– Chodźmy do kawiarni. Tam coś zjemy. Prooszę. – prosił Mat.

– Jak dla mnie spoko. – powiedział Drew.

– Okey, więc chodźmy.

– Tak! – krzyknął zadowolony Mat.

– Czasami zachowujesz się jak dziecko.

– Ale i tak mnie kochasz. – powiedział.

– Czy ja wiem… – udałam, że się zastanawiam.

– Osz ty… – Powiedział Mat i już chciał mnie złapać, ale Drew mu przeszkodził.

– Idziemy czy nie?

– Bo jeszcze zmienimy zdanie. – powiedział Mat.

– Dobra, już dobra. No to chodźmy, bo jestem głodny.

Szliśmy korytarzem w kierunku kawiarenki. Gdy tak szliśmy, zastanawiałam się nad jedną rzeczą. Czemu Luke tak bardzo chce wiedzieć kto mnie napadł wtedy w klubie. I tak się raczej tego nie dowie. Przynajmniej nie ode mnie, ponieważ od poniedziałku staram się go unikać. Gdy tak szłam korytarzem rozmyślając, ktoś w pewnym momencie wciągnął mnie za ramię do jakiegoś pomieszczenia. Tym pomieszczeniem okazał się schowek woźnego, a osobą, która mnie tu zaciągnęła jest nie kto inny jak Luke. I jak właśnie widać te unikanie go nie bardzo mi wychodzi, ponieważ ja go chcę unikać, a on mnie wręcz przeciwnie. Zamknął drzwi na klucz.

– Teraz mi nie uciekniesz. – powiedział i uśmiechnął się chytrze.

– Po co mnie tu zaciągnąłeś? Moi bracia zaraz zaczną mnie szukać..

– Zaciągnąłem cię tu, ponieważ od jakiegoś czasu mnie unikasz, pamiętasz?

– Nie przypominam sobie. – powiedziałam i odwróciłam wzrok, ale on wciąż wpatrywał się w moją twarz.

– Obiecałaś mi rozmowę.

– Nie przypominam sobie. – powtórzyłam wcześniejszy tekst nadal na niego nie patrząc. Może w końcu odpuści.

– Ach tak? – zapytał – A to pamiętasz? – zapytał i uniósł moją głowę tak abym na niego spojrzała.

– Co ty… – nie dał mi dokończyć zdania, ponieważ uciszył mnie pocałunkiem. Najpierw byłam zaskoczona, ale potem niewiele myśląc odwzajemniłam go. Oprzytomniałam dopiero po chwili i go odepchnęłam.

– Co ty wyprawiasz?!

– A nie widzisz?

– Widzę.

– Więc po co się pytasz?

– Bo chcę wiedzieć dlaczego.

– Żebyś się uciszyła, a to jest najlepszy sposób. – powiedział z uśmieszkiem.

– A dlaczego zamknąłeś nas w schowku woźnego? – zapytałam krzyżując ręce.

– Bo chciałem z tobą porozmawiać.

– Przed chwilą chciałeś żebym się uciszyła, a teraz chcesz żebym z tobą rozmawiała? I dlaczego akurat tutaj?

– Tutaj mogę zamknąć drzwi i mi nie uciekniesz, bo to właśnie robisz od jakiegoś czasu. Uciekasz przede mną.

– To nieprawda. Wydaje ci się. – powiedziałam chociaż mówił prawdę.

– Czyżby? – zapytał i zaczął powoli iść w moją stronę, a ja zaczęłam się cofać. Jednakże – jak w każdej takiej sytuacji w romansach – cofając się napotkałam ścianę. – Więc powiedz jak było. – oparł się rękoma o ścianę po obu stronach mojej głowy.

– …. – milczałam.

– No właśnie. Teraz powiesz mi kto ci to zrobił?

– Dlaczego się tym tak bardzo przejmujesz? Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju? Dlaczego ciągle przy mnie jesteś? Dlaczego cię tak bardzo obchodzę? Dlaczego mnie całujesz? Dlaczego?! – I stało się. Wybuchłam. Po prostu nie mogę go zrozumieć. Chciałam jeszcze coś dodać, ale uciszył mnie namiętnym pocałunkiem. – Dlaczego ciągle to robisz? – zapytałam gdy się trochę odsunął.

– Bo mi na tobie cholernie zależy. I to jest coraz silniejsze. – powiedział i ponownie mnie pocałował.

– To… jest… tylko… – Mówiłam między pocałunkami, ponieważ nie dał mi szansy, aby coś powiedzieć. – Dasz mi w końcu dojść do słowa? – zapytałam gdy zrobił przerwę na złapanie oddechu.

– Zależy co chcesz powiedzieć.

Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić.

– To jest tylko zauroczenie. Niedługo ci to przejdzie i jedyną zranioną będę ja, więc… – Nie dał mi dokończyć, ponieważ znowu mnie pocałował. Próbowałam go odepchnąć, ale jest silniejszy ode mnie. – Przestań w końcu to robić.

– Nie przestanę. To jest bardzo przyjemne. – powiedział – Dlaczego? Dlaczego mnie odrzucasz? – zapytał ze smutkiem w głosie oraz w oczach.

– Bo ci nie ufam. Bo cię nie znam. Bo nie chcę się ponownie zakochać. Bo nie chcę być znowu zraniona.

– Więc mi zaufaj. To mnie poznaj. Też tego nie chciałem. I patrz – niewiele mi do tego brakuje. Zrobię wszystko żeby cię nie zranić i, aby nikt inny cię nie zranił, a jeśli ktoś to zrobi to pożałuje. – powiedział patrząc mi prosto w oczy. – Co mam zrobić abyś mi zaufała?

– Chcesz żebym ci zaufała… a czy ty mi ufasz?

– Ufam. Ufam ci bezgranicznie.

– Pokaż mi, że ci zależy, a wtedy może będziesz miał szansę.

– Może?

– Może. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. – powiedziałam i usłyszałam braci, którzy mnie szukali.

– Drew tu jes-…. – nie dokończyłam, ponieważ Luke ponownie przerwał mi pocałunkiem.

– Przestaniesz w końcu?

– Nie. To jest jedyny sposób, aby cię uciszyć, a po za tym… jest całkiem przyjemny. I bardzo mi się podoba.

– Możemy już stąd wyjść? Rozmawialiśmy. Masz czego chciałeś, więc teraz mnie stąd wypuść.

– Nie możemy stąd jeszcze wyjść. – powiedział z chytrym uśmieszkiem.

– Dlaczego? – zapytałam z rezygnacją w głosie.

– Ponieważ nie odpowiedziałaś mi na jedno pytanie. Kto ci to zrobił?

– I tak ci nie powiem.

– Więc zapytam twoich braci. – oznajmił.

– Oni też ci nie powiedzą.

– Jesteś tego taka pewna? – zapytał. Właściwie to nie. Drew pewnie wszystko mu wygada.

– Tak.

– Hm… No to może się założymy?

– O co? – zapytałam.

– Jeśli wygram to pójdziesz ze mną na randkę i spełnisz kilka moich poleceń, zadań czy jak to tam nazwiesz. – powiedział chytrze.

– A jeśli ja wygram? – zapytałam. On coś kombinuje.

– Coś wymyślisz. Może być to samo. – powiedział.

– Zgoda, ale bez randki. – powiedziałam i uścisnęliśmy sobie dłonie.

– A więc zgoda. – powiedział. Z jego twarzy nie znikał chytry uśmieszek. Zastanawiam się czemu on… – O cholera…

– Ile zadań dokładnie miałeś na myśli? – zapytałam z nadzieją, że powie. Jak nie to jestem ugotowana.

– Za późno o to zapytałaś. Już się zgodziłaś nie znając liczby. Jeśli wygram będę miał tego duuużo. – powiedział. O cholera… Teraz to na pewno nie mogę z nim przegrać. Nie wiem co będzie mi kazał robić i się obawiam. Po nim można spodziewać się wszystkiego.

– Jeśli poprosisz o coś zboczonego to oberwiesz.

– Wiesz, że groźby są karalne?

– Ja cię tylko ostrzegam. – powiedziałam, a Luke otworzył drzwi i wyszliśmy na korytarz.

Na korytarzu kręcili się moi bracia. Zapewne mnie szukają. Zauważyli nas gdy Luke zamykał drzwi na klucz. Od razu do nas podbiegli i mnie przytulili.

– Gdzieś ty była? – zapytał Drew.

– Martwiliśmy się o ciebie. – powiedział Mat.

– Nigdy więcej tak nie rób.

– Dobrze. Nie będę. Chociaż to nie moja wina, tylko Luke’a.

– Co on ma z tym wspólnego? – zapytał Drew.

– Gdy szliśmy korytarzem do klasy, w której znajduje się kawiarnia, Luke korzystając z okazji zaciągnął mnie do schowka woźnego. – powiedziałam.

– Dlaczego porwałeś nam siostrę? – zapytał Mat.

– Chciałem z nią porozmawiać.

– I rozmawialiście tam przez godzinę?

– Ile?! – zapytałam.

– Szukaliśmy cię przez cały ten czas. – powiedział Drew.

– Przepraszam was na chwilę. – powiedziałam. Luke stał za mną, więc odwróciłam się żeby go ochrzanić. Mogłam w końcu wyładować na nim swoją złość. Może nawet uda mi się uciec od rozmowy.

Spojrzałam na Luke’a złowrogim spojrzeniem. Patrzył mi w oczy i chyba było mu trochę przykro, że moi bracia się o mnie martwili dlatego, że mnie ‘porwał’.

– Nie wiedziałem, że zajmie nam to tyle czasu. – zaczął tłumaczyć gdy powoli do niego podchodziłam. – Przepraszam, że cię tam zaciągnąłem, ale chciałem z tobą porozmawiać, a ty mnie unikałaś wręcz przede mną uciekałaś. – powiedział, a ja stanęłam przed nim.

– Nadal jestem zła, ale wiem jak możesz to zmienić. – powiedziałam.

– Jak? – zapytał.

– To za to, że mnie zamknąłeś. – powiedziałam i nadepnęłam mu na stopę – I za całą resztę. – Widziałam po nim, że nie boli go tak jak myślałam, że zaboli. Czyżbym za słabo go uderzyła?

– Za ‘całą resztę’ nie musiałaś mnie bić. Wiem, że ci się podobało. – powiedział, a ja przypominając sobie o tym, zarumieniłam się.

– Ooo… Siostra się zarumieniła. Dawno nie widzieliśmy cię zawstydzonej. Chyba ostatnio przy NIM. – powiedział, a ja na ostatnie zdanie zgromiłam go wzrokiem.

Teraz spróbować uciec.

– To wy sobie tutaj dalej rozmawiajcie, a ja pójdę poszukać Rose. – powiedziałam i już miałam zamiar stąd uciec, jednakże Luke zatrzymał mnie owijając swoją rękę wokół mojej talii.

– A ty dokąd się wybierasz? – zapytał.

– Przed siebie. – powiedziałam – Puść mnie.

– Nie mieliśmy przypadkiem czegoś do ‘sprawdzenia’?

– Dobra… ale mnie puść.

– Nie. – powiedział – Mam do was pytanie chłopaki.

– Pytaj. – powiedział Mat.

– Słuchamy. – powiedział Drew.

– Kto napadł na Kat wtedy w klubie? – zapytał, a ja się modliłam żeby mu nic nie mówili.

– Nie mówiła ci? – zapytał Mat.

– Nie. – odpowiedział Luke. Spojrzałam na nich błagalnie żeby nic nie mówili.

– To był kolega jej byłego chłopaka. – powiedział Mat lekko zdenerwowany. Moje modlitwy nie zostały wysłuchane. Na dodatek przegrałam zakład.

– Skąd o tym wiecie?

– Kat nam o tym powiedziała. – powiedział Drew.

– Dlaczego jej były miałby to robić? – zapytał Luke.

– Jego kolega. I nie wiemy. Tego nie chciała nam powiedzieć. – powiedział Mat.

– Mat, ty głupku. Przez ciebie przegrałam zakład. – powiedziałam zła.

– No już. Nie bądź zła. Wygrałem uczciwie. Teraz się przygotuj. – powiedział Luke.

– Jaki zakład? – zapytał Mike.

– Założyliśmy się o to czy powiecie mi kto jej to zrobił. Ona obstawiała, że tego nie zrobicie. I proszę. Powiedzieliście. Dzięki czemu wygrałem z nią zakład. – wyjaśnił Luke.

– O co się założyliście? – zapytał Drew.

– Przegrany wykonuje rozkazy wygranego.

– No to siostra masz przechlapane. – powiedział Mat.

– Masz co chciałeś, więc my już pójdziemy tam gdzie zmierzaliśmy.

– No to chodźmy.

– Narka. – powiedzieli i skierowaliśmy się do klasy z kawiarnią.

Luke

Idąc korytarzem rozmyślałem o tym co się wydarzyło w schowku woźnego. Przez te wspomnienia uśmiech nie schodził mi z twarzy.

– To przerażające. – głos Alexa przerwał mi wspominanie chwil sprzed kilkunastu minut.

– Co takiego?

– Sposób w jaki się uśmiechasz. – powiedziała Rose.

– A co w tym przerażającego?

– Bo to u ciebie dość rzadko spotykane. – powiedział Alex.

– I gdy się tak uśmiechasz wyglądasz jak psychopata. – powiedziała Rose i zaczęła się śmiać, a razem z nią Alex.

– To nie jest zabawne.

– Więc? Co jest powodem tak szerokiego uśmiechu? – zapytała Rose.

Opowiedziałem im wszystko co wydarzyło się w schowku woźnego. Rose patrzyła na mnie z iskierkami szczęścia w oczach. Ja również byłem zadowolony z takiego obrotu spraw.

– Wow. – powiedział Alex – Kto by pomyślał, że to zrobisz.

– Zrobiłem, a jak wyszliśmy to za to oberwałem. – powiedziałem i uśmiechnąłem się delikatnie na te wspomnienia. Czyżby naprawdę myślała, że te uderzenie mnie zaboli?

– Jak to oberwałeś? Pobiła cię? – zapytała Rose.

– Taa… Nadepnęła mi na stopę za to, że zamknąłem nas w schowku i za ‘całą resztę’. Miałem wrażenie, że chciała zrobić coś jeszcze, ale się powstrzymała.

– Uuu… Miałeś całkiem sporo wrażeń. – powiedział Alex i oboje zaczęli się śmiać. – Dobrze, że nie zdecydowała się na TO miejsce. Wtedy na pewno nie wyszedłbyś z tego bez szwanku. – dodał i znowu zaczęli się ze mnie śmiać.

– Ha ha ha. Bardzo zabawne. – zaśmiałem się sarkastycznie.

– To nie ja oberwałem od dziewczyny, więc dla nas jest zabawne. – powiedział Alex.

– Szkoda, że mnie wtedy tam nie było. Byłoby co oglądać. – powiedziała Rose.

– Raczej zwijalibyście się na podłodze ze śmiechu.

– To bardzo prawdopodobne. – powiedziała Rose.

– Tak by było na 100%. – powiedział Alex.

– A tak w ogóle to gdzie jest Sam? Nie widziałem go już od jakiegoś czasu.

– Sama nie wiem. – powiedziała Rose.

– Ostatnio widziałem go chyba siedzącego na ławce przy fontannie. – powiedział Alex.

– Pójdę do niego. Muszę z nim pogadać. – powiedziałem – Do zobaczenia później.

– Do zobaczenia. – odpowiedzieli oboje.

~***~

Kat

Do domu wróciliśmy po szesnastej. Jest już dwudziesta druga. Skończyłam się kąpać kilka minut temu. Jestem już zmęczona tym dniem. Na szczęście właśnie się kończy. Chciało mi się strasznie spać, więc położyłam się na łóżku i po chwili zasnęłam.

Autor Iviena
Opublikowano
Kategorie Romans
Odsłon 349
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!