Sachiko czy Sayuri? – Rozdział 3

          Kuchnia w domu gdzie mieszkała córka Lorda kraju Ognia, była przepełniona służącymi. Wiły się jak w ukropie, by zadowolić panienkę, która tego dnia wyjątkowo marudziła.

          — No mówię ci, Mariko! Jakby ją jakiś skorpion w tyłek użarł.

          Jedna ze służących powróciła właśnie z pokoju, w którym panienka najczęściej jadała. Większa część pomocy kuchennej upatrywała się w takim wyborze złośliwości dziewięcioletniej już dziewczynki. Nie dość, że był na piętrze, to na dodatek w znacznym oddaleniu od schodów.

          — Co mam ci powiedzieć, kochana? — Mariko spojrzała na kobietę. — Ma czasem swoje humorki i nic z tym nie zrobimy. Ważne, że płacą…

          — Co z tego, skoro ja mam jakieś bóle z nerwów, kiedy muszę kręcić się koło niej. — Kobieta wzdrygnęła się. — Czasem jak na ciebie spojrzy, to czujesz się jak robak jakiś.

          — Nikt nie mówił, że będzie łatwo. — Mariko z uśmiechem podała kobiecie tacę. — A teraz nie czas na narzekanie, Amane! Zanieś to, proszę, panience.

          — Może to zje, ale dzisiaj to nie ma przebacz. Jeszcze rzuci tym we mnie, taki ma humorek od rana…

          Amane wyszła z tacą, na której parowały pierożki gyoza. Miała nadzieję, że ulubiona potrawa Sachiko chociaż trochę poprawi jej nastrój. Bo skoro na co dzień była trudna do wytrzymania, to co dopiero teraz…

          Z trudem wdrapała się po schodach. Kilka razy przeklęła pod nosem, kiedy taca niebezpiecznie zachybotała w jej dłoniach, ale na szczęście obyło się bez przykrych niespodzianek. Potem ruszyła długim korytarzem, wzdłuż którego stali shinobi. Nieraz wraz z kobitkami ze służby próbowały wciągnąć ich w jakąś rozmowę, ale oni zbywali je. Czasami nawet w dość żołnierskich słowach, więc w końcu odpuściły sobie, coby nie najeść się więcej wstydu.

          Stanęła pod odpowiednim pokojem i zbierała się w sobie. Przybrała na twarz uprzejmą, służalczą minę i odsunęła drzwi, trzymając tacę w jednej ręce.

          Przy niskim stoliku siedziały Sachiko i Yuriko pogrążone w milczeniu. Na dźwięk jej kroków obie podniosły wzrok.

          — Mam nadzieję, Sachiko-sama, że tym razem spełniłyśmy twoje oczekiwania.

          Amane z głębokim ukłonem położyła misę na stole i czekała na pozwolenie, by odejść.

          — Szczerze w to wątpimy. Zastanowimy się, czy nie zmienić kucharek, skoro obecne psują wszystkie nasze potrawy.

          — Ależ panienko! — wykrzyknęła Yuriko.

          — Prawda jest cnotą i nie należy jej unikać. Czyż nie tak Yuriko? — Sachiko ze zniechęceniem spojrzała na nią. — Możesz odejść i dobrze radzimy, żebyś po tych porażkach dzisiaj już się nam więcej nie pokazywała na oczy.

          — Wedle rozkazu, Sachiko-sama.

          Amane sprawnie poradziła sobie z zasunięciem drzwi bez choćby jednego ruchu, który wskazywałby na wściekłość, którą odczuwała. Tak jak większość służących w myślach tworzyła scenariusze, jak by tu zająć się tym niewychowanym bachorem. Najlepiej rzucić ją gdzieś na środek pustyni i zostawić bez opieki. Zapewne po kilku dniach byłaby potulna jak baranek i po nogach by je wszystkie całowała za pyszne dania, które jej przyrządzały.

***

          — Nie można tak się odzywać, panienko! Nawet do służących.

          Yuriko patrzyła w napięciu na Sachiko, która trzymała głowę dumnie uniesioną i rzuciła jej wyzywające spojrzenie.

          — Tak? A można sprzeciwiać się nam?

          — Dobrze wiesz, panienko, że nie robię ci na złość. To troska podpowiada mi…

          — Nie tłumaczysz, dlaczego nie możemy pójść na spacer poza ogród. Zakazałaś i liczysz, że dostosujemy się do tego. Nie traktuj nas jak dziecka.

          Yuriko powstrzymała się przed wybuchnięciem gromkim śmiechem. Z trudem zachowała poważną minę i nie pozwoliła, by choćby kąciki ust uniosły się.

          — Mówiłam ci już, panienko: masz zbyt delikatną skórę, żeby wyjść na spacer w Sunie. Mogłabyś się poparzyć. Nocą zaś damy powinny spać, a nie błąkać się po ulicach.

          — Czy ty robisz z nas nierozumną osobę?! — wykrzyknęła Sachiko z urazą w głosie. — Przecież służące albo strażnicy mogą nieść nad nami materiał i nie poparzymy się.

          — Panienko, gdyby tylko mo…

          — Czy sprzeciwiasz się nam? — wycedziła Sachiko przez zaciśnięte zęby.

          — Obawiam się, że tak, panienko. — Yuriko westchnęła cicho. — Chodzenie po Sunie…

          — Nie można się nam sprzeciwiać — powiedziała Sachiko lodowatym tonem. Przeniosła wzrok z niej na… — Kira!

          Kira, który stał przy oknie, szybko podszedł do stołu i złożył głęboki pokłon.

          — Tak, Sachiko-sama!

          — Zabij Yuriko.

          Słowa zawisły w powietrzu.

          Strażnicy wymienili między sobą pospieszne spojrzenia i wstrzymali oddech. Służąca, która zbierała naczynia ze stołu, zamarła z ręką w powietrzu i z przerażeniem spojrzała na dziewczynkę.

          Yuriko wpatrywała się z rozszerzonymi oczami w panienkę, a jej serce biło w szalonym tempie.

          — Nie sądzę, by słowa Yuriko-dono musiały być karane śmiercią, Sachiko-sama — powiedział w końcu Kira z głową zwróconą ku podłodze. — Wydaje mi się, że chciała ona tylko wyrazić troskę. Jeżeli życzysz sobie, Sachiko-sama, przemówię jej do rozsądku i razem ze strażą udamy się na spacer po wiosce.

          — Zgadzamy się na twoją propozycję. — Sachiko wolnym ruchem wstała z klęczek. — Za pół godziny czekamy na ciebie, Yuriko, w naszym pokoju. Ubierzesz nas w bardziej odpowiadający okazji strój. To pierwszy raz, kiedy pokażemy się mieszkańcom na oczy i nie możemy pozwolić sobie na złe, pierwsze wrażenie.

          To powiedziawszy, skinęła głową na strażnika, który stał przy fusumie i wraz z nim opuściła pokój.

***

          — Zapierdolę tę gówniarę!

          Yuriko ze łzami w oczach przytrzymała Kirę, który po raz kolejny próbował wymknąć się z tej małej sypialni.

          — Nie możesz, Kira! Błagam!

          — Jak możesz jej bronić?! — Kira wyrwał ramię z jej uścisku. Znowu zaczął chodzić po pokoju dookoła puszystego dywanu. — Myślałem, że chociaż ty się dla niej liczysz. Że chociaż potrafi okazać wdzięczność za te wszystkie lata, ale nie! To rozpuszczony bachor! Jeżeli zdechnie, zrobi ci tylko przysługę, bo w końcu uwolnisz się od niej!

          — C-co ty mówisz? — wyjąkała Yuriko i cofnęła się o krok.

          — Jesteś dla niej śmieciem i niczym więcej! Dlaczego nadal jej bronisz?! Zawsze ją bronisz, a nie potrafisz spojrzeć prawdzie w oczy, że twoja śmierć spłynęłaby po niej jak piasek z wydm! Co? Może się mylę?

          — P-panienka Sachiko…

          — Pomyśl tylko… — Kira podszedł i chwycił jej ramiona w żelaznym uścisku. — Gdybyśmy uciekli z Suny, zostawili ten cały pierdolony świat wiosek i krajów za sobą… Udałoby się nam! Na pewno by się nam udało. Kraj Wody jest na uboczu, nikt nie bierze ich na poważnie przez te incydenty w Wiosce Mgły. Gdybyśmy tylko przedarli się przez granicę, znaleźli sobie jakieś miejsce oddalone od osad…

          — Zrozum! Nie mogę zostawić panienki…

          — Ty ją kochasz, a ona jest gotowa cię zabić! Rozumiesz to?! Nie możesz być aż taką idiotką!

          Yuriko zamachnęła się i z całej siły uderzyła go w twarz. Przeklęła cicho i drugą dłonią przyciskała do ciała tę, którą wymierzyła cios. Chyba jakieś ścięgno jej przeskoczyło, ale nie żałowała tego. Patrzyła na Kirę, który masował sobie policzek. Dobrze. Miało boleć.

          — Nigdy więcej nie mów, że jestem idiotką — powiedziała spokojnym, opanowanym tonem. — Nie trzymam cię tu na siłę. Jeżeli pragniesz przeniesienia, jestem pewna, że Kazekage-sama to zrozumie i przywróci do czynnej służby. A przynajmniej tego ci życzę. Jeżeli jednak chcesz tu pozostać… — Przerwała, żeby zapanować nad głosem, który zdradziłby zbyt wiele. — Panienka jest dla mnie ważna. Mogę kochać i ją, i ciebie, ale jeżeli karzesz mi wybierać, wybiorę ją. Ma tylko mnie.

          Długą chwilę mierzyli się wzrokiem. W końcu Kira westchnął cicho.

          — Przepraszam.

          Yuriko patrzyła na niego z nieufnością, kiedy chwycił jej bolącą dłoń. Na widok jej wyrazu twarzy, Kira przewrócił oczami.

          — Na przyszłość nauczę cię, jak wymierzyć cios bez zranienia się. I tak, żeby choć trochę bolało…

          To ostatnie mruknął pod nosem, ale Yuriko wszystko usłyszała. Posłała mu łobuzerski uśmiech.

          — Może i nie boli, ale ślad został.

          — Serio? — Kira parsknął śmiechem. Dopiero po chwili z jego spojrzenia zniknęła wesołość. Pogładził ją po policzku i wyszeptał: — Nie bierz tego za początek nowej kłótni… Naprawdę jesteś w stanie wszystko dla niej poświęcić?

          Yuriko już otwierała usta, ale szybko je zamknęła. Przez chwilę zapomniała o bolącej dłoni i próbowała zapleść pukiel włosów na palec. Syknęła cicho. Zignorowała na powrót rozbawione spojrzenie Kiry i powiedziała:

          — Pozostaje mi żyć nadzieją, że nie stracę wszystkiego.

          — Dobrze… To jak mam zorganizować spacer?

          Była mu wdzięczna za zmianę tematu. Przynajmniej przez chwilę.

          — Co cię tak bawi?

          — Nie mogłaś znaleźć jakiegoś lepszego argumentu niż poparzenia słoneczne? — Próbował zachować powagę, ale przegrał z kretesem. Zasłonił usta dłonią, by ukryć dowody go obciążające i spomiędzy palców wymamrotał: — Nawet panienka nie jest tak głupia…

          — Nie będę jej opowiadała o tym psychopacie — przerwała mu ostrym tonem. — Nie po to tyle lat uspakajałam ją w nocy po każdym koszmarze, żeby znowu musiała to przeżywać. Dobrze, że ten potwór nie zbliża się do tego domu.

          — Potwór? — Kira uniósł brwi. — Ktoś mógłby tak powiedzieć o Sachiko, skoro bez mrugnięcia okiem kazała zabić najbliższą osobą. — Dostrzegłszy jej minę, podniósł ręce w geście kapitulacji. — Tak tylko mówię.

          — Jeżeli nie dostrzegasz różnicy między faktycznymi zabójstwami a dziecięcą histerią, to twoja sprawa.

          Kira już miał na końcu języka ripostę, ale nieco odrętwiały policzek przypomniał mu niedawno odbytą lekcję.

          — Nie życzę sobie, żeby panienka była przyrównywana do niego. Nie mówię, że jest bez wad, ale też nie możesz powiedzieć, że ich zachowanie jest takie samo.

          — Masz rację. Nie mogę.

          — To powiedz mi, jak można zniwelować zagrożenie? Da się jakoś?

          — Co mam ci powiedzieć…? — Kira westchnął ciężko. Kilkoma krokami dotarł do łóżka i usiadł na nim. Pochylił się i przejechał dłonią po włosach. — Zakładając nawet, że nasze oddziały mają szansę z nim, to nie można go ruszyć. W końcu jest dzieciakiem kage.

          — Czyli nie da się zapewnić panience bezpieczeństwa? — spytała piskliwym głosem Yuriko i jęknęła cicho.

          — Mam nadzieję, że widok całego oddziału go odstraszy. Rzadko wpada w aż taki szał, żeby sam z siebie atakował. Ale Yuriko… — Kira na moment przerwał. Kiedy spojrzał na nią, jego wzrok był stanowczy. — Trzeba przypilnować Sachiko. Poza posiadłością nie ma takich samych praw jak tu. Domyślam się, że wolałaby przejść koło bardziej okazałych domów, ale jeżeli podpadłaby jakiemuś członkowi Rady… Sam nie wiem. Wątpię, żeby potraktowali ją tak, jak sobie tego życzy. Przy domach mieszkańców oddział będzie wzbudzał większy szacunek.

          — Rozumiem. Zresztą panienka nie ma jak wybrać trasy, skoro nigdy nie przekroczyła granicy ogrodu.

          — Wiesz, próbuję ją zrozumieć… I to, że chce się stąd wydostać, jak najbardziej rozumiem. To musi być cholernie irytujące — nigdy nie opuszczać jednego miejsca; ale nie zmusisz mnie, żebym żywił do niej jakieś bardziej pozytywne uczucia.

          — Nie tego od ciebie oczekuję. — Yuriko uśmiechnęła się łagodnie i podeszła do Kiry. Ten przyciągnął ją do siebie. Delikatnym ruchem przejeżdżała dłonią po jego krótkich włosach. — Mam nadzieję, że nadal pozostaniesz najlepszym strażnikiem, a dla mnie najlepszym towarzyszem. To duże oczekiwania?

          — Czasami mam wątpliwości.

          Kira uśmiechnął się łobuzersko i pociągnął ją w dół. Yuriko ze zduszonym okrzykiem opadła na jego kolana.

          — Możesz mi wynagrodzić te wątpliwości? — spytał powoli, niby od niechcenia, a jednak dłonią już zaczął bawić się paskiem od yukaty.

          — Za chwilę mija pół godziny — odparła Yuriko. — Lepiej dzisiaj nie sprawdzać…

          — Oj, Sachiko nie zna się tak dobrze na zegarku.

          — Pięć minut.

          — Chyba rozumiem, skąd u Sachiko tak mocno rozwinięta empatia… Nie masz litości?

          — Spełniam oczekiwania dwóch egoistycznych osób. Gdybym miała ją jeszcze bardziej rozwiniętą, to już byłoby umartwianie.

Opublikowano
Odsłon 251
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!