Obywatel Jones- Niech ten świat spłonie…

I stało się.

Patrząc na wielkie, drewniane drzwi gabinetu dyrektora, Arthur nie mógł pozbyć się ogromnej guli w gardle, która nieprzerwanie rosła, odkąd usłyszał swoje imię, wyczytywane w szkolnym radiu.

,,Proszę stawić się do gabinetu dyrektora”

Wiedział, że ten moment nadejdzie. Ale nie spodziewał się, że tak szybko.

Nie stresuj się, idioto. Dobrze wiesz, co masz mówić.

Powinien powołać się na swoją nieznajomość amerykańskich zwyczajów. Bądź co bądź, mieszkał w Nowym Yorku od niespełna trzech miesięcy, a do szkoły uczęszczał zaledwie dwa tygodnie. Przez chwilę rozważał nawet rozryczenie się i zwalenie wszystko na nieodpowiedzialnych rodziców. Zaraz odrzucił tę opcję. Przy jego starych to nie przejdzie, nie ma szans.

Ostrożnie zapukał. No tak, kwintesencja Ameryki. Facet pozłaca sobie kołatkę, a szkoła leży odłogiem.

– Wejdź!- Rozległ się rozkazujący głos dyrka. Przez chwilę anglik miał szczerą ochotę na zwyzywanie ciała pedagogicznego i efektowne danie dyla. Może wtedy rodzice odesłaliby go do domu…

Przekroczył próg, i natychmiast znalazł się na tym sławnym ,, Dywaniku”, którego lękali się pierwszoroczniacy, a z którego reszta roczników po prostu cisnęła bekę.

A było z czego. Wyhaftowane ręcznie akty seksualne greckich bogiń idealnie odzwierciedlały zainteresowania właściciela pokoju. Ten dywan musiał sporo widzieć w swoim krótkim, dywanowym życiu.

Dyrek był wysokim facetem po pięćdziesiątce, lekko łysiejącym i siwiejącym. Jego twarz przypominała nieco Arnolda Schwarzeneggera po zbyt dużej dawce botoksu.

Obok niego, w fotelu, siedziała wyprostowana jak struna niska, drobna kobietka o dobrotliwym wyrazie twarzy. Szkolna pedagog potrafiła zaskarbić sobie sympatię każdego ucznia, nauczyciela czy satanisty, za pomocą swoich dużych, szczenięcych oczu.

– Usiądź chłopcze- Mężczyzna wskazał na stołek naprzeciwko swojego biurka. Arthur niepewnie podszedł do siedzenia.

– Chciałbym na wstępie powiedzieć- Zaczął, gdy już usiadł- Że te flagi Unii płonęły już, gdy tam wszedłem. Może jestem Brytyjczykiem, ale absolutnie nie popieram tego całego Br….

– Spokojnie, spokojnie!- Usta Arnolda wykrzywiły się w czymś, co chyba miało być uśmiechem, a dało raczej wrażenie, że połyka żabę.

Na surowo.

– Rozumiemy twoją sytuację, Arturze.- Zaczęła pedagog- Zmiana środowiska może powodować, że chcesz się na kimś wyżyć…

Prychnął. Wiedział od początku, że i tak nikt mu nie uwierzy. Nawet Matthew podszedł do niego i pogratulował mu wyczynu. Podczas gdy on cierpiał, wbijając wzrok w wydatny biust Wenus, prawdziwy podpalacz chodził sobie po szkole…

– Za narażenie życia i zdrowia innych uczniów mógłbym usunąć cię ze szkoły.

Osłupiał. Dosłownie, czuł się tak, jakby ktoś wsadził mu kij w tyłek.

Usunąć? Ze szkoły? Co on powie swoim rodzicom? Wpiszą mu to w kartotekę? Nie znajdzie żadnej pracy, jeśli zostanie małoletnim podpalaczem! Miał wrażenie, że dostał hiperwentylacji. 

– Ale… No cóż, jest to sytuacja, z której każda ze stron może skorzystać.

Co do cholery?

Pedagog pochyliła się nad nim poufale.

– Teraz, po tym incydencie, będziesz inaczej postrzegany przez uczniów. A to jest coś, czego potrzebujemy- Położyła na stole plik kartek, na których równiutkimi literkami zapisane były jakieś imiona, nazwiska, notatki…. W rogu każdej kartki, przypięte zostało osobne zdjęcie legitymacyjne- Znasz historię Eriki Vogel?

Ta, kto mógł nie znać. Erica była pierwszoklasistką, małą, uroczą istotką z włosami jasnymi jak jej uśmiech.

A potem rzuciła się z dachu szkoły. Z powodu małej ilości deszczu, jak spadł do tej pory, przy wejściu dalej można było zobaczyć jej, niewyraźny, obrysowany kredą kształt.

– Ale.. Co ma to wspólnego ze mną?

– Parę miesięcy przed śmiercią zaczęła spotykać się z tymi uczniami- Dyrektor pacnął ręką w stosik- Trudna młodzież, z problemami. 

– Założyli nawet kółko- kontynuowała Pedagog- Ale nie mam pojęcia, co się na nim dzieje. Nie dopuścili mnie do siebie. Boję się, że jeśli czegoś nie zrobimy, to ta historia może się powtórzyć.

– Tym razem z udziałem któregoś z nich- Arthur wbił wzrok w okno, wyobrażając sobie spadające z dachu ciała.

– Dokładnie. Jesteś nowym uczniem, a ta sprawa z flagami, nie obraź się, nieco popsuła ci reputację…. Tym łatwiej będzie im cię zaakceptować.

– Więc co, mam być szpiegiem?

– Można tak to ująć.

Zapadłą chwila ciszy, przerywana tylko tykaniem zegara- Garfielda.

– A co ja będę z tego miał?

Dyrektor ponownie uśmiechnął się szeroko.

– Nie wywalimy cię stąd za akt wandalizmu. Może akta tej sprawy gdzieś się zapodzieją… Ach, może pomyślimy też nad podniesieniem ci oceny ze sprawowania.

Opublikowano
Kategorie Hetalia
Odsłon 331
1

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!