Pasmo płonących piór

– Hawks obecny pro hero numer dwa, który już w młodym wieku wspiął się na podium. Dzięki niemu dzisiaj możemy czuć się bezpieczni… – głos reporterki ucichł wraz z wyłączeniem przez mężczyznę telewizora.

Lód w szklance wypełnionej gorzkim trunkiem, zaczął powoli topnieć. Napój praktycznie nietknięty zalegał na szklanym stoliku przed bohaterem, lecz on nawet nie odważył się spojrzeć w jego kierunku. Jego wzrok utkwiony był w pustej przestrzeni przy oknie, gdzie do niedawna miejsce zajmowała najważniejsza osoba w jego życiu, ktoś, komu pozwolił wejść do swojego domu, zabłocić podłogę, zabrać połowę szafy i rozpalić ogień w kominku. Komuś, kogo przez wiele lat poszukiwał, nie dowierzając w jego zniknięcie… Takami z kamienną twarzą wziął do ręki szklankę i wypił wszystko za jednym razem, po czym niewiele myśląc udał się do łazienki, by spojrzeć na siebie w lustrze.

Blizna zdobiąca lewą stronę jego twarzy wcale nie była powodem do ukrycia, wręcz przeciwnie, pokazywała ile musiał przejść by w końcu móc być szczęśliwy. Przez chwilę w odbiciu mignęła mu druga sylwetka. Była to osoba obdarzona większą liczbą blizn, a także to ona przyczyniła się do posiadanej przez mężczyznę blizny. Uśmiechnął się sam do siebie, lecz nie było tam ani gama radości, a po policzku spłynęła mu pojedyncza łza. Zacisnął dłoń na szklance, czując ogarniający go natłok emocji. Bez myślenia zamachnął się w kierunku swojego odbicia. Trzymany wcześniej przez niego szklany przedmiot wraz z lustrem rozbiły się na miliony kawałków, a sam Keigo upadł na kolana nie mogąc już dłużej utrzymywać ciężaru emocji oraz ostatnich dni.

– Touya…. – powiedział łamliwym głosem uśmiechając się przez łzy – Do czego tyś mnie doprowadził….

                                                                   Kilka dni wcześniej…

Blondyn wykonywał rutynowy patrol, wznosząc się nad miastem, póki nie spostrzegł błękitnego płomienia. Nie był to pożar, lecz subtelny znak on jednej osoby, czerwona świeczka oświetlająca jedne z nagrobków swym niebieskim płomyczkiem. Możliwe, że to przez wyostrzony wzrok Wing Hero mógł go dostrzec, choć późna pora, gdzie słońce już do połowy kryło się za horyzontem. Hawks poczuł delikatne ukłucie złości, ale nigdzie nie spostrzegł czarnej czupryny, czy choćby niebezpiecznego błysku błękitnych oczu. Ułożył usta w dzióbek, pokazując tym swoje niezadowolenia i kontynuował swoją pracę. Tymczasem w jednej z ciemnych uliczek tego jakże urokliwego miasta unosił się dym papierosowy, wypuszczany przez bliznowatego osobnika, którego rak bardo starał się dostrzec pierzasty bohater.

– Oj ptaszyno – spojrzał w kierunku blondwłosego mężczyzny unoszącego się nad nim, lecz patrzącym w inną stronę. Zaśmiał się na widok miny, którą zrobił sfrustrowany bohater i wyrzucił wypalonego aż po sam filtr papierosa. – Czemu to akurat musiałeś być ty…

Przydeptał niedopałek i ruszył w kierunku swojego ostatniego celu. Shigaraki powiedział jasno, trzeba sprawić, że bohaterowie nie będą w stanie się pozbierać. Cwany uśmieszek wpełzł na twarz odzianą w blizny. Tylko jedna osoba znała jego przeszłość, której sam po części był fragmentem. Znajdując się pod drzwiami zdrajcy nie szczędził sobie możliwości wykopania drzwi.

– Oh, Dabi… – powiedział zestresowany mężczyzna. – Oddałem już wszystkie pieniądze…. Nie jestem nic wam dłużny, więc co ty tu….

– Zamknij się – uciął szorstko – Shigaraki potrzebuje wywołać strachu, a co bardziej poruszy ludzi, jak nie śmierć ich ukochanego premiera? – Spytał, gdy jego prawa dłoń zapłonęła.

– N-nie możesz… Tomura mówił, że…

– Aleś ty naiwny – roześmiał się cicho, by w momencie spoważnieć. – Nie chcemy mieć zdrajców wśród nas, a ty udowodniłeś, że dla kasy wylizałbyś dupę każdemu. Tutaj kończy się twoja robota, żegnaj.

Keigo myślał, że to będzie spokojny koniec dnia, ale niestety nie. Wszedł do mieszkania rozbierając swój kożuch i rzucając na komodę okulary. Gaszenie płomieni w domu premiera nie było łatwym zadaniem, biorąc pod uwagę, że były one wyższej temperatury niż normalny pożar. Dobrze wiedział, kto za tym stoi, a na samą myśl ogarniał go gniew. Nagle wyczuł zapach nikotyny, przez co zatrzymał się w półkroku i spojrzał na kanapę, którą ktoś okupował.

– Ptaszek w końcu wrócił do gniazda, co? – niski, cichy głos wydobył się z ust, z których chwilę późnej został wypuszczony dym. – Coś nie tak?
„Spokojnie, dobrze wiesz, że cię prowokuje. Musisz, po prostu….” próbował się uspokoić w myślach, dopóki jego czoło nie spotkała się z kiepem. „No to są jakieś jaja…”. Obdarzył Dabiego zrezygnowanym i zmęczonym wzrokiem, po czym ściągając z siebie resztę swojego stroju ruszył od razu do łazienki.

– Ła, co cię ugryzło? – Usłyszał pytanie, gdy tylko po włożeniu brudnych rzeczy do kosza na pranie. Oparł się o umywalkę i spojrzał w swoje odbicie spostrzegając bliznowatego za sobą.

– Serio? – Spytał z niedowierzaniem. – Akurat w dzień, w którym miałem najwięcej luzu postanowiłeś sobie spalić premiera?! Jebanego premiera miasta?! – Trzepnął mężczyznę skrzydłem. Odkręcił kurek i przemył swoją twarz, gdy dotarł do niego jeden fakt. Stał przed Dabim w samych bokserkach. W tym momencie poczuł, jak przez jego skórę przechodzi niespodziewany ból, a on sam podskoczył.

– Nie kuś – usłyszał przy uchu, przez co delikatnie się zarumienił. – A co do premiera… – Każde słowo wypowiadane przez czarnowłosego delikatnie drażniło jego ucho, owiewając ciepłym oddechem. Na swoich biodrach wyczuł delikatny dotyk jego dłoni. – Praca jak praca, a teraz pora coś zjeść.

Tak szybko jak bliznowaty pojawił się w pomieszczeniu, tak szybko z niego wyszedł, zostawiając Takamiego w totalnej rozsypce. Skrzydlaty próbował zrozumieć co się właśnie wydarzyło, z każdą sekundą robiąc się coraz bardziej czerwony. Wyszedł szybko z pomieszczenia, nie zważając na fakt, że dalej miał na sobie jedynie bieliznę i zaczął szukać mężczyzny. Wparował do kuchni, jednak na zastał tam ni czarnowłosego, ani jego płomieni.

– Dabi przysięgam! – powiedział szukając go w salonie. – Przerobię cię na opakowanie zapałek! Ty cholerny…. – urwał zatrzymując się w swojej sypialni i nie dowierzając własnym oczom. – Zostaw moją szafę!
– Oho, wkurzony kurczak – zaśmiał się, podchodząc do niego powoli. – Potrzebuję paru rzeczy i ubrań, wyjeżdżam…

Jego słowa wybiły mężczyznę z rytmu. Wyjeżdża… Słowo odbijało się w jego głowie niczym echo w nieskończonym tunelu. Zostawiał go i tylko o tym mógł myśleć, a cała złość uleciała z niego, jak powietrze z niezawiązanego balonu. Szczerze wolał mieć chodzącą pochodnię na miejscu, by móc go chronić, a każdy jego wyjazd wiązał się z niebezpieczeństwem. Może brzmi to komicznie, ale mimo bycia bohaterem jego serce wybrało kryminalistę. Byli już ze sobą od dłuższego czasu, ale każdego dnia zachowywali się, jakby od nowa się poznawali.

– Nie możesz… – ledwo był w stanie pozbierać myśli. – Nie możesz chociaż raz zostać na dłużej? – Podszedł do niego zabierając mu ciuchy z ręki w patrząc prosto w oczy. Jego mina była niewzruszona, ale oczy mówiły więcej, niż można było wypowiedzieć. – Touya, za każdym razem, jak wyjeżdżasz, wracasz w coraz gorszym stanie.

Położył dłoń na jego policzku delikatnie przejeżdżając kciukiem po szwach pod okiem. To prawda i Dabi zdawał sobie z tego racje. Misje, które zostały mu w ostatnim czasie przydzielone, sprawiały, że wracał z ranami gorszymi niż kiedykolwiek. Przeczuwał, że tym razem może być gorzej, ale wolał zachować to dla siebie, nie chcą martwić blondyna.

– To tylko dwa dni, wrócę najszybciej jak się da. – Powiedział łagodnie, pochylając się nad mężczyzną i łącząc ich usta w delikatnym pocałunku. – Zaufaj mi, Keigo.

Skrzydlaty nic nie odpowiedział, jedynie złączył ich wargi w namiętnym pocałunku. Delikatnie poruszył skrzydłami, a po chwili powoli przerwał pocałunek. W oczach Dabiego widać było błysk podniecenia, a jego usta ułożyły się w zachęcający uśmiech. Keigo już chciał się odsunąć od mężczyzny, gdy ten nagle objął go w tali. Blondyn poczuł się lekko zdezorientowany, ale nie stawiał oporu, a można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że popycha drugiego ku kolejnym korkom.

– Dwa dni, nie dłużej. – Powiedział cicho pozwalając się przyciągnąć bliżej czarnowłosemu. – Nie daruję ci, jeżeli się spóźnisz.

– Oczywiście.

Tyle wystarczyło, jedno słowo, nie wypowiedziana obietnica. Obietnica, że przez dwa najbliższe dni nic im się nie stanie. Oboje spojrzeli sobie w oczy, by po chwili przylgnąć do siebie, zatracając w cudownym uczuciu bliskości. Takami tak samo jak Todoroki badał ciało swojej drugiej połówki, jakby dopiero co się poznawali, bez pośpiechu sunęli dłońmi to w górę, by następnie zjechać nieco niżej. Czarnowłosy na chwilę oderwał się od cudownie miękkich ust mężczyzny i z cwanym uśmieszkiem na ustach przerzucił go sobie przez ramię. Nim bohater zdążył zaprotestować, został rzucony na łóżko.

– Co ty… – przerwał widząc, jak bliznowaty ściąga bluzkę. – Cokolwiek robisz, nie przerywaj. – Powiedział uśmiechając się uwodzicielsko.

– Czyżbym aż tak rozpalała cię moja półnaga sylwetka? – Widząc zarumienioną twarz swojego towarzysza, na jego ustach zagościł zwycięski uśmiech.

– Jedyną osobą, która może tutaj zapłonąć, jesteś ty – odparł zadziornie.

Touya rozpiął pasek podtrzymujący jego spodnie, których szybko się pozbył i powoli, nachylając się nad łóżkiem ruszył w kierunku Hawksa, natomiast blondyn nie spuszczając wzroku z drapieżnych, błękitnych oczu odsuwał się powoli do tyłu, dopóki nie napotkał swoimi skrzydłami ściany. Był w pułapce i dokładnie zdawał sobie z tego sprawę. Cały czas jego jastrzębie oczy śledziły każdy najdrobniejszy ruch ze strony mężczyzny. Umysł krzyczał, że jest w niebezpieczeństwie, lecz jego ciało nie chciało się ruszyć, czekało na to co ma się za chwilę wydarzyć, tak jak ofiara, której pozostało spotkanie z nieuniknionym. Gdy tylko twarz czarnowłosego znajdowała się zaledwie parę centymetrów od jego, oboje wiedzieli, że czeka ich długa noc. Nachylił się nad jego policzkiem i rozpoczął ścieżkę delikatnych pocałunków do płatka ucha bohatera.

– Co ty taki delikatny? – Keigo postanowił się troszkę podroczyć z Todorokim. Uwielbiał to robić, gdyż zawsze czuł się wygranym tych potyczkach, jednak tym razem tak nie było.

Dabi postanowił nie był mu dłużny, więc delikatnie przygryzł płatek jego ucha, przy okazji owiewając je ciepłym oddechem. Z ust pierzastego wydobyło się ciche westchnienie, wywołane tą na pozór subtelniej pieszczocie. Oczywiście miało to na celu uśpienie czujności blondyna, a gdy tylko wyczuł, że jego kochanek jest rozluźniony, przejechał dłońmi na jego uda i pewnym szarpnięciem sprawił, że ten leżał pod nim w całej swojej okazałości. Mina Takamiego mówiła sama za siebie, nie spodziewał się tego po bliznowatym. Tym razem wygrał, ale blondyn nie miał zamiaru tak łatwo się poddać.

– Odebrało mowę… – powiedział uwodzicielsko jedną dłoń opierając pomiędzy jego głową, a rozłożonym skrzydłem. Nie czekając na odpowiedź wpił się w jego szyję, zostawiając parę wściekle czerwonych punktów.

Skrzydlaty nie mógł dłużej wytrzymać, więc w momencie, gdy czarnowłosy zsuwał się swoimi pieszczotami coraz niżej, ten zagłębił swoją dłoń w jego miękkich włosach, natomiast drugą błądził po całym ciele pokrytym bliznami, które tak dobrze znał. Mimo zwykłych pocałunków Hawks nie mógł wręcz poskładać myśli, czuł wzrastające ciepło i pożądanie. Pragnął go jak jeszcze nigdy, ale nie tylko Keigo odczuwał to intensywniej, iż dotychczas. Dabi musiał praktycznie wkładać wysiłek fizyczny, by nie rzucić się niczym drapieżnik na mężczyznę, a co dopiero, gdy leżał tak bezbronny pod nim. Zacisnął dłoń przy jego głowie, marszcząc pościel i próbując zapanować nad sobą. Mimo, że jego twarz wyrażała jedynie cwany uśmiech, to gdy spojrzało się w błękit oczu, czuło się jakby się tonęło. Oczy wyrażającej tyle skrajnych i silnych emocji, wręcz płonące od podniecenia… Niewiele trzeba było, by to dostrzec, zwłaszcza jeżeli one cały czas bacznie obserwowały każdy, nawet najmniejszy ruch z twojej strony. Gdy tylko usta bliznowatego znalazły się na umięśnionym brzuchu Hawksa, ten wygiął plecy w delikatny łuk, na co mężczyzna wydał z siebie cichy pomruk. Jakiekolwiek działania z jego strony sprawiały, że blondyn stawał się coraz bardziej niecierpliwy, jednak dla drugiego było to ciekawą rozrywką, patrzeć, jak ten ledwo wytrzymuje. Zdecydowanie z tej dwójki, to właśnie Dabi najlepiej radził sobie z opanowaniem, choć to tak cholernie go bolało. Jeszcze chwilkę… oboje powtarzali sobie jak mantrę w głowie, czekając aż drugi pęknie. Walka była zacięta, lecz gdy tylko blond włosy mężczyzna poczuł wilgotne wargi drugiego na swoim podbrzuszu, nie wytrzymał.

– Touya… – poczuł jak jego dłoń przejeżdża wzdłuż krępującego go materiału, czym doprowadzał go do szaleństwa. – Jesteś pieprzonym potworem! – Jego słowa spotkały się z dezaprobatą, którą był cichy, lecz głęboki śmiech płomiennego.

Nic nie opowiadając, zjechał dłońmi w dół jego ciała zahaczając co chwilę, o wyczulone w tym momencie na dotyk skrzydła. Oddech Keigo nagle przyśpieszył, serce od dłuższego czasu chciało wyrwać się w z jego piersi, a czarnowłosego ten widok coraz bardziej pobudzał do działania. Powolnymi ruchami pozbył się ostatniej, okrywającej go warstwy materiału, w rezultacie mogąc w końcu ujrzeć ukochanego w całej odsłonie z bonusowym rumieńcem. Bohater wykorzystując chwilową nieuwagę złoczyńcy, zamienił ich pozycjami, lecz nim zdążył się nacieszyć byciem górą, od razu został sprowadzony do parteru.

– Aleś ty niecierpliwy – nad sobą znów mógł zobaczyć twarz swojego kochanka, choć teraz tuż nad jego szwami można było dostrzec delikatny rumieniec. – Wystarczyłoby poprosić… – Dabi uniósł prawą dłoń, w której znajdowała się jego własna bielizna. Takami był szczerze zdziwiony, tym co widział oraz zawstydzony faktem, że już praktycznie nic nie stanowi bariery oddzielające ich nagie ciała od siebie.

– Kiedy ty, zdążyłeś je zdjąć? – Spytał nie ukrywając zdziwienia.

– Każdy złoczyńca ma kilka asów w rękawie. – Wyszeptał wprost do jego ucha, odrzucając materiał gdzieś w kąt.

Teraz już żaden z nich się nie powstrzymywał przed pieszczeniem drugiego. Zwarci w brutalnie namiętnym pocałunku badali najmniejsze i najwrażliwsze punkty swoich ciał. Bohater wręcz płonął pod wpływem dotyku złoczyńcy, czując się jednocześnie tak dobrze, a pragnienie jego ciała wzrastała z każdą chwilą. W końcu, pomimo panującego napięcia życiem obojga, mogli się nacieszyć sobą nawzajem. Touya nie czekał na słowa, których Keigo nie musiał wypowiadać. Nie potrzebowali słów, by móc się zrozumieć, wystarczyły im tylko spojrzenia. Chwilę później całą sypialnie wypełniały odgłosy rozkoszy obydwojga, a ich splecione ciała w końcu się połączyły, tworząc spójną całość. Tej nocy kochali się jakby jutra miało nie być, jakby przeczuwali co ma nadejść…

Spod ciemnej pościeli, od połowy wynurzała się sylwetka obdarzona parą niezwykłych, czerwonych skrzydeł, pogrążonego w śnie blondwłosego bohatera. Jego spokojna twarz wskazywała na swobodę, którą odczuła w towarzystwie pewnego czarnowłosego, który jeszcze do niedawna sądził, że tak jak jego skóra wypaliły się w nim uczucia. Niestety pewna ptaszyna wykopała je spod popiołów jego duszy i nie pozwoliła im ponownie spłonąć. Todoroki wstał z łóżka z delikatnym uśmiechem i uprzednio przeszukując spodnie w poszukiwaniu paczki papierosów, udał się do salonu, by nie smrodzić śpiącemu w sypialni. Zaciągając się dymem stanął przy oknie, by móc przyjrzeć się spokojnej, nocnej panoramie miasta i pozwalając sobie na bycie sobą. Przy Keigo nie był już tylko Dabim lub Touyą, był nimi dwoma jednocześnie. Cały czas zastanawiał się w jaki sposób blondynowi udało się tego dokonać, bo jeszcze nie tak daleko, zaledwie rok temu, był skłonny spalić go żywcem, a jego ledwo istniejące w tamtym czasie sumienie pomogłoby mu rozrzucić jego prochy po całym kraju.

W tym czasie Takami przesuwał niespokojnie dłonią po pościeli, szukając swojej zguby, lecz nie mogąc jej odnaleźć, otworzył niepewnie i oczy, po czym przeniósł się do siadu rozglądając dookoła. Pomimo panującego w pomieszczeniu mroku mógł zobaczyć ciuchy porozrzucane praktycznie wszędzie. Przeczesał dłonią włosy i powoli wstał z łóżka dobrze wiedząc, gdzie znajduje się jego zguba. Widząc pokryte bliznami ciało, postanowił podejść do niego cicho i tulić się w jego plecy. Uwielbiał tak robić mimo że tym papierosowy drażnił go swym zapachem. Nie czekając wiele podszedł do mężczyzny i po prostu go przytulił, zaciągając się jego delikatnym zapachem. Ten bez słowa zgasił peta i odwrócił się, by objąć go ramionami i ucałować w usta. Oboje zdawali się, że za chwilę będą musieli się pożegnać. Życie w dwóch różnych ramach społeczeństwa jest męczące, zwłaszcza jeśli twój ukochany jest twoim wrogiem w oczach innych. Dwa pełne niewypowiedzianych słów i przepełnione emocjami spojrzenia wystarczyły im, by przeżyć kolejny dwa dni rozłąki.

– Kocham cię – wyszeptał Keigo, jakby bojąc się zakłócić ich wspólny spokój.

– Ja także cię kocham – odparł równie cicho łącząc ich usta w długim pocałunku. – Nic mi nie będzie, obiecuję.

Skrzydlaty przytaknął głową, po czym zaciągnął mężczyznę o błękitnych oczach z powrotem do łóżka, by jeszcze bardziej się sobą nacieszyć. W końcu mieli jeszcze czas, który postanowił być im obecnie na rękę. Składając sobie niespieszne i delikatne pocałunki, ułożyli się na łóżku. Dabi przyciągnął do siebie Hawksa, a ten wtulił się w jego tors i tak spędzili najbliższe godziny. Wsłuchując się w swoje miarowe oddechy i bicie połączonych serc. Oboje rozmyślali, co przyniesie im przyszłość, która nie zawsze toczyła się tak jakbyśmy chcieli, a oni byli tego nie tylko dowodami, ale także wiecznymi światkami…

                                                                                    ***

Takami Keigo znany jako Hawks, obecny bohater numer dwa, który bez wahania niesie pomoc innym i który pokochał złoczyńce znanego jako Dabi, w obecnej chwili smacznie sobie śpi zakopany w pościeli, byleby tylko uniknąć kontaktu ze słońcem wpadającym przez okno. Tak, ten jakże dzielny bohater ma dzień wolnego, który obecnie marnuje w łóżku, planując jak najdłużej pospać, czego na co dzień nie robi. Chcąc, nie chcąc, musiał w końcu ruszyć się z miejsca. Ziewając przeciągle, usiadł na skraju materaca, by już po chwili kierować się nieprzytomny do łazienki. Po obmyciu twarzy zimną wodą trochę się rozbudził, nieświadom tego, co go dzisiaj czeka.

Gdy tylko zjadł śniadanie i bezcelowo wpatrywał się w kubek herbaty, nagle doszło do niego jaki jest dzisiaj dzień i wręcz zaczęło go nosić. Nie mógł się doczekać, kiedy tylko ujrzy pewnego czarnowłosego mężczyznę, z typowym dla niego pocker facem. Przeciągnął się niczym kot posiadający skrzydła i podszedł do okna, by móc spoglądać na powoli budzącą się do życia panoramę miasta.

– Tak…. Oczywiście… – Skrzydlaty próbował zachować jak najbardziej spokojny ton głosu. – Już się robi. – Gdy tylko usłyszał dźwięk zerwanego połączenia, przeklął siarczyście na własną głupotę. – Naprawdę musiałem zapomnieć o tych raportach?

Keigo inaczej wyobrażał sobie spędzić ten dzień niż na wypełnianiu zaległych raportów. Teraz w duszy sam siebie karcił za swoją leniwą naturę pod względem papierologii. Z westchnieniem oraz kubkiem gorącej herbaty zasiadł przed komputerem, by zabrać się za znienawidzoną przez siebie pracę. Chciał zobaczyć jak dużo raportów ma do nadrobienia i dziękował sobie w duchu, że teraz niczego nie pił. Czekało go kilka dobrych godzin wypełniania papierów. Z grymasem niezadowolenia, jak skazaniec na ścięcie, zaczął przypominać sobie wszystkie potrzebne informacje, które mógł znać tylko on.

Zatrzepotał delikatnie skrzydłami będąc w pełni skupiony na każdym zdaniu, które musiał napisać, choć czasami wydawało mu się, że zaczyna przysypiać. Półgodziny dla blondyna wydawało się wiecznością, ale przynajmniej te naglące terminem zaległe prace mógł w końcu wysłać i choć na chwilę rozluźnić spięte mięśnie. Przekręcił głowę w prawo słysząc ciche chrupnięcie uśmiechnął się półgębkiem i już miał wracać do pracy, gdy w zaciszu jego mieszkania dało się usłyszeć dzwonek do drzwi. Z lekkim rozdrażnieniem, że ktoś przerywa mu w trakcie pracy ruszył ku drzwi, by potworzyć je z oścież, lecz nie spodziewał się zobaczyć czegoś, co przycisnęło jego serce do muru.

– Słucham? – Spytał spod przymkniętych delikatnie oczu, ale nie spostrzegł nikogo przed sobą, pomyślał, że to żart i już miał zamykać drzwi, gdy nagle rozległo się ciche syknięcie. W Hawksie odezwała się natura bohatera i postanowił wyjść by sprawdzić, co to może być, a gdy tylko spojrzał w lewo, jego serce zadrżało. – Dabi…?

– Witaj ptaszyno… – odparł słabo opierając głowę o ścianę – Trochę się narobiło wiesz?

Mężczyzna zakaszlał przy okazji wypluwając trochę krwi na dłoń, którą okrył uprzednio twarz. Drugą natomiast przyciskał nasączony krwią materiał, choć było widać, że ucisk nie jest już tak silny jak mógł być na początku. Blondyn czuł, jakby nogi miały mu się zaraz ugiąć od zżerającego go w środku strachu i niepokoju. Dosłownie ułamek sekundy potem wniósł czarnowłosego do środka. Próbując zapanować nad gonitwą myśli i emocji ułożył go ostrożnie na łóżku i wręcz pędem zaczął szukać apteczki, puszczając pod nosem kwitnącą wiązankę. Ręce trzęsły mu się jak jeszcze nigdy do tej pory, a obraz przed oczami zaczął powoli się rozmazywać.

– Jak to się stało? – spytał od razu znajdując się obok mężczyzny i ostrożnie unosząc materiał tamujący krew. – Dopowiadaj! – Drżącymi coraz bardziej rękami zaczął odkażać ranę, a gdy był już w stanie ujrzeć ja w całości, zbladł. – Trzeba z tym jechać do szpitala…

– To na nic… – Słaby głos powstrzymał go od wstania z łóżka. – Nic na to nie poradzisz…

– Nie mów tak! – Nie mógł już dłużej powstrzymać łez, które obficie spływały po jego policzkach. Rana była głęboka i potrzebowała zszycia, ale w głębi serca Hawks widział, że i tak nic by to nie dało. Mimo wszystko starał się opatrzyć ukochanego, na co ten cicho się zaśmiał. Dwie, słone krople zakończyły swoją ścieżkę na kratce piersiowej bliznowatego.

– Hej, Hawks – powiedział łagodnym, lecz przepełnionym bólem i smutkiem głosem – Wszystko będzie dobrze.

– Przestań… – przymknął na chwilę oczy. – Nic nie będzie dobrze!

– Hawks…

– Po tym wszystkim chcesz mnie zostawić samego!

– Hawks…! – Powiedział głośniej, lecz nawet to nie przykuło jego uwagi

– Przecież cię kocham!

– Keigo! – Uniósł głos i złapał za jego koszulkę, by go ku sobie przyciągnąć. – Ja też cię kocham i tak jak ty się boję, ale zaufaj mi… – Z kącika jego ust poleciała delikatna stróżka krwi mieszająca się ze łzami Touyi. – Będzie dobrze, dobrze?

– Touya…

Blondyn ostrożnie nachylił się nad błękitnookim i musnął jego usta swoimi. Po chwili poczuł jego dłoń, na swoim karku, która przyciągnęła go bliżej. Zwarci w namiętnym pocałunku, który wyrażał wszystkie ich uczucia naraz, wiedzieli o nieuniknionym rozstaniu, które zbliżało się coraz większymi krokami.

– Proszę cię…. – Nie potrafił już ukryć rozpaczy, która nim zawładnęła. – Nie opuszczaj mnie.

– Głuptaku – powiedział uśmiechając się przez łzy – Nigdy cię nie zostawię…. – Jego wargi zadrżały, jakby próbował coś powiedzieć. Takami cały czas patrzał prosto w jego piękne oczy które tak bardzo przypominały mu jego płomienie. – Keigo…. Boję się…

– Shh… – Wplótł swoje palce w miękkie włosy Dabiego. – Jestem tutaj…. – Mówił spokojnie z delikatnym uśmiechem, lecz nie było w nim nic radosnego. – I zawsze będę…. Kocham cię Touya.

– Kocham cię Keigo….

Ułożył się opok niego, by obojgu było wygodniej. Żadne z nich nie chciało się żegnać, niestety los postanowił inaczej. Złote tęczówki wpatrywały się te, które swym blaskiem potrafiły rozświetlić najgłębsze ciemności. Cisza wypełniająca pomieszczenie co jakiś czas była przerywana płytkimi oddechami obojga mężczyzn. Nic nie wskazywało na to by którykolwiek z nich cierpiał, póki nikt nie przysłuchał by się uważnie. Cichy szloch obojga, tylko on pokazywał co tak naprawdę czują, wyrażał więcej niż można by na początku przypuszczać.

– Touya…?

Odezwał się niepewnie, a nie uzyskując odpowiedzi, zakrył dłonią usta. Nie powstrzymywał się już od płaczu. Nachylił się nad nieruchomym ciałem bliznowatego i zamknął mu oczy, by potem je ucałować. Stracił kogoś, kogo kochał nad życie i kogoś, kto pokochał go…

                                                                               Obecnie….

Kawałki szkła błyszczały od bladego światła panującego w pomieszczeniu. Nie wiedział ile czasu spędził siedząc w pomieszczeniu, choć i tak nie miało to dla niego znaczenia. Dabiego już nie było, więc po co miał liczyć czas? Oczywiście był bohaterem, ale już nawet to sprawiało mu ból. Kiedyś myślał, że jest nim dla innych, ale prawda była tak, że był nim tylko i wyłącznie dla pewnego złoczyńcy. Leniwie wstał z ziemi, mówiąc sobie, że potem to wszystko posprząta. Teraz chciał jedynie móc dalej pogrążać się w żałobie…

Narzucił na siebie czarną bluzę należącą do jego ukochanego, w której już parę miesięcy temu zrobił odpowiedniej wielkości otworzy na skrzydła. Mimo, że w tamtym momencie prawie został spalony, ostatecznie cieszył się ze swojego pomysłu, teraz bezkarnie mógł się rozkoszować powoli zanikającym zapachem Touyi. Otworzył drzwi mieszkania, by jak najszybciej z niego wyjść i wzbić się w powietrze. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej odczuwał zniknięcie bruneta, który do tej pory wypełniał każdą możliwą lukę w jego harmonogramie.

Wznosił się coraz wyżej i wyże, jakby chcąc gdzieś tam w górze dostrzec te wspaniałe błękitne i niebezpieczne spojrzenie, które każdego dnia i nocy witało go z tym samym cwanym uśmieszkiem. By móc choć jeszcze raz dotknąć skóry okaleczonej bliznami i poczuć jej cudowny zapach, by po chwili usłyszeć kąśliwy komentarz w swoim kierunku. Tak bardzo chciałby mieć to wszystko w tym momencie, lecz nie mógł… Złożył swoje skrzydła sprawiając, że jego ciał zaczęło ulegać przyciąganiu ziemskiemu, a gdy tylko znalazł się gość blisko ziemi, rozłożył je ponownie pozwalając sobie na swobodne szybowanie na wietrze. Miał wszystko czego mógł kiedykolwiek zapragnąć i wystarczyło, że jakby ktoś za pomocą pstryknięcia palcami to wszystko mu odebrał. Zniknęło tak szybko, jak pasmo płonących piór….

Opublikowano
Odsłon 1587
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!