Kapłanka Pięciu Żywiołów – Rozdział 8

– Jak będziesz czegoś potrzebować, to mnie zawołaj – powiedziała Chiyemi, patrząc na [Imię] ze współczuciem.

Dziewczyna leżała na łóżku, odwrócona plecami do kuzynki. Mruknęła tylko w odpowiedzi. Chiyemi westchnęła cicho i zamknęła za sobą drzwi. [Imię] odczekała chwilę, a potem zerwała się szybko i sięgnęła po plecak. Nie było czasu do stracenia. Dziadek Ashina ją zawiódł, a na Tobiramie nie może polegać, musiałaby najpierw odkryć wszystkie karty, a tego nie chciała.

Szybko się uporała ze sobą i zaczęła ucieczkę.

Rezydencja przez ostatnie wydarzenia była strzeżona, a do tego jeszcze w środku znajdował się Tobirama. Pierwszą rzeczą, jaką ustaliła, to nie formowanie czakry. Ważne było poruszanie się po cichu. Powoli przemierzała korytarze, zmylała obrońców dywersją, kryła się po kątach.

Za łatwo, pomyślała, ale nie zastanawiała się zbytnio nad tym. Wyjście na ogród było już blisko, a stamtąd już spokojnie dałaby radę opuścić teren rezydencji.

– Przykro mi, panie Tobiramo, że zostawiam cię z tyloma znakami zapytania, ale nie mogę o tym mówić każdemu.

Przeszył ją zimny dreszcz, skoczyła do góry i chwyciła się łuków po obu stronach.

– Męczą mnie te wasze tajemnice. Z chęcią zostawiłbym to w spokoju, gdyby nie to, że [Imię] była moją uczennicą. Traktuję ją, jak członka rodziny. 

[Imię] zrobiło się trochę wstyd. Właśnie kryła się przed własnym dziadkiem i nauczycielem, a do tego była zmuszona słuchać ich prywatnej rozmowy na jej temat. Do czego to doszło?

– Życzę ci dobrej nocy, panie Ashino. Ja jeszcze chwilę poukładam myśli przed snem.

Poczuła nadzieję, za chwilę nikogo nie będzie, a ona spokojnie zwieje.

– Tak będzie chyba najlepiej, dobranoc i… przepraszam.

Tobirama zrobił parę kroków, oparł się kolumnę i popatrzył na ogród. Westchnął cicho i podrapał się po karku.

Serio? Serio, Tobiramo? Korytarz ma pięć metrów, a ty musiałeś stanąć akurat pode mną! Najlepiej byłoby to przeczekać, ale pytanie, kiedy skończy jej się cierpliwość lub on “poukłada sobie myśli”.  Teraz żałowała, że nie uciekła szybko, nawet głośno, ale byłaby już dawno poza murami, a tam zmyliłaby pościg, o ile takowy by wysłali.

W czasie, gdy on sobie tak stał, jej głowa była pełna tylu możliwych scenariuszy, nawet absurdalnych. W końcu syknęła w myślach: niech cię diabli, Tobiramo.

W pewnym momencie zmieniła lekko pozycję, ale to był błąd. Poczuła, jak jej sakwa z bronią się ociera o łuk i niebezpiecznie się przechyla, po chwili wypadł z niej kunai. Puściła jeden łuków, zahuśtała się do tyłu, złapała kunai za oczko, poprawiła sakwę i znów znalazła się na górze. Nie bała się i nie gimnastykowała, by przypadkiem nie kopnąć mężczyzny. Sufit był dość wysoko, więc w trakcie manewru się wyprostowała całkowicie.

Nagle usłyszała za sobą kolejne kroki, cała zdrętwiała. A co jeśli została zauważona?

– Panie Tobiramo?

To był Daisuke, ale biorąc pod uwagę, jak zaczął, chyba jej nie widział.

– Tak?

– Dość długo pana nie było, zaczęliśmy się z chłopakami martwić. Słyszeliśmy, co się wydarzyło w ogrodzie.

No to już jest jakiś żart, warknęła w myślach. Z jednej rozmowy na drugą, tylko pytanie, która gorsza.

Domyślała się, że gdy tylko stanie twarzą w twarz z Senju, zaraz po jej powrocie do Konohy, on będzie drążył temat jej długiej nieobecności. Jednak ta tajemnica była ciężka, nie tylko do powiedzenia, ale też do zniesienia.  Poza tym powinna najpierw porozmawiać z dziadkiem na ten temat. W końcu tyle pytań zostało bez odpowiedzi.

A teraz będzie słuchać, jaką z siebie zrobiła wariatkę.

– [Imię] dość sporo przeszła. Jest to dość ciężka dla niej sytuacja.

– Widziałem i słyszałem – odparł Yamanaka. – Tetsuya martwi się, czy w takim stanie powinna nam pomagać z gangami.

Oni zabili mojego ojca, mogą zabić więcej, porwać więcej. Może niewinnych spotkać krzywda. Nie oceniajcie mnie. Robiłam wtedy, co konieczne i teraz też to zrobię!

Tobirama pokręcił głową.

– Jeszcze nie wiem, czy ją odsunę. Zobaczymy, jaka będzie po nocy. Na razie odpoczywa.

Daisuke westchnął ciężko.

– Może ma pan rację.

Tobirama zaśmiał się i podszedł do niego.

– Zapamiętaj, młody, ja mam zawsze rację, nawet jeśli się mylę. A teraz – klepnął go przyjaźnie po plecach – chodźmy się wyspać, jutro czeka nas sporo roboty.

Odczekała chwilę, aż zniknęli za rogiem i zeszła ostrożnie na dół. Po cichu przeszła do wejścia i rozejrzała się po ogrodzie. Właśnie dochodziło do zmiany patrolu, południowa strona w ogóle nie była obserwowana. Szybko przebiegła i przeskoczyła za ogrodzenie.

W końcu!

Zaczęła się przemieszczać w stronę południowej bramy, tam, w środku lasu, była jaskinia, w której handlarze niewolników zrobili sobie ostatnio kryjówkę. Wydrążyli solidny tunel, a nich parę już jam, gdzie trzymali ludzi na sprzedaż.

Dość szybko tam się znalazła. Może była tak pochłonięta myślami, albo gnała jak wariatka, nie ważne. Była pod wejściem do jaskini, uzbrojona w kunai.

– No to w cholerę – powiedziała cicho zdanie ojca, gdy ten często szedł na tajną misję i nie wiedział, co go czeka.

W środku było ciemno, odczekała chwilę, aby oczy przyzwyczaiły się do ciemności i wolnym krokiem szła dalej, uważając, gdzie stawia stopy. Podłoże było dość nierówne, a ponadto nie wiedziała, czy nie zostało tutaj coś z dawnych pułapek przeciw intruzom. Skrzywiła się na wspomnienie podpalonych włosów po jednym z tych ustrojstw.

Poza odgłosem kroków i swojego oddechu nie słyszała nic. Nagle o coś się otarła, coś spadło, to był szkielet. Nie dała rady powstrzymać okrzyku. Schyliła się, żeby dotknąć znaleziska, ale zamiast tego spotkała jakąś wajchę. Pamiętała, że wtedy coś takiego było, ale nie pamiętała szkieletu. Bała się, że to może być podstęp, ale pociągnęła za wajchę.

Przed nią otworzyło się tajemne przejście, a za nim oświetlona komnata? Było to dość przytulne wnętrze pełne różnych mebli niepasujących do siebie kolorystycznie.

– Nie dość, że porywają ludzi, to jeszcze kradną – syknęła, przywracając w głowie wygląd pomieszczenia. Zastanawiała się, czy coś się tutaj zmieniło.

Weszła do środka. Nic ciekawego nie widziała. Jedynie kilka półek ze starymi, postrzępionymi zwojami i dużym obrazem zmarłego przywódcy handlarzy niewolników. Zabicie go było dla niej zaszczytem, bo udowodniła, że potrafi być dobrym shinobi i przywódcą, nauka Tobiramy nie poszła w las, ale również i zemstą za ojca. Ten człowiek nie tylko go zabił, ale też okrył hańbą dobre imię klanu Uzumaki.

Jej ojciec nie był wybitnie dobrym wojownikiem, ale strategiem już tak. Przez wiele lat był doradcą dla Ashiny, starał się wbić mu do łba, że nie powinien ustawiać całej rodzinie życia, a bardziej skupić się na zwiększeniu obrony, rozwoju.

[Imię] doskonale wiedziała, że mężczyźni walczyli ze sobą o jej przyszłość. Jej ojciec chciał, żeby podążała swoją drogą, ale też potrafiła walczyć, a dziadkowi zależało na tym, aby ją dobrze wyswatać. Dwie córki tak wyswatał i wnuczki też próbował, ale Mito się nie dała i sama sobie znalazła męża – jednak Hashirama tak wpadł w gust Ashiny, że nie tylko przyjął go z otwartymi ramionami do rodziny, ale też pobłogosławił ten związek. W końcu nie każda kobieta w klanie wychodzi za mąż za przywódcę innego klanu, ale też urodzonego przywódcę i Boga Shinobi, nawet wady Senju zatuszował ten obrazek.

Westchnęła, powinna się teraz skupić. Podeszła do portretu bliżej, coś jej nie pasowało w nim, za bardzo odstawał i… Aha! Za nim była wykopana dziura. Wskoczyła do niej, spadła trochę niżej i stanęła twarzą w twarz z pięcioma przeciwnikami.

– Co do…

Kopnęła jednego, drugi został ciachnięty kunaiem, przed trzecim zrobiła unik, czwartego przerzuciła na towarzysza, upadając, uderzyli o ścianę za nimi. Szykowała się do kolejnej serii ataków.

– Dość, [Imię]!

Odwróciła się.

– Junko? Miwa? – Była w szoku. Dziewczyny podbiegły do niej, całe i zdrowe. – Nic wam nie jest.

Hyūga uścisnęła ją serdecznie i pokręciła głową.

– Nie, tamten atak, to była dywersja.

– Co takiego?

– Zmyłka.

Spojrzała na jednego z niedoszłych przeciwników. Mężczyzna ściągnął maskę i ukazał swoje nieziemsko świecące, zielone oczy.

– Kapłan ze świątyni? Jest was tu więcej?

– Tak, właściwie gang niewolników to my.

Przechyliła lekko głowę i schowała broń do sakwy.

– Dwa tygodnie temu uprowadzono kapłankę Mikoto. A ze względu na złe relacje między panem Ashiną a najwyższą kapłanką Wakaną, mamy zakaz kontaktów z klanem Uzumaki. Więc… działamy na własną rękę.

Po zachowaniu było widać, że nie potrafił ukryć skrępowania i zakłopotania całą sytuacją. [Imię] skinęła tylko głową.

– Kapłan Isao dowodzi tutaj, wszystko ci wytłumaczy.

~*~

[Imię] siedziała z lekko wyzywającą miną. Wiedziała, że nie powinna zachowywać się, jak gówniara. Tak daleko nie zajdzie, ale nie mogła schować swojego oburzenia zaistniałą sytuacją.

Siedzący naprzeciw niej kapłan Isao, był mężczyzną w średnim wieku, dość postawny, ale raczej spokojny. Tak jak u większości kapłanów, u niego również oczy mieniły się na żółto.

– Cóż, panienko [Imię], powtórzę ci to samo, co powiedzieliśmy twoim koleżankom.

Wskazał na Junko i Miwę, które usiadły obok niej.

– Wiem już o porwaniu kapłanki Mikoto i o tym, że podejrzewacie klan Uzumaki.

– Nie podejrzewamy, ale czcigodna Wakana podejrzewa.

[Imię] pochyliła się niebezpiecznie do przodu.

– Wakana go wykorzystała i zataiła wiele faktów, gniew mojego dziadka jest usprawiedliwiony. Nie zmienia to faktu, że na podstawie osobistych problemów, przepraszam, bo jej problemy, to też wasze problemy, obarcza go teraz winą.

– Nie bądź bezczelna – zaśmiała się Miwa.

– Shimura…

– Cisza! Jeśli chcecie przeszkadzać w rozmowie, to wyjdźcie.

[Imię] spojrzała groźnie na dziewczyny i wróciła do Isao.

– Poza tym klan Uzumaki również ma problem. Skradziono nam zwoje z zakazanymi technikami, połączone dadzą możliwość przywołania demonów.

Miwa zastygła w bezruchu, Junko przełknęła ślinę, a Isao, jakby nigdy nic, wyciągnął fajkę. Przeklęty spokój kapłanów…

– To zmienia postać rzeczy. Jak wiesz bycie kapłanem świątyni, to znaczy umieć władać żywiołem bez pieczęci i czakry, ale też umieć fūinjutsu na bardzo wysokim poziomie. – Skinęła głową. – Pani Mikoto jest właśnie taką osobą, z jej umiejętnościami to przywołanie może się udać.

– Ale chyba ta kapłanka tego nie zrobi? – zapytała Hyūga.

– Nie bądź naiwna, mogą ją torturować lub kontrolować – odparła Shimura z lekką drwiną. – Nie wiemy, kto jest naszym wrogiem.

[Imię] westchnęła i potarła wewnętrzne kąciki oczu.

– Niestety tak wiele pytań i tak mało odpowiedzi. Dobrze, że chociaż coś już wiemy, chociaż… Poza Junko i Miwą uprowadziliście też kobietę z dzieckiem.

– Owszem, nawet wszystkich uprowadzonych mieszkańców, Próbujemy w ten sposób ewakuować wioskę. Oczywiście wyjaśniamy im sytuację. – Jego oczy rozszerzyły się lekko. – I kłamiemy, że współpracujemy z wami.

– Teraz już tak. Jakoś będziemy musieli przeżyć nasze towarzystwo. Tylko dlaczego porwaliście dziewczyny?

– Chodziło o to, żeby ta organizacja nie wiedziała o moim istnieniu – powiedziała Junko – moim Byakuganem jestem w stanie sprawdzić, co się dzieje za ścianami.

– Więc twoja obecność może spowodować szybkie ulotnienie się lub szybszy punkt kulminacyjny – zwróciła się następnie do Isao – Czy to wszystko, co powinnam wiedzieć?

Skinął głową, a [Imię] zamyśliła się na moment. 

– Wrócimy z dziewczynami do Uzushiogakure i przekażemy wszystko, co się dowiedzieliśmy. Wyślemy kogoś do kontaktu. Ta dziura jest idealna na kryjówkę, nie podejrzewałam, że zostanie wykorzystana w ten sposób.

Gdy wtedy ludzie faktycznie byli porywani, zabierano ich na okręty.

– Wydrążyliśmy parę dodatkowych tuneli dla zmyłki, to co jest za obrazem przywódcy, należy do nas.

– Dowodziłam wtedy i pamiętam, że była wajcha do komnaty, ale ten szkielet to przegięcie! Ale to nie jest istotne… Zaproponuję dziadkowi, aby dalej bawić się w porywanie ludzi, żeby stworzyć dalszą dywersję i jednocześnie ewakuację ludzi na wypadek ataku. W tym czasie Junko wykorzysta swojego Byakugana i namierzy naszych przeciwników, żebyśmy mogli wspólnie zaatakować. Pasuje ci taki układ, panie Isao? – odpowiedziało jej skinięcie. – Świetnie.

Autor Aven
Opublikowano
Kategorie Naruto
Odsłon 142
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!