Psychoza // Dark Creepypasta Story – Rozdział 2

Niewielki pokój cały obklejony był kartkami pomazanymi czarnym długopisem. Z plątaniny ostrych linii wyłaniały się kreatury o ostrych zębach i szponach. Inne tworzyły las na lub dziwne symbole. Jednak najczęściej łączyły się w obraz wysokiej humanoidalnej postaci bez twarzy. Jak na rysunki dziesięciolatki – i użyte medium – wykreślone kreatury były aż nazbyt realistyczne. Dawało to przedziwny kontrast z przytłaczającym różem, pokrywający niemal każdy skrawek pokoju. Różne jego odcienie dało się dostrzec na dywanie, łóżku czy poplamionej rdzawą cieczą i poznaczonej długimi rysami ścianie.

Nie pasująca do tej scenerii była też, siedząca po turecku na środku pokoju, dziewczynka. Z uroczej buźki beznamiętnym wzrokiem wpatrywała się w pluszaka leżącego przed nią, a raczej w to co z niego zostało. Kawałki waty porozrzucane były wszędzie dookoła, gdzieniegdzie znajdowały się porozrywane kończyny, a przed nią samą leżała głowa w wbitymi w nią głęboko nożyczkami. Wpatrywała się w swoje dzieło cały czas zastanawiając się czemu to zrobiła. Lubiła tego misia. Nie miała za dużo pluszaków, nie licząc tego, który zakończył żywot na puchatym dywanie został jej już tylko jeden. Coś po prostu kazało jej to zrobić, a ona to zrobiła. Nie zastanawiając się nad sensem tego “polecenia”. Mama zawsze powtarzała jej aby słuchała się głosu, który miała w głowie.

— Vesanus! — głos jej rodzicielki rozległ się za drzwi.

Dziewczynka momentalnie skupiła na nich wzrok sprawiając że dwa kucyki, zaczesane z boku jej głowy, wesoło podskoczyły. Już po chwili do środka weszła kobieta o krótko ściętych włosach, równie ciemnych co jej własne i bystrym spojrzeniu szarych oczy. Nie zaprzątając sobie głowy bałaganem jaki zrobiła jej córka, od razu do niej podeszła wyciągając rękę w jej stronę.

— Choć słońce, musimy coś zrobić — oznajmiła beznamiętnym lodowatym głosem. Zawsze tak się do niej zwracała. Wszystkie słowa były wyprute z emocji, a ruchy wykonane w jej kierunku zawsze wyglądały na wymuszone, jakby nie chciała mieć w ogóle do czynienia z własną córką.

Dziewczynka posłusznie wstała i chwyciła kobietę za rękę dając się wyprowadzić z pokoju, a następnie z piwnicy. Była bardzo podekscytowana chociaż nie dała tego po sobie poznać, zawsze starała się dorównać swojej matce i zachowywać ten sam beznamiętny wyraz twarzy. Rzadko kiedy wychodziła z piwnicy, więc każda wycieczka za jej drzwi była dla niej niemal jak przygoda.

Kobieta zaprowadziła ją przed rozpalony kominek przy którym kucał jej tata. Kiedy tylko podeszła spojrzał na nią z ukosa i wyciągnął metalowy pręt z ognia. Nim przyłożył go do jej skóry zarejestrowała tylko jak matka mocno chwyta ją i szepcze do ucha aby się nie ruszała.

***

Vesanus obudziła się gwałtownie łapiąc powietrze. Odruchowo sięgnęła do ramienia prawej ręki i znaku wypalonego na jej skórze. Widmo bólu ze snu dopiero powoli opuszczało jej umysł. Nie miał pojęcia jakim cudem jej rodzicom udało się zrobić tą bliznę. Normalnie wszystkie rany czy oparzenia goiły się na niej bez śladu. 

Podniosła się do siadu przeczesując krótkie włosy. Bardzo nie lubiła tego snu i na jej nieszczęście nawiedzał ją dość często, przypominając o tym kim jest. Z westchnieniem wstała kierując się do łazienki. Kilka łyków wody powinno dobrze jej zrobić. Odkręciła kurek i już miała napić się wody, gdy spostrzegła że ta ma rdzawo czerwoną barwę. Odsunęła głowę i przymykając oczy oparła się o krawędź zlewu. Gdy znów je otworzyła woda miała już normalny kolor. Pokręcił głową, karcąc siebie sama w myślach. Nie wzięła leków, nie powinna tego robić. A już na pewno nie tutaj. Szybko napiła się i wróciła do pokoju aby móc znaleźć pojemnik z tabletkami. Przeszukując torbę zza drzwi dobiegł do niej mrożący krew w żyłach krzyk. Jakby obrywano kogoś ze skóry. Nie zważając na to szybko chwyciła opakowanie i połknęła tabletkę.

Usiadła obok torby opierając się plecami o ścianę i przymykając powieki. W domu było tak cicho, zbyt cicho. Zrezygnowana spojrzała przez okno i zamarła. Na drzewach siedziało kilkanaście kreatur. Ostre pazury wbiły głęboko w widmowe i falujące za oknem drzewa. Podczas gdy ich puste oczodoły i szczęki usiane rzędami ostrych zębów skierowane były w jej stronę. Z każdą sekundą miała wrażenie, że są coraz bliżej niej, pomimo pozostawania w przerażającym bezruchu. Zerwała się na równe nogi i momentalnie dobiegła do okna zakrywając je zasłonami. Odwróciła się od niego przecierając oczy. Czuła jak jej serce zaczyna coraz szybciej bić. Nie mogła już dłużej tego powstrzymać. Oddech stawał się coraz szybszy i płytszy. Usiadła skulona pod ścianą zagryzając zęby na ręce aby powstrzymać krzyk. Nie powinna zapominać o tabletkach.

***

Rano obudziło ją pukanie do drzwi. Jak najszybciej podniosła się z podłogi, klnąc pod nosem. Znów dała się pokonać zwykłemu atakowi paniki. Dodatkowo zostawiła piękną plamę z krwi na podłodze. Dobrze, że przynajmniej rana na ręku zdążyła się zagoić. Dopadła do drzwi w tym samy momencie, w którym rozległą się druga seria puknięć.

— Tak? — spytała uchylając drzwi i spoglądając na osobę stojącą po drugiej stronie. Masky. Schowała prawą rękę bardziej za sobą aby nie mógł zobaczyć śladów krwi znajdujących się na niej i sztyletu trzymanego przez nią w dłoni. Przezorny zawsze ubezpieczony.

— Operator ma dla ciebie zadanie — oznajmił tym samym monotonnym i robotycznym głosem — Spodobała mu się twoja moc i uznał, że ominie cię okres “próbny”. Co nie oznacza, że nie masz uważać — sprostował — Jeśli chodzi o zadanie. Sprawa jest prosta masz pójść do miasta i zabić dane cele. Towarzyszyć ma ci Jeff. Oceni twoje umiejętności.

Przez chwilę myślała, że się przesłyszała. Jeff? Jeszcze wczoraj chciał ją zabić i dzisiaj zdania raczej nie zmienił. Była wręcz tego pewna. Już otwierała buzię aby zaprotestować ale mężczyzna ją ubiegł.

— Nie podlega to negocjacji — uciął ostro. Nie spodziewała się nawet, że jest zdolny do jakiejkolwiek modulacji głosem. — Pozbądź się tej krwi i zejdź na dół jak będziesz gotowa — oznajmił i odwrócił się od drzwi — A… i to dobry zwyczaj, że otwierasz drzwi z bronią w ręku — dodał na odchodnym, tuż przed tym jak zamknęła drzwi.

Przekręciła zamek i oparła się o ścianę. Po wczorajszej nocy miała straszny mętlik w głowie, a rozmowa z Maskym wcale jej nie pomogła w uporządkowaniu go. A na pewno przyniosła wiele pytań na temat tego kim tak naprawdę są proxy i ile wiedzą lub co potrafią. Nie było szans, żeby zobaczył krew czy sztylet. Jak jeszcze ten sztylet rozumiała, miała w końcu schowaną rękę za plecami, dało się to łatwo odgadnąć. Ale krew? Było jej mało, a w dodatku dawno temu już zaschła, nawet ona ledwo czuła jej zapach, więc skąd wiedział? Pokręciła głową i ruszyła w stronę łazienki tak czy siak musiała się jej pozbyć i przygotować do misji. Niby samobójcza ale misja to misja. Miła nadzieję, że jednak Jeff liczy się z rozkazami Operatora i nie poderżnie jej gardła jak tylko opuszczą dom.  

Piętnaście minut później po krwi nie było już śladu, a ona ubrana i z odpowiednio zaopatrzonym plecakiem schodziła po schodach. W salonie już czekał na nią Masky i Jeff, który przywitał ją jak zawsze paskudnym uśmiechem.

— Dobrze, więc Jeff zna wszystkie szczegóły. Ty ich nie potrzebujesz. Chcemy sprawdzić jak działa twój instynkt, umiejętność pracy w trudnych warunkach i zbierania informacji na własną rękę — wyjaśnił jej wyliczając kolejne podpunkty na palcach, a następnie skierował się w stronę chłopaka — A co do ciebie, ma wrócić żywa. Po tym zadaniu zdecydujemy co z nią dalej zrobimy.

— Żywa czy w całości? — dopytał morderca kpiącym głosem.

— Żywa Jeff, dokładny stan nas nie interesuje — oznajmił na co uśmiech brunet pogłębił się — Ale ma wrócić o własnych siłach. Rozumiesz?

— Oczywiście — potwierdził i zadowolony ruszył w stronę drzwi.

Widząc, że rozmowa jest raczej skończona, ruszyła po prostu za nim. Na jej nieszczęście “Żywa” i “Wrócić o własnych siłach” pozostawiało zbyt dużo pola do popisu mordercy, zwłaszcza przy jej możliwościach regeneracji.

Opublikowano
Odsłon 427
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!