Wygnana-Rozdział 2

Elf bez cienia strachu patrzył na całe otoczenie, chłodno kalkulował to wszystko. Dużym atutem dla niego była pewność siebie stworzeń, które były pewne swego zwycięstwa, gdy on myślała, wargi zaczęły się do niego zbliżać i warczeć. Bestie wiedziały, że dziewczyna nie stanowi zagrożenia więc skupiły się na bardziej niebezpiecznym przeciwniku. Elf rzekł po chwili beznamiętnie:

-Pięć bestii, jedno dziewczę w opałach i jedna osoba, która może jej pomóc. Czy mi wydaje, czy to trochę mocno naciągane? Myślałem, że bajarze sami wymyślają te historie, a tu proszę…

 Ao przerażona nie rozumiała co mówił, jedynie patrzyła na swego wybawiciela. Elf trzymał w ręku łuk ze strzałą, był czujny, czekał na atak, jeden warg szedł od przodu, dwa zachodziły go od boków, a reszta chciała zejść go od tyłu. Wojownik powoli się cofał, gdy drapieżniki zachodziły go, dopóki jego plecy nie zetknęły się z drzewem, a płaszcz nie szurnął o korę czarnego dębu. Warg od jego prawej skoczył na niego, ale on był szybszy, podniósł niebotycznie szybko łuk i wystrzelił. Strzała trafiła między oczy warga, wchodząc aż po lotki, które w makabryczny sposób wystawały, sama bestia legła tuż obok. Warg od przodu nie próżnował, nim elf założył druga strzałę, zwierzę rzuciło się na niego, elf zaczął się obracać w jego stronę, jednakże nie było możliwości by zdążył przed wargiem, którego zamiarem było obalenie przeciwnika i wgryzienie się w szyję zabijając go na miejscu. Ao odwróciła wzrok nie chcąc na to patrzeć, pierwszy szok schodził z niej. Nim jednak to się stało, warg nie wylądował na elfie, ponieważ został poderwany do góry. Spowodowane to zostało przez wielkiego jastrzębia, który chwycił pazurami bestie i zabrał go. Trzeci warg też zaatakował elfa, nim jego towarzysz został zabrany. Jednak to już było kropką na końcu zdania, wojownik, szybko wyrzucił łuk i wyjął miecz z pochwy przymocowanej do pasa, ciął trzeciego po szyi i zabrudził swój żółto-brązowy płaszcz ciemną krwią o odcieniu gęstego szkarłatu bestii. Truchło uderzyło łbem o dąb, a reszta w tors mężczyzny, pancerz ochronił go jednak od siły uderzenia. Dziewczyna właśnie wróciła do oglądania tejże walki pomiędzy myśliwym a zwierzyną, której rolę się odwróciły wargi chcące dopaść ją, teraz same są zabije co za zrządzenie losu. Nie czekając na nic wyjął drugi zakrzywiony delikatnie miecz, zrobił krok uginając w części kolano, a druga nogę wyprostował, ręce też lekko ugiął krzyżując ostrza. Dwa wargi widząc jak ich towarzysze w mniej niż w pięć minut zostali zabici zaczęli się cofać, jednocześnie przestawiając warczeć. Gdy odeszły na dwadzieścia metrów zaczęły biec w ucieczce, znikając w leśnych odmętach. Gdy już znikły z pola widzenia łowca zaczął podchodzić do Ao, która zaczęła powoli wstawać, elf chciał już podać zakrwawioną dłoń, jednakże dziewczyna już stała, opierając się o drzewo:

-D-dziękuję… Bardzo dziękuję. – Rzekła Ao do swego wybawiciela. 

-Nie dziękuj. Od razu mówię, nie jestem rycerzem na białym koniu, a w nagrodę jedynie chce tego, żebyś ty nie była księżniczką. Nie chcę żadnej połowy królestwa!

Elf oczywiście żartował sobie do Ao która jeszcze nie załapała, o co tu chodzi:

-Ale, że co? Nie… Ja akurat jestem córką kowala. 

Elf tylko delikatnie z rozbawienia pokręcił głową i machnął ręką:

-Nie ważne. Powiedz mi lepiej czemu tak młoda panienka jak ty chodzi po lasach i to dość daleko od osady? Tym bardziej tak słabo uzbrojonej. 

Ao zrobiło się głupio. Tyle razy powtarzano jej, żeby nie chodziła po tej części lasu, że tu wargi grasują, gryfy latają, a może nawet i chimera by się znalazła albo jakiś inny stwór, a ona nie swoje musi zrobić. 

-Lubię tutaj przyjść, pomyśleć… Jest tutaj spokojnie i cicho… 

Elf westchnął widać było, że już spoważniał, kąciki ust poszły bardziej do dołu, a rozbawienie w oczach zmieniło się w zmartwienie:

-Rozumiem, ale naprawdę odradzam łażenie tutaj. Nawet dla Dzieci ładu łażenie tak samopas nie jest bezpieczne, a co dopiero dla was. 

Ao ze spuszczoną głową odpowiedziała:

-Dobrze… 

Elf miał jeszcze powiedzieć kilka słów, ale na ziemi wylądował jego zwierzęcy przyjaciel. Elficki bojowy Jastrząb dosyć spory, na tyle by mógł na nim spokojnie siedzieć jeden jeździec, ptak trzymał w szponach truchło jednego z wargów i zaskrzeczał zadowolony swoją zdobyczą chcąc się pochwalić nią przed elfem. Jeździec spojrzał w kierunku jastrzębia podszedł i chciał wziąć od niego zwierzę, ale ten nie chciał mu jej oddać:

-Puszczaj.-Mimo komendy Jastrząb nie chciał puścić zdobyczy.

-Puszczaj ja ci to mówię. – Jastrząb zaskrzeczał na niego trochę rozgniewany.

– Proszę cię puść go, ty nawet wilczyzny nie jadasz. – Jastrząb i tak dalej nie był przekonany. Przecież to była jego ZDOBYCZ!!! Nie mógł jej o tak oddać, sam ją upolował. Nieważne tutaj było to, iż nie ma co zrobić z truchłem warga, choć tym się nie przejmował. Elf wiedząc, jakie to uparte stworzenie rozumiał, że musi dać coś w zamian i wiedział nawet co, wyjął z torby kawałek, około 6/8 kg, uwędzonego na zimno mięsa, machnął nim przed oczy jastrzębia pytając:

-Chcesz? – Jastrząb chętnie skonsumowałby to mięso i kiwnął głową na tak, drapiąc pazurem w ziemi.

-To co wymiana? Ty mi dajesz niepotrzebne ci truchło warga, a ja zamian dam ci to pyszniutkie i smaczne mięso.- Ptak puścił zdobycz, choć niechętnie i w tym samym czasie dostał jedzenie, które zaczął chętnie pałaszować. Ao obserwowała to zdziwiona, już samo pojawienie się ptaka ją przestraszyło, ponieważ myślała, że to następny stwór co chciałby ich zjeść. Widząc jak się dogadują też wprawiło ją to w niemały podziw, wiedziała, że taka “rozmowa” to przejaw naprawdę sporej inteligencji ptaka. Skąd to wiedziała? Jej wujek ma podobne kontakty ze swoim pół gryfem. Obserwowała ciekawsko, potężnego ptaka o grafitowych piórach z małymi wyjątkami w postaci brązowych. Lubiła historie o różnych bestiach i stworach, ale nie miała okazji zobaczyć wielu takich na oczy, więc starała się wykorzystać tę przyjemność. Jeździec zauważył to kątem oka i uśmiechnął się, wyjął myśliwski nóż, cały ozdobiony przez elfie ręce, zdobienia przedstawiały lot nad lasem z góry ptaka szczegóły, jakie w nim było widać wręcz zachwycały, każde drzewo dało się dostrzec, a nawet zwierzęta i nie tylko tak duże jak niedźwiedzi, ale i te małe jak lis, wiewiórka czy jeż, ten kto wykonał zdobienia zasługuje na podziw. Po wyjęciu go zaczął ciąć skórę warga od karku, przez podbrzusze po aż sam tył:

-Piękny prawda?- Ao była zapatrzona na jastrzębia, który raczył się posiłkiem trzymając go szponami, a dziobem odrywając sobie kawałki mięsa. Przez to zareagowała z opóźnieniem:

-C-co?… A tak, wspaniała istota. A co to za stwór? Nigdy takiego nie widziałam. 

Wielki łowca kontynuował skórowanie zwierzyny:

-To jest gatunek Wielkiego Jastrzębia. My łowcy wykorzystujemy je jako swoje wierzchowce, dzięki nim bardzo łatwo można patrolować olbrzymie puszcze naszych lasów.

 W tej chwili elf nawet nie patrzył na Ao jak wymaga tego kultura, tylko starał się jak najlepiej zdjąć skóry. Ao rozmyślała na temat lotu na takim stworzeniu. Musiało być to wspaniałe uczucie latać tak na niebie i czuć wiatr we włosach, zaś drugiej strony też musi być trochę to przerażające przez wysokości, jaka jest utrzymywana podczas lotu. 

-Rozumiem. A w ogóle kim są łowcy?

-Łowcy to strażnicy lasu, jego słudzy, bracia i siostry zjednoczeni w dziele obrony lasów, borów jak i swego ludu przeciwko niebezpieczeństwom. Jesteśmy częścią armii wojska leśnych elfów. 

-Od kiedy to leśne elfy posiadają armię? Wasze osady przecież są luźno rozsiane, a władza ma raczej ceremonialny kształt, niż oficjalny.- Zdziwił się elf, słysząc te słowa, ich ród rzadko kiedy dzielił się z innymi państwami informacjami, a tu prosta dziewczyna by się zdawało miała dużą wiedzę. 

-Akurat władza ma jednak wpływ. Jednakże my łowcy jesteśmy bractwem strzelców, którzy znają lasy jak mało kto. Najbliższym odpowiednikiem byłyby wasze zakony. 

Ten osobnik powiedział o tym dlatego, że informacja o łowcach jak i innych bractwach były znane już od dawna ludzkim królom jak i poddanych. Nie uważał więc, że powinien tą akurat wiedzę chować przed człowiekiem. 

-Rozumiem, a więc czego pan szuka w tych stronach? 

-Poszukuje pewnej osoby, wątpię byś go znała. 

-Zawsze możesz zapytać. Nigdy nie zaszkodzi. 

-Nazywa się Jerion.- Wyglądało na to, że elf wątpi by ta choćby słyszała o nim, nie mówiąc by wiedziała gdzie on jest. 

-Jerion? Mieszka w osadzie u nas. Prowadzi szkołę i szpital. Zajmuje się też potężnym drzewem w osadzie. 

Elf zaniemówił. Spojrzał na nią zszokowany i oderwał się od zdejmowania skóry. Nie dowierzał, skąd niby on tam! I jeszcze szkołę! Chociaż chwila pewnie go dziewczyna wkręca, ale po co? Musi to sprawdzić, to pewne:

-Rozumiem, a więc za chwile polecimy do twojej osady. 

-Jak to polecimy?- Powiedziała Ao, po czym w myślach dodała- On chyba nie chce powiedzieć, że polecimy na tym ptaku i nad lasem przecież to wysoko! Zbyt wysoko. 

-Normalnie, na nim.- Wskazał na jastrzębia.- Spokojnie nie spadniesz, a na pewno przeżyjesz. Jest na nim sporo miejsca, choć nie wygląda na to. 

-Ale ja nigdy nie latałam.- Starała się jakoś uratować z tej sytuacji, by nie lecieć. 

-To polecisz. Uwierz mi na słowo lot jest cudny. Wspaniałe doświadczenie. Poza tym jak głosi wasze przysłowie “Raz się żyje”. 

-Ja jednak wolałabym by było to jak najdłuższe życie.- Burknęła. 

-Nie przejmuj się przeżyjesz, ja żyję, choć latam na nim. 

Ao nie była do końca przekonana tym, ale była urodzoną optymistką poza tym ten elf ją uratował więc raczej nie chce jej śmierci. Rozmyślała nad tym i spoglądała na tę dwójkę, aż do czasu gdy tamten zdjął wszystkie skóry z wargów. Po tym zwinął je w ruloniki i związał sznurem, dał je do juków na Jastrzębiu i z pełną gracją wsiadł na jastrzębia głową pokazał, żeby dziewczyna wsiadła. Ao powoli podeszła do istoty i zaczęła powoli dotykać piór, ten za to zakwilił, na co ta odskoczyła. Elf się zaśmiał:

-Spokojnie, nie ugryzie. 

-A czemu więc się odezwał?! 

-Mówi byś się pospieszyła. 

-Rozumiesz go?! 

Przewrócił oczami na to:

-Jestem w stanie go zrozumieć, więc nie bój żaby. 

Ao znów podeszła, przełknęła ślinę i starała się wskoczyć na grzbiet, gdy tylko się oparła nogą o strzemiono i podskoczyła to po chwili zaczęła spadać w nieoczekiwaną stronę, czyli do tyłu. Została jednak złapana i elf pociągną ją do siebie. Dzięki temu usadowiła się na grzebie jastrzębia:

-A teraz mocno się złap, będzie trzęsło.- Jak powiedział tak zrobiła, złapała się mocno za jego barki i nie wyglądało, by chciała puścić. Łowca się wrednie uśmiechnął, bawiła go niepewność dziewczyny jak i strach, elfy leśne były znane z dowcipów i sprytu, a ciężko przezwyciężyć swoje skłonności. Jastrząb powoli rozprostował skrzydła i mocno trzepnął nimi wbijając się w lot, wystartowali, zaczęli gnać ku górze z dużą prędkością. Ao mocno się przestraszyła nagłej zmiany i szybkości wtuliła się w plecy jeźdźca i zamknęła oczy czekając, aż ten koszmar się skończy, serce biło jej strasznie szybko niczym u kolibra. Łowca się nie przestraszył, często tak latał, choć zaczął współczuć dziewczynie wiedział, że muszą jak najszybciej udać się na wysokość, gdzie będzie silny wiatr, by pomóc swemu ptasiemu towarzyszowi. To zajęło chwilę nim tam dotarli, ale gdy tylko tam się znaleźli: 

-Możesz już otworzyć oczy, nie lecimy już tak szybko. 

Dziewczyna zaczęła powoli otwierać oczy i luzować uścisk, ale gdy tylko spojrzała na wysokość znów się wtuliła, a nogami bardziej ścisnęła ciało jastrzębia, choć już nie zamknęła oczy. Elf czekał, wiedział, że musi się przyzwyczaić do tej wysokości. Ao oswajała się z faktem, że jest nad czubkami drzew i tym, iż spadek z tej wysokości to pewna śmierć. Po chwili strach zaczął mijać, a za to pojawiała się ciekawość i zachwyt. Widziała wszystko z lotu ptaka, drzewa, które z tej wysokości przypominały krzewy jak i olbrzymią odległości, której ludzkie oko w linii prostej by nie ujęło. Jeździec wskazał jej ręką pewien punkt, który wyglądał na budynki: 

-Tam jest twoja wioska?- Ao wytężyła wzrok w końcu nie miała tak świetnego wzroku jak elf, więc musiała bardziej się wytężyć, jednakże tamten miał rację:

-Tak to jest ta OSADA! 

Swego towarzysza skierował w tamten punkt. 

-Tak osada.- Dziewczyna podziwiała, z jaką prędkością pokonali tę odległość, nie minęło więcej niż dziesięć minut, a już znajdowali się przy polach. Lot był wspaniały, włosy Ao zostały rozwiane przez wiatr, a widoki zapierały dech w piersiach. W osadzie tam, gdzie był targ zaczęli powoli schodzić w dół i tracić prędkość. Opadli powoli na sam środek, Ao z uśmiechem zeszła z jastrzębia głaszcząc go, ale wpierw poprawiła włosy, które były w wielkim nieładzie. Oczywiście ptak i jego jeźdźca przykuli uwagę ludzi. Elf zszedł i poklepał wierzchowca, zauważył z odległości dom w elficki stylu jak i olbrzymie drzewo. Stwierdził, że dziewczyna może ma rację i naprawdę tutaj mieszka Jerion. Zaczął się rozglądać:

-I jak ci się podobał lot? 

-Był świetny, naprawdę wspaniały! 

Ludzie patrzyli dalej, jedna z młodych dziewczyn powiedzała:

-Jeśli to twój narzeczony to szczerze zazdroszczę.- Kilka dziewczyn kiwnęło głowami szczerze zazdroszcząc. Ao się zaczerwieniła, ale nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ elf był szybszy:

-Nie jesteśmy narzeczeństwem, pomogłem jej i tyle.- Wzruszył ramionami jego głos był obojętny i bez uczuciowy, dodatkowo nie patrzył rozmówcom w oczy tylko poszukiwał kogoś. Do nich podbiegł pewien mężczyzna i przytulił Ao. Był postawny wysoki i barczysty z ciemnymi brązowymi włosami i zielonymi oczami:

-Gdzieś ty łaziła?! Tyle się o ciebie martwiłem! Przyznaj się, łaziłaś po głębokim lesie!

Po Ao przeszły dreszcze, jej ojciec miał rację. Tyle razy mówili jej by tam się nie zapuszczała, bo jest niebezpiecznie, że grasują tam niebezpieczne istoty, a ona swoje. Powiedziała ze szczerą skruchą w głosie. W tym miejscu ojciec ją puścił:

-Przepraszam… 

-Nigdy więcej tam mię nie łaź. Zrozumiano?! 

-Przecież jako poszukiwaczka przygód, będę musiała po takich miejscach chodzić.- Ojciec Ao zapomniał, o jednej, ale to bardzo ważniej rzeczy. Jaką były marzenia córki co do jej przyszłego zawodu. Ojciec jak i reszta starała się jej wyperswadować, że jest to bardzo niebezpieczny zawód i by z niego zrezygnowała. Tym bardziej że nauka kucia broni jak i innego sprzętu szły jej dobrze i w przyszłość mogłaby po ojcu przejąć kuźnię. 

-A nie wolisz tutaj zostać? A w ogóle kim on jest i co to było? – Wskazał na elfa. 

-Ja? Nazywam się Tferiun, jestem wielkim łowcą, a to był lot po tym jak uratowałem pańską córkę od śmierci z rąk wargów. 

-Chwila od wargów!? 

-Tak, od wargów. Przerośniętych wilków wielkości kilkukrotnie większej niż zwykły osobników tamtej rasy.- Łowca miał niezwykle spokojny ton głosu jak na to co się mogło stać. 

-I widzisz co byś narobiła!? 

-T-tato…- Chcę się tłumaczyć już zdenerwowanemu ojcu, ale zanim to się stało przemówił jeździec jastrzębia 

-Ma Pan dzielną córkę. Mało kto starałby się walczyć z tymi bestiami tym bardziej taką słabą bronią.- Wyjmuje z juków miecz, którym to posługiwała się dziewczyna, podniósł go i schował razem ze skórami wargów. Podał je zdziwionemu ojcu. 

-Słabe ostrze? 

-Tak, wykonanie jest dobre, jednakże materiał, z którego zostało wykonane był zbyt słaby by mogły przeciąć futro warga.

 Kowal poczuł się urażony tym, ale widząc po minie córki widział, że elf nie kłamał. Wypuścił:

-Dziękuję. Dziękuję za uratowanie mojej córki. 

-Nie musisz mi dziękować to mój obowiązek. Choć proszę uważać na nią. Daleko stąd do elfickich osad, a więc ani bractwo ostrzy, ani łowcy tutaj nie ma wpływów na tyle szerokich, by nieść wszystkim pomoc. Miała szczęście, niech wdzięczności będzie niesiona bogi lasów Elinioer. 

-Oczywiście. Mamy tutaj druida i świątynie więc problemu nie będzie. 

-Każda las, łąka i wszelakie rośliny mogą służyć jako świątynie. Nie jest nasza bogini wybredna jak bóg ludzi Alonach czy krasnoludzki Kager.

 Spojrzał na kapłana, który cały czerwienił się ze złości. Kapłan był wściekły, utarczki religijne między elfami a ludźmi nie były od dziś. Mężczyzna przytaknął, akurat, właśnie przychodził tutaj druid w zielono-żywicowych szatach i z kosturem:

-Witaj Wielki Łowco, co cię tutaj sprowadza?- Elfa brew poszła w górę:

-A jednak dziewczyna miała rację. Witaj Arcy Druidzie i radny druidowi z Ameth Luth.- Druid westchnął ciężko, znaleziono go. Jego lata spokojnego życia tutaj mogły nadejść końca. Po chorobę on zgodził się dołączyć do rady?!:

-Tak, to ja. Co cię sprowadza? 

-Zadanie od kręgów druidzkich. Musiałem ciebie znaleźć. A poszlaki i dowody sprowadziły mnie tutaj. 

-Echh to nasza rodzime tropienie. Za dużo oczu tu patrzy, by mówić o sprawach kręgów.- Taka była prawda wiele ludzi w tym burmistrz zebrał się i obserwowali. 

-Oczywiście. Najchętniej zabrałbym cię do kręgu i tam byś sam wyjaśnił sprawę. Jednakże pamiętam cię i wiem, że jak się uprzesz to jesteś niczym Dracon. 

-Tak… Pamiętasz dawne historie nawet i tej rasy. Dobrze mam tutaj dom, chodźmy tam. 

-Oczywiście.- Zaczął, podążać za druidem, a za nim jego Jastrząb. Gdy tylko odeszli pół krasnolud spojrzał na córkę groźnym wzrokiem:

-To teraz sobie porozmawiamy. 

-yhy. – Ojciec złapał ją za ramię i zaczął iść z nią do domu gdzie na ” spokojnie” porozmawiają. No cóż, osada miała ciekawą historię, a takie rzeczy nie dzieją się za często w tej osadzie. 

Gdy tylko weszli do domu ten spojrzał na nią groźnym ojcowskim spojrzeniem:

-I teraz mi to wszystko ładnie wyjaśnisz.- Przestraszona Ao pokiwała głową.

-No to było tak. Chciałam się przejść no i… poszłam do lasu i nie zauważyłam, że się za bardzo oddaliłam, a wtedy… 

-Kontynuuj. 

-A wtedy zaatakowały mnie wargi.- Ojciec wyglądał na bardzo niezadowolonego jak o tym wszystkim mówiła:

-I teraz chyba rozumiesz czemu nie pozwalam tam tobie łazić. Wargi wiesz jakie to niebezpieczne istoty! Są w stanie przebić się przez nie jeden pancerz kłami, a ich pazury są niczym elfickie miecze! Ile ich tam było?! – Ao ledwie słyszalnie powiedziała. 

-Sześć… 

-Sześć! Przecież to już wataha! Mogli cię schrupać bez problemu! Gdyby nie ten elf to lepiej nawet nie mówić ci by się z tobą stało!

-Tak wiem… 

-Podziękowałaś mu, chociaż? 

-Emmm um…tak! 

-Tyle dobrego, a teraz marsz do pokoju! I siedzisz tam, póki ci nie powiem!

 Ao w innej sytuacji by się kłóciła, ale lepiej jak posiedzi tam niż się będzie z ojcem kłócić, tym bardziej że ma akurat dobre powody, by się gniewać na nią. Wiedziała, że jeśli teraz zrobi tak jak powiedział, szybko złość minie i wybaczy, a i tak ostatnio ciężko było ojcu wyperswadować to, że chce zostać poszukiwaczką przygód, a i jeszcze może zmienić zdanie. Nie chciałaby opuszczać ojca w złości, nigdy nie jest to dobre rozwiązanie. Poszła więc schodami do góry do swego pokoju. Chwyciła pierwszą lepszą książkę i zaczęła czytać.

 Jej ojciec wziął wdech, nalał sobie czegoś do kufla i wypił je duszkiem na uspokojenie. Po czym poszedł do swej pracowni skąd przez następne godziny dobiegały tajemnicze dźwięki i światła co było fascynujące i ciekawe jednocześnie. Przez dwa lata tworzył swe dzieło wkładając całe swe zdolności kowalskie i runiczne w nie. Dwa lata ciężkich robót, z czego ostatnie pół roku było najbardziej intensywne i męczące. Brał po kolei sople wiecznego lodu, ognisty i lodowy piach zęby lodowej żmiji, kwas wiwerny i wiele innych drogich przedmiotów o pewnych właściwościach, nikt jednak oprócz niego, nie mógł zobaczyć co naprawdę się tam dzieje, drzwi były zamknięte na siedem spustów i choć niektórzy próbowali patrzeć przez dziurkę od klucza i szukali szpar nic nie mogli zobaczyć oprócz świateł i muzyki? Sami nie wiedzieli co to za dźwięk. Wczesnym wieczorem wyszedł z pomieszczenia, czeladnicy od razu odbiegli od drzwi i zaczęli gwizdać i wracać do roboty. Kowal, cicho się zaśmiał i poszedł na górę do pokoju córki, trzeba wypełnić część planu. 

-Córko mam do ciebie prośbę. – Ao położyła książkę na bok i usiadła z przyzwyczajenia po turecku na łóżku:

-Tak, a jaką?

-Pójdziesz do Grangiego i weźmiesz od niego krucze pióra. Przydadzą się do moich celów. 

-A jakich? 

-Nieważne. Przynieś mi je. 

-A zakaz wychodzenia z pokoju? 

-Już jest to nieważne. Są rzeczy ważniejsze. 

-Rozumiem już idę!

 Nie lubiła zbytnio siedzieć w pokoju, była ruchliwa więc myśl o wyjściu była dla niej przyjemniejsza niż dalsze siedzenie w pokoju. Zeskoczyła na ziemię i zaczęła wędrować przez miasto na tereny poza murem, księżyc był już widoczny, a mgła pokrywała ziemię, co było na tych terenach naturalnym procesem, a nie dowodem na to, iż w lasach jest szaman czy licz jakby uznano i to słusznie, ale nie tu. Szła tak przed siebie do domu osoby tej, ale nagle usłyszała chrupnięcie, odwróciła się, a wtedy na nią zarzucono prześcieradło i starał się krzyknąć, ale podbiegli dwoje ludzi i ją powalili, przez materiał założyli jej knebel. Ao się nie poddała i kopnęła jedną osobę w brzuch, starała się wyrwać, gdy jeden padł na ziemię drugi skoczył na nią i przygniótł na ziemię:

-Choć no tu! 

-Boli! 

-Dupa nie boli! Sam, żeś wymyślił ten kretyń- Aaa moja ręką!

 Ao ugryzła napastnika w rękę by ten ją puścił, co poskutkowało i tą wolną ręką walnęła go w nos. Ao już miało zrzucić z siebie ten, materiał, ale drugi skoczył i zaczął trzymać ją. Gdy tylko drugi doszedł do siebie razem uwiązali dziewczynę i jeden z nich przerzucił sobie przez ramię Ao, która cały czas się szamotała:

-Jakoś się udało… 

-Nie mów hop, póki nie skoczysz musimy wpierw zaciągnąć ją tam. 

-Dobra masz rację. Więc zabierzmy ją do ogniska. Tym szybciej tym mniej guzów.

 Zaczęli iść w stronę miejsca, gdzie mieli ją zanieść, czyli do ogniska koło miasteczka. Przerażona Ao próbował się wyrwać ze wszystkich sił jak i wrzeszczeć, ale przez knebel w ustach nie mogła nic powiedzieć. Bała się tego co się z nią stanie, w osadzie nie było do tej pory żadnych problemów, ani kradzieży, ani rozboju, a tu ni z gruchy, ni pietruchy porwanie! Choć się szamotała nic to nie dawało, a jej przerażenie było coraz to większe gorsze nie wie co robić i co z nią będzie. Niewolnictwo w tym kraju było legalne, a i się bała co z nią zrobią w końcu też ma nietypowa urodę, skośne oczy, żółtawą skórę, jest też niższa niż przeciętne dziewczyny w jej wieku w tym kraju. Co się z nią stanie!? Z takimi myślami i rzucaniem się minęła całą drogą i poczuła, że ja ją stawiają, jako że nogi miała wolne kopnęła pierwszą lepszą osobę, a dopiero po chwili zdjęto z niej materiał i knebel. Ao, stanęła jak wryta! Zresztą nie tylko ona, wszyscy co jak co, ale takiego przyprowadzenia Ao do ogniska to się nie spodziewali się, wręcz nawet nie chcieli tego w taki sposób, bo nie mogło to być przyjemne uczucie dla dziewczyny. Jej niby oprawcy to dwoje chłopaków ze straży, których widziała dzisiaj rano przy bramie, jeden z nich dostał na tyle mocno w nos, że mu krew leci z nosa i będzie trzeba jeszcze nastawić go, drugi za to ma kilka nowych siniaków jak i jeszcze ma do krwi ugryzioną rękę. Przywódca straży do nich podszedł:

-Co wy durnie wymyśliliście!? Mieliście ją sprowadzić nie porwać!

 Chwycił obu za kołnierze i podniósł obu do góry jego twarzą wyrażała wielki gniew na tych dwóch durniach:

– Maciej ja wiem, że to ty, żeś bałwanie wymyślił – Zaczął nim trząść wkurzony – A ty Daniel! Czemu go nie powstrzymałeś!? Przecież masz ty trochę więcej mózgu niż twój brat!

 Obaj nie byli w stanie nic w ogóle nic powiedzieć przez to, że trząsł nimi i wrzeszczał słusznie na nich. 

Ao, którą widziała całą tę scenę stoi dalej w szoku, ale zaczyna do niej docierać to gdzie jest i koło kogo:

-O c-co ch-chodzi?

 Słychać było jednak dalej jak bardzo jest zdenerwowana i skołowana całą sytuacją. Wtedy z szeregu wyszedł elf, dobrze wszystkim znany arcydruid:

-Ja wyjaśnię całą tę niecodzienną sprawę, ci dwaj osobnicy mieli cię tu przyprowadzić, ale nie w taki nieprzyjemny i nieodpowiedzialny sposób, jak ci zrobili. 

 Ao trochę bardziej oprzytomniała i się bardziej rozejrzała widziała kilkadziesiąt ludzi, których znała, byli to jej przyjaciele, koleżanki, przyjaciółki i osoby ważniejsze w wiosce:

-Ale… Dlaczego? Po co się zebraliśmy?

 Wtedy do niej podszedł ojciec, który z całej siły się hamował, by tamtych nie udusić:

-Nie pamiętasz? 

-Tata? A chwila, o czym mam pamiętać? 

-Dzisiaj masz już 16 lat! Jesteś dorosła! Spotkaliśmy się, by uczcić twoją dorosłość!

 Wszyscy jak jeden mąż krzyknęli, no może oprócz elfa, który tylko kiwnął głową na tak. 

-To dzisiaj!!? 

-Tak to dzisiaj. I dlatego cała ta niespodzianka!

 Ojcu zaczynają lecieć łzy powoli, ale jednak i to coraz mocniej. 

-Tato czy ty… Płaczesz? 

-Co? Nie to… a zresztą nie mogę. Nie mogę uwierzyć, że moja maleńka córeczka jest już dorosła i chce opuścić osadę. 

-Tato… – powiedziała zaczerwieniona i zażenowana całą tą sytuacją. Jednakże on tylko przytulił i zaczął ryczeć, łez było tyle, że całe ramię dziewczyny się zalało nimi. Ścisnął mocno córkę, a była to taka siła, że mógłby połamać kości. Tulił ją dobra chwilę i puścił, Ao się zachwiała i zaczęła zataczać, jej ojciec był pół krasnoludem od ojca przejął mięśnie, a od matki wzrost, łącząc te dwa czynnik widzi się jak bardzo mocno Ao została przytulona więc nie dziwota, że ma problemy w takiej chwili. Elf wyjął zza ubrania butelkę białą z gliny wykonania elfickiego i dał się jej napić:

-To cię wzmocni i pokrzepi.

 Napiła się trunku i podziałało, druidzi wiedzieli jak zrobić dobrą pokrzepiający alkohol z owoców leśnych w tym przypadku jagód. Dziewczynę to rozgrzało i wspomogło od dzisiaj mogła pić mocne alkohole, a słabe i tak w państwie można było pić od młodego wieku, ponieważ były zdrowsze niż woda, choć nie w takich osadach tutaj na równi były obydwa. 

-I jak? Lepiej? 

-Tak naprawdę o wiele lepiej niż było. – Bierze wdechy i to głębokie znów może normalnie oddychać! 

-A smak? 

-Ummm była dobra. Nawet i bardzo.

 Wiele osób wręcz śmiało się z tego wszystkiego, kowal, a raczej mistrz kowalski był znany z miłości do córki więc to nie dziwiło nikogo ani trochę, ale i tak śmieszyło. Jej ojciec się odezwał:

-No ja wiem, że chcesz być tą poszukiwaczką, ale obiecaj mi jedno, że ojca będziesz odwiedzać, bo nie wypuszczę! 

-Oczywiście! Będę odwiedzać w miarę możliwości. 

-To ja myślę, bo inaczej wezmę rydwan z kozami najstarszego i sam cię stamtąd zabiorę choćby to miała być najdłuższa północ. 

-Tak, rozumiem obiecuję będę odwiedzać! 

-Ehh, no dobrze to chyba mogę dać ci to.

 Bierze dwa dwuręczne miecze w pochwach, ale nie były to byle jakie miecze! To były zaklęte miecze! Jeden od ognia, drugi od lodu co widać było na bogato zdobionych pochwach, ten od ognia miał symbole ognia, widać było obraz płonących terenów, a na środku smok otoczony żywiołakami ognia. Bardzo ciężko wykuć w pochwie takie zdobienia i do tego, aby była lekka. Drugi za to przedstawiał obraz lodowych ziem pełnych sopli lodu, wybuchów mrozu, stworów lodowych, źywiołaków lodu czy żmij mrozu na środku. Ogólnie rzecz biorąc pochwy wyglądały podobnie tylko co innego przedstawiały. Broń ta warta byłaby fortunę, przy zakupie, można by wziąć kilka średnich złotych monet, a może i dużych przy dobrych negocjacjach. Dziewczyna zrobiła duże oczy, były to naprawdę wyjątkowe bronie, wzięła oba miecze, najpierw ten ognisty i wyjęła go z pochwy, było to długie ostrze dwuręczne ostrze, było lekko czerwone od związków, jakich użyto przy jego produkcji, na rękojeści widniał wykuta runa stała z symbolu ognia dzięki temu miecz może ciąć niematerialne stwory jak i ranić naprawdę potężne stwory o grubej skórze, futrze czy innym naturalnym pancerzu, a żeby było mało, będzie zadawać ogniste rany, przez co nawet trole nie powinny być bezpieczne. W rękach doświadczonych szermierzy ta broń byłaby bardzo potężna, broń dla prawdziwych weteranów czy osób, na które to stać i to dwie różne sztuki! Sama rękojeści była w kształcie ognistego smoka, ale tak zrobiona, by nie utrudniać walki i by było wygodne, dodajmy do tego świetnie wyważenie. Po chwili spojrzała na drugą broń, która była taka sama tylko, że lodowa. Obie cudowne bronie dla poszukiwacza przygód, taki start jest czymś niesamowitym. Odłożyła je na bok i przytuliła ojca:

-Dzięki tato! Tylko myślałam, że ty nie chcesz bym opuszczała Spokojnych Dębów.

 Ojciec westchnął i oddał przytulasa:

-Bo nie chcę, ale wiem, że jesteś uparta jak koza! I jeśli chcesz już zostać tą poszukiwaczką to chcę byś miała jak, najlepszy start, z tą bronią jak i resztą wyposażenia będziesz miała taki start jak mało kto. Dzięki temu nawet niebezpieczne stwory nie powinny być dla ciebie problemem. Warga na spokojnie powinnaś ubić tylko proszę cię byś uważała na siebie. I masz nas odwiedzać! Jeśli tego nie zrobisz to choćby z drugiego końca świata cię sprowadzę! 

-Spokojnie tato, będę uważać. Dużo się nauczyłam.

 Odezwał się dowódca straży:

-Tak ma rację, Ao to pojętna uczennica. Naprawdę świetnie daje sobie radę z bronią dwuręczną. Szybko zostanie zwerbowana do jakieś drużyny, a tam na pewno zdobędzie potrzebne doświadczenie. Zobaczysz wróci cała i zdrowa i z nowymi doświadczeniami. 

-Widzisz! 

-Niech ci będzie Curuś. 

-A w ogóle to właśnie nad tą bronią pracowałeś przez te pół roku. Tak? 

-Pracowałem nad nią dwa lata, po prostu ostatnie pół roku były najbardziej intensywne w pracach.

 Ao zrobiła duże oczy na to. 

-Dziękuję ci bardzo. 

-Nie ma za co. Po prostu wróć całą i zdrowa.

 Ao puściła ojca kiwając głową na tak. Zobaczyła, że podszedł elficki arcydruid:

-Ja też mam dla ciebie prezent. 

– Jaki?

 Wtedy położył na jej bark rękę, zamknął oczy i je otworzył zamiast normalnych oczu była tam czysta zieleń:

-Niech ci korzenie nogi ustępują, drzewa schronieniem ci były gdy trzeba by było, niech driady cię nie ranią, a las twą tarcza niech będzie. Błogosławie cię, błogosławieństwem tej, która daje roślinom wzrost. Niechaj las ci jak dom będzie, a opiekunka lasu i się niech tobą zajmie.

 Jego oczy po tym wróciły do normalności. I zabrał rękę. Kapłan, który był dalej próbował nie pokazywać zdenerwowania całą tą sytuacją. 

-A oprócz błogosławieństwa mam, też bardziej materialne prezenty trzymaj.

 Podał jej pewien zielonkawy dokument jak i fiolkę. 

-Ten dokument upoważnia cię na przebywanie na terenach leśnych elfów i korzystanie z pomocy bractwa i tancerzy ostrzy, mogą ci się przydać. Za to w fiolce jest potężny eliksir do leczenia ran. Użyłem tam rzadkich składników takich jak łzy jednorożca. Nie ma rany czy trucizny, której nie wyleczy. 

-Bardzo dziękuję. Będę na to uważać i to bardzo. Nigdy nie wiadomo kiedy się przyda. 

-Oby nigdy, ale lepiej mieć na wszelki wypadek. Gratuluję ci dorosłego więc wieku. 

-Dziękuję. Choć pewnie dla ciebie to tylko chwila. 

-Nawet nad chwilami można się przejmować, a zresztą to nie pora na dywagacje inni też chcą z tobą porozmawiać.

 Odszedł na pewną odległości by następni mogli przyjść. Jako kolejny podszedł tutejszy czarodziej:

-Cześć Ao. Widzieliśmy się co prawda rano, ale nie mógłbym nie przyjść na Twoje urodziny. Życzę ci wszystkiego dobrego z okazji tego, że jesteś dorosła.

 Przytulił się do Ao, a ta oddała przytulasa, choć chłopak tylko jedną ręką się przytulił. W drugiej ręce miał pewien pakunek, po tym jak przestali się przytulać, chciał go podać, ale wypadł mu z rąk na ziemię i się otworzył. No cóż, był on trochę niezdarny:

-Nosz kurde. Wybacz.

 Ao zachichotała, a młody czarodziej zebrał z ziemi skórzany pojemnik i zwoje. Wtedy podał dziewczynie ten pojemnik wyglądał trochę jak skórzana tuba w kolorze lekko czerwonym z elementami ołowiu:

-To jest pojemnik na zwoje. Dałem tam kilka może trochę więcej magicznych zwojów, które mogą ci pomóc. Ja je mogę w każdej chwili zrobić lub zdobyć, a w twoim zawodzie zawsze mogą się przydać. Pamiętaj każdy jest jednorazowy, a więc ich nie marnuj. Poza tym uważaj by ci nie ukradli są naprawdę drogie.

 Ao była zachwycona, takie zwoje były sprzedawane po naprawdę wysokich cenach, a moc ich była spora jak i to, co można nimi zrobić. Zwoje te miały w sobie zaklęte czary z różnych dziedzin magi i różne czary, które może przyzwać nawet osoba bez zdolności rzucania czarów. Dlatego są bardzo poszukiwane, jak i często stanowią główne źródło finansów czarodziei. Tak więc zwój zależnie od potęgi osoby i rodzaju magi może strzelić magicznym pociskiem lub wyleczyć nawet śmiertelne rany. 

-Oczywiście nie zgubię ich, a i jestem bardzo wdzięczna za ten prezent. Jest naprawdę wspaniały! 

-Cieszę się. Nie chcę by coś ci się stało. 

-Spokojnie wrócę całą zdrowa i z powieściami jak i czymś dla ciebie.

 Mrugnęła w jego stronę. Zamierza jak znajdzie przywieść mu jakieś księgi, papirusy czy zwoje, ale w porównaniu do tych, co dostała te mają pokazać jak rzucić zaklęcie, zrobić miksturę czy posiąść wiedzę pewną. Jej się i tak nie przyda, a dla niego zawsze taka rzecz przydać się może jak i powiększyć kolekcje. 

-Dobrze później napijmy się razem. 

-Oczywiście!

 Następna osoba był dowódca straży, którego zwała wujkiem. Skończył dręczyć się nad tamtą dwójką i podszedł do niej. 

-No cóż, co ja ci dziecino mam dać. Przede wszystkim szesnaście lat ci wpadło. Przykro mi jest naprawdę, że nas tutaj opuszczasz, ale moim obowiązkiem jest zrobić wszystko byś wróciła, a więc trzeba ci trochę rzeczy, a jednak pancerz i broń waży swoje. Olek jest twój dbaj o niego dobrze.

 Ao była zachwycona, że dostała własnego konia! Następny cudowny prezent. Uwielbiała tego ogiera nie za duży nie za mały sam wraz choć trochę narowisty to jednak Ao go lubiła. 

-Będę dbać o niego bardzo dobrze! Mogę to obiecać. Wiesz dobrze, że go uwielbiam. Dziękuję bardzo! 

-Dobrze, dobrze. Uprząż i cała resztę też będziesz mogła wziąć. Kto wie, a coś dobrego wyjdzie może znajdziesz ukochanego. A może i nawet się ożenicie! 

Poczochrał dziewczynę po włosach. Po czym robiąc jej gniazdo z włosów odszedł. Ao próbowała na szybko to rękami naprawić z marnym skutkiem, ale cóż poradzić. Po ostatnich zdaniach wujka zaczerwieniła się na polikach, ale, że już nic wchodziła nie było to już takie widoczne. Następna osoba był tutejszy kapłan ze święceniami bitewnymi:

-No, cóż moja droga masz dzisiaj wiek dorosły. Musiałem się wstawić i oczywiście dać błogosławieństwo tobie na przyszłości. A więc klęknij.

 Ao to zrobiła tak wymagały zasady religijne w wiarę w Athrara, choć sama była akurat pod tym względem rozdarta. Miała problem z wybraniem głównego Boga dla siebie, ale okazać szacunek okaże. Kapłan położył na jej ramię rękę i zaczął wymawiać słowa błogosławieństwa:

-Niech cię ciemności nie dławi, niech ci światło każdą drogę oświetli, niech ci Athrar drogę wyrówna byś mogła przez najgorsze przejść tereny i pokusy z sidłami na terenach tamtych. Powstać i niech ci Athrar świeci.

 Ao powstała, a kapłan zabrał rękę. Odwiązał z ręki jeden z naszyjników i jej wręczył:

-To jest znak świątyń. Pozwoli ci korzystać z ich bibliotek, rad kapłanów i wiele innych rzeczy związanych z Kościołem Athrara. Weź jeszcze te rękawice siły.

 Wręczył jej drugi prezent, jakim były rękawice siły. Skórzane rękawice z kolczugą i płytkami w miejscach knykci, same w sobie dawały dobrą obronę rąk, ale najważniejsze było to, że wzmacniały siłę ataku, powodowały, że na przeciwnika spadały cięższe i mocniejsze ciosy, a w ciemności można byłoby je wykorzystać do wytworzenia światła. Rękawice te można było obić większą ilością zaklętych płytek, ale zwyczaj kazałby to właściciel je dokupił nieważne czy kapłan bitewny, paladyn czy ktoś, kto je zgarnął. Dla Ao była to cudowny dodatek razem z dwuręczną magiczną bronią jest to wprost strasznie dobre połączenie. Choć kapłan dał jej te przedmioty bardziej, aby nie wyszło, że bogini druida jest bardziej hojna niż Athrar. Normalnie te rękawice jak i symbol byłyby bardzo drogie przy zakupie może nawet bardziej niż zwoje, które dostała. Przechyliła głowę z wyrazami, a ten się uśmiechnął:

-Dziękuję bardzo przydadzą mi się i to bardzo. 

-Oby tylko w rzeczach, w których Athrar nie potępia. 

-Oczywiście! Nie wolno w żaden sposób zgadzać się na różne niegodziwości. 

-Cieszę się córko, że pamiętasz o tym. Jeśli tak to się cieszę, że dary te będą w słusznie najsłuszniejszej sprawie służyć. Niech jego światło tam gdzie nie trzeba. 

-Oczywiście. Kapłan kiwnął głową i zaczął odchodzić. Następne osoby to byli jej znajomi, koledzy, koleżanki. Dostawa od nich już drobne upominki. Wspominali różne zdarzenia do, których kiedyś doszło. Osób, z którymi musiała porozmawiać było całkiem sporo więc nie dziwota, że czas płynął nieubłaganie, a księżyc się przesuwał powoli, ale ciągle. Podeszli też dwaj, strażnicy z kilkoma siniakami, choć nastawiono jednemu nos. Normalnie arcydruid lub kapłan, albo akolici wyleczyliby im te rany, ale za to, co zrobili nie chcieli im pomóc. Jedna z niewielu rzeczy, w których obaj, się zgadzali o dziwo. Był to trochę śmieszny widok gdy kapłan poparł elfa, oboje mieli te same zirytowane twarze. Widok godny uwiecznienia na malunku. Oboje bardzo przepraszali Ao za całe to zdarzenie, dalej była obrażona, nawet po naprawdę szczerych przeprosinach. Znali się nie od dziś jak i razem się wychowali. Ao prędzej czy później im wybaczy. Po następnych osobach w pewnym momencie słychać było stukot kół i beczenie kóz? Tak kóz, a to znaczyć tylko jedno mogło! Jedzie dziadek. Wpadł tam już dobrze znany wszystkim jeden z najstarszych mieszańców osady, człowiek. Zaparkował swój rydwan obok polanki, a nietypowy był to obraz, bo zamiast koni były tam doczepione kozy tyle, że dużo większe niż normalne i do tego takie, które człowieka z kośćmi mogą zjeść, mięsożerne wybryki natury. Ludzie odbiegli od tego rydwanu nie chcąc zostać stratowani przez kozi rydwan wojenny. Sam rydwan był wykonany z drzewa pochodzącego z północnych ziem i obitą stalą. Zdobienia były też barw północnych, choć widać było akcenty z innych terytoriów. Ciekawy jak i nietypowy widok to był widok, same rydwany były znane Imperium, ale rzadkie, a na pewno nie były jakoś lubiane na terytoriach skandian czy północnych ludzi, którzy prawie w ogóle z takich nie korzystali. Jednakże mało kto interesował się historią, jaką miał ten rydwan. Staruszek zszedł z rydwanu i kopnął rydwan:

-Spokój tam! Krzyczał do kóz. Które wyglądały na nadmiernie pobudzone i zirytowane wszystkim dookoła. Niektóre kozy miały zeza i dziwnie spoglądały na innych. Pewien chłopak chciał pogłaskać zwierzę, był tym jednym szaleńcem, który został tutaj w porównaniu do innych, którzy rozsądkiem się pokazali i zwieli stamtąd. Koza, którą chciał pogłaskać spojrzała, powąchała, ale zamiast dać się pogłaskać, otworzyła swoją paszczę! Jak nie spróbuje go ugryźć chłopaka, który w ostatniej chwili zabrał rękę, miał szczęście mógł ją stracić pod gigantyczną siłą tego niewypasionego bydlęcia. Odszedł spokojnie, ale jak najszybciej od tych poczwar z piekła rodem. Już nie będzie próbować podchodzić do nich, dało mu to do myślenia. Staruszek podszedł do Ao:

-Wnusia wybacz, że tak długo to trwało, ale musiałem przeszukać cały dom szukając rzeczy dla ciebie. 

-Nie trzeba było. 

-Trzeba, trzeba. Sam byłem kiedyś poszukiwaczem przygód aż dostałem strzałę w kolano. Wtedy musiałem to porzucić. Moje więc szpargały niech, chociaż tobie dobrze będą służyć, trzymaj.

 Podaje dziewczynie pierścień, cały zielony dosyć długi, ale za to wąski były na nim dziwne symbole, a na środku na blaszce wybity był troll z młotem, drugim prezentem była bransoleta z metalu pomarańczowego koloru na blaszce na nim, wykuto za to ogra z tasakiem bojowym, a na końcu dał cztery buteleczki każda innego koloru. 

-Tem pierwszy to pierścień trolowej jeśli będziesz ranna przyśpieszy leczenie twoich ran, trole są znane z wytrzymałości tutaj jest część tej regeneracji zaklęta, a więc rany będą się na osobie noszącej leczyć jak na psie. Drugi za to, to bransoleta ogrzej wytrzymałości wiece będziesz mogła wytrzymać. Ogry są znane z tego, że mogą więcej przyjąć na siebie, mają większą wytrzymałość i później czują ból. Przydać ci się może, gdy będziesz walczyła, a doznasz obrazem, więcej ich będziesz mogła zgarnąć. Bardzo przydatne rzecz nie raz rotował mi i moim kompanom typek. W butelkach masz cztery różne gorzałki, już od lat ich cudny aromat dojrzewa. Będzie wspaniałym napitkiem przy waszych wielkich zwycięstwach, ale zważaj, że są wyjątkowe nie zgub ani nie zmarnuj ani jednej.

 Ao wzięła wszystkie prezenty. Przytuliła staruszka zmuszona została przy tym klęknąć, bo był tak, bardzo niski. 

-Dziękuję za to. Naprawdę jestem wdzięczna. 

-Nie masz, za co wnusiu. Niech ci się tam wiedzie i miej wiele się dobrze. A i pozbądzi się przedmiotów od elfa pewnie przeklą je skurczybyk. Ufać mu nie wolno ani trochę!

 Wtedy też przestali się przytulać. Ao powstrzymała się od tego, by się nie zaśmiać i jedynie kiwnął główą. 

-Jeszcze zobaczę, ale postaram się mądrze postąpić. 

-Niczego więcej nie oczekuje. Jesteś mądra dziewczyną. Jak już widzę byłem ostatni to teraz trza się za.. napić… Oczywiście za Twoje zdrowie!

 Słychać było na to radosne krzyki. Ao kiwnął głową i nalali jest mocnego alkoholu, jaki był. Jako że w Imperium nie świętowano urodzin, a dorosłości nikogo nie dziwiły bogate prezenty, każdy chce wyjść jak najlepiej i chce by Ao przeżyła. Zwyczajem był też, że osóbka, która świętuje dorosły wiek musi się napić najmocniejszego alkoholu, jaki był w miejscu świętowania. Ao wzięła metalowy obity brązem kufel i wzięła spory łyk, złapał ją mocny kaszel, ale to była normalna rzecz. Wszyscy krzyknęli uradowani i zaczęto nalewać wszelkich gatunków alkoholu piw, win, miodów, gorzałek dla wszystkich, a mocniejszy alkohol tylko dla dorosłych. Ao była zmuszona brać łyki różnych alkoholi z każdym, kto chciał, oprócz ojca. Tak więc z elfem napiła się wina jego rasy znakomitego, ludzkie wino nawet nie dorównywało do tego, z wujkiem miodu pitnego, z kapłanem piwa według receptur kapłańskich jak i innymi dopiero gdy była już wstawiona to przestali ludzie namawiać ją do tego. Wtedy rozpoczęły się tańce i zabawy jak i dano jadło. Masę mięsiw pieczonych nad ogniskiem. Dla Ao był to koszmar w tej chwili ledwo stała na swoich nogach po wypiciu tego wszystkiego, szybkie zabawy wprawiały ją jedynie w mdłości, oczywiście wpierw coś zjadła, a dokładnie kawałki pieczonej szynki jako zagryzkę. Choć same kawałki małe nie były. Jej ubranie było trochę poplamione wylanymi napojami. Zabawy ciągnęły się przez wiele godzin w tym czasie tańczyła z tak wieloma osobami, że nie była w stanie spamiętać, przechodziła z rąk do rąk niczym towar na targach. Dziewczynie było gorąco jakby była na pustyni, nie wynikało to tylko z ciepłą bijącego od dużego ogniska ani, tych mniejszych, a z przemęczenia i ciągłych hulanek. Każdy chciał zatańczyć z Ao, chłopak, dziewczyna, jedna, dwie, dwadzieścia osób to już było nieważne. Jej nogi błagały o pomstę do nieba tyle się tańczyły, tak, mocno zostały na deptane. I pomyśleć, że taki los spotykał większości osób w tej osadzie i nie tylko w tej. Jak to mówiło przysłowie początek dorosłości jest dobry wtedy gdy go nie pamiętasz. Ao w końcu nie wytrzymała, odbiegła bardzo koślawym krokiem na bok, by wypróżnić zawartości żołądka. Towarzystwo była w takim stanie, że mało który jak ktokolwiek zdążył zauważyć zniknięcie dziewczyny. Ba! Niektórzy są pewni, że dalej z nią tańczą. Jedynie elf siedzi na uboczu mocno zdegustowany tym, co tu się dzieje. Jako osoba o wysokich standardach moralnych jak i etycznych praktyki upijania się budzą w nim pewną mocną odrazę. Ao po tym jak chwilę odpoczęła na uboczu wróciła na ognisko. Tańców, zabaw, pijaństwa i szaleństw były masę, trwało to całe hulaństwa aż do białego rana. Wszyscy leżeli zgonowani na ziemi obok siebie pod stołami, na polach i wszędzie gdzie spite duszyczki dotarły. Nawet kozy leżały do góry brzuchami, bo dorwały się do alkoholu. Gdyby nie jedna osoba wszystko by to mogło się skończyć kilkoma zgonami. Część osób zbyt mocno podeszło do ogniska i o mało by nie wpadli w nie, wtedy podchodził arcydruid i brał za ramię odciągając tych ludzi na bok po to by się nie spalili, ci widząc elfa najczęściej chcieli z nim się napić, albo gadali coś po pijaku. Inni, za to zbyt blisko zbliżali się do mięsożernych stworzeń, które do przyjemnych nie nie należały. Przez te ostatnie stworzenia w wielu miejscach jego ubiór był pogryziony rozerwany i zniszczony, a była to przecież elficka szata! Wytrzymała i odporna na wiele czynników, choć jak to mówią ludzie “Nie ma rzeczy, której koza nie pożre” w tym miejscu to też się sprawdziło. Choć lubił stworzenia najróżniejsze, którymi bogini się opiekowała, to jednak do nich zaczął pałać dość sporą niechęcią. Elf wstał i zaczął szukać niektórych osób, które dosyć bliżej znał jedną z nich był czarodziej jak i jego niektórzy uczniowie, rankiem brał każdego i nosił do ich domów. Mieszkańcy, którzy nie byli na ognisku, czyli większość, bo miasteczko liczyło sobie liczbę liczoną w tysiącach osób, w ogóle nie przejmowali się tym, co się stało, byli przyzwyczajeni do takich obchodów dorosłości może i gorszych, jak i do zachowania elfa. Gdy już większość lepiej znanych osób znalazło się w domach, nadszedł czas na ostatnią osobę z jemu bliżej znanych, czyli Ao wziął ją na ręce i zaniósł do jej domu kładąc na łóżko. Gdyby ta była elfką pewnie by też zdjąłby z niej pobrudzoną suknie, w elfickim społeczeństwie to właśnie druidzi byli uzdrowicielami, musieli i dużo wiedzieć na temat chorób i sposobów leczenia jak i magi, która by pomogła. Elfy nie chorowały na zwykle choroby jedynie na trucizny i choroby magicznego pochodzenia, a i to tylko te silniejsze, gdyby druid nie mówimy o arcydruidzie powiedziałby by do elfki to by się rozebrała ta by pewnie to zrobiła bez problemu rozumiałaby, że ten chce tylko jej pomóc, a żaden druid lub na pewno zdecydowana większości by nie chciała wykorzystać tej okazji, a prawdopodobnie by nawet by im przez myśl żadne okropieństwo nie przeszło im do głowy. Byłby inaczej to niezwykle poważny grzech wobec bogini i społeczności elfów, a to byłoby niewybaczalne dla takiego druida, w końcu ci duchowi strażnicy przysięgli swe życie bogini natury. Dlatego też nie byłoby problemu z tak blachą dla elfów sprawą jak zdjęcie brudnej odzieży, ale cóż. Ao elfką nie była, więc jedynie została nakryta i arcydruid wyszedł z jej pokoju. Poszedł znów do ogniska, które jeszcze się paliło i patrzył na całą resztę osób z pewną odrazą. Usłyszał w ten za sobą głos: 

-Ludzie i te ich mierne zabawy. Jak można się aż poniżać?

 Były to słowa Wielkiego Łowcy który przyszedł tutaj. 

-Ja też tego nie rozumiem, choć z nimi mieszkam. Nie wiem skąd oni czerpią radość z pijaństwa, tym bardziej z takich okazji. Ja rozumiem rozkoszowaniem się winem czy jedzeniem, ale z pewnymi granicami. 

-Co prawda to prawda. Ładnie się tu urządziłeś dom, Święte drzewo jak i wysoka pozycja.  

 Patrzył na ludzi z widoczną odrazą, dla niego był to paskudny widok zwykłych chamów. Przyzwyczajony do piękna i pewnych zachowań, które by dla ludzi byłyby co najmniej okazem kultury wysokiej przejawianej przez bogatą szlachtę. U elfów każdy zachowywał się z szacunkiem do innych, przekleństwa, świńskie żarty czy kradzież były odrażającym widokiem, ohydnym i niedopuszczalnym z małym wyjątkiem na przekleństwa, ale tutaj musiałby, by być poważny powód, jak, na przykład zostanie zniszczonej osady czy widok maszerującej armii wroga, której nie ma sił powstrzymać dowódca armii. Więc niż dziwnego, że tutaj wielki łowca czuł się paskudnie i z chęcią jak najszybciej opuścić to miejsce. Ten sam powód też był przyczyną bardzo małej ilości elfów na terenach ludzi. 

-Zrobiłem co musiałem, by opiekować się nim, a przy okazji pomagam ludziom 

-Dziwny jesteś, ale będziesz na spotkaniu? 

-Będę, o to się martwić nie musisz wracaj do rady, a ja za kilka dni wyruszę. 

-Rozumiem. A więc żegnaj bracie.

 Elf się wycofał i powędrował do domu druida by wziąć jastrzębia i wylecieć stąd po to, by przekazać rezultat misji. Druid westchnął i po godzinie sam wrócił do swego domu. 

Autor Serek
Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 979
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!