Wygnana – Prolog

Był to trzeci dzień jesieni, wieczór, między godziną dziewiętnastą a dwudziestą. Pół godziny wcześniej do małego rybackiego portu przybył statek, a na nim pewne osoby z bardzo daleka. Miały one zadanie, przysięgli iż wykonają je nawet za cenę swego życia.  Podróżowali szybko mimo braku koni. Słońce już dawno zaszła zza horyzont jeszcze kiedy znajdowali się na statku. Były to w większości kobiety, ale widać też było kilku mężczyzn. Mężczyźni trzymali miecze o dosyć nietypowym kształcie, ostrze było wygięte, a na ostrzach było widać linie po hartowaniu. Najbliżej kształtowi była do elfickich mieczy jednakże różnice zauważyłby każdy kowal który widziałby obie bronie. Kobiety za to były uzbrojone we włócznie, a raczej glewię, ale też o równie egzotycznym kształcie co miecze. Mierzyły ponad 2 metry gdzie ostrze stanowiło około 40 centymetrów. Poruszali się wręcz bezgłośnie wśród drzew i nocy, byli czujni, szukali co chwilę zagrożenia. Tejże nocy las był niezwykle cichy, nie było nawet w nim słychać zwierząt, krzaków. Ta cisza była ich utrapieniem, atmosfera była tak gęsta, że można by ciąć ją nożem. Nikt się nie odzywał, wszyscy parli do przodu. A księżyc na nieboskłonie leniwie przesuwał się w górę, ale nawet on wyglądał na przesłonięty przez chmury które tejże nocy zakrywały niebo. Czyniąc tą noc niezwykle mroczną, ciemną i straszną. Jednakże wojownicy zachowywali spokój aż do czasu gdy rozległ się nagle płacz, płacz dziecka. Wszyscy wojownicy i wojowniczki od razu stworzyli krąg przestraszeni tak nagłym i głośnym dźwiękiem. Gdy, zrozumieli iż to tylko płacz dziecka odetchnęli. Samo dziecko było ono niesione w koszyczku przez kobietę, która szła jako pierwsza. Zajrzała do koszyczka i spojrzała na śliczną buzię dziecka o dwóch różnych oczkach jedno było szafirowe drugie szmaragdowe.

-ciii spokojnie malutka cii…

Natsuhiboshi, naze akai?

Yube kanashii yume wo mita.

Naite harashita.

Akai me yo.

Natsuhiboshi, naze mayou?

Kieta warashi wo sagashiteru

Dakara kanashii

yume wo miru.

Dziecko nawet po kołysance płakało dalej. Kobieta jednak nie poddawała się, wzięła ją na ręce i zaczęła ją delikatnie kołysać. Mała na chwilę przestała, ale tylko na chwilę, nie minęło długo czasu i znów zaczęła płakać.

Kobieta wyjęła z torby naszyjnik w kształcie węża z czterema rękami i dużą głową. Był on wykonany ze złota ozdobionego malachitem, jednakże oczy były zrobione z małych kamieni szlachetnych, o kolorach odpowiadających oczom dziecka szafiru i  szmaragdu. Kobieta przekazując go je rzekła:

– Miał zostać ci podarowany o wiele później, ale cóż… miejmy nadzieję, że przyniesie ci szczęście.

Dziecko widząc połyskującą rzecz zaczęło patrzeć na nią a po chwili wzięło w małe rączki bawiąc się nią. Uspokoiła się i przestała płakać. Wojowniczka włożyła ją  z powrotem do koszyczka.

– Pani możemy kontynuować? – zapytał jeden z mężczyzn,

– Oczywiście – odpowiedziała stanowczo.

Zaczęli dalej szybko przemieszczać się lasem. Znów zrobiło się niezwykle cicho. Minęła od tamtego wydarzenia godzina, gdy nagle z ciemności pofrunęła strzała, która leciała z dużą szybkością chcąc ugodzić swą ofiarę grotem z czarną trucizną, zdolną posłać do piachu cel chwilę po trafieniu. Kobieta z koszyczkiem w ostatniej chwili odskoczyła, widziała jak strzała leciała centymetr od niej, widziała grot, truciznę. Inni wojownicy ustawili się wokół niej.

-Chronić dziecię za wszelką cenę!

Gdy to mówił złapał mocniej za swój miecz i ustawił się w pozycji bojowej. To samo zrobili inni. Wojowniczki trzymały pewnie swe włócznie, wojownicy miecze. Nikt z nich nie bał się, albo przynajmniej nie okazywali tego. Wiedzieli, że ta misja może kosztować ich życie, zgodzili się z poczucia lojalności i honoru. Z cienia zaczęły nadlatywać strzały które zmierzałyby odebrać obrońców życie. Jednakże wojownicy wykonali cięcia w powietrzu, a dokładniej cięcia wiatru które  wiatr który odbił strzały przeciwnika. Po tym nadbiegły jeszcze trzy salwy z podobnym rezultatem, jednakże w końcu pojawiły się sylwetki wojowników przeciwnika, które wychodziły z cienii drzew. Tym bardziej się zbliżali tym bardziej było widać ich sylwetki. Wojowników i wojowniczki byli w szoku. Byli jedynie w stanie jedynie zrobić lukę by kobieta z dzieckiem zdołała uciec. Trafili na ich najgorszy sen. Wiedzieli iż nie mają szans przeżyć, albo są one niezwykle niskie. Zbyt niskie by stawiać na szali cel zadania. Tajemniczy ludzie się zatrzymali, każdy z nich miał pancerz podobny do tych które nosili wojownicy. Tylko, że te były cieńsze, zrobione z materiałów bardziej lekkich, dawały mniejsza ochronę, ale za to była większa swoboda ruchów i szybciej można było się poruszać. Każdy był w kolorze czerni, nie mieli nawet ozdób w przeciwieństwie do tych którzy zostali otoczeni. Jednakże jeden z nich miał, zdobienia czarnego węża z czterema nogami i z upierzoną głową, o jakże czarnych ślepiach, nie miał hełmu tylko maskę zakrywająca usta i tył głowy. Wyszedł przed szereg i powiedział do nich jakże spokojnie i miło, bez krzty wrogości:

-Nikt dzisiaj nie musi ginąć. Himiko oddaj mi dziecię i podporządkuj się nowemu władcy.  Zostaniecie przyjęci z honorami. Za swą służbę. Zostanie powiedziane iż się pomyliliście się. I nikt nic wam nie zrobi. Będziecie robić to samo co wcześniej. Nikt wam nic nie wypomni

Jedna z wojowniczek imieniem Yuzuriha warkiem i nie krytą nienawiścią odezwała się. Nie, warknęła do niego:

-Nie będziemy z takimi pomiotami jak wy się bratać! Nie ma już dla kogo a ten wasz to zwykły podszywacz!

Himiko, kobieta niosąca dziecko położyła dłoń na ramieniu tamtej kobiety i odezwała się z spokojem w głosie:

-Spokojnie. Niestety, ale nie możemy się zgodzić. Rozejdźmy się w pokoju.

-Oferujemy uczciwe warunki. Żadne przywileje nie zostaną wam zabrane.

-Nie chodzi tu o korzyści. Przysięgaliśmy na swój honor nie możemy złamać przysięgi.

-Wasza przysięga jest nieważna. Tamten nie żyję, wasza przysięgą była poza tym tajna. Nie musicie jej dotrzymywać. I nieadekwatna do sytuacji. Nie wiedzieliście nawet w co się pchacie

-Dla nas przysięga znaczy o wiele więcej. Musimy jej dotrzymać.

-Naprawdę chcecie zginąć w tak bezsensowny sposób?

-Czy chcemy śmierć? Nie. Zadaniem wojownika nie jest ginąć za kraj, honor, rodzinę,  przyjaciół tylko zmusić wroga by on zginął za swój cel. I ja mam taki sam cel. A poza tym przecież to tylko dziecko, nie może zrobić wam żadnej krzywdy. Odejdźcie w pokoju.

-My też mamy swoje zadanie. Nie możemy odpuścić. Nawet jeśli bym chciał, nie mogę.

-Czemu nie możesz? Zajmujesz na tyle wysoką pozycję iż nikt na ciebie z nich nie doniesie.

Wskazała ręką na wojowników przeciwnika.

– Racja, ale nie ja tu dowodzę.

– Czyli on tu też jest. Zmrużyła oczy szukając w ciemnościach sylwetki pewnej osoby. Jednak ta zbyt dobrze się skryła by móc ją dojrzeć nawet jeśli miało się tak wspaniały wzrok jak ona. Nie poddała się jednak tym próbom w końcu dojrzała cień, a raczej mignięcie go zanim się wycofał. Odezwała się z powrotem

– Nie możemy więc uniknąć tej walki? Czyż nie? Było to pytanie na które wszyscy znali odpowiedź, ale nikt się nie odezwał by jej udzielić.

Jednakże mam prośbę…

-Mówże co to za prośbą.

-Jeśli zginę pochowaj mnie tak jak należy. I tych przy których walczyłam…

Mówiła pewnie i dumnie z kamienną twarzą , ale i ze smutkiem.

-Mogą się zgodzić na prośbę tą…. Wręcz przysięgam ci, że ją spełnie jeśli będę wstanie

-Dziękuję więc chociaż za to… Tak samo też za propozycję którą dałeś nie musiałeś. Pamiętaj ja ci wybaczyłam twoje winy.

-a więc walka, dobrze…. Był przygnębiony chociaż nie dał po sobie tego znać nie mógł.

Jego oczy były obojętne, neutralne, zimne co by mogło wzbudzać strach, ale nie wśród obrońców. Nie przestraszyli się, albo przynajmniej tego nie pokazywali, przygotowani na śmierć nawet jeśli się bali, ale czy strach przed pewną śmiercią nie jest uzasadniony?

Wojownicy będący do tej pory spokojni chwycili za miecze i rzucili się na okrążonego wroga. Pierwsze do obrony stanęły wojowniczki dzięki dłuższej broni swoimi glewiami zaatakowały pierwsze. Wojownicy nie mieli tarcz chronili się swoimi broniami starając się odbić pchnięcia. Usłyszeć można było kilka jęków bólu, gdy ostrza wojowniczek zatopiły się w ciele swych wrogów. Była to ledwie chwila, szybko tamci zaczęli walkę z drugim szeregiem obrońców. Wojownicy skrzyżowali swe miecze z wrogami tworząc idealny krąg. Słychać uderzenia stali która uderza w stal. Broń która uderza o pancerze i atakujących, i broniących się, do tego jęki bólu gdy broń przecinała się przez pancerze i ciało. Wymiana cięć i pchnięć była szybka. Kunszt ich był wielki, naprawdę wspaniały żaden szermierz nie powstydziłby się takich umiejętności. Sami w sobie byli to groźni wojownicy, każdy kto by z boku widziałby plamy kolorów które się mieszają ze sobą. Wojownicy którzy ustawiają się pod kątami by pancerz nie został przecięty ataki od boków z góry pod kątami. Jednakże nagle był błysk i huk,i wybuch. Miecze się zapaliły, a nie które pokryły się lodem. Wrogów tak samo. Miecze zaczęły wybuchać przy wymianie ataków. Już nie zmieniano kątów ciała by zatrzymywać ataki. Bo po co i na co? I tak od kiedy użyli magii pancerze straciły na wartości. To była cena lżejszych pancerzy. Widok ten był wręcz oszałamiający w ciemnej głuchej nocy wybuchy i krzyki. Ślady krwi, a i głowy które lecą w powietrze po cięciach. Masę ran i bulu. Jednak nie wszyscy atakujący zostali posłani do ataku części z nich miała łuki, ale nie stosowali zwykłych strzał tylko magiczne były to lodowe, ogniste i zatrute. Celowano nie w wojowników, a w kobietę z dzieckiem. Strzały śmigały w powietrzu z zabójczą szybkością zostawiając smugi ognia i lodu na trasie lotu. Kobieta jedną rękę miałą położona na kołysce, a druga trzymała miecz świecił się delikatnie na błękitno cięła nimi strzały magiczne wroga doprowadzając do wybuchu w odległości bezpiecznej dla niej samej i dziecka. Dziecko za to było spokojnie z nieznanych przyczyn. Chociaż panował wszędzie harmider, krzyki i huki. To ona jakby za sprawą magicznej niewyjaśnionej mocy zachowywała spokój i smacznie spała jak gdyby nigdy nic. Kobieta chroniła dziecko w ogóle nie ruszając się z miejsca jak stała tak stoi w dumnej i pewnej pozycji. Jej włosy falowały nadając kobiecie jeszcze piękniejszego, wspanialszego bardziej zachwycającego, ale i bardziej morderczego wyglądu. Kobieta nie odda dziecięcia i choćby pałace i ziemię i soli kopalnie i kamienie szlachetne jej oferowali nie zgodzi się dostała cel misję przysięgła na bogów i swój honor iż uratuje niemowlę nawet za cenę swego i swych ludzi dlatego zamierza jej uratować niemowlę. Była głównym celem wszystkich łuczników. Wojownicy nie byli wstanie się przebić do niej oprócz kilku. Kobieta cieła następną strzałę, a jej tyły dostał się wojownik zamachnął się mieczem, ale ciąć nie zdążył jego bok trafiło idealny wręcz cios tej dziwnej glewi które płonęło z jego gardzieli wydobył się krzyk bólu który szybko ucichł razem z życiem wojownika. Yuzuriha wyjęła idealnie ostrze atakując następnego wojownika wbijając w gardziel ostrze

Mężczyzna nie próżnował gdy Yuzuriha zabiła tamtego on był z przodu przywódczyni. Widząc wroga stanął w nim do walki atak z góry sparowany po czym nastąpiło cięcie z boku, ale i na to był przygotowany odskoczył na bok ciął z boku ognistym ostrzem tamten padł na kolano z jękiem bólu, ale jęk szybko ucichł gdy ostrze ścięło go kilka centymetrów nad barkami. Ciało bez głowy padło w kałuży krwi. Jednak nie zauważył wojownika z jego tyłu, ale i tamten padł martwy od ostrza dowódczyni która to pchnięciem wbiła go po czym wyjęła ostrze z ciała. Yuzuriha podeszła bliżej przywódczyni rozglądając się widziała pole walki w pełnej krasie niby niewiele, ale jak krwawo ciała i walczących i obrońców padali na równi, ale wrogowie mieli przewagę:

-Dużo ich i przegrywamy!

Przywódczyni:

-Pamiętaj o misji. Nic więcej!

Wojownik

-patrzcie tam! Wskazał na osłabioną linie wrogów.

Przywódczyni :

-Utorujecie drogę!

Yuzuriha pobiegła tam niepewna celu misji, ale nie zamierza kwestionować rozkazu. Wskoczyła z krzykiem w sam środek wybijając się na ramieniu wojownika wbiła ostrze w ziemię, a z ostrza poszedł wybuch wybijając wrogich wojowników na tym terenie

Wojownik też tam wbiegł chroniąc przejście. Był pewny celu misji był wręcz fanatyczny tej misji :

-Uciekaj, już!

Przywódczyni zaczęła uciekać tą drogą wojownik nagle tam się pojawił chcąc ją zaatakować ona kopnęła go i cięła po gardle. Po czym zniknęła w ciemnościach lasu. Obrońcy za to zmienili szyk, wycofali się zagrażając drogę do uciekającej kobiety. Kobiety przyklękły z włóczniami a wojownicy poustawiali się pomiędzy wojowniczkami chroniąc ich mieczami. Wróg jednak nie dawał za wygraną, zaszarżował na nich. Yuzuriha pchnęła glewią wroga zabijając go na miejscu, zauważając wroga po lewej cieła jego rękę po czym wbiła w oko wroga ostrze, tamten ryknął z bólu po czym w drgawkach zmarł. Jednak do niej doskoczył wojownik cienia ciął po pancerzu na szczęście bez użycia magii, a za nim nastąpiło cięcie które zabiło by wojowniczkę głowa jego poleciała w powietrzu dzięki wojownikowi który chronił ją, Yuzuriha spojrzała na wojownika, a był to ten sam który chronił wcześniej dowódczynie:

-Daisho, dzięki!

Daisho z furią wyskoczył z linii ciąć mieczem płomiennym w okolicach brzuchu wroga, a następnego od boku wziął. Szał przejął nad nim władzę oczy jego ogień opanował ogień szału piekielnego! Miecz jego płonął, przedłużając tym samym do dwóch metrów ostrze. Ciął wroga nim i szedł do przodu przeżynając się przez wroga. Jednakże Yuzuriha też nie spała, przejęła dowództwo i grzała obrońców i obrończynie zachętami:

-Do walki, damy radę! To tylko stado bez honorowych sępów! Nic nie warte śmiecie czy chcecie dać się pokonać tej hołocie!?

Człek w czerni stał jak wcześniej, patrzył z zimnem, wrogością i nienawiścią jednakże nie wiadomo było w czyim kierunku śle swoje wężowe spojrzenie. Spostrzegł cień który biegł lasem omijając niewidocznie pozycje obrońców. W myślach życzył mu samych najgorszych rzeczy. Gdyby nie pewne rzeczy w życiu nie chciałby z tamtym mieć nic wspólnego nienawidził go całym sercem tak samo jak tych wojowników uważał ich za nic nie warte ścierwo które jedynie co potrafi to wykonywać rozkazy i to tylko te z prostszych. Był po ich stronie tylko dla pewnych korzyści. Pamiętał jak lata temu służył tym wojownikom, był pod ich komendą pracowity, inteligentny, otwarty na nowe pomysły idealnie się do nich nadawał tylko jedna jego cecha była wadą? Sam się zastanawia czy to wada czy nie. Nigdy nikomu, nie był lojalny żaden pracodawca, znajomy, i nikt nie zdobył jego lojalności. Zawsze był wierny wykonywał swoją pracę tak jak należy ze względu na korzyści dla siebie. Dlatego też zmienił strony konfliktu. Po prostu nie opłacało mu się zostać po starej stronie. Chociaż dalej czuł olbrzymi szacunek do obrońców ich postawie, niezłomności. Brzydził się samym sobą i swoimi decyzjami chociaż nie wiedział dlaczego. Zawsze powtarzał sobie iż nie ma sensu brać udziału w przegranej walce, ale jednak to nie uspokoiło jego sumienia. Chociaż bronili się jak tylko mogli, śląc do krainy zmarłych następne fale wrogów to jednak i obrońcy padali martwi na ziemię i coraz to się przerzedzali co nie było dobre. Spojrzał na Daisho lekko ruszył ustami w geście uśmiechu. Nie można było jednak zauważyć tego spod maski.

-Ach ten Daisho zawsze lojalny swemu honorowi zawsze do walki się pcha i ten szał będą mieli potworne trudności by go choćby zranić lub tym bardziej zabić, zawsze robił z siebie czempiona i nadaje się do tego świetnie… – jego rozmyślania przerwał głos jednego z wojowników.

-Dowódco! Masakrują nas! Wspomóż tak z to… agh!

Osobnik nie wytrzymał złapał go za gardło lewą ręką w rękawicy z pazurami wykrzyknął mu w twarz z widoczną odrazą:

-CZY JA CI WYGLĄDAM NA PSA, KTÓRY BY RAZEM Z NIMI WALCZYł! POZA TYM JA JESTEM DLA WAS PANEM NIE DOWÓDCĄ!!!

Wojownik ledwo zdołał wychrypieć słowa

-Wybacz mi panie!

-Tak lepiej. A teraz idź durniu walczyć jak powinieneś.

Osobnik jeszcze patrzył z wrogością na wojaka myśląc jak on śmiał coś tak absurdalnego mu proponować! Nawet sobie nie wyobrażał by wspomóc ten śmieć, ścierwo, osoby które nawet na miano człowieka nie zasługują i to tak wielkim  talentem jaki posiada . Nie mieściło mu się w głowie to nie rozumiał tego.

W tym samym czasie kobieta z dzieckiem uciekała ścieżką w mrocznym lesie, była niczym wiatr. Jednakże nie była tam sama za nią biegł inny wojownik skryty w cieniu był w pozycji pochylonej biegnąc przez ciemności z którą się ujednolicił. Nie pozwoli by tamta zwiała, zbyt długo ją ścigał by teraz sobie odpuścić, nie chodziło nawet o samą misję czy o to cholerne dziecko chodziło tylko o dopadnięcie swej ofiary! Chciał tylko zatopić ostrze w jej ciele. Spojrzeć na ciepłą wypływający szkarłat z niej. Widzieć jak straci oddech, a jej oczy się zamykają. Obserwować jej agonię. Uśmiechał się na samą myśl o tym po czym jednak się skarcił nie można dzielić skóry na niedźwiedziu bo może się okazać iż niedźwiedź podzieli skórę na nich. Biegł za swą ofiarą dalej. Ona za to zauważyła cień który biegnie wzdłuż ciemność wyjęła trzy noże do rzucania w biegu wycelowała i rzuciła nimi w jego stronę, on zauważył  noże nie mając innej możliwość wybił się na nogach ustawiając ciało w powietrzu w pozycji pionowej sztylety. Sztylety przeleciały kilka milimetrów od ciała wroga. Pierwszy nad podbródkiem widział doskonale ten nóż cienki długości dziesięciu centymetrów bez zdobień, ale wspaniale wykuty. Drugi sztylet przeleciał milimetr od jego pleców ostatni za to sztylet przeleciał nad jego nogami już muskając pancerz jednak nie zrobił większej krzywdy.

Tymczasem podczas walki. Daisho dziesiątkował wojowników wroga, jednakże zbyt bardzo wysunął się w przód. Chociaż był niczym śmierci władca na bitwy polu. Okrążyli go wrogo- wie, zdążył tylko kilku pokonać, jeden z nich pchnął mieczem płomiennym w okolicach boku Daisho, który nie zdążył się obronić po raz pierwszy w batalii tej ranę dostał. Następne zaczął ciąć go po barku i przedramieniu cichy krzyk wydobył się z jego krtani. Yuzuriha widząc jak tamci go ranią wybiegła z okrzykiem i walnęła w ziemię glewi ostrzem, a z ziemi wystąpiły kamienne kolce przebijając wrogów koło Daisho który już zdążył wyjść z szału bojowego był zdezorientowany nie wiedział co się dzieje rozejrzał się wokół siebie.

Yuzuriha widząc iż Daisho nie wie co się dzieje krzyknęła do niego

-Zmiataj do naszych linii!! Już!!!

Daisho od razu pobiegł do swoich linii. Tam już za linią jedna z osób mająca zdolności leczące zajęła się ranami jego. Był zbyt ważny by teraz miał iść z krwawiącymi ranami na bój. Osoby leczące już wcześniej wspomagali pierszą linie swoimi zaklęciami leczącymi.

Yuzuriha wycofała się do linii. Była jednak coraz bardziej zmęczona, a wróg nie malał. Spojrzała z obrzydzeniem na ich dowódcę tamtych wojowników.

Gdy ci się bili dowódczyni w tym czasie wybiegła z lasu i się zatrzymała przed nią była rzeka. Chciała wybrać inną drogę, ale było za późno ponieważ z lasu wyszedł mężczyzna. Powolnym spokojnym krokiem chociaż cały był w pancerzu nawet twarz, to jego oczy zdradzały jego pobudki miał ogień, ogień szaleństwa i podekscytowania przerażające były były tak wyraźne, że wręcz świeciły się na czerwono co mogło by przerazić zwykłych ludzi, ale nie tamtą złapała mocniej swoją włócznie celując w niego. Mężczyzna zbliżał się do niej trzymając miecz który dotykał ziemi zapalając ją, a płomienie miały wielkości połowy metra.

Na kobiecie nie wywarło to najmniejszego wrażenia wiedziała, że mężczyzna jest dziesiątki, albo setki razy lepszy, a to tylko nędzna sztuczka wariata. Czekała na atak z jego strony wpierw jednak się odezwała się spokojnie bez krzty wrogości czy nienawiści.

-Czemu to robisz?

-Czemu?! Czemu?! Bo chce sprawiedliwości! Tyle lat to znosiłem! Teraz nadszedł czas mojej zemsty! I nie zamierzam jej stracić za długo na nią czekałem by teraz to zepsuć.

-Na dziecku? Co ci zrobiło iż chcesz zemsty? Przecież to tylko dziecko. Jeszcze nie zdążyło nikogo skrzywdzić. Zabij mnie, ale zostaw ją pod czyjąś opieką, nie zabijaj jej.

-To dziecko to manifestacja starego ładu póki żyje wszystko co złe dalej się będzie panoszyć, to jest dla wyższego dobra. A razem ze starym ładem zginiesz ty!

-Co może zrobić takie dziecko. Niczego nie zmieni.

Wszystko w nim się gotowało, nienawiść wręcz z niego wypływała stał się już zbyt szalony by cokolwiek mogło zmienić jego zdanie.

-Nie, ty nie rozumiesz! Muszę zabić ciebie bo inaczej wahadło będzie źle wyważone jesteś złem które musi zniknąć musi zostać zlikwidowane czyli zabite!

Patrzyła na to z przerażeniem, znała go od lat nie wiedziała co się z nim stało:

-Co ja ci zrobiłam iż tak sądzisz? Dlaczego tak bardzo pragniesz mojej śmierci?

-Czemu?!????!! Bo zniszczyłaś mi życie! Od dziecka zawsze byłaś wychwalana!!! Bierz z niej przykład, daleko zajdzie, powinieneś być jak ona! A ja robiłem tyle samo! Nie więcej! Ten system był zły i musi upaść. Chcę świata w którym jest uczciwości! A może ja kłamie!??!?!?!?

Kobieta nie wytrzymała to było dla niej za dużo! Zawsze go szanowała i kochała. Chciała dobra dla kraju, ale też dla niego. Tak bardzo się starała by móc mu pomóc.

-Przecież  ja cię zawsze szanowałam! Ja zawsze starałam się ci pomagać. Nigdy nie chciałam dla ciebie niczego złego.

-Kłamiesz!!! To przez ciebie! Gdyby cię nie było to by mnie szanowali! A teraz zdychaj! Mężczyzna zaatakował od razu po tych słowach, a z miecza buchnął jęzor ognia.

Kobieta bez problemu tego uniknęła odskakując na bok gdy płomień ją ominął cieła tylnią stroną włóczni zakończoną cienkim ostrzem po ręce.

Sytuacja dla obrońców była beznadziejna wojownicy wroga coraz to większe zniszczenia robili, coraz więcej padało od ich cięć, a ci co się cofali chcąc zyskać chociaż minimalną przewagę jednak na nic to się im nie zdawało atakujący właśnie teraz rzucili wszystkich do ataku jednocześnie atakując z flanek rzucili wszystko na jedną kartę i niestety ryzyko się opłaciło. Przełamali obronę wchodząc coraz to dalej w ich szeregi. Daisho i Yuzuriha starali się z całych sił, ale nie dawali rady takiej fali byli niczym dwa ziarenka piasku na plaży. Ich bronie wirowały w bitwie niczym płomienie w pożarze. Oboje byli zdyszani ich twarze potem się zalały. Coraz to bardziej się męczyli tracąc siły ich pancerze i bronie w całości były pokryte krwią wrogów. Wróg jeszcze rozpoczął ostrzał z łuków do nich co tylko pogorszyło beznadziejną sytuację.

Yuzuriha widziała jak kolejne osoby padają od ran które dostali osobą za osobą padali jak woda z wodospadu spada. Nie mogła uwierzyć w to co się dzieje na jej oczach padają i nie jest wstanie temu w stu procentach zapobiec krzyknęła :

-WYCOFAĆ GDZIE TYLKO SIĘ DA!

Odezwał się wtedy Daisho:

-Pewna jesteś?

-Nie ma wyjścia tak nas wybiją, a dziecko musi być już bezpieczne daliśmy mu masę czasu.

Rozejrzał się wkoło widząc to co ona nawet jego poczucie obowiązku nie zdołała się sprzeciwić:

-Wszyscy mają stąd schrzaniać! I to już!

Nie zauważyli ile osób uciekło i czy wogóle ktoś zdołał uciec. Szybko ich otoczyli zamykając  garstkę ich w kole.

Kobieta klęła wszystkimi możliwymi przekleństwami jakie znała. Zostało im tylko już walczyć. Zero nadziei, zero pomocy, ale pokażą na co ich stać. Z sekundy na sekundę mur z cięć który już zdążył powstać się powiększa, a szkarłat plamił wszystkich krzyków i jęków końca nie było. Yuzuriha starała się bronić też innych,  nie dawała ale rady, ciosów zbyt dużo padało aby towarzysze nie ginęli. Padali tak szybko iż po dziesięciu minutach tylko oni na polu bitwy stali, Daisho i Yuzuriha. Poranieni, styrani, zalani potem , ale i wściekli jak diabli. Wtem jeden z łuczników w kobietę założył strzałę na cięciwę i wycelował, celnym okiem przymierzył i spuścił cięciwę posyłając strzałę w powietrze.

Himiko walczyła za pomocą swej broni. W tej chwili pchnęła włócznią chcąc zrobić poważną ranę, przeciwnik jej cofnął się po czym zbliżył się biegiem, ciął mieczem w szyję, ona zaś wygięta swe ciało przez co ostrze poleciało tuż obok jej twarzy. Złapała bliżej tyłu włóczni atakując ostrym końcem, a dokładniej blokując próbowała odepchnąć nim miecz przeciwnika, on za to nie miał zamiaru na to pozwolić na krótkim dystansie ma przewagę dzięki swej broni. Po krótkim siłowaniu się zaczął ciąć szybko dynamicznie i ciągle do przodu z prawej, potem z dołu po skosie, pchnięcie, cięcie w głowę. Kobieta ciągle dawała radę się obronić przynajmniej od poważniejszych ran trzy razy zdołał ranki jej zadać na brzuchu nodze i policzku. Ciągle przy tym się cofało aż poczuła wodę pod nogą wtedy kopnęła go między nogami co spowodowała przerwę w atakach przeciwnika który poczuł cholerny ból w okolicach intymnych kobieta dzięki temu złapała odpowiednio glewię i zaatakowała ciąć po masce jednak dużo to nie dało. Mężczyzna, odskoczył rzucając sztyletem idealnie się on wbił w bok kobiety ciąć jednocześnie pasem z kołyską która upadła na ziemię. Dziecko cicho płakało jakby nieszczęście dziecka powoli przebijało się przez moc która uspokaja ją.

Mężczyzna uśmiechnął się na to. Rzucił drugi sztylet w kołyskę, ale ten został odbity od ostrza glewi, ta na niego ruszyła chcąc ciąć z każdej strony, ale nie dawała rady gdy po wielu atakach pchnęła glewię on to wykorzystał odskoczył na bok posyłając sztylet w kołyskę, a wtedy dziecko płakać przestało. Ten wybuchł śmiechem wariata:

-Wygrałem!!!! I jak się czuje……- Nie zdążył dokończyć gdy nastało cięcie Himiko zaczęła ciąć delikatnie jego klatkę piersiową, ale oprócz zwykłego bólu czuł poparzenie. Oczy kobiety świeciły się na złoty kolor, a dokładniej były to dwie kule światła, a ostrze jakby samo wytwarzało światło jak cięła, oszalała zasypując wroga dziesiątkami cięć. Co jednak tylko bawiło mężczyznę, wyrzucił miecz i wziął dwie bronie  które wyglądały jakby połówka sierpa był przymocowany do trzonka drewnianego. Oba na zaświeciły się czerń. Po czym zaczął bronić się nimi przed ostrzami kobiety przy każdym uderzeniu który odrzucał obydwoje w dwóch kierunkach. Kobieta w końcu zacisnęła pięść i wypowiedziała magiczne słowa nim ten zaatakował, wyszedł z niej istota o ciele węża z czterema nogami, a może rękami? Z dużą głową z włosami.

-Widzę, że dostałaś prezent, fajny duch! Zginie razem z tobą, zaatakował idealnie gdy tamten wyszedł przez ten na niego warknął i zranił łapami. On się nie poddał sam wypowiedział zaklęcie i z niego wpłynęła istota taka sama tylko zamiast złotej barwy była czarna istoty zaczęły ze sobą walczyć. A w ich cieniu dwaj wojownicy. Niestety, ale walka na stronę wojownika szłapomyślnie coraz to więcej ran zadawał jej cięcie po udzie, barku i to, że musiała się cofać jest najlepszym tego dowodem. Pod sam koszyk się cofnęła, a wtedy w szyję wbił ostrze swej broni. Ta padać zaczęła nagą popchnęła kołyskę tak iż ta na wodę poleciała i popłynęła po rzece. Mężczyzna się śmiał śmiechem psychopaty nie miał chęci iść po kołyskę z martwym dzieckiem w tym czasie istota z światła ryknęła z bulu i zaczęła padać. Kobieta leżała na ziemi wypowiedziała pewne słowa magiczne wręcz niesłyszalnie, a istota znikneła.

Mężczyzna wziął jej włócznie kopnął tak iż znalazła się plecami na ziemi, a nie bokiem jak była. Wycelował w nią.

-Żegnaj. Po czym wbił ją aż do drzewca pewnym, szybkim i płynnym ruchem po czym wyjął wziął jej ciało na plecy jak trofeum i poszedł szczęśliwie gwizdając.

Gdy strzała leciała wbiła się już w zniszczony kawałek pancerza bez problemu przebijając go i wybijając się w szyję kobiety. Ta krzyknęła i zaczęła padać na ziemię.

Daisho przerażony spojrzał na nią a ta padła na ziemię, z szyi płynęła krew mężczyzna płakał ona dotknęła jego policzek i powiedział :

 -Nie żałuję ani jednej chwili spędzonych z tobą i na zadaniach. Może w innym życiu znów się spotkamy. Żegnaj przyjacielu. Zamknęła oczy już bez życia. Męższyzna płakał, a do niego doskoczyli wojownicy, on wstał chwycił za katane prędkością niespotykaną i słowa wymienił o tak potężnej mocy iz ci za głowy się chwycili, a oczy jego ogniem się zajęły, a przy nim zaczął płonąć krąg

Człek który z daleka się trzymał zaczął się zaczął się cofać szybko się cofać.

Od strony Daisho buchnął ogień na dwadzieścia metry w górę i na boki paląc ciała i rośliny zabijając żyjących wrogów zostawiając zwęglone ciała i popiół.

Wszystko jako sen znikło! — Tylko czarna bryła

Ziemi niekształtnéj leży — rozjemcza mogiła.

Tam i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli,

Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli;

Wrogów , Śmierć Choćby dowódca wroga kazał wstać: już dusza

Wroga, tam raz pierwszy, dowódcy nie słusza

Tam spalone tyle dziesiątek ciała, imiona:

Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza oddziału cesarskiego

On będzie Patron szańców! — Bóg, Kara, Koniec świata Bo dzieło zniszczenia

W dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia:

Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze!

Człowiek w czerni walnął przez podmuch o drzewo, ale wstał i zaczął powoli iść tak samo jak niedobitki w liczbie sześciu jeden z nich spytał:

-Co teraz mamy robić panie?

-spalić ciała i do urn, zasługują na pochówek.

-Naszych też?

-Czyś ty zdurniał! Ich ciała niech zeżarte zostaną przez dzikie zwierzęta.

Wojownik przełknął ślinę, ale nic już nie powiedział sześciu zabrało się za zadanie. Jeden podszedł do ciała Daisho na którym były inne ciało znalazł je dotknął szyi sprawdzając czy żyje, spojrzał na niego zdziwiony.

-I jak masz jego ciało?

-Nie Panie, musiało spłonąć.

-Rozumiem no cóż współczuję mu. Niech bogowie mu łaskawi. Zaczęto palić ciała obrońców, oprócz ciała Yuzurihy która dostanie własną komnatę pogrzebową, a w międzyczasie przyszedł wojownik który zabił Himiko z jej ciałem i  z uśmiechem zakrwawiony.

-Witam widzę, że chcesz im pogrzeb wystawić.

-Tak chce.

Był wyraźnie zawiedziony widząc go.

-A naszych już nie chowasz…

-Bo to zwykły niegodny pochówku śmieć.

-Rozumiem i masz rację. No cóż jak skończą, zabieramy się by zdać raport, ucieszy się…

-Fakt…

Gdy tylko spalili ciała i wzięli ich prochy, wyruszyli w drogę powrotną do swego kraju, a wcześniej do portu by tam wziąć statek i popłynąć na nim. Nie mogli jednak, wiedzieć iż w koszyczku dziewczynka dalej żyła. Ostrze nie trafiło w dziecko tylko dwa centymetry wyżej, a naszyjnik lekko świecił. Płynęła samym środkiem rzeczki, dokoła niej las, rośliny, zwierzęta które piły wodę. Pokonała tym sposobem całe dwa kilometry drogą wodną, księżyc był już na samym środku nieboskłonu. Naszczęscie nie była żadnego drapieżnika który by chciał ją zaatakować, a i kołyska nie przemakała. Nad rzeką siedział jednak, pewien mężczyzna który płakał dzień wcześniej, ponieważ jego żona zmarła przy porodzie.

-Łzy mi się lały litrami, ona miała takie wspaniałe oczy i włosy i tą twarz. Lubiłem w niej nawet ten mały wypierdek przy nosie. Pamiętam jak się cieszyła, że będziemy mieli dziecko. Cała skakała z radości, a teraz j…. Je-jej….. N-nie ma!- I znów buchnął płaczem.- Nie mogę uwierzyć, że, że leży już w ziemi. To nie powinna tak być! Mieliśmy jeszcze całe życie przed sobą… A to co?

Spojrzał na kołyskę wszedł do wody która sięgała mu do klatki piersiowej i wziął kołyskę na ląd i zajrzał do niej.

-Dziecko?! Ale jak? Skąd? A to?- Wyjął sztylet i spojrzał na niego. – Świetna jakości, ale jeszcze takiego nie widziałem.

Zmarszczył brwi i znów spojrzał na dziecko, a głównie na naszyjnik wziął go do rąk i przeczytał był tam napis Ao Hisui.

– Nie wiem co cię spotkało, ale ja się tobą już zajmę.

W oczach ból został zastąpiony ciekawością i miłością? Zabrał ją do domu.

Autor Serek
Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 941
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!