Kroniki Iball, Tom I: Niosąca Światło

Ognisko buchało żywym ogniem, kiedy mieszkańcy wioski poczęli zbierać się wokół paleniska. Plotka o pojawieniu się w wiosce staruchy rozeszła się w bardzo szybko wśród mieszkańców. Tego można było się spodziewać. Miejsce składało się z zaledwie kilkunastu odrapanych domów, spichlerza i obory, a jego serce stanowił plac ze skromnym drewnianym podwyższeniem przeznaczonym na co ważniejsze wydarzenia w wiosce.

Przed paleniskiem, umiejscowionym koło owego podwyższenia, siedziała pogrążona w milczeniu Baba, której jedynym odzieniem była dziurawa, lniana szmata upięta na kształt prostej sukienki. Na jej kolanach leżała równie stara, jak jej właścicielka, gruba, drewniana laska, którą babulka podpierała się podczas wędrówek. Chude, powykrzywiane reumatyzmem nogi, wyciągnęła przed sobą, chcąc ogrzać je przy ogniu. Jakaś mieszkanka wioski okryła gościa grubym kocem i zajęła miejsce na ociosanym starannie pieńku, służącym za ławę do siedzenia.

Staruszka siedziała tak przed ogniem, wpatrując się w płomienie i ignorując ludzi zebranych wokół niej. Niektórzy szeptali między sobą, nie spuszczając oczu z gościa. Inni nie mieli na tyle odwagi w obecności obcej. Mieszkańcy osady słyszeli bowiem pogłoski o Babie, która od kilku miesięcy przedzierała się przez góry, zatrzymując się przy każdej wiosce i prosząc o gościnę. W zamian oferowała bajanie przy ogniu, co było rzadkością w tej części wzniesień Tihi, gdzie od kilku lat nie zagościł nikt nowy, nie licząc przy tym poborców podatkowych zjawiających się w wiosce co roku w porze suchej, gdy leśne trakty nadawały się do przejazdu.

Babo odezwała się w końcu młoda dziewczyna, w stanie, który wskazywał na rychłe przyjście na świat jej pierworodnego dziecka. Oczy zebranych skierowały się ku niej. Niektórzy posyłali jej karcące, pełne napięcia spojrzenie. Obyczaj wymagał, aby to starszy rozpoczął rozmowę dane mi było słyszeć pogłoski, że zajmujecie się bajaniem. Opowiedzcie że no jakom historyje, coby odpłacić nieco za udzielenie gościny.

Zgromadzeni mieszkańcy wstrzymali oddech, w głębi ducha modląc się, by Baba okazała się łaskawa dla butności młodej kobiety. Staruszka z początku zdawała się nie zwracać uwagi na dziewczynę, która siedziała naprzeciwko niej, po drugiej stronie ogniska. Na jej pooranej zmarszczkami twarzy nie drgnął nawet mięsień. Dziewczę wpatrywało się uporczywie w kobiecinę, która wydawała się teraz chorobliwie wychudzona i mizerna. Mimo tego z jej postawy biła siła, która przytłaczała mieszkańców wioski.

— Macie racje — wybełkotała Baba. — Lecz jakiej historyi ode mnie oczekujecie?

Mieszkańcy spojrzeli na ciężarną kobietę z wyczekiwaniem. Nikt nie chciał się odezwać w imieniu mieszkańców, bojąc się gniewu samej Baby, sąsiadów lub co gorsza Bogów, mimo że w głowach ludzi aż kotłowało się od propozycji opowieści, które chcieliby usłyszeć. Sama dziewczyna zaś, gorączkowo myśląc nad odpowiedzią, spuściła wzrok, patrząc na swój zaokrąglony brzuch.

— Jeśli można, dobra Babo — odezwał się łysiejący mężczyzna w średnim wieku. Był szczupły i opalony, a pod jego skórą widać było dobrze rozwinięte mięśnie. Baba zerkając na niego kątem oka, zastanawiała się o co może zapytać, ten nie rzucający się w oczy człowiek. — Czy opowiesz nam o powstaniu? O tym jak zostaliśmy stwozeni? Bo wie Baba, mnie to bardzo ciekawiom takie gadki, co ludzie w świątyniach słyszają zaseplenił mężczyzna.

Nie starczy nam czasu, abyście usłyszeli choć część opowieści stanowiące o naszej historyi. Wasze życia są zbyt kruche, a serca i umysły zbyt mało pojemne, by zrozumieć ich sens. Bowiem na historyię, o którą prosisz bym ci opowiedziała składają się wydarzenia wykraczające poza umysł jakiejkolwiek istoty żywej starucha przerwała na moment, a w jej pokrytych bielmem oczach odbijały się płomienie kształtujące się w obraz przypominający dwa splątane węże tworzące okrąg, które przecinał trzeci, największy z gadów. Najpierw był Nyong wskazała na najgrubszy cień wykrzywionym od reumatyzmu palcem. Uosobienie chaosu w najczystszej postaci. Nic nie mogło się równać sile jaką posiadł. Z niego zrodziły się Kugona, który w przeciwieństwie do swojej bliźniaczki, Zakaipy, był bezgranicznie dobry. Kugona, mimo tego miłował Zakaipe. Z tego umiłowania powstała woda. Woda, której nie było końca, a jej toń była nieprzejednana. Za wodą powstało życie, z życia zaś lądy i wszystko co czuje. Kugona i Zakaipa widząc co zrobili stworzyli wyżyny, które miały oddzielać życie na lądzie i życie w bezkresnych wodach Iball. Wtedy powstała też góra Pamu, na której w harmonii miały żyć dzieci dobra i zła. Bogowie powstali wraz z dziećmi Kugona i Zakaipy, byli oni najpotężniejszymi przedstawicielami swojego gatunku. Dostali od nich zadanie opiekowania się słabszymi, ponieważ wraz z mocą, jaką posiadali, rosła także ich odpowiedzialność. Tak powstał Rohan, opiekun nieboskłonu, wschodów i zachodów słońca oraz wszystkiego co do niego należy, a także zrodzona z ziemi Vesturia, opiekunka miru domowego oraz władczyni lądów i urodzaju, która była jego partnerką. Panujący nad wiatrami Zefir oraz jego połowica Limela, opiekunka zwierząt. Yraura, która dbała o miłość do piękna i sztukę, a także sprawiedliwi Ophy i Adon, Aais, odpowiadający za nici przeznaczenia, a także najmłodszy z nich wszystkich Ksedar.

Mieszkańców wioski przeszedł dreszcz. Każdy bał się wężowych nici, które opiekowały się mieszkańcami Iball. Jednak prawdziwą trwogę wzbudzało imię Ksedara. Mściwego boga zaświatów, który według legend miał powrócić by odebrać swoje córy bogom. Wtedy miał nastąpić koniec świata jaki był znany elfom, czarownicom czy draagerom, a mityczne węże Nyong, Kugon i Zakaipa miały zatrzymać świat w miejscu.

Ogień przed staruchą ukształtował się w cień przypominający istoty ludzkie. Były ich setki, jeśli nie tysiące lub setki tysięcy. Każda z nich pozbawiona była nosa, oczu i ust, a ichnie ciała zdawały się być bezkształtnymi smugami.

Z Kugona i Zakaipy zrodziła się jednak jeszcze jedna rasa, którą opiekowali się najmłodsi bliźniacy oraz bóg Aais, splatający ich przeznaczenie. Byli oni krusi, wydawało się, jakoby ich boska cząstka była tak wątła, że prawie nie widoczna. Nie posiadali boskich mocy, ani nie żyli długo. Bogowie, widząc jak szybko umierają, chcieli zgładzić przedstawicieli ich gatunku, by się nie rozmnażali i nie cierpieli. Na to nie zgodziła się Vesturia, która widząc zapędy, jakim poddaje się reszta jej pobratymców, nakłoniła Limelę, aby ta wykorzystała ledwo żyjące istotki do opieki nad bydłem i trzodą chlewną, sama zaś powierzyła im nasiona jadalnych roślin. Widząc, że ludzie mogą być przydatni, Bogowie stopniowo zmienili swoje zdanie, a ludzie przetrwali żywiąc się nie tylko mięsem padłych zwierząt, ale także owocami zrodzonymi przez błogosławioną ziemię, której oddawali cześć.

Cienie w ogniu ponownie się rozmyły, a płomienie zawirowały, gdy staruszka spojrzała na nie. Jej twarz zdawała się ściągać i stawać bardziej poważna niż wcześniej, a oczy poczęły czernieć zbierając całe bielmo, w oczach.

Kształt płomieni także się zmienił, ukazując sylwetkę kobiety, trzymającej na rękach małe zawiniątko, obok której pojawił się mężczyzna o przesadnej muskulaturze. Kobieta wypuściła ze swych rąk zawiniątko, z którego cienia ukształtowało się dziecko, a to przekształciło się w dorosłą postać utkaną ze strzelającego ognia. Noc rozświetliły kolejne języki płomieni, z których formowały się kolejne ludzkie kształty.

Rohan i Vesturia mieli też inne dzieci, a ich dzieci miały swoje dzieci. Jedne z nich dziedziczyły więcej boskiej mocy, inne natomiast mniej. Były też takie, które nigdy nie miały się narodzić. Dzieci, które zrodziły się z Vesturii i Rohana wzięły sobie swoich pierworodnych za współmałżonków, jednak ci szybko umierali, a łzy, które ronili Bogowie i Boginie zrodzeni z boskiej pary, wydrążyły w lądach rzeki oraz sprawiały że niebo zaczęło ronić łzy za nich. Były to mroczne czasy, kiedy ludzkość i życie na świecie dopiero zaczynały kształtować swój rytm. Mimo tego, tamten czas cechował się harmonią, jakiej nigdy w kolejnych tysiącach lat nie zaznano. Dobro nie istniało bez zła, a zło nie istniało bez dobra. Siła nie istniała bez słabości, a słabość bez siły. Początek bez końca, a koniec bez początku. Tak więc i harmonia musiała kiedyś się skończyć, a nastąpiło to, gdy na świat przyszła ostatnia córa boskiej pary władców – Genera.

Mieszkańcy wioski przypatrywali się z zafascynowaniem płomieniom, które co rusz zmieniały się zgodnie z wolą baby. Gdy wszyscy przyglądali się ogniowi, zaczął wiać zimny wiatr, a płomienie przygasły na chwilę, by stać się jeszcze potężniejsze niż zdawały się poprzednio. Języki tańczyły weselej, łącząc się ze sobą i tworząc wir, z którego ledwo kilka sekund później wychynęły trzy kolejne sylwetki. Starucha rozejrzała się po zebranym gronie. Widziała ściągnięte mięśnie twarzy ludzi wokoło, zaciskające się szczęki mężczyzn i kobiet.

— Jeszcze dwieście lat temu, dzieci boga zaświatów nękały takich jak wy. Mężczyźni nie wracali z polowań w puszczach. Kobiety i dzieci znikały bez znaku z własnych domostw. Straszne to były czasy. Mimo że najgorsze już dawno minęło, skutki odczuwaliśmy przez następne wieki — babuleńka zamachnęła laską nad ogniem, który zdeformował człekopodobne kształty. — Ksedar, chcący stać się podobnym do swego brata Zefira, któremu służyły cztery wichry oraz do swojej siostry Limelli, której usługiwały driady, powołał do życia trzy demony. Najpierw powstał Throkal zbudzony z krwi boga o czterech twarzach. Następnie zrodzony z jego oddechu Izgan. Na końcu z kości ukształtował najgorszego ze swych demonów – Mongrada.

Zebranych przy ognisku przeszedł dreszcz. Nawet teraz pamięć o demonach budziła w ludziach trwogę. Doskonale pamiętali o swym prześladowcy, a jego imię napawało strachem. Ognie przybrały kształt potwora o dwóch nogach i dwóch rękach, którego rogi wyrastające z przodu czaszki zakręcały do tyłu nad głową, aby stworzyć splatającą się koronę. Olbrzymie skrzydła z cienkiej, lecz wytrzymałej siateczki ognistych języków machały spokojnie, sprawiając wrażenie, że sylwetka mężczyzny unosiła się w powietrzu.

Ksedar był jednym z najmłodszych boskich bytów. Zakaipa stworzyła go dopiero gdy na ziemiach Iball pojawiły się istoty pełne boskiego dobra, Elfy. Ksedar od początku był bogiem ciekawskim i psotnym. Rohan przygotowywał go do opieki nad zwierzyną, tak go mieli czcić mieszkańcy tego świata. Nim bóg stał się do tego gotowy, zrobił coś, czego nie wolno było żadnemu z ich rodzaju. Pokochał córę boskiej pary, a więc swoją bratanicę, Genarę, uważaną za boginię mądrości, której dogmat zmienił się z czasem. Genara odrzucała uczucia swego wuja, nie tylko dlatego, że byli oni bliską rodziną. Ukochała człowieka imieniem Fao. Niemal codziennie spotykała się z mężczyzną, któremu po jakimś czasie urodziła córkę. Mimo tego nie wyjawiła mu swojej tożsamości. Nieszczęśnik nie wiedział, że jego ukochana jest tak naprawdę jedną z wyższych istot na świecie. Z ich związku narodziła się Oktia, dziewczynka, której ludzkie ciało nie mogło wytrzymać nadmiaru mocy, jaki odziedziczyła po matce. Genara postanowiła zataić jej istnienie przed resztą bogów. Dziecko ukryła pośród czarownic posiadających ziarnko boskiej mocy. W tym samym czasie wybudowała ogromną twierdzę niedaleko jeziora Suan, w której katakumbach z pomocą wiedźm stworzyła celę dla swej pierworodnej córki. Na tamtych terenach dzisiaj jest jedynie wyjałowiona ziemia. Chmury, kierowane przez wichry, unikały tej ziemi, a słońce pozbawiło jej całej wody, roślinności i zwierzyny jaka chodziła po ziemi. Ukochały ją za to demony, dzieci Ksedara, które były straszniejsze niż można by to opisać słowami. Sam ich oddech spowalniał bieg krew w ludzkich ciałach, a spojrzenia paliły żywym ogniem. Postawą górowały nad zamkami, a w swoich cielskach posiadły kilka trzonów przepełnionych esencją czystego zła. W przeciwieństwie do innych istot nie potrzebowały ani mięsa, ani wody, ani wszelkiego pożywienia, gdyż karmili się jedynie boską mocą, która biła spod ziemi, od Oktii.

— Mamo! — wyjęczał kilkuletni chłopiec, siedzący na kolanach kobiety i wystraszony przytulił policzek do jej piersi.

— Spokojnie synku, spokojnie — ucałowała chłopca w kasztanowe włosy, głaszcząc go po głowie. — Bądź grzeczny i słuchaj dalej opowieści Baby.

Tamten świat wcale nie przypomina tego, w jakim żyjemy dzisiaj, drogi Marcusie staruszka spojrzała na dziecko z pobłażliwym uśmiechem i zmarszczkami, które rzeźbiły w skórze jej twarzy głębokie szramy. Wtedy żyliśmy w dostatku, wręcz niespotykanym dzisiaj przepychu ludzie z kolei cieszyli się pokojem zdecydowanie zbyt długo. Jeszcze nie wiedzieli, że to wszystko niebawem pochłonie ogień i nic nie będzie w stanie ich uratować.

Płomienie przed staruchą przybrały ciemny, krwisty, złowieszczy kolor. Cała radość, która otaczała mieszkańców wioski zdawała się ulecieć w niepamięć. Sama zaś kobieta, ścisnęła laskę leżącą na jej kolanach, że drwa, z których została zrobiona, poczęły wydawać z siebie głośne jęki, a sama ona czerniała palona jakoby żywy ogień jej dotykał, mimo że od jego języków dzielił ją dobre pięć stóp odległości. Staruszka zacmokała złotą licówką, jakby chciała przerwać tym gestem ciszę, która wdarła się pomiędzy zebranych.

Zazdrosny Ksedar postanowił zabić ukochanego Genary, a ją samą pojmać. Nie mógł tego zrobić na oczach swych współbraci i sióstr. Bóg chciał pozostać w ich łasce, gdyby kiedyś potrzebował ich siły lub – co gorsza – pomocy. W końcu, choć obdarzony niewyobrażalną dla nas mocą, nie był wszechwładny. Uciekł więc na inny, niezamieszkany do tej pory kontynent znajdujący się daleko na zachodzie. Tam stworzył ogromną twierdzę otoczoną lawą i gęstymi lasami, w których czaiło się wiele niebezpieczeństw, czyhających na śmiertelnych wszystkich ras. Samą budowlę i tereny, które ją otaczały ze wszelkich stron, uczynił zaś dla oczu boskich niewidzialną, samemu budując sobie tym więzienie. Na kontynencie do tej pory pokrytym lasami dał wolną rękę swoim kolejnym dzieciom, które stworzył z ognia i zalegających niedaleko twierdzy czarnych kamieni. Dym, który powstał w wyniku ich szaleństwa widać było z innych kontynentów i nawet sami bogowie żyli w trwodze nie znając powodu powstania tego chaosu.

Zgromadzeni w skupieniu słuchali słów staruchy, a kiedy nawet wiatr zamilkł, było słychać jedynie świszczące oddechy mieszkańców.

I co się stało potem? — zapytał szeptem mężczyzna siedzący najbliżej spośród nich wszystkich.

Staruszka z uśmiechem satysfakcji na twarzy, zamachnęła się dłonią przed ogniem, rozmywając tym samym obraz z ognia. Na jego miejsce jednak pojawił się inny, pokazujący dwójkę zakochanych wojowników.

Fao i Yil, czy raczej Fao i Genara udali się na obce ziemie, aby zbadać co jest powodem powstania dymu widocznego z tak daleka. Już wtedy słynęli jako niepokonani wojownicy, którzy walczyli z dziwami tego świata, nad którymi władzy nie mieli nawet wszechmocni bogowie. Nie dane było im jednak powrócić w świetle chwały, jak to miało miejsce podczas poprzednich wypraw. Tym razem przepłynęli morza i oceany wszerz i wzdłuż. Odwiedzali kraje tak zimne, że ich usta zamarzały, a oni sami tracili resztki rozumu lub kraje tak ciepłe, że ich skóra zdawała się palić po spotkaniu ze słońcem. Kraje tak bujne, że liście krzewów kąsały ich kończyny przy każdym kroku i suchsze bardziej, niż tereny na południu Ainsgarthern. Poznali i smakowali wśród gatunków zwierzyny o jakiej nigdy nie słyszeli ich rodacy, a także zdobyli mądrość, która przewyższała kapłanów w największych świątyniach Iball — staruszka uśmiechnęła się z przekąsem. — Po wielu długich latach tułaczki, gdy Fao był już w podeszłym wieku, dotarli oni w okolice twierdzy zamieszkałej przez Ksedara i jego dzieci. Jak spodziewała się Yil, jej wuj i jego słudzy czekali na nią od samego początku. Yil błagała Fao, by ten nie płynął z nią na tę wyprawę. Pomimo tego, wojownik nie usłuchał jej próśb. Zapłakana bogini, była ostatnim widokiem jaki dane mu było zobaczyć, nim słudzy Ksedara rozszarpali jego wątłe ciało na strzępy. Zazdrosny Ksedar, ocalił jedynie cząstkę jego duszy, którą potem rozkazał zakląć w mieczu wykonanym przez sprzymierzonych z nim drageerów. Cząstka ta, miała po wsze czasy przypatrywać się Genarze, która zamknięta została w twierdzy Ksedara i cierpiała zmuszana przez boga do oddawania mu czci i miłowania go, jak robiła to niegdyś z ukochanym. Z biegiem lat oboje zostali zapomniani przez śmiertelnych. Jedynie Wiedźmy z Magallady, które utworzyły niewiele wcześniej swój Zakon, by strzec tajemnic bogini, spisali historię zapomnianych Fao i Yil.

Bogowie nie szukali Ksedara i Genary? spytał jeden z młodzieńców, o jasnej, kędzierzawej czuprynie.

Nie. Ksedar najczęściej unikał innych bóstw, kryjąc się w tylko mu znanych miejscach. Genera natomiast przez swój związek z Fao – o którym bogowie wiedzieli, a nawet go pochwalali, tak długo jak Fao nie bruździł przeciwko nim, czego Genara pilnowała by nie czynił. Sama bogini często przebywała wśród ludzi, którym z kolei nie ukazywała swojej boskiej natury. Ta opieszałość w późniejszych latach miała doprowadzić do zguby wszystkich, od bogów poczynając, a na elfach i ludziach kończąc. Historię tamtego świata, którego nie dane nam było poznać, a którego dorobek niemalże się zatarł, zakończył wybuch pierwszej wojny kontynentalnej.

Czy to wtedy nasi przodkowie zeszli do podziemia, Babo?

Kobieta o włosach ciemnych jak nocne niebo, która siedziała do tej pory w pobliżu zebranej grupy, wstała na równe nogi i przysiadła się do nich.

Tak, miało to miejsce po pierwszej wojnie kontynentalnej. Elfickie rody zostały wycięte co do nogi, jako władcy państw, które chciał posiąść we władanie Ksedar. Wtedy do władzy doszli ludzie, a stworzenia, które posiadały w sobie najwięcej boskiej mocy popadły w niełaskę i zapomnienie.

— Ale jak do tego doszło? — zapytało dziewczę, które odezwało się na samym początku.

Otóż, gdy Ksedar zaklął duszę Fao w mieczu, zachłysnął się tak bardzo poczuciem władzy, że zebrał ciało nieszczęśnika do olbrzymiej, złotej skrzyni i umieścił ją na pokładzie prostego, ale wytrzymałego statku i wysłał w morze. Łodzi miały bronić dwa legiony dzieci Ksedara. Sam statek wyruszył zaś w stronę domu bohatera, lecz nie wiadomo czy dotarła do lądu. Według legend statek miały znieść prądy wytworzone przez samego Kugona, skrzynię z kolei miała pożreć Zakaipa. Gdyby tak się jednak stało, prawdopodobnie wojna wybuchłaby kilkaset lat później. Zrozpaczona Genara poddała się woli Ksedara uważając, że życie wieczne nie ma dla niej sensu bez ukochanego wojownika. Odzyskała wiarę dopiero po urodzeniu drugiej córki, po dziewięciu miesiącach od śmierci ukochanego. Uparcie twierdziła, że dziecko jest owocem gwałtów boga, jakich ten miał się na niej dopuścić zaraz po morderstwie jej ukochanego. Ksedar domyślił się, że dziecko nie jest jego. Kazał je zasztyletować na oczach matki. Genara zdołała uciec z małą dziewczynką w ramionach, nadając jej imię Trogostretti.

Wieśniacy wzdrygnęli się na dźwięk imienia wypowiadanego przez kobietę. Wiedzieli bowiem, że oznaczało ono w dawnych językach: złą wróżbę lub przekleństwo. Bogini, która je potem nosiła, była nieustraszoną wojowniczką, podobnie jak matka oraz ojciec, jednak w obawie przed zagrożeniem, jakie niosła jej siła, podobnie jak jej siostra, została zesłana do zaświatów, aby pilnować dusz zmarłych.

Kobiety przez długi czas uciekały przed Ksedarem. Na kontynencie, który zamieszkiwał, zbierały mizerne owoce z drzew. Walczyły z nasyłanymi potworami, które miały za zadanie zabić dziecko oraz sprowadzić jej matkę z powrotem do twierdzy. W końcu, po wielu miesiącach ucieczki lądem, kiedy Trogostretti wyrosła na tyle, aby pomóc matce, obie kobiety zbudowały małą łódź, w której po zgromadzeniu zapasów uciekły przed Ksedarem na kontynent Iball. Tam otrzymały opiekę reszty Bóstw, którym Genera opowiedziała ich historię. Sama Trogostretti była na tyle duża, że mogła wybrać mężczyznę, którego obdarzy uczuciem, a w późniejszym czasie założy rodzinę. Jej wybór padł na jednego z książąt nieistniejącego już państwa Preaviris, które po pierwszej wojnie kontynentalnej miało stać się prowincją Ainsgarthern, a sama linia wywodząca się z tego małżeństwa miała objąć rządy w nowo powstałym królestwie.

Zebrani, zarówno młodzi, jak i starzy, słuchali ze wstrzymanymi oddechami słów staruszki. Jedni przysiedli się już na początku opowieści, inni dołączali w trakcie. Żadne z nich nie miało jednak pojęcia o upływającym czasie, który pędził dalej. Nim się obejrzeli, nad ich głowami począł budzić się księżyc, który rozświetlił wioskę.

— Czas na was — odezwała się zachrypłym głosem starucha. — Zlegnijcie z dziatkami. Resztę historii opowiem wam jutrzejszej nocy.

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 1528
10

Komentarze (8)

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!