Kroniki Iball, Tom I: Niosąca Światło | 1.1

Rozdział I

Dame du Nord

Poranne promienie słoneczne zaglądały dopiero w najmniejsze uliczki stolicy Ainsgarthern, przyroda, podobnie jak mieszkańcy miasta budziła się do życia, a wybrzeże i statki tonęły we mgle znad jeziora Suan. Punktem orientacyjnym dla mieszkańców o tak wczesnej porze były jedynie strzeliste wieże pałacu i budynek Zakonu, rozdzielający dzielnice arystokracji, mieszczan i biedoty.

Megharę obudził stukot porcelany, którą służące, jak co rano ocierały z kurzu. Następny był dźwięk odsuwanych ciężkich kotar z grubego, ciemnozielonego weluru i skrzypienie wielkiej, czterodrzwiowej szafy, która pamiętała czasy poprzedniej lokatorki komnaty.

Pragnąc wyrwać, choć kilka chwil snu, dziewczyna obróciła się na drugi bok, udając, że pogrążyła się w głębokim śnie. Jej plany pokrzyżowała piastunka, która w tym momencie rozpoczęła swój rytuał wybierania sukni dla swojej podopiecznej.

— Obróć jeszcze raz tę miętową. — Dyrygowała głównej pokojowej, Annie. — Pokaż jeszcze raz tą fioletową — przerwała. — Nie, nie, stanowczo nie ta!

— Igris zlituj się na wszystkich bogów! Chcę spać! – Wykrzyczała w końcu zirytowana Meghara i nakrywając głowę puchową poduszką, zagrzebała się głębiej w pierzynie.

— Nie ma mowy. — Odparła starsza kobieta, po czym zerwała z damy pierzynę.

— Prawdziwe utrapienie z wami dwiema. — Wyjęczała dziewczyna. Kobiety przyglądające się swojej pani wybuchnęły śmiechem, widząc jej sfrustrowaną minę.

Meghara zsunęła nogi z łóżka, do wyściełanych króliczym futerkiem pantofli i wstała, przecierając zaspane oczy. Stojąc przed rzeźbionym lustrem w samej koszuli nocnej, nie widziała nic poza podkrążonymi ze zmęczenia oczami i przekrwionymi białkami. Kiedy ją ubrano, włosy wciąż pozostawały we względnym nieładzie, mimo prób rozczesania, jakich podejmowała się Igris, choć i tak było znacznie lepiej niż po przebudzeniu. Kobiety w końcu się poddały, pozostawiając czarne kędziory rozpuszczone, jedynie wcierając w nie delikatne pachnące jaśminem olejki. Toaletę zakończyły przypudrowaniem twarzy i zawiązaniem szmaragdowej tasiemki na końcu rękawa, co stanowiło sygnał o przynależności do rodziny królewskiej.

— Wyglądasz pięknie Megharo. — Dłonie Igris spoczęły na ramionach dziewczyny, kiedy zbliżyła się do niej, aby dodać podopiecznej otuchy. — Jestem pewna, że stolica cię pokocha — uśmiechnęła się szeroko.

Meghara nie odrywała wzroku od odbicia w lustrze. Miał wrażenie, jakby to Igris była jej prawdziwą matką. Z każdym dniem dostrzegała w sobie cechy należące także do piastunki. Chciała, żeby tak było, jednak ojciec mimo wszystkich przewin nie dałby się uwieść byle mieszczance o niejasnym pochodzeniu. Sam zresztą był niechętny kobiecie, a jedynym powodem jej zatrudnienia w roli opiekunki najstarszej córki były jej umiejętności i rekomendacje od wysoko postawionych arystokratów.

— Jestem w stanie postawić złotego derliha, że Lady Tiffany znowu będzie narzekać na kolor lub krój sukni, tylko dlatego, że ty wybrałaś suknie Meghary, Igris — stwierdziła chłodno Anna, wycierając spocone dłonie o ścierkę schowaną w kieszeni roboczego fartucha.

— Zawsze jesteś taka krytyczna wobec lady Tiffany, Anno — przez twarz rudowłosej kobiety przemknął wyraz niezadowolenia. — Przypominam ci jednak, że to twoja żywicielka i siostra naszego króla. Nie wolno ci jej hańbić słowami i czynami.

W komnacie zapanowało milczenie, a skrępowana słowami służącej Meghara wykręciła się ze stalowego uścisku dłoni Igris. Zakłopotana dziewczyna usiadła na łóżku, wpatrując się w opuszczającą komnatę służbę, w tym Igris i Annę, na której twarz wpłynął pąs.

Młoda arystokratka wyszła ze swoich komnat, dopiero kiedy zegar w jej prywatnym saloniku wybił godzinę dziewiątą rano. Schodząc do jadalni, słyszała kroki służby, która uwijała się przy codziennych czynnościach i brzdęk sztućców układanych w reprezentatywnej jadalni na stołach.

Refektarz, którego używali na co dzień, kiedy przebywali w stolicy, znajdowała się po drugiej stronie domu i znajdowała się nad kuchnią umieszczoną w podziemiach posiadłości. Widok z jej okien rozchodził się na rozległe ogrody oraz park mieszczący się na terenach przynależących do domostwa, a zakończony stromym urwiskiem, którego nie było jednak widać z okien.

Meghara przeszła przez dom w pośpiechu, mijając kolejno służki, które nosiły naręcza girland kwiatowych mających służyć do ozdobienia sali balowej przed jutrzejszym wieczorem. Dziewczyna przyglądała im się z zaciekawieniem, wdychając upojne zapachy roztaczające się w powietrzu. Nim się obejrzała, stanęła przed białymi, grubymi drzwiami, zza których dochodził do jej nozdrzy zapach śniadania.

W jadalni miejsce u szczytu długiego stołu zajmowała czarnowłosa piękność o dużych, czerwonych ustach i spojrzeniu, które przypominało spotkanie z górą lodową. Kobieta w okularach o cienkich niczym druciki oprawkach i w szkarłatnoczerwonej sukni zajmowała swoje tradycyjne miejsce, popijając mocną kawę i czytając najświeższe wydanie gazety, którą od niedawna drukowano w stolicy i rozprowadzano we wszystkich większych miastach. Meghara bardzo żałowała, że jej rodzina nie przybyła na czas do Rag, aby wziąć udział w prezentacji przełomowego wynalazku, jakim była prasa drukarska.

Po lewicy matki miejsce zajmował Lazar. Rudowłosy, wysoki chłopak o wciąż pucołowatej twarzy i nieco pulchnej sylwetce. Pogrążony w myślach, wzrok skupiał jedynie na porcji jajecznicy znajdującej się przed nim na talerzu, która malała w zastraszającym tempie.

Meghara po dygnięciu przed rodzicielką na powitanie, zajęła swoje miejsce po jej prawicy, jako najstarsza córka kobiety. Gdy tylko zasiadła rozłożyła chustę na kolanach, aby nie poplamić jedwabiu, w który została ubrana przez Igris i Annę. Lady Tiffany podniosła wzrok znad gazety i zgromiła córkę wzrokiem. Jej spojrzenie skupiło się na odsłoniętych przez dekolt obojczykach, których dziewczyna nie chciała zakrywać żadną z koronkowych chusteczek, ze względu na wysoką temperaturę, jaka panowała na zewnątrz i we wnętrzu posiadłości.

Co ty na siebie ubrałaś na wszystkich bogów? — zapytała piskliwym głosem kobieta siedząca u szczytu stołu.

Służący kłębili się wokół Meghary, nakładając na jej talerz skromną porcję jajecznicy smażonej na maśle, na której widok niejednej osobie mogła pociec ślinka. Zaraz potem inna z nieznanych jej jeszcze kobiet nalała do pucharu o wysokiej nóżce soku z dzbana, chlapiąc biały obrus wokół niego. Uwaga Tiffany zaraz zwróciła się na młodą dziewczynę, która z trudem powstrzymywała łzy, gdy księżna udzielała jej reprymendy, grożąc przy tym pozbawieniem jej wynagrodzenia za bieżący miesiąc pracy. Lazar w tym czasie siedział naprzeciwko, ignorując zaistniałą sytuację i wkładając energię jedynie w wciskanie w siebie kolejnej porcji smażonych jajek i chleba.

— Suknie, jak mniemam odpowiednią dla standardów stolicy, matko — odpowiedziała Meghara, dopiero gdy purpura zaczęła schodzić z twarzy pani domu. Kobieta jedynie posłała jej krótkie spojrzenie, które mogło świadczyć o utraconym przez nią wątku.

— Oczywiście Tiffany przyjrzała jej się bacznie po raz wtóry, zatrzymując wzrok na brzegu dekoltu. — Oczywiście chodziło mi o dekolt, jest zbyt mocno wycięty, nieprawdaż Lazarze? — Mężczyzna zwrócił uwagę na matkę, dopiero gdy ta szturchnęła go pod stołem nogą i posłała mu znaczące spojrzenie przekrwionymi oczyma.

— Co? Ah tak! — Twarz Lazara oblała się pąsem, gdy obie kobiety zwróciły na niego uwagę. — Masz rację matko, dekolt w sukni jest niewłaściwy. Powinnaś się przebrać siostro – otrząsnął się szybko z zakłopotania obierając stronę matki.

— Sama widzisz kochanie, musisz się zakryć lub zmienić suknię — przerwała. — Nawet twój braciszek tak uważa — kontynuowała wywód lady Tiffany. — Wolałabym nie wiedzieć, co wymyśliłaby na nasz temat twoja droga kuzynka Altamare. gdyby zobaczyła cię w tak niewłaściwym stroju!

— Dobrze matko, zmienię suknię przed dzisiejszą lekcją tańca z madame Sautré — skłamała gładko dziewczyna.

— Matko? — nagle odezwał się Lazar. — Czy mógłbym dzisiejszego popołudnia wybrać się do miasta? Słyszałem, że nasz kuzyn, książę Leonard organizuje drobne przyjęcie dla najbliższych przyjaciół i wicehrabia Nessay zaproponował, abym udał się tam razem z nim. — Kobiety nie spodziewały się takiego pytania ze strony brata. Rodzeństwo Argent słynęło raczej z unikania spotkań towarzyskich, mimo zachęt matki, aby w takich się udzielać. Obydwoje, znajstarszych dzieci Avbergów, zdawało sobie jednak sprawę z tego, że w zimnym Ogat Avberg, nie było zbyt wielu rozrywek dla młodych arystokratów.

Z Nessayem? — Lazar skinął nieśmiało głową. — Nie ma nawet o tym mowy. Młody Nessay to jeden z największych bawidamków stolicy. Nie pozwolę, aby cię spił lub co gorsza nafaszerował kudu. Nie pamiętasz, jak to się skończyło ostatnim razem, Lazarze? – Zawstydzony chłopak poczerwieniał przypominając sobie swoją ostatnią wizytę w stolicy.

Posiłek kończyli w milczeniu, a atmosfera przy stole wydawała się nieznośnie ciężka. Lazar spoglądał ukradkiem na siostrę, która siedziała na krześle o wysokim oparciu, naprzeciwko niego i patrzyła się na wciąż nie ruszony posiłek, starając się skupić przed lekcją z madame Sautré. Kiedy lady Tiffany skończyła czytać ostatni artykuł w gazecie, a Lazar skończył czwartą dokładkę jajek i wypił czarną jak smoła kawę, cała trójka wstała od stołu. Najpierw pomieszczenie opuściła lady Tiffany, zaraz za nią Lazar i na końcu Meghara, która miała najniższy status społeczny.

Korytarze posiadłości, które przemierzała młoda Dama, były niebywale puste jak na tę porę dnia. Winę za to ponosiły gorączkowe przygotowania, jakie panowały w domu. Większa część służby została do nich zaciągnięta przez samą panią domu. Już jutro, w przeddzień święta Vesturii miało odbyć się wprowadzenie młodych dam do towarzyskiej elity stolicy. Wydarzenie miało być wyjątkowe, bowiem w tegorocznym balu miała brać udział nie tylko rodzina królewska, ale także delegacja z Tinz.

Dopiero gdy Meghara dotarła do centralnej części domu, na korytarzu spotkała większą ilość służących. Ta część pałacu nie była lubiana przez dziewczynę. Bogate, złote sztukaterie, wszechobecny marmur i najdziwniejsze kształty zdobień przyprawiały ją o wymioty, gdy myślała o tym, ile osób pragnęło doświadczyć, choć skrawka tego przepychu i napełnić swoje brzuch. Choć Dama nie miała styczności z osobami niższego stanu, poza służbą, zdawała sobie sprawę z tego, że matka i ojciec nie mówili jej o wszystkich problemach trawiących królestwo od wewnątrz i z zewnątrz. Wiedziała też, że jej wuj, król Alastair nie należał do dobrych władców. Na domiar złego, nie zapowiadało się, aby kuzyn Leonard, syn panującego króla i jego następca w jednym, sprawował się lepiej w tej roli. Księżna westchnęła i przyśpieszyła kroku, docierając do holu.

Już miała wspiąć się na wysokie, wyściełane krwistymi dywanami, szerokie, schody z białego marmuru, gdy do jej uszu dotarł stukot kopyt i chrzęst kół powozów dobiegający z podwórza przed budynkiem. Z głośnym biciem serca dziewczyna podeszła do okna i odchyliła tiulowe firany, by móc zobaczyć kto przyjechał. Nie zdążyła jednak się przyjrzeć gościom, gdy drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem wpuszczając dwie roześmiane dziewczynki.

— Ella! Tiara! — Wykrzyknęła Meghara, zwracając tym samym na siebie ich uwagę. Rozbiegane dziewczynki o niemal białych włosach zatrzymały się, spojrzały na siebie, jakby komunikowały się niewerbalnie. Dygnęły delikatnie, skłaniając przy tym głowy w dół.

— Meghara! — Wykrzyknęły równocześnie, kiedy dziewczyna odpowiedziała dygnięciem i wpadły biegiem w otwarte ramiona siostry, omal jej nie przewracając na ziemię.

— Tak się cieszę, że was widzę maleństwa. — Pocałowała dziewczynki w czubek głowy, gdy te przytulały się do niej.

— My też — Stwierdziły. Oderwały się od niej dopiero, gdy do pomieszczenia wszedł barczysty, wysoki mężczyzna z zaokrąglonym od piwa brzuchem, którego wąsy i podbródek delikatnie podrygiwały w miarę oddychania. Dziewczyna czym prędzej spuściła wzrok na dół, przyglądając się posadzce i ukłoniła się przed swoim ojcem.

— Ojcze. — Na jej usta wpłynął uprzejmy uśmiech, jaki miała w zwyczaju posyłać swojemu rodzicielowi.

— Wyprostuj się dziecko — rozkazał. Głos ojca był zachrypnięty przez nadmiar alkoholu, który miał w zwyczaju spożywać. — Przede mną nie masz obowiązku się kłaniać, zwłaszcza w swoim rodzinnym domu, gdy jesteśmy sami.

Vicar podszedł do dziewczyny i podał Megharze rękę, aby mogła się na niej wesprzeć. Przyjęła ją z wdzięcznością, prostując się szybko. Córka była niższa od ojca o głowę, co pozwalało mu patrzeć na Megharę z góry.

— Spodziewaliśmy się was dopiero jutro, ojcze — to powiedziawszy, ruszyła za Vicarem do salonu, którego drzwi zawsze pozostawały otwarte. Na dębowym stoliczku, zdobionym złotymi ornamentami, już czekała porcelanowa zastawa, z nalaną do dzbanka parującą herbatą z czerwonych liści krzewów asshalmu rosnących w ogrodzie za domem.

— Istotnie, mieliśmy dotrzeć do stolicy znacznie później, jednak w Rag przebywa hrabia Ibrasil, z którym muszę się pilnie rozmówić w sprawie przeprawy towarów przez cieśninę Lorfordzką. Vicar zajął miejsce na obłożonej welwetem sofie. Mebel głośno zatrzeszczały pod jego ciężarem, a Meghara podała mu filiżankę z parującą herbatą, którą przed chwilą nalała z porcelanowego dzbanka. Naczynie wydało jej się niebywale małe, gdy znalazło się w zniszczonych od pracy z końmi, dłoniach Vicara. Zwierzęta te i ich trening były wielkimi pasjami diuka, a wiedzę, którą zgromadził na ten temat, z chęcią przekazywał swoim potomnym i każdemu kto tego zapragnął. — Sama wiesz, jak istotna jest dla handlu krajowego Magallada.

— Faktycznie, czarownice zaopatrują się w znaczną ilość futer i ziół sprowadzonych z kontynentu. Utrata kontraktów handlowych z ich wyspami znacząco odbiłaby się na funduszach państwa i naszej rodziny. — Meghara zajęła miejsce naprzeciwko swojego ojca, podobnie jak on, popijając gorącą herbatę z filiżanki usiłowała sobie przypomnieć wiadomości, jakie docierały do niej w ostatnim czasie o tej gałęzi interesów prowadzonych przez jej rodzinę.

— Cały problem polega na tym, że w interesy i transport od jakiegoś czasu wtrącają się Nanhuńscy korsarze, oferując zaskakująco niską cenę sprzedawanych dóbr. — Kukułka w zegarze, który stał w kącie nieopodal, wyskoczyła z zegara, oznajmiając wybicie godziny dziesiątej.

— Rozumiem. — Dama zamyśliła się na chwilę, marszcząc przy tym brwi i obgryzając paznokcie, co spotkało się z karcącym wzrokiem jej ojca. — Czy nie możemy zatem zaproponować im towaru, którego pragną, a nie mogą kupić od innych dostawców?

— Bardzo bym chciał, ale większość drogich towarów pozyskują przez swoje oddziały lądowe i przewożą na drugi brzeg z pomocą własnych okrętów. Co za tym idzie, jedynym wyjściem na zwrot strat jest zwiększenie cła w portach lub pertraktacje z Nanhun, a jak wiesz Imperium nie jest skore do rozmów na jakikolwiek temat. — Vicar uniósł filiżankę parującego płynu do ust i upił odrobinę, wykrzywiając się przy tym nieznośnie, gdyż herbata oparzyła go w język. Jest jeszcze jeden powód mojego wcześniejszego przyjazdu do tego przeklętego, brudnego miasta. — Megharze wydawało się, że przez twarz ojca, która zwykle pozostawała niewzruszona niczym kamień, przemknął cień niepokoju i troski, szybko jednak odepchnęła od siebie to wrażenie.

— Jaki? — zapytała zaciekawiona, błagając w myślach bogów, aby jej głos brzmiał pewnie. Meghara spodziewała się bowiem, że w niedługim czasie, jej ojciec lub matka poruszą temat wydania jej za mąż.

— Sam Otton le Rouge. — Dziewczyna czuła, jak z jej twarzy w jednej chwili odpływa cała nagromadzona do tej pory krew, a skóra blednie coraz bardziej z każdą mijającą sekundą. Vicar podniósł się niespiesznie z kanapy, która ponownie zatrzeszczała, grożąc załamaniem przy kolejnym ruchu diuka. Odłożył filiżankę z napojem na stół i podszedł do wygaszonego kominka, wyłożonego gładkim kamieniem i dał znak lokajom stojącym koło drzwi, aby opuścili pokój zamykając za sobą podwoje. Po kilku sekundach te zatrzasnęły się z głośnym jękiem. Vicar spojrzał na swoją córkę, której dłonie drżały z nerwów. Le Rouge poprosił mnie o twoją rękę! wykrzyczał nagle, dumny z siebie Vicar.

Meghara odłożyła na stolik spodek i filiżankę pełną herbaty w obawie przed poplamieniem nowej sukni. Jej dłonie nie przestały się trząść, a gula w gardle, która zdawała się rosnąć od dłuższej chwili, dopuszczała do jej płuc coraz mniej powietrza. Na plecach czuła spływający pot, mimo tego jej twarz pozostała niewzruszona niczym kamień, podobni jak oblicze jej ojca, podczas całego czasu, jaki trwała ich rozmowa. Jedynie jej oczy zdradzały uczucia, które toczyły w niej zażartą bitwę.

— Ojcze — rozpoczęła, ale zaraz przerwał jej ojciec.

To wspaniała wiadomość, prawda córeczko? Ojciec podszedł do niej energicznym krokiem i przysiadł obok niej na sofie. W ciepłe dłonie pochwycił jej drżące palce, gładząc jej gładką skórę, stwardniałymi opuszkami. Pomyśl tylko, będziesz miała życie pełne luksusu. Będziesz mogła podróżować wraz z mężem i dziećmi po świecie lub robić to tylko ze świtą. Nigdy nie będziesz musiała martwić się o pieniądze. Będziesz żyła tak, jak na to zasługujesz! — Przerażona dziewczyna czuła jak zaczyna jej się robić słabo. — Pomyśl tylko. Dwa najznamienitsze rody ainsgarthiańskiej ziemi połączone w jedność! O waszym ślubie będzie mówił cały kontynent — przerwał by złapać oddech — a nawet cały świat! — Meghara zerwała się z miejsca, nie wiedząc co ze sobą robić. Obraz w jej głowie zawirował, ale uczucie szybko minęło. Czuła, że musi jak najszybciej wydostać się na zewnątrz.

Muszę wzięła głęboki oddech — muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Wybacz ojcze skłoniła się pośpiesznie ojcu i wybiegła przez ledwie uchylone drzwi salonu.

Meghara starała się brać jak największe oddechy, aby do płuc dostało się jak najwięcej powietrza. Całą drogę do sali balowej, przez którą mogła wyjść do ogrodu, opierała się o jedną ze ścian lub meble. Z każdym krokiem wydawało jej się, że jest coraz słabsza. Przed wejściem do sali balowej zobaczył ją jakiś nieznany służący i spytał, czy jej pomóc, ale dziewczyna stanowczo odmówiła, błagając w myślach by jej stan, jak najszybciej uległ poprawie. Cały czas w myślach powtarzała sobie, że nie może zemdleć, że musi być silna.

W końcu weszła do ogromnej, okrągłej sali dekorowanej przez służących, którzy właśnie mocowali girlandy kwiatów pod sufitem i na kolumnach otaczających parkiet. Sala już prezentowała się pięknie, ale dziewczyna nie miała czasu i siły, aby podziwiać pracę służby. Wyprostowana starała się stawiać krok za krokiem, aby dotrzeć do ogromnych, szklanych drzwi po drugiej stronie sali, które stanowiły wyjście na taras i do ogrodów za domem. Sekundy zmieniały się dla niej w minuty, a minuty w godziny. Miała wrażenie, że czas się zatrzymał, mimo że nic się w jej otoczeniu nie zmieniło. Świat wokół niej znów zawirował w niekontrolowanym przez nią tańcu. Grunt zaczął usuwać się spod jej nóg, gdy chwyciła za klamkę drzwi oddzielających ją od świata zewnętrznego.

Nagle i bez ostrzeżenia wszystko wróciło do normy. Pierwszy haust przedpołudniowego, ciężkiego powietrza wleciał do jej płuc, rozbijając się o ściany układu oddechowego, świat przestał wirować, a ziemia i czas wróciły na swoje miejsce, ustępując oszołomieniu.

Panienko? Usłyszała znajomy głos za swoimi plecami, a na swoim ramieniu poczuła dotyk drobnej kobiecej dłoni. Wszystko w porządku? zapytała zatroskana kobieta. Meghara spojrzała roztargniona na Annę, która przyglądała jej się z niepokojem wymalowanym na twarzy.

Tak odpowiedziała niepewnie zdezorientowana Meghara. Tak powtórzyła pewniejszym siebie głosem. Wszystko dobrze. Dziękuję za troskę.
Anna przypatrywała się jej jeszcze przez chwilę z podejrzliwością, po czym wróciła do swoich zajęć przy dekoracji sali. Meghara wyszła chwiejnym krokiem na taras i patrzyła przez chwilę na ogród, dopóki do jej uszu nie dobiegł dźwięk zegara z salonu, odbijający się echem w sali balowej. Zdając sobie nagle sprawę z czasu, jaki upłynął od jej rozmowy z ojcem, Meghara ruszyła pośpiesznym krokiem do bawialni na piętrze, w której tego dnia wyjątkowo miały odbyć się zajęcia z madame Sautré.
Kiedy w końcu dotarła do niewielkiej sali znajdującej się w zachodnim skrzydle domu, nauczycielka tańca już na nią czekała, zniecierpliwiona jak zawsze. Jej pomarszczona twarz o surowym obliczu wydała się Megharze jeszcze bardziej przerażająca, choć sama nauczycielka nie była aż tak straszna, gdy lepiej się ją poznało i uczciwie pracowało na prowadzonych przez nią zajęciach.

Spóźniłaś się stwierdziła chłodno. Stań w pozycji wyjściowej nakazała. Wskazała laską na środek parkietu pokoju. Meghara bez najmniejszego sprzeciwu wykonała polecenie swojej nauczycielki.

Nim madame Sautré włączyła gramofon wykorzystywany do ćwiczeń tańca, u boku Meghary zjawił się lokaj towarzyszący nauczycielce. Mężczyzna był rówieśnikiem jej ojca, a w kuluarach plotkowało się o romansie wdowy Sautré z Jacobem, bo tak miał na imię mężczyzna. Dama skinęła mu głową na powitanie, na co on odpowiedział lekkim, ledwo widocznym uśmiechem, chwycił ją za dłoń i uniósł na wysokość jej barków tworząc ramę taneczną i zajmując pozycję wyjściową do crowla.

Raz, dwa, trzy, cztery! Wykrzyczała kobieta, opierając się na lasce koło gramofonu. Gdy tylko zabrzmiały pierwsze nuty melodii. Meghara i Jacob ruszyli do przodu, obracając się wokół własnej osi, a następnie wykonując pierwszy obrót i stając twarzami do siebie. Madame Sautré okrążyła w tym czasie parę, oglądając dokładnie każdy ruch wykonywany przez podopieczną. Wyprostuj się Megharo! Nikt nie poślubi gnoma z garbem na plecach!

Dziewczyna, wkładając w to wszystkie swoje siły, wyprostowała się, rzucając pewne siebie spojrzenie w stronę nauczycielki. Znała sekwencje kroków i wiedziała, że może zatańczyć lepiej. Chciała skupić się na krokach, ale w jej umyśle wciąż krążyły słowa ojca, jakie usłyszała nieco ponad godzinę wcześniej. Ukłon i trzy obroty później była już pewna, że zdecydowanie nienawidzi tańców dworskich, mimo godzin spędzonych na ćwiczeniu ich. Z ulgą przyjęła zmianę melodii i przejście do kroków fussa, który posiadał znacznie mniej skomplikowany układ choreograficzny, a jego tempo, choć znacznie szybsze było mniej nużące.

Słyszałem, że na balu ma się zjawić sam następca tronu. Czy to nie cudownie, panienko? zapytał szeptem Jacob. Meghara spojrzała zaskoczona na mężczyznę. Rzadko się zdarzało, by lokaj odzywał się do niej podczas wspólnego tańca, a tym bardziej pytał o plotki.

Zależy którego następcę tronu masz na myśli, Jacobie odpowiedziała dyskretnie Meghara. W pojawienie się Leonarda szczerzę wątpię. Podobno dalej jest nieprzewidywalny, zupełnie jak podlotek. Jeśli chodzi natomiast o Eleanore i Bruno, ich pojawienie się na balu jest całkiem prawdopodobne. W końcu mają nas odwiedzić delegaci z Tinz. Bal będzie idealną okazją do nawiązania intratnych umów z możnymi po drugiej stronie kontynentu.

Rozumiem odparł zdawkowo mężczyzna.

Nie gub tępa, Megharo, albo przez resztę lekcji będziesz tańczyć tylko fussa! Zagroziła nauczycielka, gdy dziewczyna się potknęła. Choć bardzo tego nie chciała, Meghara wciąż deptała po stopach lokaja, mimo że robiła to znacznie rzadziej, niż jeszcze rok temu, gdy rozpoczynała lekcje tańców dworskich. Brawo! Tak to ma wyglądać! Wykrzyknęła madame Sautré, gdy po blisko godzinie ćwiczeń Meghara i Jacob wykonali poprawnie wszystkie kroki fussa nie tracąc przy tym tępa. Silhouette! Zakrzyknęła nauczycielka, a dziewczyna i jej partner przyjęli kolejną pozycję taneczną.

Po plecach Meghary ciekła strużka potu, której nie było widać przez warstwy pod suknią. Czuła jednak jak jej cierpliwość się kończy. Nienawidziła dworskich tańców, które nie okazały się wcale tak wspaniałe, jak opisywała to Altamare i służba. Oddałaby wiele, aby ściągnąć pantofle i oddać się lekturze, albo przynajmniej móc udać się na konną przejażdżkę. Jacob uśmiechał się do niej pokrzepiająco, gdy tylko madame Sautré odwracała się do nich tyłem, by zmienić melodię lub przejść z jednego końca sali na drugi.

Po kolejnej godzinie męczarni, Meghara w końcu mogła odetchnąć z ulgą. Muzyka ustała na chwilę przed wejściem Anny, która przyniosła wodę z plastrami cytryny i miętą. Dziewczyna z ulgą zajęła miejsce na jednej z kanap ustawionych koło okna. Nie myślała o karcącym spojrzeniu nauczycielki, która co chwilę na nią zerkała znad szklanki zimnego napoju.

Wtedy drzwi sali otworzyły się szeroko, a do pokoju weszła matka dziewczyny, jak zwykle dumna i patrząca na wszystkich z wrodzoną wyniosłością. Za nią szła pokojowa, która wydawała się zakłopotana widokiem starszej kobiety. Meghara natychmiast wstała z kanapy i rozprostowała suknię, na której widać było zagniecenia powstałe w wyniku tańca i wiercenia się na siedzisku. Madame Sautré złożyła głęboki pokłon przed panią domu. Podobnie uczynił Jacob.

Wraz ze wkroczeniem do komnaty Tiffany, Meghara miała wrażenie, że cienie w pokoju pogłębiły swą czerń, a promienie słońca, wpadające przez nie nagle pobladły. Po ciele młodej damy przeszedł dreszcz, kiedy spojrzenie matki i jej spotkały się. Dziewczyna spuściła wzrok na dół i elegancko dygnęła, tak jak uczyła ją w młodości madame Sautré. Matka bez słowa podeszła do niej niespiesznie. Gdy tylko w zasięgu jej wzroku znalazła się krwista suknia kobiety, Meghara poczuła na swoim policzku palący ból, a jej głowa mimowolnie odskoczyła delikatnie w bok. Dziewczyna zdusiła jęknięcie, jednak słyszała jak Jacob i wdowa Sautré wciągają nieco szybciej powietrze.
Czy wiesz, za co to? Zimny ton głosu Tiffany wydawał się przeszyć powietrze i celować prosto w jej duszę.

Za nieposłuszeństwo wyszeptała Meghara. Zaraz potem poczuła pieczenie na drugim policzku. Tym razem zabolało mniej, ponieważ dziewczyna zacisnęła zęby, spodziewając się kolejnego uderzenia.

A to? zapytała Tiffany.

Za nie zmienienie sukni wydusiła dziewczyna, powstrzymując przekleństwo cisnące się na usta. Tiffany przyglądała jej się przez chwilę, w końcu jednak odeszła od córki, zwracając uwagę na trwających w pokłonie wdowę Sautré i Jacoba.

Miło cię widzieć baronesso. Powitała nauczycielkę z przymilnym uśmiechem goszczącym na ustach i kładąc nacisk na ostatnie słowo. Mam nadzieję, że moja córka nie sprawia ci zbyt wiele kłopotu?

Ciebie także miło widzieć diuczesso – odpowiedziała Sautré z wymuszoną serdecznością w głosie. Dama to znakomita uczennica, mimo braku zapału do tańca, doskonale sobie radzi odpowiedziała spokojnym, zachrypłym głosem.

Bardzo cieszą mnie takie wieści. Wszyscy wiemy bowiem, że jesteś najlepszą nauczycielką tańca w całym królestwie. Tiffany posłała kolejny przymilny uśmiech skierowany do madame Sautré, by zwrócić uwagę na jej służącego. Najdroższy Jacobie, jak twoje zdrowie? Z nogą już lepiej? Zapytała, gdy mężczyzna całował grzbiet jej dłoni schowany w jedwabnej rękawiczce.

Znacznie lepiej moja pani przerwał, aby złożyć kolejny pocałunek na dłoni Tiffany. Meghara skrzywiła się, gdy matka spojrzała na służącego z niesmakiem, a jej wachlarz delikatnie zaskrzypiał w wyniku mocniejszego ściśnięcia. Maść od nadwornego medyka faktycznie potrafi zdziałać cuda. Jeszcze raz dziękuję dodał wyprostowany, górując nad drobną panią domu. Tiffany nie zwracała już na niego uwagi, ponownie skupiając uwagę na madame Sautré.

Madame, czy możemy porozmawiać na osobności na temat zbliżającego się balu i dalszej edukacji córki? — zapytała znów przymilnym głosem.

Oczywiście księżno odpowiedziała starsza kobieta, siląc się na grzeczność wobec wyższej rangą społeczną kobiety. Po tych słowach obie zaczęły zmierzać w kierunku wyjścia z bawialni, a za nimi podążyli niczym cienie służka matki i Jacob. Służąca miała rozpuszczone włosy, które opadały jej na twarz, zasłaniając lewy profil dziewczyny. Meghara domyśliła się, że służącej także oberwało się tego poranka.

Księżna odważyła się oderwać wzrok od parkietu, dopiero gdy drzwi za nauczycielami na dobre się zamknęły, a kroki na korytarzu ucichły pozostawiając ją samą. Meghara spojrzała w lustro wiszące nad sofą, na której wcześniej siedziała. Miała wrażenie, że w gładkiej tafli widzi odbicie zupełnie innej osoby. Potargane czarne strąki, które odstawały na wszystkie strony, załzawione oczy i krew spływająca z przegryzionej wargi na nieco szpiczastą brodę, wydawały się należeć do innej kobiety. W jej piwnych oczach szalała furia, która gasła z każdą sekundą. Meghara wyjęła z kieszeni ukrytej pod suknią śnieżnobiałą, lecz pomięta chusteczkę i wytarła nią krew. W miarę możliwości poprawiła włosy i posłała do swojego odbicia ostatni pokrzepiający uśmiech.

Opublikowano
Kategorie Fantasy
Odsłon 505
2

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!