heart beats — “wyciskam przyjemność z życia!”

ilu rzeczy nie zauważamy, ilu nigdy nie zauważymy… Przejdziemy życie biedniejsze o zachwyt nad …

Mój umysł to niesforny mądrala, który we wszystkim z uciechą doszuka się drugiej strony (cóż, zawsze jest).

I trudno jest

czuć czystą wdzięczność

gdy wokół wdzięczności wyrasta ogród logicznych rozmyślań: ale przecież z drugiej strony to-tamto-i-siamtokiedyś i tak zniknie, i tyle z tej twojej wdzięczności, …

To, że za drugą – czysto bolesną – stronę czegoś wdzięczny być bym nie potrafił (NIKT by nie potrafił), nie znaczy, że za pierwszą stronę tego nie mogę.

A zniknie na pewno, tak jak rozkoszny posiłek, niebiański orgazm, czy rozbawienie czymś głupim,

lecz

czy to znaczy, że nie mogę lub nie powinienem cieszyć się tym, gdy wciąż trwa?

Logika nie będzie w stanie odpowiedzieć “tak” na to pytanie!

Wdzięczność w tu i teraz to branie

tej przyjemności, którą tu i teraz stanowi (obok nieprzyjemności),

i wyciskanie z niej jeszcze więcej, więcej, więcej słodkiego soku łechtającego nasz mózg.

To chemiczna magia, którą sam sobie mogę podarować,

bez limitu.

Mój umysł to niesforny mądrala, i jestem wdzięczny za to, bo choć bywa okrutny (to zaś ten kawałek jego niesforności, za który wdzięczny być nie potrafię. Nikt by nie umiał, choćby i mnichem buddyjskim, mistrzem Zen, świętym oświeconym. Kochać coś za ból, jaki sprawia – za sam czysty ból, bez jego korzystnego aspektu – to niemożliwość dla mózgu, bo mózg ma ból tworzyć nam jako alarm, że coś nas uszkadza), bywa też skarbem z którego jestem dumny.

Nie jestem najbardziej dociekliwym człowiekiem na świecie, co prawda, i często na drodze staje mi lęk przed faktami. Ale

(zawsze jest “ale”, ha! Tylko czemu nam łatwiej zauważyć negatywne “ale”… To nie pytanie – bo odpowiedź najwyraźniej już znam. To zwyczajnie westchnięcie słowami na ten niewygodny – jakkolwiek praktyczny – fakt)

dociekam i docieram. Badam i poznaję.

I ta wiedza to potęga, narzędzie w moim arsenale

i czasem nie wiem, kiedy niby dany jej kawałek przydać by mi się miał,

ale

nawet jeśli tylko głaszcze moje ego, hej, to wciąż coś przyjemnego!

I nie, nie neguję tu bólu, gdy cieszę się jego brakiem. Mózg łatwo widzi problemy (i do nich dokłada, próbując rozwiązać. Paradoks wcielony).

Jedyne – proste tak bardzo (nie znaczy, że łatwe) – co ja tu w tym wszystkim robię to

świadomie uwagę swą zwracam na przyjemność w tym pełnym obrazie.

Bo łatwo jest zaślepić się tylko na trudny jego fragment i czuć, jakoby życie na trudach się kończyło

i radości w nim nigdy tak naprawdę nie było.

Oto sam sobie dowód (niemalże namacalny – bo to wirtual, nie kartka papieru) daję,

że radość, zachwyt, wdzięczność, rozkosz i zrelaksowanie

nie są ułudami, kłamstwami, “wcale tego nie było”.

Że w danym momencie jest źle, znaczy jedynie tyle, nie że “dobrze” mi się ledwie przyśniło.

(Po prawdzie, w detalach, nigdy nie jest tylko źle albo tylko dobrze.

Mogę stać w pokoju w połowie pomalowanym na ciemne kolory, w połowie na jasne, i twierdzić, że cały pokój jest ciemny,

jeśli tylko na ciemny jego kawałek wzrok zwracam. Mózg potrafi tak bardzo pomóc, potęgę dzierżyć, lecz bywa największym kamieniem na naszej drodze, największym ciężarem na naszych barkach, kulą u nogi).

Ból ma swój czas i miejsce w mojej cierpliwej uwadze. I w gabinecie z psychoterapeutą. Zaś tu – tu i teraz – od bólu i jego badania, zrozumiania, przetwarzania

przerwę sobie robię,

by naładować baterie,

by ukoić swój mózg, swoje ciało szklanką intencjonalnej przyjemności.

Na zdrowie!

(Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz.

Ja więc – pragnąc mieć możliwość rozsmakowywania się w rzeczach samych w sobie, a nie w ich wspomnieniach gdy już smutno znikną z mojego życia – robię dokładnie to, co tu robię: świadomie praktykuję wdzięczność.

Jakkolwiek i dla mnie samego wciąż w pewnym sensie śmiesznie to brzmi, szczerze mówiąc. To głupie. Ludzie czuliby się zażenowani, mówiąc komuś, że robią coś dobrego dla ich zdrowia, podczas gdy śmieszne skłonności autodestrukcyjne są cool? Jestem wdzięczny, że jestem tak ciekaw tak wielu rzeczy, bo dzięki temu mogę nie poprzestać na płytkim osądzaniu, na bezmózgim podążaniu za ciemnogrodzkim stadem, lecz zbadać i zrozumieć lepiej, osądzić obiektywniej).

Jestem wdzięczny, że to wszystko wiem; tak młody jaki jestem, a nie później.

Jestem wdzięczny za wszystkie te czynniki, które umożliwiły mi dowiedzenie się tego (badania, odkrycia, ludzka ciekawość, i nie wiem ile jeszcze, w detalach, tego było. Nie jest mi potrzebne, by to wiedzieć. (Choć może kiedyś będzie?). Aczkolwiek, jestem łagodnie ciekaw).

Jestem wdzięczny, że wpadłem na pomysł, by zacząć pisać teksty takie, jak ten. Tworzę treści, które będę mógł potem wykorzystać. Zainspirować się nimi. Wspomóc.

Nigdy nie wiadomo, co z tego wyjdzie (dobrego i złego, dla mnie i dla innych).

Jestem wdzięczny za fakt, że w ogóle potrafię pisać. Nie czyni mnie to, w żadnym razie, elitą, wielkim szczęściarzem, fakt faktem, ale

mogłem urodzić się gdzieś w tym okrutno-pięknym świecie, gdzie nie dostałbym (tak łatwo) możliwości, by nauczyć się władać językiem.

Umiejętność która jest tak potężnym narzędziem. Którego niemal na co dzień używam, by wspomagać swój mózg w drodze do

czucia się lepiej

funkcjonowania lepiej.

Jestem wdzięczny za fakt, że istnieją smartfony, które tak sobie ulubiłem ponad papierem. Z drugiej strony (zawsze jest…), moje oczy cierpią trochę bardziej, niż bym chciał, bo wciąż zapominam, by

nie trzymać ekranu tak blisko,

robić sobie przerwy wzbogacane o garść prostych ćwiczeń,

używać telefonu przy dobrym świetle,

Ale wciąż widzę! Całkiem nieźle jak na stan współczesnego człowieka.

Dobry wzrok to skarb.

Jestem wdzięczny że wiem, jak o niego lepiej dbać. I za to, że faktycznie mogę.

Szkoda tylko, że nie korzystam lepiej z możliwości, jakie mam, by tak prostymi rzeczami dbać o coś tak cennego.

Jestem wdzięczny, że mogę załatwiać potrzeby fizjologiczne w komforcie, zamiast gdzieś w krzakach pełnych niewiadomoczego i zimna. Choć zachodnie klozety nie służą naszym kiszkom tak dobrze. Cóż. I na to są rozwiązania. A owe klozety swoje plusy wciąż mają: dla ludzi którym trudność sprawia poruszanie się, ot na przykład.

Jestem wdzięczny, że ja do nich (wciąż) nie należę.

Czemu nie wyciskać przyjemności z “głupich” lub błahych rzeczy?

Jestem wdzięczny, że mogę wygodnym smartfonem uchwycać obrazy z wokół mnie. Jedno kliknięcie… I już piękny opad śniegu w środku marca, który posłał dziecięcą radość przez moje żyły, zostanie ze mną na dłużej.

W obrazie.

Jestem wdzięczny, że mimo życiowego gówna, którego niestety – będąc człowiekiem – doświadczam (dużo by pisać… Najgorzej na świecie ponoć nie mam, i co z tego – nie devalidate’uje to mojego bólu, moich problemów), mam również momenty radości. Śmiechu. Zachwytu. Dumy. Podekscytowania.

i tak dalej

I że potrafię się nimi cieszyć – tak w momencie ich trwania, jak w ich wspomnieniach.

Jestem wdzięczny, że to życiowe gówno, które logicznym efektem “niezliczonej” ilości dotychczasowych czynników przewija się przez moje życie, w większości chowa perły.

Perły w moich ranach.

Mądrość, którą zdobywam, ucząc się poprzez nie i dzięki nim. Siła, którą odkrywam i buduję, naginając swoje limity w starciach z ich pochodzeniem.

Jestem wdzięczny za fakt, że każdego roku potrafię szczerze stwierdzić: Nie chciałbym wrócić do tego, jaki byłem – wolę siebie takim, jaki się dotychczas stałem.

Imperfekcyjność to nasz raj. Znajduję radość,

śmiech, rozkosz, uciechę, beztroskę, relaks, podekscytowanie

pomimo bólu.

Nikt nie jest nigdy zupełnie szczęśliwy, bo życie nigdy nie jest zupełnie przyjemne. Lecz to nie znaczy, że nie możemy znajdować przyjemności pomimo tych bolesnych momentów.

Mindset to NIE wszystko

– jedynie, bardzo wiele.

How many pleasant things exist in this moment – available to me – NEXT to the painful ones? see the full picture, not just the black side of the black-white room.

Jestem wdzięczny, że potrafię, wobec pewnych rzeczy, czuć wdzięczność tak silną,

że płaczę aż w tym uczuciu, tej emocji,

wzdychając głęboko.

Jestem wdzięczny za Twittera i tych wszystkich śmiesznych streamerów, którzy robią mi background noise, gdy zajmuję się jakimś nudnym czymśinnym. Zakładam słuchawki na uszy, robię porządki w bałaganie plików, zajmuję się projektem który przyprawia mnie o małą depresję, itede. I w tle słyszę – czasem słucham (bywają dla mnie ciekawe) – paplanin o najdziwniejszych rzeczach

ludzi tak człowieczych

jak ja sam.

A tak innych, w detalach (wciąż niezbadanych). Podobnie popieprzonych, dziwnych, poranionych, znudzonych, próbujących przetrwać i prosperować, sadystycznych, ciekawych świata, ciasnoumysłowych, …

Fakt, muszę płacić za prąd i internet, musiałem zapłacić za smartfon, słuchawki… ale jestem prześmiewczo nieco wdzięczny, że (jeszcze) nie muszę płacić za samo odtwarzanie.

Cieszmy się udogodnieniami, póki są. Czemu nie.

Jestem wdzięczny za filmiki ASMR. Którymi mogę się cieszyć bez bezpośrednich płatności.

Pieszczą mój mózg tak uzależniająco,

gdy chcę zatopić się w głębokim relaksie

poczuć ten obezwładniający ciężar swojego ciała,

gdy powieki same przymykają mi się w tym, ah, rozkosznym wrażeniu.

Jednak jest coś, za co potrafię lubić gatunek ludzki. 😛

Jestem wdzięczny za świeże powietrze, które mogę wdychać bez przeszkód, rozsmakowując się w jego zapachu,

gdy otworzę okno

wyjdę na balkon

przejdę się do sklepu.

W tym momencie otwarte okno to mój wybór. Czuję zimne powietrze obmywające moje ciało,

przynoszące zapach cichej nocy w moje nozdrza.

…wdech…

…wydech…

Oddycham. Ciesząc się tym prostym aktem.

Jestem wdzięczny za szum wiatru w liściach, który mogę w tym momencie słyszeć na żywo. Jestem wdzięczny za każdy jeden czynnik, który umożliwia mi cieszenie się dziś, teraz, tym zjawiskiem:

słyszę szum wiatru w liściach.

Nie byłoby tego gdyby nie

Liście, które wyrosły na gałęziach tych krzewów, drzew. Ten wiatr, który powstał nie wiem jak, nie wiem gdzie, lecz przypłynął tu. Mój sprawny aparat słuchowy, i mózg, dzięki którym mogę rejestrować ten dźwięk – i interpretować go jako przyjemny.

Słyszę szum wiatru w liściach.

To tak niewiele, takie nieznaczące byleco, śmieszne ziarenko piasku pośród olbrzymich skał, gór życiowych trudów.

Ale jest.

I znajduję w nim chwilę ukojenia.

Momenty, w których wsłuchuję się w szum wiatru w liściach, to gwiazdy na niebie życia, i bez nich byłoby ono dla mnie…

mniej piękne, mniej ekscytujące.

Jestem wdzięczny, że mogę wymasować napięcie ze swojego

pracującego ciężko

przeciążanego stale, stale, stale

ciała.

Mam tylko jedno ciało na całe swoje życie – jakkolwiek długie/krótkie ono będzie –

i choć nie wyłącznie ode mnie zależy, co się z nim dzieje ni stało (w sumie szkoda: ciężki plecak w podstawówce, godziny siedzenia w szkolnych ławkach, niemądre decyzje rodziców, geny, wpływ ciśnienia atmosferycznego, chemia którą wpychają nam w gardła, …), mam wciąż znaczący wkład w jego stan.

Jestem wdzięczny za dostępne online materiały, które wzbogacają mnie w wiedzę ułatwiającą mi dbanie o tę intelektualnie piękną biologiczną maszynę, jaką jest

moje ciało.

Mogę go czasem nie znosić, ale każdy destrukcyjny akt skierowany przeciwko niemu da mi, w efekcie, tylko więcej powodów, by na nie narzekać. Jestem wdzięczny, że posiadłem tę świadomość, i mogę coraz lepiej robić z niej użytek. Dla każdego kolejnego momentu mojego życia; chociażby tego

który nastanie…

o, właśnie teraz.

I już do przeszłości należy.

Kolejny ułamek mojego życia przeminął. Nieodwracalnie. Ten był spoko, więc nie narzekałbym, gdyby się powtórzył, ale to,

oczywiście,

jest jedna z tych wielu rzeczy niemożliwych.

Jestem wdzięczny za deszcz, który teraz pada.

Mogę być za niego wdzięczny za każdym razem, gdy się pojawia,

i każdy raz będzie inny. Kolejne porcje przyjemnych hormonów z tego samego wydarzenia. Recyklinguję przyjemność!

Jestem wdzięczny za relaksujący dźwięk kropli uderzających o parapet, który słyszę tak dobrze, gdy otwieram okno swojego pokoju.

Jestem wdzięczny za odżywczy zapach świeżej mokrości w powietrzu, który czuję; zaciągam się nim, oddychając głęboko.

Jestem wdzięczny za piękną pogodę, którą dziś mamy w okolicy: grube warstwy chmur deszczowych, słodkie 8°C, i wietrzyk. Jestem wdzięczny za pobudzenie, jakie ta pogoda wywołuje w moim mózgu, w moim ciele.

Jestem wdzięczny za wschód słońca, który w tym momencie cieszy moje oczy, mój mózg. Mogę go oglądać, widzieć.

Ta bladożółta łuna odbijająca się na miękkich chmurach i mlecznym błękicie nieba. Świt. 

Nienawidzę słońca, ale bywa przyjemne. To jest jeden z tych przypadków: gdy wschodzi.

Przynosi nostalgię, dziwną tęsknotę, i “no i na co ci ten piękny wschód słońca; przeminie, i tyle radości, a życiowe gówna zostaną”. Fakt. Ale to mój moment radości, który czyni życie przyjemniejszym o niego.

Moment relaksu. Łagodnego podładowania baterii. Moment wytchnienia kojącego mój układ nerwowy.

Jestem wdzięczny za świnki morskie, które mam w domu. Są takie

puszyste i urocze i zabawne i ugh, aż się chce je przytulić. Idzie na nie więcej kasy, niż bym chciał, ale cóż. Przynajmniej nie tracą na uroczości z wiekiem.

Jestem wdzięczny za wygodniusie łóżko,

na którym moje ciało w momencie tym odpoczywa,

i które wciąż się trzyma, po piętnastu latach. Tylko trochę skrzypi. I za to akurat nie potrafię znaleźć wdzięczności (choć może istnieje jakiś pozytywny aspekt tego, dla mnie?), ale trudno. (Za to, ponownie zdałem sobie sprawę, dotkliwie, że chciałbym móc zużywać to łóżko mniej bardzo, naprawdę).

C’est la vie.

Takie życie. Taki mózg.

Nie potrafimy być wdzięczni za rzeczy, w których nie widzimy dla siebie korzyści (to w sumie dobrze; gdybyśmy potrafili, bylibyśmy w stanie wleźć w paszczę przysłowiowemu niedźwiedziowi, zamiast ogarniać, że niedźwiedź jest potencjalnym zagrożeniem dla naszego zdrowia i życia).

Możemy co najwyżej docenić je za ten dla nas pozytywny ich aspekt. Który może już potrafimy zobaczyć i, obok bólu, poczuć przyjemność, wdzięczność, docenienie, a może jeszcze nie.

Lecz nawet bez tego głębszego spojrzenia na życiowe cierpienia

mam wiele innych rzeczy, za które potrafię być wdzięczny. Które są przyjemnościami mojego życia. Większymi lub mniejszymi.

A te, za które jeszcze nie umiem być wdzięczny, budzą we mnie ból a ból budzi złość, a złość ożywia i niszczy,

zostawiając w swych krokach

gorący grunt pełen mi nieznanego.

Cokolwiek to znaczy, jestem ciekaw.

I jestem wdzięczny, że potrafię być ciekaw (choć czy to nie rzecz wspólna wszystkim człowiekom? (A czy ten fakt znaczy, że nie możemy ciekawości doceniać? Otóż nie)).

Co najmniej na tyle rzeczy zwróciłem uwagę, pisząc tę “litanię” wdzięczności. Rozkoszuj się, mózgu mój! Rano, w południe, wieczorem, o północy! Dziś, jutro, pojutrze, w najbliższy poniedziałek!

Bo czemu niby nie?

Nie da się zapisać uczuć na zewnątrz mózgu. Ale

da się je opisać. To już wiele daje.

Opisałem właśnie kilka z rzeczy, które w tym momencie zauważyłem jako przyjemne. Dzięki temu, wycisnąłem z nich co najmniej dwa razy więcej przyjemności, niż gdybym tylko je zauważył.

Władanie językiem to, w istocie, potęga.

Jestem wdzięczny, że mogę rozwijać tę konkretną umiejętność i czynić z niej tak pomocny zasób.

.

.

.

#24,25,27.03.2021, 01,15.04.2021, 10.06.2021

Autor Wyrdmazer
Opublikowano
Kategorie Wiersz
Odsłon 172
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!