Chory z Miłości 10

Cz. 10

Brunet sięgnął po trunek już trzeci raz z rzędu, Dick jednak uparcie odmawiał alkoholu zasłaniając się pracą.

Mimo, że Swindon także w niej był, nie stanowiła ona bowiem żadnej przeszkody gdy potrzebował się napić. 

– Czyli, udaje jego siostrę? Nie mogę skojarzyć, ale gdzieś już ją widziałem.

Zastanawiał się z intensywnością godną samego Arystotelesa który mawiał iż ” Nie ma nic w umyśle, czego przedtem nie byłoby w zmysłach.”

– Z początku mieliśmy z tym poważny problem, ale wreszcie trafiliśmy na pewien trop. – Dick wręcza mu tym razem kartkę, z aktem stanu cywilnego. – Jenny, jest byłą żona Davida.

Swindon uniósł wysoko brwi, marszcząc przy tym czoło. A następnie gwizdnął. 

– Chcesz powiedzieć, że żeniąc się z Livią, był już żonaty? 

– Aż taki dobry nie jest. – Uśmiechnął się Dick. – Nie. Rozwiedli się, ich małżeństwo trwało tylko dwa lata i prawdopodobnie doszło do niego w wyniku sprawunków rodzinnych. 

– Ma z nią dziecko? 

Tym razem z uwagą spojrzał detektywowi w twarz. Taka informacja byłaby już kompletnym wstrząsem dla Livi, tylko jak zdołałby ukryć ten fakt przed nią? I to przez taki szmat czasu?

– Z tego co wiemy, owszem była w ciąży, ale jej nie donosiła. 

– Czyli ” łapanka na dziecko.” 

Podsumował Swindon. 

– Na to wygląda, ale wracając do tematu. Całą sprawę utrudnił fakt, że po rozwodzie została przy jego nazwisku.

Wreszcie czoło Jona rozpogodziło się pod wpływem myśli.

– Czyli to dlatego nie wzbudzała podejrzeń pani Alvins. Szczerze nie zazdroszczę jej męża, ale… – Swindon, oddaje Sterletowi dokument i opiera plecy o fotel. – Sam już nie wiem co o tym myśleć.

Wzdycha, starając się mówić samą prawdę. I tak też robił, ponieważ naprawdę nie wiedział co o tej sytuacji sądzić. 

Była żona Davida udaje jego siostrę, żeby móc się z nim pierdolić swobodnie po kątach?

Jakież to sprytne! 

Tylko w jaki sposób ukartowali to przed Livią, i jak wyglądał u nich świąteczny zjazd rodzinny? 

Widocznie aby poznać odpowiedź na te pytania, musi jeszcze trochę zaczekać i oswoić się z z tym co już wie. 

– Jakby co zostawię ci zdjęcia, w końcu taką mam pracę i za to mi płacisz. 

Dick po raz kolejny posłał mu uśmiech, po czym skinął w jego stronę lekko głową. 

– Dziękuję bardzo! – Swindon wstał z miejsca rozumiejąc, iż ich spotkanie dobiega już końca. Sięgnął więc do małej szufladki przy biurku i wyjął z niej kwotę przeznaczoną dla detektywa. – Dobrze jest mieć się do kogo zgłosić w potrzebie, zamierzam nadal korzystać z pańskich usług jeśli będę tego potrzebował. 

Wychodząc za biurka, podał mu rękę, a po chwili wręczył pieniądze. 

– Bardzo mnie to cieszy, praca z Panem to sama przyjemność. 

Sterlet chowając banknoty w kieszeń swojego płaszcza, pożegnał się z nim szybko. Po czym wyszedł, odbierając już jakiś telefon. 

Prawdą było, że Jonny miał okazję pracować z nim już kilka razy. Różnica polegała jednak na tym, że dotąd zatrudniał go wyłącznie w sprawach biznesowych. 

Kiedy miał problemy z prawem bo ktoś chciał go urobić. 

Dick nigdy jeszcze nie pracował dla niego prywatnie. I mimo iż nawiązała się między nimi nic przyjaźni, w ramach ostrożności nie chciał spoufalać się z nim bardziej. 

***

Alvins w pełni już stojąc na nogach chodziła po pokoju i zaglądała w najciemniejsze zakamarki, uparcie szukając czegoś co mogłoby jej pomóc zakończyć tę nieszczęsną przygodę. Czegoś, czego mogłaby użyć żeby się stąd wydostać… 

W ten oto sposób wylądowała właśnie pod łóżkiem, podziwiając ową sterylność, od której drgały jej nerwowo nozdrza. 

Nie licząc jednak niezliczonej ilości wieszaków w szafie, szczotki do kibla i papieru w toalecie, nie udało jej się niczego znaleźć. 

W pomieszczeniu nie było nawet okna, tak samo jak w łazience. Starała się otworzyć zamek w drzwiach własną wsuwką do włosów, ale niestety w tej kwestii była nowicjuszem i złamała paznokieć. 

Starała się także stawić czoła dryblasom, którzy pojawiali się w drzwiach wraz z jadłem dla niej. W pierwszej kolejności strasząc mężczyzn sądem, później więzieniem, aby na końcu grozić im utratą życia… 

Darowała sobie jednak każdy posiłek, próbując być wystarczająco kreatywną, chcąc znaleźć sposób. 

Jednakże, niedawno przyniesiono podwieczorek, zaś ona nawrzeszczała na bogu ducha winną dziewczynę, że zakłóca jej spokój. 

Inna sprawa, iż nie potrafiła myśleć o jedzeniu będąc przetrzymywaną w brew swojej woli. Niczym zakładnik w trakcie napadu na bank. 

Lecz wolała to pominąć. 

Livia dźwignęła się z podłogi spoglądając teraz w lustro zawieszone nad komodą, zaglądając w oczy trochę zmęczonej, lecz zdeterminowanej jak również bojowo nastawionej dziewczynie. 

I wtedy wpadła na ten pomysł! 

– Cześć. – przywitał się wchodząc bez uprzedzenia do środka Jon. – Czujesz się lepiej? 

Przestraszona nagłym wtargnięciem, podskoczyła ze strachu, łapiąc się za serce. Czekała na niego bowiem cały dzień, gotowa na konfrontację, ale i tak wytrącił ją z równowagi. 

– Jak nigdy wcześniej. – zawołała ruszając jednak w jego stronę. – Natychmiast mnie stąd wypuść! 

Ze złością chwyciła go za koszulę, targając nią nieco. Miała bowiem dość czasu, żeby wszystko przemyśleć. I nie była zadowolona z tego co ją spotkało. 

– Oczywiście. – Swindon w odpowiedzi złapał za jej nadgarstki, pochylając się ku niej. – Jeśli tylko będziesz grzeczna, wkrótce stąd wyjdziesz. 

– Jesteś wstawiony? – dziewczyna w odruchu zmarszczyła nos. – Co ty sobie wyobrażasz?! 

– Uwierz mi, nie chcesz tego wiedzieć. 

Jonny uśmiechnął się zaczepnie, nadal zmuszając ją do bliskości. 

– Co robisz! Jesteś nienormalny, uszanuj moją decyzję i pozwól mi odejść! 

Jakby dla potwierdzenia swoich słów, szarpnęła się kilka razy, bez większego skutku. 

– Kłamstwo mam szanować? 

– O czym ty mówisz? 

Znieruchomiała, wciąż uwięziona w jego uścisku. 

– Doskonale wiem, że nie jestem Ci obojętny. 

Unosząc brwi, rozchyliła na chwilę niemo usta. 

– Zwariowałeś? – znów zmarszczyła czoło, przybierając wrogą postawę. – Może ty faktycznie rzucasz się na każdą która wpadnie ci w oko, ale niestety, są ludzie którzy potrafią oprzeć się pokusie. Jaka by ona nie była. 

– Czyli przyznajesz, że czujesz się podobnie?

Jony wpatruje się w nią wielkimi oczami, i wygląda na to, że niczego nie zrozumiał. 

Alvins wzdycha więc ciężko, błagając niebiosa o siły. 

– Panie Swindon, w moim życiu kieruję się pewnymi zasadami. Powtórzę to dla pańskiego dobra, żeby nie było co do tego cienia wątpliwości. Są granice których nie przekroczę! Proszę mnie więc już wypuścić, stęskniłam się za dzieckiem. 

Na chwilę zapada milczenie, Swindon patrzy na nią wykrzywiając zagadkowo usta. 

Nie chciał słuchać bowiem o dzieciaku, kiedy sam pragnął jej uwagi. Uwagi w całości poświęconej jemu. 

– Moja droga, mówiłem już… Musisz na wszystko zasłużyć. 

W odruchu przygryzła wargę, starając się zapanować nad wzbierającym w niej gniewem przemieszanym ze strachem. 

– I Co? Będziesz mnie do tak więził? Myślisz, że pozwolę na to, żebyś pozostał bezkarny?! – Livia mocno się szarpnęła, uwolniwszy w końcu z jego uchwytu swoje ręce. – Albo pozwolisz mi odejść teraz i zapomnimy o wszystkim.. Albo mocno tego pożałujesz… 

Brunet z westchnieniem uniósł brew, zauważalnie tracąc powoli cierpliwość. Z jednej strony irytowała go nawet bardzo, z drugiej wydawało mu się to nawet śmieszne, ale nie aż tak żeby mieć z tego ubaw po pachy. 

– Posłuchaj! – błyskawicznie chwycił jej przedramię, po czym poprowadził w stronę łóżka i pchnął na nie. Szybko siadając jej na biodrach. – Nie jestem głupi.

Livia w prawdzie próbowała przez ten czas protestować, czerwieniąc się przy tym jak papryka, jednakże okazał się nie tylko szybszy, ale także silniejszy.

– Co!? Jak…! Złaś ze mnie, nie dotykaj! PUSZCZAJ! 

Krzyczała wijąc się jak robale krocionogi.

– Ciszszsza… – przykazał, przyciskając jej ręce do materaca. – Prawda i tak wyjdzie na jaw. 

Gdy zawisł tak nad nią, zauważyła u niego rozszerzone źrenice. Wstrzymała więc oddech gdy jej serce zjechało w dół i przeskoczyło ze stopy na stopę! 

Jonny chyba jeszcze nigdy nie był tak blisko! 

Sprawy nie ułatwiał też jego zapach. Prócz alkoholu, czuła jego piankę do golenia, żel i perfumy które skusiły by wonią niemal każdą kobietę. 

Sam dotyk zaś rozgrzewał jej skórę przy najmniejszym dotknięciu, i nawet gdy nie chciała o tym wszystkim myśleć, nie mogła przestać. 

Pierwszy raz czuła się w ten sposób będąc z Brandonem. Lecz było to tak dawno temu iż nie sądziła, że uczucie kiedykolwiek jeszcze powróci. 

Bycie z Davidem nie było już tak ekscytujące. Oczywiście, że miewała orgazmy i kochała go całym sercem. Jednakże David nie całował tak dobrze jak Brandon, nie pociągał jej też tak bardzo, żeby traciła głowę kiedy był w pobliżu. 

Lecz taki układ jej pasował, po przygodzie z Brandonem, wolała mieć nad sobą kontrolę. Nie chciała jej stracić przy Swindomie! 

Livia znieruchomiała wpatrując się w niego jak zaklęta. O ile gotowa była iść z nim na wojnę, nie przygotowała się kompletnie do walki ze sobą. 

Cholerne estrogeny! Dlaczego akurat on? Nie miała najmniejszego pojęcia!

***

Cisza trwała jakiś czas, oboje jakby pastwili się nad sobą, gdyż oboje powstrzymywali się przed wykonaniem pieszego ruchu. Nie chcąc ustąpić. 

Walcząc i cierpiąc w ciszy ze samym sobą. 

Ten dziwny rodzaj katorgi, przerwało im wreszcie pukanie do drzwi. Swindon zdecydował się bowiem uwolnić ją z potrzasku, więc niezauważalnie pozwoliła sobie nabrać więcej tchu, czując emocjonalne wykończenie. 

Do środka wjechał specjalny wózek z kolacją dla dwóch osób. Co było zresztą powodem jej szyderczego i nagłego śmiechu. 

Zdawało się iż straciła rozum, gdy nerwowo zasłoniła usta dłonią i ześliznęła się z materaca, aby podejść do wózka z daniami. Przy którym stał bez słowa już Swindon, obserwując ją z podejrzliwością. 

Kiedy dotarła zaś na miejsce, spoważniała równie szybko jak zaczęła chichotać, opuszczając wzdłuż ciała ramiona. 

Po czym, ku zaskoczeniu Jona oraz mężczyzny który ów wózek przyszykował. Alvins chwyciła za jego bok, uniosła go lekko, a następnie mocno popchnęła wywracając całość niemal do góry nogami…

Autor Szapita
Opublikowano
Kategorie 18+ Romans
Odsłon 622
0

Komentarze

Bez komentarzy

Dodaj komentarz

error: Zawartość chroniona prawami autorskimi! Zakaz kopiowania!